o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
90916 (jako 'było') z ID:
91307 (jako 'jest').
Było:
25 FPS
Sub Rip by Frost
LIKANTROPIA (WiIkołactwo)
Choroba psychiczna wywołująca|wrażenie bycia wiIkiem.
PopuIarna Iegenda głosi,
że cierpiący na tę chorobę,|upodabniają się do wiIka.
Mieszkańcy wioski w pobIiżu|zamku TaIbot ciągIe wspominają,
co ich spotkało|z powodu takiego stworzenia.
Zamek TaIbot, proszę pana.
- Witaj w domu.|- Dobrze być z powrotem, tato.
NiewieIe się zmieniło.
Nic w ciągu ostatnich 300 Iat.|Znasz PauIa Montforda?
- Oczywiście.|- Przyszedłem się przywitać.
- KradIiśmy razem jabłka.|- Teraz jest szefem poIicji.
Wracam do pracy. Do zobaczenia|wieczorem, koło dziewiątej.
- Dobrze, że wróciłeś.|- Dziękuję. Do zobaczenia.
- To PauI został gIiną?|- GIiną?
- PoIicjantem.|- Kapitan Montford. Na emeryturze.
Jest:
release: The Wolf Man (1941) DVDRip (SiRiUs sHaRe);| 702MB, 512x384, 1:09:56, 23.976fps.
synchro i poprawki: server
LIKANTROPIA (Wilkołactwo)
Choroba psychiczna wywołująca | wrażenie bycia wilkiem.
Popularna legenda głosi,
że cierpiący na tę chorobę, | upodabniają się do wilka.
Mieszkańcy wioski w pobliżu | zamku Talbot ciągle wspominają,
co ich spotkało | z powodu takiego stworzenia.
Zamek Talbot, proszę pana.
- Witaj w domu. | - Dobrze być z powrotem, tato.
Niewiele się zmieniło.
Nic w ciągu ostatnich 300 lat. | Znasz Paula Montforda?
- Oczywiście. | - Przyszedłem się przywitać.
- Kradliśmy razem jabłka. | - Teraz jest szefem policji.
Wracam do pracy. Do zobaczenia | wieczorem, koło dziewiątej.
- Dobrze, że wróciłeś. | - Dziękuję. Do zobaczenia.
- To Paul został gliną? | - Gliną?
- Policjantem. | - Kapitan Montford. Na emeryturze.
Było:
Śmierć twojego brata|zaskoczyła nas wszystkich.
Usiądż.
To już tradycja|w rodzinie TaIbotów,
że wszystkie nadzieje|pokłada się w najstarszym synu.
Młodszy często czuje żaI|i porzuca dom, jak ty.
- Ja wróciłem.|- Na szczęście.
Trzeba jednak było wypadku|na poIowaniu i śmierci brata.
Zawsze śIedziłem uważnie,|co się u was dzieje.
Bardzo byłem dumny,|gdy dostałeś nagrodę za badania.
Jest:
Śmierć twojego brata | zaskoczyła nas wszystkich.
Usiądź.
To już tradycja | w rodzinie Talbotów,
że wszystkie nadzieje | pokłada się w najstarszym synu.
Młodszy często czuje żal | i porzuca dom, jak ty.
- Ja wróciłem. | - Na szczęście.
Trzeba jednak było wypadku | na polowaniu i śmierci brata.
Zawsze śledziłem uważnie, | co się u was dzieje.
Bardzo byłem dumny, | gdy dostałeś nagrodę za badania.
Było:
Tradycyjnie nasza rodzina,|to Iudzie skryci i zamknięci w sobie.
Jest:
Tradycyjnie nasza rodzina, | to ludzie skryci i zamknięci w sobie.
Było:
że już nigdy nie będzie|między nami wrogości.
- Zrobię, co w mojej mocy.|- To z pewnością wystarczy.
18 Iat nieobecności nie powinno|być przeszkodą, by zająć się majątkiem,
bo, między nami, w wieIu dziedzinach|jesteśmy dość zacofani.
- Co to?|- Coś z Londynu.
MyśIę, że to nowa część|do teIeskopu.
Pewnie tak.|Chodżmy na strych.
Jest:
że już nigdy nie będzie | między nami wrogości.
- Zrobię, co w mojej mocy. | - To z pewnością wystarczy.
18 lat nieobecności nie powinno | być przeszkodą, by zająć się majątkiem,
bo, między nami, w wielu dziedzinach | jesteśmy dość zacofani.
- Co to? | - Coś z Londynu.
Myślę, że to nowa część | do teleskopu.
Pewnie tak. | Chodźmy na strych.
Było:
DoskonaIe. Gdzie się nauczyłeś|tak precyzyjnego rzemiosła?
W firmie optycznej|w KaIifornii.
PracowaIiśmy w obserwatorium|na Mount WiIson.
- Interesuje cię astronomia?|- NiespecjaInie.
Potrafię posługiwać się narzędziami.|Mam w tym trochę doświadczenia,
aIe jeśIi chodzi o teorię,|jestem amatorem.
Wszyscy astronomowie|to amatorzy.
Od spraw niebieskich|jest tyIko jeden ekspert.
Jest:
Doskonale. Gdzie się nauczyłeś | tak precyzyjnego rzemiosła?
W firmie optycznej | w Kalifornii.
Pracowaliśmy w obserwatorium | na Mount Wilson.
- Interesuje cię astronomia? | - Niespecjalnie.
Potrafię posługiwać się narzędziami. | Mam w tym trochę doświadczenia,
ale jeśli chodzi o teorię, | jestem amatorem.
Wszyscy astronomowie | to amatorzy.
Od spraw niebieskich | jest tylko jeden ekspert.
Było:
Mam kiIka spraw przed obiadem.|Zostawię cię tutaj.
Dzień dobry.|W czym mogę pomóc?
Szukam prezentu.|MyśIałem o koIczykach.
Oczywiście.|Mamy duży wybór.
Te są diamentowe.|Bardzo eIeganckie.
- AIbo te z perłą?|- Nie, nie sądzę.
Szukam takich błyszczących,|w kształcie półksiężyca.
- Ze złota.|- Przykro mi, takich nie mamy.
AIeż tak. Nie pamięta pani?|Na toaIetce w pani pokoju.
- W moim pokoju?|- Tak.
- Może mi je pani przynieść?|- Nie są na sprzedaż.
Nie dziwię się.|WygIądają na pani wyjątkowo pięknie.
Może mój ojciec|będzie mógł pomóc.
- Zawołam go.|- Nie trzeba.
Skoro nie mogę kupić koIczyków,|może kupię Iaskę.
Skąd wiedział pan o koIczykach|w moim pokoju?
Jestem jasnowidzem. Spojrzę na|piękną kobietę i wiem o niej wszystko.
Jaką Iaskę pan sobie życzy?|Na co dzień, czy wieczór?
Jest:
Mam kilka spraw przed obiadem. | Zostawię cię tutaj.
Dzień dobry. | W czym mogę pomóc?
Szukam prezentu. | Myślałem o kolczykach.
Oczywiście. | Mamy duży wybór.
Te są dlamentowe. | Bardzo eleganckie.
- Albo te z perłą? | - Nie, nie sądzę.
Szukam takich błyszczących, | w kształcie półksiężyca.
- Ze złota. | - Przykro mi, takich nie mamy.
Ależ tak. Nie pamięta pani? | Na toaletce w pani pokoju.
- W moim pokoju? | - Tak.
- Może mi je pani przynieść? | - Nie są na sprzedaż.
Nie dziwię się. | Wyglądają na pani wyjątkowo pięknie.
Może mój ojciec | będzie mógł pomóc.
- Zawołam go. | - Nie trzeba.
Skoro nie mogę kupić kolczyków, | może kupię laskę.
Skąd wiedział pan o kolczykach | w moim pokoju?
Jestem jasnowidzem. Spojrzę na | piękną kobietę i wiem o niej wszystko.
Jaką laskę pan sobie życzy? | Na co dzień, czy wieczór?
Było:
Ta jest wyjątkowo eIegancka.|Ze złotą gałką.
Jest:
Ta jest wyjątkowo elegancka. | Ze złotą gałką.
Było:
A ta z psem?|Pasowałaby do pana.
Jest:
A ta z psem? | Pasowałaby do pana.
Było:
- Może służyć jako kij goIfowy.|- Racja.
Jest:
- Może służyć jako kij golfowy. | - Racja.
Było:
To wiIk.
WiIk?
WiIk i gwiazda.
- Co to znaczy?|- Mówił pan, że jest jasnowidzem.
Jestem, aIe to tyIko drewno i srebro|i nie ma błękitnych oczu.
- Kosztuje trzy funty.|- 15 doIarów za starą Iaskę?
To unikat. WiIk i pentagram.|Znak wiIkołaka.
WiIkołaka?|Co to takiego?
Człowiek, który w pewnych okresach|roku zmienia się w wiIka.
Jak to? Biega na czworakach, gryzie|i wyje do księżyca?
Jest:
To wilk.
Wilk?
Wilk i gwiazda.
- Co to znaczy? | - Mówił pan, że jest jasnowidzem.
Jestem, ale to tylko drewno i srebro | i nie ma błękitnych oczu.
- Kosztuje trzy funty. | - 15 dolarów za starą laskę?
To unikat. Wilk i pentagram. | Znak wilkołaka.
Wilkołaka? | Co to takiego?
Człowiek, który w pewnych okresach | roku zmienia się w wilka.
Jak to? Biega na czworakach, gryzie | i wyje do księżyca?
Było:
,,Babciu, babciu,|jakie masz wieIkie oczy''.
Czerwony Kapturek|to historia o wiIkołaku.
Są też inne.|Jest taki stary wiersz:
,,Choćbyś serce miał najczystsze,|gdy zakwitnie zieIe wiIcze,
a księżyca pełnia trwa,|też się wiIkiem możesz stać''.
A o co chodzi|z tym pentagramem?
Każdy wiIkołak nosi takie znamię|i widzi je na dłoni swojej ofiary.
JeśIi chciała mnie pani wystraszyć,|to prawie się pani udało.
Wezmę tę Iaskę.
Niech pan powie.|SpotkaIiśmy się już kiedyś?
Oczywiście.|Skąd wiedziałbym o koIczykach?
- Nie przypominam sobie...|- Mam propozycję.
Wybierzmy się wieczorem|na spacer i porozmawiajmy o tym?
Jest:
,,Babciu, babciu, | jakie masz wielkie oczy''.
Czerwony Kapturek | to historia o wilkołaku.
Są też inne. | Jest taki stary wiersz:
,,Choćbyś serce miał najczystsze, | gdy zakwitnie ziele wilcze,
a księżyca pełnia trwa, | też się wilkiem możesz stać''.
A o co chodzi | z tym pentagramem?
Każdy wilkołak nosi takie znamię | i widzi je na dłoni swojej ofiary.
Jeśli chciała mnie pani wystraszyć, | to prawie się pani udało.
Wezmę tę laskę.
Niech pan powie. | Spotkaliśmy się już kiedyś?
Oczywiście. | Skąd wiedziałbym o kolczykach?
- Nie przypominam sobie... | - Mam propozycję.
Wybierzmy się wieczorem | na spacer i porozmawiajmy o tym?
Było:
- Do zobaczenia o ósmej.|- Nie.
- Cyganie?|- Tak. Wróżą z kart.
Zatrzymują się tu|każdej jesieni.
Dawno nikt mi nie wróżył.|Może dzisiaj?
Jest:
- Do zobaczenia o ósmej. | - Nie.
- Cyganie? | - Tak. Wróżą z kart.
Zatrzymują się tu | każdej jesieni.
Dawno nikt mi nie wróżył. | Może dzisiaj?
Było:
- Tak, to znak wiIkołaka.|- To tyIko Iegenda.
AIe jak wszystkie Iegendy,|musi mieć w sobie ziarno prawdy.
To dawne wyjaśnienie rozdwojenia|osobowości w każdym z nas.
Jest:
- Tak, to znak wilkołaka. | - To tylko legenda.
Ale jak wszystkie legendy, | musi mieć w sobie ziarno prawdy.
To dawne wyjaśnienie rozdwojenia | osobowości w każdym z nas.
Było:
,,Choćbyś serce miał najczystsze,|gdy zakwitnie zieIe wiIcze,
a księżyca pełnia trwa|też się wiIkiem możesz stać''.
Ciekawe. Ten sam wierszyk powiedziała|mi dziewczyna w skIepie z antykami.
Więc poznałeś Gwen ConIiffe?
Jest:
,,Choćbyś serce miał najczystsze, | gdy zakwitnie ziele wilcze,
a księżyca pełnia trwa | też się wilkiem możesz stać''.
Ciekawe. Ten sam wierszyk powiedziała | mi dziewczyna w sklepie z antykami.
Więc poznałeś Gwen Conliffe?
Było:
- OgIądałem miasto.|- Rozumiem.
TyIko tak daIej.
Chcę, żebyś poznał także|staruszków i młodzieńców.
Poznaj ich.|To miIi Iudzie.
Twoi Iudzie. W końcu|ty będziesz zarządzał majątkiem.
Tak, chcę|ich wszystkich poznać.
Jest:
- Oglądałem miasto. | - Rozumiem.
Tylko tak dalej.
Chcę, żebyś poznał także | staruszków i młodzieńców.
Poznaj ich. | To mili ludzie.
Twoi ludzie. W końcu | ty będziesz zarządzał majątkiem.
Tak, chcę | ich wszystkich poznać.
Było:
Oby tak daIej.
Postaram się.|Dobranoc.
- To pan.|- Któż by inny?
- Kogo się pani spodziewała?|- Nikogo.
Mówiłam panu,|że nie mogę się z panem umówić.
A mimo to, nałożyła pani|moje uIubione koIczyki,
- TyIko dIatego, że...|- Chodżmy. Nie chcę iść sam.
Jest:
Oby tak dalej.
Postaram się. | Dobranoc.
- To pan. | - Któż by inny?
- Kogo się pani spodziewała? | - Nikogo.
Mówiłam panu, | że nie mogę się z panem umówić.
A mimo to, nałożyła pani | moje ulubione kolczyki,
- Tylko dlatego, że... | - Chodźmy. Nie chcę iść sam.
Było:
Wziąłem ze sobą Iaskę.
Jest:
Wziąłem ze sobą laskę.
Było:
To Jenny WiIiams.|Też chce, by jej powróżyć.
- Miło mi pana poznać, panie...|- Proszę mówić mi Larry.
JeśIi nie ma pan|nic przeciwko... Larry.
Jest:
To Jenny Williams. | Też chce, by jej powróżyć.
- Miło mi pana poznać, panie... | - Proszę mówić mi Larry.
Jeśli nie ma pan | nic przeciwko... Larry.
Było:
WiIcze zieIe.
,,Choćbyś serce miał najczystsze,|gdy zakwitnie zieIe wiIcze,
a księżyca pełnia trwa,|też się wiIkiem możesz stać''.
- Pani też to zna?|- Oczywiście.
Wszyscy wiedzą o wiIkołakach.
Chcemy, żeby nam powróżyć. Naprawdę|umie pan przepowiedzieć przyszłość?
Jest:
Wilcze ziele.
,,Choćbyś serce miał najczystsze, | gdy zakwitnie ziele wilcze,
a księżyca pełnia trwa, | też się wilkiem możesz stać''.
- Pani też to zna? | - Oczywiście.
Wszyscy wiedzą o wilkołakach.
Chcemy, żeby nam powróżyć. Naprawdę | umie pan przepowiedzieć przyszłość?
Było:
- Proszę do środka.|- Mogę pójść pierwsza?
Jest:
- Proszę do środka. | - Mogę pójść pierwsza?
Było:
Idż, głuptasie.
Jest:
Idź, głuptasie.
Było:
Nie przyszIiśmy tu,|żeby podsłuchiwać, prawda?
Jest:
Nie przyszliśmy tu, | żeby podsłuchiwać, prawda?
Było:
JeśIi pójdzie pani ze mną na spacer,|przepowiem pani przyszłość.
Jest:
Jeśli pójdzie pani ze mną na spacer, | przepowiem pani przyszłość.
Było:
- Stąd wiedział pan o koIczykach?|- Niezupełnie.
TeIeskop widzi wszystko.
Sprawia wrażenie, jakby gwiazdy|były w zasięgu ręki.
- TeIeskop?|- Tak.
Tak samo Iudzie w swoich domach,|jeśIi odpowiednio go skierujesz.
- Jak pan mógł?|- Testowałem nową soczewkę.
Nic o pani nie wiedziałam|i nagIe się pani zjawiła.
Od tej pory|zawsze będę zasłaniać okna.
Proszę tego nie robić.|To znaczy, nie z mojego powodu.
Jest:
- Stąd wiedział pan o kolczykach? | - Niezupełnie.
Teleskop widzi wszystko.
Sprawia wrażenie, jakby gwiazdy | były w zasięgu ręki.
- Teleskop? | - Tak.
Tak samo ludzie w swoich domach, | jeśli odpowiednio go skierujesz.
- Jak pan mógł? | - Testowałem nową soczewkę.
Nic o pani nie wiedziałam | i nagle się pani zjawiła.
Od tej pory | zawsze będę zasłaniać okna.
Proszę tego nie robić. | To znaczy, nie z mojego powodu.
Było:
Powinien pan wiedzieć, że jestem|zaręczona. Niedługo wychodzę za mąż.
- Nie powinnam była tu przychodzić.|- AIe pani przyszła.
Czy może mi pan powiedzieć,|kiedy wyjdę za mąż?
Jest:
Powinien pan wiedzieć, że jestem | zaręczona. Niedługo wychodzę za mąż.
- Nie powinnam była tu przychodzić. | - Ale pani przyszła.
Czy może mi pan powiedzieć, | kiedy wyjdę za mąż?
Było:
Dziś nie mogę|pani nic powiedzieć.
Jest:
Dziś nie mogę | pani nic powiedzieć.
Było:
Co pan zobaczył?|Coś złego?
Jest:
Co pan zobaczył? | Coś złego?
Było:
- Idż!|- Idę!
Jest:
- Idź! | - Idę!
Było:
- Co to było?|- Nie wiem.
Nigdy nic podobnego|nie słyszałam.
Jest:
- Co to było? | - Nie wiem.
Nigdy nic podobnego | nie słyszałam.
Było:
Co się stało?|Co ci jest?
WiIk.
Jest:
Co się stało? | Co ci jest?
Wilk.
Było:
- Co mu się stało?|- WiIk go ugryzł.
Proszę coś zrobić!|Niech mu pani pomoże.
Jest:
- Co mu się stało? | - Wilk go ugryzł.
Proszę coś zrobić! | Niech mu pani pomoże.
Było:
- Kawał chłopa?|- Wyrósł.
- Jak pies myśIiwski.|- Nadałby się do poIicji.
Nie. Potrzebuję go|do prowadzenia majątku.
Zdobył sporo|doświadczenia w Ameryce.
Jest:
- Kawał chłopa? | - Wyrósł.
- Jak pies myśliwski. | - Nadałby się do policji.
Nie. Potrzebuję go | do prowadzenia majątku.
Zdobył sporo | doświadczenia w Ameryce.
Było:
- Co się stało?|- Pogryzł go wiIk.
- WiIk?|- Od Iat nie było tu wiIków.
- Gdzie?|- Na bagnach. Ta kobieta mu pomogła.
- Gdzie ona?|- Kto?
Cyganka.|Nie uniosłabym go sama.
- Ta staruszka?|- Znajdżcie ją.
- Był tam ktoś jeszcze?|- Jenny. Niech ktoś pójdzie po Jenny.
- Proszę pana! Kapitanie! Na bagnach.|- Na bagnach?
- Mów, o co chodzi.|- Jenny WiIIiams.
- Co się stało?|- Zabita.
WiIk, Cyganie, zabójstwo.|O co chodzi?
- Skąd wiesz, że to morderstwo?|- Gardło, proszę pana.
Po koIei.|Najpierw pokaż, gdzie to się stało.
- PrzyśIę doktora LIoyda.|- Roberts pomóż mi przenieść Larry'ego.
Zanieśmy go|do jego pokoju.
- Panie TwiddIe.|- Tak proszę pana.
- Zanotuj.|- Tak jest, proszę pana.
Jenny WiIIiams zaatakowana|przez duże zwierzę. Tak doktorze?
Aorta rozszarpana|parą ostrych zębów.
Przyczyna śmierci:|krwotok wewnętrzny.
- O co chodzi?|- WrażIiwy jestem na takie rzeczy.
- Lepiej zapisz, co powiedziałem.|- Tak, proszę pana.
Jest:
- Co się stało? | - Pogryzł go wilk.
- Wilk? | - Od lat nie było tu wilków.
- Gdzie? | - Na bagnach. Ta kobieta mu pomogła.
- Gdzie ona? | - Kto?
Cyganka. | Nie uniosłabym go sama.
- Ta staruszka? | - Znajdźcie ją.
- Był tam ktoś jeszcze? | - Jenny. Niech ktoś pójdzie po Jenny.
- Proszę pana! Kapitanie! Na bagnach. | - Na bagnach?
- Mów, o co chodzi. | - Jenny Williams.
- Co się stało? | - Zabita.
Wilk, Cyganie, zabójstwo. | O co chodzi?
- Skąd wiesz, że to morderstwo? | - Gardło, proszę pana.
Po kolei. | Najpierw pokaż, gdzie to się stało.
- Przyślę doktora Lloyda. | - Roberts pomóż mi przenieść Larry'ego.
Zanieśmy go | do jego pokoju.
- Panie Twiddle. | - Tak proszę pana.
- Zanotuj. | - Tak jest, proszę pana.
Jenny Williams zaatakowana | przez duże zwierzę. Tak doktorze?
Aorta rozszarpana | parą ostrych zębów.
Przyczyna śmierci: | krwotok wewnętrzny.
- O co chodzi? | - Wrażliwy jestem na takie rzeczy.
- Lepiej zapisz, co powiedziałem. | - Tak, proszę pana.
Było:
To Cygan,|który był dziś w mieście.
Czy zabiło go|to samo zwierzę?
Ktoś roztrzaskał mu czaszkę|ostrym narzędziem.
Zapisz: ciało Cygana BeIi znaIeziono|niedaIeko ciała Jenny WiIIiams.
Przyczyna zgonu:|uderzenie ostrym narzędziem.
- Popatrzcie. Jest bosy.|- W rzeczy samej.
Poza tym jest w pełni ubrany.|Zanotuj to.
- Tak jest, proszę pana.|- A cóż to jest?
- Laska z rączką w kształcie głowy konia.|- To nie głowa konia. To głowa wiIka.
Panie Frank,|te śIady tam - to śIady wiIka.
- Zanotuj.|- Tak jest.
ZnaIeziono w miejscu wypadku: Iaskę ze|srebrną rączką w kształcie głowy wiIka.
Przyjrzyjmy się tym śIadom.
Jest:
To Cygan, | który był dziś w mieście.
Czy zabiło go | to samo zwierzę?
Ktoś roztrzaskał mu czaszkę | ostrym narzędziem.
Zapisz: ciało Cygana Beli znaleziono | niedaleko ciała Jenny Williams.
Przyczyna zgonu: | uderzenie ostrym narzędziem.
- Popatrzcie. Jest bosy. | - W rzeczy samej.
Poza tym jest w pełni ubrany. | Zanotuj to.
- Tak jest, proszę pana. | - A cóż to jest?
- Laska z rączką w kształcie głowy konia. | - To nie głowa konia. To głowa wilka.
Panie Frank, | te ślady tam - to ślady wilka.
- Zanotuj. | - Tak jest.
Znaleziono w miejscu wypadku: laskę ze | srebrną rączką w kształcie głowy wilka.
Przyjrzyjmy się tym śladom.
Było:
- Dobrze się czuję.|- Dzień dobry.
- To doktor LIoyd.|- Napędziłeś nam wczoraj strachu.
Przepraszam. Chyba zemdIałem.
To twoja Iaska?
Oczywiście.|To nią zabiłem wiIka.
Cygan BeIa został zamordowany|wczorajszej nocy.
Przy zwłokach|znaIeziono twoją Iaskę.
BeIa... wróżbita?
Widziałem tyIko wiIka.
Jest:
- Dobrze się czuję. | - Dzień dobry.
- To doktor Lloyd. | - Napędziłeś nam wczoraj strachu.
Przepraszam. Chyba zemdlałem.
To twoja laska?
Oczywiście. | To nią zabiłem wilka.
Cygan Bela został zamordowany | wczorajszej nocy.
Przy zwłokach | znaleziono twoją laskę.
Bela... wróżbita?
Widziałem tylko wilka.
Było:
PauI chce|zadać ci parę pytań.
- Bardzo proszę.|- Dajmy mu odpocząć.
Nie rozumiem!|DIaczego nie?
Nie próbujcie mi wmówić, że|zabiłem człowieka. Wiem, że to był wiIk.
Jest:
Paul chce | zadać ci parę pytań.
- Bardzo proszę. | - Dajmy mu odpocząć.
Nie rozumiem! | Dlaczego nie?
Nie próbujcie mi wmówić, że | zabiłem człowieka. Wiem, że to był wilk.
Było:
Porozmawiamy póżniej. Chodżmy.
Jest:
Porozmawiamy później. Chodźmy.
Było:
Przestań się martwić|i zostaw to mnie.
Traktują mnie,|jakbym zwariował.
O nic go nie oskarżam, aIe dwoje Iudzi|nie żyje, a ja jestem szefem poIicji.
Nie róbmy z tego zagadki.|To nie powieść kryminaIna.
Panowie,|łatwo to wytłumaczyć.
Pies aIbo wiIk|zaatakował Jenny WiIIiams.
Krzyczała.|Larry i BeIa pobiegIi z pomocą.
Było ciemno. W zamieszaniu|Cygan został zabity.
- DIaczego więc był bosy?|- Nie zdążył włożyć butów.
- A ta rana?|- Wydało mu się, że został ugryziony.
- Bestia podarła mu płaszcz na strzępy.|- Upiera się, że został ranny.
Na płaszczu były śIady krwi.|Rana nie mogła się przez noc zagoić.
Pacjent jest wzburzony.|Może to być wynikiem szoku.
WoIałbym, aby nie niepokoił go pan|teraz pytaniami.
PoIicji zawsze się spieszy.|Jakby zmarIi nie mieIi całej wieczności.
Teraz ogłosi pan,|że postradałem rozum.
Nie ośmieIiłbym się.
Dziękuję. W zamian, nie przesłucham|pacjenta, póki nie wyrazi pan zgody.
Jest:
Przestań się martwić | i zostaw to mnie.
Traktują mnie, | jakbym zwariował.
O nic go nie oskarżam, ale dwoje ludzi | nie żyje, a ja jestem szefem policji.
Nie róbmy z tego zagadki. | To nie powieść kryminalna.
Panowie, | łatwo to wytłumaczyć.
Pies albo wilk | zaatakował Jenny Williams.
Krzyczała. | Larry i Bela pobiegli z pomocą.
Było ciemno. W zamieszaniu | Cygan został zabity.
- Dlaczego więc był bosy? | - Nie zdążył włożyć butów.
- A ta rana? | - Wydało mu się, że został ugryziony.
- Bestia podarła mu płaszcz na strzępy. | - Upiera się, że został ranny.
Na płaszczu były ślady krwi. | Rana nie mogła się przez noc zagoić.
Pacjent jest wzburzony. | Może to być wynikiem szoku.
Wolałbym, aby nie niepokoił go pan | teraz pytaniami.
Policji zawsze się spieszy. | Jakby zmarli nie mieli całej wieczności.
Teraz ogłosi pan, | że postradałem rozum.
Nie ośmieliłbym się.
Dziękuję. W zamian, nie przesłucham | pacjenta, póki nie wyrazi pan zgody.
Było:
- To Cygan wróżbita.|- I jego zabójca.
Nie możemy pochować|tego człowieka bez modIitwy.
Nie ma się o co modIić.|BeIa jest już w Iepszym od tego świecie.
Przynajmniej tak|uczycie wy, księża.
Prawda. Jednak to nie powód, żeby|odprawiać pogański pogrzeb.
Słyszałem, że przychodzicie do|miasta śpiewać, tańczyć i weseIić się.
Przez tysiące Iat, my Cyganie,|tak chowaIiśmy swoich zmarłych.
Nie mogłabym złamać obyczaju,|nawet gdybym chciała.
WaIka z zabobonami jest równie trudna,|jak waIka z samym szatanem.
Jest:
- To Cygan wróżbita. | - I jego zabójca.
Nie możemy pochować | tego człowieka bez modlitwy.
Nie ma się o co modlić. | Bela jest już w lepszym od tego świecie.
Przynajmniej tak | uczycie wy, księża.
Prawda. Jednak to nie powód, żeby | odprawiać pogański pogrzeb.
Słyszałem, że przychodzicie do | miasta śpiewać, tańczyć i weselić się.
Przez tysiące lat, my Cyganie, | tak chowaliśmy swoich zmarłych.
Nie mogłabym złamać obyczaju, | nawet gdybym chciała.
Walka z zabobonami jest równie trudna, | jak walka z samym szatanem.
Było:
Jak kropIe deszczu|wsiąkają w ziemię,
Jest:
Jak krople deszczu | wsiąkają w ziemię,
Było:
Twoje cierpienie|dobiegło końca, mój synu.
Jest:
Twoje cierpienie | dobiegło końca, mój synu.
Było:
Moja droga, nie mogą cię|o nic oskarżyć.
DIaczego nie pójdziesz|się położyć?
Jest:
Moja droga, nie mogą cię | o nic oskarżyć.
Dlaczego nie pójdziesz | się położyć?
Było:
Gdy tyIko zamykam oczy,|widzę Jenny.
WoIę zostać tutaj.
Jest:
Gdy tylko zamykam oczy, | widzę Jenny.
Wolę zostać tutaj.
Było:
- Czego panie sobie życzą?|- Gdzie ona jest?
- Czego chcecie?|- Czemu zostawiła Jenny z Cyganem?
Jest:
- Czego panie sobie życzą? | - Gdzie ona jest?
- Czego chcecie? | - Czemu zostawiła Jenny z Cyganem?
Było:
To kłamstwo.|Chciała sobie pójść...
- Nie woIno wam tak mówić o mojej|Gwen. - Odezwał się wzorowy ojciec.
PozwoIił jej pan spotkać się z innym.|Jest zaręczona!
- Nie zrobiła nic złego.|- To przez nią zginęła moja Jenny.
- Dość tego!|- To jej wina.
- Zawsze czułam, że ta niewinna|twarzyczka... - Wynoście się stąd!
Chcę prawdy. Co robiła,|kiedy mordowano moją Jenny?
- Ja panu powiem, co robiła!|- Proszę powiedzieć.
Jest:
To kłamstwo. | Chciała sobie pójść...
- Nie wolno wam tak mówić o mojej | Gwen. - Odezwał się wzorowy ojciec.
Pozwolił jej pan spotkać się z innym. | Jest zaręczona!
- Nie zrobiła nic złego. | - To przez nią zginęła moja Jenny.
- Dość tego! | - To jej wina.
- Zawsze czułam, że ta niewinna | twarzyczka... - Wynoście się stąd!
Chcę prawdy. Co robiła, | kiedy mordowano moją Jenny?
- Ja panu powiem, co robiła! | - Proszę powiedzieć.
Było:
Nie śmiej mnie dotknąć.|Ty i twoja córka.
Jeszcze się poIiczymy!
- Co w nie wstąpiło?|- Naprawdę nie wiem.
Przepraszam, że wpIątałem w to Gwen,|aIe naprawdę nie zrobiła nic złego.
Jest:
Nie śmiej mnie dotknąć. | Ty i twoja córka.
Jeszcze się policzymy!
- Co w nie wstąpiło? | - Naprawdę nie wiem.
Przepraszam, że wplątałem w to Gwen, | ale naprawdę nie zrobiła nic złego.
Było:
Mam nadzieję,|że nie słyszała tej awantury.
- Jest tutaj?|- W saIonie.
- Czy mogę się z nią zobaczyć?|- Oczywiście.
Jest:
Mam nadzieję, | że nie słyszała tej awantury.
- Jest tutaj? | - W salonie.
- Czy mogę się z nią zobaczyć? | - Oczywiście.
Było:
- Słyszała pani?|- Tak.
Jest:
- Słyszała pani? | - Tak.
Było:
Chcę, żeby pani wiedziała,|że przykro mi z powodu Jenny.
Jest:
Chcę, żeby pani wiedziała, | że przykro mi z powodu Jenny.
Było:
Widziałem, jak zaatakował|ją wiIk i zabiłem go.
Ugryzł mnie w trakcie waIki.|AIe dziś rano, nie ma śIadu po ranie.
Teraz wmawiają mi,|że zabiłem tego wróżbitę.
Może wcaIe nie było wiIka?
Było ciemno i mgIiście,
a pan przejął się historią o|wiIkołaku, którą opowiedziałam.
DIaczego wszyscy upierają się,|że to mi się wydaje?
- Witaj, Frank.|- Jest Gwen?
Tak, aIe ma gościa.
- Larry'ego TaIbota?|- Tak.
To się dobrze składa.|Z nim też chcę porozmawiać.
Jest:
Widziałem, jak zaatakował | ją wilk i zabiłem go.
Ugryzł mnie w trakcie walki. | Ale dziś rano, nie ma śladu po ranie.
Teraz wmawiają mi, | że zabiłem tego wróżbitę.
Może wcale nie było wilka?
Było ciemno i mgliście,
a pan przejął się historią o | wilkołaku, którą opowiedziałam.
Dlaczego wszyscy upierają się, | że to mi się wydaje?
- Witaj, Frank. | - Jest Gwen?
Tak, ale ma gościa.
- Larry'ego Talbota? | - Tak.
To się dobrze składa. | Z nim też chcę porozmawiać.
Było:
Lepiej wyprowadż|go na zewnątrz.
Dobrze. Chodż.
- Więc to on?|- Tak. WychowaIiśmy się razem.
WygIąda na porządnego człowieka.|Co robi?
Zarządza majątkiem|twojego ojca.
Jest:
Lepiej wyprowadź | go na zewnątrz.
Dobrze. Chodź.
- Więc to on? | - Tak. Wychowaliśmy się razem.
Wygląda na porządnego człowieka. | Co robi?
Zarządza majątkiem | twojego ojca.
Było:
Przyszedłem tyIko sprawdzić,|jak się ma Gwen.
Czas na mnie.|Do widzenia.
DIaczego byłeś|taki niegrzeczny?
Przepraszam, nie mogłem|oderwać oczu od jego Iaski.
- Bądż ostrożna.|- Ostrożna?
Nie było go przez 18 Iat,|co nie znaczy, że nie jest synem TaIbota.
Rozumiem. A ja jestem córką ConIiffa,|właścicieIa skIepu z antykami. Tak?
Jest:
Przyszedłem tylko sprawdzić, | jak się ma Gwen.
Czas na mnie. | Do widzenia.
Dlaczego byłeś | taki niegrzeczny?
Przepraszam, nie mogłem | oderwać oczu od jego laski.
- Bądź ostrożna. | - Ostrożna?
Nie było go przez 18 lat, | co nie znaczy, że nie jest synem Talbota.
Rozumiem. A ja jestem córką Conliffa, | właściciela sklepu z antykami. Tak?
Było:
I czuję, że nic dobrego|nie spotka cię z jego strony.
Cieszysz się,|że tu jesteś?
Patrz, Larry TaIbot.
Chodżmy się przywitać.
Chcę żebyś wiedziała,|że nie jestem zazdrosny.
Larry TaIbot.
Jest pan sam?|Chciałby się pan do nas przyłączyć?
- Dziękuję. Właśnie wracałem do domu.|- AIeż nie! Proszę zostać z nami.
- Bardzo proszę.|- Dwie strzeIby, proszę.
Jest:
I czuję, że nic dobrego | nie spotka cię z jego strony.
Cieszysz się, | że tu jesteś?
Patrz, Larry Talbot.
Chodźmy się przywitać.
Chcę żebyś wiedziała, | że nie jestem zazdrosny.
Larry Talbot.
Jest pan sam? | Chciałby się pan do nas przyłączyć?
- Dziękuję. Właśnie wracałem do domu. | - Ależ nie! Proszę zostać z nami.
- Bardzo proszę. | - Dwie strzelby, proszę.
Było:
- Zobaczymy, co pan potrafi.|- Zobaczymy.
Wie, jak się posługiwać strzeIbą.
StrzeIaj,|zanim cię ugryzie.
Jest:
- Zobaczymy, co pan potrafi. | - Zobaczymy.
Wie, jak się posługiwać strzelbą.
Strzelaj, | zanim cię ugryzie.
Było:
Widzi pan? Nic trudnego.|Spróbujemy jeszcze raz?
Nie, dziękuję.|Pan wygrał.
Jest:
Widzi pan? Nic trudnego. | Spróbujemy jeszcze raz?
Nie, dziękuję. | Pan wygrał.
Było:
Długa podróż. I ten nieszczęśIiwy|wypadek wczorajszej nocy.
- Długo na ciebie czekałam.|- Nie chcę nic kupować.
A ja nic nie chcę ci sprzedać.|Spodziewałam się ciebie wcześniej.
Jest:
Długa podróż. I ten nieszczęśliwy | wypadek wczorajszej nocy.
- Długo na ciebie czekałam. | - Nie chcę nic kupować.
A ja nic nie chcę ci sprzedać. | Spodziewałam się ciebie wcześniej.
Było:
Tamtej nocy.|I wtedy w krypcie.
Wejdż do środka.
- Zabiłeś wiIka.|- To nie przestępstwo.
Ten wiIk, to był BeIa.
MyśIisz, że nie potrafię|odróżnić człowieka od wiIka?
BeIa zamienił się w wiIka|i ty go zabiłeś.
WiIkołaka można zabić jedynie|srebrną kuIą Iub srebrnym nożem.
AIbo Iaską|ze srebrną rączką.
OszaIałaś. Zabiłem wiIka.|Zwykłego wiIka.
Weż ten amuIet.
Pentagram - znak wiIka.
Jest:
Tamtej nocy. | I wtedy w krypcie.
Wejdź do środka.
- Zabiłeś wilka. | - To nie przestępstwo.
Ten wilk, to był Bela.
Myślisz, że nie potrafię | odróżnić człowieka od wilka?
Bela zamienił się w wilka | i ty go zabiłeś.
Wilkołaka można zabić jedynie | srebrną kulą lub srebrnym nożem.
Albo laską | ze srebrną rączką.
Oszalałaś. Zabiłem wilka. | Zwykłego wilka.
Weź ten amulet.
Pentagram - znak wilka.
Było:
Zły urok, pentagram, wiIcze zieIe!|Mam już tego dość!
Ten, kto przeżyje|ugryzienie wiIkołaka,
Jest:
Zły urok, pentagram, wilcze ziele! | Mam już tego dość!
Ten, kto przeżyje | ugryzienie wilkołaka,
Było:
Daruj sobie te bzdury.|Tracisz czas.
Ugryzł cię wiIk, prawda?
Jest:
Daruj sobie te bzdury. | Tracisz czas.
Ugryzł cię wilk, prawda?
Było:
Noś ten amuIet na sercu.
- Niech będzie. Co za niego chcesz?|- Odważysz się pokazać mi ranę?
- Co?|- Odważysz się pokazać mi ranę?
Idż już,
i niech cię Bóg|ma w swojej opiece.
- Larry.|- Gwen.
Miło panią widzieć.|MyśIałem, że poszła pani z Frankiem.
PokłóciIiśmy się.
Jest:
Noś ten amulet na sercu.
- Niech będzie. Co za niego chcesz? | - Odważysz się pokazać mi ranę?
- Co? | - Odważysz się pokazać mi ranę?
Idź już,
i niech cię Bóg | ma w swojej opiece.
- Larry. | - Gwen.
Miło panią widzieć. | Myślałem, że poszła pani z Frankiem.
Pokłóciliśmy się.
Było:
Lepiej chodżmy tędy.
- SzaIona noc.|- Tak.
Jest:
Lepiej chodźmy tędy.
- Szalona noc. | - Tak.
Było:
AmuIet. Dostałem go|od tej starej Cyganki.
- One potrafią wszystko sprzedać.|- Mogę zobaczyć?
Jest:
Amulet. Dostałem go | od tej starej Cyganki.
- One potrafią wszystko sprzedać. | - Mogę zobaczyć?
Było:
Powiedziała,|że jestem wiIkołakiem.
AIe przecież...|chyba pan w to nie wierzy...
Jest:
Powiedziała, | że jestem wilkołakiem.
Ale przecież... | chyba pan w to nie wierzy...
Było:
- Przed kim?|- Przede mną.
Na wszeIki wypadek.
Nigdy nie przyjmuję prezentów,|nie dając czegoś w zamian.
Jest:
- Przed kim? | - Przede mną.
Na wszelki wypadek.
Nigdy nie przyjmuję prezentów, | nie dając czegoś w zamian.
Było:
- Cyganie wyjeżdżają.|- Ja też muszę iść.
AIe, Gwen!
- Co się dzieje?|- W obozie jest wiIkołak.
- Słyszałeś?|- Słyszałem.
Inaczej spałbym teraz|w ciepłym łóżku.
- Brzmi jak dzikie zwierzę.|- Może naIeżało do Cyganów.
Jest:
- Cyganie wyjeżdżają. | - Ja też muszę iść.
Ale, Gwen!
- Co się dzieje? | - W obozie jest wilkołak.
- Słyszałeś? | - Słyszałem.
Inaczej spałbym teraz | w ciepłym łóżku.
- Brzmi jak dzikie zwierzę. | - Może należało do Cyganów.
Było:
- Nie stójmy tak. Chodżmy zobaczyć.|- Racja. Chodżmy.
Jest:
- Nie stójmy tak. Chodźmy zobaczyć. | - Racja. Chodźmy.
Było:
- Dzień dobry, kapitanie.|- Nie taki dobry, doktorze.
Dzień dobry, TwiddIe.
- Richardson?|- Tak.
Jest:
- Dzień dobry, kapitanie. | - Nie taki dobry, doktorze.
Dzień dobry, Twiddle.
- Richardson? | - Tak.
Było:
W ten sam sposób umarła|Jenny WiIIiams?
Jest:
W ten sam sposób umarła | Jenny Williams?
Było:
- ZnaIazł pan coś?|- ŚIady zwierzęcia.
WiIk.
Jest:
- Znalazł pan coś? | - Ślady zwierzęcia.
Wilk.
Było:
Usłyszałem głosy w korytarzu.|Coś się stało?
Minionej nocy zabito|grabarza Richardsona.
ŚIady prowadzą|do naszego domu.
- ŚIady stóp.|- Nie, śIady wiIka.
WiIka?|Skąd by się wziął wiIk?
Może uciekł|z cyrku aIbo z zoo.
Co to za historia,|o zamianie w wiIka?
- Masz na myśIi wiIkołaka?|- Tak, właśnie.
To Iegenda. Motyw pojawiający się|w foIkIorze prawie każdego narodu.
W nauce, używamy nazwy Iikantrofia.|To odmiana schizofrenii.
- To dIa mnie chińszczyzna.|- Raczej greka.
Techniczny termin dIa opisania|czegoś bardzo prostego.
Współistnienia|dobra i zła w każdym z nas.
W tym wypadku,|zło przybiera postać zwierzęcia.
ZwykIe nie mam probIemów|ze zrozumieniem,
jak powstaje prąd eIektryczny,|jak działają kabIe i druty...
- AIe te sprawy... nie można tego dotknąć!|- Co się z tobą dzieje?
Jest:
Usłyszałem głosy w korytarzu. | Coś się stało?
Minionej nocy zabito | grabarza Richardsona.
Ślady prowadzą | do naszego domu.
- Ślady stóp. | - Nie, ślady wilka.
Wilka? | Skąd by się wziął wilk?
Może uciekł | z cyrku albo z zoo.
Co to za historia, | o zamianie w wilka?
- Masz na myśli wilkołaka? | - Tak, właśnie.
To legenda. Motyw pojawiający się | w folklorze prawie każdego narodu.
W nauce, używamy nazwy likantrofia. | To odmiana schizofrenii.
- To dla mnie chińszczyzna. | - Raczej greka.
Techniczny termin dla opisania | czegoś bardzo prostego.
Współistnienia | dobra i zła w każdym z nas.
W tym wypadku, | zło przybiera postać zwierzęcia.
Zwykle nie mam problemów | ze zrozumieniem,
jak powstaje prąd elektryczny, | jak działają kable i druty...
- Ale te sprawy... nie można tego dotknąć! | - Co się z tobą dzieje?
Było:
DIa niektórych|życie jest bardzo proste.
Decydują, co dobre, co złe.|Kto ma rację, kto nie.
Zło nie ma racji,|w dobrym nie ma zła.
Nie ma cieni ani szarości,|tyIko czerń i bieI.
- Jak PauI Montford.|- Zgadza się.
DIa innych sprawy dobra i zła,|tego co słuszne, są bardziej złożone.
PrzygIądamy się im z każdej strony,|im więcej wiemy, tym mniej rozumiemy.
Czy wierzę, że człowiek|może zamienić się w wiIka?
JeśIi chodzi o stronę fizyczną.|To fantazja.
AIe wierzę, że w umyśIe człowieka|wszystko może się zdarzyć.
Jest:
Dla niektórych | życie jest bardzo proste.
Decydują, co dobre, co złe. | Kto ma rację, kto nie.
Zło nie ma racji, | w dobrym nie ma zła.
Nie ma cieni ani szarości, | tylko czerń i biel.
- Jak Paul Montford. | - Zgadza się.
Dla innych sprawy dobra i zła, | tego co słuszne, są bardziej złożone.
Przyglądamy się im z każdej strony, | im więcej wiemy, tym mniej rozumiemy.
Czy wierzę, że człowiek | może zamienić się w wilka?
Jeśli chodzi o stronę fizyczną. | To fantazja.
Ale wierzę, że w umyśle człowieka | wszystko może się zdarzyć.
Było:
Wiara w życie po śmierci|to zdrowe antidotum
na wątpIiwości, jakimi targany jest|dziś człowiek. Chodżmy.
- W nocy dopadł Richardsona.|- Kopał groby dIa innych,
- teraz kopią dIa niego.|- Przez tę bestię nie wychodzę z domu.
Bestię? Czy ktokoIwiek ją widział?|Osobiście wątpię w jej istnienie.
Dziwne, póki nie wrócił Larry TaIbot,|nie było tu morderstw.
Niech pani trzyma język za zębami.|To pomówienie!
Ja swoje wiem. Trzeba było widzieć,|jak na mnie patrzył w skIepie ConIiffa.
Jak dzikie zwierzę,|miał mord w oczach.
Jest:
Wiara w życie po śmierci | to zdrowe antidotum
na wątpliwości, jakimi targany jest | dziś człowiek. Chodźmy.
- W nocy dopadł Richardsona. | - Kopał groby dla innych,
- teraz kopią dla niego. | - Przez tę bestię nie wychodzę z domu.
Bestię? Czy ktokolwiek ją widział? | Osobiście wątpię w jej istnienie.
Dziwne, póki nie wrócił Larry Talbot, | nie było tu morderstw.
Niech pani trzyma język za zębami. | To pomówienie!
Ja swoje wiem. Trzeba było widzieć, | jak na mnie patrzył w sklepie Conliffa.
Jak dzikie zwierzę, | miał mord w oczach.
Było:
- Witam.|- Miło pana widzieć.
- Jak się pan miewa.|- Dziękuję.
- Panno ConIiffe.|- Chodż, moja droga.
WyśIę ten odIew śIadów|do ScotIand Yardu.
Wyśmieją cię.|Nie ma wątpIiwości, że to wiIk.
Pewnie kryje się w Iesie.|Zastawmy sidła.
Musimy coś zrobić,|zanim histeria opanuje miasto.
Wszyscy szepczą|o wiIkołakach.
Witaj Larry. Rozmawiamy o wiIku,|który buszuje po okoIicy.
Pan go widział.|Jak wygIąda? Duży?
- To nie jest wiIk.|- Nie rozumiem.
To wiIkołak.
WiIkołak?
Urządżmy poIowanie|i spróbujmy go przepędzić.
Cenny dodatek|do każdej koIekcji.
Wyobraż sobie,|że patrzy na ciebie wypchany wiIkołak.
Nie żartowałbym|na ten temat.
Doktorze,|wierzy pan w wiIkołaki?
Wierzę, że zagubieni w Iabiryncie umysłu,|możemy sobie wszystko wyobrazić.
Nauka zna wieIe przypadków|panowania umysłu nad ciałem.
Na przykład stygmaty|pojawiające się na skórze zeIotów.
Jest:
- Witam. | - Miło pana widzieć.
- Jak się pan miewa. | - Dziękuję.
- Panno Conliffe. | - Chodź, moja droga.
Wyślę ten odlew śladów | do Scotland Yardu.
Wyśmieją cię. | Nie ma wątpliwości, że to wilk.
Pewnie kryje się w lesie. | Zastawmy sidła.
Musimy coś zrobić, | zanim histeria opanuje miasto.
Wszyscy szepczą | o wilkołakach.
Witaj Larry. Rozmawiamy o wilku, | który buszuje po okolicy.
Pan go widział. | Jak wygląda? Duży?
- To nie jest wilk. | - Nie rozumiem.
To wilkołak.
Wilkołak?
Urządźmy polowanie | i spróbujmy go przepędzić.
Cenny dodatek | do każdej kolekcji.
Wyobraź sobie, | że patrzy na ciebie wypchany wilkołak.
Nie żartowałbym | na ten temat.
Doktorze, | wierzy pan w wilkołaki?
Wierzę, że zagubieni w labiryncie umysłu, | możemy sobie wszystko wyobrazić.
Nauka zna wiele przypadków | panowania umysłu nad ciałem.
Na przykład stygmaty | pojawiające się na skórze zelotów.
Było:
AIe jeśIi człowiek nie myśIi o czymś,|zupełnie go coś nie interesuje,
jak może sam|siebie zahipnotyzować?
Może to kwestia autosugestii|i masowej hipnozy?
Sądzi pan,|że może to być wpływ otoczenia?
Jest:
Ale jeśli człowiek nie myśli o czymś, | zupełnie go coś nie interesuje,
jak może sam | siebie zahipnotyzować?
Może to kwestia autosugestii | i masowej hipnozy?
Sądzi pan, | że może to być wpływ otoczenia?
Było:
PozwaIa pan nauce rozmijać się|ze zdrowym rozsądkiem.
Czy widział pan kiedyś|wiIkołaka, doktorze?
Jest:
Pozwala pan nauce rozmijać się | ze zdrowym rozsądkiem.
Czy widział pan kiedyś | wilkołaka, doktorze?
Było:
Czy można Ieczyć chorych?
Nie. SzpitaI,|to jedyne bezpieczne miejsce.
Choroby umysłu można Ieczyć tyIko|wtedy, gdy pacjent chce współpracować.
Wy debatujcie,|a ja zastawię parę sideł.
Pójdę z panem.|Może znajdziemy tyIko szaIeńca,
aIe nawet to,|może być interesujące.
- Doktorze, musimy porozmawiać.|- Póżniej. Teraz proszę odpocząć.
No, idż.
- Chcę z panem porozmawiać.|- Nie podoba mi się, co mu pan opowiada.
Jest:
Czy można leczyć chorych?
Nie. Szpital, | to jedyne bezpieczne miejsce.
Choroby umysłu można leczyć tylko | wtedy, gdy pacjent chce współpracować.
Wy debatujcie, | a ja zastawię parę sideł.
Pójdę z panem. | Może znajdziemy tylko szaleńca,
ale nawet to, | może być interesujące.
- Doktorze, musimy porozmawiać. | - Później. Teraz proszę odpocząć.
No, idź.
- Chcę z panem porozmawiać. | - Nie podoba mi się, co mu pan opowiada.
Było:
Przeżył szok, co powoduje|zaburzenie pracy umysłu.
- Musi go pan gdzieś wysłać.|- Mówi pan, jak szaman.
Jako chory, powinien zostać w domu.|Udowodni swą niewinność.
Czy prestiż rodziny znaczy|dIa pana więcej niż syn?
Bzdura. Wyzdrowieje,|zostanie tutaj i sam da sobie z tym radę.
Twierdzę, że nie jest|dość siIny na terapię szokową.
Proszę posłuchać.|Pięć pokoIeń TaIbotów przeżyło w tej wsi.
- Chłopak zostaje tutaj!|- Jak pan chce.
Zobaczymy,|jak będzie się czuł rano.
- Gotowe.|- Ostatnie?
Jest:
Przeżył szok, co powoduje | zaburzenie pracy umysłu.
- Musi go pan gdzieś wysłać. | - Mówi pan, jak szaman.
Jako chory, powinien zostać w domu. | Udowodni swą niewinność.
Czy prestiż rodziny znaczy | dla pana więcej niż syn?
Bzdura. Wyzdrowieje, | zostanie tutaj i sam da sobie z tym radę.
Twierdzę, że nie jest | dość silny na terapię szokową.
Proszę posłuchać. | Pięć pokoleń Talbotów przeżyło w tej wsi.
- Chłopak zostaje tutaj! | - Jak pan chce.
Zobaczymy, | jak będzie się czuł rano.
- Gotowe. | - Ostatnie?
Było:
- Zgubiły śIad.|- Nie rozpłynął się w powietrzu.
Weż PhiIipsa i przeszukajcie bagna.|Może tam pojawi się na nowo.
Jest:
- Zgubiły ślad. | - Nie rozpłynął się w powietrzu.
Weź Philipsa i przeszukajcie bagna. | Może tam pojawi się na nowo.
Było:
AIe, tak jak kropIe deszczu|wsiąkają w ziemię,
Jest:
Ale, tak jak krople deszczu | wsiąkają w ziemię,
Było:
Spróbuj na chwiIę|znaIeżć spokój.
- Co tu robisz?|- Przyszłam ci pomóc.
- Gdzie jestem? Co się stało?|- Złapałeś się w sidła.
Jest:
Spróbuj na chwilę | znaleźć spokój.
- Co tu robisz? | - Przyszłam ci pomóc.
- Gdzie jestem? Co się stało? | - Złapałeś się w sidła.
Było:
Pospiesz się.|Psy na ciebie poIują.
Jest:
Pospiesz się. | Psy na ciebie polują.
Było:
Chodż no tu!
- To panicz Larry.|- Co pan tu robi?
To samo, co wy.|PoIuję.
- Z kim rozmawiaIiście.|- To panicz Larry.
Jest:
Chodź no tu!
- To panicz Larry. | - Co pan tu robi?
To samo, co wy. | Poluję.
- Z kim rozmawialiście. | - To panicz Larry.
Było:
- Kto to był?|- Larry TaIbot.
Jest:
- Kto to był? | - Larry Talbot.
Było:
DIaczego?
Nie mogę zostać tu|ani chwiIi dłużej.
PozwóI mi jechać z tobą.|Spakuję tyIko rzeczy.
Jest:
Dlaczego?
Nie mogę zostać tu | ani chwili dłużej.
Pozwól mi jechać z tobą. | Spakuję tylko rzeczy.
Było:
Zabiłem BeIę.|Zabiłem Richardsona.
JeśIi zostanę tu dłużej,|kto wie, kto będzie następny?
Jest:
Zabiłem Belę. | Zabiłem Richardsona.
Jeśli zostanę tu dłużej, | kto wie, kto będzie następny?
Było:
- To możesz nawet...|- Proszę cię.
Mam amuIet,|który mi dałeś. Pamiętasz?
Wiem, aIe boję się.
Jest:
- To możesz nawet... | - Proszę cię.
Mam amulet, | który mi dałeś. Pamiętasz?
Wiem, ale boję się.
Było:
- Nic nie widzę.|- Panie TaIbot.
Jest:
- Nic nie widzę. | - Panie Talbot.
Było:
Cygan BeIa był wiIkołakiem.
Zabiłem go tą srebrną Iaską.|Ugryzł mnie.
Jest:
Cygan Bela był wilkołakiem.
Zabiłem go tą srebrną laską. | Ugryzł mnie.
Było:
Ta rana mogła być zadana|przez każde zwierzę.
Tak, aIe to znamię wiIkołaka.
Mówią, że widzi je na dłoni|swej następnej ofiary.
Jest:
Ta rana mogła być zadana | przez każde zwierzę.
Tak, ale to znamię wilkołaka.
Mówią, że widzi je na dłoni | swej następnej ofiary.
Było:
Co mam zrobić, byś wyzbył się strachu,|wydostał się z tych odmętów?
Jest:
Co mam zrobić, byś wyzbył się strachu, | wydostał się z tych odmętów?
Było:
Nie rozumiesz.|MyśIisz, że oszaIałem.
- Kto to?|- PauI Montford i jego Iudzie.
- PoIują na wiIka.|- PoIują na mnie.
Jest:
Nie rozumiesz. | Myślisz, że oszalałem.
- Kto to? | - Paul Montford i jego ludzie.
- Polują na wilka. | - Polują na mnie.
Było:
- Ona tak powiedziała.|- Kto?
Jest:
- Ona tak powiedziała. | - Kto?
Było:
Cyganka?|Zaczynam wszystko rozumieć.
Ona namieszała ci w głowie|bzdurami o wiIkołakach i pentagramach.
Nie jesteś dzieckiem, tyIko dorosłym|mężczyzną, a wierzysz w bajki.
Nie wierzę,|aIe ta bIizna, i śIady w moim pokoju!
Złapałem się dziś w sidła.|Nie wiem, jak się tam dostałem.
Cyganka pomogła mi się uwoInić,|a teraz wszyscy na mnie poIują.
Posłuchaj mnie. Jesteś Laurence TaIbot.|To jest Zamek TaIbot.
Wierzysz, że ci Iudzie mogą przyjść|i cię stąd zabrać?
Jest:
Cyganka? | Zaczynam wszystko rozumieć.
Ona namieszała ci w głowie | bzdurami o wilkołakach i pentagramach.
Nie jesteś dzieckiem, tylko dorosłym | mężczyzną, a wierzysz w bajki.
Nie wierzę, | ale ta blizna, i ślady w moim pokoju!
Złapałem się dziś w sidła. | Nie wiem, jak się tam dostałem.
Cyganka pomogła mi się uwolnić, | a teraz wszyscy na mnie polują.
Posłuchaj mnie. Jesteś Laurence Talbot. | To jest Zamek Talbot.
Wierzysz, że ci ludzie mogą przyjść | i cię stąd zabrać?
Było:
W takim razie dopiInuję,|żebyś tego nie zrobił.
Chodż.
Jest:
W takim razie dopilnuję, | żebyś tego nie zrobił.
Chodź.
Było:
Zamknę drzwi,|żeby nikt nie mógł wejść, ni wyjść.
Przekonasz się, że to zło|Ięgnie się w tyIko twoim umyśIe.
- Proszę pana?|- Tak?
Kapitan Montford i jego Iudzie|czekają na pana i panicza Larry'ego.
- Już idę.|- Zostaniesz ze mną?
Muszę iść|uspokoić tych Iudzi.
Musisz waIczyć sam, aIe dziś w nocy|rozwiążemy sprawę ostatecznie.
- Tato?|- Słucham?
Weż ze sobą Iaskę.
- Po co mi Iaska?|- Proszę.
Proszę cię,|weż ją ze sobą.
Skoro naIegasz.
Jest:
Zamknę drzwi, | żeby nikt nie mógł wejść, ni wyjść.
Przekonasz się, że to zło | lęgnie się w tylko twoim umyśle.
- Proszę pana? | - Tak?
Kapitan Montford i jego ludzie | czekają na pana i panicza Larry'ego.
- Już idę. | - Zostaniesz ze mną?
Muszę iść | uspokoić tych ludzi.
Musisz walczyć sam, ale dziś w nocy | rozwiążemy sprawę ostatecznie.
- Tato? | - Słucham?
Weź ze sobą laskę.
- Po co mi laska? | - Proszę.
Proszę cię, | weź ją ze sobą.
Skoro nalegasz.
Było:
Nagonka skieruje go|w tę stronę.
- Czy dał mu pan środek nasenny?|- Nie.
- Chciałem, żeby to przespał.|- A ja chcę go dziś wyIeczyć.
Rano będzie miał dowód,|że to tyIko urojenia.
- Co pan zrobił?|- Przywiązałem go do krzesła.
I usadziłem przy oknie,|żeby widział poIowanie.
Jest:
Nagonka skieruje go | w tę stronę.
- Czy dał mu pan środek nasenny? | - Nie.
- Chciałem, żeby to przespał. | - A ja chcę go dziś wyleczyć.
Rano będzie miał dowód, | że to tylko urojenia.
- Co pan zrobił? | - Przywiązałem go do krzesła.
I usadziłem przy oknie, | żeby widział polowanie.
Było:
Doktorze LIoyd.
Jest:
Doktorze Lloyd.
Było:
- Czego?|- Nocy.
- Bzdura. Pani mnie wystraszyła.|- Niech się pan nie boi.
Pan ma do obrony|srebrną Iaskę.
- Kim pani jest?|- Syn nie mówił panu?
To ty karmiłaś go tymi|bzdurami o wiIkołakach.
- Bzdurami?|- Tak.
Żerując na jego naiwności|i łatwowierności.
AIe pan go wyIeczył,|prawda?
- Nie wierzy pan w takie historie?|- Ani trochę.
Jest:
- Czego? | - Nocy.
- Bzdura. Pani mnie wystraszyła. | - Niech się pan nie boi.
Pan ma do obrony | srebrną laskę.
- Kim pani jest? | - Syn nie mówił panu?
To ty karmiłaś go tymi | bzdurami o wilkołakach.
- Bzdurami? | - Tak.
Żerując na jego naiwności | i łatwowierności.
Ale pan go wyleczył, | prawda?
- Nie wierzy pan w takie historie? | - Ani trochę.
Było:
DIaczego nie jest pan tam,|na strzeInicy?
- Byłem.|- Spieszy się pan do zamku?
Na chwiIę pan zwątpił? Idzie pan|sprawdzić, czy Larry ciągIe tam jest?
Jest:
Dlaczego nie jest pan tam, | na strzelnicy?
- Byłem. | - Spieszy się pan do zamku?
Na chwilę pan zwątpił? Idzie pan | sprawdzić, czy Larry ciągle tam jest?
Było:
- Na prawo i jeszcze raz.|- White, przejmij dowództwo.
- Przysięgam, że go trafiłem.|- Ja też.
ZapomnieIiście? Potrzeba srebrnej kuIi,|by zabić wiIkołaka.
- Widziała pani Larry'ego?|- Nie idż tam.
- DIaczego?|- Trwa poIowanie.
- Chcę mu pomóc.|- Chodż ze mną.
Nie! Muszę go znaIeżć.
Trzymaj się mnie|aIbo on znajdzie ciebie.
Jest:
- Na prawo i jeszcze raz. | - White, przejmij dowództwo.
- Przysięgam, że go trafiłem. | - Ja też.
Zapomnieliście? Potrzeba srebrnej kuli, | by zabić wilkołaka.
- Widziała pani Larry'ego? | - Nie idź tam.
- Dlaczego? | - Trwa polowanie.
- Chcę mu pomóc. | - Chodź ze mną.
Nie! Muszę go znaleźć.
Trzymaj się mnie | albo on znajdzie ciebie.
Było:
Tak jak kropIe deszczu|wsiąkają w ziemię,
Jest:
Tak jak krople deszczu | wsiąkają w ziemię,
Było:
Twoje cierpienie|dobiegło końca.
Teraz osiągniesz|wieczny spokój.
Jest:
Twoje cierpienie | dobiegło końca.
Teraz osiągniesz | wieczny spokój.
Było:
WiIk musiał ją zaatakować|i Larry przyszedł z pomocą.
Jest:
Wilk musiał ją zaatakować | i Larry przyszedł z pomocą.