o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
72435 (jako 'było') z ID:
109991 (jako 'jest').
Było:
-Witamy w Tokio!|-Bardzo dziękuję.
-Nazywam się Kawasaki.|Miło pana poznać.
-To dla pana.|-To jest pan Mouri z Suntory.
Jest:
synchro: server
- Witamy w Tokio!|- Bardzo dziękuję.
- Nazywam się Kawasaki.|Miło pana poznać.
- To dla pana.|- To jest pan Mouri z Suntory.
Było:
Zabierzemy pana rano?|-Dobrze.
-Dobrze? Do jutra.
-Świetnie. Krótko i węzłowato.|Bardzo po japońsku. To mi się podoba.
-Cała przyjemność po mojej stronie.|-Prześpijcie się, dobrze?
Jest:
Zabierzemy pana rano?|- Dobrze.
- Dobrze? Do jutra.
- Świetnie. Krótko i węzłowato.|Bardzo po japońsku. To mi się podoba.
- Cała przyjemność po mojej stronie.|- Prześpijcie się, dobrze?
Było:
-Dobranoc.|-Dziękuję. Dziękuję.
Jest:
- Dobranoc.|- Dziękuję. Dziękuję.
Było:
-Panie Harris, witamy w Tokio.|Tędy proszę.
-Panie Harris, witam. Miłego dnia.|-Dziękuję.
-Panie Harris, witam w Tokio.|Dziękuję, że pan nas wybrał.
-Widzisz go? -Tak.|-Wiesz kto to jest?
-To nie on.|Wygląda jak on, ale to nie on.
-Czy uwierzysz?|-No może to on...
-Jest tutaj z nami. -Daj spokój.|-Możemy z nim pogadać. -Zamknij się.
-Bob? Bob Harris? Jest pan niesamowity.|-"Sunset Odds" - uwielbialiśmy to.
-A to z samochodami!?|Nie mogłem w to uwierzyć!
Jest:
- Panie Harris, witamy w Tokio.|Tędy proszę.
- Panie Harris, witam. Miłego dnia.|- Dziękuję.
- Panie Harris, witam w Tokio.|Dziękuję, że pan nas wybrał.
- Widzisz go? - Tak.|- Wiesz kto to jest?
- To nie on.|Wygląda jak on, ale to nie on.
- Czy uwierzysz?|- No może to on...
- Jest tutaj z nami. - Daj spokój.|- Możemy z nim pogadać. - Zamknij się.
- Bob? Bob Harris? Jest pan niesamowity.|- "Sunset Odds" - uwielbialiśmy to.
- A to z samochodami!?|Nie mogłem w to uwierzyć!
Było:
-No nie wiem...|-Sam pan prowadził?
-Sam.|-Więc co pan tu robi?
-Ja... spotykam się z przyjaciółmi...|Z przyjaciółmi.
-Wspaniale.|-My tu jesteśmy służbowo.
-Może później.|-Do zobaczenia, Bob...
Jest:
- No nie wiem...|- Sam pan prowadził?
- Sam.|- Więc co pan tu robi?
- Ja... spotykam się z przyjaciółmi...|Z przyjaciółmi.
- Wspaniale.|- My tu jesteśmy służbowo.
- Może później.|- Do zobaczenia, Bob...
Było:
-Hej, obudź się...
Jest:
- Hej, obudź się...
Było:
-Śpij.
-Tak, już wychodzę.
Muszę iść do pracy.|-Dobrze.
-Kocham cię. Zobaczymy się poźniej.|-Na razie.
-Chce panu powiedzieć - patrz w kamerę.|Dobrze?
-Tylko tyle powiedział?|-Tak, odwróć się do kamery.
-Ale czy chce, żebym odwrócił się|w prawą stronę, czy w lewą?
-Prawą stroną i... intensywnie.|Dobrze?
-Czy to wszystko?|Wydawało mi się, że powiedział trochę więcej.
-Jak stary przyjaciel i do kamery.
-Dobrze.
-Czas odpoczynku, to czas Suntory.
-Może pan to zrobić wolniej?|Więcej... intensywności.
-Czas odpoczynku...
Jest:
- Śpij.
- Tak, już wychodzę.
Muszę iść do pracy.|- Dobrze.
- Kocham cię. Zobaczymy się później.|- Na razie.
- Chce panu powiedzieć - patrz w kamerę.|Dobrze?
- Tylko tyle powiedział?|- Tak, odwróć się do kamery.
- Ale czy chce, żebym odwrócił się|w prawą stronę, czy w lewą?
- Prawą stroną i... intensywnie.|Dobrze?
- Czy to wszystko?|Wydawało mi się, że powiedział trochę więcej.
- Jak stary przyjaciel i do kamery.
- Dobrze.
- Czas odpoczynku, to czas Suntory.
- Może pan to zrobić wolniej?|Więcej... intensywności.
- Czas odpoczynku...
Było:
-Halo? -Maureen?|-Charlotte, cześć!
-Cześć!|-O Boże, jak tam w Tokio?
-Wspaniale.|Naprawdę wspaniale.
Jest:
- Halo? - Maureen?|- Charlotte, cześć!
- Cześć!|- O Boże, jak tam w Tokio?
- Wspaniale.|Naprawdę wspaniale.
Było:
Nawet nie wiem za kogo wyszłam...|-Możesz poczekać sekundę?
Zaczekaj, zaraz wracam.|-Dobrze. Pewnie.
-Przepraszam. Co mówiłaś?|-Nic, wszystko w porządku.
Zadzwonię poźniej dobrze?|-Tak, to nie jest najlepsza pora.
Zadzwoń po powrocie, dobrze?|-Na razie. -Na razie.
-Na tym dzisiejszym wprowadzeniu,|mieli ubrania w stylu rock'n'roll.
Jest:
Nawet nie wiem za kogo wyszłam...|- Możesz poczekać sekundę?
Zaczekaj, zaraz wracam.|- Dobrze. Pewnie.
- Przepraszam. Co mówiłaś?|- Nic, wszystko w porządku.
Zadzwonię później dobrze?|- Tak, to nie jest najlepsza pora.
Zadzwoń po powrocie, dobrze?|- Na razie. - Na razie.
- Na tym dzisiejszym wprowadzeniu,|mieli ubrania w stylu rock'n'roll.
Było:
-Tak.|-Tak, ja też tak powiedziałem...
Jest:
- Tak.|- Tak, ja też tak powiedziałem...
Było:
To moje zdanie...|-Czy myślisz, że już wystarczy?
-Nie wiem... Nie wiem.
Czy możesz przestać palić?|-Lubię to, nie palę tak dużo.
-To takie niezdrowe, wiesz przecież.|-Rzucę później.
-Witamy ponownie, panie Harris.|-Tak panie Harris, zapraszam.
-Pan Harris? -Tak.|-Przysłał mnie pan Kazu.
Jest:
To moje zdanie...|- Czy myślisz, że już wystarczy?
- Nie wiem... Nie wiem.
Czy możesz przestać palić?|- Lubię to, nie palę tak dużo.
- To takie niezdrowe, wiesz przecież.|- Rzucę później.
- Witamy ponownie, panie Harris.|- Tak panie Harris, zapraszam.
- Pan Harris? - Tak.|- Przysłał mnie pan Kazu.
Było:
Lubi pan masaż?|-Chyba... już nie lubię masażu.
-Pan Kazu przysyła premiowy kaprys.
Jest:
Lubi pan masaż?|- Chyba... już nie lubię masażu.
- Pan Kazu przysyła premiowy kaprys.
Było:
-Co takiego?|-Lwij je.
Hej, lwij moje pończochy!|-Hej, lwij je, lwij je. Co znowu!?
Jest:
- Co takiego?|- Lwij je.
Hej, Lwij moje pończochy!|- Hej, lwij je, lwij je. Co znowu!?
Było:
Lwij je. -Rwij je?!|-Lwij. Tak.
-Mam porwać twoje pończochy?!|-Tak. Lwij moje pończochy.
-Rwij pończochy...|Chcesz, żebym ci porwał pończochy...
-Zgoda, porwę ci pończochy...|a ty powiesz panu Kazu, no wiesz...
-O nie, nie, nie! Panie Harris!|O mój Boże! Nie dotykaj mnie!
Jest:
Lwij je. - Rwij je?!|- Lwij. Tak.
- Mam porwać twoje pończochy?!|- Tak. Lwij moje pończochy.
- Rwij pończochy...|Chcesz, żebym ci porwał pończochy...
- Zgoda, porwę ci pończochy...|a ty powiesz panu Kazu, no wiesz...
- O nie, nie, nie! Panie Harris!|O mój Boże! Nie dotykaj mnie!
Było:
Pomocy proszę! Pomocy proszę!|-Ostrożnie...
-Pomocy proszę!|-No dalej...
-Daj mi odejść! Panie Harris...|O nie, daj mi odejść!
Daj mi odejść! Daj mi odejść!|-Z przyjemnością...
-Proszę, daj mi odejść...|Proszę...
-Panie Harris, dzień dobry.|-Cześć.
-Właśnie dostaliśmy prośbę od Tanabe Morri.|To dziennikarz znany w całej Japonii.
To wielki zaszczyt znaleźć się w jego show.|-Może pan tu zostać do piątku?
-Jestem zaskoczony i zaszczycony.
Jest:
Pomocy proszę! Pomocy proszę!|- Ostrożnie...
- Pomocy proszę!|- No dalej...
- Daj mi odejść! Panie Harris...|O nie, daj mi odejść!
Daj mi odejść! Daj mi odejść!|- Z przyjemnością...
- Proszę, daj mi odejść...|Proszę...
- Panie Harris, dzień dobry.|- Cześć.
- Właśnie dostaliśmy prośbę od Tanabe Morri.|To dziennikarz znany w całej Japonii.
To wielki zaszczyt znaleźć się w jego show.|- Może pan tu zostać do piątku?
- Jestem zaskoczony i zaszczycony.
Było:
-Rozumiem.|Możemy iść? -Tak.
-Nie, posłuchaj Fred.
-Muszę być w samolocie w czwartek wieczorem.|-Rozumiem Bob, ale oni chcą cię tam do piątku.
Jest:
- Rozumiem.|Możemy iść? - Tak.
- Nie, posłuchaj Fred.
- Muszę być w samolocie w czwartek wieczorem.|- Rozumiem Bob, ale oni chcą cię tam do piątku.
Było:
-Johnny Carson i Japonia.|-Bob, ci ludzie mnóstwo ci płacą.
Proszę rozważ... -Już to zrobiłem.|Muszę się stąd wydostać jak najszybciej.
Jest:
- Johnny Carson i Japonia.|- Bob, ci ludzie mnóstwo ci płacą.
Proszę rozważ... - Już to zrobiłem.|Muszę się stąd wydostać jak najszybciej.
Było:
-Może pan ręce bliżej twarzy?|-Przepraszam, co mam zrobić?
Jest:
- Może pan ręce bliżej twarzy?|- Przepraszam, co mam zrobić?
Było:
-Nie zbliżam się tak bardzo do szklanki,|chyba że już leżę pod stołem. Może tak jak teraz?
-Nie jest whisky?
-To nie whisky, to ice-tea.|Gdybyście dali mi prawdziwą whisky...
-Potrzebuję tajemnicza twarz.|Napięcie, tajemnicza. Tajemnicza.
-Chyba wiem o co panu chodzi.|Pan chce tego, prawda?
-Potrzebuję bardziej tajemniczy i...
-Bardziej tajemniczy, tak.|Spróbuję się zastanowić, gdzie jest ta whisky.
-Pan jest gwiazdą filmową?|-Tak, powinienem robić filmy, ale...
-A Lat Pak?|Znasz Lat Pak?
-Red Pack?|-Tak proszę...
-Więcej napięcie, proszę.
-Więcej...
-Jak dżentelmen, tak?
-Sinatora? Znasz Sinatora?
-Albo "Blue Eyes"|-Tak.
To dobre. Tak.|-To więcej jak Dean. To Dean.
John Bishop, chcecie?|-Tak. Tylko zmienić film.
Jesteś picie? Nie?|-Czy ja piję? Zaraz jak tylko skończymy.
-Ciśnij rękę, proszę.|-Co? -Ciśnij rękę, proszę.
-Zamknąć?|-Tak. Ciśnij... twarzy.
-Przyciśnij... Bliżej do twarzy.|-Tak, przepraszam.
I ten 007?|-On pije Martini, ale może być...
-007, Lodżer Mur.|-Lodżer Mur? -Lodżer Mur, znasz?
-Roger Moor!|-Tak, OK.
-Myślałem o Sean'ie Connery'm.|Poważnie.
-Nie, nie...|-Nie znacie tu Seana Connery? -Lodżer Mur.
-Więcej? Proszę.|-Ma być więcej Rogera Moore'a.
-Dziękuję.|Cieszymy się, że tu jesteśmy.
-Proszę to przesłać do tamtego stolika.
-Przepraszam pana, to od tamtej pani.
-Ratunku!
-Dzień dobry.|-Dzień dobry.
-Nic panu nie jest.|-W porządku.
-John?! O mój Boże John!|Co ty tu robisz?!
-No... No wiesz...|Jestem tu...
Na zdjęciach. A ty?|-Robię ten film akcji!
Jest:
- Nie zbliżam się tak bardzo do szklanki,|chyba że już leżę pod stołem. Może tak jak teraz?
- Nie jest whisky?
- To nie whisky, to ice-tea.|Gdybyście dali mi prawdziwą whisky...
- Potrzebuję tajemnicza twarz.|Napięcie, tajemnicza. Tajemnicza.
- Chyba wiem o co panu chodzi.|Pan chce tego, prawda?
- Potrzebuję bardziej tajemniczy i...
- Bardziej tajemniczy, tak.|Spróbuję się zastanowić, gdzie jest ta whisky.
- Pan jest gwiazdą filmową?|- Tak, powinienem robić filmy, ale...
- A Lat Pak?|Znasz Lat Pak?
- Red Pack?|- Tak proszę...
- Więcej napięcie, proszę.
- Więcej...
- Jak dżentelmen, tak?
- Sinatora? Znasz Sinatora?
- Albo "Blue Eyes".|- Tak.
To dobre. Tak.|- To więcej jak Dean. To Dean.
John Bishop, chcecie?|- Tak. Tylko zmienić film.
Jesteś picie? Nie?|- Czy ja piję? Zaraz jak tylko skończymy.
- Ciśnij rękę, proszę.|- Co? - Ciśnij rękę, proszę.
- Zamknąć?|- Tak. Ciśnij... twarzy.
- Przyciśnij... Bliżej do twarzy.|- Tak, przepraszam.
I ten 007?|- On pije Martini, ale może być...
- 007, Lodżer Mur.|- Lodżer Mur? - Lodżer Mur, znasz?
- Roger Moor!|- Tak, OK.
- Myślałem o Sean'ie Connery'm.|Poważnie.
- Nie, nie...|- Nie znacie tu Seana Connery? - Lodżer Mur.
- Więcej? Proszę.|- Ma być więcej Rogera Moore'a.
- Dziękuję.|Cieszymy się, że tu jesteśmy.
- Proszę to przesłać do tamtego stolika.
- Przepraszam pana, to od tamtej pani.
- Ratunku!
- Dzień dobry.|- Dzień dobry.
- Nic panu nie jest.|- W porządku.
- John?! O mój Boże John!|Co ty tu robisz?!
- No... No wiesz...|Jestem tu...
Na zdjęciach. A ty?|- Robię ten film akcji!
Było:
Wiesz jak długo tu będziesz?|-Ja... My... będziemy tu przez tydzień.
Będę robił zdjęcie Fukuaka...|-To niesamowite!
-Tak... To niesamowite.
Ach, to jest moja żona, Charlotte.|-Cześć, naprawdę miło cię poznać.
Jest:
Wiesz jak długo tu będziesz?|- Ja... My... będziemy tu przez tydzień.
Będę robił zdjęcie Fukuaka...|- To niesamowite!
- Tak... To niesamowite.
Ach, to jest moja żona, Charlotte.|- Cześć, naprawdę miło cię poznać.
Było:
Może pójdziemy kiedyś razem na drinka?|-Tak!
-Zadzwoń do mnie, dobrze?|Posłuchaj, jestem tu jako Evelyn Waugh.
Jest:
Może pójdziemy kiedyś razem na drinka?|- Tak!
- Zadzwoń do mnie, dobrze?|Posłuchaj, jestem tu jako Evelyn Waugh.
Było:
-Evelyn Waugh? -Co?|-Evelyn Waugh był mężczyzną.
-Daj spokój... Jest miła.
Jest:
- Evelyn Waugh? - Co?|- Evelyn Waugh był mężczyzną.
- Daj spokój... Jest miła.
Było:
Daj sobie spokój, na miłość boską...|-Dlaczego tak jej bronisz?
-Dlaczego cały czas musisz pokazywać,|że inni są tacy głupi?
-Myślałam, że to zabawne...
-Hej, John. Musimy iść.
Jest:
Daj sobie spokój, na miłość boską...|- Dlaczego tak jej bronisz?
- Dlaczego cały czas musisz pokazywać,|że inni są tacy głupi?
- Myślałam, że to zabawne...
- Hej, John. Musimy iść.
Było:
Ta teoria jest jest przykładem na to,|jak każda dusza rodzi się piętnem
Jest:
Ta teoria jest przykładem na to,|jak każda dusza rodzi się piętnem
Było:
-Najbardziej ze wszystkich|krajów azjatyckich lubię Japonię,
Jest:
- Najbardziej ze wszystkich|krajów azjatyckich lubię Japonię,
Było:
-On się żenił parę razy.
Jest:
- On się żenił parę razy.
Było:
-Dziękuję.|-Co mogę pani podać?
-Nie jestem pewna...
-Czas odpoczynku, to czas Suntory...
-Poproszę wódkę z tonikiem.|Dzięki.
-Więc co pan tu robi?
-Kilka rzeczy.
Jest:
- Dziękuję.|- Co mogę pani podać?
- Nie jestem pewna...
- Czas odpoczynku, to czas Suntory...
- Poproszę wódkę z tonikiem.|Dzięki.
- Więc co pan tu robi?
- Kilka rzeczy.
Było:
-Mój mąż jest fotografem,|więc on pracuje, a ja...
Jest:
- Mój mąż jest fotografem,|więc on pracuje, a ja...
Było:
-Jak długo jest pani mężatką?
-Dwa lata.|-Ja dwadzieścia pięć za długo.
-Pewnie przechodzi pan kryzys wieku średniego...|Kupił już pan Porshe?
-Wie pani, myślałem o kupieniu Porshe...
-Dwadzieścia pięć lat...|Imponujące.
-Kiedy pomyśli się, że trzecią część życia przesypiamy...|i gdzieś w tym okresie jest też małżeństwo,
Jest:
- Jak długo jest pani mężatką?
- Dwa lata.|- Ja dwadzieścia pięć za długo.
- Pewnie przechodzi pan kryzys wieku średniego...|Kupił już pan Porsche?
- Wie pani, myślałem o kupieniu Porsche...
- Dwadzieścia pięć lat...|Imponujące.
- Kiedy pomyśli się, że trzecią część życia przesypiamy...|i gdzieś w tym okresie jest też małżeństwo,
Było:
-Właściwie, to jeszcze nie wiem.|Dopiero co skończyłam ostatni semestr.
-Co pani studiowała?|-Filozofię.
-Rakieta z niezłym ładunkiem.
-Jak na razie to tylko "pro bono"|-Na pewno znajdzie pani jakieś oparcie.
-Mam nadzieję, że pana Porshe wypali.
-Wypijmy za to.|-Wypijmy.
-Chciałabym móc zasnąć.|-Tak, ja też.
-Jak poszło?|-Dobrze, ale wiesz... jestem zmęczony.
Jest:
- Właściwie, to jeszcze nie wiem.|Dopiero co skończyłam ostatni semestr.
- Co pani studiowała?|- Filozofię.
- Rakieta z niezłym ładunkiem.
- Jak na razie to tylko "pro bono"|- Na pewno znajdzie pani jakieś oparcie.
- Mam nadzieję, że pana Porsche wypali.
- Wypijmy za to.|- Wypijmy.
- Chciałabym móc zasnąć.|- Tak, ja też.
- Jak poszło?|- Dobrze, ale wiesz... jestem zmęczony.
Było:
-Może zejdę z tobą.
-Też chcesz iść?|-Tak, pewnie.
-W porządku.
-Wszyscy zawsze mówią:|"Kelly, jesteś anorektyczką".
Jest:
- Może zejdę z tobą.
- Też chcesz iść?|- Tak, pewnie.
- W porządku.
- Wszyscy zawsze mówią:|"Kelly, jesteś anorektyczką".
Było:
-To prawda, ja też myślałem, że jesteś anorektyczką.|-Wszyscy tak myślą.
-No bo wyglądasz tak...|-Dziękuję, wiem. Ale to naprawdę metabolizm.
Mój tata... jest anorektykiem.|-Poważnie? -Naprawdę?
-Tak. Walczył po stronie Ameryki|w Zatoce Świń na Kubie.
Jest:
- To prawda, ja też myślałem, że jesteś anorektyczką.|- Wszyscy tak myślą.
- No bo wyglądasz tak...|- Dziękuję, wiem. Ale to naprawdę metabolizm.
Mój tata... jest anorektykiem.|- Poważnie? - Naprawdę?
- Tak. Walczył po stronie Ameryki|w Zatoce Świń na Kubie.
Było:
Więc za każdym razem zmuszał się do wymiotów...|-To straszne! Okropne!
Jest:
Więc za każdym razem zmuszał się do wymiotów...|- To straszne! Okropne!
Było:
-Nie.|-Nie? Chyba nie słuchałaś.
-O mój Boże, posłuchajcie mnie!
Jest:
- Nie.|- Nie? Chyba nie słuchałaś.
- O mój Boże, posłuchajcie mnie!
Było:
-Witam. -Witam.|-Zamienimy się miejscami?
-Podoba mi się tutaj.|Można to zauważyć.
-Miałeś miły dzień?
-Możesz dochować tajemnicy?|Próbuję zorganizować przerwę w odsiadce.
Jest:
- Witam. - Witam.|- Zamienimy się miejscami?
- Podoba mi się tutaj.|Można to zauważyć.
- Miałeś miły dzień?
- Możesz dochować tajemnicy?|Próbuję zorganizować przerwę w odsiadce.
Było:
-Wchodzę. Spakuję swoje rzeczy.|-Weź palto. -Do zobaczenia.
-Mam nadzieję, że nie będę musiał cię ciągnąć.|To wymaga odwagi.
-Posłuchaj... masz tutaj...
-Uwielbiam to.
-Cóż... Muszę iść...
Wiesz... nie musisz tylko tu siedzieć...|-Nie musisz jechać, prawda?
-Wiem, już wiem. Bedziesz cały dzień pracował,|a mnie będzie lepiej tutaj...
Wiesz, zadzwonię do Charlie'go...|-Tak, zadzwoń do nich!
Jest:
- Wchodzę. Spakuję swoje rzeczy.|- Weź palto. - Do zobaczenia.
- Mam nadzieję, że nie będę musiał cię ciągnąć.|To wymaga odwagi.
- Posłuchaj... masz tutaj...
- Uwielbiam to.
- Cóż... Muszę iść...
Wiesz... nie musisz tylko tu siedzieć...|- Nie musisz jechać, prawda?
- Wiem, już wiem. Będziesz cały dzień pracował,|a mnie będzie lepiej tutaj...
Wiesz, zadzwonię do Charlie'go...|- Tak, zadzwoń do nich!
Było:
-Kocham cię.
Do zobaczenia, tak?|-Tak, to tylko parę dni.
-Na razie.|-Kocham cię.
-Witaj. -Witaj.|-Jak się masz. -Dobrze, a ty?
-Chłodna woda, prawda?|-Tak, jest miło.
-Spałeś już? -Jeszcze nie, a ty?|-Nie, jeszcze nie.
-Jak długo tu zostajesz?|-Będę w barze przez resztę tygodnia.
-To dobrze.
Jest:
- Kocham cię.
Do zobaczenia, tak?|- Tak, to tylko parę dni.
- Na razie.|- Kocham cię.
- Witaj. - Witaj.|- Jak się masz. - Dobrze, a ty?
- Chłodna woda, prawda?|- Tak, jest miło.
- Spałeś już? - Jeszcze nie, a ty?|- Nie, jeszcze nie.
- Jak długo tu zostajesz?|- Będę w barze przez resztę tygodnia.
- To dobrze.
Było:
-Jasne.
-To do zobaczenia.
Jest:
- Jasne.
- To do zobaczenia.
Było:
-Który to burgund?
-Chwileczkę!
Naprawdę przechodzisz kryzys wieku średniego.|-Serio? Tego się obawiałem.
Jest:
- Który to burgund?
- Chwileczkę!
Naprawdę przechodzisz kryzys wieku średniego.|- Serio? Tego się obawiałem.
Było:
I nie, żebym nie próbował...|Mogłabyś obciąć metkę? -Jasne.
Jest:
I nie, żebym nie próbował...|Mogłabyś obciąć metkę? - Jasne.
Było:
-Nie nie lepiej powiedzieć,|że jesteś za mała?
Czyje to? "Poszukiwanie dusz.|Odnajdź swoje prawdziwe powołanie". -Nie wiem.
-Też to mam.|-Na ciebie też nie działa?
-Najwidoczniej.
-Już.
-Gdzie masz buty?|-Tutaj.
-Gdzie jest klucz do pokoju?|-W torebce.
-A gdzie torebka?|-Jest tutaj.
-Idziemy.|-Zaczekaj...
-Gdzie jest winda? Muszę lecieć.|-Hej!
-Bob, to jest Charlie Brown.|-Cześć, miło cię poznać.
-To jest Bambi.|-Jak się masz Bambi?
-To są moje przyjaciółki, bardzo piękne.
-Maiumi, jak się masz?|Jestem Bob.
-Bob jest ze Stanów Zjednoczonych.
To jest nauczyciel surfingu.|-Jest nauczycielem surfowania?
...na przeciwko Pałacu Cesarza.|-Gdzie, przy pałacu Cesarza? Spoko.
-Mam dużo przyjaciół.
Mam wuja. Mieszka we Francji.|-Tak?
-Nie masz nic... Czy masz coś...|-Hej co u ciebie?
-A u ciebie?|Już lepiej, zaczęliśmy mówić po angielsku.
-Cześć.
Jest:
- Nie lepiej powiedzieć,|że jesteś za mała?
Czyje to? "Poszukiwanie dusz.|Odnajdź swoje prawdziwe powołanie". - Nie wiem.
- Też to mam.|- Na ciebie też nie działa?
- Najwidoczniej.
- Już.
- Gdzie masz buty?|- Tutaj.
- Gdzie jest klucz do pokoju?|- W torebce.
- A gdzie torebka?|- Jest tutaj.
- Idziemy.|- Zaczekaj...
- Gdzie jest winda? Muszę lecieć.|- Hej!
- Bob, to jest Charlie Brown.|- Cześć, miło cię poznać.
- To jest Bambi.|- Jak się masz Bambi?
- To są moje przyjaciółki, bardzo piękne.
- Maiumi, jak się masz?|Jestem Bob.
- Bob jest ze Stanów Zjednoczonych.
To jest nauczyciel surfingu.|- Jest nauczycielem surfowania?
...na przeciwko Pałacu Cesarza.|- Gdzie, przy pałacu Cesarza? Spoko.
- Mam dużo przyjaciół.
Mam wuja. Mieszka we Francji.|- Tak?
- Nie masz nic... Czy masz coś...|- Hej co u ciebie?
- A u ciebie?|Już lepiej, zaczęliśmy mówić po angielsku.
- Cześć.
Było:
-Chodźcie tutaj!|Pospieszcie się!
-Zaczekaj!|-Pospieszcie się!
-Fantastycznie... Blondynka i czarna.
Jest:
- Chodźcie tutaj!|Pospieszcie się!
- Zaczekaj!|- Pospieszcie się!
- Fantastycznie... Blondynka i czarna.
Było:
-Cześć, jestem Hans. Miło cię poznać.|-Charlotte. Też mi miło.
-W zeszłym tygodniu poszedłem surfować.|-Tak?
Jest:
- Cześć, jestem Hans. Miło cię poznać.|- Charlotte. Też mi miło.
- W zeszłym tygodniu poszedłem surfować.|- Tak?
Było:
-Cześć.|-Hej.
Jest:
- Cześć.|- Hej.
Było:
-Bije inne na głowę.|-Cieszę się, że ci się podoba.
Jest:
- Bije inne na głowę.|- Cieszę się, że ci się podoba.
Było:
Byli też japońscy surferzy,|
Jest:
Byli też japońscy surferzy,
Było:
[Chcesz płatki?]|-Powiedz jej, że powiedziałem, że musi coś zjeść.
Jest:
[Chcesz płatki?]|- Powiedz jej, że powiedziałem, że musi coś zjeść.
Było:
[Tatuś mówi, żebyś coś zjadła]|[-Nie.]
-Jedz. Powiedz jej, że tak powiedziałem.|-Ona nic nie chce jeść.|Nie ważne.
Jest:
[Tatuś mówi, żebyś coś zjadła]|[- Nie.]
- Jedz. Powiedz jej, że tak powiedziałem.|- Ona nic nie chce jeść.|Nie ważne.
Było:
-W porządku. Miłej nocy.|-OK.
Jest:
- W porządku. Miłej nocy.|- OK.
Było:
-Dobranoc, Bob.|-Dobranoc.
Jest:
- Dobranoc, Bob.|- Dobranoc.
Było:
-Czułem się spięty.|Ramiona i szyja.
Więc zadzwoniłem i zamówiłem masaż shaitsu do pokoju.|-Jak miło...
-I to napięcie całkowicie zniknęło.|I zastąpił go...
Jest:
- Czułem się spięty.|Ramiona i szyja.
Więc zadzwoniłem i zamówiłem masaż shaitsu do pokoju.|- Jak miło...
- I to napięcie całkowicie zniknęło.|I zastąpił go...
Było:
Po prostu oszałamiający, niewiarygodny ból.|-To paskudnie.
Jest:
Po prostu oszałamiający, niewiarygodny ból.|- To paskudnie.
Było:
-Chcesz zobaczyć?|-Spróbuj powiedzieć, że nie.
-O rany!|-Wiem...
-Kiedy to sobie zrobiłaś.|-Któregoś dnia... To boli, wiesz?
-Nie czułaś żadnego bólu?|-Tak, to naprawdę boli.
-Ten palec jest prawie martwy.
Jest:
- Chcesz zobaczyć?|- Spróbuj powiedzieć, że nie.
- O rany!|- Wiem...
- Kiedy to sobie zrobiłaś.|- Któregoś dnia... To boli, wiesz?
- Nie czułaś żadnego bólu?|- Tak, to naprawdę boli.
- Ten palec jest prawie martwy.
Było:
-Nie, nie sądzę.|-Cóż, albo zabierasz go do lekarza, albo zostawiasz tutaj.
Jest:
- Nie, nie sądzę.|- Cóż, albo zabierasz go do lekarza, albo zostawiasz tutaj.
Było:
-Przepisy szpitalne, wsiadaj.|-Dobrze. Dziękuję.
-Daj spokój! Nie!|-Tu mamy listę.
Jest:
- Przepisy szpitalne, wsiadaj.|- Dobrze. Dziękuję.
- Daj spokój! Nie!|- Tu mamy listę.
Było:
-Potrzebujemy lekarza. To nagły wypadek.|-Nie nagły, tylko zraniłam się w...
-Wypełnić zgłoszenie. Mamy pojść tamtędy.|Jaki numer?
Jest:
- Potrzebujemy lekarza. To nagły wypadek.|- Nie nagły, tylko zraniłam się w...
- Wypełnić zgłoszenie. Mamy pójść tamtędy.|Jaki numer?
Było:
-Może pan odwieźć ten wózek do garażu?
-Japonia.
Jest:
- Może pan odwieźć ten wózek do garażu?
- Japonia.
Było:
-Dla mnie?|-Tak, może być dla ciebie.
-Cześć Bob!|Tu Charlotte.
Jest:
- Dla mnie?|- Tak, może być dla ciebie.
- Cześć Bob!|Tu Charlotte.
Było:
-Jak długo tu jesteś?|-Ciężko stwierdzić.
-Gdzie Charlie i jego kumple?
-Biorą lekcje tańca...
-Chcesz iść na drinka?|-Chodźmy.
-Dziękuję.
-Slalom między taksówkami!
Jest:
- Jak długo tu jesteś?|- Ciężko stwierdzić.
- Gdzie Charlie i jego kumple?
- Biorą lekcje tańca...
- Chcesz iść na drinka?|- Chodźmy.
- Dziękuję.
- Slalom między taksówkami!
Było:
-Zobacz!
Jest:
- Zobacz!
Było:
-Gotowy? To jazda!
-Dziękuję Tokio!
Jest:
- Gotowy? To jazda!
- Dziękuję Tokio!
Było:
-Wiesz, pierwszy raz zobaczyłam cię|w smokingu przy barze...
Jest:
- Wiesz, pierwszy raz zobaczyłam cię|w smokingu przy barze...
Było:
-Ja zobaczyłem cię po raz pierwszy w windzie.
-Poważnie?|-Nie pamiętasz?
-Pewnie byłam jedyną blondynką.
Jest:
- Ja zobaczyłem cię po raz pierwszy w windzie.
- Poważnie?|- Nie pamiętasz?
- Pewnie byłam jedyną blondynką.
Było:
-Nie, uśmiechałaś się. -Naprawdę?|-Tak. Przypadkowo i zwariowanie, zupełnie bez sensu.
Jest:
- Nie, uśmiechałaś się. - Naprawdę?|- Tak. Przypadkowo i zwariowanie, zupełnie bez sensu.
Było:
-Dlaczego oni to włączają?
-Wiesz, żeby wymieszać.
Jest:
- Dlaczego oni to włączają?
- Wiesz, żeby wymieszać.
Było:
-Nie przyjeżdżajmy tu więcej.|Już nigdy nie będzie tak zabawnie.
-Jak sobie życzysz.|Tu tu rządzisz.
-Zabrnęłam w ślepą uliczkę.
Czy to coś ułatwia?|-Nie.
Jest:
- Nie przyjeżdżajmy tu więcej.|Już nigdy nie będzie tak zabawnie.
- Jak sobie życzysz.|Ty tu rządzisz.
- Zabrnęłam w ślepą uliczkę.
Czy to coś ułatwia?|- Nie.
Było:
-Tak? Właśnie słyszę.
-Dzięki.
Jest:
- Tak? Właśnie słyszę.
- Dzięki.
Było:
-Po prostu nie wiem kim chcę zostać.
Jest:
- Po prostu nie wiem kim chcę zostać.
Było:
-Wykombinujesz to sobie.|Nie przejmuj się tym jeszcze.
Jest:
- Wykombinujesz to sobie.|Nie przejmuj się tym jeszcze.
Było:
-Jestem taka przeciętna.|-Przeciętna - to nienajgorzej.
-A co z małżeństwem, czy to coś ułatwia?
-To trudne.
Jest:
- Jestem taka przeciętna.|- Przeciętna - to nienajgorzej.
- A co z małżeństwem, czy to coś ułatwia?
- To trudne.
Było:
-Tak, to przerażające.
-Dzień narodzin pierwszego|jest najbardziej przerażający w życiu.
-Ale nikt ci tego nie powie.
-Twoje dotychczasowe życie przemija.
Jest:
- Tak, to przerażające.
- Dzień narodzin pierwszego|jest najbardziej przerażający w życiu.
- Ale nikt ci tego nie powie.
- Twoje dotychczasowe życie przemija.
Było:
-To słodkie.
-Gdzie dorastałaś?
-W Nowym Jorku i przeniosłam się do LA po ślubie, ale...
...tam jest tak inaczej...|-Tak, wiem.
-John uważa, że jestem przemądrzała...
-Nie jesteś...
-Halo? -Pan Harris?|-Tak. -Mam dla pana faks.
-Może go pan przysłać na górę?|Po prostu wsunąć pod drzwi?
-Jeśli pan chce, to prześlę go do pańskiego pokoju.|-Proszę tylko wsunąć pod drzwi.
Dziękuję.|-Dziękuję panie Harris.
-Tak pani Kawasaki.|Tu Bob Harris.
Tak, z przyjemnością wystąpię w tym talk-show.|Tak, wystąpię.
Bob, zadzwoń do mnie, gdybyś się zgubił. Charlotte.|-Zmienię swoje plany z przyjemnością.
-Panie i panowie.|Pan Bob Harris!
-Miło widzieć...
-Chce pokazać panu swój taniec.|Japoński taniec.
-Czy ja muszę z nim tańczyć?
-Halo?|-Bob?
-Cześć Lydia.|-Czy dzwonię nie w porę?
-Zawsze dzwonisz w porę.
-Wykładzina w kolorze burgunda będzie dopiero za 12 tygodni.|Czy spodobał ci się jakiś inny kolor?
-Jakikolwiek wybierzesz.|Zupełnie się pogubiłem...
-To tylko wykładzina.
-Nie o tym mówię.|-A o czym?
-Nie wiem. Ja tylko chcę być zdrowy.|Muszę o siebie lepiej zadbać.
Jest:
- To słodkie.
- Gdzie dorastałaś?
- W Nowym Jorku i przeniosłam się do LA po ślubie, ale...
...tam jest tak inaczej...|- Tak, wiem.
- John uważa, że jestem przemądrzała...
- Nie jesteś...
- Halo? - Pan Harris?|- Tak. - Mam dla pana faks.
- Może go pan przysłać na górę?|Po prostu wsunąć pod drzwi?
- Jeśli pan chce, to prześlę go do pańskiego pokoju.|- Proszę tylko wsunąć pod drzwi.
Dziękuję.|- Dziękuję panie Harris.
- Tak pani Kawasaki.|Tu Bob Harris.
Tak, z przyjemnością wystąpię w tym talk- show.|Tak, wystąpię.
Bob, zadzwoń do mnie, gdybyś się zgubił. Charlotte.|- Zmienię swoje plany z przyjemnością.
- Panie i panowie.|Pan Bob Harris!
- Miło widzieć...
- Chce pokazać panu swój taniec.|Japoński taniec.
- Czy ja muszę z nim tańczyć?
- Halo?|- Bob?
- Cześć Lydia.|- Czy dzwonię nie w porę?
- Zawsze dzwonisz w porę.
- Wykładzina w kolorze burgunda będzie dopiero za 12 tygodni.|Czy spodobał ci się jakiś inny kolor?
- Jakikolwiek wybierzesz.|Zupełnie się pogubiłem...
- To tylko wykładzina.
- Nie o tym mówię.|- A o czym?
- Nie wiem. Ja tylko chcę być zdrowy.|Muszę o siebie lepiej zadbać.
Było:
-Co?
-Chciałbym zacząć jadać jak Japończycy.
-Może po prostu tam zostaniesz|i będziesz to miał na co dzień.
-Jak tam dzieci?
-Świetnie. Tęsknią za ojcem,|ale przyzwyczaiły się do twojej ciągłej nieobecności.
Czy muszę zacząć sie o ciebie martwić, Bob?
-Tylko jeśli tego chcesz.
-Bob, mam dużo zajęć, muszę kończyć.|-Dobrze.
-Zobaczymy się... to znaczy porozmawiamy, później.|-Dobrze.
-Na razie.|-Na razie.
-Cześć. Szampana. Dzięki.
-Cześć.
-Ja otworzę!
-Nie było cię w nocy?
Idę do tego lokalu z sushi. Chcesz iść?|-Tak, ale teraz nie mogę.
-Chyba jesteś zajęty, co?
-Halo?
-Halo? -Tu Lydia, twoja żona.|-Nie słyszałem cię.
-Chcesz porozmawiać z Zoe?|-Tak.
-Zoe, masz tu ojca.|-Później!
-Jest u niej teraz koleżanka.|-W porządku.
-Jej balet wypada w niedzielę. Nie zapomnij.|-Nie zapomniałem.
-Szczęśliwej podróży,|do zobaczenia wkrótce.
-Dobrze.|-W porządku, na razie.
-Na razie.
-Cóż, ona jest mniej więcej w twoim wieku.
Jest:
- Co?
- Chciałbym zacząć jadać jak Japończycy.
- Może po prostu tam zostaniesz|i będziesz to miał na co dzień.
- Jak tam dzieci?
- Świetnie. Tęsknią za ojcem,|ale przyzwyczaiły się do twojej ciągłej nieobecności.
Czy muszę zacząć się o ciebie martwić, Bob?
- Tylko jeśli tego chcesz.
- Bob, mam dużo zajęć, muszę kończyć.|- Dobrze.
- Zobaczymy się... to znaczy porozmawiamy, później.|- Dobrze.
- Na razie.|- Na razie.
- Cześć. Szampana. Dzięki.
- Cześć.
- Ja otworzę!
- Nie było cię w nocy?
Idę do tego lokalu z sushi. Chcesz iść?|- Tak, ale teraz nie mogę.
- Chyba jesteś zajęty, co?
- Halo?
- Halo? - Tu Lydia, twoja żona.|- Nie słyszałem cię.
- Chcesz porozmawiać z Zoe?|- Tak.
- Zoe, masz tu ojca.|- Później!
- Jest u niej teraz koleżanka.|- W porządku.
- Jej balet wypada w niedzielę. Nie zapomnij.|- Nie zapomniałem.
- Szczęśliwej podróży,|do zobaczenia wkrótce.
- Dobrze.|- W porządku, na razie.
- Na razie.
- Cóż, ona jest mniej więcej w twoim wieku.
Było:
...na przykład dorastanie w latach 50-tych...
Możecie omawiać filmy z lat 70-tych,|kiedy jeszcze występowałeś w filmach...
-Zastanawiam się, czy jeszcze ktoś|pozwala ci na takie przeginanie?
-Zmieniam na piwo.|Piwo.
-Nie widzę żadnej różnicy.
-Dwa z tego rodzaju, dobrze?
Jest:
...na przykład dorastanie w latach 50- tych...
Możecie omawiać filmy z lat 70- tych,|kiedy jeszcze występowałeś w filmach...
- Zastanawiam się, czy jeszcze ktoś|pozwala ci na takie przeginanie?
- Zmieniam na piwo.|Piwo.
- Nie widzę żadnej różnicy.
- Dwa z tego rodzaju, dobrze?
Było:
-Jak tam?
-Kiepsko. Jaka to restauracja|pozwala ci gotować własne jedzenie?
-Kiedy wyjeżdżasz?
-Jutro.
-Będzie mi ciebie brakować.
-Nie chcę wyjeżdżać...
-Więc nie jedź.|Zostań tu ze mną.
Założymy jazz-band...
-Dobranoc.|-Dobranoc.
-Dobranoc.
Jest:
- Jak tam?
- Kiepsko. Jaka to restauracja|pozwala ci gotować własne jedzenie?
- Kiedy wyjeżdżasz?
- Jutro.
- Będzie mi ciebie brakować.
- Nie chcę wyjeżdżać...
- Więc nie jedź.|Zostań tu ze mną.
Założymy jazz- band...
- Dobranoc.|- Dobranoc.
- Dobranoc.
Było:
-Dzień dobry, panie Harris.|Życzę miłego dnia.
-Za sekundę wracam.
-Charlotte?|Jestem na dole i właśnie wyjeżdżam.
Jest:
- Dzień dobry, panie Harris.|Życzę miłego dnia.
- Za sekundę wracam.
- Charlotte?|Jestem na dole i właśnie wyjeżdżam.
Było:
-Witam. Jak się pan miewa?|-Dobrze, a pani?
-Przepraszam, czy pan Bob Harris?|-Tak. -Jestem pana wielbicielką...
-Dziękuję bardzo.|-Miło pana poznać.
Co pan robi w Japonii?|-Przepraszam, muszę już iść.
-Cześć. -Cześć.|-Dziękuję. -Bardzo proszę.
-Brakowało mi ciebie...
-Już idziesz?|-Tak, moje ciało już to przeklina.
Jest:
- Witam. Jak się pan miewa?|- Dobrze, a pani?
- Przepraszam, czy pan Bob Harris?|- Tak. - Jestem pana wielbicielką...
- Dziękuję bardzo.|- Miło pana poznać.
Co pan robi w Japonii?|- Przepraszam, muszę już iść.
- Cześć. - Cześć.|- Dziękuję. - Bardzo proszę.
- Brakowało mi ciebie...
- Już idziesz?|- Tak, moje ciało już to przeklina.