o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
92895 (jako 'było') z ID:
112342 (jako 'jest').
Było:
Halo, proszę pana,|da pan na obiad rodakowi?
- Kupi pan kupon loterii państwowej?|- Zmykaj. Nie chcę żadnych kuponów.
Jest:
Halo, proszę pana, | da pan na obiad rodakowi?
- Kupi pan kupon loterii państwowej? | - Zmykaj. Nie chcę żadnych kuponów.
Było:
Jeden kupon kosztuje tylko 4 peso.|Na pewno pan wygra.
Jest:
Jeden kupon kosztuje tylko 4 peso. | Na pewno pan wygra.
Było:
Może pan kupić ćwierć kuponu za 1 peso.
Jeśli się ode mnie nie odczepisz,|chlusnę ci tą wodą prosto w twarz.
To może jedną dziesiątą kuponu za 40...
A jedną dwudziestą, seńor?|Kosztuje tylko 20 centavos.
Niech pan zsumuje liczby. Otrzyma pan 13.
To najlepszy numer. Na pewno wygra.
- Jasne, kiedy losowanie?|- Za trzy tygodnie.
Daj mi jedną dwudziestą i zejdź mi z oczu.
Jest:
Może pan kupić | ćwierć kuponu za 1 peso.
Jeśli się ode mnie nie odczepisz, | chlusnę ci tą wodą prosto w twarz.
To może jedną dziesiątą | kuponu za 40...
A jedną dwudziestą, seńor? | Kosztuje tylko 20 centavos.
Niech pan zsumuje liczby. | Otrzyma pan 13.
To najlepszy numer. | Na pewno wygra.
- Jasne, kiedy losowanie? | - Za trzy tygodnie.
Daj mi jedną dwudziestą | i zejdź mi z oczu.
Było:
Ja mam same szczęśliwe numery.|Życzę szczęścia.
Jest:
Ja mam same szczęśliwe numery. | Życzę szczęścia.
Było:
- Gorąco.|- Tak.
Jest:
- Gorąco. | - Tak.
Było:
Gdybym załapał jakąś pracę|i zarobił na bilet na statek,
Jest:
Gdybym załapał jakąś pracę | i zarobił na bilet na statek,
Było:
Gdybym był stąd,|kupiłbym pastę do butów...
i został pucybutem.|Ale jako gringo nie mam szans.
Mogę tylko siedzieć na ławce,|aż umrę z głodu.
Mogę wyżebrać coś od innego gringo|albo coś podwędzić.
Jest:
Gdybym był stąd, | kupiłbym pastę do butów...
i został pucybutem. | Ale jako gringo nie mam szans.
Mogę tylko siedzieć na ławce, | aż umrę z głodu.
Mogę wyżebrać coś od innego gringo | albo coś podwędzić.
Było:
albo sprzedawać lemoniadę na ulicy,|a jesteś skończony.
Jest:
albo sprzedawać lemoniadę na ulicy, | a jesteś skończony.
Było:
- To nie jest miasto dla biedaka.|- A które jest?
Jest:
- To nie jest miasto dla biedaka. | - A które jest?
Było:
Pierwszy raz widzę taką bezczelność.
Jest:
Pierwszy raz widzę | taką bezczelność.
Było:
Kiedy czyścili mi buty, dostałeś znowu.
Teraz znowu próbujesz mnie naciągnąć.
Mam prośbę.|Spróbuj raz naciągnąć kogoś innego.
- To zaczyna być męczące.|- Przepraszam. Nie wiedziałem, że to pan.
Nie zwróciłem uwagi na twarz.|Patrzyłem tylko na ręce i pieniądze.
Proszę mi wybaczyć. Obiecuję,|że nie będę się pana czepiał.
Jest:
Kiedy czyścili mi buty, | dostałeś znowu.
Teraz znowu | próbujesz mnie naciągnąć.
Mam prośbę. | Spróbuj raz naciągnąć kogoś innego.
- To zaczyna być męczące. | - Przepraszam. Nie wiedziałem, że to pan.
Nie zwróciłem uwagi na twarz. | Patrzyłem tylko na ręce i pieniądze.
Proszę mi wybaczyć. Obiecuję, | że nie będę się pana czepiał.
Było:
Masz tu 1 peso, żebyś nie zapomniał|o swojej obietnicy.
- Dziękuję panu.|- Ale pamiętaj,
teraz musisz sobie radzić bez mojej pomocy.
Hej, kolego, dasz na obiad rodakowi?
Jest:
Masz tu 1 peso, żebyś nie zapomniał | o swojej obietnicy.
- Dziękuję panu. | - Ale pamiętaj,
teraz musisz sobie | radzić bez mojej pomocy.
Hej, kolego, | dasz na obiad rodakowi?
Było:
Jeśli chcesz pieniędzy, dam ci pracę.
- Gdzie jest haczyk?|- Nie ma żadnego.
Proponuję ci pracę.|To ciężka praca, ale dobrze płatna.
- Pracowałeś przy budowie obozu?|- Pewnie.
Zaraz odpływa prom,|brakuje jednego z moich ludzi.
Nie wiem, co się stało.|Pewnie upił się i śpi w jakiejś norze.
- Ile pan płaci?|- 8 dolarów za dzień.
Nie stój tak.|Decyduj się, prom nie będzie czekał.
- Zgoda.|- Chodź.
- Cześć.|- Cześć, kolego.
Jest:
Jeśli chcesz pieniędzy, | dam ci pracę.
- Gdzie jest haczyk? | - Nie ma żadnego.
Proponuję ci pracę. | To ciężka praca, ale dobrze płatna.
- Pracowałeś przy budowie obozu? | - Pewnie.
Zaraz odpływa prom, | brakuje jednego z moich ludzi.
Nie wiem, co się stało. | Pewnie upił się i śpi w jakiejś norze.
- Ile pan płaci? | - 8 dolarów za dzień.
Nie stój tak. | Decyduj się, prom nie będzie czekał.
- Zgoda. | - Chodź.
- Cześć. | - Cześć, kolego.
Było:
Jest 54 stopni w cieniu, a na tym żurawiu|nie ma wcale cienia.
Pomyślcie sobie, że jesteście milionerami|w prywatnej łaźni parowej.
Jest:
Jest 54 stopni w cieniu, a na tym żurawiu | nie ma wcale cienia.
Pomyślcie sobie, że jesteście milionerami | w prywatnej łaźni parowej.
Było:
tym szybciej wrócimy do miasta|i napijemy się chłodnego piwa.
Jeśli uwiniecie się w dwa tygodnie,|dostaniecie premię.
Tak, zasłużyliśmy na nią,|pracując po 16, 18 godzin dziennie.
Nie narzekajcie. Mało wam?
Jest:
tym szybciej wrócimy do miasta | i napijemy się chłodnego piwa.
Jeśli uwiniecie się w dwa tygodnie, | dostaniecie premię.
Tak, zasłużyliśmy na nią, | pracując po 16, 18 godzin dziennie.
Nie narzekajcie. | Mało wam?
Było:
Skoro mowa o pieniądzach,|kiedy będzie wypłata?
- Nie dostałem jeszcze złamanego dolara.|- Dostaniesz swoje pieniądze,
spokojna głowa, kiedy wrócimy do Tampico.
Zresztą po co ci pieniądze na tym|pustkowiu, żeby je przegrać w karty?
Dostaniesz swoją dolę,|jak zejdziemy z promu.
Agent miał tu na mnie czekać z pieniędzmi.
Jest:
Skoro mowa o pieniądzach, | kiedy będzie wypłata?
- Nie dostałem jeszcze złamanego dolara. | - Dostaniesz swoje pieniądze,
spokojna głowa, | kiedy wrócimy do Tampico.
Zresztą po co ci pieniądze na tym | pustkowiu, żeby je przegrać w karty?
Dostaniesz swoją dolę, | jak zejdziemy z promu.
Agent miał tu na mnie czekać | z pieniędzmi.
Było:
Ale nie martwcie się.|Pójdę do biura i przyniosę pieniądze.
Jest:
Ale nie martwcie się. | Pójdę do biura i przyniosę pieniądze.
Było:
Nie ufacie mi? Myślicie, że ucieknę z forsą?
Jest:
Nie ufacie mi? | Myślicie, że ucieknę z forsą?
Było:
Dobrze, spotkajmy się|w barze Cantina Madrid.
Jest 14:15. Będę tam o 15:00.
Pat McCormick. Przychodzi tu czasami.
Jest:
Dobrze, spotkajmy się | w barze Cantina Madrid.
Jest 14:15. | Będę tam o 15:00.
Pat McCormick. | Przychodzi tu czasami.
Było:
Pat McCormick? Dlaczego go szukacie?
- Miał się tu z nami spotkać.|- Jest wam winien jakieś pieniądze?
Jest:
Pat McCormick? | Dlaczego go szukacie?
- Miał się tu z nami spotkać. | - Jest wam winien jakieś pieniądze?
Było:
Tylko obcokrajowcy i naiwni Amerykanie|dają się nabrać na jego sztuczki.
Jest:
Tylko obcokrajowcy i naiwni Amerykanie | dają się nabrać na jego sztuczki.
Było:
Wynajmuje takich naiwniaków jak wy.
A kiedy przychodzi do zapłaty, ulatnia się.
Ile nam zostało z tych 10 dolarów,|które nam dał, Dobbsie?
- 2,50$.|- Nie wystarczy nawet na nocleg.
Znam takie jedno miejsce. Pełno tam|szczurów, skorpionów i karaluchów.
Jest:
Wynajmuje takich | naiwniaków jak wy.
A kiedy przychodzi do zapłaty, | ulatnia się.
Ile nam zostało z tych 10 dolarów, | które nam dał, Dobbsie?
- 2,50$. | - Nie wystarczy nawet na nocleg.
Znam takie jedno miejsce. Pełno tam | szczurów, skorpionów i karaluchów.
Było:
Złoto w Meksyku? Jest na pewno.|Niecałe 10 dni stąd koleją.
Góry czekają na właściwego człowieka,|który odkryje i wykradnie ich skarb.
Pytanie tylko: czy jesteś tym człowiekiem?
Bogate żyły złota trafiają się rzadko.|Trzeba ich długo szukać.
Jak myślisz, dlaczego złoto kosztuje|20$ za uncję?
- Nie wiem. Bo jest rzadkie.|- Tysiąc ludzi idzie szukać złota.
Po pół roku do jednego z nich|uśmiecha się szczęście.
Jego łup to nie tylko rezultat jego trudu,|ale również trudu tych 999 pozostałych.
Jest:
Złoto w Meksyku? Jest na pewno. | Niecałe 10 dni stąd koleją.
Góry czekają na właściwego człowieka, | który odkryje i wykradnie ich skarb.
Pytanie tylko: | czy jesteś tym człowiekiem?
Bogate żyły złota trafiają się rzadko. | Trzeba ich długo szukać.
Jak myślisz, dlaczego złoto kosztuje | 20$ za uncję?
- Nie wiem. Bo jest rzadkie. | - Tysiąc ludzi idzie szukać złota.
Po pół roku do jednego z nich | uśmiecha się szczęście.
Jego łup to nie tylko rezultat jego trudu, | ale również trudu tych 999 pozostałych.
Było:
Złoto jest tyle warte,|bo trzeba wiele wysiłku, by je znaleźć.
- Nigdy tak o tym nie myślałem.|- Nie ma innego wyjaśnienia.
Złoto do niczego się nie nadaje.|Tylko na biżuterię i złote zęby.
Jest:
Złoto jest tyle warte, | bo trzeba wiele wysiłku, by je znaleźć.
- Nigdy tak o tym nie myślałem. | - Nie ma innego wyjaśnienia.
Złoto do niczego się nie nadaje. | Tylko na biżuterię i złote zęby.
Było:
Najpierw mówisz sobie,|że zadowolisz się 25000$.
Tak mi dopomóż Bóg. Jak Boga kocham.|Piękne postanowienie.
Po wielu miesiącach znoju i niedojadania,|kiedy nic nie znalazłeś,
Jest:
Najpierw mówisz sobie, | że zadowolisz się 25000$.
Tak mi dopomóż Bóg. Jak Boga kocham. | Piękne postanowienie.
Po wielu miesiącach znoju i niedojadania, | kiedy nic nie znalazłeś,
Było:
W końcu mówisz:|"Panie spraw, bym znalazł choć 5000$,
"a nie poproszę cię o nic więcej|do końca życia".
Jest:
W końcu mówisz: | "Panie spraw, bym znalazł choć 5000$,
"a nie poproszę cię o nic więcej | do końca życia".
Było:
Ale kiedy już je masz,|nie możesz na tym poprzestać.
Chęć pomnożenia fortuny jest większa|niż obawa przed śmiercią.
Masz 10000, chcesz 25000.|Masz 25000, chcesz 50000.
50000, potem 100000. Jak ruletka.
Mówisz sobie: ostatni raz.|A potem grasz znowu.
Ze mną tak by nie było. Przysięgam.
Wystarczyłoby mi tyle, ile chciałem znaleźć.
Jest:
Ale kiedy już je masz, | nie możesz na tym poprzestać.
Chęć pomnożenia fortuny jest większa | niż obawa przed śmiercią.
Masz 10000, chcesz 25000. | Masz 25000, chcesz 50000.
50000, potem 100000. | Jak ruletka.
Mówisz sobie: ostatni raz. | A potem grasz znowu.
Ze mną tak by nie było. | Przysięgam.
Wystarczyłoby mi tyle, | ile chciałem znaleźć.
Było:
leżało i czekało, bym się po nie schylił.
Kopałem na Alasce, w Kanadzie i Kolorado.
Byłem w Hondurasie,|zarobiłem na podróż do domu...
i ledwo zostało, by wyleczyć się z febry.
Kopałem w Kalifornii i Australii.|Praktycznie na całym świecie.
Jest:
leżało i czekało, | bym się po nie schylił.
Kopałem na Alasce, | w Kanadzie i Kolorado.
Byłem w Hondurasie, | zarobiłem na podróż do domu...
i ledwo zostało, | by wyleczyć się z febry.
Kopałem w Kalifornii i Australii. | Praktycznie na całym świecie.
Było:
Co więc robisz tutaj bez grosza przy duszy?
To przez złoto. To właśnie robi z ludźmi.
Nie znam poszukiwacza,|który by umarł w dostatku.
Po dorobieniu się fortuny,|roztrwoni ją, goniąc za nową.
Jest:
Co więc robisz tutaj | bez grosza przy duszy?
To przez złoto. | To właśnie robi z ludźmi.
Nie znam poszukiwacza, | który by umarł w dostatku.
Po dorobieniu się fortuny, | roztrwoni ją, goniąc za nową.
Było:
Choć siły już nie te, co kiedyś,|w środku wciąż drzemie poszukiwacz.
W każdej chwili gotów jestem wyruszyć,|jeśli ktoś mi zaproponuje.
Wolałbym iść sam. Tak jest najlepiej.
Samotność nie jest dla każdego.|Niektórych doprowadza do szaleństwa.
Ale wyprawa ze wspólnikiem to ryzyko.|Zdarzają się morderstwa.
Jest:
Choć siły już nie te, co kiedyś, | w środku wciąż drzemie poszukiwacz.
W każdej chwili gotów jestem wyruszyć, | jeśli ktoś mi zaproponuje.
Wolałbym iść sam. | Tak jest najlepiej.
Samotność nie jest dla każdego. | Niektórych doprowadza do szaleństwa.
Ale wyprawa ze wspólnikiem to ryzyko. | Zdarzają się morderstwa.
Było:
Dopóki niczego nie znajdą,|dopóty panuje zgoda.
Ale kiedy góra złota zaczyna rosnąć,|pojawiają się kłopoty.
Nie miałbym nic przeciwko takim kłopotom.
Jest:
Dopóki niczego nie znajdą, | dopóty panuje zgoda.
Ale kiedy góra złota zaczyna rosnąć, | pojawiają się kłopoty.
Nie miałbym nic przeciwko | takim kłopotom.
Było:
gaduła w Oso Negro...
powiedział...
o tym, jak złoto zmienia człowieka,|że nie jest już taki sam,
Jest:
gaduła w Oso Negro powiedział...
o tym, jak złoto zmienia człowieka, | że nie jest już taki sam,
Było:
Złoto samo w sobie nie jest przekleństwem.
Wszystko zależy od tego,|czy trafi we właściwe ręce.
Jest:
Złoto samo w sobie | nie jest przekleństwem.
Wszystko zależy od tego, | czy trafi we właściwe ręce.
Było:
zarówno błogosławieństwem,|jak i przekleństwem.
Patrz, kto wychodzi z hotelu Bristol.
Czy to Pat McCormick, czy mi się zdaje?
Jest:
zarówno błogosławieństwem, | jak i przekleństwem.
Patrz, kto wychodzi | z hotelu Bristol.
Czy to Pat McCormick, | czy mi się zdaje?
Było:
- Pogadajmy z nim.|- Dobierzmy mu się do skóry.
Jest:
- Pogadajmy z nim. | - Dobierzmy mu się do skóry.
Było:
- To panowie Dobbs i Curtin, a to Seńorita...|- López.
López. Zapraszam was na drinka.
Mam coś do załatwienia z tymi panami.
Idź do hotelu i zaczekaj tam na mnie.|Zaraz przyjdę.
Jest:
- To panowie Dobbs i Curtin, a to Seńorita... | - López.
López. | Zapraszam was na drinka.
Mam coś do załatwienia | z tymi panami.
Idź do hotelu i zaczekaj tam na mnie. | Zaraz przyjdę.
Było:
Idziemy się napić, chłopaki.|Gdzie się podziewaliście?
Jest:
Idziemy się napić, chłopaki. | Gdzie się podziewaliście?
Było:
- Dwie brandy.|- Ja zadowolę się whisky.
Pewnie zastanawiacie się,|co się stało z waszymi pieniędzmi.
Otóż sam nie dostałem jeszcze pieniędzy|za tamten kontrakt.
Jak tylko dostanę, wam pierwszym zapłacę.|Tymczasem mam dla was kolejną fuchę.
W poniedziałek podpisuję kontrakt,|a w piątek wyruszamy.
Jest:
- Dwie brandy. | - Ja zadowolę się whisky.
Pewnie zastanawiacie się, | co się stało z waszymi pieniędzmi.
Otóż sam nie dostałem jeszcze pieniędzy | za tamten kontrakt.
Jak tylko dostanę, wam pierwszym zapłacę. | Tymczasem mam dla was kolejną fuchę.
W poniedziałek podpisuję kontrakt, | a w piątek wyruszamy.
Było:
Chcemy tego, co nam się należy. Tu i teraz.
- Przecież powiedziałem wam...|- Lepiej nam zapłać.
Jest:
Chcemy tego, co nam się należy. | Tu i teraz.
- Przecież powiedziałem wam... | - Lepiej nam zapłać.
Było:
Nic z tego. Cała forsa teraz.
Co do centa albo nie wyjdziesz stąd|o własnych siłach.
Po co ten wrogi ton?|Może jeszcze po drinku?
Jeszcze dwie brandy.|Proszę zostawić butelkę.
Jest:
Nic z tego. | Cała forsa teraz.
Co do centa albo nie wyjdziesz stąd | o własnych siłach.
Po co ten wrogi ton? | Może jeszcze po drinku?
Jeszcze dwie brandy. | Proszę zostawić butelkę.
Było:
Ależ skąd. Chcę, byście się ze mną napili.|Jak przyjaciele.
- Poddaję się, chłopaki.|- Oddaj nam nasze pieniądze.
Jest:
Ależ skąd. Chcę, byście się ze mną napili. | Jak przyjaciele.
- Poddaję się, chłopaki. | - Oddaj nam nasze pieniądze.
Było:
50$. 100$.
Jest:
50$.
100$.
Było:
- Zgadza się, Curt?|- Tak.
Zmywajmy się, zanim przyjdzie policja.
Jest:
- Zgadza się, Curt? | - Tak.
Zmywajmy się, | zanim przyjdzie policja.
Było:
- Wiesz co, Curt?|- Co?
Źle robimy, siedząc w Tampico,|czekając na pracę.
Jest:
- Wiesz co, Curt? | - Co?
Źle robimy, siedząc w Tampico, | czekając na pracę.
Było:
i znów będziemy bez forsy, bez pracy,
żebrząc w ciągu dnia,|w nocy śpiąc w wagonach towarowych.
Racja. Masz jakiś pomysł?
Ten stary z Oso Negro|podsunął mi pewien pomysł.
Jest:
i znów będziemy | bez forsy, bez pracy,
żebrząc w ciągu dnia, | w nocy śpiąc w wagonach towarowych.
Racja. | Masz jakiś pomysł?
Ten stary z Oso Negro | podsunął mi pewien pomysł.
Było:
Moglibyśmy wyruszyć|na poszukiwanie złota.
Nie ryzykujemy więcej,|niż siedząc tu i czekając na szansę.
W tym kraju złoto czeka na odważnych,
którzy wydobędą je z ziemi,|zamienią na lśniące monety,
pierścionki i naszyjniki dla pięknych dam.
Życie pod gołym niebem|jest tańsze niż życie w Tampico.
Jest:
Moglibyśmy wyruszyć | na poszukiwanie złota.
Nie ryzykujemy więcej, | niż siedząc tu i czekając na szansę.
W tym kraju złoto | czeka na odważnych,
którzy wydobędą je z ziemi, | zamienią na lśniące monety,
pierścionki i naszyjniki | dla pięknych dam.
Życie pod gołym niebem | jest tańsze niż życie w Tampico.
Było:
Im dłużej starczy, tym większa szansa,|że coś znajdziemy.
Jest:
Im dłużej starczy, tym większa szansa, | że coś znajdziemy.
Było:
Kilofy, szpadle, miski, osły.|Ciekawe, ile to będzie kosztowało.
- Ten stary będzie wiedział.|- Tak. Mógłby nam dać jakieś wskazówki.
Jest za stary, by go zabrać.|Musielibyśmy go nieść.
Jest:
Kilofy, szpadle, miski, osły. | Ciekawe, ile to będzie kosztowało.
- Ten stary będzie wiedział. | - Tak. Mógłby nam dać jakieś wskazówki.
Jest za stary, by go zabrać. | Musielibyśmy go nieść.
Było:
Zdziwiłbyś się,|jak twardzi potrafią czasami być.
Jest:
Zdziwiłbyś się, | jak twardzi potrafią czasami być.
Było:
Widziałem je tylko na wystawie|jako biżuterię i jako koronki na zębach.
Jest:
Widziałem je tylko na wystawie | jako biżuterię i jako koronki na zębach.
Było:
Taki stary wyga mógłby się nam przydać.
Jest:
Taki stary wyga | mógłby się nam przydać.
Było:
Czy pójdę z wami?|Co za pytanie. Oczywiście.
Choćby zaraz. Czekałem na taką propozycję.
Wyprawa po złoto?|Jestem do waszych usług.
Mam 300$ w banku.|Mogę z tego zainwestować 200$.
Moje ostatnie pieniądze.|Jak je stracę, to po mnie.
Ale jak chce się wygrać, trzeba ryzykować.
Jest:
Czy pójdę z wami? | Co za pytanie. Oczywiście.
Choćby zaraz. | Czekałem na taką propozycję.
Wyprawa po złoto? | Jestem do waszych usług.
Mam 300$ w banku. | Mogę z tego zainwestować 200$.
Moje ostatnie pieniądze. | Jak je stracę, to po mnie.
Ale jak chce się wygrać, | trzeba ryzykować.
Było:
500$ nie wystarczy na narzędzia,|broń i prowiant.
Jest:
500$ nie wystarczy na narzędzia, | broń i prowiant.
Było:
Tam, dokąd się wybieramy jest ich pełno.|Potrzebujemy 600$.
- Aż tyle?|- Nie możecie wyskrobać więcej?
Jest:
Tam, dokąd się wybieramy jest ich pełno. | Potrzebujemy 600$.
- Aż tyle? | - Nie możecie wyskrobać więcej?
Było:
Należy mi się 10%|od wygrywającego kuponu.
Jest:
Należy mi się 10% | od wygrywającego kuponu.
Było:
Jeśli nie, będzie pan miał pecha|do końca życia.
Co? Chwileczkę. Co powiedziałeś?
Próbuje ci powiedzieć,|że sprzedał ci wygrywający kupon.
Jest:
Jeśli nie, będzie pan miał pecha | do końca życia.
Co? Chwileczkę. | Co powiedziałeś?
Próbuje ci powiedzieć, | że sprzedał ci wygrywający kupon.
Było:
- To wygrywający numer?|- Nagroda wynosi 200 peso.
Jest:
- To wygrywający numer? | - Nagroda wynosi 200 peso.
Było:
- To mój numer.|- Jasne.
Jest:
- To mój numer. | - Jasne.
Było:
Chodźcie do mnie moje słodkie pieniążki.
Jest:
Chodźcie do mnie moje | słodkie pieniążki.
Było:
Chciałbyś uścisnąć dłoń,|która kupiła kupon?
- Gratuluję.|- Sobie też możesz pogratulować.
Jest:
Chciałbyś uścisnąć dłoń, | która kupiła kupon?
- Gratuluję. | - Sobie też możesz pogratulować.
Było:
Czyż nie potrzebujemy 600$?|I tyle właśnie mamy.
- Tak, ale...|- Ale co?
- Dlaczego chcesz wyłożyć za mnie?|- To oferta typu wszystko albo nic.
Jeśli się nam uda, będziemy zapalali cygara|studolarowymi banknotami.
Jest:
Czyż nie potrzebujemy 600$? | I tyle właśnie mamy.
- Tak, ale... | - Ale co?
- Dlaczego chcesz wyłożyć za mnie? | - To oferta typu wszystko albo nic.
Jeśli się nam uda, będziemy zapalali cygara | studolarowymi banknotami.
Było:
i tak nie wystarczy,|by zmienić dotychczasowe życie...
Jest:
i tak nie wystarczy, | by zmienić dotychczasowe życie...
Było:
W Perla kupimy osły i udamy się na północ.|Z dala od linii kolejowej.
Jest:
W Perla kupimy osły i udamy się na północ. | Z dala od linii kolejowej.
Było:
bo inżynierowie sprawdzają|każdą piędź ziemi przy drodze,
Jest:
bo inżynierowie sprawdzają | każdą piędź ziemi przy drodze,
Było:
Pojedziemy tam, gdzie nie ma torów,
gdzie jeszcze żaden poszukiwacz nie dotarł.
Jest:
Pojedziemy tam, | gdzie nie ma torów,
gdzie jeszcze | żaden poszukiwacz nie dotarł.
Było:
które każdy normalny człowiek omija|w obawie o swoje życie.
Zabiłem trzech! A ty ilu zabiłeś?
- Dwóch.|- Jestem o jednego lepszy.
Zabiłem trzech. Nieźle, nie?
Ta kula minęła moją głowę o 5 cm.|Niewiele brakowało.
Jest:
które każdy normalny człowiek omija | w obawie o swoje życie.
Zabiłem trzech! | A ty ilu zabiłeś?
- Dwóch. | - Jestem o jednego lepszy.
Zabiłem trzech. | Nieźle, nie?
Ta kula minęła moją głowę o 5 cm. | Niewiele brakowało.
Było:
Miałem na muszce tego w złotym kapeluszu.
Ale pociąg szarpnął i spudłowałem. Szkoda.
Na torach być duży głaz.|Pociąg się zatrzymać.
Bandyci spotkać niespodzianka.|Żołnierze czekać na nich w pociąg.
Jest:
Miałem na muszce tego | w złotym kapeluszu.
Ale pociąg szarpnął | i spudłowałem. Szkoda.
Na torach być duży głaz. | Pociąg się zatrzymać.
Bandyci spotkać niespodzianka. | Żołnierze czekać na nich w pociąg.
Było:
Nie widać, czy to góry, bagna czy pustynia.
Bo ci, którzy robili tę mapę,|sami nie wiedzieli.
Kiedy tam dojedziemy,|miejcie oczy szeroko otwarte.
A nosy wysmarkane.|Wierzcie lub nie, ale znałem takiego,
co potrafił wyczuć złoto nosem|tak jak osioł wodę.
Jest:
Nie widać, czy to góry, | bagna czy pustynia.
Bo ci, którzy robili tę mapę, | sami nie wiedzieli.
Kiedy tam dojedziemy, | miejcie oczy szeroko otwarte.
A nosy wysmarkane. | Wierzcie lub nie, ale znałem takiego,
co potrafił wyczuć złoto nosem | tak jak osioł wodę.
Było:
Idziemy do dzikiej i niebezpiecznej krainy.
Jest:
Idziemy do dzikiej | i niebezpiecznej krainy.
Było:
i wspinać się na góry|wznoszące się ponad chmurami.
A tygrysy są tak silne, że wchodzą|na drzewa, niosąc osły w zębach.
Dobrze, że krążą tak niestworzone historie.|To znaczy, że nikt tam nie był.
Jest:
i wspinać się na góry | wznoszące się ponad chmurami.
A tygrysy są tak silne, że wchodzą | na drzewa, niosąc osły w zębach.
Dobrze, że krążą tak niestworzone historie. | To znaczy, że nikt tam nie był.
Było:
Jeśli w tych górach jest złoto,|to jak długo tam leży?
Jest:
Jeśli w tych górach jest złoto, | to jak długo tam leży?
Było:
Kilka dni w tą czy w tą nie zrobi różnicy.
Jest:
Kilka dni w tą | czy w tą nie zrobi różnicy.
Było:
że będziemy musieli|nieść starego na plecach?
Tak, ale wtedy myślałem,|że to zwykły człowiek,
Jest:
że będziemy musieli | nieść starego na plecach?
Tak, ale wtedy myślałem, | że to zwykły człowiek,
Było:
Ciekawe, jak może wytrzymać cały dzień|w tym słońcu bez wody.
Może w części jest też wielbłądem.
Gdybym wiedział, na co się decyduję,
zostałbym w Tampico i czekał,|aż się jakaś robota nawinie.
- Co?|- Patrz.
Widzisz, jak się błyszczy? Na żółto, jak...
Jest:
Ciekawe, jak może wytrzymać cały dzień | w tym słońcu bez wody.
Może w części jest | też wielbłądem.
Gdybym wiedział, | na co się decyduję,
zostałbym w Tampico i czekał, | aż się jakaś robota nawinie.
- Co? | - Patrz.
Widzisz, jak się błyszczy? | Na żółto, jak...
Było:
Spójrz. To jest wszędzie dokoła.
Jest:
Spójrz. | To jest wszędzie dokoła.
Było:
- Znaleźliśmy, jak się to mówi...|- Żyłę złota.
- Właśnie.|- Howardzie!
Jest:
- Znaleźliśmy, jak się to mówi... | - Żyłę złota.
- Właśnie. | - Howardzie!
Było:
Spójrz na tę skałę.|Pełno w niej złota. Całe żyły.
Nawet gdybyś sprzedał tego cały wóz,|nie wystarczyłoby ci na obiad.
Jest:
Spójrz na tę skałę. | Pełno w niej złota. Całe żyły.
Nawet gdybyś sprzedał tego cały wóz, | nie wystarczyłoby ci na obiad.
Było:
To piryt. Złoto głupców.
To nie znaczy,|że nie ma tu prawdziwego złota.
Jest:
To piryt. | Złoto głupców.
To nie znaczy, | że nie ma tu prawdziwego złota.
Było:
W jednym z nich było dużo złota, ale woda...
Jest:
W jednym z nich | było dużo złota, ale woda...
Było:
W innych było tylko tyle złota,|że nie wystarczyłoby na dniówkę.
Następnym razem, kiedy coś zauważysz,|zawołaj mnie,
zanim zaczniesz rozlewać wodę.|Woda jest na wagę złota.
Jest:
W innych było tylko tyle złota, | że nie wystarczyłoby na dniówkę.
Następnym razem, kiedy coś zauważysz, | zawołaj mnie,
zanim zaczniesz rozlewać wodę. | Woda jest na wagę złota.
Było:
- O co chodzi?|- Zanosi się na "norda".
"Nord"? Co to takiego?
Silne wiatry z północy. O tej porze roku...
wieją mocno.|Wtedy cały ten teren staje dęba!
Jest:
- O co chodzi? | - Zanosi się na "norda".
"Nord"? | Co to takiego?
Silne wiatry z północy. | O tej porze roku...
wieją mocno. | Wtedy cały ten teren staje dęba!
Było:
Hej, chłopcy, co powiecie na trochę fasoli?
Jest:
Hej, chłopcy, | co powiecie na trochę fasoli?
Było:
Jutro czeka nas ciężki marsz.|Lepiej zjedzcie trochę fasoli.
Jest:
Jutro czeka nas ciężki marsz. | Lepiej zjedzcie trochę fasoli.
Było:
Co takiego? Wracać? Gadasz jak stara baba!
Moi partnerzy dostają pietra,|gdy spadnie kropla deszczu...
Jest:
Co takiego? Wracać? | Gadasz jak stara baba!
Moi partnerzy dostają pietra, | gdy spadnie kropla deszczu...
Było:
Sprzedawcy butów naczytali się|o szukaniu złota...
na Alasce, na południe od granicy|albo na zachód od Gór Skalistych.
Zamknij jadaczkę albo rozwalę ci łeb!
Dalej, rzucaj. A nigdy nie wrócisz stąd żywy.
Jest:
Sprzedawcy butów naczytali się | o szukaniu złota...
na Alasce, na południe od granicy | albo na zachód od Gór Skalistych.
Zamknij jadaczkę | albo rozwalę ci łeb!
Dalej, rzucaj. | A nigdy nie wrócisz stąd żywy.
Było:
Daj mu spokój.|Nie widzisz, że staremu odbiło?
Mnie odbiło?|Coś wam powiem, moi wspólnicy.
Z niczym nie można was porównać.|Jesteście głupsi od najgłupszych osłów.
Jest:
Daj mu spokój. | Nie widzisz, że staremu odbiło?
Mnie odbiło? | Coś wam powiem, moi wspólnicy.
Z niczym nie można was porównać. | Jesteście głupsi od najgłupszych osłów.
Było:
że nie widzicie nawet bogactwa,|po którym chodzicie.
Nie oczekujcie,|że znajdziecie przetopione złoto.
To nie takie proste. Tu się nie opłaca kopać.
Jest:
że nie widzicie nawet bogactwa, | po którym chodzicie.
Nie oczekujcie, | że znajdziecie przetopione złoto.
To nie takie proste. | Tu się nie opłaca kopać.
Było:
- To jest złoto?|- Tak.
Jest:
- To jest złoto? | - Tak.
Było:
- Nie różni się wiele od piasku.|- Tak. Przypomina zwykły piasek.
Jest:
- Nie różni się wiele od piasku. | - Tak. Przypomina zwykły piasek.
Było:
Musimy je tylko wydobyć i mu dostarczyć.
To nie kamienie na dnie rzeki.|Nie rzuca się w oczy.
Jest:
Musimy je tylko wydobyć | i mu dostarczyć.
To nie kamienie na dnie rzeki. | Nie rzuca się w oczy.
Było:
Trzeba wiedzieć, jak je połaskotać,|by się roześmiało.
Tak, to bogate złoże. Przyniesie duży zysk.
- Jak duży?|- Jakieś dwadzieścia uncji z tony.
- Za uncję płacą 20$.|- Ile ton możemy zrobić na tydzień?
Jest:
Trzeba wiedzieć, jak je połaskotać, | by się roześmiało.
Tak, to bogate złoże. | Przyniesie duży zysk.
- Jak duży? | - Jakieś dwadzieścia uncji z tony.
- Za uncję płacą 20$. | - Ile ton możemy zrobić na tydzień?
Było:
Dlaczego? Złoże jest tutaj.
Jak ktoś przyjdzie,|powiemy, że jesteśmy myśliwymi.
- Nie lepiej wystąpić o pozwolenie?|- Lepiej, ale zysk mniejszy.
Niebawem zjawiłby się tu wysłannik|dużej firmy wydobywczej...
z dokumentem mówiącym,|że nie mamy żadnych praw do tej ziemi.
Jest:
Dlaczego? | Złoże jest tutaj.
Jak ktoś przyjdzie, | powiemy, że jesteśmy myśliwymi.
- Nie lepiej wystąpić o pozwolenie? | - Lepiej, ale zysk mniejszy.
Niebawem zjawiłby się tu wysłannik | dużej firmy wydobywczej...
z dokumentem mówiącym, | że nie mamy żadnych praw do tej ziemi.
Było:
aż drewno spęcznieje i szwy się scalą.
Miałem naiwne pojęcie o szukaniu złota.
Jest:
aż drewno spęcznieje | i szwy się scalą.
Miałem naiwne pojęcie | o szukaniu złota.
Było:
Znaleźć, podnieść z ziemi,|włożyć do worka...
Jest:
Znaleźć, podnieść z ziemi, | włożyć do worka...
Było:
Uczysz się. Niedługo nie będę mógł|nauczyć cię niczego nowego.
- Czy zbiornik jest już pełen?|- Po same brzegi.
Jest:
Uczysz się. Niedługo nie będę mógł | nauczyć cię niczego nowego.
- Czy zbiornik jest już pełen? | - Po same brzegi.
Było:
Po co w ogóle go dzielić? To nie ma sensu.
Kiedy przyjdzie pora,|wracamy wszyscy razem.
Poczekajmy, aż sprzedamy towar,|potem podzielimy pieniądze.
Mnie tam bez różnicy. Wy zdecydujcie.
Jestem za tym, aby dzielić na bieżąco.
Każdy będzie odpowiedzialny za swoje.
Jest:
Po co w ogóle go dzielić? | To nie ma sensu.
Kiedy przyjdzie pora, | wracamy wszyscy razem.
Poczekajmy, aż sprzedamy towar, | potem podzielimy pieniądze.
Mnie tam bez różnicy. | Wy zdecydujcie.
Jestem za tym, | aby dzielić na bieżąco.
Każdy będzie | odpowiedzialny za swoje.
Było:
Nie chcę być odpowiedzialny|za pilnowanie waszych skarbów.
Jest:
Nie chcę być odpowiedzialny | za pilnowanie waszych skarbów.
Było:
Zgoda. Nie prosiłeś mnie o to.
Ale z nas trzech ja jestem|najbardziej godny zaufania.
Jest:
Zgoda. | Nie prosiłeś mnie o to.
Ale z nas trzech ja jestem | najbardziej godny zaufania.
Było:
Powiedziałem najbardziej godny zaufania,|a nie najuczciwszy.
Jest:
Powiedziałem najbardziej godny zaufania, | a nie najuczciwszy.
Było:
Kiedy ja pójdę gdzieś w krzaki,|a Curtin po prowiant,
ty możesz zwinąć towar|i zostawić nas na lodzie.
Tylko ktoś, kto sam jest złodziejem,|mógłby mnie posądzić o coś takiego.
W tej chwili nie byłoby to warte zachodu,
ale kiedy będzie tego 8 kg,|na pewno ci to przyjdzie do głowy.
Jest:
Kiedy ja pójdę gdzieś w krzaki, | a Curtin po prowiant,
ty możesz zwinąć towar | i zostawić nas na lodzie.
Tylko ktoś, kto sam jest złodziejem, | mógłby mnie posądzić o coś takiego.
W tej chwili nie byłoby | to warte zachodu,
ale kiedy będzie tego 8 kg, | na pewno ci to przyjdzie do głowy.
Było:
Wy jesteście twardsi,|niż kiedy wyruszaliśmy.
Kiedy góra złota urośnie na tyle,|by zaczęła kusić,
będziecie dwa razy szybsi ode mnie.
Dogonilibyście mnie raz dwa i powiesili.
Dlatego jestem najbardziej godny zaufania.
Jeśli tak na to spojrzeć, może masz rację.
Jest:
Wy jesteście twardsi, | niż kiedy wyruszaliśmy.
Kiedy góra złota urośnie na tyle, | by zaczęła kusić,
będziecie dwa razy | szybsi ode mnie.
Dogonilibyście | mnie raz dwa i powiesili.
Dlatego jestem | najbardziej godny zaufania.
Jeśli tak na to spojrzeć, | może masz rację.
Było:
Pozbędziesz się obowiązku,|którego tak nie lubisz.
Jest:
Pozbędziesz się obowiązku, | którego tak nie lubisz.
Było:
noszenie woreczków na szyi|stanie się uciążliwe.
Każdy będzie chował swój przed innymi...
i wciąż sprawdzał, czy nikt mu go nie ukradł.
Jest:
noszenie woreczków na szyi | stanie się uciążliwe.
Każdy będzie | chował swój przed innymi...
i wciąż sprawdzał, | czy nikt mu go nie ukradł.
Było:
pozornie uczciwym ludziom,|kiedy w grę wchodzi złoto.
Jest:
pozornie uczciwym ludziom, | kiedy w grę wchodzi złoto.
Było:
Leż spokojnie,|dopóki nie dojdziesz do siebie.
Jest:
Leż spokojnie, | dopóki nie dojdziesz do siebie.
Było:
- Kto mnie wyciągnął?|- Curtin.
Jest:
- Kto mnie wyciągnął? | - Curtin.
Było:
Co zrobisz z ciężko zarobionymi pieniędzmi,
Jest:
Co zrobisz z ciężko | zarobionymi pieniędzmi,
Było:
Starzeję się. Wciąż mogę wytrzymać...
dzień ciężkiej pracy,|ale to nie to samo, co kiedyś.
Za rok, miesiąc, może tydzień nie będę|tym samym człowiekiem co teraz.
Jest:
Starzeję się. | Wciąż mogę wytrzymać...
dzień ciężkiej pracy, | ale to nie to samo, co kiedyś.
Za rok, miesiąc, może tydzień nie będę | tym samym człowiekiem co teraz.
Było:
założę firmę, sklep żelazny albo spożywczy,
i będę czytał komiksy i książki przygodowe.
Jedno wiem na pewno:|nie będę już szukał złota.
Szkoda czasu i pieniędzy|na szukanie kolejnego złoża.
A ty? Masz jakieś plany?
Myślę o kupnie ziemi i uprawianiu owoców.|Może brzoskwinie.
Jest:
założę firmę, | sklep żelazny albo spożywczy,
i będę czytał komiksy | i książki przygodowe.
Jedno wiem na pewno: | nie będę już szukał złota.
Szkoda czasu i pieniędzy | na szukanie kolejnego złoża.
A ty? | Masz jakieś plany?
Myślę o kupnie ziemi i uprawianiu owoców. | Może brzoskwinie.
Było:
pracowałem przy zbiorze brzoskwiń|w San Joaquin Valley.
Jest:
pracowałem przy zbiorze brzoskwiń | w San Joaquin Valley.
Było:
rozpalaliśmy wielkie ognisko,|graliśmy na gitarze i śpiewaliśmy.
Jest:
rozpalaliśmy wielkie ognisko, | graliśmy na gitarze i śpiewaliśmy.
Było:
Zasypialiśmy, budziliśmy się|i znowu śpiewaliśmy.
Jest:
Zasypialiśmy, budziliśmy się | i znowu śpiewaliśmy.
Było:
Od tamtej pory chcę być|hodowcą drzew owocowych.
Miło jest patrzeć,|jak twoje drzewa wypuszczają liście,
Jest:
Od tamtej pory chcę być | hodowcą drzew owocowych.
Miło jest patrzeć, | jak twoje drzewa wypuszczają liście,
Było:
Patrzeć, jak owoce rosną i dojrzewają,|aż są gotowe, by je zerwać.
Jest:
Patrzeć, jak owoce rosną i dojrzewają, | aż są gotowe, by je zerwać.
Było:
Opowiadamy sobie, co zrobimy,|kiedy wrócimy.
Jest:
Opowiadamy sobie, co zrobimy, | kiedy wrócimy.
Było:
Najpierw pójdę do tureckiej łaźni,|wypocę się, wymoczę,
Jest:
Najpierw pójdę do tureckiej łaźni, | wypocę się, wymoczę,
Było:
Potem pójdę do sklepu z odzieżą męską|i sprawię sobie nowe ciuchy.
Jest:
Potem pójdę do sklepu z odzieżą męską | i sprawię sobie nowe ciuchy.
Było:
Następnie pójdę do najlepszej kawiarni,
zamówię wszystko, co mają w karcie,|a jeśli coś będzie nie tak,
albo nawet bez powodu, zrugam kelnera...
i każę mu zabrać wszystko z powrotem.
Jest:
Następnie pójdę | do najlepszej kawiarni,
zamówię wszystko, co mają w karcie, | a jeśli coś będzie nie tak,
albo nawet bez powodu, | zrugam kelnera...
i każę mu zabrać | wszystko z powrotem.
Było:
Ja nie zaprzątałbym sobie głowy kobietami.
Jest:
Ja nie zaprzątałbym | sobie głowy kobietami.
Było:
Może masz rację. To odległa perspektywa.
Jest:
Może masz rację. | To odległa perspektywa.
Było:
a po jego osiągnięciu,|zwinąć sprzęt i odejść.
- Ile twoim zdaniem powinien wynosić?|- Powiedzmy 25000 na osobę.
Jest:
a po jego osiągnięciu, | zwinąć sprzęt i odejść.
- Ile twoim zdaniem powinien wynosić? | - Powiedzmy 25000 na osobę.
Było:
To zajęłoby cały rok,|jeśli wcześniej nie skończy się złoże.
Rok w tą czy w tą, co to za różnica,|gdy chodzi o taką forsę?
Jest:
To zajęłoby cały rok, | jeśli wcześniej nie skończy się złoże.
Rok w tą czy w tą, co to za różnica, | gdy chodzi o taką forsę?
Było:
Tobie tak. Jesteś stary, ja jestem młody.
Jest:
Tobie tak. | Jesteś stary, ja jestem młody.
Było:
zażądać działki o połowę większej niż twoja.
Jest:
zażądać działki | o połowę większej niż twoja.
Było:
Chyba nie zaprzeczysz,|że wyłożyłem lwią część gotówki.
Nie zaprzeczę, Dobbsie,|i miałem zamiar ci oddać.
W każdym cywilizowanym kraju, ten,|kto najwięcej inwestuje, najwięcej wyjmuje.
Jest:
Chyba nie zaprzeczysz, | że wyłożyłem lwią część gotówki.
Nie zaprzeczę, Dobbsie, | i miałem zamiar ci oddać.
W każdym cywilizowanym kraju, ten, | kto najwięcej inwestuje, najwięcej wyjmuje.
Było:
Nie żebym się tego domagał,|ale miałbym prawo to zrobić.
Jest:
Nie żebym się tego domagał, | ale miałbym prawo to zrobić.
Było:
Lepiej nie sprowadzajmy wszystkiego|do kwestii pieniędzy.
Masz, Dobbs.|Oddaję ci swój dług z procentem.
Po prostu nie lubię,|jak zarzuca mi się chciwość.
Nie skradaj się tak. Mogłem cię zastrzelić.
Jest:
Lepiej nie sprowadzajmy wszystkiego | do kwestii pieniędzy.
Masz, Dobbs. | Oddaję ci swój dług z procentem.
Po prostu nie lubię, | jak zarzuca mi się chciwość.
Nie skradaj się tak. | Mogłem cię zastrzelić.
Było:
Tygrys grasuje, chciałem sprawdzić osły.
- No i?|- Co się stało?
- Sprawdzę, czy wszystko w porządku.|- Śmiało.
- O co chodzi?|- O nic.
Jest:
Tygrys grasuje, | chciałem sprawdzić osły.
- No i? | - Co się stało?
- Sprawdzę, czy wszystko w porządku. | - Śmiało.
- O co chodzi? | - O nic.
Było:
jeśli przestaniecie martwić się o złoto|i pójdziecie spać.
Jest:
jeśli przestaniecie martwić się o złoto | i pójdziecie spać.
Było:
Nie wykiwacie mnie. Nie liczcie na to.
Jest:
Nie wykiwacie mnie. | Nie liczcie na to.
Było:
Jeśli nie chcecie, by spotkała was krzywda,|nie zadzierajcie z Fredem C. Dobbsem.
Szkoda, że nie widziałeś Dobbsa.|Gada sam do siebie.
Coś go gryzie. Nie wiem co.
Jest:
Jeśli nie chcecie, by spotkała was krzywda, | nie zadzierajcie z Fredem C. Dobbsem.
Szkoda, że nie widziałeś Dobbsa. | Gada sam do siebie.
Coś go gryzie. | Nie wiem co.
Było:
Za kogo on się uważa?|Mówi mi, co mam robić.
Jest:
Za kogo on się uważa? | Mówi mi, co mam robić.
Było:
- O nic.|- Lepiej uważaj.
To zły znak, kiedy człowiek gada do siebie.
Tak? A do kogo mam mówić?
Jest:
- O nic. | - Lepiej uważaj.
To zły znak, | kiedy człowiek gada do siebie.
Tak? | A do kogo mam mówić?
Było:
- Też mi wspólnicy.|- Coś ci leży na wątrobie?
Jest:
- Też mi wspólnicy. | - Coś ci leży na wątrobie?
Było:
- Spokojnie.|- Wiem, co kombinujecie.
Jest:
- Spokojnie. | - Wiem, co kombinujecie.
Było:
Dlaczego to ja mam jechać do wioski,|a nie ty albo Curtin?
Myślicie, że nie wiem, co się święci.|Jesteście przeciwko mnie.
Jest:
Dlaczego to ja mam jechać do wioski, | a nie ty albo Curtin?
Myślicie, że nie wiem, co się święci. | Jesteście przeciwko mnie.
Było:
będziecie mieli dosyć czasu,|by znaleźć moje złoto.
Jest:
będziecie mieli dosyć czasu, | by znaleźć moje złoto.
Było:
Żeby mi je bandyci zabrali po drodze?
Jeśli ich spotkasz, nic ci nie pomoże.
Jest:
Żeby mi je bandyci | zabrali po drodze?
Jeśli ich spotkasz, | nic ci nie pomoże.
Było:
Więc o to chodzi. Teraz wszystko jasne.
Liczycie na to, że mnie bandyci dopadną.
Jest:
Więc o to chodzi. | Teraz wszystko jasne.
Liczycie na to, | że mnie bandyci dopadną.
Było:
- O co chodzi?|- Ręce do góry.
Jest:
- O co chodzi? | - Ręce do góry.
Było:
Nie udawaj niewiniątka. To ci nic nie da.
Jest:
Nie udawaj niewiniątka. | To ci nic nie da.
Było:
- Więc tutaj trzymasz swoje skarby?|- Hej, co się tu dzieje?
Wygląda na to,|że przypadkiem znalazłem skarb Dobbsa.
Przypadkiem? Dlaczego chciałeś|podnieść akurat ten kamień?
Widziałem, jak wchodzi tam jaszczurka.
Jest:
- Więc tutaj trzymasz swoje skarby? | - Hej, co się tu dzieje?
Wygląda na to, | że przypadkiem znalazłem skarb Dobbsa.
Przypadkiem? Dlaczego chciałeś | podnieść akurat ten kamień?
Widziałem, jak wchodzi | tam jaszczurka.
Było:
Dobrze, skłamałem.|Nie było żadnej jaszczurki.
Włóż tam rękę i wyciągnij swoje złoto.
- Dalej, śmiało.|- Tak zrobię.
Jest:
Dobrze, skłamałem. | Nie było żadnej jaszczurki.
Włóż tam rękę | i wyciągnij swoje złoto.
- Dalej, śmiało. | - Tak zrobię.
Było:
Spokojna głowa. Nie ruszę się z miejsca.|Chcę to zobaczyć.
Wsadź tam rękę i wyjmij swój skarb.
Jeśli tego nie zrobisz,|pomyślimy, że jesteś tchórzem.
Kiedy te jaszczurki złapią kogoś za rękę,|nigdy nie puszczają.
Można je przeciąć na pół, a zęby będą tkwić|w ręce aż do zachodu słońca.
Ale wtedy pogryzionemu wszystko jedno,|bo i tak nie żyje.
- Mam rację, Howardzie?|- Chyba tak.
No dalej, włóż tam rękę i wyjmij swój skarb.
Jest:
Spokojna głowa. Nie ruszę się z miejsca. | Chcę to zobaczyć.
Wsadź tam rękę | i wyjmij swój skarb.
Jeśli tego nie zrobisz, | pomyślimy, że jesteś tchórzem.
Kiedy te jaszczurki złapią kogoś za rękę, | nigdy nie puszczają.
Można je przeciąć na pół, a zęby będą tkwić | w ręce aż do zachodu słońca.
Ale wtedy pogryzionemu wszystko jedno, | bo i tak nie żyje.
- Mam rację, Howardzie? | - Chyba tak.
No dalej, włóż tam rękę | i wyjmij swój skarb.
Było:
Przed chwilą grałeś takiego chojraka.
Jest:
Przed chwilą grałeś | takiego chojraka.
Było:
Nie chciałbym, by się okazało,|że mój wspólnik to tchórz.
Jest:
Nie chciałbym, by się okazało, | że mój wspólnik to tchórz.
Było:
W porządku, Howard, mam go na muszce.
Jeden fałszywy ruch,|a przeniesiesz się na tamten świat.
Jest:
W porządku, | Howard, mam go na muszce.
Jeden fałszywy ruch, | a przeniesiesz się na tamten świat.
Było:
Tak. Zdaje się,|że mieli pierścionek z brylantem,
kolczyki z pereł, kupę forsy|i bilet kolejowy...
z identyczną datą|jak napad na pociąg Aguascalientes.
Są tu od kilku dni,|piją, urządzają strzelaniny...
Wieśniacy boją się wychodzić z domów.
Jest:
Tak. Zdaje się, | że mieli pierścionek z brylantem,
kolczyki z pereł, kupę forsy | i bilet kolejowy...
z identyczną datą | jak napad na pociąg Aguascalientes.
Są tu od kilku dni, | piją, urządzają strzelaniny...
Wieśniacy boją się | wychodzić z domów.
Było:
Federales działają inaczej niż Amerykanie.
Nie znają się na odciskach palców,|potrafią za to iść po śladach.
Nigdzie nie można się przed nimi ukryć.
Jest:
Federales działają | inaczej niż Amerykanie.
Nie znają się na odciskach palców, | potrafią za to iść po śladach.
Nigdzie nie można | się przed nimi ukryć.
Było:
Wyłapią wszystkich,|którzy napadli na pociąg.
Jest:
Wyłapią wszystkich, | którzy napadli na pociąg.
Było:
Trochę to potrwa, może kilka miesięcy,|ale ich znajdą.
Amerykanie rzadko się tu zapuszczają.
Jesteś pierwszym, jakiego widzę od dawna.
Jest:
Trochę to potrwa, może kilka miesięcy, | ale ich znajdą.
Amerykanie rzadko | się tu zapuszczają.
Jesteś pierwszym, | jakiego widzę od dawna.
Było:
- To dzika kraina.|- Tak.
Jest:
- To dzika kraina. | - Tak.
Było:
- Czym się zajmujesz?|- Poluję.
- Zawodowo?|- Tak.
Jest:
- Czym się zajmujesz? | - Poluję.
- Zawodowo? | - Tak.
Było:
Tygrysy, wszystko, co można sprzedać.
Od jak dawna jesteś w tych górach?
Jest:
Tygrysy, wszystko, | co można sprzedać.
Od jak dawna jesteś | w tych górach?
Było:
Natknąłeś się przypadkiem|na jakieś bogate złoże?
Mam przeczucie, że te góry|kryją w sobie prawdziwe bogactwo.
Nie. A znam tu każdy kamień.
Gdyby tu było złoto,|na pewno bym zauważył.
Jest:
Natknąłeś się przypadkiem | na jakieś bogate złoże?
Mam przeczucie, że te góry | kryją w sobie prawdziwe bogactwo.
Nie. | A znam tu każdy kamień.
Gdyby tu było złoto, | na pewno bym zauważył.
Było:
i powiedzieć,|czy zawiera choćby uncję minerału.
Jest:
i powiedzieć, | czy zawiera choćby uncję minerału.
Było:
W dolinie jest bardzo dużo wskazówek.
Sądząc po skałach,|widać, że pochodzą z grani.
Jest:
W dolinie jest | bardzo dużo wskazówek.
Sądząc po skałach, | widać, że pochodzą z grani.
Było:
- Naprawdę?|- Naprawdę.
Jest:
- Naprawdę? | - Naprawdę.
Było:
Trzeba oddać Meksykanom,|że szybko wymierzają sprawiedliwość.
Kiedy federales dopadną przestępcę,
wiedzą, co robić.|Dają mu szpadel i każą kopać dół.
Jest:
Trzeba oddać Meksykanom, | że szybko wymierzają sprawiedliwość.
Kiedy federales | dopadną przestępcę,
wiedzą, co robić. | Dają mu szpadel i każą kopać dół.
Było:
każą mu odłożyć szpadel,|wypalić papierosa i zmówić pacierz.
Za pięć minut jest już przysypany ziemią,|którą sam wykopał.
Jest:
każą mu odłożyć szpadel, | wypalić papierosa i zmówić pacierz.
Za pięć minut jest już przysypany ziemią, | którą sam wykopał.
Było:
Nie żartowałem, kiedy powiedziałem,|że pojadę z tobą. To moje osły.
Jestem gotów do drogi, jeśli pozwolisz mi|pojechać do twojego obozu.
Dzięki za propozycję, ale wolę jechać sam.
Jest:
Nie żartowałem, kiedy powiedziałem, | że pojadę z tobą. To moje osły.
Jestem gotów do drogi, jeśli pozwolisz mi | pojechać do twojego obozu.
Dzięki za propozycję, | ale wolę jechać sam.
Było:
Jechałem okrężną drogą, po ubitej ziemi,|żeby nie zostawić śladów.
Zawsze kiedy spojrzałem za siebie,|on za mną jechał.
To tylko kwestia czasu,|kiedy go tu zobaczymy.
- Proponuję go spławić od razu.|- Nie. To byłoby nierozsądne.
Udałby niewinnego,|a potem doniósł na nas władzom.
Kiedy oni się zjawią, nie będziemy mogli|tu zostać ani zabrać złota.
Nie ma wyjścia. Trzeba go zabić.
Jest:
Jechałem okrężną drogą, po ubitej ziemi, | żeby nie zostawić śladów.
Zawsze kiedy spojrzałem za siebie, | on za mną jechał.
To tylko kwestia czasu, | kiedy go tu zobaczymy.
- Proponuję go spławić od razu. | - Nie. To byłoby nierozsądne.
Udałby niewinnego, | a potem doniósł na nas władzom.
Kiedy oni się zjawią, nie będziemy mogli | tu zostać ani zabrać złota.
Nie ma wyjścia. | Trzeba go zabić.
Było:
Może lubi się włóczyć.|Za coś takiego nie można człowieka zabić.
Jeśli go zastrzelimy, może się wydać.
Jest:
Może lubi się włóczyć. | Za coś takiego nie można człowieka zabić.
Jeśli go zastrzelimy, | może się wydać.
Było:
Możemy zepchnąć go ze skały|i powiedzieć, że sam spadł.
Jest:
Możemy zepchnąć go ze skały | i powiedzieć, że sam spadł.
Było:
- Całkowicie.|- Skąd ta pewność?
Jest:
- Całkowicie. | - Skąd ta pewność?
Było:
Dobrze wiem, że nie jestem tu mile widziany.
Jest:
Dobrze wiem, | że nie jestem tu mile widziany.
Było:
nie mogłem odmówić sobie przyjemności|rozmowy z Amerykaninem.
Dlaczego nie pojedziesz tam,|gdzie chcą z tobą gadać?
Jest:
nie mogłem odmówić sobie przyjemności | rozmowy z Amerykaninem.
Dlaczego nie pojedziesz tam, | gdzie chcą z tobą gadać?
Było:
Mam inne sprawy na głowie,|znacznie ważniejsze.
My też. Posłuchaj uważnie.
Twoja obecność stanowi dla nas problem.
Jest:
Mam inne sprawy na głowie, | znacznie ważniejsze.
My też. | Posłuchaj uważnie.
Twoja obecność stanowi | dla nas problem.
Było:
Powiem wprost,|wyświadczysz sobie przysługę,
Jest:
Powiem wprost, | wyświadczysz sobie przysługę,
Było:
Wracaj tam, skąd przyjechałeś.|Krzyżyk na drogę.
Jest:
Wracaj tam, skąd przyjechałeś. | Krzyżyk na drogę.
Było:
Śmiało. Częstuj się. Nie jesteśmy skąpcami.|Nie damy ci umrzeć z głodu.
Jest:
Śmiało. Częstuj się. Nie jesteśmy skąpcami. | Nie damy ci umrzeć z głodu.
Było:
"Uwaga zły pies". Rozumiesz?
Upolowałem pięć lisów i jednego lwa,|kiedy ty byłeś w wiosce.
- Ładne skóry?|- Całkiem, całkiem.
- Gdzie je trafiłeś?|- Prosto między oczy.
Przepraszam, że się wtrącam,|ale tu nie ma zwierzyny.
Jest:
"Uwaga zły pies". | Rozumiesz?
Upolowałem pięć lisów i jednego lwa, | kiedy ty byłeś w wiosce.
- Ładne skóry? | - Całkiem, całkiem.
- Gdzie je trafiłeś? | - Prosto między oczy.
Przepraszam, że się wtrącam, | ale tu nie ma zwierzyny.
Było:
w promieniu pięciu mil w niecały tydzień.
Jest:
w promieniu pięciu mil | w niecały tydzień.
Było:
Masz rację. To uboga kraina.
Jest:
Masz rację. | To uboga kraina.
Było:
Dobre sobie.
Mówiłem ci, że tu nie ma złota.
Jest:
- Dobre sobie. | - Mówiłem ci, że tu nie ma złota.
Było:
Jeśli go nie znaleźliście, nie jesteście|tacy bystrzy, na jakich wyglądacie.
Jest:
Jeśli go nie znaleźliście, nie jesteście | tacy bystrzy, na jakich wyglądacie.
Było:
My nie szukamy złota.|Ale podsunąłeś mi pewien pomysł.
Jest:
My nie szukamy złota. | Ale podsunąłeś mi pewien pomysł.
Było:
Nie mogę go rozgryźć.|Wie, co robimy czy nie?
Tak czy siak, mnie wydaje się niegroźny.
- Pozory mogą mylić.|- Fakt.
Jest:
Nie mogę go rozgryźć. | Wie, co robimy czy nie?
Tak czy siak, | mnie wydaje się niegroźny.
- Pozory mogą mylić. | - Fakt.
Było:
Może przyjdzie mu do głowy, by nas zabić.
- Wszystko może się zdarzyć. Wiecie co?|- Co?
Jest:
Może przyjdzie mu | do głowy, by nas zabić.
- Wszystko może się zdarzyć. Wiecie co? | - Co?
Było:
- Dobrze. Masz broń?|- Tak.
Jest:
- Dobrze. Masz broń? | - Tak.
Było:
- Z czajnika.|- Naprawdę?
Nie po to ją przywieźliśmy,|byś sobie robił kawę.
- Nie wiedziałem, że tu tak trudno o wodę.|- Teraz wiesz.
Jest:
- Z czajnika. | - Naprawdę?
Nie po to ją przywieźliśmy, | byś sobie robił kawę.
- Nie wiedziałem, że tu tak trudno o wodę. | - Teraz wiesz.
Było:
Następnym razem spuszczę ją z ciebie|małymi dziurkami.
Miałem was za cywilizowanych ludzi,|którzy nie pożałują mi wody.
Jest:
Następnym razem spuszczę ją z ciebie | małymi dziurkami.
Miałem was za cywilizowanych ludzi, | którzy nie pożałują mi wody.
Było:
I nie wiadomo, czyje by było na wierzchu.
Jest:
I nie wiadomo, | czyje by było na wierzchu.
Było:
Na twoim miejscu, zabierałbym się stąd,|póki możesz.
Jest:
Na twoim miejscu, zabierałbym się stąd, | póki możesz.
Było:
Góry należą do wszystkich, czyż nie?
Zgadza się. Kto pierwszy, ten lepszy.
To dotyczy myśliwych,|nie poszukiwaczy złota.
Jest:
Góry należą | do wszystkich, czyż nie?
Zgadza się. | Kto pierwszy, ten lepszy.
To dotyczy myśliwych, | nie poszukiwaczy złota.
Było:
Cokolwiek mówicie lub nie mówicie,|jutro zaczynam tu kopać.
Wiem, że w każdej chwili|możecie mnie zabić,
ale biorąc pod uwagę stawkę, zaryzykuję.
Jest:
Cokolwiek mówicie lub nie mówicie, | jutro zaczynam tu kopać.
Wiem, że w każdej chwili | możecie mnie zabić,
ale biorąc | pod uwagę stawkę, zaryzykuję.
Było:
zabić mnie, przegonić mnie|albo przyjąć mnie do spółki.
Jest:
zabić mnie, przegonić mnie | albo przyjąć mnie do spółki.
Było:
Jutro może przyjechać ktoś inny.|Może nawet cały tuzin.
Jest:
Jutro może przyjechać ktoś inny. | Może nawet cały tuzin.
Było:
jak długo wytrzymacie?|Sami sobie dajcie odpowiedź.
Pamiętajcie też, że ten, który zabije,
stanie się zakładnikiem pozostałej dwójki.
Najbezpieczniej byłoby dla was,|gdybyście wyciągnęli broń...
i wypalili jednocześnie|jak pluton egzekucyjny.
Zrobimy wszystko,|by bronić naszych interesów.
Jest:
jak długo wytrzymacie? | Sami sobie dajcie odpowiedź.
Pamiętajcie też, | że ten, który zabije,
stanie się zakładnikiem | pozostałej dwójki.
Najbezpieczniej byłoby dla was, | gdybyście wyciągnęli broń...
i wypalili jednocześnie | jak pluton egzekucyjny.
Zrobimy wszystko, | by bronić naszych interesów.
Było:
jeśli mnie przegonicie,|mogę na was donieść.
Jest:
jeśli mnie przegonicie, | mogę na was donieść.
Było:
Nawet gdybyśmy musieli|jechać za tobą do Chin.
Dostałbym 25% z tego, co wydobyliście.
Jest:
Nawet gdybyśmy musieli | jechać za tobą do Chin.
Dostałbym 25% z tego, | co wydobyliście.
Było:
To mocny argument,|by wybrać pierwszą możliwość.
Jest:
To mocny argument, | by wybrać pierwszą możliwość.
Było:
Jeśli mnie przyjmiecie na wspólnika,|nic na tym nie tracicie.
Nie wyciągam ręki po to, co już macie,|tylko po to, co razem wydobędziemy.
Jest:
Jeśli mnie przyjmiecie na wspólnika, | nic na tym nie tracicie.
Nie wyciągam ręki po to, co już macie, | tylko po to, co razem wydobędziemy.
Było:
Czy masz coś przeciwko,|abyśmy omówili to między sobą?
Nie. Śmiało.
I tak muszę sprawdzić,|co z moimi osiołkami.
- Co myślicie?|- Nie możemy puścić go wolno.
Możemy go zabić albo uczynić wspólnikiem.
F.C. Dobbs nie lubi, jak się go wykorzystuje.
Jest:
Czy masz coś przeciwko, | abyśmy omówili to między sobą?
Nie. | Śmiało.
I tak muszę sprawdzić, | co z moimi osiołkami.
- Co myślicie? | - Nie możemy puścić go wolno.
Możemy go zabić | albo uczynić wspólnikiem.
F.C. Dobbs nie lubi, | jak się go wykorzystuje.
Było:
Gdyby chciał część tego, co już mamy,|to co innego.
Jest:
Gdyby chciał część tego, co już mamy, | to co innego.
Było:
pod warunkiem, że na tym nie stracę.
Jest:
pod warunkiem, | że na tym nie stracę.
Było:
Słuszna uwaga. To nie wchodzi w grę.
Jest:
Słuszna uwaga. | To nie wchodzi w grę.
Było:
- O co chodzi? Tchórzysz?|- Wcale nie tchórzę.
Jest:
- O co chodzi? Tchórzysz? | - Wcale nie tchórzę.
Było:
Załatwmy to szybko, niech się nie męczy.
Widzę, że wybraliście pierwszą możliwość?
Jest:
Załatwmy to szybko, | niech się nie męczy.
Widzę, że wybraliście | pierwszą możliwość?
Było:
Nie widzę dokładnie, ale to chyba żołnierze.
Jest:
Nie widzę dokładnie, | ale to chyba żołnierze.
Było:
Doniosłeś na nas. Od początku wiedziałem,|że jesteś kapusiem.
Jest:
Doniosłeś na nas. Od początku wiedziałem, | że jesteś kapusiem.
Było:
Jeśli to to, co myślę,|niech Bóg ma nas w opiece.
To nie żołnierze, to bandyci.|Chcą broni i amunicji, nie złota.
Wieśniacy pewnie im powiedzieli|o amerykańskim myśliwym.
Na moje oko to nie są żołnierze,|tylko bandyci.
Jest:
Jeśli to to, co myślę, | niech Bóg ma nas w opiece.
To nie żołnierze, to bandyci. | Chcą broni i amunicji, nie złota.
Wieśniacy pewnie im powiedzieli | o amerykańskim myśliwym.
Na moje oko to nie są żołnierze, | tylko bandyci.
Było:
Możemy się ukryć,|ale wtedy stracimy osiołki i sprzęt.
Jest:
Możemy się ukryć, | ale wtedy stracimy osiołki i sprzęt.
Było:
Masz dobry wzrok. Zostań tutaj...
Jest:
Masz dobry wzrok. | Zostań tutaj...
Było:
Ty zagnaj wszystkie osiołki w tamte zarośla.
Dobbs, my spakujemy nasze rzeczy|i wrzucimy je do rowu.
Jest:
Ty zagnaj wszystkie osiołki | w tamte zarośla.
Dobbs, my spakujemy nasze rzeczy | i wrzucimy je do rowu.
Było:
- Ilu ich jest?|- Będzie z tuzin.
Będą tu za godzinę, więc lepiej coś zjedzmy.
Jest:
- Ilu ich jest? | - Będzie z tuzin.
Będą tu za godzinę, | więc lepiej coś zjedzmy.
Było:
Patrz, Howardzie.|To ten w złotym kapeluszu.
Tak, to ten, który napadł na pociąg.
Jest:
Patrz, Howardzie. | To ten w złotym kapeluszu.
Tak, to ten, | który napadł na pociąg.
Było:
Niektórzy chcą wracać, inni chcą zostać...
i założyć tu bazę,|z której można najeżdżać wioski.
Jest:
Niektórzy chcą wracać, | inni chcą zostać...
i założyć tu bazę, | z której można najeżdżać wioski.
Było:
- Zabić tylu, ile się da?|- Nie, lepiej zaczekajmy.
Jest:
- Zabić tylu, ile się da? | - Nie, lepiej zaczekajmy.
Było:
Odznaki? Nie nosimy odznak.
Jest:
Odznaki? | Nie nosimy odznak.
Było:
Nie muszę ci pokazywać żadnych odznak.
Jest:
Nie muszę ci pokazywać | żadnych odznak.
Było:
Powinieneś być trochę bardziej uprzejmy.
Daj nam swoją broń, a damy ci spokój.
Jest:
Powinieneś być trochę | bardziej uprzejmy.
Daj nam swoją broń, | a damy ci spokój.
Było:
Odjedźcie bez mojego gnata, i to szybko.
Jest:
Odjedźcie bez mojego gnata, | i to szybko.
Było:
Posłuchaj, amigo, źle mnie zrozumiałeś.
Nie chcemy, byś nam oddał swoją broń|za darmo. Chcemy ją kupić.
Posłuchaj, mam złoty zegarek|na złotym łańcuszku,
Jest:
Posłuchaj, amigo, | źle mnie zrozumiałeś.
Nie chcemy, byś nam oddał swoją broń | za darmo. Chcemy ją kupić.
Posłuchaj, mam złoty zegarek | na złotym łańcuszku,
Było:
Lepiej go weź. To ci się opłaca.
Zatrzymaj zegarek, ja zatrzymam broń.
Ach, tak, zatrzymasz? Zobaczymy.
Jest:
Lepiej go weź. | To ci się opłaca.
Zatrzymaj zegarek, | ja zatrzymam broń.
Ach, tak, zatrzymasz? | Zobaczymy.
Było:
- Czy ten w złotym kapeluszu to nie...|- Też go poznaliśmy. Napadł na pociąg.
- Może mają dosyć?|- Wątpię.
Skoro wiedzą, że mamy cztery gnaty,|będą bardziej zdeterminowani.
- Jak myślisz, co teraz wykombinują?|- Nie mam pojęcia. Trzeba czekać.
Jest:
- Czy ten w złotym kapeluszu to nie... | - Też go poznaliśmy. Napadł na pociąg.
- Może mają dosyć? | - Wątpię.
Skoro wiedzą, że mamy cztery gnaty, | będą bardziej zdeterminowani.
- Jak myślisz, co teraz wykombinują? | - Nie mam pojęcia. Trzeba czekać.
Było:
Rąbią drewno na ogień. Zabawne.
Nie będzie ci do śmiechu,|jeśli robią to, co myślę.
- Czyli co?|- Budują ruchomą barykadę.
Jest:
Rąbią drewno na ogień. | Zabawne.
Nie będzie ci do śmiechu, | jeśli robią to, co myślę.
- Czyli co? | - Budują ruchomą barykadę.
Było:
Czołgają się, posuwając barykadę.|Nie wiesz, w co strzelać.
Oddałbym moją część za kilka granatów.
Jest:
Czołgają się, posuwając barykadę. | Nie wiesz, w co strzelać.
Oddałbym moją część | za kilka granatów.
Było:
- Jak myślisz, dlaczego?|- Wiem tyle, co i ty.
Zaczekajcie.|Może chcą nas w ten sposób wywabić.
Nie sądzę. Są na to zbyt słabymi aktorami.
Hej, wspólniku. Chodźcie tutaj.
Jest:
- Jak myślisz, dlaczego? | - Wiem tyle, co i ty.
Zaczekajcie. | Może chcą nas w ten sposób wywabić.
Nie sądzę. | Są na to zbyt słabymi aktorami.
Hej, wspólniku. | Chodźcie tutaj.
Było:
Federales. Patrzcie.|Mógłbym ich wycałować.
Musieli się dowiedzieć od wieśniaków,|że bandyci tu jadą.
Dlaczego nie zostaną tu i nie walczą?
Jest:
Federales. Patrzcie. | Mógłbym ich wycałować.
Musieli się dowiedzieć od wieśniaków, | że bandyci tu jadą.
Dlaczego nie zostaną tu | i nie walczą?
Było:
Z nami z tyłu, z federales z przodu,|nie mieliby szans.
Jest:
Z nami z tyłu, z federales z przodu, | nie mieliby szans.
Było:
Pogryźcie ich i nie wypluwajcie,|tylko połknijcie.
Jest:
Pogryźcie ich i nie wypluwajcie, | tylko połknijcie.
Było:
Prawdę mówiąc, już widziałem śmierć.
Jest:
Prawdę mówiąc, | już widziałem śmierć.
Było:
James Cody. Dallas, Teksas.
List z Dallas. Pewnie z domu.
Jest:
James Cody. | Dallas, Teksas.
List z Dallas. | Pewnie z domu.
Było:
"Drogi Jimie, właśnie otrzymałam twój list.
"Z ulgą przyjęłam wiadomość od ciebie|po tak wielu miesiącach...
Jest:
"Drogi Jimie, | właśnie otrzymałam twój list.
"Z ulgą przyjęłam wiadomość od ciebie | po tak wielu miesiącach...
Było:
"że nie zawsze jest pod ręką|skrzynka pocztowa...
Jest:
"że nie zawsze jest pod ręką | skrzynka pocztowa...
Było:
"Jimmy ma się dobrze, ale tęskni|za swoim ojcem równie mocno jak ja.
"Wciąż pyta, kiedy wróci jego tatuś.
"Powiedziałeś, że jeśli tym razem|niczego nie znajdziesz,
"to już więcej nie będziesz szukał.
"Nawet nie wiesz,|jak bardzo radują me serce...
"te słowa, jeśli naprawdę taki masz zamiar.
Jest:
"Jimmy ma się dobrze, ale tęskni | za swoim ojcem równie mocno jak ja.
"Wciąż pyta, | kiedy wróci jego tatuś.
"Powiedziałeś, że jeśli tym razem | niczego nie znajdziesz,
"to już więcej | nie będziesz szukał.
"Nawet nie wiesz, | jak bardzo radują me serce...
"te słowa, | jeśli naprawdę taki masz zamiar.
Było:
"obojętne, jak wielki,|nie jest wart tej rozłąki.
Jest:
"obojętne, jak wielki, | nie jest wart tej rozłąki.
Było:
"Wiosna była bardzo piękna.|Ciepłe deszcze, żadnego mrozu.
Jest:
"Wiosna była bardzo piękna. | Ciepłe deszcze, żadnego mrozu.
Było:
"Górny sad wygląda, jakby płonął,
"dolny, jakby burza śnieżna szalała.
"Wszyscy spodziewają się dużych zbiorów.
"Mam nadzieję, że wrócisz na zbiory.
"Oczywiście mam nadzieję,|że w końcu znajdziesz to złoto.
Jest:
"Górny sad wygląda, | jakby płonął,
"dolny, jakby | burza śnieżna szalała.
"Wszyscy spodziewają | się dużych zbiorów.
"Mam nadzieję, | że wrócisz na zbiory.
"Oczywiście mam nadzieję, | że w końcu znajdziesz to złoto.
Było:
"pamiętaj, że znaleźliśmy już|prawdziwy skarb.
Jest:
"pamiętaj, że znaleźliśmy już | prawdziwy skarb.
Było:
Tak, trochę mało. Mniej niż wczoraj.
Chcecie znać moje zdanie?|Teraz będzie mniej.
Jest:
Tak, trochę mało. | Mniej niż wczoraj.
Chcecie znać moje zdanie? | Teraz będzie mniej.
Było:
Mniej niż się spodziewaliśmy.|Nawet nie 40000.
Jest:
Mniej niż się spodziewaliśmy. | Nawet nie 40000.
Było:
Mamy ponad 35000 na głowę.|Powinniśmy być wdzięczni za to.
Poprzestańmy na tym i zbierajmy się.
Jest:
Mamy ponad 35000 na głowę. | Powinniśmy być wdzięczni za to.
Poprzestańmy na tym | i zbierajmy się.
Było:
Tydzień zajmie rozebranie kopalni|i postawienie góry na nogi.
Jest:
Tydzień zajmie rozebranie kopalni | i postawienie góry na nogi.
Było:
Narobiliśmy szkód. Musimy je naprawić.
By okazać naszą wdzięczność|za otrzymane bogactwo.
Jeśli mi nie pomożecie, sam to zrobię.
Mówisz o tej górze, jakby była kobietą.
Potraktowała mnie lepiej|niż jakakolwiek prawdziwa kobieta.
Nie martw się, tatuśku. Ja ci pomogę.
Jest:
Narobiliśmy szkód. | Musimy je naprawić.
By okazać naszą wdzięczność | za otrzymane bogactwo.
Jeśli mi nie pomożecie, | sam to zrobię.
Mówisz o tej górze, | jakby była kobietą.
Potraktowała mnie lepiej | niż jakakolwiek prawdziwa kobieta.
Nie martw się, tatuśku. | Ja ci pomogę.
Było:
Każdy odpowiada za własnego osła|i własny towar.
Jest:
Każdy odpowiada za własnego osła | i własny towar.
Było:
Mam na myśli wdowę po Codym.|O jego synu też.
Jest:
Mam na myśli wdowę po Codym. | O jego synu też.
Było:
Powinniśmy dać im jedną czwartą,|tak jakby Cody był z nami od początku.
Co? Jedną czwartą naszego złota?
- Tak.|- Oszalałeś?
Gdyby nie on, wszyscy byśmy zginęli.
Jest:
Powinniśmy dać im jedną czwartą, | tak jakby Cody był z nami od początku.
Co? | Jedną czwartą naszego złota?
- Tak. | - Oszalałeś?
Gdyby nie on, | wszyscy byśmy zginęli.
Było:
Tak, to mogło spotkać każdego z nas.
Padło na niego. Nasze szczęście, jego pech.
Nie wiem, jak wy,|ale ja oddam swoją jedną czwartą.
Ja też mam więcej niż potrzebuję.|Nawet połowa tego mi wystarczy.
Jedną czwartą? Jasne.
Chyba byliście na spotkaniu|ruchu odnowy religijnej.
Jest:
Tak, to mogło | spotkać każdego z nas.
Padło na niego. | Nasze szczęście, jego pech.
Nie wiem, jak wy, | ale ja oddam swoją jedną czwartą.
Ja też mam więcej niż potrzebuję. | Nawet połowa tego mi wystarczy.
Jedną czwartą? | Jasne.
Chyba byliście na spotkaniu | ruchu odnowy religijnej.
Było:
Dajemy im nasz tytoń, oni dają nam swój,|czegoś tu nie rozumiem.
Jest:
Dajemy im nasz tytoń, oni dają nam swój, | czegoś tu nie rozumiem.
Było:
Trochę to trwa, zanim przejdą do rzeczy.
Według Indian przechodzenie od razu|do rzeczy jest nieuprzejme.
Jest:
Trochę to trwa, | zanim przejdą do rzeczy.
Według Indian przechodzenie od razu | do rzeczy jest nieuprzejme.
Było:
Jego syn wpadł do rzeki, wyłowili go.
- Żyje, ale nie może odzyskać przytomności.|- Trudno.
Jest:
Jego syn wpadł do rzeki, | wyłowili go.
- Żyje, ale nie może odzyskać przytomności. | - Trudno.
Było:
Niedługo wrócę. Do rana będę z powrotem.
Popilnujcie mojego towaru,|kiedy mnie nie będzie.
Jest:
Niedługo wrócę. | Do rana będę z powrotem.
Popilnujcie mojego towaru, | kiedy mnie nie będzie.
Było:
Pomogło sztuczne oddychanie|i kilka harcerskich sztuczek.
To był bardziej szok niż utonięcie.
Nałykał się wody.|Może doznał szoku przy nurkowaniu.
Jest:
Pomogło sztuczne oddychanie | i kilka harcerskich sztuczek.
To był bardziej szok | niż utonięcie.
Nałykał się wody. | Może doznał szoku przy nurkowaniu.
Było:
Kiedy ktoś zbliża się do ich wioski,|po prostu to wiedzą, nie wiem skąd.
Jest:
Kiedy ktoś zbliża się do ich wioski, | po prostu to wiedzą, nie wiem skąd.
Było:
Nalega, byśmy wrócili do wioski|i przyjęli jego gościnę.
Powiedz mu, że nic z tego.|Nie jest nam nic winien.
Jeśli nie spłaci długu, rozgniewa tym duchy.
Jest:
Nalega, byśmy wrócili do wioski | i przyjęli jego gościnę.
Powiedz mu, że nic z tego. | Nie jest nam nic winien.
Jeśli nie spłaci długu, | rozgniewa tym duchy.
Było:
Obawiam się, że nas ugości,|nawet jeśli będzie musiał użyć siły.
Jest:
Obawiam się, że nas ugości, | nawet jeśli będzie musiał użyć siły.
Było:
Zaczekaj. To nic nie da. Schowaj broń.
Będziemy mieć na karku Indian.|Znajdą nas w pół godziny i oskalpują.
Jest:
Zaczekaj. To nic nie da. | Schowaj broń.
Będziemy mieć na karku Indian. | Znajdą nas w pół godziny i oskalpują.
Było:
Nie chodzi o was, ale ja muszę iść.
- Tak po prostu, chce ciebie.|- Na to wygląda.
Jest:
Nie chodzi o was, | ale ja muszę iść.
- Tak po prostu, chce ciebie. | - Na to wygląda.
Było:
Zostań tam kilka dni,|a potem spotkamy się w Durango.
- Co z moim towarem?|- Zabierz go ze sobą.
Gdyby go znaleźli, mogliby zapomnieć,|że jest gościem honorowym i go zabić.
Co mam z tym zrobić? Wyrzucić?
Jeśli chcesz, weźmiemy go ze sobą|i zaczekamy na ciebie w Durango.
Jest:
Zostań tam kilka dni, | a potem spotkamy się w Durango.
- Co z moim towarem? | - Zabierz go ze sobą.
Gdyby go znaleźli, mogliby zapomnieć, | że jest gościem honorowym i go zabić.
Co mam z tym zrobić? | Wyrzucić?
Jeśli chcesz, weźmiemy go ze sobą | i zaczekamy na ciebie w Durango.
Było:
Teraz pomyślisz dwa razy,|zanim zrobisz dobry uczynek.
Jak z nimi trochę pobędę,|może dadzą mi konia.
Jest:
Teraz pomyślisz dwa razy, | zanim zrobisz dobry uczynek.
Jak z nimi trochę pobędę, | może dadzą mi konia.
Było:
Świetnie. Powodzenia, Howard.
Jest:
Świetnie. | Powodzenia, Howard.
Było:
Będzie nam cię brakowało. Ale jak mawiał|mój nauczyciel w szkółce niedzielnej:
"Trzeba się nauczyć przyjmować porażki,|które niesie życie".
Jest:
Będzie nam cię brakowało. Ale jak mawiał | mój nauczyciel w szkółce niedzielnej:
"Trzeba się nauczyć przyjmować porażki, | które niesie życie".
Było:
Uważaj na Indianki.|Słyszałem, że są sprytne.
Jest:
Uważaj na Indianki. | Słyszałem, że są sprytne.
Było:
Kto wie, może tak zrobię.|Wybiorę ładną squaw i ożenię się z nią.
Łatwo je ubrać, nakarmić i zabawić.|I nie zrzędzą.
Jest:
Kto wie, może tak zrobię. | Wybiorę ładną squaw i ożenię się z nią.
Łatwo je ubrać, nakarmić i zabawić. | I nie zrzędzą.
Było:
Czy to nie jego osły zawsze|wyłamują się z szeregu,
odłączają się od reszty|i rozbijają torby o drzewa i skały?
Szkoda, że nie odejdą na tyle,|by wpaść w przepaść.
Jest:
Czy to nie jego osły zawsze | wyłamują się z szeregu,
odłączają się od reszty | i rozbijają torby o drzewa i skały?
Szkoda, że nie odejdą na tyle, | by wpaść w przepaść.
Było:
Sam mógłby to równie dobrze zrobić.
Wiedział, co robi, kiedy nam go przekazywał.
Jest:
Sam mógłby | to równie dobrze zrobić.
Wiedział, co robi, | kiedy nam go przekazywał.
Było:
Jaki jest sens pomstować teraz na starego?|To nic nie da.
Jest:
Jaki jest sens pomstować teraz na starego? | To nic nie da.
Było:
Jeśli chcesz jechać dalej, w porządku.|Weź tylko jego osły ze sobą.
Jest:
Jeśli chcesz jechać dalej, w porządku. | Weź tylko jego osły ze sobą.
Było:
Jest jeszcze wcześnie.|Możemy zrobić jeszcze 6 do 8 km.
Nikt nie każe ci się tu zatrzymywać.|Możesz zrobić jeszcze 30 km.
Jest:
Jest jeszcze wcześnie. | Możemy zrobić jeszcze 6 do 8 km.
Nikt nie każe ci się tu zatrzymywać. | Możesz zrobić jeszcze 30 km.
Było:
Może faktycznie jesteś. Sam powiedz.
Jest:
Może faktycznie jesteś. | Sam powiedz.
Było:
Ja nie mogę? Nie rozśmieszaj mnie.
Mogę iść cztery razy dalej|niż taki ćwok jak ty.
Ale nie chcę. Mógłbym, gdybym chciał,|ale nie chcę, ćwoku.
Jest:
Ja nie mogę? | Nie rozśmieszaj mnie.
Mogę iść cztery razy dalej | niż taki ćwok jak ty.
Ale nie chcę. Mógłbym, gdybym chciał, | ale nie chcę, ćwoku.
Było:
Musimy skończyć to, co zaczęliśmy.|Czy to ci się podoba, czy nie.
Jest:
Musimy skończyć to, co zaczęliśmy. | Czy to ci się podoba, czy nie.
Było:
Pewnie je pieczonego indyka|i popija tequilą.
To pierwszy dzień,|kiedy musimy sobie radzić bez niego.
Jak nabierzemy wprawy, będzie z górki.
Jak daleko stąd według ciebie są tory?
- Nie tak daleko w prostej linii.|- Nie jedziemy w prostej linii.
Jest:
Pewnie je pieczonego indyka | i popija tequilą.
To pierwszy dzień, | kiedy musimy sobie radzić bez niego.
Jak nabierzemy wprawy, | będzie z górki.
Jak daleko stąd | według ciebie są tory?
- Nie tak daleko w prostej linii. | - Nie jedziemy w prostej linii.
Było:
a za następne trzy, cztery do torów.
Pod warunkiem,|że nie wydarzy się nic po drodze.
Jest:
a za następne trzy, | cztery do torów.
Pod warunkiem, | że nie wydarzy się nic po drodze.
Było:
Wtajemniczysz? Ależ oczywiście.
Jest:
Wtajemniczysz? | Ależ oczywiście.
Było:
No to dalej, gadaj. Co cię tak śmieszy?
Tak sobie myślałem,|że głupio zrobił ten stary dureń,
- powierzając nam swój towar.|- Nie rozumiem.
Jest:
No to dalej, gadaj. | Co cię tak śmieszy?
Tak sobie myślałem, | że głupio zrobił ten stary dureń,
- powierzając nam swój towar. | - Nie rozumiem.
Było:
- Pokażemy mu.|- Do czego zmierzasz?
Nie rozumiesz? Teraz to nasz towar.
Nie jedziemy do Durango. Nie ma mowy.
Jest:
- Pokażemy mu. | - Do czego zmierzasz?
Nie rozumiesz? | Teraz to nasz towar.
Nie jedziemy do Durango. | Nie ma mowy.
Było:
Ale z ciebie frajer.|Kiedy ty w końcu dorośniesz?
Dobrze, powiem to w wersji|dla półinteligentów,
bierzemy jego towar, jedziemy na północ,|a stary zostaje z niczym.
Jest:
Ale z ciebie frajer. | Kiedy ty w końcu dorośniesz?
Dobrze, powiem to w wersji | dla półinteligentów,
bierzemy jego towar, jedziemy na północ, | a stary zostaje z niczym.
Było:
Fred C. Dobbs zawsze mówi poważnie.
Dopóki ja tu jestem,|nie pozwolę ci tknąć jego towaru.
Jest:
Fred C. Dobbs | zawsze mówi poważnie.
Dopóki ja tu jestem, | nie pozwolę ci tknąć jego towaru.
Było:
Nie. Chcę być fair w stosunku do starego.|Zrobiłbym to samo, gdyby chodziło o ciebie.
Nie praw kazań.|Brzmią śmiesznie na tym odludziu.
Jest:
Nie. Chcę być fair w stosunku do starego. | Zrobiłbym to samo, gdyby chodziło o ciebie.
Nie praw kazań. | Brzmią śmiesznie na tym odludziu.
Było:
Podejrzewałem cię od dłuższego czasu|i miałem rację.
- O co mnie podejrzewałeś?|- Mnie nie oszukasz.
Jest:
Podejrzewałem cię od dłuższego czasu | i miałem rację.
- O co mnie podejrzewałeś? | - Mnie nie oszukasz.
Było:
Od dawna chciałeś mnie zabić|przy pierwszej nadarzającej się okazji,
pochować mnie w krzakach jak jakiegoś psa,
żebyś mógł wziąć nie tylko złoto starego,|ale również i moje.
Kiedy dojedziesz do Durango,|będziesz mógł się śmiać,
Jest:
Od dawna chciałeś mnie zabić | przy pierwszej nadarzającej się okazji,
pochować mnie w krzakach | jak jakiegoś psa,
żebyś mógł wziąć nie tylko złoto starego, | ale również i moje.
Kiedy dojedziesz do Durango, | będziesz mógł się śmiać,
Było:
Ręce do góry. Dalej, chcę je widzieć.
Jest:
Ręce do góry. | Dalej, chcę je widzieć.
Było:
Ty i ta twoja troska o dobytek innych|wyniesiona ze szkółki niedzielnej.
Wstawaj i zachowuj się,|jak na mężczyznę przystało.
Jest:
Ty i ta twoja troska o dobytek innych | wyniesiona ze szkółki niedzielnej.
Wstawaj i zachowuj się, | jak na mężczyznę przystało.
Było:
- Teraz ja rozdaję karty.|- Tak.
Jest:
- Teraz ja rozdaję karty. | - Tak.
Było:
Ani przez moment nie miałem zamiaru|obrabować cię ani skrzywdzić.
Jest:
Ani przez moment nie miałem zamiaru | obrabować cię ani skrzywdzić.
Było:
walczyłbym o twoje tak,|jak teraz walczę o starego.
Jeśli mówisz prawdę, oddaj mi broń.
Jest:
walczyłbym o twoje tak, | jak teraz walczę o starego.
Jeśli mówisz prawdę, | oddaj mi broń.
Było:
W obecnym stanie rzeczy lepiej będzie|rozdzielić się jutro albo nawet dziś.
- To by ci odpowiadało, prawda?|- A tobie nie?
Mógłbyś mnie zajść od tyłu|i strzelić mi w plecy.
Jest:
W obecnym stanie rzeczy lepiej będzie | rozdzielić się jutro albo nawet dziś.
- To by ci odpowiadało, prawda? | - A tobie nie?
Mógłbyś mnie zajść od tyłu | i strzelić mi w plecy.
Było:
Jeśli tak, to dlaczego teraz cię nie zabiłem?
Bo jesteś tchórzem.
Nie masz odwagi pociągnąć za spust,|kiedy patrzę ci w oczy.
Jeśli tak myślisz, nie ma innego wyjścia,|jak wiązać cię na noc.
Wiesz co. Założę się z tobą.
Jest:
Jeśli tak, to dlaczego | teraz cię nie zabiłem?
Powiem ci dlaczego. | Bo jesteś tchórzem.
Nie masz odwagi pociągnąć za spust, | kiedy patrzę ci w oczy.
Jeśli tak myślisz, nie ma innego wyjścia, | jak wiązać cię na noc.
Wiesz co. | Założę się z tobą.
Było:
Założę się o 105000$,|że zaśniesz wcześniej ode mnie.
Jest:
Założę się o 105000$, | że zaśniesz wcześniej ode mnie.
Było:
Teraz ja rozdaję karty|i to będzie ostatnie rozdanie.
- Jakie karty...|- Mam zamiar z tym skończyć teraz.
Nie będziesz mi już rozkazywał|tak jak dzisiaj.
- Chcesz mnie zabić?|- Nie, bracie, nie zabiję cię. Pomyliłeś się.
Robię to, żebyś mnie nie zabił,|kiedy nie będę patrzeć.
- Stary cię dopadnie.|- Tak myślisz?
Pomyślałem o tym. Wiesz, co mu powiem?
Powiem mu, że przywiązałeś mnie do drzewa|i uciekłeś z jego towarem.
Jest:
Teraz ja rozdaję karty | i to będzie ostatnie rozdanie.
- Jakie karty... | - Mam zamiar z tym skończyć teraz.
Nie będziesz mi już rozkazywał | tak jak dzisiaj.
- Chcesz mnie zabić? | - Nie, bracie, nie zabiję cię. Pomyliłeś się.
Robię to, żebyś mnie nie zabił, | kiedy nie będę patrzeć.
- Stary cię dopadnie. | - Tak myślisz?
Pomyślałem o tym. | Wiesz, co mu powiem?
Powiem mu, że przywiązałeś mnie do drzewa | i uciekłeś z jego towarem.
Było:
Dziś musiałem iść pod twoje dyktando,|teraz ty pójdziesz pod moje.
- Dokąd?|- Na twój pogrzeb.
Jest:
Dziś musiałem iść pod twoje dyktando, | teraz ty pójdziesz pod moje.
- Dokąd? | - Na twój pogrzeb.
Było:
Wstawaj. Chce ci się spać?
Zaraz się pogrążysz we śnie.|Będziesz spał jak zabity.
Jest:
Wstawaj. | Chce ci się spać?
Zaraz się pogrążysz we śnie. | Będziesz spał jak zabity.
Było:
Może się zatoczył i upadł,|nie będąc trafionym.
Jest:
Może się zatoczył i upadł, | nie będąc trafionym.
Było:
Jeśli w nie wierzysz, zadręczy cię na śmierć.
Jest:
Jeśli w nie wierzysz, | zadręczy cię na śmierć.
Było:
Niedobrze mi się robi|od roztrząsania tej sprawy.
Może lepiej go zostawię tak jak jest.
Jest:
Niedobrze mi się robi | od roztrząsania tej sprawy.
Może lepiej | go zostawię tak jak jest.
Było:
Za tydzień i tak go nie będzie.|Sępy i mrówki zrobią swoje.
Nie wiem, co się ze mną dzieje.|Czy to naprawdę był tygrys?
Jest:
Za tydzień i tak go nie będzie. | Sępy i mrówki zrobią swoje.
Nie wiem, co się ze mną dzieje. | Czy to naprawdę był tygrys?
Było:
A jeśli ma otwarte oczy?|Jeśli patrzy na mnie?
Jest:
A jeśli ma otwarte oczy? | Jeśli patrzy na mnie?
Było:
Ale powinienem był zakopać jego rzeczy...
a jego zostawić na pastwę sępów i mrówek.
Jest:
Ale powinienem | był zakopać jego rzeczy...
a jego zostawić na pastwę | sępów i mrówek.
Było:
Jeśli ktoś zobaczy, jak krążą,|domyśli się, że ktoś leży martwy.
Jest:
Jeśli ktoś zobaczy, jak krążą, | domyśli się, że ktoś leży martwy.
Było:
Trzeba wziąć się w garść.|Nie mogę stracić głowy.
Jest:
Trzeba wziąć się w garść. | Nie mogę stracić głowy.
Było:
Mam. Tygrys.
Wszystko jasne.|Tygrys zaciągnął go do swojej nory.
Tak. Niedługo nie będzie nawet kości,|by rzucić na mnie podejrzenie.
Jest:
Mam. | Tygrys.
Wszystko jasne. | Tygrys zaciągnął go do swojej nory.
Tak. Niedługo nie będzie nawet kości, | by rzucić na mnie podejrzenie.
Było:
Doszedłem do siebie w środku nocy.
Jest:
Doszedłem do siebie | w środku nocy.
Było:
Pewnie ją zostawił,|żeby wyglądało na samobójstwo.
Myślałem, że wróci rano,|by sprawdzić, czy na pewno nie żyję.
Chciałem nawet zaczekać|i poczęstować go ołowiem,
ale bałem się,|że w tym stanie mogę spudłować,
więc postanowiłem wyczołgać się stamtąd.
- Spokojnie, za dużo gadasz.|- Nie martw się o mnie.
Wyjdę z tego.|Choćby tylko po to, by go dopaść.
Zdaje się, że Dobbs uciekł|z naszym towarem i kieruje się na północ.
- Tak.|- Chyba nie można go winić.
Jest:
Pewnie ją zostawił, | żeby wyglądało na samobójstwo.
Myślałem, że wróci rano, | by sprawdzić, czy na pewno nie żyję.
Chciałem nawet zaczekać | i poczęstować go ołowiem,
ale bałem się, | że w tym stanie mogę spudłować,
więc postanowiłem | wyczołgać się stamtąd.
- Spokojnie, za dużo gadasz. | - Nie martw się o mnie.
Wyjdę z tego. | Choćby tylko po to, by go dopaść.
Zdaje się, że Dobbs uciekł | z naszym towarem i kieruje się na północ.
- Tak. | - Chyba nie można go winić.
Było:
Jest uczciwy jak wszyscy.|Albo prawie wszyscy.
Błędem było pozostawienie was samych|na pustkowiu...
Jest:
Jest uczciwy jak wszyscy. | Albo prawie wszyscy.
Błędem było pozostawienie was samych | na pustkowiu...
Było:
To wielka pokusa. Wiem, co mówię.
Jest:
To wielka pokusa. | Wiem, co mówię.
Było:
Kiedy upadłem,|strzelił po raz drugi dla pewności.
Gdybym był młody, też by mnie kusiło.
Może bym nie uległ pokusie,|ale na pewno by mnie kusiło.
Jest:
Kiedy upadłem, | strzelił po raz drugi dla pewności.
Gdybym był młody, | też by mnie kusiło.
Może bym nie uległ pokusie, | ale na pewno by mnie kusiło.
Było:
Wyruszam za tym złodziejem|odzyskać nasze złoto.
Nie tylko dają mi konia,|ale pojadą jako moja obstawa.
- Ty nie jedziesz.|- Bo co?
Jest:
Wyruszam za tym złodziejem | odzyskać nasze złoto.
Nie tylko dają mi konia, | ale pojadą jako moja obstawa.
- Ty nie jedziesz. | - Bo co?
Było:
- Chyba mnie nie zostawisz.|- Spójrz na siebie.
Jesteś słaby jak szczeniak.|Nie martw się, zadbam o twoje interesy.
Jest:
- Chyba mnie nie zostawisz. | - Spójrz na siebie.
Jesteś słaby jak szczeniak. | Nie martw się, zadbam o twoje interesy.
Było:
Nie. Ale mam trochę tytoniu,
Jest:
Nie. | Ale mam trochę tytoniu,
Było:
- Jedziesz do Durango?|- Tak.
Jest:
- Jedziesz do Durango? | - Tak.
Było:
Potrzebne mi pieniądze.|Nie mam złamanego centa.
Jest:
Potrzebne mi pieniądze. | Nie mam złamanego centa.
Było:
Pieniądze?|Nam też przydałyby się pieniądze.
Tak? Przydałby mi się|dobry poganiacz mułów,
Jest:
Pieniądze? | Nam też przydałyby się pieniądze.
Tak?
Przydałby mi się | dobry poganiacz mułów,
Było:
muszę najpierw pojechać do miasta|po pieniądze.
Jest:
muszę najpierw pojechać do miasta | po pieniądze.
Było:
- Jesteś sam?|- Nie.
Jest:
- Jesteś sam? | - Nie.
Było:
Samotny człowiek z osłami w kraju,|gdzie roi się od rabusiów,
a jego przyjaciele na koniach jadą w tyle.
Twoi przyjaciele muszą być daleko w tyle.
Pablo nie widzi żadnego kurzu|wzniecanego przez ich konie.
Zaraz tu będą. Mówię wam.
Już wiem, skąd cię znam.|Jesteś tym z dziury.
Jest:
Samotny człowiek z osłami w kraju, | gdzie roi się od rabusiów,
a jego przyjaciele | na koniach jadą w tyle.
Twoi przyjaciele | muszą być daleko w tyle.
Pablo nie widzi żadnego kurzu | wzniecanego przez ich konie.
Zaraz tu będą. | Mówię wam.
Już wiem, skąd cię znam. | Jesteś tym z dziury.
Było:
- Pewnie skóry.|- Tak.
Jest:
- Pewnie skóry. | - Tak.
Było:
Można za nie dostać przyzwoite pieniądze.
Jest:
Można za nie dostać | przyzwoite pieniądze.
Było:
Na pewno nie chcecie|pomóc mi przy osłach?
Jest:
Na pewno nie chcecie | pomóc mi przy osłach?
Było:
Zostawcie. To mój osioł.
Jest:
Zostawcie. | To mój osioł.
Było:
Zostawcie. To moje osły.
Nie wystraszysz tym nawet pchły.|Możesz zastrzelić tylko jednego z nas,
a on akurat nie ma nic przeciwko.|Szukają go federales.
Jest:
Zostawcie. | To moje osły.
Nie wystraszysz tym nawet pchły. | Możesz zastrzelić tylko jednego z nas,
a on akurat nie ma nic przeciwko. | Szukają go federales.
Było:
- Zaryzykujemy.|- Nie zbliżajcie się.
- Strzelanina.|- Pewnie jakaś egzekucja.
- Dobbs nie żyje.|- Co?
- Dopadli go bandyci.|- A nasz towar?
- Co?|- Mówi, że nasz towar jest u niego w biurze.
- Nie ma, Howardzie.|- Spokojnie.
Jest:
- Zaryzykujemy. | - Nie zbliżajcie się.
- Strzelanina. | - Pewnie jakaś egzekucja.
- Dobbs nie żyje. | - Co?
- Dopadli go bandyci. | - A nasz towar?
- Co? | - Mówi, że nasz towar jest u niego w biurze.
- Nie ma, Howardzie. | - Spokojnie.
Było:
Słyszał rozmowę bandytów|czekających na egzekucję.
Myśleli, że to worki z piaskiem|schowane w skórach,
by były cięższe,|kiedy Dobbs będzie je sprzedawał.
Jest:
Słyszał rozmowę bandytów | czekających na egzekucję.
Myśleli, że to worki z piaskiem | schowane w skórach,
by były cięższe, | kiedy Dobbs będzie je sprzedawał.
Było:
W ruinach za miastem. Jedziemy!
Jest:
W ruinach za miastem. | Jedziemy!
Było:
Śmiej się, Curtin, ktoś nam spłatał figla.
Jest:
Śmiej się, Curtin, | ktoś nam spłatał figla.
Było:
ale ktokolwiek to był, miał poczucie humoru!
Złoto wróciło tam, gdzie je znaleźliśmy!
Ten żart kosztował nas 10 miesięcy|ciężkiej pracy i wyrzeczeń!
Jest:
ale ktokolwiek to był, | miał poczucie humoru!
Złoto wróciło tam, | gdzie je znaleźliśmy!
Ten żart kosztował nas 10 miesięcy | ciężkiej pracy i wyrzeczeń!
Było:
Jeśli o mnie chodzi,|jestem ustawiony jako szaman.
Trzy posiłki dziennie, pięć, jeśli zechcę,
dach nad głową,|jakiś drink na rozgrzanie starych kości.
Będą mnie czcić, karmić|i traktować jak kapłana,
bo mówię im to, co chcą usłyszeć.|Dobrym szamanem trzeba się urodzić.
Jest:
Jeśli o mnie chodzi, | jestem ustawiony jako szaman.
Trzy posiłki dziennie, | pięć, jeśli zechcę,
dach nad głową, | jakiś drink na rozgrzanie starych kości.
Będą mnie czcić, karmić | i traktować jak kapłana,
bo mówię im to, co chcą usłyszeć. | Dobrym szamanem trzeba się urodzić.
Było:
Sam zdejmiesz kapelusz,|kiedy zobaczysz, jak mnie poważają.
Przedwczoraj chcieli mi powierzyć|władzę ustawodawczą.
Jest:
Sam zdejmiesz kapelusz, | kiedy zobaczysz, jak mnie poważają.
Przedwczoraj chcieli mi powierzyć | władzę ustawodawczą.
Było:
Sam nie wiem, co to znaczy. To chyba|najwyższy honor, jaki mogą przyznać.
Jest:
Sam nie wiem, co to znaczy. To chyba | najwyższy honor, jaki mogą przyznać.
Było:
A ty? Co będziesz robił?
Jest:
A ty? | Co będziesz robił?
Było:
Jesteś jeszcze młody.|Zdążysz się jeszcze dorobić.
Najgorszy los nie jest taki zły,|kiedy nas spotyka.
Nawet w połowie nie taki zły,|jak się tego spodziewasz.
Jest:
Jesteś jeszcze młody. | Zdążysz się jeszcze dorobić.
Najgorszy los nie jest taki zły, | kiedy nas spotyka.
Nawet w połowie nie taki zły, | jak się tego spodziewasz.
Było:
To niewiele w porównaniu z tym,|co spotkało Dobbsa.
Jest:
To niewiele w porównaniu z tym, | co spotkało Dobbsa.
Było:
Nie wiem. Wszystko mi jedno.
Możesz zatrzymać moją część pieniędzy|za osiołki i skóry,
jeśli kupisz za to bilet do Dallas|i odwiedzisz wdowę po Codym.
Jest lipiec. Czas zbiorów.
Jest:
Nie wiem. | Wszystko mi jedno.
Możesz zatrzymać moją część pieniędzy | za osiołki i skóry,
jeśli kupisz za to bilet do Dallas | i odwiedzisz wdowę po Codym.
Jest lipiec. | Czas zbiorów.