o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
93089 (jako 'było') z ID:
94062 (jako 'jest').
Było:
Tłumaczenie: Nashirah (nashirah@o2. pl)
Z podziękowaniami dla Naś: )
ku czci Abhisheka: D
..:: Synchro MacieQ ::..
Nareszcie przed państwem|finałowy mecz sezonu!
I choć zbliżamy się do|końca nie wiadomo, która z|drużyn zdobędzie Puchar.
Zostały dwie minuty... a wynik wciąż jest remisowy!
Przy piłce The Rangers, przebijają|się przez obronę... Czy będzie gol?
Ale kiedy to mówiłem,|przeszkodził im Dev Saran
i przechwycił piłkę. Mój|Boże! Spójrzcie na niego!
Coraz bliżej bramki...
Tylko na niego spójrzcie! Dev Saran wygląda na zdeterminowanego.
Czy to zadecyduje o wyniku meczu?
O mój Boże! Jest już blisko...|wymija... wymija wszystkich...
Czy będzie rzut karny? To|zdecydowanie powinien być karny.
Jeżeli to rzut karny... The Rangers|najprawdopodobniej przegrali mecz.
Dzień dobry, sir. Limuzyna jest przygotowana na ślub.
Jaki ślub?
Pański ślub, sir.
Cholera! Maya mnie zabije.
Maya... Maya... Pośpiesz się. Pan młody zaraz tu będzie.
Tak. Jestem mężatką. I mam syna.
I żeby było jasne... Potrafię rozdzielić
moje życie prywatne i zawodowe.
Ale nasz magazyn mody|potrzebuje wiele czasu.
Wasz magazyn nie potrzebuje|wiele czasu. To mnie potrzebuje.
Została minuta. Teraz wszystko|zależy od Deva Sarana.
Jeżeli mu się uda, jego drużyna|przejdzie do finałów, a tym samym
do pierwszej ligi.
Udało mu się! O mój Boże, udało mu się!
Tak?|- Kim jesteś?
Kimkolwiek chcesz,|żebym była, kochanie...
Jest:
Tęsknimy za Tobą...
Dziękuję, że jesteście jak rodzina.
Kocham Cię, Mamo...
NIGDY NIE MÓW ŻEGNAJ
Występują
To ostatni mecz sezonu.
I choć się kończy, nadal nie wiemy,|kto zdobędzie puchar.
Dwie minuty do końca.|Wynik jeden-jeden.
Reangers przy piłce, kiwają przeciwnika.|Czy będzie gol?
Tymczasem Dev Saran zatrzymał ich|i przejął piłkę!
Patrzcie państwo, jak biegnie!
Jest coraz bliżej bramki!
Ale zdeterminowany!
Czy padnie decydująca bramka?
Wbiegł w pole karne!|Minął wszystkich!
Będzie rzut karny? Powinien być!
Jeśli będzie, Reangers|prawdopodobnie przegrali mecz...
Dzień dobry.|Limuzyna na ślub - gotowa.
- Jaki ślub?|- Pański...
Cholera! Maya mnie zabije...
Maya! Pośpiesz się!|Orszak będzie o pierwszej.
Jestem mężatką. I mam syna.
Jednak umiem oddzielić życie prywatne|od zawodowego.
To dobrze, pani Saran.|Naszemu pismu trzeba poświęcić czas.
Waszemu pismu|nie potrzeba czasu, tylko mnie!
Minuta do końca.|Wszystko zależy od Deva Sarana.
Jeśli strzeli gola,|jego drużyna awansuje do finału.
A on trafi do I ligi.
Strzelił! Jest gol!
- Tak?|- Kim jesteś?
Kimkolwiek zechcesz, złotko.
Było:
Hej.|- Koleś, co ty robisz?
Wybacz synu. Miałem... związane ręce.
O Boże... szlag.
A to jak się zepsuło?
Nauczę cię jak...|Nauczę... Witaj, kochanie.
Wychodzę, Sam. Było cudownie.
Och, dziękuję.
Zadzwonię do ciebie...|- Tak... zadzwoń...|zadzwoń. Pa, słoneczko.
Czy to nie cudowne, kiedy dziewczyna|na telefon telefonuje do ciebie...
Dziewczyna na telefon... do ciebie...
Tato! Ja się żenię, a ty...
Co ja takiego robię, synu?
Twoja mama przed śmiercią kazała|mi przyrzec, że gdy odejdzie
będę robił to wszystko,|czego nie robiłem, kiedy żyła.
Po prostu wypełniam obietnicę.
A co z obietnicą, którą złożyłem|Mayi? Czy mogę ją wypełnić?
Oczywiście. Dlaczego nie?|- Możemy iść?
Chwileczkę, chwileczkę.
To ode mnie.
A to od twojej mamy.|Niech Bóg cię błogosławi.
Halo.|- Dev... Dostałam tę pracę!
Co?|- Dostałam pracę!!!
Wow... To niesamowite...|Dostałaś pracę.
Chłopaki, Rhea dostała pracę!
Co to za hałas? Nic nie słyszę!
Nic. Nic takiego. Tylko|mały mecz, który wygraliśmy.
Och, tak! Mecz, oczywiście. Tak mi|przykro, kompletnie zapomniałam.
Rhea, jestem twoim mężem.|Tego nie zapominaj.
Zamknij się, Dev. I gratuluję,|kochanie! Powiedz mi, jak było?
Fantastycznie. Mój ostatni gol,|to napięcie, to podniecenie...
Boże, Rhea, Rhea, powinnaś tam być.
Tak, wiem. Ale miałam rozmowę...
Wiem, kochanie. Wiem... i wiesz co?
Następny mecz dopasujemy do|twojego napiętego harmonogramu.
Dev.
A jesli masz czas, spójrz sobie na
mój pięciomilionowy kontrakt.
Pięciomilionowy?
No co? Zazdrosna, że teraz|zarabiam więcej niż ty?
Nie zazdrosna, kochanie.|Szczęśliwa. Szczęśliwa, że|twoje marzenia się spełniają.
Nasze marzenia, Rhea.
Tak, wiem. A właśnie,|odbieram Arjuna ze szkoły.
Czy mógłbyś odebrać mamę ze ślubu?
Boże, kompletnie o tym zapomniałam.
Co się dzieje, Rhea? Ostatnio|ciągle czegoś zapominasz.
Tak! To prawda... I przy|okazji, wszystkiego najlepszego|z okazji rocznicy ślubu!
Cholera... Wszystkiego najlepszego.
Hej, ludzie! Mój syn się|żeni! Mój syn się żeni!
Dziś podzielę się swoją|córką i zyskam synową!
Hej, Maya. Już idziemy...
Jestem najszczęśliwszym człowiekiem|na świecie! Hej, a z tobą co?
Koleś, denerwuję się.|- Dlaczego?
Zanim powiedziała "tak",|minęły trzy lata.
Nie ucieknie w ostatniej|chwili, prawda?
Nie, nie. Nie może uciec.
Taak... W końcu gdzie znajdzie|takiego męża jak ja, co nie?
Nie. Mamy bardzo dobrą ochronę.
Prędzej z tym, ruszać się.|Już mamy spóźnienie.
O mój Boże! Chris,|dlaczego podajesz to teraz?
To nie jest dip, tylko deser!|Nazywa się suji ka halwa.
Jaka Suzie?|- Żadna Suzie... Oddaj|mi to. No dalej, idź.
Wracaj do kuchni.
Ja z nimi oszaleję. Ci wszyscy|idioci z Nowego Jorku...
Boże... przestraszyłeś mnie.|- Nie miałem zamiaru.
Witam.|- Witam.
Jestem Sam. A to mój dom.
Jestem Kamal, a to moje jedzenie.
Doprawdy... czy mogę?
Wow... Zdecydowanie sardarni.
Skąd pan wiedział?
Ponieważ to takie mnie|karmiły i policzkowały...
Rozumiem. Wiele o panu słyszałam.
Nie zwracaj uwagi na to, co mówią inni.
Ale to zwykle inni o|nas mówią, panie Talwar.
Czyje więc zdanie|najbardziej się liczy?
Moje... Moje zdanie.|Jesteś z Chandigarh.
I jak się domyśliłeś?
Chandigarh, zdecydowanie.
Mamo, co ty robisz?
Ja tylko... Nic.
Gotowa?
Nie... Nie wiem, co zajmuje|tyle czasu pannie młodej.
Idź już. Wrócę sama.
Jesteś pewna?|- Tak, idź.
Przepraszam... przepraszam!|Proszę nie śmiecić w ogrodzie!
Właśnie tu posprzątałam.
Jesteś ogrodnikiem?|- A jak myślisz?
Myślę, że ukradłaś ciuchy pannie|młodej. Mam ją poinformować?
Czy mógłbyś zostawić mnie samą?|- Oczywiście... że nie.
Nie bezpośrednio... Ale pośrednio|owszem. Moja matka ma pewien problem.
Im szybciej wrócisz do środka,|tym szybciej moja matka|będzie mogła wrócić do domu.
Jesteś dziwny. Usiadłeś?!
Powinienem się położyć,|żeby porozmawiać?
Rozmowa w cztery oczy zawsze|odbywa się na siedząco.|- Rozmowa?
Tak. Wiem, że masz problem.
No dalej. Mów do mnie.|Opowiedz o swoim problemie.
Czemu miałabym rozmawiać|o moim problemie z tobą?
A więc jednak masz problem..
Przy okazji, nigdy nie|przyjmuję rad od nikogo,
ale zawsze jestem gotów,|żeby udzielić paru.
Zawsze słuchaj obcych.
Czasami wiedzą lepiej od nas samych.
Jesteś żonaty?
Einsteinie... Dziś mija pięć lat.
Co myślałeś przed ślubem?
A kto myśli przed ślubem?
Żartowałem. Rhea i ja jesteśmy|przyjaciółmi z college'u.
Pomyśleliśmy sobie, że nadamy|naszej przyjaźni nowe znaczenie.
Poza tym, co może być|lepszego od spędzenia
całego życia z przyjacielem?
Po jakimś czasie przyjaźń|zajmuje miejsce miłości, bo|nie ma już dla niej miejsca.
Taak... taak.
Przy okazji - koleś, który|na ciebie czeka w środku,
jest twoim przyjacielem czy miłością?
Nie możesz się tak długo zastanawiać!
Znam Rishiego od dzieciństwa.
Po śmierci moich rodziców Rishi i|jego ojciec stali się moją rodziną.
Och... Jaka urocza rodzinka.
Ale to nie jest odpowiedź|na moje pytanie. Kochasz go?
Tak. Ale nie w sposób, jaki myślałam...
W jaki? Tak jak w dobrych książkach|i złych filmach? Ten rodzaj miłości?
Nie. W sposób jak powinno się|kochać... Ten rodzaj miłości.
Ten rodzaj miłości... Ale|gdzie on jeszcze istnieje?
Posłuchaj tego.
"Wielkie historie o niekończącej się|miłości skończyły się dawno temu.
Trzeba nauczyć się żyć|z tymi malutkimi. "
Czy to znaczy, że nie|kochasz swojej żony?
Nie możesz się tak długo zastanawiać.
Jesteśmy szczęśliwi. Stworzyliśmy|sobie nasz własny świat.
To nie jest odpowiedź na moje pytanie.
To pytanie bardziej dotyczy|twojego życia niż moja odpowiedź.
Jesteś na życiowym rozdrożu,|z którego odchodzą dwie drogi.
Jedna z nich prowadzi do szczęścia,|na które, jak myślę, zasłużyłaś,
a druga prowadzi do wiecznego czekania.
Czekania na miłość, której|możesz już nie odnaleźć.
A co, jeśli znajdę tę miłość po ślubie?
Jeśli nie będziesz szukać,|to jej nie znajdziesz.
I zdecydowanie nie znajdziesz|jej, siedząc na tej ławce.
Idź do środka i wyjdź za mąż.
Cała ceremonia czeka na ciebie.
A ty siedzisz sobie tutaj i|urządzasz pogawędki z nieznajomym.
Powinnaś się wstydzić.|Co ludzie powiedzą?
Wstydź się. No dalej, idź.|Idź i wyjdź za mąż! Idź!
Miło się z tobą rozmawiało.
No cóż... Wolałbym grać w piłkę nożną.
Ale to była czysta przyjemność|spotkać panią, madame.
Maya.
Dev... Dev Anand. Ten niedobry.|A teraz idź szybko, wyjdź|za mąż i bądź szczęśliwa.
Pa pa... Sayonara... Żegnaj...
Nie "żegnaj". "Żegnaj" zabija całą|nadzieję na ponowne spotkanie.
A kto wie? Może się kiedyś spotkamy.
Jest:
Hej!
Co ty wyprawiasz?
Wybacz, synu.|Byłem trochę zajęty.
Boże... A łóżko jak się złamało?
Nauczę cię tych sztuczek.
- Witaj, kochanie...|- Wychodzę, Sam.
A tak między nami|- to była najlepsza noc.
Dzięki, kochanie.
- Zadzwonię.|- Dobrze. Zadzwoń.
Pa, złotko...
Niebywałe, że call girl do nas dzwoni.|A nie odwrotnie.
- Tato!|- Wybacz...
Dziś się żenię, a ty...
Cóż robić, synu?
Twoja matka, prosiła,|bym po jej śmierci robił to,
czego nie robiłem za jej życia.
Spełniam tylko obietnicę.
A ja mogę spełnić obietnicę daną Mayi?
- Czemu nie?|- Idziemy?
Zaczekaj, synu.
To ode mnie.|A to od mamy.
Niech Bóg cię błogosławi.
Dev, dostałam tę pracę!
- Słucham? Co?|- Dostałam pracę!
Brawo! Wspaniale!|Dostałaś pracę!
Chłopaki!|Rhea dostała pracę!
Co to za hałas? Nic nie słyszę.
Nic takiego.|Po prostu wygraliśmy pewien meczyk.
Mecz!|Wybacz, zapomniałam.
Tylko nie zapomnij,|że jestem twoim mężem.
Cicho... Gratulacje, kochanie!|Powiedz, jak było.
Super!|Mój gol w ostatniej minucie.
Napięcie, emocje.|Szkoda, że cię tu nie było.
Dziś miałam rozmowę kwalifikacyjną.
Wiem, kochanie.
Następnym razem dostosujemy termin|meczu do twojego rozkładu zajęć.
Zobacz mój kontrakt na pięć milionów.
Pięć milionów dolarów?!
Zazdrościsz mi,|bo zarabiam więcej niż ty?
Cieszę się, że twoje marzenie się spełniło.
Nasze marzenie.
Tak... Odbiorę Arjuna ze szkoły.
Przywieź mamę z wesela.|Rany, zapomniałam...
O co chodzi?|Wciąż o czymś zapominasz.
Tak...|Wszystkiego naj z okazji rocznicy ślubu.
Cholera! Rocznica ślubu...
Ludzie! Mój syn się żeni!
Dziś pożegnam swoją córkę,|a przywitam synową.
Już jedziemy, Maya!
Jestem najszczęśliwszym gościem na...|A tobie co?
- Denerwuję się.|- Czemu?
Powiedziała 'tak' po trzech latach.|Chyba teraz nie ucieknie?
Ależ skąd!
Bo nie znajdzie lepszego męża niż ja.
Nie ucieknie, bo to strzeżony teren.
Jesteśmy spóźnieni!
Chris!|Czemu podajesz to teraz?
To deser z kaszy mannej|- sudźi ka halwa!
- Jaka Suzie?|- Nie Suzie. Daj mi to. Idź już.
Oszaleję przez tych matołów...
Przepraszam.
- Przestraszyłam się.|- Niepotrzebnie.
- Witam.|- Witam.
Jestem Sam.|A to moje skromne progi.
Jestem Kamal,|a to moje jedzenie.
Naprawdę? Mogę?|Dziękuję.
Jest pani sikhijką.
Skąd pan wie?
Sikhijki mnie karmiły i karciły.
Wiem. Słyszałam o panu.
Niech pani nikomu nie wierzy.
Ale to inni o nas mówią.|Komu mam wierzyć?
Mnie. Moim słowom.|Pochodzi pani z Ćandigar-hu.
Skąd pan wie?
Na pewno z Ćandigar-hu.
Mamo, co robisz?
Nic. Zupełnie nic.
Jesteś gotowa?
Nie. Nie wiemy, gdzie jest panna młoda.|Wrócę sama.
- Na pewno?|- Jedź już.
Dobrze.
Przepraszam!
Proszę nie śmiecić.|Dopiero sprzątałam.
- Ogrodniczka?|- A jak pan myśli?
Ukradłaś strój pannie młodej.|Mam ich zawiadomić?
Niech pan mi da spokój?
Nie.|To twój ślub, a ty siedzisz tutaj?
To pana problem?
Pośrednio.|Moja mama ma problem.
Im szybciej tam pójdziesz,|tym szybciej ona pójdzie do domu.
Dziwny pan jest. Usiadł pan?
Mam rozmawiać na leżąco?
Rozmowy prowadzi się na siedząco.
Rozmowy?
Wiem, że masz problem.|Opowiedz mi o nim.
Niby dlaczego panu?
Czyli masz problem.
Nigdy nie słucham cudzych rad.
Ale sam chętnie doradzam innym.
Należy słuchać nieznajomych.
Czasami widzą więcej niż bliscy.
Żonaty?
Geniuszu!
Dziś mija dokładnie pięć lat.
Co pan myślał przed ślubem?
Kto myśli przed ślubem?
Żartowałem.
Rhea i ja|zaprzyjaźniliśmy się w college' u.
Potem postanowiliśmy|nadać przyjaźni nowy wymiar.
Czy może być coś lepszego|niż całe życie przeżyte z przyjacielem?
Czasem przyjaźń zastępuje miłość,|a na miłość nie ma już miejsca.
Tak...
Ten, który czeka tam na ciebie,|to przyjaciel czy ukochany?
Za długo milczysz.
Znam Rishiego od dziecka.
Po śmierci moich rodziców on|i jego ojciec stali się moją rodziną.
Ależ słodka rodzinka...
Ale nie odpowiedziałaś na pytanie.|Kochasz go?
Tak. Ale... nie w taki sposób,|jakiego się spodziewałam.
Czyli jak w dobrych|powieściach i złych filmach?
Nie. Tak, jak powinno się kochać.|Taką miłością.
Czy taka miłość jeszcze istnieje?
Posłuchaj...
"Minęły już czasy wielkiej miłości,|mój panie.
Dziś niech ci wystarczy|zwyczajne kochanie".
Dobre...
Czy to znaczy, że nie kocha pan żony?
Za długo pan milczy.
Jesteśmy szczęśliwi.|Ułożyliśmy sobie życie.
Nie odpowiedział pan.
To nie moja odpowiedź jest ważna,|tylko twoje życie.
Teraz musisz wybrać jedną z dwóch dróg.
Jedna to szczęście - szczerze ci go życzę.
Druga to czekanie na wymarzoną miłość.|Której możesz nigdy nie znaleźć.
A jeśli znajdę miłość już po ślubie?
Nie będziesz szukała,|to nie znajdziesz.
A już na pewno nie na tej ławce.
Idź tam i wyjdź za mąż.|Weselnicy czekają.
A ty gadasz z nieznajomym.|Co ludzie powiedzą?
Miła była ta rozmowa.
Cóż, ja wolałbym zagrać w piłkę.|Ale miło było panią poznać.
- Maya.|- Dev. Anand.
Głupi żart.Wyjdź za mąż|i bądź szczęśliwa.
Żegnaj.
Nie mów 'żegnaj'.|To odbiera nadzieję na ponowne spotkanie.
Kto wie?|Może się jeszcze spotkamy.
Cudne zapachy przez moment|unoszą się w powietrzu,
a potem rozpływają się, znikają.
Miłe i ważne chwile, gdy już przeminą,|często jedynie snem się nam wydają.
Może kiedyś znów się spotkamy.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Było:
Ale w niektórych związkach z czasem|rany stają się coraz głębsze.
Ludzie, macie na to pozwolenie? Szlag...
Gotowi? Czarna Bestia. Te dwa słowa|wywołują popłoch w całym Nowym Jorku.
Znany jako Czarna Bestia,|niebezpieczny kryminalista porwał
kolejne już dziecko z Central Park.
Nikt nie wie, czy jest to|mężczyzna czy kobieta.
Jego pseudonim to Czarna Bestia
ze względu na charakterystyczny,|czarny płacz, który nosi.
Cholera.
Nie płacz, mój synu.|Nie płacz, jestem tu.
Co do... Co ty wyprawiasz?|Siedzisz mi na nodze!
Przepraszam pana... Proszę|wybaczyć. Mój Tinu jest|tylko nieco zdenerwowany.
Myśli, że Czarna Bestia chce go porwać.
Czemu miałbym nie wybaczyć? Moja|noga i tak się do niczego nie nadaje.
Och, Tinu. Mój mały, tłusty aniołku!
Czarna Bestia cię nie porwie,
bo najpierw musiałaby cię podnieść.
A czy wiesz, ile ważysz?
Mój mały tłuściochu... Twój syn to|nie dziecko. To prosię... prosię!
Słucham?!
A jeśli jakimś cudem|uda mu się go podnieść,
umrze na atak serca.
Mamusiu!|- Mamusiu?! Ona wciąż żyje?
Jak wytrzymała ciężar twojego ojca?
Co za cham!|- Cham? Ty zdeptana murawo!
Zabieraj tę murawę w|troki i wynoś się stąd!
Chodźmy. Nie chcemy tu siedzieć.
No to idźcie. Powinniście|zapytać, zanim usiedliście.
A przy okazji, czy cała wasza rodzinka|mieści się na jednym zdjęciu?
Możemy iść?
Wiesz, że pójdę kiedy|zechcesz, więc po co pytasz?
Boże, Dev. Zadałam proste pytanie...
Boże, Rhea. A ja nie|odpowiedziałem po francusku.
Idę do domu.
Dobrze, bardzo dobrze.|Znasz jeszcze drogę?
Tak Dev, drogę znam.|To ciebie już nie znam.
Jakie to dziwne. Wszyscy|potracili dziś poczucie humoru.
Maya... Maya... Maya... MAYA!
Co jest?!
Ten dom się zawali, jeśli|wciąż będziesz odkurzać.
Rishi.
Co?|- Ściągaj spodnie.
Ściągaj... że co?|- Spodnie.
Tutaj?|- A gdzie?
Ale dlaczego?|- Dlaczego?
Już wiem dlaczego. O mój Boże.
Pospiesz się, Rishi.|Szybko, nie mam czasu.
Wiem, zawsze chciałem|zrobić to w kuchni.
To moje marzenie.|- Taak, moje też.
Wow!|- Szybko.
Hejże...
Teraz twoja kolej.|- Dlaczego?
Dlaczego? W takim razie jak...?|To będzie nieco trudne.
Rishi, nie muszę niczego ściągać,
bo moje ubranie nie ma plamy.
Plamy?
Tak, plamy. Olbrzymiej. A ty|chciałeś sobie z nią wyjść.
Maya...
Kiedy przestaniesz być moją|matką, a zaczniesz żoną?
Kiedy przestaniesz być moim|dzieckiem, a zaczniesz mężem?
Jeśli przestanę być twoim dzieckiem,|to czyją będziesz matką?
Jest:
Ale w niektórych związkach|z czasem stają się one coraz głębsze.
Coraz głębsze...
Reżyseria
CZTERY LATA PÓŹNIEJ
Cholera!|Macie pozwolenie?
Gotowi?
Postrach Nowego Jorku,|Czarna Bestia,
porwał dziś z CentraI Parku|kolejne dziecko.
Płci porywacza nadal nie ustalono.
Nazwano go tak, ponieważ nosi długi,|czarny płaszcz.
Policja radzi, by pilnować dzieci|i nie zostawiać ich...
Nie płacz, synu.|Jestem przy tobie.
Siada mi pan na nodze!
Proszę wybaczyć.|Mój Tinu jest zdenerwowany.
Myśli, że porwie go bestia.|Proszę się nie gniewać.
Nie gniewam się.|Już była złamana.
Tinu, mój tłusty skarbie.
Czarna Bestia musiałaby|cię najpierw podnieść.
Ile ważysz Pączusiu!?|To nie dziecko a gruby wieprz!
Co?!
A jeśli Bestia cię podniesie,|sama padnie na zawał!
Mamo!
To ona żyje?|Ojciec jej nie zgniótł?
Cham!
Kto?! Panie boisko, won stąd!
Idziemy!
Pytaj, zanim usiądziesz!
Wasza rodzinka mieści się|na jednym zdjęciu?
Mamo... Idioci!
Idziemy?
Jeśli chcesz. Po co pytasz?
Boże, Dev...|Po prostu pytam.
Boże, Rhea.|Po prostu odpowiadam.
- Wracam do domu.|- Doskonale. Znasz drogę?
Znam. Za to ciebie chyba już nie.
Chyba tylko ja mam dziś dobry humor.
Chodźmy! Razem...
Maya!
- Co?|- Budynek się zawali!
- Co?|- Zdejmij spodnie.
- Co?|- Spodnie.
- Tutaj?|- A gdzie?
- Po co?|- Po co?
Wiem, po co!
Szybko!|Nie mam czasu!
Zawsze chciałem to zrobić w kuchni!|Marzyłem o tym.
Ja też. No już!
- Super!|- Szybko!
Ty też się rozbierz.
Po co?
Inaczej będzie nam ciężko.
Nie muszę niczego zdejmować.|Moje ubranie nie jest poplamione.
Co?
Masz wielką plamę.|A chciałeś wyjść w tych spodniach.
Maya...|Kiedy będziesz żoną a nie matką?
Kiedy ty będziesz mężem a nie dzieckiem.
Komu będziesz matkować,|jeśli przestanę być dzieckiem?
Było:
Nic. Skoro nie mogę mieć dzieci
powinnam traktować cię|jak dziecko, prawda?
Och, przestań, Maya... Wiesz,|że nie to miałem na myśli.
Naprawdę mi na tym nie zależy.|- Masz, usunęłam plamę.
Dziękuję.
Posłuchaj, dziś jest|otwarcie Hotelu Sanderson.
O której chcesz iść?|- Nie idę.
Maya, jeśli przyjdę sam, wszyscy|ludzie będą myśleć, że mamy problemy...
Oni mnie nie obchodzą.|- A ja?
Rishi... to nocne życie,|przyjęcia, zabawy...
Nie należę do tej części twojego życia.
Więc do której części|mojego życia należysz, Maya?
A do której części mojego|życia ty należysz, Rishi?
Kiedy ostatni raz zrobiliśmy|coś, czego ja chciałam?
Chcesz sprzątać w domu.
A to nie jest sposób, w jaki chciałbym|spędzić idealny weekend, słońce.
W takim razie, słońce...|Jaki jest ten twój sposób?
Prawdę mówiąc mój idealny|weekend będzie wymagał dużo...
No dobrze, chodź. Przedyskutujmy to.
Oho, dyskusja. Nie, nie... pa!|- Dlaczego?|- Nie...
Po prostu cudownie! Zaczynasz|coś, a potem nie chcesz skończyć!
Rishi, chcę porozmawiać. Rishi... Rishi!
Jesteś taki dziecinny!
Gratulacje, Rhea.|- Za co?
Właśnie przyszły wyniki.
DIVA jest magazynem numer|dwa w Ameryce. Dzięki tobie.
No dalej, Rhea. Świętujmy.
Poczekajcie. Moment, chwila.|Nie będziemy świętować
dopóki DIVA nie zostanie|pierwszym magazynem mody.
Więc, drogie panie, pończoszki w górę.
Bo macie przed sobą więcej|nieprzespanych nocy i ciężkiej pracy.
A jeśli wasi mężowie|was opuszczą, tym lepiej,
uwierzcie mi - bedziecie|miały więcej wolnego czasu.
Wracajcie do pracy!
Hej, Rhea. Zaczekaj.
Właśnie rozmawiałem z londyńskim dyrektorem|naczelnym i myślimy, że powinnaś się tam przenieść.|- Naprawdę?
Tak. Bedziesz mogła kontrolować|wszystkie magazyny mody w grupie.
Ale czy to wszystko nie jest zbyt...
Rhea, Rhea, Rhea... Czy ty w|ogóle zdajesz sobie sprawę ze|znaczenia tego wszystkiego?
To będzie największy|przełom twojej kariery.
Nie, Jai. To będzie duży|przełom dla twojej firmy.
Wiesz co? Jesteś inna.
Jesteś inteligentna,|pewna siebie, piękna.
Tylko jeden problem. Jesteś mężatką.
Ale, w gruncie rzeczy, mężatka|czy nie... jakie to ma znaczenie|w dzisiejszych czasach, prawda?
Ma znaczenie dla mnie, Jai.
Jest:
Dlatego, że nie mogę mieć dzieci|ty mi je zastąpisz?
Przestań. Nie o to chodzi.|To bez znaczenia...
Masz. Zeszła.
Dzięki.
Dziś otwarcie hotelu Sanderson.|Idziemy?
Ja nie idę.
Ludzie pomyślą,|że nam się nie układa.
Nie obchodzą mnie inni.
A ja?
Rishi... To nocne życie, przyjęcia...|Nie należę do tej części twojego świata.
A do której?
A ty, do której mojego?
Co ostatnio robiliśmy razem,|czego ja chciałam?
Ty chcesz sprzątać dom. Mój wymarzony|weekend wygląda inaczej.
Czyli jak?
Mój wymarzony weekend byłby pełen...
Dobrze, pomówmy o tym.
Pomówmy? Nie! Pa!
- Czemu?|- Bo nie.
Zaczynasz rozmowę,|ale urywasz w połowie.
Chcę pomówić o... Rishi!
Ale dzieciak.
Maya...
Gratuluję, Rhea.
Czego?
"Diva " to drugie najlepsze pismo|o modzie w USA. Dzięki tobie.
Dalej, Rhea!|Uczcijmy to!
Chwileczkę! Żadnego świętowania.
Będziemy świętować,|gdy "Diva " zostanie numerem 1.
Musicie zakasać rękawy.|Weźmiecie nadgodziny.
A jeśli mężowie was zostawią...|tym lepiej dla was.
Do pracy!
Zaczekaj.
Według mnie i kierownictwa|w Londynie powinnaś się tam przenieść.
Naprawdę?
Będziesz kierować|naszymi pismami o modzie.
Ale czy...
Rozumiesz, co to oznacza?
To kluczowa decyzja w twojej karierze.
Nie, Jai.|To kluczowa decyzja dla twojej firmy.
Jesteś niebywała.|Inteligentna, pewna siebie, piękna.
Jest tylko jeden problem.|Masz już męża.
Ale czy stan cywilny|ma jakieś znaczenie?
Dla mnie ma.
Było:
Przecież powiedziałem mu, że|nie organizujemy jego|przyjęcia, więc co on tu robi?
Ale Rishi, co ja mogę na to poradzić?
Nie chce wyjść. Powiedział, że nie|pójdzie dopóki się nie zgodzimy.
Co ty gadasz, jak to nie pójdzie?|- Chce nas podać do sądu.
Do sądu... Za kogo on się ma?
Koleś, już ci mówiłem, że|nie organizuję tego przyjęcia.
Ale dlaczego? Organizujesz|przyjęcia dla całego świata.
Dlaczego nie miałbyś zrobić|tego dla swojego ojca?
Cały świat nie przeszedł dwóch zawałów.
I pomyśl o swoim wieku.
Jakim wieku? Tylko spójrz na mnie.
I zapytaj tych ślicznotek...|Myślą, że jestem gwiazdą rocka!
Tato! Zanim znowu coś|palniesz, proszę cię, odejdź.
Hej, posłuchaj...|Dlaczego tak utrudniasz?
Tylko jedno małe przyjątko|do zorganizowania.
Daj mi tylko wystrój a la lata|60-te, najlepsze wino i setkę|pięknych dziewczyn. To wszystko.
I co chcesz robić z setką dziewczyn?
Co?|- Rozumiem...|- Tak!
Chciałbym wiedzieć, dlaczego|co roku wydajesz to przyjęcie?
Posłuchaj, to już nie twój problem.
Po prostu je zorganizuj i moje|czerwone Ferrari jest twoje.
Koleś, jeśli myślisz, że dam|się przekupić taką łapówką...
To masz absolutną rację.|Kocham ten samochód!|- Taak!
Co mają mieć na sobie dziewczyny?|- Nic!|- Załatwione.
Dzień dobry, piłkarscy tatusiowie i|piłkarskie mamusie! Przygotujcie się!
Pierwsza drużyna dziś to siedmiokrotny|zwycięzca z Westside High.
Tygrysy!
Trenerem jest George Push.|Z cudownym podejściem...
Z Tygrysami zmierzą się
milusie tyciusie kochaniusie Delfinki!
A ich trenerem jest Dev Saran.
Co jest? Twoja żona|nadal płaci rachunki?
Nie, teraz twoja to robi.
Mecz właśnie się rozpoczyna!
Gdzie ty leziesz, idioto? Wracaj!
- Nie.|- Tak.
Biegnij, Arjun! Biegnij!
Tak!
Twoja piłka.
Zadowolony?
Przepraszam... Przepraszam,|tatusiu... przepraszam.
Nie chcę grać w piłkę nożną.|Chcę grać na skrzypcach.
Co? Chcesz grać na skrzypcach?
Od jutra zacznij nosić sukienkę.
Będzie idealnie pasować.|Przestań! Po prostu się zamknij!
Witam... Witam waszą wysokość.|Twój syn znów przegrał mecz.
Wygląda na to, że odziedziczył|talent po ojcu. Uczcijmy to!
Dev, proszę. Przestań|wyładowywać na nim swoją złość.
Pewnie wygrałby, gdybyś|go dobrze wytrenował.
Pewnie wygralibyśmy, gdybyś|z nami była i nam kibicowała.
Mogę z nim porozmawiać?
Alez oczywiście. Królowa matka|do ciebie. No dalej, prędzej.
Mamusiu, następnym razem musisz|przyjść na mecz. Nigdy nie przychodzisz.
Tak, słoneczko... Następnym|razem będę na pewno.
Zgadnij co takiego? Mama|kupiła ci nowe playstation!
Playstation? Wow, kocham cię, mamo!
Wow mamo, kocham cię... Playstation?
Jeżeli w sklepie z zabawkami|sprzedają czas to go kup,
bo Arjun potrzebuje tego bardziej.
Dev, ty... O co ci chodzi?
Tansen... Idę kupić bilety.
jak się stąd ruszysz, to oberwiesz.
Pójdziemy do domu i|wtedy ubierzesz sukienkę.
Dobrze, Tanya. A teraz mnie|posłuchaj. Nie oddalaj|się ode mnie nawet na krok.
Rano czytałam o Czarnej Bestii.
Nigdy nie wiadomo, czy nie czai się|za rogiem w swoim czarnym płaszczu.
Chwyć mnie za rękę... Jest czysta?
Grzeczna dzewczynka. Powinnyśmy iść|tutaj? Czy tutaj? Kogo mam zapytać?
Przepraszam...
Jest:
Mówiłem,|że nie zorganizujemy tej imprezy.
Co mam robić? Mówi, że nie wyjdzie,|póki się nie zgodzimy.
- Jak to?|- Grozi, że nas pozwie!
Ja mu dam! Przepraszam!
Przepraszam!
Tak?
Nie zorganizuję tej imprezy.
Dlaczego?|Organizujesz przyjęcia dla wszystkich.
Dla ojca nie możesz?
Wszyscy nie mieli dwóch zawałów.
Liczy się młode serce! Te panny myślą,|że jestem gwiazdą rocka!
Wyjdź,|zanim zawstydzisz mnie jeszcze bardziej.
Po co wszystko utrudniasz?
To ma być przyjęcie w stylu|lat sześćdziesiątych,
z doskonałym winem i setką ślicznotek.
Co zrobisz z setką kobiet?
No tak... Z jakiej okazji co roku|wydajesz to przyjęcie?
Nie twoja sprawa. Zorganizuj je,|a dam ci moje czerwone ferrari.
Stary... Jeśli myślisz,|że dam się przekupić...
To masz rację.|Uwielbiam ten wóz!
Co panny mają mieć na sobie?
- Nic!|- OK!
Witajcie, rodzice piłkarzy!|Przygotujcie się!
Przed nami siedmiokrotni zwycięzcy|z Westside High...
Dzikie Tygrysy!
Trenowane przez George'a Pusha|o cudnym zadku!
Przeciwko Tygrysom zagrają|maleńkie, słodkie, urocze
Delfiny!
Trenowane przez Deva Sarana.
Twoja żona nadal płaci rachunki?
Nie. Teraz płaci twoja. Co?
Mecz zaraz się zacznie!
Dokąd? Na boisko!
- Nie!|- Tak!
Strzelaj, Arjun! Strzelaj!
Tak! Dalej, Arjun!
Twoja piłka. Zadowolony?
Brawo!
Przepraszam, tato.
Nie chcę grać w piłkę.|Tylko na skrzypcach.
Co? Na skrzypcach? Noś też sukienki!|Będzie ci do twarzy.
Cicho, nie piszcz!
Witaj, Wasza Wysokość!
Twój syn znów przegrał mecz.
Chyba wdał się w ojca.|Uczcijmy to.
Nie wyżywaj się na nim. Wygrałby,|gdybyś go lepiej przygotował.
Wygralibyśmy, gdybyś nam kibicowała.
- Mogę z nim mówić?|- Jasne.
Dzwoni Królowa Matka.|Nie stój! Ruchy!
Mamo, musisz przyjść na następny mecz.|Nigdy cię nie ma.
Tak, skarbie. Przyjdę.|Kupiłam ci nową konsolę do gry.
Super! Kocham cię, mamo!
Super, mamo! Kup czas,|jeśli mają go w zabawkowym.
Arjun potrzebuje go bardziej.
Dev...|O co ci chodzi?
Wirtuozie, idę kupić bilety.
Wleję ci, jeśli się stąd ruszysz!|A w domu ubiorę w sukienkę. Stój tu!
Tanya, pilnuj się.|Czytałam dziś w gazecie o Czarnej Bestii.
- Daj rękę. Czysta?|- Tak.
Grzeczna dziewczynka. Gdzie mamy iść?|Kogo by tu spytać?
Ruszać się!
Przepraszam.
Gdy cię zobaczyłem,|zrozumiałem, o ukochana,
że miłość jest szalona, o najdroższa.
Było:
Już idę, Simran, już idę.
Dziękuję, Maya. Naprawdę|jestem ci wdzięczna.
Nie ma za co. Jest naprawdę kochana.
Czarna Bestia... Kiedy go złapią?
Mam cię... Mówiłem ci,|że nie masz się ruszać.
Więc dlaczego to zrobiłeś?
Wy, dzeciaki, sprawiacie mi dzisiaj|dużo kłopotów... A zwłaszcza ty.
Wiesz, co ci zrobię?
Pokroję cię na cieniutkie plasterki
i wsadzę do miksera,|żeby zrobić sok Kubuś...
Uwielbiam Kubusia o smaku|marchew-pomarańcza-dziecko...
Zamknij się. Idiota
Czarna Bestia!|- Będziemy tu stali cały dzień?
Chodź ze mną natychmiast... i|nie waż się znowu zgubić. Chodź.
Nie wiem, po co dzieci|się w ogóle rodzą.
Dlaczego ludzie nie mogą|rodzić się dorośli?
Zabieram cię do twojego taty. Nie|pozwolę, żeby coś ci się stało.
Jak zgubisz się następnym razem, to...
Arjun...
Arjun!
Jest:
Już idę, Simran.
Jest mama.
Cześć...|Dzięki. Jak ci się odwdzięczę.
Jest taka kochana.
- A w szkole?|- Świetnie jej idzie. Jest pojętna.
Kiedy złapią Czarną Bestię?
Mam cię! Miałeś tam stać!|Czemu się ruszyłeś?
Dzieciaki mnie wykończyły!|Zwłaszcza ty!
Wiesz, co zrobię?
Pokroję cię na malutkie kawałeczki,|wrzucę do miksera i zrobię koktajl!
Uwielbiam koktajl z dzieci!|Cicho, idioto!
Chcesz tu sterczeć cały dzień?!
Idziemy! I nie waż się znów zgubić,|jasne?!
Chodź, głupku...
Czemu rodzimy się jako dzieci,|a nie dorośli?
Durne bachory nie umieją grać w piłkę!
- Chodź ze mną.|- Tato!
Zabiorę cię do taty.|Ze mną jesteś bezpieczny. Uratuję cię!
Jeśli znów się zgubisz, to... Arjun!
Czarna Bestia.
Chwileczkę, kochanie. Uratuję cię! Biegnij!
Moja piłka!
Było:
Momencik... A teraz chodź... Biegiem!
Maya!
Stała się Czarną Bestią?
Ale dlaczego buczysz?!
Myślałem, że mnie porwano...
Nie mam aż takiego szczęścia,|żeby cię ktokolwiek porwał.
Mam cię zabić?|- Nie...
To się zamknij.
Sir... Będzie pan musiał jechać z nami.|- Tak jest, panie władzo.
Jest:
Tak jest!
Wezwijcie pogotowie!
Z drogi!
Czy ktoś wezwał pogotowie?|To Czarna Bestia?
Maya... Jest Czarną Bestią?
- Czemu płaczesz?|- Myślałem, że mnie porywają!
To byłoby zbyt piękne!|Mam cię zabić?
- Nie!|- Więc milcz!
- Pozwoli pan z nami.|- Idę.
Było:
E.R.! Pacjent z kontuzją nogi!
Pacjent w szoku, przygotować się...
Przygotować się!|Pacjent z kontuzją nogi!
Przejście, zrobić przejście, mamy|tu pacjenta z poważną kontuzją!
Zrobić przejście!
Przepraszam, mam tu kontuzję nogi.
O mój Boże, brać go!
Weźcie dziecko!|- Weźcie go i zatrzymajcie!
Czy ma pan kontuzję nogi?|- Tak. Nie. Miałem kiedyś kontuzję...
Jest pan w szoku. Proszę|się położyć... proszę leżeć!
Uspokój się, uspokój się!|Jesteśmy tu, żeby ci pomóc!
Arjun, powiedz tej tłustej...
Uspokój się!
Zabiję cię!
Ocalę cię!
Niech Bóg pana błogosławi!
Nie dotykaj moich... Mamusiu!
Arjun... tatuś cię kocha!
W czym mogę pomóc?
Chciałbym zobaczyć się z|Czarną Bestią. To moja żona.
Witaj... Przepraszam, tak mi przykro.|To wszystko wina mojego męża.
Twój mąż jest Czarną Bestią?
Nie, on jest po prostu bestią.
Ale już wszystko dobrze.|Twoja żona czuje się|dobrze, to tylko zwichnięcie.
Dzięki Bogu. Rishi Talwar.
Rhea Saran.
Rhea Saran? Diva z magazynu DIVA?
Jest:
Uwaga!|Pacjent z urazem nogi, w szoku.
Przygotujcie się.|Wiozą pacjenta z urazem nogi.
Z drogi!
Mam uraz nogi...
Bierzcie go!
Proszę pana!
- Weźcie dziecko!|- Na zawsze!
- Ma pan uraz nogi?|- Tak. Nie. Kiedyś miałem.
Jest pan w szoku.|Położyć się!
Nie jestem!
Spokojnie!|Pomożemy panu!
Arjun! Powiedz grubej...!
Spokojnie!
Nie ruszaj mojego tyłka!|Zamorduję cię!
Uratuję cię!|Bóg z tobą!
Nie dotykaj...!
Mamo! Arjun, tata cię kocha!|Ej, grubasko!
- Dzień dobry.|- Słucham?
Ja do Czarnej Bestii.|Mojej żony.
Przepraszam,|to wszystko wina mojego męża.
On jest Czarną Bestią?
Po prostu bestią.
Zaszło nieporozumienie.
Pańska żona ma się dobrze.|To tylko zwichnięcie.
Dzięki Bogu.
- Rishi Talwar.|- Rhea Saran.
Rhea Saran?|Diwa z "Divy"?
Było:
Wow, jaki świat jest mały.|Prowadzę małą firmę|Public Relations, Kamikaze.
Przez jakiś czas próbowałem|się z tobą spotkać.
Nie jest tak prosto spotkać się ze mną.
Uwierz mi. Trudniej jest mnie uniknąć.
Proszę mi wybaczyć przerwanie|tej wspaniałej konwersacji,
ale jeśli chce pani widzieć|się z mężem, a pan z|żoną, to są oni w pokoju 502.
Przez pomyłkę daliśmy|panu coś na uspokojenie.
Bardzo przepraszamy za zamieszanie.|Dobrze się pan czuje?
Czy twoja matka cię kocha?|- Tak.
No to będzię za tobą|tęsknić! Zabiję cię!
Mój prawnik do ciebie zadzwoni!
Już on z tobą porozmawia!
A mój prawnik porozmawia z tobą.
Ty... ja cię znam.
Nawet ja pamiętam.|Spotkaliśmy się kiedyś.
A teraz przez ciebie nie|mogę chodzić przez tydzień.
Przez ciebie nie mogę|chodzić przez całe moje życie.
Co?!
Jest:
Ależ ten świat mały!|Prowadzę Kamakazi, agencję PR.
Od dawna próbuję się z panią spotkać.
To dość trudne.
Jeszcze trudniej mnie unikać.
Przepraszam, że przerywam pogawędkę.
Jeśli pani chce odwiedzić męża,|a pan żonę, to są w pokoju pięćset dwa.
Przez pomyłkę dostał|pan środki uspokajające.
Przepraszamy za zamieszanie.
Wszystko dobrze?
Matka panią kocha?
Tak.
To będzie za panią tęsknić!|Zamorduję panią!
Pomocy!
Mój prawnik się z panią skontaktuje!
A mój z tobą!
To ty? Znam cię.
Pamiętam. Już się spotkaliśmy.
Aj!|Przez ciebie tydzień nie będę chodzić.
Aj! Ja przez ciebie już nigdy.
Co?
Było:
Moje cierpienie byłoby inne.
A gdybym ja cię nie spotkała,|nie wyszłabym za mąż.
Nie wyszłabyś za mąż?
To źle czy dobrze?
Dobrze.|- Dobrze?
Jest:
I cierpiałbym inaczej.
Gdyby nie ty, nie wyszłabym za mąż.
Nie wyszłabyś?|To dobrze czy źle?
- Dobrze.|- Dobrze?
Było:
To znaczy... Sama nie wiem.
Sama nie wiesz?
Jest:
Nie wiem...
Nie wiesz?
Było:
Nie możesz się tak długo zastanawiać.|- Kim ty jesteś, że mnie o to pytasz?
Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
- Czemu miałabym przejmować się twoimi pytaniami?|- Czemu miałabym ci odpowiadać? Kim ty jesteś?
Kim ja jestem?
Jestem ojcem dzieciaka,|którego chciałaś porwać.
Nie masz własnych dzieci? Och...
Jest:
Za długo milczysz.
Po co pytasz?
Nie odpowiadaj pytaniem na pytanie.
Czemu mam odpowiadać na twoje pytania?|Kim ty jesteś?
Kim jestem?|Ojcem dziecka, które porwałaś.
Nie masz własnych dzieci?
Było:
Tak, nie mam. Nie mogę ich mieć.
Uczę dzieci. Jestem|matką dla nich wszystkich.
Mother India...
Ucząc dzieciaki... porywając je...
jesteś w stanie wypełnić pustkę?
Bo twoje życie jest puste. Niepełne.
Widać to w twoich oczach.|Zupełnie jak w moich.
Dev!
Mama!|- Och, Rhea. Po co się fatygowałaś?
Tak bardzo się o mnie troszczysz...
Twoje miłosierdzie|zaczyna mnie przytłaczać.
Dev, proszę... To był|naprawdę długi dzień.
Przepraszam za niego. Jeszcze|raz, bardzo przepraszam.
Rhea, posłuchaj, nic się|nie stało, jest dobrze.
Jest dobrze.
My się nie znamy. Rishi.
Rishi Kapoor?
Nie. Mąż.
Nikt nie jest doskonały. Głowa mi pęka.
Pa, pa... Sayonara... Żegnam...
Albo nie, nie "żegnam".
"Żegnam" zabija całą nadzieję|na ponowne spotkanie.
A kto wie? Może się kiedyś spotkamy.
Dev, nikt przy zdrowych|zmysłach nie chciałby się|z tobą ponownie spotkać.
OK, pa.
OK... Miło było poznać, żegnajcie.
Czy on ćpa?
I proszę, nie ma się czym martwić, Maya.
Lekarz powiedział, że za trzy|dni już wszystko wróci do normy.
Będziesz mogła wrócić do|swoich zwykłych czynności.
Odkurzania, froterowania,|sprzątania, porządkowania...|- Zamknij się!
Przepraszam.
Boże, nie ty. Tylko ten... jak mu było?
Dev. Mówił bzdury.
A słyszałeś, jak odzywał się do żony?
Jest taki chamski.
Maya, nie wszyscy mężowie|są tacy dobrzy jak ja,
żeby jeść ci z ręki.
Kochać cię całymi dniami.
Boże, Maya.
Jesteś taka pociągająca.
Dziś w nocy mam zamiar...
Dziś w nocy...
Jest:
Nie mogę mieć. Ale jestem mamą|dla moich uczniów.
Matka-Indie.
Uczysz dzieci i porywasz je,|żeby wypełnić pustkę?
W twoim życiu czegoś brak.
To widać w twoich oczach.
W moich też.
- Dev!|- Aj!
Mamo!
Po co się trudziłaś?|Tak się o mnie troszczysz.
Ciąży mi twoja dobroć.
Dev, proszę.|Miałam ciężki dzień.
W imieniu męża jeszcze raz przepraszam.
Nie ma sprawy, Rhea.
Nie ma sprawy, Rhea. Spoko.
Nie znamy się. Rishi.
- Rishi Kapur?|- Nie. Mąż.
Nikt nie jest doskonały.|W głowie mi się kręci.
Bye. Sajonara. Żegnaj.
Żadnego 'żegnaj'.
Bo odbiera nadzieję|na ponowne spotkanie.
Może jeszcze się spotkamy.
Ciebie nikt nie chce spotkać ponownie.
- No to pa!|- Miło było poznać. Pa!
On coś bierze?
Gotowe.
Nie ma się czym martwić.|Za kilka dni wydobrzejesz.
Potem zajmiesz się tym, co zwykle.|Odkurzaniem, czyszczeniem, pucowaniem...
Cicho!
Wybacz.
To nie twoja wina. To ten... Jak mu tam?|Dev. Gadał bzdury.
Widziałeś, jak rozmawiał z żoną?|Bezczelny!
Nie wszyscy mężowie mogą|być tacy jak ja.
I składać serce u twych stóp.
I kochać cię cały dzień.
Boże, Maya... Jesteś taka pociągająca.
Dziś zamierzam...|Dziś zamierzam...
Było:
Cześć
Ty?!?!
A kto? Co to w ogóle za przywitanie? "Ty???".....
W każdym razie, cieszę|się, że tu jesteś.|- Myślałaś o mnie?
Tak, myślałam o tobie|przez cały tydzień.
Posłuchaj, wszystko co|wtedy powiedziałem, powiedziałem|z powodu zastrzyku.
Jestem żonaty. A myślenie|o żonatym mężczyźnie w|ten sposób jest grzechem.
Gadasz bzdury.|- Taak!
Chciałam cię spotkać, żeby|ci powiedzieć, że wszystko,|co mi wtedy powiedziałeś...
...jest prawdą. A prawda|jest zawsze gorzka.
Ty jesteś zgorzkniały! To nie była|prawda... A ty niby kim jesteś?
Sądem Najwyższym, który|decyduje o życiach innych?
Nie słucham tego.|- Posłuchaj mnie.
Nie.|- Posłuchaj!
OK.
Posłuchaj. Jestem bardzo|szczęśliwa. Dziękuję.
Powinieneś pomyśleć o swoim życiu.
Jestem pewna, że jest puste. A|twoje marzenia są niespełnione.
Dlatego szukasz tego|wszystkiego w życiach innych.
Jesteś nieszczęśliwym człowiekiem|i zawsze nim będziesz.
A ty jesteś piękną kobietą|i zawsze nią będziesz.
Maya... Maya! Posłuchaj!
Jesteśmy do siebie podobni.|Bardzo podobni. Przepraszam.
Wyjeżdżamy z tej samej|stacji. Oboje uczymy dzieci.
Oboje jesteśmy zranieni.
Tylko, że moje rany widać. A twoje nie.
Możemy porozmawiać o naszych|smutnych życiach przy kawie.
Nie, dziękuję. Mój mąż|czeka na mnie w domu.
Cóż, nawet Rhea musi już być w domu.
Hej!
Koleś! Co tu się dzieje?!
Co się działo, to się już skończyło.
Och, tato to mój dom!
Wyluzuj... wyluzuj... wyluzuj, synu.
Po prostu przechodziliśmy tędy|i pomyśleliśmy, że może...
No wiesz. Rock n roll.
Jeżeli Maya zaraz przyjdzie,|to mnie zabije...
Tata mnie zabije!
Miałem dzisiaj muzykę,|więc zwiałem z treningu.
Nie, moje dziecko. Nic się|nie stanie. Już ja o to zadbam.
Nie, babciu... on mnie zabije!
Dlaczego cię zabije?
Uczysz się grać na gitarze|i to bardzo dobra rzecz.
Nie na gitarze, mamo... Na skrzypcach.
Och, na skrzypcach. Nie rozumiem,|dlaczego tak bardzo boi się Deva.
Ale mamo, nie rozumiesz...|- Kochanie, uspokój się.
Ale mamo...
Zamknijcie się! Nic się nie stanie!
Powiem Devowi, że źle|się czujesz, dobrze?
- OK.|- Dlaczego miałybyśmy kłamać?
Za chwilę do ciebie wrócimy, kochanie.
A teraz idź na górę, a babcia
zrobi ci za chwilę cieplutką kąpiel.
Grzeczny chłopiec.
Cholera, Maya przyszła.|Proszę, schowaj ją gdzieś!
W moich ramionach?
Tato, włóż coś na siebie.
OK, OK.
Mamo, przyszedł!
Cześć!
Jak ci minął dzień? Wiesz, że...
Wiem. Wszystko wiem.
Wszystko? Nie, myślę, że ty...
Proszę. Patrzcie. Nie próbujcie|tego ukrywać. Wiem wszystko.
Tak, wiem. Widziałam na własne oczy.
Słyszałeś? Ona o wszystkim wie.
Tylko spójrz... A my|próbowaliśmy to przed nią ukryć.
Tato! Nawet ty wiesz?!
Co masz na myśli, mówiąc|"od kiedy o tym wiem"? Ta|wymówka to był mój pomysł.
Teraz biedaczek chowa|się się w łazience.
Co?! Jest w mojej łazience?
Jest w mojej sypialni?!
Nie wchodź tam, biedactwo|nie ma nic na sobie.
Co ona tam robi bez ubrania?!
A co ty zwykle robisz bez ubrania?
Nie pozwolę mu żyć!|Ja go... Co robicie?!
Dev, posłuchaj proszę...|Proszę... Przestań, Dev!
Błagam cię, on jest zbyt|przerażony... Idę do niego.
Dlaczego?|- Wykąpać go.
Więc teraz będziecie go|kąpać? I to w mojej łazience?
Ta łazienka nie należy tylko do ciebie!
Jest też moja! I on będzie|jej używał. Obie go wykąpiemy.
Och, taak. Oczywiście!|- Zamknij się!
Jak możesz mi to robić? Nie wstyd ci?|- Ale co ja takiego zrobiłem?
Proszę, przestańcie się kłócić.
Biorę ją do siebie.
Niby dlaczego miałbyś brać ją do siebie?
Bo jej zapłaciłem.|- Bierze za to pieniądze?
Taak, nic nie jest za darmo|w dzisiejszych czasach.
A przy okazji, jaka jest teraz stawka?
Na dzień czy na weekend?|- Na weekend.
Pomyślmy... Ostatnim razem...|- Stop!
Zwariowałyście obie!
Nie, Dev. To ty zwariowałeś!
Patrz, co robisz!
Nie mogę tego dłużej|znieść! Śpię dzisiaj z nim!
Ja też!|- Ty też?!
Miej trochę wstydu! Spójrz|na swój i jego wiek!
To ty spójrz na swój wiek!
Nie przeciągaj struny...
Mamo! A co z tobą?!
Wy... Obaj...
Tak?|- Obrzydliwe.
I ona... Nie zniosę tego! Rhea... Rhea!
Jest:
Cześć.
- Ty?!|- Ktoś inny. Co za pytanie! Jasne, że ja.
Nieważne. Dobrze, że to ty.
- Myślałaś o mnie?|- Cały tydzień!
W szpitalu bredziłem pod wpływem leków.
To grzech myśleć o żonatym facecie.
Bzdury! To, co mi wtedy powiedziałeś...
To prawda.|Bywa gorzka.
Ty jesteś zgorzkniały!|Kim jesteś? Sądem Najwyższym?
- Nie słucham.|- Słuchaj!
- Nie dotykaj!|- Słuchaj!
Zgoda!
Jestem szczęśliwa.|Pomyśl o własnym życiu.
Jest puste,|a twoje marzenia niespełnione!
Dlatego szukasz tego u innych!|Jesteś nieszczęśliwy!
A ty jesteś piękna.
Maya!|Posłuchaj!
Jesteśmy do siebie podobni.
Przepraszam.
Wysiadamy na tej samej stacji.|Uczymy durne dzieci.
Oboje nas zraniono. Tylko,|że moje rany widać, a twoich nie.
Chodźmy na kawę|i porozmawiajmy o życiu.
Dziękuję.|Mąż czeka na mnie w domu.
Rhea pewnie też już wróciła.
- Hej!|- Hej!
Stary, co ty wyprawiasz?
Już po wszystkim.
To mój dom!
Spoko, synu.
Byliśmy niedaleko i pomyśleliśmy, że...|Wiesz... Rock'n' roll.
Ale to mnie Maya zabije!
Tata mnie zabije. Dziś miałem lekcję|muzyki i opuściłem piłkę.
- Nic się nie stanie.|- On mnie zabije!
Grasz na gitarze. Co w tym złego?
Na skrzypcach.
No tak. Nie wiem,|czemu on tak się boi Deva.
- Nie rozumiesz!|- Nie zabije cię.
Cicho! Będzie dobrze.
Powiem, że źle się czułeś.
- Zgoda.|- Po co kłamać?
Potem porozmawiamy.
Idź na górę. Babcia przygotuje|ci gorącą kąpiel. Grzeczny chłopiec.
To Maya! Schowaj ją gdzieś!
Może w mych ramionach.
Tato! Ubierz się!
Dobrze.
Wrócił.
Cześć! Jak minął dzień?
Czy wiesz...
Wiem. Wiem wszystko.
Wszystko? Nie. Otóż...
Lepiej uważajcie. Niczego przede mną|nie ukryjecie. Wiem wszystko.
Tak, wiem! Sama widziałam!
Słyszysz? Ona wszystko wie!
A chcieliśmy to przed nią ukryć.
Ty też wiesz?!
Od kiedy wiem?|Sama wymyśliłam tę wymówkę.
Biedak schował się w łazience.
W mojej łazience?!
W mojej sypialni?!
Nie idź tam.|Biedactwo nie ma nic na sobie.
Co tam robiła nago?!
A co się robi nago?
- Nie daruję mu!|- Co robisz?!
- Z drogi!|- Przestań!
Mamo!
Błagam! Jest dość przerażony.|Idę do niego.
- Po co?|- Żeby go wykąpać!
Wykąpać?|W mojej łazience?
Łazienka jest także moja.|I on się w niej wykąpie.
Obie go wykąpiemy!
- Jasne!|- Dość!
Nie wstyd ci?
A co ja zrobiłem?!
Przestańcie się kłócić!|Zabieram ją do siebie.
Dlaczego?!
Bo jej zapłaciłem.
Zapłaciłeś?
Nie ma nic za darmo.
Jaka jest stawka?
Dzienna czy weekendowa?
- Weekendowa.|- Ostatnim razem...
Dość!
Oszalałyście!
To ty oszalałeś!
Co robisz!
Tego już za wiele! Dziś będę z nim spała.
- Ja też.|- Ty też?
Wstydź się!|Ile masz lat, a ile on.
A ty ile?!
Opamiętaj się!
Ty powinnaś się opamiętać.
Wy dwaj...
Rishi i Tak?
To odrażające. Nie daruję jej!|Rhea!
Było:
Jestem gorąca, taka gorąca, gorąca...
Rhea! Rhea!
O Boże, Rishi?
Po prostu zapraszał mnie|na przyjęcie swojego ojca,
żebym mogła ocenić jego pracę.
To tylko sprawy zawodowe, Dev.
A co z tymi kwiatami?
Rhea przesyła je dla ciebie.
O Boże, co za nieporozumienie.
Gdzie idziesz, słońce?
A to kto?
To? Twoja przyszła macocha.
Nie mogę w to uwierzyć.
Myślałeś, że mam romans z Rishim?
Co się z tobą dzieje, Dev? Odbiło ci?
Mnie odbiło? Myślałem,|że to tobie odbija.
Co się stało z twoim gustem?
Kiedy następnym razem nabierzesz|ochoty na romansik, daj mi znać.
Poszukam ci odpowiedniego faceta.
W końcu musisz trzymać|poziom, wspaniała Rhea Saran.
Dev, nie próbuj ukryć swoich uczuć
za tym swoim głupim poczuciem humoru.
Byłeś zazdrosny i to mi się podoba.
Taak, jasne.
To znaczy, że gdzieś tutaj zostało|choć trochę uczucia. Prawda?
Tak. Ukryte bardzo głęboko. No dalej,|przygotuj się. Ja już mogę iść.
"Iść" ubrany w to?
Nie, ściągam to i idę nago.
Nie, Dev. Dlaczego nie|założysz garnituru, który|kupiłam ci w zeszłym tygodniu?
Dlaczego, kochanie? Wstydzisz się?
Wstydzisz się, że noszę to?
Wstydzisz się, że w tych ciuchach
nie wyglądam jak mąż słynnej|i bogatej Rhei Saran?
Przykro mi, że cię rozczaruję, Rhea,
ale nawet nowe ubrania nie|sprawią, że będę nowym Devem.
Kochałam dawnego Deva,|tylko że gdzieś się zgubił.
To ty go zgubiłaś.
Maya!
Rishi, co ty wyprawiasz?
Świętuję!
Świętujesz co?
Moja żona jest zazdrosna!|W końcu jakaś reakcja!
Boże, Rishi. Przestań|zachowywać się jak dziecko.
Spóźnimy się. No dalej...
Maya...
Rishi, spóźnimy się. Proszę|cię, idź się przebierz.
Powiedz mi coś. A gdybym|naprawdę miał romans?
Co byś zrobiła?|- Rishi...
No dalej, popraw mi humor.|- Rishi...
Proszę.
OK. Gdybyś rzeczywiście miał romans,|przemyślałabym to. Zanalizowała.
Spróbowała dowiedzieć się,|dlaczego tak się stało.
A potem przedyskutowała bym to z tobą.
Przedyskutowała ze mną?
No dalej, kobieto, pokaż trochę pasji.
Powiedz, że krzyczałabyś...|wrzeszczała...
histerycznie płakała...|Taki rodzaj dramatu.
Dramatu? Jeśli chciałeś dramatu,|mogłeś poślubić aktorkę.
Ale skończyłeś z nudną|nauczycielką. Tak mi przykro.
O Boże, Maya. Jesteś|taka przewrażliwiona.
No to dlaczego mówisz takie rzeczy?|- Tylko żartowałem.
A co gdybym ja miała|romans? Co ty byś zrobił?
Ty? Romans? Fantastycznie,|bardzo dobrze!
Co w tym zabawnego?
Jak to "co w tym zabawnego"?
Nie możesz poradzić|sobie z jednym związkiem,
niby jak udałoby ci się z|dwoma? Ale podoba mi się|taka postawa. Tak trzymaj.
Idę się przygotować. Na razie.
O co ci chodzi, Rishi? Nie mogę|poradzić sobie ze związkiem?
Żadnej pasji, żadnego dramatu. Nie|jestem dobrą żoną, nie mogę być matką.
Skoro mam tyle wad, dlaczego|mnie nie zostawisz?
Oboje mamy wady, Maya.
Ale różnica polega na|tym, że ty zawsze mówisz
o zakończeniu związku,
a ja o naprawianiu go.
Upewnijcie się proszę, czy|obsługa jest wszędzie, dobrze?
Dlaczego nikt nie|obsługuje w tamtym kącie?
Szybciej, szybciej, proszę.|Ruszać się. Och, dzień dobry.
Witam, witam, kopę lat...
Wzajemnie.
Nawiasem mówiąc, czy rozmiary|Chandigarh nie zwiększyły się
od czasu naszego ostatniego spotkania?
Raczej zwiększyła się pańska|wada wzroku, panie Talwar.
Dzień dobry... Nie przedstawisz|mnie swojej córce?
Córce? Może twojej. Poznaj Sobotę.
Sobotę?
Tak, nie mogę zapamiętać ich imion,
więc nazywam je dniami tygodnia, w|których je poznałam. Tak, słońce?
Taak!
Tak, oczywiście. Do|zobaczenia później, słońce.
Kto to był?|- Moja matka.
Ach, Rhea! Miło, że przyszliście.
Oczywiście, że musieliśmy przyjść.
A przy okazji, stylizacja na|lata 60-te to świetny pomysł.
Wszystko jest takie piękne.
Nie, nie, to ty jesteś|piękna, słońce. Witam.
Jestem ojcem Rishiego.|Pod każdym względem.
A ja jestem mężem Rhei.|Pod prawie każdym względem.
Och.
Podoba ci się mój garnitur? Podoba się?
Rhea, wyglądasz niesamowicie.
Jest:
- Rishi!|- Rishi?
Ale ze mnie laska! Taka seksowna!
Rhea!
Rhea!
Boże! Rishi?
Zaprosił mnie na party swego ojca,|żebym zobaczyła, jak pracuje.
To tylko ćwiczenie z PR.
A kwiaty?
Rhea kupiła je dla ciebie.
Boże...
- Przestań, Sam.|- Dokąd to, skarbie?
A to kto?!
To... twoja przyszła macocha.
Niemożliwe! Myślałeś,|że mam romans z Rishim?
Co z tobą? Zwariowałeś.
Myślałem, że ty.|Gdzie twój dobry gust?
Jeśli chcesz romansować,|poproś mnie o pomoc.
Znajdę ci kogoś odpowiedniego.
Musisz trzymać poziom,|wspaniała Rhea Saran.
Nie maskuj swoich uczuć żartami.|Byłeś zazdrosny i to mi się podoba.
Pewnie!
Głęboko w twoim sercu|ocalała odrobina miłości.
Bardzo głęboko. Szykuj się.|Jestem gotowy.
W tym idziesz?
Rozbiorę się i pójdę nago.
Nie włożysz garnituru, który ci kupiłam?
Jesteś zażenowana?|Wstydzisz się, mnie?
W tym stroju nie będę wyglądał jak mąż|bogatej i sławnej Rhea Saran?
Wybacz, że cię rozczarowałem.
Nowy garnitur nie zmieni mnie|w nowego Deva.
Dawnego Deva kochałam.|Ale on gdzieś przepadł.
Przez ciebie.
Wyluzuj się! Zrelaksuj!
Spóźnimy się. Co robisz?
Wyluzuj się! Zrelaksuj!
Co robisz?
Tańczę, kocham, szaleję!|Po prostu świętuję!
Co?
Moja żona jest zazd rosna!|Wreszcie okazała uczucia.
N ie bądź dzieckiem. Spóźnimy się.
Spóźnimy się.|Przebierz się.
A gdybym naprawdę miał romans?|Co byś zrobiła?
Powiedz.
- Rishi!|- Proszę!
No dobrze. Gdybyś miał romans,|próbowałabym to zrozumieć.
Dowiedzieć się, czemu do tego doszło.|A potem omówiłabym to z tobą.
- Omówiłabyś?|- Tak.
Okaż uczucia!
Powiedz, że byś krzyczała i płakała!|Urządzała sceny!
Sceny? Trzeba się było ożenić z aktorką.|A nie z nauczycielką. Przykro mi.
Wszystko cię drażni.
- Po co gadasz głupstwa?|- Żartowałem!
A gdybym to ja miała romans?
- Ty? Romans?|- Tak.
Niezłe! Doskonałe!
Co cię tak śmieszy?
Nie radzisz sobie w jednym związku,|a co dopiero w dwóch!
Ale masz niezłe podejście.|Idę się przebrać. Pa!
O co chodzi?|Nie radzę sobie w związku.
Nie jestem dość namiętna.|Jestem złą żoną. Nie mogę mieć dzieci.
Skoro mam tyle wad,|czemu mnie nie zostawisz?
Oboje mamy wady.
Różnica polega na tym, że ty zawsze|mówisz o rozstaniu.
A ja o byciu razem.
Dopilnujcie, by obsłużono wszystkich.
Dlaczego tam nie ma kelnerów?|Pośpieszcie się.
- Witam.|- Długo się nie widzieliśmy.
Niewielka strata.
Czy Ćandigar- h ostatnio się rozrósł?
Wzrok się panu pogorszył, panie Talwar.
- Witaj.|- Nie pozna mnie pan z córką?
Może dla pani. To Sobota.
Sobota?
Nazywam je dniami tygodnia,|w które je spotykam.
- Prawda?|- Tak!
Do zobaczenia, boska.
- Kto to?|- Moja matka.
- Dzięki, że przyszłaś.|- Musieliśmy przyjść.
Party w stylu lat sześćdziesiątych to|świetny pomysł. Pięknie tu.
... To ty jesteś piękna. Witaj.
Jestem ojcem Rishiego.|W każdym sensie.
A ja mężem Rhea.|Niemal w każdym sensie.
- Ładny garnitur?|- Tak.
Rhea, wyglądasz pięknie.
Było:
Myślę, że naprawdę|powinniśmy mieć romans.
Oczywiście... Wiem na pewno, że mój|mąż nie miałby żadnych obiekcji.
Moja żona też nie. O ile później|usiądziemy i to przedyskutujemy.
Prawda, kochanie?
Och, wow. Dyskutujecie w domu?
W naszym przypadku najpierw musimy|ustalić spotkanie w grafiku.
Chyba muszę się napić.
Ach, super! Upijmy się!
Rhea?
Super! Znasz jakiegoś dobrego|prawnika do spraw rozwodów?
Jest:
Powinniśmy wdać się w romans.
Jasne...|Mój mąż nie miałby nic przeciwko.
Moja żona też nie,|jeśli to z nią przedyskutuję.
Co, skarbie?
Rozmawiacie ze sobą?|My musimy umawiać się na spotkania.
Muszę się napić.
Ekstra! Wszyscy się dziś upijmy!|Rhea?
Ekstra!|Znasz dobrego adwokata od rozwodów?
Było:
Myślę, że są organizowane po to,|żeby móc podotykać cudze żony.
Jest:
Urządza się je,|żeby dotykać cudzych żon.
Było:
Nie martw się. Nie jestem|aż tak zdesperowany.
Spójrz na nich, tylko na|nich spójrz. O mój drogi!
Cmok, cmok, cmooook.
Wiesz co... Właśnie sobie uświadomiłem,|że nienawidzę nie tylko przyjęć.
Nienawidzę ludzi.
I o ile mi wiadomo, ludzie|za tobą też nie szaleją.
Nie żeby tłoczyli się|wokół ciebie, co nie?
Dla mnie to żadna różnica.|To wszystko obcy ludzie.
Nawet twój mąż?
Rishi.
*Hej, co z tobą kochanie? *
*Jeszcze nigdy, nigdy,|nigdy się tak nie czułem*
*Hej, podejdź trochę bliżej*
*Kochanie, chcę skraść twoje serce*
*Jasne twarze, błyszczące jak księżyc*
*ciemne włosy i niebieskie oczy*
*Jasne twarze|*Bądź mym kochaniem!
*Błyszczące jak ksieżyc|*Bądź mym kochaniem!
*Ciemne włosy|*Bądź mym kochaniem!
*Niebieskie oczy|*Bądź mym kochaniem!
*Sprawiają, że śnimy, *|*gubimy się i szalejemy*
*Burzą nasz spokój, rozpalają*|*nas i wypełniają pożądaniem*
*Rock and roll, kochanie, *|*moje serce tańczy dla ciebie*
*Rock and roll, kochanie, dlaczego|też ze mną nie zatańczysz? *
*Rock and roll, kochanie, *|*moje serce tańczy dla ciebie*
*Rock and roll, kochanie, dlaczego|też ze mną nie zatańczysz? *
*Te kołyszące się i wirujące ciała*
*najpierw proszą o twoje|serce, a potem o życie*
*Te kolorowe, magiczne|promienie światła*
*widziałem je wiele razy, *|*lecz wciąż mnie oczarowują*
*Spójrz! Oto nadchodzą, oto są, *
*Z takim wdziękiem, tak lekko*
*Jedno spojrzenie od tych|bogiń, od tych piękności*
*I cały świat szaleje, *|*pada do ich stóp*
*Nawet jeśli te wróżki, owoce piękna, *|*nie rozumieją języka miłości*
*Rock and roll, kochanie, *|*moje serce tańczy dla ciebie*
*Rock and roll, kochanie, dlaczego|też ze mną nie zatańczysz? *
*Rock and roll, kochanie, *|*moje serce tańczy dla ciebie*
*Rock and roll, kochanie, dlaczego|też ze mną nie zatańczysz? *
*Czerwony kapelusz na twej|*głowie, jedwabny szal w twej|*ręce, cóż za piękny widok! *
*Sexy Sam, sexy Sam, bam bam|*bam bam, dziękuję Sam,|*o balle balle balle! Shava! *
*Czerwony kapelusz na twej|*głowie, jedwabny szal w twej|*ręce, cóż za piękny widok! *
*Sexy Sam, sexy Sam, bam bam|*bam bam, dziękuję Sam,|*o balle balle balle! Shava! *
*Te piękne kwiatuszki nie wiedzą, *
*Czym jest miłość i wierność, *
*Te kochanki na godziny, *|*na co mają się skarżyć, *
*Nie mają pojęcia, co przeżywamy, *
*Te nieświadome nieznajome, *|*co one wiedzą o uczuciach? *
*Nie wiedzą i nie uwierzą, *|*że potrafią złamać nam serca, *
*Będziemy tylko żałować oczekując*|*chłodu od ognia i ciepła od lodu*
*Przechodzą obok nas i tracimy|tak wiele cennych chwil, *
*Rock and roll, kochanie, *|*moje serce tańczy dla ciebie*
*Rock and roll, kochanie, dlaczego|też ze mną nie zatańczysz? *
*Rock and roll, kochanie, *|*moje serce tańczy dla ciebie*
*Rock and roll, kochanie, dlaczego|też ze mną nie zatańczysz? *
Jeszcze nie skończyliśmy...
*Chodź, tańcz i ruszaj biodrami, *
*Kochanie, kochanie! *
Maya, Rishi. I wszyscy|wspaniali goście!
Dziękuję, że jesteście dzisiaj ze mną.
I mam nadzieję, że świetnie|się bawicie... tak!
Taak!
Ludzie pytają mnie, dlaczego|co roku wydaję to przyjęcie.
Co takiego specjalnego jest w tym dniu?
Ten dzień jest specjalny.
Bo w tym dniu po raz pierwszy|spotkałem swoją żonę.
I dlatego co roku świętuję.
I proszę o jej przebaczenie.
Przebaczenie za każdy dzień
w którym wybieram swoje|marzenia zamiast więzi.
Przebaczenie za każdą minutę, w której
krzywdzę innych i nie|dbam o to, by przeprosić.
Ale najbardziej proszę o przebaczenie|za te niezliczone momenty
w których zapominałem powiedzieć|jej, jak bardzo ją kocham,
licząc na to, że będę miał jeszcze|wiele czasu, by jej to powiedzieć.
Jest:
Bez obaw.|Nie jestem aż tak zdesperowany.
Spójrz na nich! "Och, kochanie! "
Niech mnie cmokną w...
Zrozumiałem, że nienawidzę ludzi,|a nie przyjęć.
O ile wiem, ludzie ciebie|też zbytnio nie kochają.
Do ciebie też nie ustawiają się w kolejce.
Wszystko mi jedno.|Tu wszyscy są dla mnie obcy.
Twój mąż też?
Hej, co z tobą, skarbie?
Nigdy wcześniej się tak nie czułem.
Hej, podejdź bliżej, złotko.
Kochanie, chcę skraść twoje serce.
Jasne twarze.|Piękne jak księżyc.
Długie, czarne włosy.|Niebieskie oczy.
Jasne twarze.|Bądź moja.
Piękne jak księżyc.|Bądź moja.
Niebieskie oczy.|Bądź moja.
Jasne twarze.|Bądź moja.
Mamią nas marzeniami.|Wiodą na manowce.
Tracimy przez nie głowę.|Spokój i rozsądek.
Spokój i rozsądek.|Rozpalają ogień w ciele. Odurzają umysł.
Rock'n 'roll, ukochana!
Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz!
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz!
Te gibkie ciała.|Te wirujące sylwetki.
Najpierw chcą twego serca.|Potem twego życia.
Te barwne błyskawice.|Te czarodziejki.
Widziałem je setki razy, ale znów mnie usidliły.
Patrz, przychodzą i odchodzą.|Kokietki powodowane kaprysem.
Te boginki. Te ślicznotki.|Kto raz je ujrzy, straci głowę.
Wszyscy szaleją na ich punkcie.|Cały świat pada im do stóp.
A te wróżki, piękne jak pączki kwiatów.|Wciąż nie rozumieją języka miłości.
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz!
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz!
Na głowie kapelusz, w dłoni czerwona,|jedwabna chustka.
I co ty na to?|Seksowny Sam! Dzięki ci, Sam!
Jasne policzki przysłonięte|czarnymi kosmykami.
I co ty na to?
Seksowny Sam! Dzięki ci, Sam!
Te kochane ślicznotki|nie wiedzą,
czym jest miłość i wierność.
Umiłowani o kamiennych sercach|chyba niczym się nie przejmują.
Czy są świadomi tego, co przeżywamy?
Nie mają pojęcia. Są nam tak obcy.|Cóż oni wiedzą o uczuciach?
Nic nie wiedzą. Nie martwią się,|że mogą złamać czyjeś serce.
Chcieliśmy, by ogień nas chłodził,|a lód grzał. I teraz cierpimy.
Porzuciliśmy wszystko.|Straciliśmy tyle cennych dni.
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz!
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz! "
T o j eszcze n ie kon iec.
Piosenka: "Rock'n 'roll w rytm bębna!|Tańczcie! To rock'n 'roll!
Rock'n 'roll w rytm bębna!|Kochanie, zatańcz ze mną!
Jasne twarze.|Bądź moja.
Piękne jak księżyc.|Bądź moja.
Długie, czarne włosy.|Bądź moja.
Niebieskie oczy.|Bądź moja.
Mamią nas marzeniami.|Wiodą na manowce.
Tracimy przez nie głowę.|Spokój i rozsądek.
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz!
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz!
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!|I ty w końcu ze mną zatańcz!
Rock'n 'roll, ukochana!|Serce i dusza tańczy dla ciebie.
Rock'n 'roll, ukochana!
Mayu!
Rish i!
I wszyscy cudown i goście!
Dziękuję, że jesteście tu dziś ze m ną!
Ma m nadzieję, że świetn ie się bawicie.
- Ta k!|- Ta k!
Su per! Wiecie...
Ludzie pytają mnie, czemu co roku|wydaję to przyjęcie.
Dlaczego ten dzień jest wyjątkowy.
Tak, jest wyjątkowy.
To właśnie tego pięknego dnia|poznałem swoją żonę.
Dlatego co roku świętuję nasze spotkanie|i proszę ją o przebaczenie.
By wybaczyła mi każdy dzień,
w którym moje marzenia ważniejsze|były od moich najbliższych.
By wybaczyła każdy moment,
w którym ją zraniłem i nawet|nie próbowałem przeprosić.
Ale najbardziej proszę,|by wybaczyła mi te niezliczone chwile,
gdy zapominałem jej powiedzieć,|jak bardzo ją kocham.
Myślałem,|że będę miał na to dużo czasu.
Było:
Kiedy umarła, straciłem ten czas.
To dlatego zawsze mówię, że|ten czas oznacza "teraz".
Jeśli musicie kochać, kochajcie teraz.
Jeśli musicie prosić o|przebaczenie, proście teraz.
Jeśli chcecie trzymać się za|ręce, trzymajcie się teraz.
W przeciwnym wypadku za kilka lat|wydacie przyjęcie, tak jak ja.
I będziecie prosić o|przebaczenie swoich ukochanych.
Więc...
Wszystkie cudowne pary, które tu są -
spójrzcie na partnera i|powiedzcie mu "kocham cię".
A wszystkie single,
niech się tu odwrócą. Tylko dziewczyny!
I powiedzcie mi to. Świetnie, OK.
Ta przemowa robi się nudna.
Bawmy się! No dalej, ludzie!
Dawać! Ech, Chandigarh...
Zeszłej nocy spotkałam się|z prawdziwym Samarjitem,
schowanym za "Sexy Samem". Polubiłam go.
Naprawdę? A jaka jest różnica|między Samem a Samarjitem?
Sam ugania się za dziewczynami,|a Samarjit za wspomnieniami.
Naprawdę tęsknisz za swoją|żoną, prawda? Rozumiem to.
Powiedz mi... Jak sobie|radzisz ze swoją samotnością?
Jest:
Czas skończył się wraz z jej śmiercią.
Dlatego zawsze powtarzam,|że 'czas' znaczy 'teraz'.
Jeśli kochać, to teraz.
Jeśli przepraszać, to teraz.
Jeśli trzymać za rękę, to teraz.
Inaczej kiedyś będziecie, jak ja,|prosić utraconą miłość o przebaczenie.
Dlatego...
Wszystkie wspaniałe pary małżeńskie!
Popatrzcie na współmałżonków|i powiedzcie ' kocham cię'.
A wszyscy bez pary.|Popatrzcie na mnie.
Tylko dziewczyny.
I powiedzcie mi to samo.
Dobrze?
Dobra, ta mowa jest coraz nudniejsza.
Bawmy się! Dalej! Dajcie czadu!
Hej, Ćandigar- h!
Wczoraj poznałam Samardźita ukrytego|pod maską 'Seksownego Sama'.
Spodobał mi się.
Naprawdę? A czym różni się|Sam od Samardźita?
Sam lubi dziewczyny,|Samardźit - wspomnienia.
Bardzo tęsknisz za żoną, prawda?
Rozumiem cię.
Jak sobie radzisz z samotnością?
Było:
Mam ich dość niewielu.
Już nie.
Och, więc teraz ty będziesz|moją przyjaciółką?
Jest:
Ja mam ich niewielu.
Od dziś już nie.
Chcesz się zaprzyjaźnić?
Było:
Więc... przyjaźń oznacza|brak "bliższych" kontaktów?
Wszystko, co dostaniesz, to "to".
Dziękuję. To już jakiś początek
Mamusia?
Jakie ty masz... Jakie masz zamiary?
Zamiary mam bardzo szlachetne, mój synu.
Tyle tylko, że nie wezmę posagu.|Jestem przeciwnikiem posagów.
Mamo, o czym on mówi?
Sam, o czym ty mówisz?|- Kamal, o czym on mówi?
O czym wy wszyscy mówicie?
Aż się boję wychodzić ze stacji,
nigdy nie wiesz, co cię spotka.
Nie tylko ze stacji... nie|powinieneś w ogóle wychodzić z domu.
Świat jest zły.
Sam, moment. My, oboje...
Wow! Więc teraz to "my", hę?
Samarjit i ja jesteśmy|samotni. Dawno temu straciliśmy|tych, których kochaliśmy.
A kiedy dwójka ludzi|przechodzi przez to samo,
rozumie się nawzajem,|staje się sobie bliska.
Czego nie mogą powiedzieć|innym, mogą powiedzieć sobie.
Dokładnie. Dwójka obych sobie|ludzi, ta sama sytuacja.
Potem przyjaźń. I problem rozwiązany.
To wszystko. Proste,|prawda, Maya? Zdrówko!
Moje małżeństwo się sypie, Dev.|I z tego, co widzę, twoje też.
Sama sobie nie poradzę.|Potrzebuję przyjaciela.
Przyjaciela, który mnie zrozumie...|który pozwoli mi zrozumieć.
Który znalazł się w|podobnych okolicznościach.
A kto byłby lepszy od ciebie?
Dlatego jestem tutaj i wyciągam|rękę na znak przyjaźni.
Zaakceptujesz ją?
Jestem trochę obolały,|Maya... Chcę usiąść.
W ten sposób dwójka obcych|ludzi połączyła się,
by uratować swoje związki|i dać początek nowemu.
Tamtego deszczowego dnia|żadne z nas nie przeczuwało|burzy, która na nas czekała.
Od tego czasu spotykaliśmy|się codziennie.
Nie wiem dlaczego, ale kiedy|byłem z Mayą - byłem inny.
Przypomniałem sobie, jak się uśmiecha.
Znacznie podwyższyliśmy obroty
nowojorskich kafejek.
Rozmawialiśmy wiele o Rhei i Rishim.
Jak bardzo się mylili
i że my mieliśmy rację. A|potem jak bardzo myliliśmy|się, a oni mieli rację.
Ale w związku nieważne, kto|się myli, a kto ma rację.
Ktoś musi zrobić pierwszy|krok. I zdecydowaliśmy, że|powinien to być nasz krok.
To bardzo ciekawa książka.
Pisze, że nie wolno|wyszukiwać win małżonka.
trzeba pracować nad swoimi wadami.
A co, jeśli ktoś jest idealny?
Ty, oczywiście... To zacznijmy ode mnie.
Powiedz mi, co jest ze mną nie tak.
I masz mówić tylko prawdę. Bądź szczery,
bo inaczej to nie ma sensu.
No dobra, zaczynam. Jesteś|typem nauczycielskim.
Nudna, bez charakteru.
Obsesyjnie wszystko czyścisz|ze względu na różne choroby.
Ogółem, jesteś typem|rzetelnej sprzątaczki.
Jest:
Przyjaciele się nie dotykają?
Możesz dostać jedynie to.
Dziękuję. Na początek wystarczy.
Mama?
Jakie pan ma zamiary?
Szlachetne. Ale posagu nie wezmę.|Nie popieram tego.
O czym on mówi?
Sam, o czym mówisz?
- Kamal, o czym on mówi?|- O czym mówicie?
Cicho... Boję się wychodzić z dworca.|Nigdy nie wiem, co zobaczę.
Nie wychodź z domu. Świat jest zły.
Sam... Chwileczkę.|Synu, my...
Teraz to już "my... "? No ładnie.
Samardźit i ja...|Oboje jesteśmy samotni.
Nasi małżonkowie dawno odeszli.
A gdy dwie osoby przechodzą podobny|etap, lepiej się rozumieją.
Zbliżają się do siebie.
Mogą sobie mówić to,|czego nie powiedzą innym.
Właśnie. Dwoje nieznajomych|w podobnej sytuacji.
Zaprzyjaźnia się ze sobą.|I po problemie. To proste.
Prawda, Maya?|Na zdrowie!
Moje małżeństwo się wali, Dev.|Z tego, co widzę, twoje także.
Sama nie uratuję tego związku.|Potrzebuję przyjaciela.
Który mnie zrozumie.|Który mi wytłumaczy.
Który zna moje problemy.
Kto byłby lepszym przyjacielem niż ty?
Dlatego chciałam się z tobą|zaprzyjaźnić. Zgadzasz się?
Boli mnie noga, Maya.|Chciałbym usiąść.
Tak oto dwoje nieznajomych, chcąc ratować swoje|związki, dało początek nowemu.
W deszczu nie dostrzegliśmy|nadchodzącego huraganu.
Spotykaliśmy się codziennie.
Nie wiem dlaczego,|ale przy Mayi byłem inny.
Znów zacząłem się uśmiechać.
Dzięki nam świetnie prosperowały|nowojorskie kafejki.
Dużo rozmawialiśmy o Rhea i Rishim.|O ich wadach i naszych zaletach.
A potem o ich zaletach i naszych wadach.
Ale w związku, niezależnie od|wad i zalet obu stron,
ktoś musi zrobić pierwszy krok.
Wzięliśmy to na siebie.
Ciekawa książka!
Piszą tu, żeby nie szu kać wad|u współmałżonka, tylko u siebie.
A jeśli ktoś nie ma wad?
Jasne... Dobrze, zacznij my ode mnie.
Wymień wszystkie moje słabości i wady.
Bądź szczery aż do bólu.|Inaczej to nie ma sensu.
Dobrze. Jesteś typową nauczycielką.
Nudną... Mało wyrazistą.|Masz obsesję na punkcie czystości.
Jesteś wierną służącą.
Było:
Nie masz w sobie nic kobiecości.
Nie jesteś pociągająca z|żadnego punktu widzenia.
No, może z tyłu...
Ale żaden mężczyzna nie|podnieci się na twój widok.
Wiem, że twój mąż się podnieca,
ale to może dlatego, że ma słaby wzrok.
A to dlatego, że nie masz...
Dev, jesteś taki chamski! Podły!
Jaki znów podły? Chamski? Nie prosiłaś|mnie, żebym powiedział ci prawdę?
Mogłeś powiedzieć coś miłego.
A prosiłaś mnie, żebym|powiedział coś miłego?
I co byś powiedział, gdybym poprosiła?
To, że twoje oczy są|najpiękniejszymi oczami na świecie.
Ale nie prosiłaś, więc nie powiedziałem.
Wiesz, jaki jest twój problem?|Nie umiesz rozmawiać z kobietami!
O, a ty wiesz jak?
Tak, wiem co powiedzieć|kobiecie i w jaki sposób.
Och, więc jesteś lesbijką?
Zamknij się. Wiem to, bo mój mąż mówi mi
najromantyczniejsze rzeczy|pod słońcem każdego dnia.
Każda kobieta oszalałaby|z radości, słuchając go.
Tak... Oczywiście oprócz ciebie.|- Posłuchaj, chcesz się|czegoś nauczyć czy nie?
Wow... W tym miejscu jest tyle łóżek.
Maya, jeśli byłaś aż tak zdesperowana,|mogliśmy wynająć pokój w hotelu.
Dlaczego tu przyśliśmy?
Słuchaj, Dev. Nie mam czasu|na twoje poczucie humoru.
Musisz się wiele nauczyć na tym łóżku.
Na tym łóżku? Jakich nowych|rzeczy mnie tutaj nauczysz?
Do twojej wiadomości, tylko|moja noga jest niesprawna.
Wszystkie inne części|ciała są w porządku.
OK, to nie ma sensu.
Nie! Dev, bądź poważny. Poważny.
Poważny?|- Tak, poważny.
Ok... Sytuacja jest taka, że|Rhea wraca zmęczona, po pracy.
Teraz powiem ci, co masz robić.
Ja jestem Devem, a ty Rheą. Rozumiesz?
Nie, ale co to za różnica.
Zaczynajmy.|- Zaczynajmy.
Hop siup, hop siup na łóżeczku...
Zaczynaj!|- Co?|- Rhea...
Och, tak, jestem Rheą.
Rhea powiedziałaby, jak|tylko wróciłaby do domu...
To był strasznie męczący dzień.
Myślę, że potrzebujesz masażu.|- Potrzebuję?
Tutaj?
Przyjemne, prawda?
Prawdę mówiąc owszem. Naprawdę.
Nie możesz tego robić...
Och, Rhea. Jesteś taka piękna!
Rhea, twoje oczy... Twoje usta...
Wszystko...
Och! Twoje ramiona...|Chcę w nich umrzeć.
Nie przestawaj! Nie,|nie, nie... Chodź tutaj!
Biorę to łóżko.
Jest:
Nie jesteś kobieca.|Nie jesteś atrakcyjna.
Ani z przodu, ani z tyłu.|Nie, z tyłu może być.
Nikogo nie podniecasz.|Twój mąż się podnieca.
Ale chyba ma kiepski wzrok.|Brak ci...
Jesteś chamski i złośliwy!
Chciałaś prawdy.
- Mogłeś być milszy.|- Nie o to prosiłaś.
A gdybym poprosiła?
Powiedziałbym, że masz|najpiękniejsze oczy na świecie.
Nie spytałaś, to nie powiedziałem.
Nie umiesz rozmawiać z kobietami.
- Ty umiesz?|- Wiem, co i jak im powiedzieć.
Jesteś lesbijką?
Wiem, bo mój mąż co dzień mówi|mi miłe rzeczy. Każdą by oczarował.
Jasne... Z wyjątkiem ciebie.
- Chcesz się nauczyć czy nie?|- Tak, złotko. Naucz mnie.
Ile tu łóżek. Jeśli byłaś aż tak|zdesperowana, mogliśmy iść do hotelu.
Nie czas na żarty. Sporo nauczysz się|na tym łóżku.
Nauczysz mnie sztuczek? Nogę mam chorą,|ale reszta jest w porządku.
To nie ma sensu.
Dobrze już.|Dev, bądź poważny. Poważny.
- Już jesteś?|- Tak.
Rhea wraca z pracy do domu.|Powiem ci, co masz robić.
Jestem Dev, a ty Rhea. Rozumiesz?
- Nie, ale co tam.|- Zaczynajmy.
Super... Sprężyste łóżko.
- Zaczynaj.|- Co?
- Jesteś Rhea.|- Jestem Rhea.
Dobra... Rhea mówi... Zaraz ci powiem.
Wraca i mówi:|"Miałam bardzo ciężki dzień ".
Co?
Przyda ci się masaż.
Tak? Dobra. Wiem, o co chodzi.
- Tutaj?|- Tak.
Przyjemnie, co?
Tak, bardzo. Nie możesz tego zrobić.|Nie rób tego.
Och, Rhea...
Rhea?
Jesteś taka piękna.
Jestem Rhea.
Rhea... Twoje oczy... Twoje usta...|I wszystko inne...
- Ach! I te ramiona.|- Naprawdę?
Chciałbym w nich umrzeć...
Nie przerywaj. Dalej.|No chodź. Chodź do mnie.
Kupię to łóżko.
Było:
Maya... Rishi mówi ci i|robi ci takie rzeczy...
A ty nadal... nadal...
Prawdę mówiąc, jesteś|całkiem pociągająca.
Po prostu musisz to pokazać|Rishiemu. To wszystko.
Co to?|- Moja siostra.|- Że co?!
Rozdzielili nas w dzieciństwie. Maya...
Musisz ubierać takie|ciuszki dla swojego męża.
Nie, Dev. Jeśli się tak ubiorę,
będę wyglądać jak "ten" rodzaj kobiet.
Taak... To typ, który lubią mężczyźni.
Dev, ale to wygląda tandetnie.
Taak, tandetnie. Tandeta jest|fajna. Lubię tandetę! Maya...
Nauczyłaś mnie, jak|rozmawiać z kobietami,
jak do nich dotrzeć, jak je oczarować.
Jeśli chcesz nauczyć się być seksowną,|to mnie poproś. Jestem mężczyzną.
Jest:
Maya, Rishi mówi i robi te|wszystkie rzeczy? A mimo to ty nie...
W rzeczywistości jesteś|dość atrakcyjna. Naprawdę.
Musisz to tylko pokazać Rishiemu.
- Kto to?|- Moja siostra.
- Co?|- Rozdzielono nas w dzieciństwie.
Musisz nosić taką bieliznę.
Jeśli włożę coś takiego,|będę wyglądała jak...
Faceci lubią takie dziewczyny.
Tandetne.
Tandeta jest super. Lubię tandetę.
Nauczyłaś mnie,|jak rozmawiać z kobietami.
Jak masować i flirtować.
Jeśli chcesz się nauczyć, jak być laską|spytaj prawdziwego faceta!
Było:
Nie martw się, to ci pomoże.
Jest:
Nie bój się. Tym się obronisz.
Było:
Ale nie to... Tylko to! To pejcz.|Uderz mnie, kochanie! Uderz!
No więc, koleś, powiedz mi...
Powiedziałeś Mayi o naszym|wspólnym oglądaniu meczu?
Myślisz, że pozwoliłaby|mi, gdybym jej powiedział?
Człowieku, już jesteś trupem!
Hej, Rhea. Kierownik wciąż|czeka na twoją odpowiedź.
Zdecydowałaś się już?
Wiem to, Jai, ale proszę, zrozum...
Wiem, że to będzie najważniejszy|krok w mojej karierze,
ale przeniesienie się do|Londynu nie jest dla mnie łatwe.
Muszę przemyśleć zbyt wiele spraw.
W każdym razie, możemy|porozmawiać o tym jutro?
OK, zadzwonię do ciebie. Dzięki.
Cześć.
Jak ci minął dzień?
Jest:
Nie to... Tylko tu!|To bicz. Uderz mnie!
Maya wie o tej imprezie|dla kibiców piłki?
Zgodziłaby się wtedy?
Już po tobie!
Cześć, Rhea. Kierownictwo czeka.|Podjęłaś decyzję?
Wiem, Jai.
Zrozum. To kluczowa decyzja|w mojej karierze.
Przeprowadzka do Londynu nie jest łatwa.|Muszę przemyśleć wiele spraw.
Możemy o tym pomówić jutro?
Dobrze, zadzwonię. Dzięki.
- Cześć.|- Witaj.
Jak minął dzień?
Było:
Boże, miałam strasznie męczący dzień.
Świetnie. To znaczy... Myślę, że|potrzebujesz masażu... Skarbie.
Masażu?
Będę twoim masażystą, skarbie.
Podoba ci się? Podoba ci się?
Chcę umrzeć w twoich ramionach.
Twoje uszy, twoje czoło...
Twój nos, twoje policzki, twoje|usta... To wszystko... jest niebieskie.
Dev, jeżeli to był żart, to|naprawdę nie był zabawny.
Maya!
Maya! Już idę! Powodzenia...
Gdzie jesteś? Gdzie|jesteś? Gdzie jesteś?
Byłeś bardzo niedobrym...|niedobrym... niedobrym chłopcem.
Dam ci klapsa na...
Spodoba ci się, nieprawdaż?
Chodź do mnie ty niegrzeczny...|niegrzeczny... niegrzeczny chloptasiu!
Gdzie jesteś? Gdzie|jesteś? Gdzie jesteś?
Wszyscy jesteśmy tutaj.
Witaj!
No i co z tego, że nie udało nam się|za pierwszym razem? Spróbujemy znowu.
Co? Wziąć ślub?
Nie... Nie ślub...
Co to za książki, które ciągle czytasz?
'Walcząc o twoje małżeństwo"|bestseller Anny Marie Lou.
Wie dużo o małżeństwach.
Oczywiście, że wie. Wychodziła|za mąż czterokrotnie.
Kochana książki autorka zrobi z|ciebie małżeńskiego potworka...
Patrz na to. Hej! Moment. Czy|chcesz walczyć o swoje małżeństwo?
Małżeństwo? Jestem gejem!
Szczęściarz z ciebie!
Wiesz Dev, mam jeszcze|jeden genialny plan.
Będzie daleki od genialnego.|To będzie gówno, a nie plan.
Nie zmęczyłaś się?
Bo ja tak. Ratowaniem mojego|małżeństwa, mojego związku...
Dziś chcę małego urlopu|od tego wszystkiego.
Chcę zrobić coś, na co|naprawdę mam ochotę.
Dziś jest wielki mecz piłkarski.
Ohio Extremes przeciw Chicago Rangers.
Jest:
Mój był długi i męczący.
Świetnie. Znaczy...|Chyba przyda ci się masaż, skarbie.
Masaż?
Tak. Będę twoim masażystą,|kochanie.
Podoba ci się?
Nie mów 'aaa', tylko ' uuu'.|Nie tak. 'Uuu...'
Tak...
Chcę wymasować twe ramiona...
Znaczy...|chcę umrzeć w twych ramionach.
Twoje uszy... Czoło... Nos...|Policzki... Usta...
Wszystko jest... niebieskie.
Czy ty...
Jeśli to miał być żart,|to nie był zabawny!
Nie! Posłuchaj, niebieski skarbie...!
Maya...
Maya! Już idę! Powodzenia.
Gdzie jesteś? No gdzie?
Byłeś bardzo,|ale to bardzo niegrzeczny.
Uderzę cię w tę twoją...
Spodoba ci się to... Prawda?
Chodź do mnie, niesforny,|niegrzeczny chłopczyku!
Gdzie jesteś? No gdzie?
Jesteśmy tutaj.
Witaj...
Nie udało się.|Ale spróbujemy znowu.
Czego? Małżeństwa?
Nie. Spróbujemy powalczyć.|Autorka pisze, że...
Co za książki czytasz?
Anny Marie Lou -|"Walcz o swoje małżeństwo".
Ona sporo wie o małżeństwie.
Miała czterech mężów.|To spryciara.
Uważaj! Chwileczkę.|Chcesz walczyć o swoje małżeństwo?
Nie mam żony. Jestem gejem!
Dobrze ci!
Mam pomysł.
Na pewno jest kiepski.|Nigdy nie przestajesz?
Mam dość ratowania małżeństwa.
Chcę mieć wolne. Zrobić coś,|na co naprawdę mam ochotę.
Dziś jest ważny mecz.
Ohio Extreme grają z Chicago Rangers.
Było:
Nie mam biletów na mecz i|najprawdopodobniej ich nie zdobędę,
ale i tak chcę to zobaczyć.
Jest:
Nie mam biletów|i pewnie ich nie dostanę.
Ale chcę to zobaczyć.
Było:
To tylko piłka nożna.
*Miłość odnajdzie drogę*
*Moja miłości, moja ukochana*
*Miłość odnajdzie drogę*
*Moja miłości, moja ukochana*
*Serce, powiedz mi, *
*dokąd zmierzasz? *
*Czego nie otrzymałeś, *
*czego szukasz? *
*Co jeszcze nie zostało powiedziane? *
*Co jeszcze nie zostało usłyszane? *
*Powiedz mi, co takiego? *
*Mój przyjacielu, *
*co mówi ci bicie serca? *
*Mój przyjacielu, *
*nie ukrywaj tego przed sobą! *
*Miłość odnajdzie drogę*
*Moja miłości, moja ukochana*
*Serce, powiedz mi, *
*dokąd zmierzasz? *
*Czego nie otrzymałeś, *
*czego szukasz? *
*Co jeszcze nie zostało powiedziane? *
*Co jeszcze nie zostało usłyszane? *
*Powiedz mi, co takiego? *
*Mój przyjacielu, *
*co mówi ci bicie serca? *
*Mój przyjacielu, *
*nie ukrywaj tego przed sobą! *
*Na drodze twojego życia, *|*na ścieżkę miłości*
*Na drodze twojego życia, *|*na ścieżkę miłości*
*Od momentu, w którym*|*ktoś na nią wkroczył*
*Myślałeś o tym*
*Czy pytałeś o to? *
*Czy to ta, której|brakowało ci w życiu? *
*Tak, to ona. To ona*
*Jesteś pragnieniem, a ona|jest rzeką, która je ugasi*
*Dlaczego więc nie otworzysz|się i jej tego nie powiesz? *
*Co jeszcze nie zostało powiedziane? *
*Co jeszcze nie zostało usłyszane? *
*Powiedz mi, co takiego? *
*Mój przyjacielu, *
*co mówi ci bicie serca? *
*Mój przyjacielu, *
*nie ukrywaj tego przed sobą! *
Dev, wiesz, że pojutrze|są nasze rocznice ślubu?
Myślę więc, że powinniśmy zrobić|coś specjalnego dla Rishiego|i Rhei. Co o tym sądzisz?
Może powinniśmy ich zostawić. To|będzie dopiero coś specjalnego.
Proszę cię, Dev.
Maya, Maya... Wiesz, że|zrobimy cokolwiek zechcesz.
*Twoje oczy odnalazły drogę*
*Lecz wciąż zastanawiasz się|- powinienem nią iść? *
*Życie to szalony taniec, więc dlaczego*
*twoje stopy są skute łańcuchem? *
*Tańcz do szalonego rytmu miłości*
*A jeśli twój welon odleci, porzuć go*
*Nie pozwól, by cię to zmartwiło*
*Co jeszcze nie zostało powiedziane? *
*Co jeszcze nie zostało usłyszane? *
*Powiedz mi, co takiego? *
*Mój przyjacielu, *
*co mówi ci bicie serca? *
*Mój przyjacielu, *
*nie ukrywaj tego przed sobą! *
*Serce, powiedz mi, *
*dokąd zmierzasz? *
*Czego nie otrzymałeś, *
*czego szukasz? *
Wezmę to.
Jest:
To tylko piłka.
Miłość znajdzie drogę i sposób.
Ukochana. Najdroższa.
Miłość znajdzie drogę i sposób.
Ukochana. Najdroższa.
Moje serce, powiedz mi,|w którą zmierzasz stronę?
Czego ci brak?|Czego szukasz?
Powiedz o wszystkim, co dotąd|nieznane i nienazwane.
Przyjacielu!
Co mówi ci twe serce?
Przyjacielu!
Nie kryj tego sam przed sobą.
Miłość znajdzie drogę i sposób.
Ukochana. Najdroższa.
Moje serce, powiedz mi,|w którą zmierzasz stronę?
Czego ci brak?|Czego szukasz?
Powiedz o wszystkim, co dotąd|nieznane i nienazwane.
Przyjacielu!
Co mówi ci twe serce?
Przyjacielu!
Nie kryj tego sam przed sobą.
Na ścieżce życia.|W mieście miłości.
Na ścieżce życia, w mieście miłości...
... dostrzegłeś ją.
A teraz zastanawiasz się|i pytasz sam siebie,
czy to właśnie jej było ci brak?
Tak, to ona. Tak, to ta.
Jesteś spragniony, a ona jest jak rzeka.|Dlaczego nie wyznasz jej tego otwrcie?
Powiedz o wszystkim, co dotąd|nieznane i nienazwane.
Przyjacielu!
Co mówi ci twe serce?
Przyjacielu!
Nie kryj tego sam przed sobą.
Pojutrze oboje mamy rocznicę ślubu?
Zróbmy coś wyjątkowego|dla Rishiego i Rhea.
Zostawmy ich. To coś wyjątkowego.
Przestań.
Zrobimy wszystko, co tylko zechcesz.|Rzucimy ich?
Twoje oczy dostrzegły drogę.|Ale wahasz się, czy nią podążyć.
Skoro życie tańczy radośnie,|czemu twe nogi łańcuchami skute?
Tańcz do muzyki miłości, szalona.
Porzuć skrupuły, poczuj się wolna.
Po co dręczysz samą siebie?
Powiedz o wszystkim,|co dotąd nieznane i nienazwane.
Przyjaciółko!
Co mówi ci twe serce?
Przyjaciółko!
Nie kryj tego sam przed sobą.
Moje serce, powiedz mi,|w którą zmierzasz stronę?
Czego ci brak?|Czego szukasz?
Miłość znajdzie drogę i sposób.
Ukochana. Najdroższa. Zawsze i wszędzie.
Miłość znajdzie drogę i sposób.
Ukochana. Najdroższa. Zawsze i wszędzie.
Przyjaciółko!
Przyjacielu!
Przyjaciółko!
Miłość znajdzie drogę i sposób.
Wezmę...
Było:
Dziękuję. To była nasza|najlepsza rocznica ślubu.
Fantastyczna...
Przy okazji, chciałabym|ci coś powiedzieć.
Dyrektor zaproponował mi awans.
Chcą, żebym przeniosła się do Londynu.
A to oznacza lepsze stanowisko,|wyższe wynagrodzenie, wielki dom...
Generalnie tego typu rzeczy. I|dzisiaj rano zdecydowałam, że...
...że się przeniesiesz. Wow!
I oczywiście nie było potrzeby|przedyskutować tego ze mną.
W końcu, kim ja jestem?|Tylko twoim mężem.
Jaki mam status?
Jestem tutaj tylko po to,|żeby oklaskiwać twój sukces.
Ta jedna decyzja może|zmienić nasze życie.
Ale czemu miałabyś o tym pomyśleć?
Przecież Rhea Saran|myśli tylko o sobie.
O swojej wspaniałej karierze,|o swoim sukcesie, swoim|szczęściu... Cholera jasna!
Zawsze tylko ty, ty i ty!
Nie, do cholery! Zawsze|ty, ty i tylko ty, Dev!
Miałam ci powiedzieć, że|odmówiłam tej propozycji,
bo pomyślałam o tobie, o tej rodzinie...|Ale po co miałbyś mnie słuchać?
Jeżeli odmówiłaś, dlaczego|chciałaś mi to powiedzieć?
Chciałaś udowodnić, jaka|jesteś wspaniałomyślna?
Niczego nie udowadniałam,|Dev. Posłuchałam serca.
Ty masz serce, Rhea? Jakie serce?
Arjun! Arjun! Przestań hałasować!
To nie czas, żeby grać na|skrzypcach! Czas spać!
Masz jutro szkołę! Idź, już!
Nie dotykaj tych skrzypiec!|Wynoś się stąd!
Arjun! Arjun!
Dlaczego wyładowujesz na nim|swoją złość? Co on zrobił?
Nie waż się mówić mi, jak mam|postępować z Arjunem, Rhea.
Wiem to doskonale, w|końcu go wychowałem.
Tylko ja. Ty nie miałaś na to czasu.
Czy kiedykolwiek miałaś|dla niego czas? Miałaś?
Zgadza się, Dev. Nie miałam|czasu, bo ciężko pracowałam.
Nikt nie ma pretensji do mężczyzn,
kiedy oni nie mają|czasu dla swoich dzieci.
Więc dlaczego ty masz pretensje do mnie?
Powiedz mi Dev, jak możesz?
Bo prawda jest taka, że to ja|jestem mężczyzną w tym domu.
Nie mogłam być matką dla Arjuna,|bo musiałam być jego ojcem.
Dzięki temu mogłam dać mu szczęście,
którego trener piłki nożnej|nie był w stanie mu dać.
Jak to zabrzmiało,|Dev? Zabolało, prawda?
Teraz wiesz, jak się czuję?
Tylko mnie raniłeś, Dev.
Zawsze myślałam, że ranisz tych,|których kochasz najbardziej,
ale to nieprawda.|Wcale mnie nie kochasz.
Nikogo nie kochasz. Ty|tylko nienawidzisz.
Nienawidzisz siebie... swojego|życia... swojego niepowodzenia.
Niestety nie jestem w stanie dowiedzieć|się, czego nienawidzisz bardziej.
Swojego niepowodzenia|czy mojego sukcesu?!
Tak, Rhea... Jestem|nieudacznikiem, to prawda.
Ale wiesz, że w tym domu jest|coś bardziej nieudanego niż ja?
To nasz związek. Nasze małżeństwo.
Dziękuję ci, Rhea. Dziękuję ci, że|pozwalasz mi zostać w swoim domu.
Dlaczego się wściekasz, Rishi?
Co w tym złego, że nie|czułam się dziś najlepiej?
Och, przestań, nie|zachowuj się jak dziecko!
Zamknij się! Po prostu|się zamknij! Wystarczy!
Co się dzieje, Rishi?
Maya... Pamiętasz, kiedy|się ostatnio kochaliśmy?
Kiedy, Maya? Kiedy|ostatnio cię dotknąłem?
Kiedy cię objąłem? Pocałowałem?|Cokolwiek? Pamiętasz?
Kiedy nie odwróciliśmy się do|siebie plecami w łóżku? Pamiętasz?
Nie pamiętam...
Nie pamiętasz czy nie chcesz pamiętać?
Nie chcę o tym dyskutować.
Dlaczego? Myślałem, że lubisz|dyskusje! No dalej, przedyskutujmy to!
Przedyskutujmy, dlaczego...|Dlaczego moja żona nie|chce ze mną spać? No, dalej!
Nasz związek nie może rozwijać się|tylko przez spanie ze sobą, Rishi!
Może rozwijać się wtedy,|kiedy będziemy dzielić ze|sobą swoje smutki i radości.
A kiedy po raz ostatni to|robiliśmy? Kiedy, Rishi?
Mąż i żona dzielą ze sobą nie tylko|łóżko. Dzielą ze sobą swoje życie!
Co? Jak śmiesz?!
Myślisz, że jestem facetem, który|swojej żony potrzebuje tylko w łóżku?
Jak możesz, Maya?
Żeby dzielić z kimś ból i radość,|jedno musi troszczyć się o drugie.
A ty nigdy nie robiłaś|tego w stosunku do mnie.
"Jesteś dzieckiem, jesteś|dzieckiem, jesteś dzieckiem".
Rzygam tym tekstem!
Gdybym naprawdę był dzieckiem,|skończyłbym z tym dawno temu.
Toleruję cię, bo jestem mężczyzną!
Wystarczy tego...
Dzisiaj mnie tak nie zostawisz.
Będziesz musiała powiedzieć mi prawdę.
Powiedz mi, dlaczego za mnie wyszłaś?
Dlaczego? Ożeniłem się|z tobą, bo cię kocham.
Dlaczego za mnie wyszłaś, Maya?
Powiedz mi, dlaczego?
Rishi, zostaw mnie, proszę.|Rishi, proszę. To boli...
Rishi... Rishi... Rishi!
Prawda jest taka, Maya, że|nigdy za mnie nie wyszłaś.
Ty poszłaś na kompromis. Jestem|twoim życiowym kompromisem.
Kompromisem, którego żałujesz|każdego dnia, prawda?
Daj mi odpowiedź!
Jaką odpowiedź?
Nie masz nic do|zaoferowania. Ani miłości...
Ani szczęścia... Ani uczucia...
Nie mogłaś dać mi nawet dziecka!
I nigdy nie pozwalałem ci|odczuć z tego powodu, że|jesteś gorsza... Nigdy...
Właśnie to zrobiłeś,|Rishi, właśnie teraz...
Cztery lata temu powiedziałeś,|że niekończące się historie|o miłości już nie istnieją...
Pamiętasz, Dev?
Czy teraz powiedziałbyś to samo?
Cztery lata temu powiedziałeś, że
jeśli po ślubie nie będę szukać|miłości, to jej nie znajdę.
Co powiesz teraz, Dev?
Co powiesz?
Odpowiedz mi...
Co ty i ja robimy na|stacji w środku nocy?
Co my robimy, Dev?
Odpowiedz... Potrzebuję|odpowiedzi na te pytania...
Nie wiem...|- Powiedz mi... Gdzie idzesz, Dev?
Chcę odpowiedzi... powiedz|mi, Dev... powiedz mi...
Odpowiedz... Chcę|wiedzieć... powiedz mi...
18-ty marca 2002. Spotkałaś|mnie po raz pierwszy, Maya.
Pamiętam dokładną datę, Maya.
Od tego dnia czułem się,|jakbym znał cię od zawsze.
Czy to odpowiedź na twoje pytanie?
Może nie... Może ta...
Każdego dnia twój pociąg odjeżdża o 4.32
a mój o 4.21. I kazdego dnia|spóźniam się na niego, żebym
mógł spędzić z tobą chwilę dłużej.
Czy to odpowiedź na twoje pytanie?
Dev...
Każdego dnia opuszczam stację, ale|myśli o tobie mnie nie opuszczają.
Czy to odpowiedź na twoje pytanie?
A może ta... Jestem żonaty,|Maya, i myślę, że zapominasz
że ty masz męża.
Skoro oboje tkwimy w|związkach małżeńskich
co robimy na stacji w środku nocy?
Bingo... Bingo... Myślę,|że znam odpowiedź.
To jest odpowiedź na twoje pytanie,|prawda? Posłuchaj odpowiedzi...
Kocham cię, Maya!
I ty mnie też.
Mamo, czemu o tym rozmawiamy?
Jesteś matką Deva, to jasne,|że trzymasz jego stronę.
Najpierw jestem kobietą, a|dopiero potem matką, Rhea.
I wiem, że masz rację. Myślę, że
sytuacja nie zmieni się, dopóki
Dev się nie zmieni.
A to się nie zdarzy.
Rhea... Rhea.
Mamo, proszę. Próbowałam.
Naprawdę próbowałam go|zrozumieć. Zbliżyć się do niego.
Pewnego dnia po prostu postanowił|wycofać się z tego związku.
On się nie wycofał, Rhea. Ty|przyspieszyłaś. Musisz na niego poczekać.
Dlaczego? Dlaczego oczekuje|się od nas ciągłego czekania?
Bo jesteśmy silniejsze.|A pomyślałaś o Arjunie?
Nie jestem typem kobiety,
która zasłania się własnym|dzieckiem, żeby się wycofać.
Nie jestem aż tak słaba.
Nie jesteś słaba. Wasz|związek taki jest.
Musisz go wzmocnić. Musisz dać mu czas.
Nic nie dam temu związkowi,|dopóki Dev nie da mu miłości.
Wybierasz się gdzieś?
Na dziesięć dni do Paryża,|zorganizować parę ważnych wydarzeń.
Wczorajszej nocy powiedziałeś jej...
Wczorajszej nocy powiedziałem jej|wiele rzeczy, których nie powinienem.
I kilka, które były bardzo ważne.
Postaraj się ją zrozumieć, Rishi...
Jak mam zrozumieć serce, w|którym nie ma dla mnie miejsca?
To nieprawda, Rishi.|Ona bardzo cię kocha.
Spójrz jej w oczy. Dla kogo|innego może być ta miłość?
Szkoda, że miłość w jej oczach co|jakiś czas nie przekłada się na słowa.
Tato, codziennie mówię jej,|jak bardzo ją kocham. A czy ona|kiedykolwiek to powiedziała?
Wybacz, tato. Nie mogę|tego znieść. Już nie...
A teraz...
A teraz co, Dev?
Trzeba było powiedzieć, że się|kochamy. Więc to powiedzieliśmy.
I co przez to zyskaliśmy?
Nie mam pojęcia, ale gdybyśmy tego|nie zrobili... stracilibyśmy coś.
Dev, wiesz, że ten związek|nie ma przyszłości.
Tak, wiem.
I dlatego musi zakończyć|się tym pięknym wyznaniem.
Ostatnia filiżanka kawy?
Nie.
Jest:
Dziękuję...|To była nasza najlepsza rocznica.
Wspaniała.
Chcę ci coś powiedzieć.
Tak?
Kierownictwo za proponowało mi awans.|Chcą, żebym przeniosła się do Londynu.
Miałabym wyższe stanowisko|i pensję, duży dom.
I dużo pracy. Dziś rano postanowiłam...
...że się przeniesiesz. Super!
Nie spytałaś mnie o zdanie.|Bo kim ja jestem?
Jedynie twoim mężem. Cóż znaczę?
Jestem po to, by oklaskiwać|twoje sukcesy. Proszę pani.
Twoja decyzja odmieni nasze życie.
Ale o tym nie pomyślałaś.|Bo Rhea Saran myśli tylko o sobie.
O karierze, awansie, szczęściu. Cholera!
Ty zawsze jesteś najważniejsza!
Nie! To ty jesteś najważniejszy!
Chciałam ci powiedzieć,|że odrzuciłam tę propozycję.
Ze względu na naszą rodzinę.|Ale czy ty w ogóle słuchasz?
To po co mi o tym mówisz?|Żeby pokazać swoją wielkość?
Nie. Otworzyłam przed tobą serce.
A ty je masz?|Jakie serce? O czym ty...
Arjun!
Arjun! Czemu hałasujesz?!
Nie czas na skrzypce!|Do łóżka!
Jutro masz szkołę! Idź już!|Nie dotykaj skrzypiec! Wyjdź!
Arjun! Czemu się na nim wyżywasz?!|Co on ci zrobił?!
Nie mów mi,|jak mam postępować z Arjunem!
Wiem, jak sobie radzić!|To ja go wychowałem!
Ja sam! Ty zawsze byłaś w pracy!|Czy kiedykolwiek miałaś czas?
Nie miałam czasu,|ponieważ ciężko pracuję.
Nikt nie pyta o to mężczyzn,|gdy są zajęci.
I gdy nie mają czasu dla swoich dzieci.
Dlaczego ty pytasz mnie?
Tak naprawdę to ja jestem mężczyzną|w tym domu.
Nie mogłam być matką Arjuna,|bo musiałam być jego ojcem.
Żeby miał wszystko to, czego|nie mógł mu dać trener piłkarski.
Zabolały cię te słowa?|Teraz wiesz, jak to boli?
Umiesz mnie tylko ranić.
Myślałam, że najbardziej|ranimy najbliższych.
Ale to nieprawda.|Ty mnie nawet nie kochasz!
Nikogo nie kochasz.|Ty tylko nienawidzisz.
Nienawidzisz siebie, swojego życia,|swojej porażki!
Nie wiem, co cię bardziej wkurza...|Twoja porażka czy mój sukces.
Tak, Rhea. To prawda.|Poniosłem porażkę.
Wiesz, co jest jeszcze większą porażką?
Nasz związek.|Nasze małżeństwo.
Dziękuję, Rhea, że pozwoliłaś|mi zostać w twoim domu.
Czemu jesteś zły?|Bo raz nie miałam ochoty?
Nie bądź dzieckiem.
Cicho! Zamknij się!|Dość się nasłuchałem!
O co chodzi?
Maya... Pamiętasz, kiedy ostatni raz|byliśmy blisko? Kiedy, Maya?
Kiedy się dotykaliśmy?|Trzymaliśmy za ręce?
Objęliśmy? Pamiętasz?
Kiedy nie zasnęliśmy plecami do siebie?!
Nie pamiętam.
Czy nie chcesz?
Nie chcę o tym mówić.
Czemu? Przecież lubiłaś dyskusje.
Podyskutujmy o tym, dlaczego|moja żona nie chce ze mną sypiać?
Seks nas do siebie nie zbliży!
Powinniśmy dzielić radości i smutki.
Kiedy to robiliśmy?
Mąż i żona dzielą nie tylko łóżko.|Dzielą życie.
Co?! Jak śmiesz?! Myślisz,|że potrzebuję żony tylko w łóżku?
Żeby dzielić radości i smutki,|trzeba się akceptować.
Ty nigdy mnie nie zaakceptowałaś!|"Nie bądź dzieckiem ". Mam tego dość!
Gdybym był dzieckiem,|dawno bym się załamał.
Ale jestem mężczyzną.
Dość!
Nie!
Nie dam ci odejść. Powiesz wszystko!|Całą prawdę!
Dlaczego za mnie wyszłaś?!
Ożeniłem się z tobą,|bo cię pokochałem. Bardzo.
Czemu ty wyszłaś za mnie?|Mów! Dlaczego za mnie wyszłaś?!
Proszę, puść... To boli.|Rishi!
Prawda jest taka,|że nigdy za mnie nie wyszłaś.
To był kompromis.
Jestem największym|kompromisem w twoim życiu.
Co dzień żałujesz, że się na|to zgodziłaś. Prawda?
Mów... Odpowiedz. Co tam odpowiedź.
Nie możesz mi niczego dać.
Miłości, szczęścia, czułości!|Nawet dziecka!
Nigdy nie dałem ci tego odczuć!|Nigdy.
A teraz? Przed chwilą?
Cztery lata temu mówiłeś,|że czasy wielkiej miłości minęły.
Pamiętasz? Teraz powiesz to samo?
Mówiłeś, że jeśli nie będę szukała|innej miłości, to jej nie znajdę.
Co powiesz teraz? Odpowiedz.
Co robimy o północy na dworcu?|Mów. Odpowiedz.
- Nie wiem.|- Mów! Dokąd idziesz?
Chcę, żebyś odpowiedział! Odpowiedz!|Chcę wiedzieć! Mów!
Osiemnastego marca dwa tysiące|drugiego spotkaliśmy się pierwszy raz.
Wydało mi się, że znam cię od wieków.
To chciałaś usłyszeć?|Może nie. A może to.
Twój pociąg odjeżdża o|szesnastej trzydzieści dwie.
Mój jedenaście minut wcześniej.
Co dzień spóźniam się, licząc, że spędzę|z tobą kilka chwil. To chciałaś usłyszeć?
Dev....
Co dzień żegnamy się na dworcu,|ale ciągle myślę o tobie.
To chciałaś usłyszeć?
Jestem żonaty. A ty chyba zapominasz,|że masz męża.
Mam żonę, a ty męża,|co robimy o północy na dworcu?
Bingo! Znalazłem odpowiedź!
Wysłuchaj, zanim odejdziesz!|Kocham cię, Maya!
Ty też mnie kochasz.
Po co o tym rozmawiamy?
Jesteś matką Dewa.|Staniesz po jego stronie.
Jestem matką ale też kobietą.|Ty masz rację.
Czy to coś zmieni?|Problem pozostanie.
Zmieni, jeśli Dev się zmieni.|A na to nie ma szans.
Rhea!
Mamo. Jestem zmęczona.|Próbowałam go zrozumieć.
Zbliżyć się. A on pewnego|dnia postanowił się wycofać.
To nie Dev się wycofał.|To ty pognałaś do przodu.
Musisz zaczekać.
Dlaczego to kobiety muszą czekać?
Bo są silniejsze.|Pomyślałaś o Arjunie?
Nie ulegnę ze względu na dziecko.|Nie jestem aż tak słaba.
Ty nie. To twój związek|nie jest dość silny.
Musisz go wzmocnić. Dać mu czas.
Nie będę umacniać tego związku,|dopóki Dev mnie nie pokocha.
Gdzie jedziesz?
Do Paryża. Na dziesięć dni.|Zrobić kilka imprez.
Wczoraj powiedziałeś...
Powiedziałem coś, czego nie powinienem.|I to, co trzeba było powiedzieć dawno.
Zrozum ją.
Jak zrozumieć serce, w którym|nie ma dla mnie miejsca?
Nieprawda. Ona bardzo cię kocha.
Spójrz w jej oczy.|Kogo mogłaby tak kochać?
Mogłaby wyrażać miłość inaczej.|Co dzień mówię, jak bardzo ją kocham.
Czy ona mi to powiedziała?
Wybacz, tato. Nie zniosę tego.
Już nie.
Co teraz?
Jak to co?
Musieliśmy wyznać sobie miłość.|I zrobiliśmy to.
Co zyskaliśmy?
Nie wiem. Gdybyśmy tego nie zrobili,|coś byśmy stracili.
Wiesz, że nasz związek|nie ma przyszłości.
Wiem. Powinniśmy go zakończyć teraz,|gdy jest tak pięknie.
Ostatnia kawa?
Nie....
Ostatni pociąg do Connecticut|odjeżdża o dwunastej pięć.
Było:
Już nie mój... Mam zamiar|przestać podróżować pociągiem.
Kupię sobie nowy samochód.|Fajny, niebieski samochód.
Lubisz niebieski? Ja lubię niebieski.
Czas na nas...
Twoje życie jest puste,|widzę to w twoich oczach.
Kiedy ostatnio cię dotknąłem?
Pocałowałem? Cokolwiek? Pamiętasz?
Każdego dnia opuszczam stację, ale|myśli o tobie mnie nie opuszczają.
Żeby dzielić z kimś ból i radość,|jedno musi troszczyć się o drugie.
A ty nigdy nie robiłaś|tego w stosunku do mnie.
Skoro oboje tkwimy w|związkach małżeńskich
co robimy na stacji w środku nocy?
Będziesz musiała powiedzieć mi|prawdę. Dlaczego za mnie wyszłaś?
Po jakimś czasie przyjaźń|zajmuje miejsce miłości,
bo nie ma już dla niej miejsca.
Prawda jest taka, Maya, że|nigdy za mnie nie wyszłaś...|Poszłaś na kompromis.
Posłuchaj odpowiedzi...|Kocham cię, Maya!
I ty mnie też.
A co, jeśli znajdę tę miłość po ślubie?
Jest:
Już nie mój. Przestanę nim jeździć.
Kupię nowy wóz. W niebieskim kolorze.
Lubisz niebieski?
Bo ja tak.
Czas iść.
W twoim życiu czegoś brak.|To widać w twoich oczach.
Kiedy się dotykaliśmy? Trzymaliśmy|za ręce? Objęliśmy? Pamiętasz?!
Co dzień żegnamy się na dworcu,|ale ciągle myślę o tobie.
Żeby dzielić radości i smutki,|trzeba się akceptować.
Ty nigdy mnie nie zaakceptowałaś!
Mam żonę, a ty męża,|co robimy o północy na dworcu?
Powiesz wszystko! Całą prawdę!|Dlaczego za mnie wyszłaś?
Czasem przyjaźń zastępuje miłość,|a na miłość nie ma już miejsca.
Prawda jest taka,|że nigdy za mnie nie wyszłaś.
To był kompromis.
Wysłuchaj, zanim odejdziesz!|Kocham cię, Maya!
Ty też mnie kochasz.
A jeśli znajdę miłość już po ślubie?
Było:
Lubię niebieski...
*Tylko spójrz na to, *|*co się wydarzyło*
*Jestem twój, *|*ty jesteś moja*
*Jestem poruszona, *|*co mam ci powiedzieć? *
*Dlaczego księżyc wzszedł za dnia? *
*Życie, choć na jawie, *|*wciąż gubi się w marzeniach*
*Zagubione, zagubione życie*
*Tylko spójrz na to, *|*co się wydarzyło*
*Jestem twój, *|*ty jesteś moja*
*Serce jest odurzone, *|*ciało tonie w aromacie*
*W tej świetlistej aurze, *
*miejsce, gdzie jesteśmy my*|*wypełniło się kolorami, które*
*były w naszych oczach. *
*Przez błękitne, błękitne niebo*
*przebija nikły promień... *
*Tylko spójrz na to, *|*co się wydarzyło*
*Jestem twój, *|*ty jesteś moja*
*Jestem poruszona, *|*co mam ci powiedzieć? *
*Dlaczego księżyc wzszedł za dnia? *
*Nie wiedziałam, że coś takiego może się zdarzyć*
*Że miłość może mnie tak wypełnić*
*Ta obietnica jest prawdziwa*|*Ta miłość jest prawdziwa*
*Wszystkie inne są kłamstwem*
*Ciche dźwięki miłości*|*mieszają się z moim oddechem*
*Tylko spójrz na to, *|*co się wydarzyło*
*Jestem twój, *|*ty jesteś moja*
*Jestem poruszona, *|*co mam ci powiedzieć? *
*Dlaczego księżyc wzszedł za dnia? *
*Życie, choć na jawie, *|*wciąż gubi się w marzeniach*
*Zagubione, zagubione życie*
Byliśmy szaleni. Byliśmy|inni. Byliśmy różni.
Bardzo różni... Niekompletni|osobno, ale tak kompletni razem...
Nie chodziliśmy po ziemi...|Opuściliśmy ją dawno temu.
Lataliśmy po niebie,|rozmawialiśmy z chmurami.
Nie obchodził nas ten świat,|bo stworzyliśmy sobie nasz.
Nasz świat. Świat Mayi i Deva.
Świat naszych snów.
Ale sny kończą się, kiedy się|budzisz i wracasz do rzeczywistości.
No dalej, wypij szybko swoje mleko.
Nie chcę tego pić...|- Pij!
Daj...|- Poradzę sobie.
Poradzę sobie, Dev. Dziękuję.
Nie wiem, co mam robić, Sam.
Chciałam prosić cię o|radę i dowiedziałam się,
że w twoim domu jest ta|sama sytuacja. Boże!
Każdy dom zdaje się|przeżywać coś podobnego.
Skończyłaś już ten mdły wywód?
Sam, choć raz bądź poważny.
Jaki jest sens w byciu poważnym? Spójrz.
Twój syn to osioł.
Nic nie zrobi.
Maya nie czuje się winna,|więc też nic nie zrobi.
Więc co zrobimy, Kamlu?
Wiem... Masz rację.
Cokolwiek by trzeba zrobić,|muszą zrobić to Rhea i Rishi.
Ale oboje są tacy|uparci... Kto ich przekona?
A co, jeśli sami|nawzajem się przekonają?
A niby dlaczego mieliby to|zrobić? Ledwo się znają.
Dokładnie. Dwójka obcych|ludzi... ta sama sytuacja...
Potem przyjaźń i problem|rozwiązany... Pamiętasz?
Ale jak się spotkają?
Tato, co my tu robimy?!
Już dawno nie kupiłem|ci żadnego prezentu,
więc pomyślałem sobie,|że zrobię to dzisiaj.
Koleś, to sklep z zabawkami.|- Taak, i co z tego?
Przeznaczony dla dzieci.
Jest:
Lubię niebieski.
Zobacz, co się stało...|Ja jestem twój, a ty moja.
Sama nie wiem, co powiedzieć.|Jak to możliwe, że księżyc świeci w dzień?
Choć oczy mamy otwarte,|zagubiliśmy się w świecie snów.
Zobacz, co się stało...|Ja jestem twój, a ty moja.
Upojone serca i dusze. Wonne ciała.|Skąpane w czystym, jasnym świetle.
To miejsce, ten czas mieni się od barw,|zawartych w naszym spojrzeniu.
Przez niebieskie chmury przenika|delikatne, jasne światło.
Zobacz, co się stało...|Ja jestem twój, a ty moja.
Sama nie wiem, co powiedzieć.|Jak to możliwe, że księżyc świeci w dzień?
Nie wiedziałam, że kiedyś|i na mnie spłynie deszcz miłości.
To wyznanie, ta miłość - są prawdziwe.|Wszystko inne to tylko złudzenie.
W mym ciele i duszy brzmi|cicha melodia miłości.
Zobacz, co się stało...|Ja jestem twój, a ty moja.
Sama nie wiem, co powiedzieć.|Jak to możliwe, że księżyc świeci w dzień?
Choć oczy mamy otwarte,|zagubiliśmy się w świecie snów.
Byliśmy szaleni. Dziwni.|Inni niż wszyscy.
Bez siebie niepełni,|razem odnajdowaliśmy pełnię.
Unosiliśmy się w powietrzu.|Rozmawialiśmy z chmurami.
Świat nas nie obchodził.|Stworzyliśmy sobie swój własny.
Świat Mai i Dewa. Wymarzony świat.|Świat jak ze snów.
Ale czym są sny? Znikają,|gdy tylko otworzysz oczy.
Szybko wypij mleko.
- Nie chcę.|- Pij.
- Daj.|- Nie trzeba. Dziękuję.
Nie wiem, co robić, Sam.
Chciałam cię prosić o radę,|ale u was taka sama sytuacja. Boże!
Wszędzie to samo.
- Mówisz tekstami z seriali?|- Sam... Bądź poważny.
Po co? Słuchaj. Twój syn jest uparty.|I nic nie zrobi.
Maya jest niewinna i też nic nie zrobi.
To co my zrobimy, Kamlu?
Racja...|Tylko Rhea i Rishi mogą tu coś zdziałać.
Ale oboje są uparci. Kto ich przekona?
Może przekonają się wzajemnie?
Jak? Przecież ledwo się znają.
Właśnie. Dwoje nieznajomych w|podobnej sytuacji.Zaprzyjaźnia się.
I po problemie. Pamiętasz?
Jak się spotkają?
Co tu robimy?
Dawno nie dałem ci prezentu.|Chcę to zrobić.
To zabawkowy.
- To co?|- To sklep dla dzieci!
Było:
Mamo, mam to kupić Arjunowi?
Tak, kup to. Jest|śliczne, fantastyczne...
Masz bardzo dobry gust, to|naprawdę wspaniały pies...
Tato, co miałeś na śniadanie?
Nie wiem, nie pamiętam|jak miała na imię.
OK, wezmę go.
Boże! Jaki okropny czerwony|kundel! Zostaw to...
Kamaljit... Co za niespodzianka!
Och, Samarjit. Jak miło cię widzieć.
Ze wszystkich miejsc w Nowym Jorku|musieliśmy spotkać się tutaj...
Cóż za zbieg okoliczności...|Zbieg okoliczności...
Jak się macie?
Przy okazji, co tu robicie?
Musieliśmy tu przyjść, żeby kupić jakąś|pluszową zabawkę dla mojego wnuka.
Taką, do której mógłby|się przytulić w nocy.
Ja też rozglądałem się za czymś|takim... I zobaczyłem ciebie.
Nie jestem ani pluszowa, ani|tym bardziej nie jestem|zabawką. Więc proszę, odsuń się.
Bardzo miła rozmowa,|ale czy możemy już iść?
Oczywiście, oczywiście.
Tutaj jest tak dużo ładnych|rzeczy... czerwonych...|niebieskich... zielonych...
Chodź, słońce, pomóż mi z tym...
Nie uważasz, że to było|co najmniej dziwne?
Myślisz, że podrywał moją teściową?
Och, nie, nie musisz się o to martwić.
On podrywa wszystko, co się rusza.
OK, zaraz się spóźnię. Muszę iść.
Dokąd idziesz?|- Do pracy, skrzyżowanie 55-tej i 5-tej.
O, świetnie. Odprowadzę cię.|- Dobrze.|- No to...
Sam, myślę że to działa!
Więc... mówiłaś, że jak masz na imię?
Charlotte...|- Charlotte... Jesteś cudowna!
Dlaczego ludzie w Nowym|Jorku są tacy szczęśliwi?
Ponieważ nie są|po ślubie. Oto dlaczego.
Tak jest, są samotni.
Żadnego napięcia w życiu,|żadnych problemów...
Żadnego stresu...
Wracają do domu, biorą|prysznic, odświeżają się,
oglądają telewizję... A potem|wychodzą na miasto i się cieszą.
A my... my wracamy do|domu i się martwimy.
Prawda. Wracamy do domu, do|zgorzkniałego człowieka,
któremu nic ani nikt się nie podoba.
Nawet my. To znaczy, spójrz na nas.
Ty jesteś super seksowna, ja|jestem gorącym ogierem...
Ale czy oni kiedykolwiek|nam to powiedzieli?|- Nigdy!
Wciąz tylko narzekają,|jęczą, narzekają...
Bla, bla, bla, bla.
I tak dalej, i wciąż.|- I ciągle, i ciągle...
Mój Boże, jak my się o nich martwimy!
Jak nas zasmucają!
Drwią z nas!|- Ranią nas...
Dlaczego w ogóle braliśmy ślub?
Ja wiem. Mózgi nam się przegrzały.
Wiesz co? Pownniśmy być singlami.
Tak, single!
Single rządzą!
Single to sposób na życie!|- Chcę być singlem!
Też chcę!
Single!|- Single!
Single...|- Single...
I wiesz co?|- Co?
My...|- Taak?
...kłamiemy.|- Co?
Jest:
Kupić to Arjunowi?
Tak. Masz świetny gust.|Piękny piesek. Kup go.
Co jadłeś na śniadanie?
Nie pamiętam jej imienia.
Dobrze, wezmę go.
Jaki ohydny, czerwony pies!|Odłóż go.
Kamaljit! Co za niespodzianka!
Witaj, Samarjit! Miło cię widzieć.|Że też spotkaliśmy się właśnie tu!
Czysty przypadek.
Co słychać?
Co tu robicie?
Kupujemy maskotkę dla mojego wnuka.|Przytulankę, z którą mógłby zasypiać.
Szukałem czegoś podobnego.|I znalazłem ciebie.
Nie jestem przytulanką.|Proszę, nie przytulaj się.
Ciekawa rozmowa. Możemy już iść?
Tak. Jasne. Tyle tu pięknych rzeczy.
Czerwonych. Niebieskich.|Zielonych...
Chodź, kochanie. Pomożesz mi.
Zachowywał się dziwnie.|Podrywał moją teściową?
Tym się nie przejmuj.|Podrywa wszystko, co się rusza.
Muszę lecieć.
- Dokąd?|- Do pracy, niedaleko.
- Odprowadzę cię.|- Dobrze.
Sam! Chyba się udało!
Przypomnisz mi swoje imię?
- Charlot.|- Jesteś boska!
Czemu nowojorczycy są szczęśliwi?
Nie mają mężów ani żon.
No tak... Same single.|Żyją bez problemów.
Bezstresowo.
W domu, biorą prysznic.|Oglądają telewizję.
My mamy dwa "nieszczęścia ".
Wracamy do skwaszonych marud,|którym nic się nie podoba.
Nawet my. Spójrz na nas.
Jesteśmy atrakcyjni.|Czy to zauważyli?
Nigdy!
Wciąż tylko zrzędzą.
I narzekają.
Bez przerwy.
Bezustannie. Oni nas dręczą.
- Zasmucają.|- Ośmieszają.
I ranią. Po co braliśmy ślub?
Odebrało nam rozum.
Powinniśmy żyć w pojedynkę.
Być singlami.
- Single rządzą!|- Warto być singlem.
- Chcę być singlem!|- Ja też!
- Singlem!|- Singlem!
- Singlem!|- Singlem!
- Singlem!|- Singlem!
- Wiesz co?|- Co?
- My...|- Tak?
Oszukujemy sami siebie!
Co...?
Było:
Ja też naprawdę go kocham.
Jest:
Naprawdę go kocham.
Było:
Od rana dzwoniłeś do mnie z|pięć razy. Masz jakiś problem?
Problem polega na tym,|że przez moją pracę
nie mam czasu na wyrażanie uczuć.
A ja wyrażam je cały czas.
Więc co cię dziś powstrzymuje?
Tobie też nikt tego nie zabrania...
Lubisz diamenty, Maya?
Diamenty?
Duże, piękne... Drogie diamenty.
Tak, oczywiście.
Świetnie. Powiedz swojemu|mężowi, żeby ci takie kupił.
Jest:
Dzwonisz piąty raz. O co chodzi?
Przez pracę nigdy nie mam czasu|porozmawiać z nim od serca.
Ja co dzień mówię jej o swoich uczuciach.
Co cię dziś powstrzymuje?
Tobie też nikt nie zabrania.
Lubisz brylanty?
Brylanty?
Piękne, drogie brylanty.
Oczywiście.
Poproś męża. Kupi ci je.
Było:
Ja kupiłem ci kwiaty.
Zadzwoń do Deva.|Zadzwoń do niego. Teraz.
OK. Zadzwonię do niego,|jeśli ty zadzwonisz do Mayi.
Dlaczego mam z tobą dalej rozmawiać?|Za pięć minut się spotkamy.
To rozmawiaj ze mną jeszcze|przez cztery i pół minuty.
Zajęte!
Maya... Ja tu się obrażam,|a ty nawet nie starasz|się udawać, że ci zależy.
No dalej, pokaż, że ci zależy.
Powiedz lub zrób coś takiego,|żebym wiedział, że jesteś moja.
Tylko moja. Maya... Tęsknię za tobą!
Hej, Dev. Posłuchaj, musimy|porozmawiać. To zaszło za daleko.
Nie chcę się już więcej kłócić.
Jeżeli też tego chcesz,|daj mi jakiś znak.
Tylko znak. Proszę cię,|skończmy z tym. Kocham cię.
Do zobaczenia!
Pa.
Dev... Ty? Tutaj?
Właśnie wyszedłem ze stacji.
Jest:
Kupiłem ci tylko kwiaty.
Dzwoń do Deva. Teraz.
Dobrze, jeśli ty porozmawiasz z Mayą.
Po co dłużej rozmawiać?|Spotkamy się za pięć minut.
Porozmawiajmy jeszcze cztery i pół.
Poczta głosowa.
Jestem obrażony,|a ty nie próbujesz mnie udobruchać.
Pokaż, że ci na mnie zależy. Zrób coś.
Pokaż, że jesteś moją Mayą.|Tylko moją. Maya... Tęsknię.
Cześć, Dev. Musimy porozmawiać.|Zabrnęliśmy za daleko.
Nie chcę się kłócić.|Jeśli i ty nie chcesz, daj mi jakiś znak.
Choćby najmniejszy.|Naprawmy nasz związek. Kocham cię...
- Do zobaczenia.|- Pa.
Rhea!
Dev... Ty tutaj?
Właśnie... wyszedłem z dworca.
Było:
To słodkie!
Do zobaczenia w domu!
OK. Do zobaczenia.
Kwiaty mają swój własny język.
Przekazują tak wiele, prawda?
Prosiłam o choć jeden znak,|a dostałam ich tak dużo.
Tęskniłam za tobą.|- Taaak.
Gdzie Arjun?
Och... pewnie poszedł na|lekcje skrzypiec, mam rację?
Jest:
To miłe.
Do zobaczenia w domu.
Dobrze. Pa...
Kwiaty mówią swoim językiem.|Milczą, a przekazują tak wiele. Prawda?
Poprosiłam o jakiś znak.|Dałeś mi ich tak wiele.
Tak...
Tęskniłam...
Tak... Gdzie Arjun?|Poszedł na lekcję skrzypiec?
Było:
Myśli, że jego skrzypce są|powodem naszych kłótni.
Co za idiocie dałem życie?
Przepraszam, tato...
Zamknij się! Nie ma|powodu do przepraszania.
Nie ma powodu, by przestać|grać na skrzypcach
i nie ma absolutnie żadnego|powodu, żeby grać w piłkę nożną.
To polecenie trenera.|Dobrze? Powiedz, że dobrze...
Dobrze.
Nigdy więcej piłki nożnej.|Każdy może grać w piłkę.
Nawet ja mogę... Naprawdę. Ale tylko|fajni kolesie grają na skrzypcach.
Tak? A ty jesteś najfajniejszy. Dobrze?
Od dzisiaj możesz grać na|skrzypcach ile zechcesz.
Graj sobie w dzień i w|nocy... Kiedykolwiek zechcesz.
Nic nie powiem. A wiesz dlaczego?
Jest:
Myśli, że to przez jego|skrzypce się kłócimy.
Co za idiotę spłodziłem!
Przepraszam.
Cicho! Nie przepraszaj!
Nie musisz rzucać skrzypiec!|Ani grać w piłkę!
To polecenie trenera! Powiedz 'tak jest'!
- Tak jest.|- Dobrze!
Koniec z piłką! Każdy może w nią grać.|Nawet ja. Naprawdę.
Ale tylko super goście|grają na skrzypcach.
Prawda? A ty jesteś|najfajniejszy ze wszystkich.
Od dziś graj na skrzypcach, ile wlezie.|Dzień i noc, kiedy zechcesz.
Nic ci nie powiem.|Wiesz dlaczego?
Było:
Pokażę ci. Bo teraz mam to.
Idź i graj sobie! Nic nie słyszę...
Tatusiu... mogę cię przytulić?
Jest:
Pokażę ci. Bo teraz...... mam... to.
Nic nie słyszę.|Idź i graj. No już.
Tato, mogę cię uściskać?
Było:
Mogę cię przytulić?
Nie! Bo to ja cię przytulę!
I mam pomysł. Stworzymy sobie|jedenastoosobową drużynę.
Skrzypce w ataku...
Skrzypce nie mają ataku!
Co za bzdura...
A nasz zespół będzie się nazywał|Manchester United Philharmonic... OK?
Rishi, to wszystko...|- Czy mogę?
Posprzątałem cały dom.
Zajęło mi to trzy godziny...|Jedzenie gotowe. Naprawdę.
Tymi oto rękoma|zadzwoniłem i je zamówiłem.
Ale to też się liczy, nie?|- Tak...
I to nie wszystko. W ten weekend
ty i ja... Przez cały|dzień i noc... Godzinami...
my... będziemy...
dyskutować o różnych sprawach. O|czymkolwiek chciałabyś podyskutować.
Przepraszam za tamtą noc, Maya.
Czasem popełniamy błędy w miłości.
Jest:
Mogę cię uściskać?!
Nie! To ja cię wyściskam.|Tak jest!
Mam pomysł.|Będziesz jedenastym członkiem drużyny.
Twoje skrzypce zagrają w ataku.
Skrzypce nie grają w ataku.
Bzdura! Nazwiemy zespół Manchester|United Philharmonic. Zgoda?
Zgoda...
To wszystko...
Mogę prosić?
Wysprzątałem cały dom.|Zajęło mi to trzy godziny.
Jedzenie gotowe. Naprawdę...
Sam własnoręcznie zamówiłem je|przez telefon. Liczą się intencje.
Tak.
To nie wszystko. Cały weekend...|Ty i ja. Dzień i noc.
Godzinami. Będziemy... Dyskutować.|O czym tylko zechcesz.
Maya, przepraszam za tamtą noc.
W miłości czasem popełniamy błędy.
Było:
Dev, z kim rozmawiasz? Chodź!|OK, dalej! Jeszcze raz!
Przepraszam. Nie mogłam odebrać.
Rishi był ze mną przez cały weekend.
Nie martw się, nic się nie|stało. Dzwoniłem tylko raz.
Dostałam piętnaście|nieodebranych połączeń...
Widocznie wykręciłem|numer przez pomyłkę.
Jak ci minął weekend?
Bardzo dobrze, spędziłem|dużo czasu z Rheą i Arjunem.
Było świetnie. W końcu|rodzina jest rodziną.
Poszliśmy nawet na zakupy. Rhea|kupiła sobie przeuroczą sukienkę.
Bardzo seksowną. Rhea|wyglądała w niej świetnie.
Oczywiście, Rhea to piękna kobieta.
Wygląda świetnie we|wszystkim. A co dziś robiłeś?
To samo, co zwykle.
Zjadłem lunch z Georgem Bushem,|a teraz idę na kawę z Madonną.
Cholernie głupie pytania...
Słuchaj, nie wiem o co ci chodzi,|ale nie chcę się z tobą kłócić.
Przy okazji, wychodzę dziś z Rishim.
Czyżby nagły przypływ|miłości do Rishiego?
Tak, w końcu rodzina|jest rodziną... Prawda?
Więc Rishi zabiera cię do zoo,|na spotkanie z resztą rodzinki?
Rishi zabiera mnie na balet.
Balet? Gdzie faceci tańczą|bez gatek? Rishi to lubi?
Nie Rishi. Ja lubię balet.
Balet to muzyka, taniec,|poezja... Kocham balet!
Jest:
Dzwoni Dev.
Dev! Z kim rozmawiasz?|Chodź do nas.
Już...
Dobrze. Jeszcze raz.
Wybacz. Nie mogłam odebrać.|Rishi był obok...
To nic. Dzwoniłem tylko raz.
Miałam piętnaście|nieodebranych połączeń.
Guzik musiał się sam wcisnąć.
Jak minął weekend?
Miło. Spędziłem czas z Rheą i Arjunem.
Dobrze się bawiłem.|W końcu rodzina to rodzina.
Byliśmy na zakupach.|Rhea kupiła piękną sukienkę.
Seksowną. Wyglądała wspaniale.
Na pewno. Jest piękną kobietą.
We wszystkim jej do twarzy.|Co dziś robiłeś?
To, co zawsze. Zjadłem obiad z Bushem.
Teraz idę na kawę|z Madonną. Te kretyńskie pytania.
Nie wiem, o co ci chodzi,|ale nie chcę się kłócić.
Poza tym wychodzę z Rishim.
Znów go kochasz?
Tak. W końcu rodzina to rodzina. Prawda?
Zabiera cię do zoo,|żebyś poznała jego krewnych?
Na balet.
Lubi oglądać facetów bez bielizny?
Nie on, tylko ja. Balet to muzyka,|taniec, poezja. Kocham balet.
Było:
Tak... Nie ma nic|dziwniejszego od ciebie.
A baw się dobrze na|tym balecie... balecie!
Dev, mam nadzieję, że|dobrze się czujesz.|- Dobrze, a dlaczego?
Najpierw kwiaty, teraz|balet... Wszystko w porządku?
W zupełnym, dziękuję.
Może się zakochałeś... we mnie, na nowo?
Muszę przeprosić cię na|moment. Zaraz wracam...
Hej, czy to nie Dev? I... Rhea? Tak...
Hej, Rhea... Śledzisz mnie?
Nie wiem jak ty
ale ja z pewnością śledzę|twoją żonę. Witaj.
Witaj, Rhea.|- Witaj.|- Jak się macie?
Och, bardzo dobrze, bardzo dobrze...
Nawet ty przyszedłeś tu,|żeby dogodzić swojej żonie?
Balet jest taki nudny...
Nudny? Balet nie jest nudny!|Balet to muzyka, taniec, poezja...
Kocham balet! Maya, kochasz balet?
Tak. Piękna sukienka, Rhea.
Dziękuję. To Dev ją wybrał.
Masz bardzo dobry gust.
Dziękuję. Ty też pięknie wyglądasz.|Ale odrobinę gorzej niż Rhea.
Ty też wyglądasz... odrobinę|gorzej od Rishiego.
Och, tak...
Wow, Maya! Komplement po tylu|latach! No nieźle, nieźle.
To samo tutaj. Dev, wyślę|cię jutro do lekarza.
Dobra, pośpieszmy się. Nie|chcę się spóźnić na balet!
I chce mi się sikać.|Przepraszam, przepraszam...
Kocham balet! No dalej, ruszać się...
Jest:
Najdziwniejszą jesteś ty.
Baw się dobrze na tym... balecie!
Wita państwa Balet Rodczenki!
- Jesteś chory?|- Nie. A co?
- Kwiaty, balet. Nic ci nie jest?|- Nie, dziękuję.
Na nowo się we mnie zakochałeś?
Przepraszam. Zaraz wrócę.
- Piękne.|- Dziękuję.
Czy to nie... Dev? I Rhea?|Tak!
- Cześć, Rhea!|- Cześć.
Śledzisz mnie?
Nie wiem, jak wy,|ale ja śledzę twoją żonę!
Cześć. Cześć.
- Cześć, Rhea.|- Cześć.
Co u was?
Dobrze. Też zrobiłeś to dla żony?|Balet to nuda.
Balet nie jest nudny.|To muzyka, taniec, poezja.
Kocham balet.|Maya, a ty kochasz balet?
Tak. Piękna suknia.
Dziękuję. Dev ją wybrał.
Masz dobry gust.
Dziękuję. Ty też pięknie wyglądasz.|Choć nie tak jak Rhea.
A ty nie jesteś tak|przystojny jak Rishi.
No tak!
Brawo, Maya!|Komplement po latach! Nieźle.
U nas podobnie.|Dev, jutro muszę cię zabrać do lekarza.
Chodźmy! Nie chcę nic przegapić!
Przepraszam.|Kocham balet! Z drogi.
Było:
OK.Mówiłem ci, że on ćpa.
Co robiliśmy? Co wczoraj zrobiliśmy?
Bawiliśmy się ich uczuciami.
Po raz pierwszy poczułam|do siebie nienawiść...
Jak mogłam zrobić to Rishiemu?
Sumienie cię gryzie?
Pewnie w nocy też czułaś się winna.
Co zrobiłaś, żeby pozbyć|się tej winy, co?
Co zrobiłaś? Pozwoliłaś|mu, żeby cię dotykał?
Gdzie cię dotykał? Tutaj? Tutaj? Tutaj?
Dotykał cię tutaj?
Przestań, Dev! Po prostu przestań!|Myślisz, że jest mi łatwo
wiedząc, że moja miłość spędza noce|z kimś innym? Ale to znoszę...
Nie mogę tego znieść... Nie potrafię...
Będziesz musiał. Nasz związek to sen,
który kończy się za każdym|razem, kiedy wracamy do|domu. I taka jest prawda.
Nie zgadzam się z taką prawdą!|Nie potrafię tego znieść...
Nie potrafię tego znieść, nie|mogę patrzeć, jak jesteś z nim...
Jesteś moja. Tylko moja...
Dlaczego on ma większe prawo?
Masz jego nazwisko, choć|twoje serce jest moje...
Nie mogę tego znieść... Jesteś moja...
Dev, co ty robisz?
Mój przyjacielu, w przeddzień ślubu
chce ci tylko powiedzieć,|że małżeństwo jest piękne!
Daje ci kogoś, komu ufasz|bardziej niż sobie...
Uwierz mi, koleś. Być żonatym to|najwspanialsze uczucie na świecie.
Za DIVĘ! Magazyn numer jeden!
OK, dziewczęta. Od dziś|wprowadzamy nowe zasady.
Żadnych zarwanych nocek, żadnego|ignorowania swoich mężów!
Uwierzcie mi, to jest najważniejsze.
Rishi... Już nie wiem,|kto tu kogo śledzi.
A kto by się przejmował? Świętuję!
Ja też!
Ale tylko ty i ja wiemy, jaki jest|prawdziwy powód do świętowania...
To co? Single nadal rządzą?
Nieee!
*Przetańcz całą noc*|*Chcę tańczyć całą noc*
*Tańcz ze mną, kochanie, czy|chcesz ze mną przetańczyć tę noc? *
*Tańcz ze mną, kochanie, czy|chcesz ze mną przetańczyć tę noc? *
*Chwile, chwile miłości, *
*słowa, słowa miłości*
*Dni pełne marzeń*
*Noce pełne marzeń*
*Echo powtarza melodię serc*
*i tworzy piękną muzykę*
*Wszyscy szaleńcy są odurzeni! *
*Więc przetańcz, przetańcz całą noc! *
*Gdzie dziś jest impreza? *|*Ktoś został na zewnątrz? *
*Gdzie dziś jest impreza?|Na parkiecie! *
*Dni pełne marzeń*|*Noce pełne marzeń*
*Gdzie dziś jest impreza? *
*Tańcz ze mną, kochanie, *
*czy chcesz ze mną przetańczyć tę noc? *
*Będziesz bawić się do rana? *
*Chcę iść i zatańczyć... *
*Gdzie jest... *
*Zabrać cię dokądś... *
*... dziś impreza? *
*Chcę iść i zatańczyć... *|*Gdzie jest... *
*Chcę krzyczeć, wrzeszczeć! *|*... dziś impreza? *
*Ten, który był moim przeznaczeniem*
*Ten, który doprowadził|mnie do szaleństwa*
*Teraz jest mój! *
*Kwiaty, które odurzyły mnie zapachem*
*Rozkwitły w moich ramionach*
*Ich zapach jest niczym miłości droga*
*Wszystkie oczy odurzone*
*Świat marzeń stoi przed nami otworem! *
*Więc przetańcz, przetańcz całą noc! *
*Gdzie dziś jest impreza? *|*Ktoś został na zewnątrz? *
*Gdzie dziś jest impreza?|Na parkiecie! *
*Dni pełne marzeń*|*Noce pełne marzeń*
*Gdzie dziś jest impreza? *
*Przetańczyć... *
*Przetańczyć całą noc*
*Tak! *
*Ten, który jest|opowieścią mojego życia*
*Za którym szaleję*
*Również za mną szaleje*
*Kto zawładnął moim sercem? *
*Królowa mego serca także|pamięta tę opowieść*
Opowieść jest teraz kompletna*|*Dwa serca się połączyły*
*Niech wszystkie opowieści*|*się spełnią. Niech odnajdą*|*miejsce w waszych sercach*
*Więc przetańcz, przetańcz całą noc! *
*Gdzie dziś jest impreza? *|*Ktoś został na zewnątrz? *
*Gdzie dziś jest impreza? *|*Na parkiecie! *
*Dni pełne marzeń*|*Noce pełne marzeń*
*Gdzie dziś jest impreza? *
*Dni pełne marzeń*|*Noce pełne marzeń*
*Gdzie dziś jest impreza? *
Tato, czyj to dom?
Znasz Kamaljit... Dziś są jej urodziny,
więc pomyślałem sobie, że|zaproszę ją na kolację.
A jeśli będziesz ze mną,|potraktuje mnie bardziej serio.
Jest:
Mówiłem, że on coś bierze.
Co to było? Co myśmy wczoraj robili?|Bawiliśmy się ich uczuciami.
Po raz pierwszy nienawidzę siebie.
Tak! Bardzo ci źle?!|Wczoraj też było ci źle?
Co zrobiłaś, by poprawić sobie nastrój?|No co? Pozwoliłaś mu się dotykać?
Nie! Gdzie cię dotykał? Może tu?|Dotknął cię tu? Mów!
Przestań! Dość!
A jak ja się czuję,|gdy mój ukochany śpi z inną?
- Ale to znoszę.|- A ja nie! Nie potrafię!
Musisz. Nasz związek to tylko sen.
Kończy się, gdy wracamy do domu.|Taka jest prawda.
Nie! Nie zniosę takiej prawdy.|Nie potrafię.
Nie chcę widzieć was razem.|Jesteś moja. Tylko moja.
Czemu on ma do ciebie większe prawo?
Twoje serce jest moje,|ale nosisz jego nazwisko.
- Nie zniosę tego. Jesteś moja.|- Dev, co robisz?
W przeddzień twojego ślubu powiem ci,|że małżeństwo to najpiękniejsza rzecz.
Zyskujesz osobę, której|możesz ufać bardziej niż sobie.
Cudownie jest być żonatym!
Za "Divę"! Pismo numer jeden!
Od dziś wprowadzam nowe zasady.
Żadnych nadgodzin.|Ani zaniedbywania mężów.
Uwierzcie mi. To najważniejsza sprawa.
Zdrówko.
Kto kogo śledzi?
- To ważne? Świętuję!|- Ja też.
Ale tylko my dwoje znamy|prawdziwy powód.
To co? Single rządzą?
Nieee...!
Tańcz całą noc! Chcesz przetańczyć całą?
Dobrze ci? Chcesz przetańczyć całą noc?
Tańcz całą noc! Chcesz|przetańczyć całą noc?
Dobrze ci? Chcesz przetańczyć całą noc?
Zatańcz ze mną, skarbie!|Przetańczymy noc?
Bawa się! Szalej na parkiecie do rana!
Tańcz całą noc!|Chcesz przetańczyć całą noc?
Dobrze ci? Chcesz przetańczyć całą noc?
Zatańcz ze mną, skarbie!|Przetańczymy noc?
Bawa się! Szalej na parkiecie do rana!
Te rozkoszne chwile.|Te słodkie słowa.
Dni są jak ze snu.|I noce też.
Serce wygrywa cudne melodie.|Śpiewa piękne piosenki.
Miłość odurzyła wszystkich zakochanych.
Przetańczmy całą noc!
Gdzie dziś jest impreza?|Na tej ulicy!
Gdzie dziś jest impreza?|Na parkiecie!
Dni są jak ze snu.|I noce też.
Gdzie dziś jest impreza?
Zatańcz ze mną, skarbie!|Przetańczymy noc?
Baw się! Szalej na parkiecie do rana!
Tańcz całą noc!|Chcesz przetańczyć całą noc?
Dobrze ci? Chcesz przetańczyć całą noc?
Ukochana!
Najdroższa!
Bez ciebie nie istnieję.
Chcę iść potańczyć! Zabrać cię gdzieś.|Chcę iść potańczyć! Krzyczmy jak wariaci!
Chcę iść potańczyć! Zabrać cię gdzieś.|Chcę iść potańczyć! Krzyczmy jak wariaci!
Ten, o którym śniłam. Za którym szalałam.|Dziś wreszcie jest mój.
Wonny kwiat, który odurzył zapachem|me serce, zakwitł w mych ramionach.
Ścieżki miłości tak cudnie pachną.|Wszyscy patrzą upojeni, oczarowani.
Sny szeroko rozchylają ramiona.|Przetańczmy całą noc!
Gdzie dziś jest impreza?|Na tej ulicy!
Gdzie dziś jest impreza?|Na parkiecie!
Dni są jak ze snu.|I noce też.
Gdzie dziś jest impreza?
Tańcz! Tańcz całą noc!|Tak, jak potrafisz!
Tańcz! Tańcz całą noc!|Tak, jak potrafisz!
Moje życie wygląda tak.
Ten, za którym szaleję,|oszalał na moim punkcie.
Królowa mego serca|zna na pamięć moją historię.
Opowieść dobrze się kończy.
Serce dało mi znak.
Życie tańczy z radości.
Przetańczmy całą noc!
Gdzie dziś jest impreza?|Na tej ulicy!
Gdzie dziś jest impreza?|Na parkiecie!
Dni są jak ze snu.|I noce też.
Gdzie dziś jest impreza?
Gdzie dziś jest impreza?|Na tej ulicy!
Gdzie dziś jest impreza?|Na parkiecie!
Dni są jak ze snu.|I noce też.
Gdzie dziś jest impreza?
- Chodźmy.|- Czyj to dom?
Kamaljit. Dziś ma urodziny.
Za prosisz ją na kolację.|Ciebie potraktuje serio.
Było:
Matka tego... jak on ma|na imię? A, matka Deva.
Rhea, kto to?
Sto lat, sto lat!
Dziękuję, Sam.
Wszystkiego najlepszego, ciociu.|- Dziękuję! Co za niespodzianka!
Jestem pełen niespodzianek...|Więc, ile lat ma Chandigarh?
Piękno nie liczy lat, Sam.
Naprawdę? To w takim razie|przejdźmy do sedna. Kamal...
Chciałbym wydać dla|ciebie małe przyjęcie.
Nie ma mowy, nie ufam twoim przyjęciom!
Jedno co wiem, to to, że będa|tam rozebrane dziewczyny.
Możesz do nich dołączyć...|Żartowałem, tylko żartowałem.
Poważnie, tylko|rodzina... Nasze rodziny.
Jest:
Tak. Kamaljit. Matka tego...|Jak mu tam...? Deva! To matka Deva.
Rhea! Kto to?
Wszystkiego najlepszego|z okazji urodzin!
Dziękuję, Sam!
- Ode mnie też.|- Dziękuję. Ale niespodzianka!
Powiedz, ile lat ma Ćandigar- h?
Piękno jest wiecznie młode.
Tak?
Do rzeczy.|Wydaję dziś przyjęcie na twoją cześć.
Nie ufam ci.|Na pewno zatańczą nagie dziewczyny.
- Ty też możesz.|- Cicho!
To żart.|Tym razem będą tylko nasze rodziny.
Było:
Proszę... Posłuchaj.|Hej Rhea... No, dalej...
Jest:
Zgódź się. Kamal,|posłuchaj! Rhea, pomóż mi!
Było:
Nasze zdjęcia ze ślubu...|Boże, byliśmy tacy pijani...
Wiesz, co tu mówię do Deva?
Teraz, kiedy już złożyliśmy przysięgę,|spróbuj jej nie dochować...
A to moje ulubione zdjęcie.|Kiedy urodził się Arjun...
Nigdy nie widziałam|Deva tak szczęśliwego.
Rhea, wychodzę. Ja...
Hej, Dev. Zobacz, kto tu jest.
Jest:
To zdjęcia z naszego ślubu.|Byliśmy tacy wstawieni.
Wiesz, co mówię Devowi?
"Przysięgałeś mi.|Jeśli złamiesz przysięgę, zabiję".
To moje ulubione. Narodziny Arjuna.
Dev był taki szczęśliwy.
Rhea! Wychodzę. Muszę...
Cześć! Patrz, kto przyszedł.
Było:
Hej.
OK, to wszystko ustalone.|Kolacja u mnie, punkt ósma.
Witaj. Tak, ty też jesteś zaproszony.
Ale jeśli jesteś bardzo|zajęty, to zrozumiemy...
Sam...
Tylko żartuję, słoneczko...|Żegnajcie, do zobaczenia!
Chyba tu przyrosłaś... Możemy iść?
Do zobaczenia.
Maya...
Czy możesz mi zwrócić Deva?
Zdjęcie, Maya.
Przepraszam.|- Nic się nie stało.
Do pełna, do pełna.
Koleś, przystopuj z tym winem.
Wyluzuj... Panie i panowie, proszę o uwagę!
Chciałbym coś ogłosić. Żenię się.
Z Kamal.
Co?
O ten wyraz twarzy mi chodziło!
Sam... Co ty wyprawiasz?
Tylko żartuję.
Wiesz, musimy coś zrobić z|poczuciem humoru u twojego syna.
Uśmiech, mój synu, uśmiech.
Od tego się nie umiera. A nawet|jeśli, to umierasz z uśmiechem.
Sam... Pięciodaniowy posiłek|według ustalonego menu...
Dziękuję... Jesteś w menu?
Nie, ale moja babcia owszem.
Bardzo dobrze. W końcu ktoś,|kto potrafi zamknąć ci dziób.
Powiedz mi Rishi, czy on zawsze taki|był, czy to jakieś ostatnie zmiany?
Teraz jest ogierem, ale przy mojej|mamie był jak mysz pod miotłą.
Rishi, zachowuj się.
Jego matka była bardzo surową kobietą.
Często mawiała: "możesz patrzeć,|ale nie waż się dotykać!"
A teraz nie mam czasu, żeby patrzeć.|Jestem zbyt zajęty dotykaniem.
Niedobrze...
Och, mamo... Mam nadzieję,|że tego nie słuchasz.
Twoja matka i jej zasady...
Nie chodzi o zasady, panie|Talwar, tylko o granice.
W małżeństwie bardzo|łatwo jest popełnić błędy.
Trudno jest zachować kontrolę.
Moim zdaniem, każdy związek|ma swoje ograniczenia.
I wierzę, że im więcej ograniczeń,
tym łatwiej je przekroczyć.
No cóż, nie zgadzam się z tobą.
Maya, ty mi powiedz. Co o tym myślisz?
Maya nie musi sobie narzucać|żadnych ograniczeń,
bo wie, że jej mąż bardzo ją kocha.
Komplementy, pochlebstwa... Kiedy|mężczyzna nadużywa pochlebstw, to|może oznaczać tylko dwie rzeczy.
Albo kłamie, albo coś ukrywa.
Naprawdę? Dev ostatnio|pochlebia mi cały czas.
Myślisz, że powinnam się martwić?
Prawdę mówiąc, powinnaś.|Wszyscy tutaj mówią
o związkach,
ale związki to nie są słowa,
tylko okoliczności.
Nikt nie wie, dlaczego ktoś|popełnia błędy w jednym związku...
Dlaczego ktoś zakochuje|się poza tym związkiem?
Nikt tego nie wie... Nawet ja nie|wiem, dlaczego przytrafiło się to mnie.
Ale stało się. Rhea,|kocham kogoś innego.
Wybacz mi, Rhea, ale to prawda.
A kobieta, w której się|zakochałem, jest tutaj...
Właśnie tutaj...
Jest:
Cześć.
Wszystko ustalone!|Kolacja u mnie. Punkt ósma.
Cześć! Jesteś zaproszony.|Jeśli nie masz czasu, zrozumiemy to.
- Sam!|- Żartowałem, skarbie. Pa.
Pa.
Zadomowiłaś się tu. Idziemy? Pa!
Maya! Oddaj mi Deva.
Zdjęcie.
- Przepraszam.|- Nie szkodzi.
- Lej do pełna. Napełnij ją.|- Nie szalej z winem.
Spokojnie.
Proszę o uwagę!|Chciałbym coś ogłosić.
Żenię się...|Z Kamal.
Co?!
Chciałem zobaczyć wasze miny!
Co ty wyprawiasz?
Żartowałem.
Musimy popracować nad|poczuciem humoru twojego syna.
Uśmiechnij się, synu. Nie umrzesz od tego.
Nawet jeśli, to z uśmiechem na ustach.
Mówię wam.
- Sam.|- Tak?
Kolacja składa się z pięciu dań.
Jesteś jednym z nich?
Moja babcia jest.
Niesforna!
Wreszcie znalazł się ktoś,|kto ci przygadał.
Trzymasz jej stronę?
Rishi, on zawsze taki był?
Udaje tygrysa,|ale przy mamie był jak myszka.
Rishi, zachowuj się.|Jego matka była bardzo surowa.
Mawiała : "Patrz. Ale nie dotykaj! "
Teraz nie mam czasu patrzeć.|Jestem zajęty dotykaniem.
Nieładnie.
Mamo, mam nadzieję, że nie słuchasz.
Twoja matka i jej zasady!
Nie chodzi o zasady, tylko o granice.
W związku łatwo popełnić błąd.
Trudno się samemu pilnować.
Dlatego powinny istnieć ograniczenia.
Im więcej ograniczeń, tym większy strach,|że popełni się błąd.
Nie zgadzam się. Mayu, a co ty uważasz?
Maya nie musi wytyczać granic, bo jej mąż...
kocha ją bezgranicznie.
Komplementy! Kiedy mężczyzna schlebia|kobiecie, to albo kłamie, albo coś ukrywa.
Naprawdę?
Tak.
Ostatnio Dev ciągle mi schlebia.|Powinnam się martwić?
Owszem.
Wszyscy dużo mówimy o związkach.
Ale w związkach nie słowa są ważne,|tylko okoliczności.
Nikt nie wie,|dlaczego czasem popełniamy błędy.
Dlaczego nagle zakochujemy|się w kimś innym.
Nikt. Ja też nie wiem,|dlaczego mi się to przytrafiło.
Ale przytrafiło.
Rhea... kocham inną kobietę.
Kocham ją.|Wybacz, Rhea, ale to prawda.
Kobieta, którą pokochałem jest tutaj.|W tym pokoju.
Było:
Co się stało, panie Talwar?
Żadnego poczucia humoru?|Ja tylko... żartowałem.
Dev, to naprawdę nie było|zabawne! Miałam ochotę cię zabić!
Miałem ochotę zabić go przed|tobą. Jesteś trochę nienormalny...
Dobry żart. Dobry żart...
Co cię wczoraj napadło?
Co mówiłeś?
Mówiłeś, co chciałeś...
A czy w międzyczasie|pomyślałeś o mnie choć raz?
Teraz kto odpowie na pytania Rishiego?
Ty, a kto inny? Powiedz mu|prawdę, nic mnie to nie obchodzi.
Powiedzieć mu prawdę? A potem co, Dev?
Opuścić dom?
Przyjść do ciebie? Zostawisz Rheę|i swojego synka? Powiedz mi.
Nie, nie sądzę.|- Tak myślałam.
Dev, nie dotykaj mnie! Dev...|po prostu mnie zostaw...
Miałeś rację, Dev.
Nigdy nie wiesz, co cię|spotka, gdy opuścisz stację.
Chodź.
Chcesz herbaty? Och, przecież ty nie pijasz|herbaty. Jestem taka zakręcona...
Co ja mówię? Muszę to posprzątać...
Koleś...
Mam coś przekazać mamie?
Rishi...|- Maya...
Chciałam przeprosić, tato.
Ale przeprasza się za błędy.
Jaka jest kara za samolubność?
Jestem ojcem...
Nie mogę karać, mogę jedynie doradzić.
Zostaw Rishiego.
Nie kochasz go.
Będąc z nim, zatrzymujesz go
z dala od jego prawdziwej miłości.
I od swojej też.
Te niekompletne związki nikomu|nie przyniosą szczęścia.
Tato!
To nie twoja wina, Maya...
Miłość i śmierć, obie|przychodzą nieproszone.
Nikt nie ma nad nimi kontroli.
On odchodzi... Nie uda mu się.
Nie chcę stracić ojca, Maya.
Dzięki Bogu mam ciebie...
Chandigarh.
Wiedzieliśmy, że to koniec|naszej wspólnej podróży.
To były ostatnie|momenty naszej historii.
Musieliśmy więc zebrać tamte chwile...
i zacząć na nowo nasze dawne związki.
Trzeba było wracać do domu.
Musieliśmy powiedzieć|Rishiemu i Rhei prawdę.
Bo szczęście nigdy nie|wyrośnie w cieniu kłamstw.
Nikt nie wiedział tego lepiej od nas.
Jest:
Co się stało, panie Talwar?|Nie ma pan poczucia humoru?
To tylko żart. Tak!
To nie było śmieszne.
- Nie?|- Zabiję cię.
- To zabawne.|- Zabiłbym go pierwszy. Wariat.
Świetny żart. Świetny.
Co ci się stało? Coś ty wygadywał?
Gadałeś, co chciałeś!|Nie pomyślałeś o mnie?
Kto to wyjaśni Rishiemu?
Ty. Powiedz mu prawdę.|Nie zależy mi.
Prawdę? A co potem? Wyprowadzę się?|Przyjdę do ciebie?
Zostawisz Rheę i Arjuna?
Raczej nie.
Tak myślałam.
Maya! Nie to chciałem... Maya, proszę!
Nie! Nie dotykaj mnie!|Zostaw, błagam. Dev, proszę...
Miałeś rację. Nie wiemy,|co zobaczymy po wyjściu z dworca.
Idziemy?
Wszystko brudne.|Nie sprzątałam od tylu dni.
Napijesz się kawy?|Kawy, tato?
To Rishi. Kładzie wszystko byle gdzie.|Gdzie popadnie...
Tato, herbaty? Nie pijesz herbaty.
Zwariowałam. Co ja gadam?|Jak ja tu posprzątam... To...
Co tak późno?
Tak... Za późno.
Stary...
Przekazać coś mamie?
Maya...
Chciałam przeprosić, tato.|Ale przeprasza się za błędy.
Jaka jest kara za egoizm?
Jestem ojcem. Nie mogę cię ukarać.|Tylko dać ci radę.
Zostaw Rishiego. Nie kochasz go.
Będąc z nim, nie pozwalasz|mu znaleźć prawdziwej miłości.
I sobie też.
Taki niespełniony związek|nie przyniesie nikomu szczęścia.
Tato...
To nie twoja wina, Maya.
Miłość i śmierć...|... przychodzą nieproszone.
Nikt nie ma na nie wpływu.
Tato...
On umiera... Nie wyjdzie z tego.
Nie chcę stracić ojca...
Ale mam ciebie.
Ćandigar- h...
Wiedzieliśmy,|że nasza podróż dobiegła końca.
Nasza miłość wydawała ostatnie tchnienie.
Musieliśmy je chwycić.|I tchnąć nowe życie w nasze związki.
Wyznać prawdę Rishiemu i Rhei, bo...|... kłamiąc, nie znajdzie się szczęścia.
Nikt nie wiedział tego|lepiej od nas. Nikt.
Było:
W moim życiu jest inna kobieta.
To już naprawdę nie jest śmieszne.
Nie żartuję.
Przez ostatnie sześć miesięcy...
Ale to już się skończyło...
Maya.
Dlaczego tak się stało...|Nie potrafię odpowiedzieć.
Ale chcę dać naszemu|małżeństwu drugą szansę.
Jest:
W moim życiu... jest in na kobieta.
To nie jest śmieszne.
Nie żartuję. Od pół roku.
Ale to już... skończone.
Maya...
Nie umiem ci powiedzieć,|dlaczego do tego doszło.
Ale chcę... dać naszemu małżeństwu|jeszcze jedną szansę.
Było:
Ma znaczenie dla mnie.
Gdybym zrobiła to, co|ty... wybaczyłbyś mi?
Nie zrobiłbyś tego, Dev.|Nigdy byś mi nie wybaczył.
Bedziesz musiał opuścić ten|dom. To koniec tego małżeństwa.
Rishi... Posłuchaj mnie!
Posłuchaj mnie, Rishi! Rishi!
Spałaś z nim?
Spałaś z nim? Powiedz mi, Maya...
I jak było? Podobało ci się?
Podobało ci się? Powiedz mi!
Powiedz mi!
Jakie to dziwne, Maya.|Wciąż czyściłaś ten dom
a dziś wniosłaś do niego tyle brudu.
Nie mów tak, Rishi.|- Więc co mam mówić?
Co mam robić?
Uczcić to?
Mam uczcić to, że moja żona|sypia z innym facetem?
Przepraszam, Rishi...|Przepraszam... Przepraszam.
Dlaczego to zrobiłaś...
Dlaczego mi to zrobiłaś, Maya?
Kochałem cię tak bardzo...
Bardziej niż siebie.
Bardziej, niż życie.
Ale to ci nie wystarczało, prawda?
To nie tak, Rishi...
To jak jest, Maya?
Każdego dnia budziłem|się, widząc twoje oczy,
szukając twojej twarzy.
Ale teraz będę widział tylko jego.
I nie będę w stanie tego znieść.
Ale tamten związek jest|już skończony, Rishi...
Ten związek jest skończony, Maya.
W takim razie, mam odejść...?
Nie zatrzymam cię.
Postaraj się mnie nie|nienawidzić, Arjun.
Jest:
Dla mnie ma.
A gdybym to ja cię zdradziła?|Wybaczyłbyś mi?
Nie, Dew. Nigdy byś mi nie wybaczył.
Musisz się wyprowadzić.|To koniec.
Rishi! Posłuchaj! Proszę! Rishi!|Posłuchaj... Rishi...
Spałaś z nim?! Spałaś? Co?
Jak było?|Dobrze? Podobało ci się?
Powiedz. Dobrze ci było?!
Jakie to dziwne.|Wciąż sprzątałaś nasz dom.
Dziś sama wniosłaś tu tyle brudu!
- Nie mów tak.|- A jak?!
Nie mów tak...
Co mam zrobić?! Świętować?!|Mam to uczcić?!
Uczcić to, że moja żona sypia z innym?!
Przepraszam... Przepraszam.|Wybacz mi, Rishi...
Wybacz.
Dlaczego?
Wybacz...
Dlaczego to zrobiłaś?|Tak bardzo cię kochałem.
Bardziej niż siebie samego.|Bardziej niż życie.
To ci nie wystarczało? Co, Maya?
- To nie tak.|- A jak?!
Wiesz... Co dzień rano najpierw|patrzyłem ci w oczy.
Szukałem swojego odbicia.|Teraz zobaczę tylko twarz tamtego.
Nie potrafię tego znieść.|Nie zniosę tego.
To już skończone.
Z nami też koniec.
Mam odejść?
Nie zatrzymuję cię.
Nie znienawidź mnie, Arjun. Proszę.
Było:
Dev nie pytał mnie o|zdanie, zanim cię zdradził.
Ty także nie pytałaś mnie,|kiedy wyrzuciłaś go z domu.
Ale oczy mojego wnuka|pytają, czy go zostawię.
Nie mogę tego zrobić, Rhea.
Więc jeśli nie będziesz|miała nic przeciwko,
chciałabym zostać z tobą.
Jest:
Dev nie spytał mnie o zdanie,|zanim cię zostawił.
Ty mnie nie spytałaś,|zanim go wyrzuciłaś.
Ale w oczach mojego wnuka wciąż|widzę pytanie
- czy i ja go zostawię.|Nie potrafię.
Jeśli nie masz nic przeciwko|chciałabym zostać z wami.
Było:
Halo.|- Halo...
Jest:
Halo? Słucham? Halo?
Było:
Taak... Zadzwoniłam przez pomyłkę.
Wszystko w porządku?
Czy ty... powiedziałaś|Rishiemu... Rishiemu?
Powiedziałam mu wszystko.
Jak zareagował?
Na początku był bardzo zły.
Ale wiem, że z czasem mi wybaczy.
Jest dobrym człowiekiem.
Jest:
Wcisnęłam guzik przez pomyłkę.
Nic ci nie jest?
Czy ty... Rishiemu...?
Tak. Powiedziałam mu wszystko.
Co on na to?
Był wściekły.|Ale wiem, że z czasem mi wybaczy.
To dobry człowiek.
Było:
Nawet ona wybaczy mi z czasem...|W końcu rodzina jest rodziną.
Tak... rodzina jest rodziną.
Tak, Rhea, już idę.
I nawet ja jestem w domu... z Rishim.
Bądź szczęśliwa..
Żegnaj...
Wszystkie nasze związki|definiowało to jedno słowo.
Każde z nas straciło domy i|nie powiedziało o tym drugiemu.
Już nie miałem nadziei|na ponowne spotkanie.
Umarła dawno temu...
*Ty to wiesz, *
*i ja to wiem, *
*że nasze drogi się rozeszły*
*Lecz pozostaniesz w|moich wspomnieniach*
*Nigdy nie mów "żegnaj"*
*Nigdy nie mów "żegnaj"*
Dzień dobry, witajcie.
Od dziś będę waszą nową nauczycielką.|Nazywam się Maya Tal... Maya.
*Już stracone szczęście,|które mieliśmy*
*Pozostał nam tylko smutek. *
*Próbowalem to zrozumieć,|próbowałem się z tym pogodzić*
*ale moje serce wciąż|nie może zaznać spokoju*
*nie może zaznać spokoju*
*Czy to płyną łzy, czy płonie lawa? *
*Czuję, jakby to ogień|płynął z moich oczu*
*Nigdy nie mów "żegnaj"*
*Nigdy nie mów "żegnaj"*
*Zmieniają się pory roku*
*a ból pozostaje taki sam*
*Kolory nieszczęścia są tak głębokie, *
*że nie zblakną już nigdy*
*już nigdy*
*Kto wie, co może się wydarzyć? *
*Przez co jeszcze|będziemy musieli przejść? *
*Nigdy nie mów... *
*Nigdy nie mów "żegnaj"*
*Ty to wiesz, *
*i ja to wiem, *
*że nasze drogi się rozeszły*
*Lecz pozostaniesz w|moich wspomnieniach*
*Nigdy nie mów "żegnaj"*
*Nigdy nie mów "żegnaj"*
Wiesz Maya, że przez te trzy|lata starałem się bardzo,|żeby cię znienawidzić?
Żeby cię zapomnieć? Ale nie mogłem.
Nie mogłem, Maya.
Porzuciłaś dom, ale|dom cię nie porzucił...
Miałaś rację, byłem dzieckiem.
Nie potrafiłem cię|zrozumieć. Teraz to wiem.
Dorosłem, Maya.
I znów kogoś kocham.
Żenię się.
Jest:
Ona też z czasem mi wybaczy.
W końcu rodzina to rodzina.
Tak. Rodzina to rodzina.
Tak, Rhea. Już idę!
Ja też jestem w domu. Z Rishim.
Bądź szczęśliwa.
Żegnaj.
To słowo położyło|kres naszym związkom.
Zostawiliśmy nasze rodziny,|ale zatailiśmy to przed sobą.
Nigdy nie widziałem, by nadzieja na|ponowne spotkanie umarła tak spokojnie.
Witamy w Filadelfii
I ty wiesz. I ja wiem.
Że nasze drogi rozchodzą się.
Nawet jeśli ode mnie oddalisz się,
pozostań w mych wspomnieniach, proszę.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Decyzja o rozwiązaniu|związku małżeńskiego
Dzień dobry, dzieci.
Dzień dobry pani.
Od dziś będę was uczyć.|Nazywam się Maya Tal...
Jestem Maya.
Przepadły wszystkie nasze radości.
Tylko smutek nie chce odejść.
Próbowałem wytłumaczyć sercu,|rozweselić je.
Nie znajduje spokoju.
Nie znajduje spokoju.
To łzy czy żarzące się węgielki?|Ogień płynie z oczu zamiast łez.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Pory roku przychodzą i odchodzą.
Ale ból wciąż jest ten sam.
Kolor smutku jest tak głęboki i ciemny,
że przez wieki nie wyblaknie.
Nie wyblaknie.
Kto wie, co się stanie.
Co jeszcze będziemy musieli znieść.
Nigdy nie mów...
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
I ty wiesz.|I ja wiem.
Że nasze drogi rozchodzą się.
Nawet jeśli ode mnie oddalisz się,
pozostań w mych|wspomnieniach, proszę.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
Nigdy nie mów 'żegnaj'.
TRZY LATA PÓŹNIEJ
Dzięki.
Cały czas próbowałem cię znienawidzić.|I zapomnieć.
Ale nie umiałem. Nie potrafiłem.
Zostawiłaś dom, ale dom|nigdy się ciebie nie wyrzekł.
Miałaś rację. Byłem dzieckiem.
Nie potrafiłem cię zrozumieć.|Teraz to wiem.
Wydoroślałem.
Znów jestem zakochany.|Żenię się.
Było:
Cieszę się.
Ma na imię Catherine.
I chcę, żebyś była świadkiem|na moim ślubie, Maya.
Poza tobą nie mam nikogo,|ty jesteś moją rodziną.
Zawsze nią byłaś. I zawsze będziesz.
Jest:
Bardzo się cieszę. Bardzo.
Catherine. Ma na imię Catherine.
Chcę, żebyś była moim drużbą, Maya.
Tak?
Nie mam nikogo prócz ciebie.|Jesteś moją rodziną.
Zawsze byłaś i będziesz.
Było:
Tata!
Gdziekolwiek on jest... jest z nami.
Jest:
Gdziekolwiek jest, jest z nami.
Było:
Jai, nie jestem na to gotowa.
Po tylu latach wreszcie|jestem matką dla mojego syna
i jestem szczęśliwa. Na|razie to mi starczy. I...
Nie musisz nic mówić.
Chce tylko, żebyś wiedziała,|że będę czekał. OK?
Przepraszam. Przyszedłem|się tylko pożegnać.
Rhea, przygotuj się.|Będe czekał na zewnątrz.
Powodzenia z pracą w Kanadzie.
O ktorej odjeżdża twój pociąg?
Jest:
Jai... Nie jestem gotowa.
Wreszcie mogę być matką dla Arjuna.|Na razie wystarczy mi więź z synem. I...
Nic nie mów. Pamiętaj,|że będę czekał. Dobrze?
Przepraszam. Przepraszam.|Przyszedłem się pożegnać.
Rhea, szykuj się.|Poczekam na zewnątrz.
Powodzenia w nowej pracy w Kanadzie.
Dziękuję.
On jest...
O której masz pociąg?
Było:
Wiem, spotkałem mamę.
Pewnie zapomniał, że dzisiaj wyjeżdżam.
Rhea, straciłem prawo, by|prosić cię o wybaczenie,
ale nie chcę stracić|prawa pobłogosławienia cię.
Bądź szczęśliwa.
Kontaktuj się z nami.|- Pewnie.
Boże, Rhea... Naprawdę|jesteśmy spóźnieni.
Przepraszam, Jai.
Jest:
Wiem. Spotkałem mamę.|Zapomniał, że dziś wyjeżdżam.
Rhea... Nie mam prawa|prosić cię o przebaczenie.
Ale chyba mogę ci dobrze życzyć.
Jeśli...
Udanego życia.
Bądźmy w kontakcie.|Będziemy.
Powinienem... już iść.
- Spóźniliśmy się.|- Wybacz, Jai.
Było:
Jai, zabiję cię! Nie|było cię na ceremonii!
To nie moja wina, kochanie.|To wszystko przez Rheę.
Jest:
Catherine.
Jai! Zabiję cię.|Spóźniłeś się na ślub.
To nie moja wina. Tylko Rhea.
Było:
Rhea... W końcu mogę cię poznać!
Jai wciąż o tobie mówi.
Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.
Oczywiście! Nie poznałaś|jeszcze mojego męża... Kochanie?
Poznaj mojego najlepszego|przyjaciela... To jest...
Rhea...|- Rishi?
Świetnie, znacie się?
Tak, znamy.
Gratulacje, jesteś szczęściarzem!
Dzięki.
Jai, w życiu nie uwierzysz,|kto przyjechał do miasta...
Skarbie, spotkamy się później... Rhea...
Do zobaczenia.
Rishi? Twój ślub? Co z Mayą?
Maya i ja rozstaliśmy|się trzy lata temu.
I ty tutaj? Z Jaiem?
Dev i ja rozwiedliśmy|się trzy lata temu.
Ale czy Dev i Maya o tym wiedzą?
Maya... O co chodzi, Maya?
Nie możesz spojrzeć mi w oczy?
Bo złamałaś mi serce?|Rozbiłaś mi rodzinę?
Jak mogłabyś złamać coś,|co już było złamane, Maya?
Być może nie powinnaś wypełniać|tej pustki między mną a Devem.
Ale co mogłaś zrobić?|Miłość Deva taka jest.
Spytaj mnie. Wiem to.
Nie bądź tak wielkoduszna, Rhea,|bo czuję się jeszcze gorzej.
Nie jestem aż tak miłosierna.
Kiedy Dev powiedział mi|o was, zostawiłam go.
Ale nie sądzę, żebyś to wiedziała.
Jakie to dziwne... Miłość,|która odmieniła przeznaczenia
dwóch różnych rodzin, dziś jest samotna.
Ja żyję dalej, Rishi żyje dalej...
A wy zostaliście z tyłu.
Może to jest nasza kara.
Taka mała kara?
Spróbuj żyć z Devem, wtedy dopiero|zobaczysz, co to jest kara...
OK, musiałem walczyć o to z|tłumem rozszalałych kobiet.
To tradycja.
Dziewczyna, która dostanie te|kwiaty, dostanie nowe życie,
nowe szczęście... I chcę,|żebyś to była ty, Maya.
Przez tyle lat twoje|serce szukało miłości,
którą jest Dev.
I jeśli się nie pospieszysz,|twoja miłość jeszcze|bardziej się od ciebie oddali.
Dev wyjeżdża do Toronto. Ma|pociąg za piętnaście minut.
Idź, Maya. Zatrzymaj swoją|miłość, zanim będzie za późno.
Idź.
Jest:
Rhea... Miło cię w końcu poznać.|Jai wciąż o tobie mówi.
Oby dobrze.
Jasne! Poznajcie mojego męża.
Kochanie?
To mój stary przyjaciel...
- Rhea...|- Rishi?
Świetnie! Znacie się?
Tak.
- Gratulacje. Szczęściarz z ciebie.|- Dzięki.
Nie uwierzysz, kto przyjechał!
Przepraszam, skarbie. Rhea...
Zaraz wrócę.
Rishi? Twój ślub? A co z Mayą...?
Rozstaliśmy się trzy lata temu.
A ty? Jesteś tu z Jaiem?
Dev i ja rozwiedliśmy się trzy lata temu.
Czy... Dev i Maya o tym wiedzą?
Maya!
O co chodzi?
Nie możesz spojrzeć mi w oczy?|Porozmawiać ze mną?
Dlatego, że odebrałaś mi męża?
To nie tak.|Nie układało nam się od dawna.
Może nie powinnaś wypełniać pustki między mną a Devem.
Ale co mogłaś zrobić?|Miłość Deva już taka jest.
Spytaj mnie. Wiem coś o tym.
Nie bądź aż tak wyrozumiała,|bo czuję się jeszcze gorzej.
Nie jestem. Gdy Dev powiedział|mi o tobie, zostawiłam go.
Chyba o tym nie wiesz.
Dziwne. Miłość, która odmieniła losy|dwóch rodzin, dziś sama cierpi.
Ja i Rishi ruszyliśmy do przodu.
Wy dwoje zostaliście z tyłu.
Może to nasza kara.
Taka lekka? Spróbuj żyć z Devem.|Zobaczysz, co znaczy kara.
Dobra... Walczyłem o to z setką babek.|To taki obyczaj.
Ta, która dostanie bukiet,|zacznie nowe życie.
Znajdzie szczęście. Chcę, żebyś ty go dostała, Maya.
Twoje serce od lat szuka celu.
Jest nim Dev.
Jeśli się nie pospieszysz,|jeszcze bardziej się od ciebie oddali.
Dev jedzie do Toronto.|Pociąg odjeżdża za kwadrans.
Idź i znajdź swoją miłość. Idź.
Było:
A Rhea?
Nawet ona wybaczy mi z czasem.
Jest:
- A Rhea?|- Ona też z czasem mi przebaczy.
Było:
Jesteś pewna, że ubrałaś|się odpowiednio na stację?
Przepraszam... Trochę|czasu minęło, prawda?
Jest:
Elegancki strój jak na dworzec. Wybacz.
Minęło sporo czasu.
Było:
Ja też już tu nie mieszkam.|Ja tu tylko jestem.
Patrz, gdzie leziesz!
Nic się nie zmieniłeś, Dev...|Wciąż się o wszystko złościsz.
To moja własna złość, ona mnie|nie opuszcza. Miłość zawsze|może mnie zostawić i odejść.
Co zrobisz, jeżeli ta|utracona miłość wróci?
Co mógłbym teraz zrobić, Maya?|Powiedziałbym: "wracaj, skąd przyszłaś"...
Dev... Tylko ja wiem, jak|przetrwałam ostatnie trzy lata.
Nie było momentu, w którym|bym o tobie nie myślała.
Ale przekonywałam się, że|z tobą wszystko w porządku,
że jesteś szczęśliwy ze swoją rodziną...
Myślałam o twoim szczęściu, myślałam...
że ono zmniejszy mój smutek.
A dziś dowiedzialam się, że|byłeś tak samo samotny jak ja.
Jest:
Ja tak, ale jestem tu obcy.
Jak chodzisz!
Nic się nie zmieniło?|Wszystko cię złości.
Złość nigdy mnie nie opuści.|Nie tak jak miłość.
A gdybyś spotkał tę utraconą miłość?
Poprosiłbym : "Wracaj tam,|gdzie twoje miejsce". Muszę iść.
Dev... Tylko ja wiem,|jak ciężkie były te trzy lata.
Ciągle o tobie myślałam.
Przekonywałam samą siebie,|że masz się dobrze.
Że jesteś szczęśliwy ze swoją rodziną.
Myślałam o twoim szczęściu.|I czułam się mniej nieszczęśliwa.
I czułam się mniej nieszczęśliwa.
Dziś dowiedziałam się,|że jesteś równie samotny jak ja.
Było:
Ja też byłam sama przez te trzy lata...
Sama... Tak jak ty...
Dlaczego, Dev?
Dlaczego tak się stało? Dlaczego?
Dlaczego się spotkaliśmy?|Dlaczego się rozstaliśmy?|Dlaczego, Dev? Dlaczego?
Wszyscy dzielą ze sobą|swoje radości i smutki.
Ja chcę dzielić z tobą moją karę.
Moje życie może nie być|kompletne, kiedy będę z tobą żyć,
ale przynajmniej będzie to życie.
Czy będziesz dzielić ze mną|to niekompletne życie, Maya?
Odpowiedz mi, Maya. To boli...
Odpowiedz... Nie mogę|tu siedzieć cały...
Co mam jeszcze zrobić? Iść ma kolanach?!
Zamknij się. Po prostu się|zamknij... I mów uprzejmiej.
Dobrze... Cześć.|Dziękuję. Miło cię poznać.
Jest:
Ja też od trzech lat jestem zupełnie|sama. Samotna... Jak ty...
Dlaczego tak się zdarzyło, Dev?|Dlaczego?
Dlaczego się spotkaliśmy?|A potem rozstaliśmy?
Dlaczego? Dev...
Wszyscy dzielą radości i smutki.|Ja chcę dzielić z tobą moją karę.
Moje życie nawet z tobą|u boku może nie być idealne.
Ale będę czuł, że żyję.
Będziesz ze mną dzielić|to niedoskonałe życie?
Mów szybko. Noga mnie boli.
Odpowiedz. Nie mogę cały dzień...|Czego chcesz? Mam paść na kolana?
Cicho! Bądź bardziej uprzejmy.
Dobrze. Witaj! Dziękuję.|Miło cię poznać, Maya.