o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
94511 (jako 'było') z ID:
94557 (jako 'jest').
Było:
W poprzednich odcinkach...
{y:i}Czy ktoś mnie słyszy?
Tak! Tak, słyszę cię.
Hej, jesteś na statku?
{y:i}- Jakim statku?|- Twoim statku...
{y:i}Nie jestem na żadnym statku.
Naomi, ta spadochroniarka.
{y:i}Kim...? Kim jest Naomi?
Mam! Złapałam sygnał!
Uda się. To się już zaczyna dziać!|Wydostaniemy się z wyspy!
{y:i}Halo? Czy jest tu Desmond?
Penny! Nie!
Posłuchaj, nawiązanie tego połączenia|będzie początkiem końca!
- Kto mówi?|{y:i}- A z kim ja rozmawiam?
Jestem jednym z ocalałych|po katastrofie lotu 815, linii Oceanic.
Możecie nas zlokalizować?
{y:i}Trzymajcie się mocno,
{y:i}zaraz będziemy na miejscu.
{y:i}Minęło już pół godziny|{y:i}od rozpoczęcia tego szaleńczego pościgu.
{y:i}Nadal nie mamy informacji o tym,|{y:i}kto prowadzi pojazd.
{y:i}Jeff, czy możesz nam powiedzieć,|{y:i}gdzie rozpoczął się pościg?
{y:i}Ruth, doszły do nas wieści,|{y:i}że pościg zaczął się nieopodal La Brea,
{y:i}a następnie toczył się|{y:i}w dzielnicy z magazynami, na południe od autostrady nr 10.
{y:i}Czy wiadomo ile osób jest w samochodzie?
{y:i}Wygląda na to, że tylko jedna - kierowca.
{y:i}Nie jesteśmy pewni, czy jest właścicielem pojazdu.
{y:i}To, co tu widać, to zdjęcia|{y:i}z autostrady nr 10, na południe od centrum.
{y:i}Czy to Camaro, Jeff?
{y:i}Tak, wygląda jak Vintage,|{y:i}model z wczesnych lat siedemdziesiątych.
O cholera.
Pokaż ręce!
Opuść szybę i wyjmij ręce, już!
A teraz powoli otwórz drzwi lewą ręką.
Wysiądź z samochodu!
Odwróć się... Powoli!
Jest:
/W POPRZEDNICH ODCINKACH
Słyszysz mnie?
Tak, słyszę cię.
- A będziesz w samych stringach ?|- Zdurniałeś?
- Zabawimy się, będzie fajnie.|- Niedoczekanie twoje.
- Zaprosimy Naomi. Urządzimy małe sex-party.|- Koniecznie Naomi?
Mam sygnał!
Udało się.|Jeszcze musimy chwilę poczekać.
Ja też chcę!!
Nie.
Jeśli się z nimi skontaktujesz,|to nie zapomnij o mnie.
Centrala PizzaHut, słucham?
/Mogę złożyć zamówienie?
Super Supreme z podwójnym serem, na grubym cieście|dla 815 osób.
Dacie radę dla wszystkich?
/Spoko, zostało z wczoraj.|/Dostawa za 45 minut.
/Pościg trwa już 30 minut.
/Nadal nie wiadomo, dla kogo|/jest ta dostawa.
/Jeff, powiedz nam,|/jak to się zaczęło.
/Pościg zaczął się|/w rejonie nabrzeża.
/Samochód wyjechał z pizzeri|/i kieruje się na lotnisko.
/Widzisz, ile osób jest|/w tym samochodzie?
/Chyba jeden kierowca|/i z tysiac pizz.
/Na ekranie widzicie teraz autostradę|/nr 10 na południe od centrum.
/Czy to Syrena 105 Turbo?
/Tak, to wygląda na model|/z lat 70.
Cholera.
Odłóż sos!
Otwórz odłóż widelec i pokaż ręce!
Teraz lewą ręką powoli|otwórz drzwi!
Wysiadaj z samochodu!
Odwróć się! Powoli!
Było:
Już!
Stójcie! Nie wiecie, kim jestem?
Stójcie! Zaczekajcie! Nie wiecie, kim jestem?
Jestem jednym z szóstki z Oceanic!
Jestem jednym z szóstki z Oceanic!
ZAGUBIENI|Sezon 4, Odcinek 1 - "Początek końca"
Pięć minut, zanim zaciągnął pan|dziesięć radiowozów do pościgu po mieście,
był pan zajęty własnymi sprawami w małym sklepiku.
Nagle pan coś zauważył i spanikował.
Panie Reyes, dlaczego pan uciekał?
Kogo tam pan zobaczył?
Posłuchaj, kolego, wiem, że kogoś w tym sklepie widziałeś
- i że zmusiło cię to do ucieczki i przekroczenia prędkości...|- Przed nikim nie uciekałem.
Myślisz, że obchodzi mnie to, że jesteś gwiazdą,?|Rozbiłeś swe Camaro w złej dzielnicy.
Nie jestem gwiazdą.
To dlatego krzyczałeś:|"Hej, jestem jednym z szóstki z Oceanic!"?
Chcesz poznać zabawny zbieg okoliczności?
Jest:
Dalej!
Czekajcie!|Ja byłem strasznie głodny!
I co z tego że zjadłem 815 pizz!
I co z tego że zjadłem 815 pizz!
.:: Sponsorem filmu jest firma Veeco ::.
oraz producent pieluch Pampers
ZAMOTANI
5 minut po tym,
jak miałeś dostarczyć zamówienie|dla tych osób,
po prostu wszedłeś|do sklepu.
Ale zanim zapłaciłeś za hamburgery|dałeś nogę.
Dlaczego uciekłeś?
Dlaczego nie dałeś napiwku?
Posłuchaj. Wiem, że jak chwyci głód|to nie ma zmiłuj.
Ale mnie naprawdę ssało.
Nie obchodzi mnie, że cię ssało.|Żeżarłeś całą dostawę w 20 minut.
Ale mnie naprawdę ssało.
Rozumiem, ale żeby zjeść 815 pizz|w ciagu 20 minut kierujac samochodem?
Chcesz usłyszeć coś ciekawego?
Było:
Znałem kogoś z twego samolotu.
Jest:
Ja też lubię sobie wszamać|małego hotdoga.
Było:
Nazywała się Ana Lucia Cortez.
Była moją partnerką,|zanim awansowałem na detektywa.
Ciemne włosy... Przepiękna.
Znałeś ją może?
Nie spotkałeś jej w samolocie...
Zanim wystartował?
Przykro mi. Nie spotkałem jej.
Obejrzyj taśmę raz jeszcze, dobrze?
Może coś ci się przypomni.
Ja idę po pączka.
Wziąć też dla ciebie?
Jest:
Szczeglnie w łóżku z Aną Lucią Cortez.
Była moją partnerką,|nie tylko w pracy.
Robiła niezłe hamburgery.
Takim byś się nie oparł.
Nie mam pojęcia, gdzie zmieściłeś|wszystko to co zjadłeś.
Mam szybką przemianę materii.
Obejrzyj jeszcze raz Shreka 5.|Tylko co ściągnięte z Internetu.
Ja idę zrobić siusiu.|Idziesz ze mną?
Było:
Jak wrócę, powiesz mi, przed kim uciekałeś.
Ratunku! Pomocy!
Ratunku!
Wypuśćcie mnie stąd!
Co ci jest do cholery?
Co ty wyprawiasz, Reyes? Co?
Chcesz wylądować w wariatkowie?
Bo jeśli naprawdę tego chcesz,|to mogę ci to zapewnić nawet teraz, przyjacielu.
Tak?
Och, dziękuję!
Dziękuję.
Jack? Jesteś tam, stary?
Plaża do Jacka, odezwij się, Jack.
Plaża do Jacka.
Jestem, Hurley. Co tam?
Hej, udało się wam już dotrzeć|do tej wieży radiowej?
Tak, nawet już rozmawiałem|z ludźmi ze statku.
Natychmiast wyruszyli w drogę.
Naprawdę? Udało się?
Naprawdę. Wszyscy ruszamy zaraz na plażę,
więc lepiej zacznij się pakować, stary.
Stary, świetnie!
I co?
Nic, żadnych śladów.
Jakby rozpłynął się w powietrzu.
Po co Locke ją zabił?
- Nawet jej nie znał...|- Bo oszalał.
Co, jeśli wróci?
Jeśli wróci, to go zabiję.
Zbiorę wszystkich razem.
Im szybciej wrócimy na plażę, tym lepiej.
Naprawdę wracamy do domu?
Tak, naprawdę wracamy do domu.
Nie mogę uwierzyć,|że urodzę w szpitalu.
- No jasne, poznęcaj się jeszcze nade mną.|- Och nie.
Pomóc wam w czymś?
Nie, już kończymy, dzięki.
Pewnie jesteś bardzo dumna z Bernarda.
Słyszałam, że jest bohaterem.
Wszyscy tu wiemy, że to twój mężczyzna|jest prawdziwym bohaterem, Claire.
Jeśli Charlie nie wyłączyłby tej machiny,
to sygnał w tym wymyślnym telefonie|nadal byłby zajęty.
Lepiej więc traktuj go dobrze, jak już wrócimy.
Jest:
Kiedy tu wrócę, powiesz mi|jakie jeszcze masz schizy.
Pomocy!
Pomocy!
Odbiło ci?
Co ty wyprawiasz?|Chcesz trafić do izolatki?
Tam podają pączki z podwójnym lukrem.
Naprawdę?|Jesteś boski, ziom!
Jack, jesteś tam?
Plaża do Jacka.|Zgłoś się.
Jestem, Hurley.|Co słychać?
Jak do nich dzwoniłeś, to nie zapomniałeś o mnie?
Spoko. Zamówiłem wszystkim Super Supreme|z serem. Potwierdzili dostawę.
/Serio?|A podwójny ser?
Tak. Wracamy teraz na plażę.
Poszukaj talerzy i serwetek.
/Koleś, ale będzie wyżerka!
- I jak?|- Kiepsko. Skończyły się czyste widelce.
Chyba zapomniałam włączyć zmywarkę.
Ta to dopiero wczoraj zaimprezowała.
- Film jej się o północy urwał.|- Jest niezła.
Co zrobimy, jak się obudzi?
Jak wytrzeźwieje, dam jej klina.
Idę na piwko. A ty lepiej się ogarnij|bo dziś w nocy będziesz moja.
Naprawdę dostawa już jedzie?
Tak, kierowcą jest brat Hurleya.
Dziś się nażrę jak dzika świnia|nawet ty mnie nie przebijesz.
Dobra dobra, jeszcze się taka nie znalazła.
- Jesteś tego pewna?|- Nie, takie tylko babskie przechwałki.
Ty to pewnie lubisz sobie podjeść.|Zdrowe z ciebie babsko.
Wszyscy wiedzą, największy apetyt na chłopa|ma się po dobrej kolacji.
A ja jak sobie zjem|coś porządnego,
to nawet mój temperamentny|chłop wysiada najpóźniej o 4 nad ranem.
Pamiętaj, nie ma to jak dobry chłop|po dobrej pizzy.
Było:
Dobra, dzięki. Wystarczy.
Muszę prosić cię o przysługę.
Zabierz Alex i uciekaj stąd|tak daleko, jak tylko możliwe.
- Co?|- Posłuchaj mnie. Nie mamy czasu.
Każdy, kto tu zostanie, umrze.
Bierz Alex i uciekaj.
Nie obchodzi mnie,|gdzie uciekniecie. Po prostu to zróbcie.
Nie pozwolę, by moja córka...
To nie jest twoja córka.
Mówiłem ci już, że wygrałem na loterii?
Dostałem 150 milionów dolarów.
To najgorsza rzecz, jaka mi się przytrafiła.
No tak, komu potrzeba 150 milionów dolarów?
Teraz tych pieniędzy już nie będzie,|bo wszyscy myślą, że umarłem.
Kiedy nas uratują, a ja wrócę...
Będę wolny.
Chcę skoczyć na bombę.
Chodziłem po tej plaży|wpatrując się w wodę każdego dnia
i chcę skoczyć na bombę.
Hurley...
Chcesz skakać - skacz.
Jesteś cały, Desmond?
Musimy odnaleźć Jacka.
Nie możemy mu pozwolić,|by skontaktował się ze statkiem.
Spokojnie, Szkociku.|Wszystko jest ok. Są już w drodze.
- Co? W drodze?
- Nie!|- Hej, gdzie jest Charlie?
Nie, ta kobieta... Naomi... Kłamała.
Ludzie ze statku nie są tymi, za których się podają!
- Co?|- To kim są?
- Desmond, gdzie jest Charlie?|- Nie wiem!|- Ale musimy skontaktować się z Jackiem, już!
W porządku. Zadzwonimy. Mamy walkie-talkie. W porządku.
- Gdzie ono jest? Dajcie je!
- Co chcesz powiedzieć, przez to, że ci ludzie nie są...|- Gdzie jest Charlie?!
Przy... Przykro mi, bracie. Ja...
To oni?
Halo?
Hej, Jack. Mówi George Mińkowski.
Próbujemy namierzyć wasz sygnał,|ale występują zakłócenia.
Będzie trzeba zmienić kika ustawień w telefonie.
Jasne, nie ma sprawy.|Tylko mówcie, co robić.
A może daj Naomi, co?
Naomi poszła po drewno na opał.
Możesz chwilkę zaczekać? Pozwól, że sprawdzę...
Jest:
Wiem że to nie jest odpowiednia pora.
Ale może korzystając z okazji| pójdziemy na małe amory?.
- Co?|- Słuchaj. Nikt na nas nie patrzy.
Skoczymy na pięterko i nawet nie zauważą.
Może mało wyględny teraz jestem.
Ale mówią ze jestem dobry|w te klocki.
Napijemy się wódki...
Jak śmiesz wódę mi proponować, ja piję tylko spirytus!
/Tu widzimy idealny przykład równouprawnienia|/Kobieta kopie rów a facet popija piwko
Mówiłem ci kiedyś,|że mój brat to starszny żarłok?
Potrafi wchłonąć 150 hamburgerów w godzinę.
Nigdy nie udało mi się|mu dorównać.
Spoko. Ja wysiadam po 50-tym.
On jest mistrzem USA.|A ja tylko stanu Utah.
Ale jak przyjedzie dostawa|to spróbuję pobić rekord,
będę debeściak.
Ale muszę się rozgrzać.
Trochę kalorii zrzucić|by mieć mniejsce na następne.
Ponoć najlepsze jest pływanie.
Hurley.
Na odchudzanie najlepszy jest sex,|ale ty lepiej popływaj.
Musimy dotrzeć do Jacka. On zapomniał|zamówić pizzy dla mnie.
Spokojnie, kolego.|Starczy dla wszytskich.
Co? Bez moich wskazówek? Nie!
- Gdzie jest Charlie?|- Ta Naomi nas okłamała.
Wrobiła Charliego,|by dostać jego porcję.
Więc gdzie jest Charlie?
Wyluzuj, ale musimy zmienić|zamówienie u Jacka!
Spokojnie, mamy krótkofalówkę.|Wywołamy go.
- Przynieś ją?|- To kto dostanie porcję Charliego?
Kto dostanie jego porcję?!
Na pewno nie ty, bracie.
To na pewno moja mamusia.
- Halo?|/- Cześć, Jack.
/Dzwonię z PizzaHut.
/Mamy małe problemy z zamówieniem,|/kierowcę zabrała policja.
/Poza tym skończyło się salami|/i proszę o modyfiakcję zamówienia.
Dobrze. Ale bez grillowanego kurczaka,|bo Naomi ma uczulenie.
/To zapytaj Naomi co chce wzamian.
Naomi źle się czuje po imprezce.|Mówiłem jej zeby nie mieszała wódki z piwem...
Było:
Nie wiem.
Musimy zadzwonić do doktorka.
Słyszałeś, co powiedział Desmond?
- Charlie napisał na dłoni...|- Zrozum, przykro mi, że umarł,
ale nawet nie wiem co napis|"To nie statek Penny" oznacza, do diabła!
Dzwoniąc do Jacka nic nie osiągniemy.
Owszem, wtedy byśmy go ostrzegli...
Przy okazji ostrzegając ludzi z frachtowca,|że jesteśmy wobec nich podejrzliwi.
Bez wątpienia mają nas na podsłuchu.
- Jeśli zadzwonimy do Jacka...|- Wiesz co? To ja mam walkie-talkie.
Dzwonię.
Lepiej się zbierajmy.
Zbierajmy?! Gdzie?!
Znalazłam krew... Ślady tej dziewczyny.
Prawdopodobnie uciekła czołgając się.
Jest najwyżej 10 minut stąd.
Powinniśmy natychmiast ją odszukać.
Bierzemy go.
A niby po co?
Bardziej mu ufam, gdy mam go przy sobie.
W porządku, słuchajcie.
Chcę, żeby wszyscy ruszyli na plażę,|a kiedy pojawią się ci ludzie
musimy się upewnić,|że łatwo nas znajdą, w porządku?
Wyglądasz na zmartwionego, Jack.
Martwię się jedynie tym,|by nie przegapić podróży powrotnej.
Znalazłam jej ślady.
Kieruje się na zachód wyspy.
Rousseau też coś znalazła.
Zaraz za nią idziemy.
Ale... Jesteście pewni, że to jej ślady?
No, chyba, że ktoś jeszcze krwawi.
No dobra, ale jeśli nie chciała,|byśmy ją znaleźli, mogła zostawić fałszywy trop.
- Powinniśmy iść za obydwoma, w ra...|- Kate, za sześć godzin,|będziemy siedzieć na statku i śmiać się,
że pod koniec znalazło się coś,|z czymś się nie zgadzaliśmy.
Naomi jest ranna.
Wbiegła do dżungli.|Na myśl nie przyjdzie jej zostawienie fałszywych śladów.
Masz rację.
Poszukam jej.
Ty zaprowadź resztę na plażę, w porządku?
W porządku.
Uważaj, dobrze?
Co ci się stało, Hugo?
Wszyscy będą tu rano. Jeśli poczekamy...
Nie czeka się z ostrzeżeniami, tylko...|Od razu się ostrzega.
No tak, a myślałem, że się w końcu wygodnie wyśpię.
Prawie wygrałeś.
To może gramy na siedem?
Gotów na przyjęcie leków, Hugo?
Przy okazji, masz gościa.
Jest:
Ja nie ruszałem.
Musimy powiadomić Jacka.
Nie słuchałeś Desmonda?|Charlie napisał na ręce...
Przykro mi, ale nie da rady,
napisał "podwójny ser dla mnie",|ale to jest extra płatne.
- Powiadomienie Jacka nic nie da.|- Przynajmniej będzie wiedział.
Mógłby zmienić zamówienie,|ale ci z pizzy mogą się wkurzyć.
Tyle zmian|i tak daleka dostawa.
Ja jestem najbardziej sexy|i ja dostanę ekstra porcję.
Po moim trupie.
Terefere!
Chyba uciekła.|Jak się ocknęła to zobaczyła Henryego.
Przypomniała sobie jako on jest na nią napalony.|I dała dyla w las.
On idzie z nami.
- Dlaczego?|- Nie dostanie dziś mojej baby.
W porządku. Słuchajcie.
Dostawa będzie na plaży.
Ale pamiętajcie o tym,|że kierowca ma tylko 10 zł na wydanie reszty.
Kumacie, ziomy?
Ty mnie już nie kochasz, Jack.
Spoko, na ciebie też|znajdę w nocy czas.
Znalazłam ślady.|Kieruje się na zachód.
Rousseau też znalazła ślady.|Idziemy jej poszukać.
- To na pewno ślady Naomi?|- No pewnie, poszła po liście bazylli.
To może ja też pójdę,|a ty weź chłopaków i pobawcie się w lesie.
Na przykład w chowanego.
Ech, laska, ty to masz zawsze fajne pomysły|na zabawę krzakach
Ale niech ci będzie, poganiamy się z chłopakami|a potem będziesz moja.
Oczywicie po kolejce Claire. No, chyba|że masz dla mnie jakieś ekstra atrakcje.
Z ciebie to zawsze ogier.
Jak już wrócisz, to pokażę ci|nowy numer z kajdankami.
Mrrrrrrrau!.
Ale dzisiaj nie dasz mi już rady.
To co, bawimy się?|Może w "pif-paf, gryziesz piach".
- Dobra, każdy dostaje broń.|- I próbuje ustrzelić przeciwnika.
Zawsze lubiłem szybkostrzałowe|Hugo nie ma szans.
Prawie ci się udało.
Gramy do 7?
Twoja viagra, Hugo.
Masz gościa.
Było:
Witam. Nazywam się Matthew Abbadon.
Jestem prawnikeim linii Oceanic.
Znajdzie pan kilka minut na rozmowę?
Jest:
Witam. Matthew Abidal.|Reprezentuję Stowarzyszenie Istot Pozaziemskich.
Możemy chwilę porozmawiać?
Było:
Jestem tu, panie Reyes,|ponieważ słyszeliśmy o pańskim ostatnim...
Incydencie.
Aresztowanie pana, osadzenie pana tutaj...
Naprawdę, bardzo źle się z tym czujemy.
Dlatego, w imieniu Oceanic,|chciałbym panu zaproponować pewne ulepszenia.
Ulepszenia? To znaczy?
Chcemy pana przenieść do placówki,|gdzie farba nie odchodzi od ścian,
gdzie będzie pan miał własną łazienkę.
- Będzie pan mógł oglądać ocean przez...|- Nie chcę oglądać oceanu.
Nie ma sprawy.
Właściwie, to dziękuję.
Tu... Tutaj jest mi dobrze.
Czy rzeczywiście, panie Reyes?
Co chce pan przez to powiedzieć?
Jest pan w szpialu dla chorych umysłowo.
Powiedział pan, że kim pan jest?
Mogę zobaczyć pańską wizytówkę?
Musiałem zostawić w domu...
W takim razie, koniec rozmowy, koleś.
Czy oni wciąż żyją?
Słucham?
Słyszałeś.
Siostro! Siostro!
Wynoś się stąd!
Lepiej się stąd wynoś!
Pomocy! On chce mi coś zrobić.
Nie, nie, nie, nie.|Ten facet chce mi coś zrobić! Pomóżcie!
Wszystko w porządku, Hugo?
Tak, stary, w porządku.
Chcesz o tym pogadać?
O czym?
O Charlie'm.
To znaczy...
Byliście kumplami. Pomyślałem sobie...
Szybciej dojdziemy do Jacka,|jeśli nie będziemy rozmawiać.
Pobiegnę do nich i powiem, żeby zwolnili.
Dam radę.
Dobra, jak chesz.
Jak będziesz mnie potrzebować, krzycz.
Chłopacy?
Chłopacy! Chłopacy!
Chłopacy!
Chłopacy!
Ślady krwi kończą się tutaj.
Jest:
Jestem tu w związku|z ostatnim... incydentem.
Został pan aresztowany i trafił tutaj.|Chcemy pana stad wyciagnąć.
Istoty z Planety Mguharam D-53|mają na pana wielki apetyt.
Było:
Po prostu się kończą.
Co? Chcesz powiedzieć,|że tutaj przestała krwawić?
Nie, chcę powiedzieć,|że nas oszukała i zmieniła drogę.
Lepiej skontaktuj się ze statkiem i powiedz tym ludziom,|że Naomi poszła po naprawdę dużo drewna.
Jest:
Oni by chcieli pana zabrać do siebie|i przerobić na paszę,
a potem przyprawić majonezem i zjeść|podczas swoich rytuałów godowych.
Nie lubię majonezu.
Ok, będzie musztarda.
Właściwie to tutaj jest mi dobrze.
Czy aby na pewno, panie Reyes?
Nie chce pan nawiązać kontaktu z istotami pozaziemskimi?
Postawią panu pomnik|i napiszą w ksiażce kucharskiej.
Mam skończyć jako konserwa?|I to jeszcze z kiepska przyprawą?
Zapomniałem flaszki żeby polać po kieliszku.
Koniec rozmowy.
A jak dodamy oregano?
Co?
Oregano zamiast majonezu.
Siostro!
Ja niechcę z majonezem!|Nie jako pasza!
Pomocy!|On chce mnie zjeść!
- To jak, bawimy się, Hugo?|- Tak, ale bez strzelania.
- Nie lubisz strzelania w lesie?|- Nie za bardzo
Bez Charliego nie grasz?.
No to może w chowanego,|Jest ciemno, las...
No dobra, wy się chowacie a ja kryję,|liczę do stu.
To ja lecę i powiem chłopakom,|że zmianiamy zabawę.
- Spoko, ja już odliczam.|- W porządku.
Jak skończysz liczyć|to krzyknij głośno.
Szukam!
Szukam!
Szukam!
Tutaj skończyły jej się farbki.
- Jak to?|- No skończyły się.
Czyli że malowała na czerwono listki,|a tu zabrakło jej koloru?
A jużci. Teraz będzie malowała liści na zielono|i po ptokach.
To dzwoń po innych.
Niech przyniosą farbki pastelowe|mam je w plecaku.
Było:
No dobra, może powinienem był ci powiedzieć,|że widziałem jak zabiera ci telefon ale pobiłeś mnie, Jack.
Musiałem się odwdzięczyć.
O czym ty mówisz?
Kate wzięła go, gdy cię przytuliła.
Znalazła właściwy trop, ale jej nie słuchałeś,
więc chyba wzięła sprawy w swoje ręce.
Spójrz na to z innej strony.|Przynajmniej ktoś się zorientował, co oni wyprawiają.
Halo?
Kto mówi?
Mówi Kate.
Jesteś z Jackiem?
Nie, nie, nie ma go tu.
Gdzie Naomi?
Szukamy jej.
Co chcesz przez to powiedzieć?
Daj mi telefon.
Jest:
Powinienem był powiedzieć,|że go zabrała,
ale wtedy znowu byś mnie pobił.
- Byłem ci to winien.|- O czym ty mówisz?
Kate go zabrała,|kiedy ja obejmowałeś.
Zabrała farbki pastelowe,|i poszła się umalować w samotności,
więc czeka Cię chyba|rozkoszna i kolorowa noc.
Jakby coś, to pisze się na kolejkę|po tobie.
- Halo?|/- Kto mówi?
- Kate.|/- Jesteś z Jackiem?
- Nie, bawię się z Naomi.|/- Gdzie jest Naomi?
- A tak sobie figlujemy.|/- Co to znaczy?
Oddaj mi telefon.
Oddaj go.
Skończyły ci się farbki.|Chciałam pomalować z tobą.
Ze mną?
Njpierw była imprezka i mnie spiliście|potem Jack wykorzystał,
Potem Henry, a potem|film się urwał.
To ja nie.
- Więc kto?|- Po Henrym był John Locke.
- Naprawdę?|- Powiedział, byłaś ekstra.
Naprawde, miedzy nami do nieczego nie doszło|ja kocham tylko Sun.
Proszę.|Serio, wolę azjatki.
Było:
Naomi, posłuchaj.
Jesteś ranna. Pozwól, że ci pomogę.
Pomożesz?
Ostatnie trzy dni spędziłam na tym, by was ratować,
a wy wbijacie mi nóż w plecy.
- Nie, to nie my.|- A kto?
- Nazywa się John Locke.|- Co?
Powiedział, że nie jesteś tym,|za kogo się podajesz.
Przysięgam na Boga,|nigdy byśmy cię nie skrzywdzili. Znasz nas przecież.
Proszę, potrzebujemy pomocy.|Proszę, pomóż nam.
Daj telefon.
George, tu Naomi.
Naomi, gdzie się podziewałaś?
Co się tam dzieje?
Miałam wypadek.
Jestem ranna.
Co? Wypadek?
Jaki znów... Jaki wypadek? Co się stało?
Naomi!
Halo?
Halo?
Uderzyłam w gałąź, kiedy lądowałam.
Wbiła mi się w brzuch.
Czemu powiedzieli, że zbierałaś drewno?
Chyba bali ci się powiedzieć,|co mi jest, dopóki nie odzyskam sił.
Straciliśmy sygnał i nie możemy was namierzyć.
Możesz zmienić częstotliwość namierzania?
Tak.
Spróbuj teraz.
Zadnych zakłóceń.
Trzymaj się, Naomi. Będziemy jak najszybciej.
Wybacz mi, George.
Powiedz mojej siostrze, że ją kocham.
Jest:
Kazio? Tu Naomi.
/Co jest grane?|/Co robić z zamówieniem?
Jest mały problem.|Jestem uczulona.
/Uczulona?|/Na jaki składnik?
/Naomi?
/Halo?
Na grillowanego kurczaka.|Tego sprzed tygodnia.
- Chyba powinniśmy go przedtem umyć.|/- Powiedzieli mi, że nie lubisz salami.
Na salami też mam uczulenie,|i na czyste leśne powietrze chyba też.
/OK, to zmień zamówienie.|/Możesz wprowadzić kody czegoś na co nie masz uczulenia?
Yo.
Zamówiłam wodę.
/OK, potwierdzam.|/Dostawa gratis. 45min w obrębie wyspy.
Dzięki ziom. Jakby coś...
To oddaj moją porcję Kate...|to niezła kocica.
Było:
Pomocy!
Pomocy!
Pomocy!
Tu nic nie ma.|Tu nic nie ma.
Tu nic nie ma.|Tu nic nie ma.
Witaj, Hugo.
Zboczyłeś z trasy i na dobre zabłądziłeś, Hugo.
Jak oddzieliłeś się od grupy?
Chyba...
Po prostu nie mogłem nadążyć.
To dlatego wołałeś o pomoc?
Cóż, przestraszyłem się.
To, co powiedział Desmond|o wydrzeniach w tej stacji... "To nie statek Penny"...
Jesteś pewien, że Charlie tak napisał na dłoni?
Jack nie powinien był kontaktować się z tymi ludźmi.
Całkowicie się z tobą zgadzam.
Ciężko będzie...
Przekonać go, że nie zjawią się tu|po to, by nas ratować.
Cóż, będziemy musieli|próbować ze wszystkich sił, Hugo.
Bo jeśli nam się nie uda...
To Charlie umarł na próżno.
Gdzie się, do diabła, podziewałeś, Hugo?
Jest:
Koniec zabawy!
Koniec zabawy!
Tu nic nie ma.
Nic tu nie ma.
Jesteś berek, Hugo.
Teraz ty gonisz.
Dlaczego nie chcesz bawić się w berka?
Po prostu...
nie chcę już się bawić.
I dlatego krzyczałeś "koniec zabawy"?
No, tak jakby.
To, co powiedział Desmond...
"To nie jest miejsce na mój penis."
Jesteś pewien, że właśnie to|Charlie napisał na ręce?
Jack nie powinien był|dzwonić po pizzę.
Zgadzam się.
Trudno będzie przekonać resztę,|że nie samym żarciem człowiek żyje.
Trzeba będzie rozkręcić jakąś imprezkę.
Jak się uda sprosić miejscowe panienki,
To może być tu niezła bibka.
Gdzie byłeś, Hugo?
Było:
Ja... Zgubiłem się.
A ty, co tu robisz?
Przyszedłem tu z tego samego powodu, co wy.|By ostrzec Jacka przed ludźmi ze statku.
Już wcześniej próbowałem,|ale może z waszym wsparciem będę miał większe szczęście.
Chcesz wsparcia?
To powiedz, po co wysadziłeś tę łódź podwodną.
Nadal cały.
Rambo.
Jest:
Szukałem was.
A co ty tutaj robisz?
Jestem tu z tego samego powodu,|co wy. Chcę się dziś w nocy ostro zabawić.
Już raz próbowałem,
ale pomyślałem, że pójdzie mi lepiej,|jeśli będę miał coś na kaca.
Chcesz mojej rady?
Nigdy wiecej po pijaku nie wysadzaj|łodzi podwodnych.
Jin!
Nadal w jednym kawałku.
Mój Rambo.
Było:
Nie żyje.
Charlie... Nie żyje.
Nie...
Na twoim miejscu bardziej bym uważał.
O czym ty mówisz, stary?
Tam jest jakiś facet.
Gapi się na ciebie.
Jaki facet?
Ten.
Hej, stary.
Jest:
Charlie ponoć wsadził penisa nie tam gdzie trzeba.
Będziesz mogła teraz do niego mówić "kochana".
Nie może być...
Na twoim miejscu|miałbym się na baczności.
O czym ty mówisz?
Jakiś facet gapi się na ciebie.
Kto?
On.
Siemka.
Było:
Hurley. Po prosu... Po prostu...
Jest:
Hurley.
Było:
Chcę z tobą pogadać.
No dalej.
Nie rób tego, co zrobiłeś w sklepie. Dobrze?
Nie ma potrzeby... Panikować.
Nie ma potrzeby panikować?
Chcę kupić trochę mięsa i zimny napój,
a ty nagle pojawiasz się obok regału z ciastkami.
Przecież nie żyjesz.|Myślałeś, że jak się zachowam?
Możemy... Usiąść?
Może i jestem w psychiatryku, ale wiem, że nie żyjesz
i nie będę prowadzić z tobą wyimaginowanych rozmów.
Nie żyję.
Ale też jestem tutaj.
W porządku. Udowodnij.
No dobra, dobra.
Wiedziałeś, że umrzesz, kiedy tam płynąłeś?
Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Bo próbowałbyś mnie zatrzymać.
A ponieważ i tak bym to zrobił,|pomyślałem, że ci tego oszczędzę.
A teraz musisz coś zrobić.
Ale uciekasz przed tym.
Z tego powodu uciekłeś, kiedy mnie zobaczyłeś.
- Wiedziałeś, że będę chciał ci powiedzieć...|- Nie, nie słucham cię.
Nie, nie ma cię tu.
Jestem. Nie zachowuj się jak mała dzidzia.
Zamknę oczy i policzę do pięciu,|a kiedy je otworzę, ciebie już nie będzie.
- Jestem tu.|- Raz...
- Nie rób tego.|- Dwa...
- Oni cię potrzebują.|- Trzy...
- Potrzebują cię, Hugo.|- Cztery!
- Dobrze o tym wiesz.|- Pięć!
Co...? Co się stało?
To znaczy... Jak? Jak on...?
Próbował nam pomóc.
Jest:
Chcę z tobą porozmawiać.
Nie rób tego,|co zrobiłeś w sklepie.
Zawsze zostawiaj napiwek.
Co? Kupuję kanapkę za 2zł|i mam zostawić 3zł napiwku?!
Ty ściemniasz!|Spodziewałem się bardziej piskliwego głosu!
Możemy usiąść?
Może i jestem w szpitalu,
ale wiem, że i tak flaszki mi nie załatwisz|więc kończmy tę zbędną gadkę.
Flaszki nie załatwię.
Ale cały kontener - bez problemów.
Pierdoła jesteś i tyle.
I bijesz jak baba.
Masz możliwość załatwienia większej partii,|czy tylko tak gadasz?
Cały kontener wódy na oddział?
Wiedziałem, że nie będę tego musiał|dwa razy powtarzać.
Wiedziałem, lubisz wypić,|więc walę z trefnym TIRem wódy od razu tutaj.
Tylko masz to rozprowadzić po cichu.
Żeby dyrektor się nie dowiedział.
Bo jak dyro zakuma,|to jesteśmy ugotowani, on wypije wszystko.
Tylko powiedz ile kontenerów|mam ci załatwić.
Chyba oszalałeś.
- To nie przejdzie.|- Przejdzie. Zamknij oczy i powiedz.
Zamknę oczy niby że medytuję,|a tak naprawdę to będę liczył.
- Spoko.|- Raz!
- Jeden dla oddziałowych.|- Dwa!
- Drugi dla obsługi.|- Trzy!
- Trzeci na rozgrzewkę.|- Cztery!
- Załatwione, ostatni gratis!|- Pięć!
Jak to się stało?
Jak on...
Zablokował swoim ptaszkiem drzwi do włazu.
Było:
Nie zastrzelisz mnie, Jack.
Tak samo, jak ja nie zastrzeliłem...
Nie jest naładowany.
Puśćcie mnie!
- Wiesz, co zrobił?|- Tak, wiem!
Wszystko, co robiłem...
Wszystko, co kiedykolwiek zrobiłem...
Robiłem dla waszego dobra.
Oszalałeś?
Wiem, że...
Muszę wiele wytłumaczyć.
Ale nigdy nie zrobiłem|niczego, by was zranić.
Ryzykowałem nawet życie, po to,|by powiedzieć wam, że wśród was znajduje się zdrajca.
Ona nam pomogła, John.
Wszystkie twoje działania polegały|na zaprzepaszczeniu jakiejkolwiek szansy wydostania się z wyspy.
Zabiłeś Naomi!
Cóż, w sumie nie do końca.
Owszem.
Właśnie umarła.
Nie położyła na tobie kreski, John.
Chroniła nas i naprawiła to.
Ratunek jest w drodze.
Nikogo nie chroniła.
Chce, żeby jej ludzie tu przybyli.
I wierzcie mi, kiedy się tu zjawią,|lepiej będzie, jeśli odejdziemy daleko stąd.
Idę do baraków.
Inni je opuścili.
To jedyne miejsce na wyspie,|gdzie będziemy choć trochę bezpieczni.
Musi wystarczyć,|dopóki nie wpadnę na coś lepszego.
Do tego czasu,|jeśli chcecie przeżyć, musicie iść ze mną.
Nikt z tobą nie pójdzie, John. Nie są szaleni.
On nie jest szalony.
A co z Charlie'm?
Charlie popłynął tam, żeby nas uratować.
Cokolwiek tam zrobił... Udało mu się.
Ale potem coś musiało się stać.
Musiał coś usłyszeć, zanim...
Nie wiem dlaczego, ale zmienił zdanie.
Bo ostatnią rzeczą, jaką zrobił, było ostrzeżenie nas,|że ludzie ze statku nie są tymi, za których się podają.
"To nie statek Penny"
Dlatego nie będę cię słuchać.
Posłucham przyjaciela.
Posłucham Charlie'go.
Jest:
Bez jaj, to zapalniczka-zabawka, Jack.
Zaraz sprawdzimy...
A nie mówiłem, made in China.
Przestań.
Puszczaj!
- Ja tu widzę niezły burdel, siostry!|- Taaaa, żeby czasem!
Powstał tu niezły kociokwik...
Wóda, panienki, bibmer z kokosów i bananów...
Nawet marychę udało mi się wyhodować.
Serio, jak rośnie?
Wiem, że potem jest nieziemski kac,
ale chyba imprezki i balangi na tej wyspie|są tego warte.
Mam pomysł na kolejną orgietkę,|ale potrzebuję wiecej afrodyzjaków.
Ona ma niezły składzik.
Ale ty zawsze bierzesz wszystko dla siebie|wszystkie najlepsze dragi.
Wypiłeś cały bimber!
- Zostało trochę na dnie.|- Ja dokończyłam.
Musiałam wziać klina.
A przy okazji z Naomi zmieniliśmy zamówienie.|Sos do pizzy gratis.
Dostawa za jakieś 35minut.
Ale tu się porobił bajzel.
Jedni chcą pizzę|drudzy wolą hamburgery.
Zaraz się okaże, że ktoś jednak zechce frytki,|a jakaś panienka tylko sałatki .
Robimy zatem ostatnie poprawki.
Podział na grupy. Kto chce zdrową żywność|idzie na plażę.
Kto woli się bawić w podchody|niech idzie do lasu.
A kto chce balangować do nieprzytomności,
niech idzie ze mną.
Nikt z tobą nie pójdzie, John.
- Ja będę musiał ukrócić te nocne iprezy.|- Nie zgadzam się!
A co z Charliem?
Kłócimy się o jego porcję,|a on jest w dużo gorszej sytuacji.
Przytrzasnął sobie...|wiecie co.
Nasza cywilizacja legła w gruzach...
A wam tylko dupy w głowie...
Nie wiem co jest grane,|ale ale ja muszę się zrelaksować.
Ostatnie, co zrobię, to zapiję |się dziś na umór.
"To nie jest miejsce na mój penis."
Dlatego ja poszukam miejsce na mojego.
Posłucham mojego przyjaciela.
Posłucham Charliego.
Było:
Nie mamy zbyt wiele czasu.
Jack, jeśli się zgodzisz,|chiałbym pójść z Johnem.
Proszę bardzo.
Powiedziałaś, że nigdy nie wysdostaniemy się z wyspy.
Jeśli... Jeśli chcesz iść z Locke'iem, pójdę z tobą.
Nigdzie nie pójdę z tym człowiekiem.
Co ty wyprawiasz?
To, co zawsze, Kate...
Staram się przeżyć.
Wiecie, gdzie nas znaleźć, gdybyście zmienili zdanie.
Spudłujesz w końcu?
Jest:
Mamy mało czasu.
Jack, jeśli pozwolisz,|chciałbym iść z Johnem na balangę.
Jest twój.
Powiedziałaś, że nie chcesz|imprezować.
Jeśli chcesz iść z Lockiem,|ja też pójdę.
Nigdzie z nim nie pójdę.
Dlaczego idziesz?
Z tego powodu co zawsze.
John załatwia najlepsze panienki.
Jak ktoś jeszcze ma jaja do męskich zabaw,|to zapraszam do mnie, 0700-563-889.
Yo, ziomas!
Było:
Tak. Wracałem właśnie z konsultacji.
Pomyślałem, że się zatrzymam i złożę ci wizytę.
Gramy w osła?
Jasne.
Konsultacje, tak?
To znaczy że znowu będziesz chirurgiem?
Tak.
"O".
Dziennikarze dali ci spokój?
Tak.
Nadal muszę dać parę autografów,|kiedy wychodzę na kawę, ale...
Myślę o zapuszczeniu brody.
Dziwnie byś wyglądał z brodą, stary.
Masz już "O-S".
Więc...
Co tak naprawdę tu robisz, Jack?
Sprawdzam co u ciebie,|patrzę, czy wszystko w porządku.
A ja bym powiedział, że sprawdzasz, czy oszalałem.
A oszalałeś?
Twoja kolej.
Nie, ty wygrałeś... Ja już...
Jest:
Tak, wracałem właśnie|mojego haremu
i pomyślałem, że też byś chciał jakąś przelecieć.
- Zagramy o nie?|- Jasne.
Harem, tak?|Czy to znaczy, że dalej tylko fiki-miki ci w głowie?
Nooo.
Pudło.
Panienki dalej walą drzwiami i oknami?
Trochę. Codziennie mam inną|po obiedzie i kolacji.
Myślę, czy nie brać jeszcze po śniadaniu.
Króliki powinny się od ciebie uczyć.
Panienka dla mnie.
Więc tak naprawdę|ila ich masz, Jack?
W sumie to już nie liczę,|ale przerobić już ich sam nie mogę.
No jasne, i potrzebujesz mojej pomocy.|By żadnej nie przepuścić.
A masz ochotę?
W sumie nie odmówię.
Luzik. Podeślę parę pod przebraniem pielegniarek.
Było:
Miło było, Hurley.
Jest:
Dobrze było cię znowu|widzieć, Hurley.
Było:
Przepraszam, że poszedłem z Locke'iem.
Powinienem był zostać z tobą.
Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, stary.
Chyba nie postąpiliśmy słusznie, Jack.
- To chyba chce, żebyśmy wrócili.|- Hurley...
- I zrobi wszystko...|- Nigdy nie wrócimy.
Nigdy nie mów nigdy, stary.
Myślisz o Charlie'm?
Wydaje się, że minęły setki lat,|od momentu kiedy tu razem przyszliśmy.
Jak to się stało?
Grzmi coraz głośniej.
To nie grzmoty. Chodź.
Jest:
Przepraszam, że poszedłem|z Lockiem.
Powinienem jednak poczekać na tę pizzę.
Stare dzieje.
Chyba źle postąpiliśmy.
Myślę, czy nie zrobić jakiejś imprezki|suto zakrapianej.
- Jakbyś mógł to z twoimi panienkami...|- Nigdy z moimi panienkami!
Nigdy nie mów nigdy.
Masz ochotę na szybki numerek w deszczu?
W sumie z chęcią, ale jakoś mało romantycznie|jest tutaj.
Myślisz że nikt nas nie podejrzy?
Grzmoty są coraz głośniejsze.
To nie grzmoty.
Chodź.