o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
72270 (jako 'było') z ID:
85460 (jako 'jest').
Było:
Podstawowe reguły.
kobieta nie budzi się ze słowami...
"Tylko żeby nikt mi nie zawrócił w głowie".
Może powiedzieć.|"To bardzo nieodpowiedni czas".
Albo tak. "Potrzebuję trochę przestrzeni".
Albo moje ulubione.
"Teraz zajmuję się karierą zawodową".
Wierzycie w to? Ona też nie.
A wiecie, dlaczego?|Bo okłamuje was. Oto powód.
Rozumiecie? Kłamie.
To nie jest wcale zły moment.|Nie potrzeba jej przestrzeni.
Być może zajmuje się karierą
ale jej przekaz jest jasny|"Odczep się, i to już".
Albo: "Bardziej się postaraj, głupku".
Co więc ma na myśli?
60% komunikacji międzyludzkiej|odbywa się bez słów.
Mowa ciała.
30% to ton głosu.
Co oznacza, że 90% tego, co mówicie,
nie wychodzi z waszych ust.
Jest:
movie info: XVID 720x304 23.976fps 700.5 MB|/SubEdit b.4043 (http://subedit.prv.pl)/
Tłumaczenie jolo|kinomania.org
Dopasowane przez Siqss_21|do wersji: Hitch.DVDRip.XviD-QiX
Correction by -=> MorGotH
Dopasowanie przez kamender|do wersji: Hitch.2005.BRRip.XviD-TLF
Podstawowe zasady:|Żadna nie może powiedzieć
"Boże, straciłam dla niego głowę"
Ale może powiedzieć:|"To naprawdę nie jest odpowiedni moment"
Albo, coś jak:
"Potrzebuję przestrzeni"
Albo, moje ulubione:|"Skupiam się teraz na swojej karierze."
Uwierzycie w to?|Ona też nie.
Wiecie czemu?|Bo was okłamuje.
Właśnie dlatego.|Rozumiecie mnie?
Okłamuje.
To jest odpowiednia chwila.|Nie potrzebuje żadnej przestrzeni.
Może i skupia się na karierze,|ale naprawdę chce powiedzieć,
to "odwal się ode mnie".|Albo raczej "postaraj się bardziej, pajacu".
O co jej chodzi?
60% komunikacji między ludźmi|nie jest wyrażane słowami.
Język ciała.|30% leży w tonie głosu.
Wynika z tego, że 90% tego co mówisz|nie pochodzi z twoich ust.
Było:
Cholera!
To jasne, że skłamie.
Jest miła. Nie chce cię skrzywdzić.
A co ma powiedzieć? Nie zna cię.
Jeszcze nie.
Na szczęście, tak jak my wszyscy,
nawet piękna kobieta nie wie, czego chce,|dopóki tego nie zobaczy.
I tu zaczyna się moja rola.
Moim zadaniem jest otwarcie jej oczu.
Jest:
Cholera.
Oczywiście, że cię okłamie.|Jest miłą osobą, nie chce cię zranić.
Co innego może powiedzieć?|Nawet cię nie zna.
Jeszcze.
Okazuje się, że podobnie jak wszyscy,|nawet piękna kobieta nie wie czego chce
dopóki tego nie widzi.|Właśnie wtedy wkraczam.
Moja praca to otworzyć jej oczy.
Było:
Tego szukasz?
Podstawowe reguły:|Nieważne co, nieważne kiedy, ani kto:
każdy facet może zawrócić|kobiecie w głowie.
Jeśli zna odpowiednie metody.
Nie użyjesz tego, czego ci brak.
Bądź sobą: nieśmiały czy towarzyski.
- Nie jestem towarzyski.|- Nie szkodzi.
Ona chce poznać prawdziwego ciebie.
Chce to zobaczyć,|choć niekoniecznie od razu.
Więc dzisiaj, zastanawiając się,|co powiedzieć, czy się jej podobasz,
pamiętaj, ona już jest z tobą na randce.
A to oznacza, że powiedziała "Tak",|choć mogła odmówić.
To znaczy, że chciała cię widzieć,|choć mogła cię spławić.
Więc nie musisz się starać,|żeby cię polubiła.
Ty masz tego nie spaprać!
Buty kupiłeś tam, gdzie kazałem?
Tak, ale chyba w nich nie jestem sobą.
"Ty" to teraz bardzo płynne pojęcie.
Kupiłeś buty. I świetnie w nich wyglądasz.
I to się teraz liczy.
Kluczem na dzisiaj jest|odrobina obojętności.
Jest:
Jego szukasz?
Podstawowa zasada.|Nie ważne kto, co ani kiedy.
Każdy facet ma szansę|zabujać w sobie każdą kobietę.
Prawie o własnych siłach.
Nie możesz korzystać|z czegoś, czego nie masz.
Jak jesteś nieśmiały, bądź nieśmiały.|Jak towarzyski, to towarzyski.
- Nie jestem towarzyski...|- Nic nie szkodzi.
Może nie chcieć całej prawdy.|Ale masz zawsze być sobą.
Może nie chcieć wszystkiego na raz.|Ale za każdym razem coś.
Więc dziś wieczorem, jak będziesz myślał|co powiedzieć, albo jak wyglądasz
pamiętaj, że ona już jest z tobą.
Czyli powiedziała tak,|kiedy mogła powiedzieć nie.
I zamiast cię olać,|ustaliła już sobie plan.
Więc już nie musisz się starać,|żeby cię polubiła.
Tylko starać się|tego nie spieprzyć.
Buty to podstawa.|Pamiętasz co ci mówiłem?
Tak, ale...
chyba nie o takie mi chodziło.
"Ty" to teraz bardzo|płynne określenie.
Ty kupiłeś buty.|Ty w nich wyglądasz świetnie.
O takim tobie mówię.
Kluczem dziś wieczór|będzie ociąganie się.
Było:
Gdy zatrzyma się przy jakimś zdjęciu,|oglądaj następne.
Ale pozostań w zasięgu wzroku.
Dziś ma być ciepło i bez deszczu.|Po wyjściu z klubu idź na spacer.
Zapytaj, jak się jej podobało.
Które zdjęcie najbardziej i dlaczego.
Gdy odpowie, nie patrz na jej usta.
Nie zastanawiaj się, jak wygląda nago.
Słuchaj, co mówi i reaguj.
Słuchaj i reaguj.
A wtedy będziesz mógł powiedzieć...
coś więcej, niż tylko "Masz ładne usta".
Które podobało ci się najbardziej?
Zdecydowanie to ze słoniem.
I niebawem jesteśmy na randce nr 2.
Już.
Nie zgadzam się!
Wracamy tam. Musisz się uśmiechnąć.
Jeśli nie wiecie tego ze szkoły,|klepanie nie jest złe.
Jak się zaczyna wielka miłość?
Nic ci nie jest?
- Tego nie wie nikt.|- W porządku.
Dla pani Bomba i Guma.
Ale mówię wam.|dzieje się to w mgnieniu oka.
W jednej chwili cieszycie się życiem.
A w następnej zastanawiacie się,|jak mogliście bez nich wytrzymać.
Ja potrzebuję 3 randek.
3 randki i doprowadzę was tam,|do strefy medalowej,
gdzie 8 na 10 kobiet wierzy,|że pierwszy pocałunek...
powie im wszystko,|co chcą wiedzieć o tej znajomości.
Romeo i Julia
Potem już działacie sami.
Ale zapamiętajcie sobie.
Życie to nie liczba wdechów i wydechów.
To chwile, które zapierają wam dech.
Nie mówiłam, że tak będzie?
Ile mówiłam? 6 miesięcy?
Kiedy była pierwsza randka?
Więc 5 i pół? Boże, nie znoszę mieć rację.
Dlaczego faceci chcą przelecieć wszystko,|co się rusza,
nawet gdy są z taką laską jak Allegra Cole?
Ona jest najpiękniejszą laską|w Nowym Jorku.
Dzięki.
Jasne, że to puszczę.
Po co ma tracić czas|na jakieś szwedzkie książątko?
Nawet, jeśli jest uroczy.
Niech cały świat się dowie,
że frajer dał się przyłapać.
Właśnie. Jestem w windzie. Na razie.
Dzień dobry.
Zgorzkniały, stolik dla 1 osoby.
Też to zrób.
Sam na Barbados?|5 minut bym nie wytrzymał.
Tego mi było trzeba.
Długo spałam, uprawiałam jogę, czytałam,
flirtowałam z instruktorem nurkowania.
- I wciąż pracowałaś.|- To świetnie, co nie?
Trzeba było wziąć kogoś ze sobą.
Niby kogo?
I tu przydałby się narzeczony.
- Nie mam na to czasu.|- Mówiłaś tak 2 lata temu.
I nadal jest to aktualne.
Już wróciłaś z wakacji?
Sprawdź, czy są ostre.|Mam je dostać za godzinę.
Związki są dla ludzi|czekających na coś lepszego.
To prawdziwie cyniczne.
To nie cynizm. Jestem realistką.
Realistką w cynicznym przebraniu,|które skrywa optymistkę.
Co ty tutaj robisz?
Pracuję tu, pamiętasz?
Ale nie przez następne 4 dni.
- To nie mogło czekać.|- Mogło.
Wracaj na plażę.
- Nie jesteś tu nam potrzebna.|- Jestem.
Stajesz się chorą psychicznie pracoholiczką.
A takie właśnie...
nerwowo chore zachowanie prowadzi do...
Zdjęć Sebby z cycatą brunetką.
Bardzo, bardzo dużej podwyżki.
Jezu. Znalazłabyś brudy nawet|w bryłce lodu.
Taką mam pracę.
Dzieciaku, życie to coś więcej,|niż obserwowanie innych.
Moja wina, że zdradzał ją na mojej plaży?
Świetnie, że jesteś taka dobra.
Martwi mnie, dlaczego tak jest.
O to ja będę się martwić.
Ten artykuł ma być na moim biurku|przed lunchem.
To zapłacisz za mój hotel?
Za to, że piłaś drinki? Nie sądzę. Wynocha.
Kurza twarz!
- To się liczy?|- Nie!
Już była w środku, ale zgłupiała.
Twój problem to krótkowzroczność.
Wybierasz to, co widzisz najbliżej,
a nie to, co jest dla ciebie najlepsze...
na dłuższą metę.
Nie wszyscy mają wymarzoną żonę,|spodziewającą się dziecka.
Cieszę się z twego szczęścia.|Ale to nie jest każdemu pisane.
Więc zostaw moją gorącą spoconą
urozmaiconą i eksperymentalnie dziką|krótkowzroczność w spokoju.
Mówiłem o kulkach, ale nieważne.
Mam tylko nadzieję, że poznasz...
bezwarunkową miłość i zaufanie,|i otwartość,
jakie ja codziennie dzielę z Grace.
- Tak się powinno gadać w knajpie?|- Posłuchaj mnie, mówię serio.
Gdy poczujesz,|że z kobietą łączy cię coś więcej,
niż więź fizyczna,
i gdy pomyślę,
że uganialiśmy się za tymi ślicznymi,|ale pustymi laskami...
To takie śmieszne. I jakieś takie żałosne.
Wiem, o czym mówisz. To jest żałosne.
Jak go poznałaś?
Kupowałam stringi w La Perla.
- On też?|- Nie.
A właściwie tak. Wybierał coś dla matki.
Matki?
Kto kupuje matce drogą bieliznę?
Może szukał szlafroka?
Podrywał cię,|kupując bieliznę innej kobiecie.
- Wolę już wersję z matką.|- Nie o to chodzi.
Nie zacznę związku|od podejrzeń o kłamstwo.
- Dlaczego nie?|- Bo można skończyć...
Jak ja? To chciałaś powiedzieć?
Chciałam powiedzieć "Jak ty".
- Jak ma na imię?|- Po co ci to?
- Sprawdzę go w Internecie.|- Nie. Sprawdź swojego.
Zobaczmy, czy jego matka żyje.
- Kiedy Grace ma rodzić?|- Niedługo.
- Podekscytowany?|- Co mówiłeś?
Mam je tu przyprowadzić?
Nie rób tego.
Nie chcesz z nimi gadać,|bo nie możesz ich zabrać do domu?
Próbuję tylko trzymać się burty.
- Słyszałaś o "Doktorze Randce"?|- To legenda.
Jestem pewna.
Może kobietom też pomaga.
Nie jesteś chora, tylko samotna.
Wyluzuj się i ciesz się jazdą do celu.
Od miesięcy nikt mnie nie ujeżdżał.
W tak radosnej chwili pójdę sprawdzić,|czy przyszedł dziś ktoś interesujący.
- Oczywiście poza mną.|- Zgadza się.
Pa.
Przyprowadzę je...
i porozmawiamy jak ludzie.
Potem pójdziesz do domu,|a ja zabiorę je do siebie.
Brzmi nieźle.|Ale musisz chyba stanąć w kolejce.
- Cześć!|- Cześć. Co słychać?
Skarbie, przyniesiesz dwa piwa|do stołu bilardowego? Dzięki.
Przepraszam.
Mogą być z limonkami.
Ej, dupku, ja tu nie pracuję.
Przepraszam. Muszę wezwać straż pożarną|bo płonę ze wstydu.
Tylko nie rób tak więcej.
- Wiedziałem, że tu nie pracujesz.|- Tak?
A jak miałem cię uwolnić od tych facetów?
Po co miałbyś to robić?
Niektórzy faceci czują się komfortowo|w towarzystwie płci przeciwnej.
Lubią kobiety, a kobiety lubią ich.|Wszystko przebiega naturalnie.
Ja na studiach do nich nie należałem.
Nie potrafiłem zrozumieć tego,
co moi koledzy posiedli intuicyjnie.
Ale, jak każdy spóźnialski,|chętnie nadrabiałem stracony czas.
Nazywała się Cressida Baylor.
Pokażesz mi, gdzie jest rekrutacja?
Moje życie odmieniło się na zawsze.
Jest:
Jeśli stanie przy zdjęciu,|idź dalej.
Ale zostań w zasięgu wzroku.
W nocy ma być ciepło i pogodnie.
Więc potem idźcie na spacer.|Zapytaj ją, co myślała o wystawie.
Jaka fotografia się jej podobała.|I dlaczego ta.
I kiedy będzie mówiła,|nie patrz na jej usta.
Nie wyobrażaj jej sobie nagiej.
Słuchaj tego, co mówi.|I odpowiadaj.
Odpowiadać...
I kiedy przyjdzie twoja kolej,|będziesz mógł powiedzieć coś więcej
niż, że podobają ci się jej usta.|- A który ci się podobał?
- Elffen, zdecydowanie.|I nagle jesteśmy na randce numer dwa.
Wracamy tam.|Musisz się uśmiechać.
Jeśli chodziłeś do szkoły,|to wiesz, że podrywanie jest fajne.
Jak to się dzieje?|Wielka miłość...
- Nic ci nie jest?|Nikt tego nie wie.
Daj mi BumpUp|i gumę dla pani.
Ale mogę ci powiedzieć,|że to się dzieje w mgnieniu oka.
W jednej chwili cieszysz się życiem
a w następnej zastanawiasz się,|jak mogłeś żyć bez nich.
Potrzeba mi tylko trzech dni.
W ciągu trzech dni|dojdziesz do miejsca,
w którym będziesz musiał pamiętać,
że 8 na 10 kobietom|pierwszy pocałunek mówi wszystko,
co powinny wiedzieć o związku.
Potem jesteś zdany na siebie.
Ale pamiętaj:
Życie nie składa się z oddychania,
tylko z chwil, które|zapierają ci dech w piersi.
Mówiłam ci, prawda?|Mówiłam?
Mówiłam, że sześć miesięcy?|A kiedy miała pierwszą randkę?
Więc pięć i pół.|Nie cierpię mieć racji.
O co chodzi facetom,|którzy potrafią spieprzyć czego się tkną
nawet jeśli chodzi o kogoś takiego|jak Allegra Cole?
Przecież to najbardziej znana|kobieta w Nowym Jorku.
Żartujesz? Jasne, że to biorę.
Nie straci serca|dla jakiegoś szwedzkiego arystokraty.
Nawet jeśli jest... wspaniały.
Jeśli chce oszukiwać,|to powinien wiedzieć, że da się go złapać.
Dokładnie.|Jestem w windzie, zaraz tam będę.
Jak urlop?
- Powinieneś kiedyś spróbować.|- Zdany na samego siebie?
- Nie wytrzymałbym pięciu minut.|- Robię, co lekarz kazał.
Śpię do południa, ćwiczę jogę,|czytam książki.
- Flirtuję z moim instruktorem.|- I wracasz do biura.
- To świetnie, nie?|- Powinnaś zabrać kogoś ze sobą.
Kogo miałabym zabrać?
- W tym miejscu przydaje się chłopak.|- Nie mam na to czasu.
Mówiłaś tak dwa lata temu.
Tak, i dzisiaj|jest to dalej prawdą.
- Nie jesteś na wakacjach?|- Zobacz co z tego wyszło i przynieś mi za godzinę.
Poza tym związki są dla ludzi,|którzy czekają na kogoś specjalnego.
- Słowa prawdziwego cynika.|- Nie jestem cynikiem, tylko realistą.
Realista przebrany za cynika,|który naprawdę jest optymistą.
Co tu robisz?|Co ona tu robi?
- Ona tu pracuje, pamiętasz?|- Nie przez najbliższe cztery dni.
- To nie mogło czekać.|- Jasne, że mogło.
Wracaj na plażę.|Nie chcę cię tutaj.
- Pewnie, że chcesz.|- Stajesz się obłąkanym pracoholikiem,
a takie neurotyczne zachowanie|prowadzi prosto do...
Victora Savy|z piersiastą brunetką.
...dużej podwyżki.
Jezu. Znajdziesz brud|w świeżym śniegu.
- To przychodzi z czasem.|- Są inne rzeczy do roboty, niż to.
- Mam ci pomagać oszukiwać na mojej działce?|- To świetnie, że ci się podoba praca
tylko trochę się martwię dlaczego.
- Nie martw się o to.|- Dobrze. Chcę mieć to na biurku przed obiadem.
- To znaczy, że zapłacisz za mój hotel?|- Żebyś mogła wskoczyć w moje buty?
Raczej nie.|Wynoś się.
- Daj spokój, liczy się, nie?|- Nie!
- Było w środku, tylko wyskoczyło.|- Wiesz, jaki masz problem?
Za szybko chcesz kończyć.
Ustawiasz grę|tylko na pierwszy ruch.
A nie na to,|co przyniesie korzyści
w przyszłości.
Znowu gadasz o kobiecie marzeń|i o dzieciach.
Dobrze, że tak masz.|Ale to nie dla wszystkich.
Więc zostaw mnie w mojej|gorącej i improwizacyjnej szybkiej grze.
- Ja mówiłem o bilardzie, ale jak chcesz.|- Jasne.
Naprawdę mam nadzieję,|że kiedyś znajdziesz bezgraniczną miłość i zaufanie
i otwartość,|którą ja dzielę z Grace każdego dnia.
- Naprawdę chcesz o tym gadać?|- Mówię poważnie.
Bo kiedy dojdziesz do tego miejsca,|które leży dużo wyżej niż tylko fizyczność
to nie będziesz się musiał uganiać|za tymi wspaniałymi, ale płytkimi kobietami.
I zobaczysz, że to śmieszne.
I odrobinę żałosne.
Wiem o co ci chodzi.|To żałosne.
To jest żałosne.
- To jak go poznałaś?|- Byłam w sklepie z bielizną.
A co on tam robił?
- Podobno kupował coś dla mamy.|- Dla mamy?
- Jaki facet robi kupuje bieliznę mamy?|- Nie wiem, może szukał szlafroka.
On cię podrywał.|Kupował bieliznę innej kobiety.
- Wolę wersję z matką.|- Wiem, że wolisz, ale nie w tym rzecz.
Rzecz w tym, że nie zacznę od nowa|wiedząc, że on kłamie.
- Czemu nie?|- Bo wtedy będę...
Jak ja?|To chciałaś powiedzieć?
- Chciałam powiedzieć: jak ty.|- Jak się nazywa?
Dlaczego?
- Znajdę go w sieci.|- Znajduj swoich facetów.
Sprawdzimy, czy jego matka żyje.
- To co w końcu robi Grace?|- Niedługo.
- Że co?|- Co mówiłeś?
- Chcesz, żebym je tu przyprowadził?|- Nie, nie rób tego.
Nie chcesz z nimi pogadać,|bo nie możesz ich zabrać do siebie?
Czego ode mnie chcesz?|Tylko próbuję trzymać głowę nad wodą.
- Słyszałaś o tym "lekarzu serc"?|- Pewnie.
Może potrafi też pomóc kobiecie...
Case, nie jesteś chora, tylko sama.
- Musisz się odprężyć i cieszyć jazdą.|- Już dawno nie jeździłam.
Po tej wesołej nowinie,|rozejrzę się za kimś ciekawym i napalonym.
Poza mną?
Przyprowadzę tu te dziewczyny|i porozmawiamy z nimi jak ludzie.
Potem ty pójdziesz do domu,|a ja wrócę do swojego mieszkania.
Mi to pasuje, ale wiesz...|nie możemy przekroczyć linii.
Poproszę dwie korony do tamtego stolika.
Przepraszam?
- Mogą być w butelkach.|- Hej dupku, ja tu nie pracuję!
Przepraszam, ja...
Zaraz jakiś chirurg wyciągnie mi|stopę z ust.
Niech to się nie powtórzy.
- Wiedziałem, że tu nie pracujesz.|- Wiedziałeś?
Jak inaczej miałem|cię wyrwać od tych facetów?
Dlaczego miałbyś to robić?
Niektórzy faceci mają wrodzoną|łatwość w kontaktach z kobietami.
Lubią kobiety, kobiety lubią ich.|Wszystko przebiega, jak powinno.
Na studiach nie byłem jednym z nich.
Brakowało mi podstawowych|umiejętności w tych sprawach.
Ale jak każdy późno dojrzewający|byłem strasznie napalony na coś wielkiego.
Nazywała się Cressida Bayler.
Wiesz może, gdzie jest budynek rejestracji?
Tak.
I moje życie już nigdy|nie było takie, jak wcześniej.
Było:
Nasz związek był piękny.
Jest:
To co mieliśmy było piękne.
Było:
Tak bardzo cię kocham.
Jest:
Kocham cię bardzo.
Było:
Wiem, że nie kochasz mnie tak bardzo,|jak ja ciebie.
Ale to nic nie szkodzi.|Dobrze, że w ogóle mnie kochasz.
Teraz widzę,|że byłem chyba zbyt natarczywy.
Ale dużo się wtedy nauczyłem.
Jest:
Wiem, że mnie nie kochasz tak,|jak ja ciebie.
Ale nie szkodzi.|Cieszę się, że w ogóle mnie kochasz.
Patrząc wstecz,|można powiedzieć, że poleciałem za ostro.
Ale doświadczenie dużo mnie nauczyło.
Było:
Co ty robisz?
Przepraszam, Alex.
Ale ja cię kocham.|Co ja takiego zrobiłem? Powiedz!
Właśnie to robisz.
Przykro mi, Alex.
Czuję się w obowiązku przekazać innym|tego rodzaju doświadczenia.
Albowiem bez podstępu i stylu,|dziewczyny nie zdobędziesz.
TROPIKALNA SCHADZKA SEBBY!
Jeśli istnieje facet pozbawiony stylu,
Allegra i Sebastian rozstają się!
to jest nim z pewnością Albert Brennaman.
Kłopoty w raju|Allegra i Sebby rozstają się?
Moja działalność jest nie do wytropienia,|bo w 100% opiera się na rekomendacjach.
Nauczyłem się jednej rzeczy.
kiedy się organizuje,|koordynuje lub w inny sposób igra z losem,
najlepiej jest być niezauważalnym.
Mam nadzieję, że jest samotna.|Nie rozbijam związków.
Dzięki za spotkanie.
Nie, właśnie skończyła związek.
Czy to problem? Bo jeśli tak, to trudno.
I tak jest mi głupio.
Wiele razy byłem zraniony.|Miałem dużo złych doświadczeń.
Trochę dobrych.|Ale zdecydowanie mnóstwo złych.
Jestem zdesperowany.|Ale nie tak w ogóle, kapujesz?
Nie chodzi mi o każdą. Tylko o nią. Tak.
Opowiedz mi o niej.
Cóż ja mogę powiedzieć?
Moja firma zajmuje się jej finansami.|Jestem jej doradcą podatkowym.
Jednym z wielu. Niższym rangą.
- A ona wie, że cię pociąga?|- Nie, nie.
Wie, że istniejesz?
Raz pożyczyłem jej długopis.
Chorobcia. Czy ktoś ma długopis?
- Proszę.|- Albert, miażdżysz mi ramię.
Przepraszam. Proszę, Allegra.
"Allegra". Chodzi o Allegrę Cole?
Tak, wiem, że nie jestem w jej typie.
Jej ostatni chłopak miał pół Szwecji.
I był śmieciem.
Nie wyglądał mi na zbyt miłego.
Wysoko mierzysz.
Chciałem sobie przemówić do rozsądku.
Wiem też, jakie to jest niedorzeczne.
Sądziłem tylko, że może z twoją pomocą...
Wiesz, co? Bardzo mi przykro,|że zmarnowałem twój czas.
Chwilunia, Albert.
Wiesz, jak to jest budzić się co rano|z poczuciem beznadziei?
Czując, że miłość twego życia|sypia z niewłaściwym facetem?
Ale zarazem mając nadzieję,|że kiedyś będzie szczęśliwa,
nawet jeśli to nie byłoby z tobą?
Jesteś kompletnie...
porypany. Wiesz o tym?
I dobrze.
Jest:
- Co ty robisz?|- Przepraszam, Alex.
Ale ja cię kocham!|Powiedz mi, co zrobiłem źle?
Stary, teraz robisz źle.
Alex przepraszam.
I poczułem się zobowiązany|przekazać tą wiedzę innym.
Bo bez gierek i podstępu|nie ma dziewczyny.
I jeśli ktoś się mógł urodzić bez tego,|to było to Albert Brennaman.
{y: i}Kłopoty w raju Allegry
Prowadziłem interesy wyłącznie z rekomendacji.|Dlatego byłem nie do złapania.
I w tym całym dyrygowaniu|i kierowaniu przeznaczeniem nauczyłem się
latać poniżej zasięgu radaru.
Mam nadzieję, że jest samotna,|bo nie rozbijam związków.
Cześć, dziękuję za spotkanie.
A tak, właśnie skończyła pewien związek.
To jakiś kłopot? Bo i tak|już jest mi wystarczająco niezręcznie.
Mam za sobą sporo złych doświadczeń.
Kilka dobrych,|i zdecydowanie więcej złych.
I jestem zdesperowany.|W sumie...
To znaczy nie ogólnie, na każdą.|Ale dla niej, tak.
Powiedz mi coś o niej.
Co mogę powiedzieć...
Moja firma prowadzi jej finanse,|jestem jej doradcą podatkowym.
Jednym z nich.|Jestem młodszym księgowym.
- Wie, że się nią interesujesz?|- O nie.
Dlaczego?
- Pożyczyłem jej kiedyś pióro.|- Kurczę, ma ktoś pióro?
- Albert, miażdżysz mi ramię.|- Przepraszam. Proszę, Allegro.
- Allegra? Jak Allegra Cole?|- Tak. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem w jej typie.
Jej poprzedni chłopak|był właścicielem Szwecji, czy jakoś tak.
I był durniem.|Nie wydawał mi się dobrą osobą.
Rzucasz się na słońce.
Myślisz, że nie próbowałem tego zostawić?
Że nie wiem, jakie to jest głupie?
Wiem o tym.|Tylko pomyślałem, że z twoją pomocą...
Wiesz co...
Przepraszam, że zająłem ci czas.
Poczekaj, Albert.
Wiesz jak to jest|budzić się co rano z poczuciem beznadziei.
Czuć, że miłość twojego życia|budzi się przy niewłaściwym facecie.
Ale jednocześnie mieć nadzieję,|że ona jednak znajdzie szczęście.
Nawet, jeśli bez ciebie.
Postradałeś rozum.
Cały rozum.|Wiesz o tym?
Tak.
To dobrze.
Było:
Mówi ci coś imię Michał Anioł?
A Kaplica Sykstyńska?
Michał Anioł.
Kaplica Sykstyńska.
Możesz to zrobić?
Nazywam się Alex Hitchens.|Chodźmy pomalować sufit.
FUNDACJA ALLEGRY COLE
Spokojnie. Tylko spokojnie.
O, mój Boże!
JEST W WINDZIE|MIĘTÓWKI - LEWA KIESZEŃ
Wygląda na to, że nadal jestem bogata.
Ale tak naprawdę, zastanawiam się, czy...
czy mogłabym sama zainwestować|pół miliona dolarów?
W co chciałaby pani zainwestować?
W coś, co jest moją pasją.
Marzyć możesz na osobności.
Gdy jesteś gdzieś z kimś,|faktycznie tam bądź.
Skup się. Kobiety reagują, gdy ty reagujesz.
Maggie projektuje modę, ma talent.
Widziałam biznesplan,|a wzory są fantastyczne.
I naprawdę chciałabym się tym zająć.
Coś pani powiem.
My pomyślimy o inwestycjach,|które mogą panią zainteresować...
i za miesiąc przedstawimy je pani.
Dobrze.
Dziękuję. Panowie...
Jeszcze raz. Jaki mamy cel?
Szok i trwoga.
To było szokująco zatrważające.|Jaki mamy cel?
Szok i trwoga.
Jaki mamy cel?
- Przepraszam pana.|- Tak, Albercie?
Tak naprawdę... nie zgadzam się z tym.
Z czym się nie zgadzasz?
Jeśli chce pani zainwestować pół miliona|w interes bliskiej osoby...
powinna pani to zrobić.
Nie musimy mówić pani, co robić.
To nie jest przedszkole.
Jeśli chce być pani traktowana poważnie,
należy zacząć od siebie,
zamiast wypraszać zgodę|na inwestowanie własnych pieniędzy...
u kolegów tatusia od golfa.
- Dosyć!|- Nie!
Kto z was poradziłby sobie|ze wścibstwem mediów,
z jakim ona dawała sobie radę|przez całe życie z taką klasą!
To my powinniśmy wysłuchiwać pani rad,|a nie na odwrót.
- Proszę usiąść, panie...|- Nie! Rzucam to!
O Boże!
Jest:
Znasz Michała Anioła?|Tego od Kaplicy Sykstyńskiej?
Tak.
Michał Anioł.|Kaplica Sykstyńska.
- Więc zrobisz to?|- Nazywam się Alex Hitchens.
Chodźmy pomalować ten sufit.
Spokojnie.
O Boże.
{Y:i}Jest w windzie.|Miętówki w lewej kieszeni.
Wygląda na to,|że wciąż jestem bogata.
Ale bardzo bym chciała|i zastanawiałam się nad tym...
czy mogłabym sama|zainwestować 500 000 dolarów?
A w co chciałaś je zainwestować, Allegro?
Cóż, to coś|co jest moją prawdziwą pasją.
Marzenia zostaw sobie na później.|Kiedy jesteś w pokoju, masz być w pokoju.
Skup się. Kobiety reagują,|kiedy ty reagujesz na nie.
Moja przyjaciółka Maggie|jest utalentowaną projektantką.
Widziałam biznesplan|a próbki wyglądają rewelacyjnie.
I bardzo bym chciała w to wejść.
Powiem ci tak.
Pozwól nam przygotować zestaw inwestycji,|które mogłyby cię zainteresować
i w przyszłym miesiącu|będziesz mogła sobie wybrać.
- Dobrze.|- Świetnie. Dziękuję.
Jeszcze raz.|Jaki jest cel?
Zszokować wszystkich...
Szokująco straszne.|Jaki jest cel?
- Zszokować wszystkich...|- Jaki jest cel?!
- Przepraszam pana.|- Tak, Albert?
Tak, Albert?
Nie do końca się z tym zgadzam.
Nie do końca się zgadzasz z czym?
Uważam, że jeśli chcesz zainwestować|pół miliona w przyjaciółkę
- powinnaś to zrobić.|- Albert!
Nie musisz nam mówić, co robisz.|Jesteśmy doradcami, a nie opiekunami.
I jeśli chcesz być uważana za dorosłą,|musisz sama zacząć się uważać za taką
zamiast pytać znajomych twojego taty|o pozwolenie wydawania własnych pieniędzy.
- Wystarczy tego!|- Jeszcze nie skończyłem.
Czy ktoś z nas dałby sobie radę w życiu|chociaż w połowie z taką klasą, jak ona?
Powinniśmy brać rady od pani,|pani Cole.
- Nie odwrotnie.|- Siadaj!
Nie, bo odchodzę!
Było:
Krzyczałem na nią. Wrzeszczałem na szefa!|Rzuciłem pracę!
- Co?|- Sam mówiłeś...
- Muszę tam wrócić.|- Nie kazałem ci rzucać pracy.
Wyluzuj. Nic się nie stało.
- Puścisz mnie?|- Albert, nie.
Wyluzuj, dobra?
- Niech to się samo toczy. Zaufaj mi.|- Nie!
Wyluzuj. Spokojnie.
To ja, Allegra Cole.
- Możemy porozmawiać?|- Otwórz drzwi.
Tak, witam.
Co słychać?
Słuchaj, Albert, tak?
- Nikt zwykle tak do mnie nie mówi.|- Zamknij buzię.
Powiem inaczej:
Nigdy nikt tak do mnie nie mówi.
Stój prosto.
Zdaje się, że oni trochę się bali.
I dlatego dziękuję, za to, co zrobiłeś.
Ale zastanawiam się,
czy moglibyśmy się spotkać|w tym tygodniu?
Wiesz, żeby omówić parę spraw.
Finansowych.
Chciałabym zobaczyć,|czy stać mnie na podjęcie ryzyka.
- Sprawdź terminarz.|- Sprawdzę mój terminarz.
Świetnie. Dam ci mój numer.|Masz długopis?
Bo ja chyba nie mam.
- Tak, mam.|- Świetnie.
I mów mi Allegra.
Jest:
Nakrzyczałem na nią.|Nawrzeszczałem na szefa i rzuciłem pracę.
- Co?!|- Powiedziałeś... Muszę tam wrócić.
Nie kazałem ci rzucać pracy.
- Uspokój się.|- Puść mnie!
Uspokój się!|Dajmy jej trochę czasu, zaufaj mi.
- Tu Allegra Cole.|- Otwórz.
- Masz chwilkę?|- Otwórz drzwi, Albert.
Tak, cześć.
- Co słychać.|- Słuchaj, Albert, prawda?
Ludzie zazwyczaj tak do mnie nie mówią.
Powiem inaczej...
Ludzie nigdy tak do mnie nie mówią.
- Stój prosto.|- To chyba ich przeraża.
Ale dlatego doceniam to,|co tam zrobiłeś.
Ale zastanawiałam się...|Myślisz, że moglibyśmy się gdzieś spotkać w tygodniu?
Wiesz, żeby omówić te sprawy...
Finansowe sprawy.
Bo widzisz, chciałabym wiedzieć,|czy stać mnie na takie ryzyko.
- Sprawdzę kalendarz...|- Sprawdzę kalendarz.
Świetnie. Dam ci mój numer.|Masz pióro?
Ja chyba nie mam.
Jasne.
Mów do mnie Allegra.
Było:
O cholera.
To dziennikarka. Wpada tu czasami.|Daje duże napiwki.
Co pije?
Zwykle piwo. Dzisiaj martini z wódką.
Twój kieliszek robi się pusty,
więc przyniosłem ci|kolejne martini jabłkowe.
Jest:
Cholera.
To jakaś dziennikarka.|Przychodzi tu czasami. Świetne cycki.
- Co pije?|- Zwykle piwo, ale dzisiaj Martini.
Cześć.
Zauważyłem, że kończy ci się drink,|więc pozwoliłem sobie przynieść ci następny.
Było:
I zauważyłem,|że wyglądasz jak moja następna dziewczyna.
- Jak masz na imię?|- Mówią mi Chip.
Nie możesz ich powstrzymać?
Zabawne.
Podziwiam odwagę, że podszedłeś tu...
i próbujesz zawrzeć znajomość|ni stąd, ni zowąd.
- Nie bierz tego do siebie.|- Masz fantastyczne oczy.
Dzięki. Spróbuj posłuchać.
Tu nie chodzi o ciebie,|po prostu nie jestem zainteresowana.
Ale dziękuję za komplement.
Nie ma za co. Lubisz kubańską kuchnię?
Daj spokój,|to nie było szyfrem "Postaraj się lepiej".
Zawsze jesteś taka zamknięta?|Boisz się, że właściwy facet sprawi...
Że poczujesz się jak prawdziwa kobieta?
Przepraszam za spóźnienie, kochanie.|Jak było na spotkaniu?
No, był początek, środek i koniec.
Jest:
I nie mogłem nie zauważyć,|że wyglądasz jak moja następna dziewczyna
- Jak się nazywasz?|- Mówią na mnie Chip.
- Musisz im powiedzieć, żeby przestali.|- To było zabawne.
Słuchaj, wiem ile odwagi musiało cię kosztować|przejście przez salę i próba nawiązania kontaktu,
- więc nie bierz tego do siebie.|- Masz fantastyczne oczy.
Dzięki. Tu nie chodzi o ciebie.|Po prostu nie jestem zainteresowana.
- Ale dziękuję, że chciało ci się przyjść.|- Nie ma za co. Lubisz kubańskie jedzenie?
Chip, to naprawdę|nie było zaproszenie do dalszej rozmowy.
Zawsze jesteś taka wystraszona?|Kiedy mężczyzna sprawia, że czujesz się...
jak prawdziwa kobieta?
Przepraszam za spóźnienie skarbie.|Nie było taksówek. Jak spotkanie?
Był początek, środek i koniec.
Było:
Mnie również.
Z jednej strony ciężko jest facetom...
rozmawiać z kimś o takim wyglądzie.
Ale z drugiej -|czy to powinien być twój problem?
Każdemu jest trudno.
Nie, jeśli się umie skupić.
Wysyłasz właściwe sygnały:
bez kolczyków, niskie obcasy,|związane włosy...
w okularach, choć bez książki,|pijesz martini z wódką...
co oznacza, że miałaś trudny tydzień|i piwo byłoby za mało.
I jeśli to nie byłoby jasne,
na czole masz napis "Odpieprz się".
Kto uwierzy, że jest facet,|który usiadłby obok nieznajomej kobiety,
i byłby zainteresowany, kim ona jest,|nie mając w tym ukrytych intencji.
Nie potrafię sobie tego wyobrazić.
I co taki facet by powiedział?
Powiedziałby "Nazywam się Alex Hitchens,|jestem konsultantem".
Ale ona miałaby to gdzieś,
i czekała, aż on odejdzie.
Myśląc, że jest taki sam, jak inni.
Co, jak nauczyło ją życie, jest pewnikiem.
Ale potem on spytałby ją|jak ma na imię i gdzie pracuje.
Mogłaby go spławić.
Albo powiedzieć...
Jestem Sara Melas.|Redaktorka działu plotek w "Standardzie".
I potem on zadałby jej wnikliwe pytania,
bo byłby szczerze,|i nietypowo, zainteresowany.
Nie.
- Nie?|- Byłby zainteresowany.
Ale zauważyłby, że nie ma mowy,
żeby ona mu uwierzyła.
Mógłby być zabawny, czarujący|i całkiem oryginalny.
To by nie pomogło.
- Nie znosisz takich sytuacji?|- Niezbyt.
Obydwoje dalej wiedliby swoje życie.
I myślę, że całkiem nieźle by im szło.
Miło było cię poznać, Saro Melas.
Martini z wódką od tego pana,|który właśnie wyszedł.
Jest:
Ciebie też.
Z jednej strony facetowi ma być trudno się|nawet odezwać do kogoś takiego, jak ty.
Ale z drugiej,|czy powinno cię to martwić?
Więc tak strasznie to wygląda z zewnątrz?
Nie, jeśli zwrócisz uwagę.
Wysyłasz prawidłowe sygnały.|Brak kolczyków, krótki obcas, spięte włosy.
Masz okulary do czytania, ale bez książki.|Pijesz martini, czyli okropny tydzień
na który piwo nie pomoże.|I masz jeszcze "odwal się" wypisane na czole.
Bo kto uwierzy, że jakiś facet|usiądzie obok kobiety której nie zna
i będzie szczerze zainteresowany|kim ona jest i co robi, bez własnego planu.
Nawet nie wiem jakby to miało wyglądać.|Co by taki facet powiedział?
Że nazywa się Alex Hitchens i jest doradcą.|Ale ona by tylko liczyła sekundy, aż odejdzie.
- Myślałaby, że jest taki, jak wszyscy.|- Doświadczenie mówi, że miałaby rację.
Ale potem spytałby ją o imię, i o to co robi.|I mogłaby go spławić...
albo powiedzieć...
Jestem Sara Melas.|Prowadzę dział plotkarski w The Standard.
A potem zacząłby zadawać te wszystkie|wścibskie pytania.
- Bo przecież jest szczerze zainteresowany.|- Nie.
- Nie?|- On jest zainteresowany.
Ale widzi, że nie ma najmniejszej szansy,|żeby ona w to uwierzyła.
Może być zabawny i czarujący.|I odświeżająco oryginalny.
- To nie pomaga.|- Nienawidzisz, kiedy tak się dzieje?
Wcale nie. Pewnie by dalej|prowadzili swoje życie, jakby nigdy nic.
Według mnie, całkiem dobrze.
Cieszę się, że cię poznałem Saro Melas.
Zostało Martini od pana,|który właśnie wyszedł.
Było:
Vance Munson. Przepraszam za spóźnienie.
Nie ma sprawy.
O, kurcze, to ty...
- Mogę ci postawić drinka?|- Nie, dziękuję.
Jest:
Vance Manson.|Przepraszam za spóźnienie.
Nic się nie stało.
- Zamówić coś dla ciebie?|- Nie, dziękuję, nie trzeba.
Było:
Spotkałeś kobietę,
o której od razu wiedziałeś,|że będzie dla ciebie ważna?
Nie ze względu na wygląd, ale na to coś.
Jak ją poznałeś?
Kupowałem piżamę mojej matce.
A w rzeczywistości...
kupowałeś bieliznę innej kobiecie?
Tak. Nie wpłyniesz na to,|gdzie kogoś poznajesz.
A bielizna jest dla mojej byłej.
Ta laska, o której mówię,
jest tak miła, zabawna, typ południowy.
Dała mi swój numer.|A teraz nie oddzwania do mnie.
Nie wiem, co ona ma w sobie.|Nie potrafię o niej zapomnieć.
Jedzenie straciło smak.|Kolory wydają się mdłe.
Ważne sprawy zeszły na dalszy plan.
I chyba moje życie nie wróci|na poprzednie tory dopóty,
dopóki jej nie puknę.
Słucham?
No wiesz, puknąć. Aby oczyścić umysł.|Wejść, dojść i wyjść.
Chyba nie rozumiesz, czym się zajmuję.
Pomagasz facetom wejść do gry.
Zgadza się. Ale jest jedna sprawa.
Moi klienci naprawdę lubią kobiety.
Nie zajmuję się szybkimi numerkami.
Zaraz ci coś wyjaśnię, rabinie.|Potrzebna mi profesjonalna pomoc.
To jest jasne jak słońce.
Dobrze, że potrafisz to przyznać,|bo to jest najtrudniejsze.
Widzisz, co wyprawiam?|Taki właśnie jestem.
Pomaga mi garnitur, krawat,|wspomaganie kierownicy.
Ludzie mogą się krzywić, płakać,|ale i tak zrobią co ja zechcę.
Więc to brzmi jak metafora.
Ja jestem bardziej dosłowny.
Gdy zrobię tak...
to tak, jakbym mówił,|że dosłownie połamię ci łapę,
jeśli jeszcze raz mnie tkniesz.|Dobrze, kotku?
Kapuję.
Nie mogę, ot tak, wspomnieć|o twojej restauracji. Ktoś tam musi jadać.
Nie, ktoś sławny. Sam wiesz.
- Sara Melas.|- Nie.
Cześć.
Proszę się podpisać.
Nie znoszę dzwonić do dziewczyny,|która nie dała mi numeru.
Więc nie dzwonię. Odbiór.
Racja. To jest mniej inwazyjne.
Rozmyślałem o tym twoim napisie na czole.
Mogłabyś go zdjąć do kolacji w piątek?|Odbiór.
Nie mogę. Muszę być na paru imprezach.
Plotki nigdy nie zasypiają.
Nie przed 4 rano.
To w sobotę.
Mam randkę.
Zna pani definicję wytrwałości, pani Melas?
Wymówka do bycia nieznośnym?
Kontynuacja działań...
bez względu na zniechęcenie,|opór lub porażkę. Odbiór.
Dobra, mądralo, jak mam się ciebie pozbyć?
Śniadanie w niedzielę.|Nawet nie można tego nazwać randką.
Tak spotykasz|nielubianych krewnych ze wsi.
Zgódź się.
Chyba dam radę w niedzielę.
Zapomniałaś powiedzieć "Odbiór". Odbiór.
Lepiej powiedz kiedy i gdzie.
7 rano, przystań North Cove. Bez odbioru.
7 rano? Oszalałeś? To nie moja pora.
- Halo?|- Proszę tu podpisać.
Powiedziała pani "Niedziela", prawda?
Jest:
Spotkałeś kiedyś kogoś,|o kim od razu wiedziałeś, że to będzie ktoś ważny?
Nie tylko przez to jak wygląda,|ale przez inne rzeczy...
- Jak się spotkaliście?|- Kupowałem w sklepie pidżamę dla mamy.
Mówiąc pidżamę masz na myśli|bieliznę dla innej kobiety.
Było:
A gdybym powiedziała piątek?
Jest:
Jak kogoś takiego spotkasz,|nie można nic na to poradzić.
Kupowałem ją dla kogoś, kogo już nie spotykam.|Ale wracając do rzeczy...
Ona jest cudowna i słodka.|Dała mi swój numer, ale nie odpowiada na telefony.
Nie wiem o co chodzi.|Nie mogę o niej zapomnieć.
Jedzenie straciło smak, kolory wyblakły,|a rzeczy kiedyś ważne już takie nie są.
Wszystko wróci do normy jeśli...
ją przelecę.
Przepraszam?
No wiesz, przelecę.|Wejdę, wyjdę i zostawię.
- Chyba nie zrozumiałeś, czym się zajmuję.|- Powiedziano mi, że pomagasz podrywać.
Tak, tylko rzecz w tym,|że moi klienci naprawdę lubią kobiety.
- Takimi rzeczami się nie zajmuję.|- Powiedzmy sobie jasno.
- Potrzebuję fachowej pomocy.|- To na pewno.
Cieszę się, że to widzisz,|bo większość ludzi nie potrafi.
Widzisz co się dzieje?|Tym się zajmuję.
Wszystkim, co ma związek z siłą.|Ludzie marudzą, ale w końcu robią co im każę.
Więc to taka przenośnia.
- Właśnie.|- Widzisz, ja jestem dosłowny.
Więc kiedy robię tak
to znaczy, że dosłownie połamię ci gnaty|jeśli jeszcze raz mnie dotkniesz.
- Dobrze pączusiu?|- Tak.
Pablo, nie mogę tylko wspomnieć o restauracji.|Ktoś tam musi być.
Nie, ktoś sławny, wiesz o tym.
Sara Melas?
Pani podpis.
Nienawidzę dzwonić do dziewczyny,|która nie ma mojego numeru.
- Więc to ja, który nie dzwonię. Odbiór.|- Masz rację, tak jest dużo lepiej.
Myślałem o tym napisie na twoim czole.|Mogłabyś go zdjąć na kolację w piątek? Odbiór.
Nie mogę, muszę być na kilku imprezach.
- Plotki nie śpią.|- Nie do czwartej rano.
Sobota?
Mam randkę.
Znasz definicję słowa wytrwałość?
Wymówka dla bycia uparciuchem?
Kontynuowanie działań bez względu|na zniechęcanie i poprzednie porażki. Odbiór.
Dobrze panie Słownik, to co proponujesz?
Śniadanie w niedzielę. To nawet nie randka,|bo robisz to z krewnymi, których nie lubisz.
- Dobrze, w niedzielę dam radę.|- Zapomniałaś powiedzieć odbiór. Odbiór.
Ta rozmowa się zakończy,|o ile mi nie powiesz gdzie i o której.
Siódma rano, przystań północna.|Bez odbioru.
Siódma rano? Zwariowałeś?|Nie dam rady na siódmą rano.
- Niedziela? - Co?|- Powiedziałaś niedziela, prawda? - Tak.
A co jakbym powiedziała piątek?
Było:
To pewnie nie pójdziesz do kościoła.
Naprawdę mam to włożyć?
Bez tego będzie strasznie zimno.
- Dzień dobry.|- "Dobry" byłby o 10.
Jesteś o wiele wyższy, niż sądziłam.
Jeździłaś kiedyś czymś takim?
Nie w Nowym Jorku.
Co chcesz robić?|Ścigać się wokół Statui Wolności?
Jeśli starczy nam czasu.
Przydadzą ci się.
Bum.
Jest:
Chyba nie pójdziesz do kościoła.
Naprawdę myślisz, że to założę?
Bez tego będzie ci zimno.
- Dzień dobry.|- To się mówi o dziesiątej.
- Jesteś wyższy, niż pamiętam.|- Nie założysz tego?
- Nie, bo chcę się opalić.|- Co chcesz zrobić? Zawieźć mnie do Statuy Wolności?
Jak będzie czas.
Będziesz potrzebowała tego.
Było:
Rewelacyjnie.
Dobra, poddaję się.
Gdzie mogę się przebrać?
Miniemy ten mur, potem w lewo.|Całkiem prosta droga.
- Prosta droga dokąd?|- To już wiem ja, ty się dowiesz.
A te maszyny...
Tą maszyną nieźle ci dokopię.
- Co się stało? Zmieniłeś zdanie?|- Silnik zdechł.
A nalałeś benzyny?
Tak. Wiesz co,|pewnie zassało pampersa albo coś.
Ohyda. Spróbuj jeszcze raz.
Mam zadzwonić po lawetę?
Zawróć i daj mi wsiąść na swój.
A jak mój też zepsujesz?|Obydwoje będziemy bezradni.
Nie zepsułem. Silnik sam zdechł.
No, dobra, wsiadaj.
- Posuń się do tyłu.|- Ja już tu siedzę.
Ale nie wiesz dokąd płyniemy.
To mi powiedz.
Faceci i ich ego.
Nie wiem, jak dajecie radę z tym żyć.
To nie moje ego.
Nie chcę zepsuć niespodzianki.
Przepraszam. Wszystko w porządku?
Proszę. Zawsze je mam.
Dziękuję.
Mam problemy z kręgosłupem|i robię kompresy z lodu.
Nie, nie. Tej nie używałem.
Oto wyspa Ellis.
Mieszkam w Nowym Jorku od urodzenia|i nigdy tu nie byłam.
Tak myślałem. Mało ludzi tu bywa.
Poprosiłem Larry'ego, żeby nas oprowadził.
- Świetnie.|- Dla Hitcha - wszystko.
Kiedyś nazywała się Wyspą Ostryg.
Osiągnęła swój obecny rozmiar...
dzięki ziemi zwiezionej tu podczas budowy|nowojorskiego metra.
- Poważnie?|- Tak.
- Wiedziałeś o tym?|- Tak. Dlatego cię tu przywiozłem.
W zasadzie|ponad 100 milionów Amerykanów...
może znaleźć swoich przodków:|mężczyzn, kobiety i dzieci,
dzięki dokumentom pokładowym|i portowym.
Do 1910 roku|75% mieszkańców Nowego Jorku,
Chicago, Detroit, Cleveland i Bostonu...
stanowili imigranci, albo ich dzieci.
Zwykle żyli w najbiedniejszych dzielnicach.
Włoskich, chińskich|i innych etnicznych enklawach.
To jest posterunek pocałunków.
Opis, jak ludzie z różnych kultur|całują się po długim rozstaniu.
A co można nazwać długim rozstaniem?
Jest:
Wspaniale.
Dobra, niech ci będzie.|Gdzie się mogę przebrać?
Mijamy tą ścianę, potem w lewo|i potem cały czas prosto.
- Prosto czyli gdzie?|- Jedź za mną, to zobaczysz.
- A tym maleństwem możesz...|- A tym maleństwem mogę ci skopać tyłek.
- Rozmyśliłeś się?|- Po prostu zdechł.
- Nalałeś benzyny?|- Tak.
Pewnie wessało pieluchę.
Spróbuj jeszcze raz.
- Ślicznie się załatwiłeś.|- Chodź tutaj i weź mnie do siebie.
No nie wiem, też popsujesz.|I oboje będziemy uziemieni.
Nie popsułem mojego,|tylko sam padł.
Wskakuj.
- Przesuń się do tyłu.|- Ja będę kierować.
- Ale nie wiesz, gdzie jechać.|- To mi powiedz.
Sara?
Mężczyźni to czyste ego.|Nie wiem jak ze sobą wytrzymujecie.
To nie moje ego.|Nie chcę popsuć niespodzianki.
Sara!
Przepraszam.|Nic ci się nie stało?
- Zawsze trochę tego trzymam.|- Dziękuję.
Mam kłopoty z tyłem.|Zawsze tam mam woreczek z lodem.
Nie, nie ten jest świeży.
- I jak ci się podoba?|- Mieszkam w Nowym Jorku od urodzenia
- i nigdy tu nie byłam.|- Tak myślałem, mało kto tu zagląda.
- Larry nas osobiście oprowadzi.|- Świetnie.
Dla Hitcha wszystko.
Początkowo nazywała się Ostlich Island.|Do obecnego rozmiaru powiększono ją sztucznie
ziemią wydobytą podczas budowy metra.
- Naprawdę?|- Tak.
- Wiedziałeś o tym?|- Tak, to moja działka.
Ponad sto milionów amerykanów|może znaleźć swojego przodka wśród osób
które przypłynęły statkiem do tego portu.
Do 1910 roku 75% mieszkańców|Nowego Jorku, Chicago...
To miejsce nazywamy Słupem Pocałunku.
Plakaty pokazują, jak różne kultury|całują się po długiej rozłące.
Co możemy uznać za długą rozłąkę?
Było:
- To by się liczyło?|- Nie.
Mój przodek przybył tędy do Stanów.
Jest:
To się liczy?
Nie.
Moja rodzina też miała|w tym swój udział.
Było:
- Co?|- Co to było?
Nic. Tak sobie myślałem,
że nie wiesz, dokąd zmierzasz,|dopóki się nie dowiesz, gdzie byłeś.
- Prawda, Larry?|- Amen, bracie.
Nie za głębokie to, jak na pierwszą randkę?
Co to jest?
Mój Boże.
To mój prapradziadek. To jego podpis.
I to tutaj jest.
Skąd? Skąd wiedziałeś?
Hitch poszperał. Ja tylko znalazłem stronę.
Jest:
- Co?|- O co chodzi?
Nic.|Tylko tak myślałem...
Nie możesz wiedzieć dokąd idziesz,|póki nie wiesz skąd przyszedłeś.
- Nie jest tak, Larry.|- Tak jak mówisz.
To dość głębokie|jak na pierwszą randkę, nie?
Może sprawdzisz...
O Boże.
To mój prapradziadek,|to jego podpis...
Jezu, on tu jest.
Skąd wiedziałeś?
Hitch się dowiedział|ja tylko znalazłem stronę.
Było:
Trochę inaczej to sobie wyobrażałem.
Moja rodzina już nigdy go nie ujrzała.|Oprócz zdjęć na listach gończych.
Naprawdę mi przykro.
Na ekranie zobaczyłem "Rzeźnik z Kadyksu".
Myślałem, że to zawód, a nie tytuł artykułu.
To jedna z rodzinnych historii,|o których chcielibyśmy zapomnieć.
Ale dziękuję.
To była...
- Katastrofa.|- Nie.
Zawołam taksówkę.
Jest:
W mojej głowie to wyglądało inaczej.
Nikt z rodziny go więcej nie widział.|Był tylko na listach gończych.
Naprawdę przepraszam.
Znalazłem go w sieci|jako "Rzeźnika z Cadeese".
Myślałem, że chodzi o zawód.
Nagłówki...
To takie rodzinne dziedzictwo|o którym staramy się zapomnieć.
Dziękuję.|To była...
Wielka wtopa.
- Nie...|- Jest taksówka.
Było:
RYŻ NIE DLA UBOGICH
Biedaczek. Bardzo się starał.
Fajnie było. Jedna wielka katastrofa.|Trudno to nazwać malinką.
Przynajmniej masz o czym napisać.
Zgadza się?
- Spróbuj mojego, przepyszny.|- Chwileczkę. Znowu się z nim spotkasz?
Mówiłaś, że zawsze oczekuję, że faceci...
mnie zawiodą. Że zakładam ich porażkę.
I tak wyszło z nim.
Ale zrobił to wszystko z wdziękiem.
Naprawdę dał ciała.
I tego właśnie poszukujesz?
Tak. Dziwne, co?
Jak najprościej. Tak, jak ćwiczyliśmy.
Zostawimy wiadomość.
Takie kobiety nie odbierają|telefonów z nieznanych numerów.
Halo?
Odebrała.
- Tak. Halo, panna Cole?|- Tak.
Łączę z Albertem Brennamanem.
- Chwileczkę.|- Powiedz jej, że jestem na lunchu.
I po to do niej dzwonimy?
Allegra. Cześć, tu Albert Brennaman.
Cześć, jak się masz?
Dobrze. Wszystko gra.
Dzwonię w sprawie|naszego spotkania w środę.
Nie dam rady przyjść.
To kiedy możesz?
Kiedy mogę?
Sam nie wiem,|cały przyszły tydzień mam zapchany.
Tak. Ale to nic. Nic to.
I tak się spotkamy.
Spotkamy się. Tak.
Co tam się dzieje?
Przestawiam parę rzeczy.
Sky Studio.
Dziś wybieram się na pokaz mody|w Sky Studio.
Przyjaciółka projektantka.
Może zainteresuje to Maggie.
Z pewnością.
To świetnie. Przełączę cię z powrotem|do mojego sekretarza.
Proszę, panno Cole.
Świetnie. Jeszcze jedno.
To był genialny pomysł.
Tak myślę. Gdzie jest Maggie?
Spóźni się, jak zwykle.
Dzisiaj chcę,|żebyś wyobraził sobie górę lodową.
Wiesz, dlaczego?
Bo jestem taki świetny?
- Nie.|- Wiem, że nie jestem.
Jesteś górą lodową
bo 90% twojej masy jest pod powierzchnią.
Jest:
- Nieźle cię wpakował.|- Było fajnie.
W katastroficzny sposób.|To nie do końca jest malinka.
Przynajmniej nadaje się na historię, prawda?
- Prawda?|- Spróbuj z majonezem, jest świetne.
Znowu się z nim spotkasz?
Sama mówiłaś, że oczekuję|po facetach, że się na nich zawiodę.
- Zakładam, że nie wypali.|- I tak się stało.
Tak, ale zrobił to z hukiem.
- Naprawdę, Casey.|- I to jest dobra ścieżka?
Tak. Tak myślę.
Tak jak ćwiczyliśmy, szybko i prosto.|Tylko zostawisz wiadomość.
Kobiety jak Allegra|nie odpowiadają na nieznane numery.
Odebrała!
Witam panno Cole.|Łączę z panem Albertem Brennemanem.
- Chwileczkę.|- Nie. Powiedz, że jestem na obiedzie.
Zadzwoniliśmy, żeby powiedzieć,|że jesteś na obiedzie?
Allegra?|Cześć, tutaj Albert Brennaman.
- Cześć, co słychać?|- W porządku, wszystko.
Dzwonię w sprawie|najbliższej środy.
- Nie dam rady.|- A kiedy będziesz mógł?
Kiedy będę mógł...?
Nie wiem, cały przyszły tydzień|mam zawalony.
Ale wszystko w porządku.
Na pewno mi się uda.
Tak, na pewno.
- Co się tam dzieje?|- Tylko coś się rozsypało...
- Sky Studios|- Dzisiaj wieczorem będę na pokazie w Sky Studios
Pomyślałem, że to może|zainteresować twoją przyjaciółkę projektantkę.
- Na pewno.|- Świetnie! Przełączę cię z powrotem do...
- To był świetny pomysł.|- Też tak myślę.
- Gdzie jest Maggie?|- Spóźni się jak zwykle.
Tej nocy masz być jak góra lodowa.
- Wiesz dlaczego?|- Bo jestem fajny?
- Nie.|- Wiem, nie jestem.
Jak góra lodowa, czyli 90%|twojej masy leży pod powierzchnią.
Było:
Mówię o tym, kim jesteś. To przenośnia.
Księgowość, biznes.
To wszystko jest małą częścią głębszego,|bogatszego Alberta.
Jeszcze jedno.
Będzie głośno,
więc można gładko...
przełamać barierę dotyku.
Idź tam, gdzie jest najgłośniej.|Spytaj, czy chce się napić.
Nachyl się, połóż dłoń na jej plecach...
i mów do ucha jak sekret.
Uważaj na dłoń. Za wysoko oznacza|"Chcę się tylko zaprzyjaźnić".
Za nisko - "Chodzi mi tylko o twój tyłek".
Przyjaźń. Tyłek. Ja.
Zapamiętaj: Allegra Cole jest sławna.
Jej rozmówcy będą cię ignorować.
Ona ma klasę, więc cię przedstawi.
A wtedy mocno uściśnij dłoń i mów głośno.
Pokaż, że umiesz jej towarzyszyć.
Egon, to jest Albert.
- Albert, to jest Zak.|- Miło mi.
To są kumple Maggie.
- Byłaś w nowej brazylijskiej?|- Nie, ale szukam...
Obrzydlistwo. Piszę o niej artykuł.
Widziałaś nową instalację w MOMA?
- Tak, sądzisz, że była...|- Obrzydliwa.
Kobiety rozpoznają|gdy ktoś nie jest naturalny.
Najgorsze jest udawanie.|Jesteś świetnym gościem...
i możesz dać jej coś,|czego nie ma żaden inny facet.
Jak masz na imię? Ogon?
Jest:
To przenośnia,|mówię o tym, jaki jesteś.
Księgowość, interesy, to tylko mała część|prawdziwego, głębokiego Alberta.
Będzie głośno, więc będzie okazja|na przełamanie bariery dotyku.
Idźcie tam, gdzie jest najgłośniej,|zaproponuj jej drinka
nachyl się, przesuń rękę na jej plecy|i powiedz jej to do ucha, jak sekret.
Uważaj na rękę, za wysoko oznacza,|że chcesz być przyjacielem
za nisko oznacza,|że chcesz złapać za tyłek.
Przyjaciel, tyłek, ja.
Allegra Cole to znana osobistość.|Ci, którzy z nią rozmawiają, ciebie ignorują.
Ale ma klasę, więc cię przedstawi.|Wtedy uściśnij rękę mocno i mów głośno.
Pokaż jej, że potrafisz stać u jej boku.
To jest Albert.|Albert, to jest Zan.
- To znajomy Maggie.|- Byłaś w tej restauracji brazylijskiej?
- Nie, ale mam zamiar...|- Jest odrażająca. Napisałem artykuł.
- Widziałaś ten nowy pomnik nad morzem?|- Tak, a ty...?
Odrażający...
Kobiety zawsze wiedzą, kiedy udajesz.
Najgorsze co możesz zrobić, to udawać.|Bo jesteś świetnym facetem
i masz coś dla Allegry,|czego inni nie mają.
Jak masz na imię?
Było:
Jak ci się podoba projekt|nowego stadionu Jetsów?
Niech zgadnę. Obrzydliwy?
Przemyśl to. Wrócimy tu jeszcze.
Dziękuję. Nie cierpię tych typów.
Naprawdę? Mnie się nawet podobali.
I na sam koniec,
dzisiaj nie chodzi o Allegrę.
- Nie?|- Nie. Dziś chodzi o Maggie.
Przyjaciółka ma ostatnie|słowo w sprawie związków.
Nie możesz tego spartolić.
Poznaj Maggie.
Cześć Maggie. Szalenie miło mi cię poznać.
Ja jestem Maggie.
- Niemożliwe.|- Tak się składa, że tak.
Magnus Forester. Dzięki za zaproszenie.
- Masz bardzo miękkie dłonie.|- Dziękuję.
- Ty też.|- Dziękuję.
Dzisiaj skup się tylko i wyłącznie na jednym.
Na Maggie.
- Skąd czerpiesz inspirację?|- Mój Boże.
Ze wszystkiego, co widzę.
Z czegoś w czasopiśmie, na ulicy,
w starym filmie.
Chłonna natura kreatywnej|łatwości wciąż mnie poraża.
Macie ochotę na sajgonki?
Tak przy okazji, piękny krawat.|Całość świetnie współgra.
Dziękuję.
- On jest gejem?|- Nie sądzę.
Jest:
Co myślisz o projekcie|nowego stadionu w zachodniej dzielnicy?
Niech zgadnę... odrażający?
Przemyśl to.|Wrócimy.
Dziękuję.|Nie znoszę tych facetów.
Naprawdę?|Ja ich polubiłem.
Ale cały czas pamiętaj,|że tej nocy nie chodzi o Allegrę.
- Nie?|- Nie. Chodzi o Maggie.
Najlepszy przyjaciel kobiety|musi podejmować takie decyzje.
Więc nie wolno ci tego zepsuć.|- Albert, poznaj Maggie.
- Cześć Maggie. Cieszę się, że mogę cię poznać.|- Ja jestem Maggie.
Tak naprawdę Magnus Forester.|Dziękuję za zaproszenie.
- Bardzo miękkie dłonie.|- Dziękuję.
- Twoje też.|- Dziękuję.
Więc tej nocy|koncentrujesz się na tylko jednej rzeczy.
Maggie.|- Skąd się biorą twoje pomysły?
O rany.|Wszystko co widzę, coś w gazecie,
Coś z ulicy, ze starego filmu.
Zdolność tworzenia|zawsze mnie zdumiewała.
- To śliczny krawat, nie taki jak reszta...|- Dziękuję.
- To gej?|- Nie wydaje mi się.
Było:
A teraz muzyka. Zasadniczo|mam żelazną zasadę: nie tańczymy.
Ale jeśli cię poprosi, nie możesz odmówić.
Tańcem się nie martwię.|Ale jak tam będą ludzie...
Wybacz, że jestem pedantem,|ale muszę mieć gruntowną wiedzę.
Pokaż, dlaczego nie martwisz się tańcem.
Zaufaj mi. Wiesz, co będę robił.
O to właśnie chodzi.
Widzisz, jak się rozrastam?
A teraz rozpalę ogień.
Moje stopy wciąż w ruchu.|Rozpalam ogień, robię pizzę.
Biodra ciągle w ruchu.
Ruchu bioder nigdy za wiele.
A teraz czyszczę uszy.
Czyszczę, czyszczę, wyrzucam.
To nie działa - robię to.
Nigdy więcej...
tego nie rób.
Słyszysz?
- Wyrażałem siebie.|- Nie.
Nie w ten sposób. Dobrze?
Skoncentruj się na tym.
Właśnie na tym.
Robisz to tak. To twoja baza.
I nic z tych rzeczy.
Żadnej pizzy. Mają tam jedzenie.
Łokcie 15 cm od pasa, kąt prosty.
Nie zagryzaj warg. Przestań.
Kobiety wiążą taniec z seksem.
Nawet świetny tancerz straci przez takie coś.
I tego właśnie powinienem się uczyć.
Nie mogę przestać.
Nie można przestać.
Następny temat.
Wynocha.
Dzięki.
A więc jesteś fanem Knicksów?
Gdy dobrze grają.
- Bardzo mi przykro.|- Dlaczego?
Allegra Cole - CAŁKIEM SAMA!
- Była tam?|- Zostawiłem ci wiadomości.
Mój telefon wpadł do rzeki.
To nie wszystko.
Kim jest Albert Brennaman?
Nie wierzę.
- Myślałam, że to ochroniarz.|- Teraz to ja potrzebuję ochrony.
- Max będzie...|- Poirytowany.
Dziś rano w pociągu sądziłem,|że to będzie dobry dzień.
Kto to, do diabła,|jest ten Albert Brennaman?
- Opowiedz, jak to się stało.|- Było tam paru fotoreporterów.
To według ciebie taniec?
To ja, będący sobą.
Nie, to ty, będący czymś,|czym nigdy już nie będziesz chciał być.
- To tylko taniec.|- Nie.
Jeden taniec, jedno spojrzenie,|jeden pocałunek. Tylko tyle.
Jedna szansa na...
"Długo i szczęśliwie".
Zamiast "To tylko gość,|z którym byłam raz na pokazie".
Kapujesz?
- Co?|- Powiedziałeś "pocałunek".
A to stanowi problem?
Nie, ale to Allegra Cole.
8 na 10 kobiet wierzy,|że pierwszy pocałunek...
powie im wszystko o tej znajomości.
I zaufaj mi, z pewnością o tym myślała.
- Naprawdę?|- Jasne.
Nie żeby miała zaraz to zrobić.|To nic takiego.
- Nic takiego.|- To coś wielkiego!
Olbrzymiego!
Nie słuchasz mnie.
Nadstaw teraz dobrze uszu.
Jutro wieczorem Allegra Cole...
może dostać|swój ostatni pierwszy pocałunek.
No to teraz pokaż, co potrafisz.
- Czyli co?|- Pokaż, jak byś mnie pocałował.
Nie pocałowałbym ciebie.
Nie jestem sobą tylko Allegrą.
Ale tak naprawdę nie jesteś.
Odprowadzasz mnie do domu.
- Pokaż mi magię.|- Źle się z tym czuję.
Cudownie się z tobą bawiłam.
Nieźle grali, co?
Widzisz, co robię. To sygnał.|Bawię się kluczami.
Kobieta, która nie chce pocałunku,
otwiera drzwi i wchodzi do domu.
Kobieta, która chce się całować,|bawi się kluczami.
Ja się bawię.
Dobranoc i...
- Widzisz, co robię?|- Napadasz na mnie?
Jest:
Jeśli chodzi o muzykę.|Generalnie mam twarde zasady jeśli chodzi o tańczenie.
- Ale jak poprosi, nie możesz powiedzieć nie.|- O taniec akurat się nie martwię.
- Ale jeśli tam będą ludzie...|- Przepraszam, ale muszę sprawdzić.
Pokaż co masz na myśli mówić,|że o taniec się nie martwisz.
O to w tym chodzi.
Widzisz to?
Tak rozpalam ogień
I robię pizzę
pizza zawsze dobrze wychodzi.
Nie mam jeszcze dosyć, i wtedy...
Patyczki...
wyrzucam je.
Jak to nie zadziała,|to robię tak.
Nie rób tego nigdy więcej.
Słyszysz mnie?
- Tak wyrażam siebie.|- Nie, nie.
Na pewno nie tak.
Masz wyglądać tak.|Dokładnie tak.
To wszystko.|Nie tak.
Nie potrzebujemy pizzy.|Mają swoje żarcie.
Łokcie. 20 cm od tułowia.|Zgięte pod kątem prostym.
Nie zagryzaj warg.|Przestań.
Kobiety wiążą taniec z seksem.|Nawet dobry tancerz może to stracić przez coś takiego.
Tego się jeszcze muszę nauczyć.
Nie możesz przestać.|Nie możesz...
Co dalej?
Wynoś się.
Dziękuję.
Lubisz Knicks'ów?
Są najlepsi.
- Przykro mi.|- Dlaczego?
- Była tam?|- Wychodzi na to, że tak.
- Jak mogłam to odpuścić.|- Może, ale jest gorzej.
- Nie wierzę w to.|- Myślałem, że to ochroniarz.
Teraz to ja potrzebuję ochrony.|Max będzie...
Bardzo zdenerwowany. Jak wsiadałem do|pociągu myślałem, że to będzie dobry dzień.
Kim do diabła jest Albert Brennaman?
- Jak to się mogło stać?|- Byli tam fotografowie.
- Czy to dla ciebie wygląda jak taniec?|- Wygląda trochę jak ja.
Nie. Tam jest za dużo ciebie|takiego, jakiego nie powinno być.
- To tylko jeden taniec.|- Nie.
Jeden taniec, spojrzenie, pocałunek.|To wszystko, co dostajemy Albert.
Jest jedna szansa|na stworzenie różnicy pomiędzy
"szczęśliwi na zawsze" i|"to jakiś facet, od którego coś chciałam".
Rozumiesz?
- Co?|- Powiedziałeś pocałunek.
To jakiś problem?
To nie problem, ale...
Albert, 8 na 10 kobiet uważa,|że pierwszy pocałunek powie im wszystko.
I uwierz mi,|na pewno już o tym myślała.
- Myślała?|- Pewnie.
To znaczy, nie tak,|żeby to zaczynać, więc to nic wielkiego...
- Nic wielkiego...|- To coś bardzo wielkiego!
Ogromna sprawa.|W ogóle nie słuchasz.
Zakoduj to sobie w głowie.
Jutro wieczorem Allegra Cole|może przeżyć swój ostatni pierwszy pocałunek.
Dobra, pokaż mi co potrafisz.
- To znaczy?|- Pokaż mi, jakbyś mnie pocałował.
- Nie pocałowałbym cię.|- Nie jestem sobą, tylko Allegrą.
Ale nie naprawdę.
Wieczór się kończy,|odwozisz mnie do mieszkania
- oczaruj mnie.|- Naprawdę nie czuję się dobrze...
Albert, doskonale się z tobą bawiłam.
To do następnego razu.
Widzisz co robię?|To jest sygnał.
Brzęczę kluczami.
Kobieta, która nie chce pocałunku|wyciąga klucz, otwiera i wchodzi.
Kobieta która chce, pobrzękuje.
- Ja pobrzękuję.|- Dobranoc, Allegra.
- Widzisz co robię?|- Okradasz mnie?
Było:
Większość facetów tak robi.|Pchają się do przodu po pocałunek.
Ale ty jesteś inny.
Tajemnicą pocałunku jest pokonanie|90% odległości...
i wstrzymanie się.
- Na jak długo?|- Na tyle, ile jej zajmie...
pokonanie pozostałych 10%.
Dobra, 90/10. Kapuję.
Kapujesz? Dobra, chodź.|Rozluźnij się. Twoja kolej.
Świetnie się dziś bawiłam, Albercie.
Ja też, Allegro...
z brodą.
Co jest?
- Nie czuję tego.|- Czego? Pokonałem 90.
Nie czuję, że tego chcesz.
Spójrz, jestem Allegra Cole,|kobieta twoich marzeń.
Kobieta, której zielone oczy są|kryształowymi oceanami pożądania.
A teraz pokaż mi magię.
- Co to, u diabła, było?|- Magia!
Nie, twoje miało być 90%, a moje 10!
Ty zrobiłeś całe 100!
Miałem otwarte usta!|Ty nadgorliwy sukin... tfu.
A poza tym, byłem dobry?
Przyszli razem, zatańczyli razem|i razem wyszli.
Jest milusi jak owczarek.
Rzeczywiście jest uroczy.
Ale żeby od razu chodzić z nią...
Wyglądasz na zestresowaną.
Umawiałyśmy się.
Miałaś mi mówić, jak ją zaprosisz.
Nie zapraszałam jej.
Myślałam, że jest w Europie.
- Zaprosiłaś więc Alberta?|- Nie.
Bilet dostał jakiś gość, Alex Hitchens.
Co?
Sekretarka.
Cześć, tu Sara.
Chciałam ci podziękować za...
niezapomniane przeżycia...
tamtego dnia.
A jeśli chcesz jeszcze|zobaczyć swoją koszulę,
przyjdź na targ rybny Fulton koło 20:00.
Cześć.
Jest:
Większość facetów|pogania pierwszy pocałunek.
Ale ty taki nie jesteś.
Tajemnica pocałunku,|to przebyć 90% drogi
a potem się zatrzymać.
- Na jak długo.|- Tyle, ile trzeba.
- Żeby ona przeszła ostatnie 10.|- No dobra 90 na 10.
Dawaj.|Twoja kolej.
Doskonale się dzisiaj bawiłam.
Ja też, Allegro.
Masz zarost.
- Jesteś wysoki.|- Za daleko.
Przeszedłem 90.
Ale masz robić, jak uważasz.
Jestem Allegra Cole.|Kobieta z twoich snów.
Której zielone oczy są jak|jeziora pożądania.
Oczaruj mnie, Albert.|Oczaruj...
- Co to do cholery było?|- Oczarowałem cię.
Powiedziałem 90%|a ja ostatnie 10!
Nie przechodzisz całych 100.|Moje usta były otwarte.
Ty napalony dziku!
I jak było?
Przyszli razem, tańczyli razem|i wyszli razem.
- Jest słodki, ona też tak...|- Z tego co wiem, jest uroczy.
- Ale żeby się z nią umawiał.|- Denerwujesz się.
Chyba się nie rozumiemy.|Jak zapraszasz Allegrę, powinnaś zadzwonić do mnie.
Sara, nie zapraszałam jej.|Szczerze. Myślałam, że jest w Europie.
- Więc zaprosiłaś Alberta?|- Nie.
Bilety należały do jakiegoś...|Alexa Hitchensa.
Hej, tu Sara.
Chciałam ci tylko podziękować
za niezapomniane przeżycie.
Jak chcesz znowu spróbować możesz przyjechać|na targ rybny dziś o ósmej.
Dobrze. Pa.
Było:
Dobry gracz nie chce mieć|na koncie nieudanej randki.
To źródło informacji, czy randka?
Źródło.
Zabrzmiało jak randka.
Bo tak miało zabrzmieć.
Więc wygląda na randkę i brzmi jak randka,
- ale to nie jest randka.|- Zgadza się.
Upewniałem się tylko.
Cześć. Nie byłam pewna,|czy dostałeś wiadomość.
Nie byłem pewien, czy to ty do mnie|dzwonisz. Chyba lubisz męczarnie.
Może tak, albo to chęć zemsty.
A to chyba twoje.
Dziękuję. Powieszę ją|na mojej ścianie hańby.
Naprawdę? Jest tego cała ściana?
To co dziś robimy?
Byłeś kiedyś na wielkim żarciu?
Organizują je co miesiąc.|Zmieniają się tylko kucharze i miejsca.
Radzisz sobie w kuchni?
Ognia się nie boję.
Dobrze. Bo tam jest mój szef z żoną.
Jest:
Jest za dobrym graczem,|żeby mieć w aktach nieudaną randkę.
- To twoje źródło, czy randka?|- Źródło.
Brzmiało jak randka.
Tak powinno.
Więc wygląda na randkę|i brzmi jak randka, ale...
- to nie randka?|- Tak. Właśnie.
Tylko sprawdzam.
Cześć.|Nie byłam pewna, czy dostałeś wiadomość.
Ja nie byłem pewien,|czy dzwoniłaś do właściwego faceta.
- Pewnie kombinujesz jak mnie ukarać.|- Bardzo bym ci chciała odpłacić.
To chyba jest twoje.
Dziękuję.|Powieszę to na mojej ścianie wstydu.
- Naprawdę? Jest cała ściana?|- Co będziemy robić?
Byłeś kiedyś na pokazie jedzenia?|Raz w miesiącu, kucharze z całego miasta...
- Byłeś kiedyś w kuchni?|- Radzę sobie z upałem, jeśli o tym mówisz.
Dobrze.|Bo tam jest mój szef i jego żona.
Było:
Niezły pomysł.|Płacimy, żeby przygotować własne jedzenie.
Zamknij się. Wyszliśmy z domu.
Im dłużej po ślubie,|tym rzadziej wychodzimy.
Kiedyś zamurują nas|jak w "Beczce Amontillada".
Louise, też piszesz do gazet?
Nie, jestem psychiatrą.
Od teraz się nie odzywam.
Sara, nie opowiedziałaś mi,
jak było na pokazie mody w Sky Studio?
Spotkałaś kogoś,|kogo warto by wspomnieć?
Jest:
Idea jest taka,|że płacimy, żeby sami sobie gotować.
Inna idea jest taka...
...żebyś się zamknął.
Czas mija i coraz mniej wychodzimy.|Za kilka lat utkwimy w naszym mieszkaniu na dobre.
- Ty też siedzisz w czasopismach?|- Nie, jestem psychiatrą.
W życiu bym nie powiedział.
Saro, nie mówiłaś mi jeszcze|jak było na pokazie w Sky Studios?
Spotkałaś kogoś wartego wspomnienia?
Było:
Naprawdę? To bardzo dziwne.
- Max.|- To ty jesteś dziwny.
Zawsze byłem. Dlatego za mnie wyszłaś.
I dlatego się z tobą ożeniłem.
A skoro o tym mowa,
jakie masz zamiary względem Sary?
Wiesz co? Prawdę mówiąc spotkałam kogoś.
Twych przyjaciół, Alberta i Allegrę.
- Kogo i kogo?|- Allegra Cole?
Naprawdę. Skąd ją znasz?
- Nie znam.|- A więc znasz Alberta?
- Znałem.|- Miał twoje bilety.
Jak dobrze można znać swego księgowego?
Rozliczy cię z podatku|i przez rok go nie widzisz.
Panie i panowie.
Muszelki Świętego Jakuba|w sosie cytrynowo-maślanym.
- Z wyrazami szacunku od szefa kuchni.|- Dziękuję.
Na pewno wam posmakują.
To naprawdę smaczne.
Jest:
Naprawdę?|To bardzo dziwne.
- Max!|- Teraz ty jesteś dziwny.
Zawsze jestem dziwny.|Dlatego jesteśmy małżeństwem.
Jeśli już o tym mówimy,|jakie są twoje zamiary co do Sary?
Wiesz co, właściwie spotkałam tam kogoś.
Spotkałam twoich znajomych|Alberta i Allegrę.
- Kogo i kogo?|- Allegra Cole? Naprawdę?
Jak ją poznałeś?
- Nie poznałem.|- Ale znasz Alberta?
- Nie.|- Miał twój bilet.
To znaczy...|Jak dobrze możesz znać swojego księgowego.
Mówi ci piętnaście,|i wiesz, że powiedział ci piętnaście.
Panie i panowie, łódeczki|z musem cytrynowym, specjalność naszego szefa.
- Dziękujemy.|- Smacznego.
Są naprawdę dobre.
Było:
Niby dlaczego?
W ich towarzystwie ludzie rozsiewają plotki|na temat sławnych przyjaciół,
a ty jesteś dyskretny.
Tak, to bardzo ujmujące.
Wyczuwam sarkazm.|Może więc zmieńmy temat.
- Wszystko w porządku?|- Tak. Nic mi nie jest.
Sara powiedziała mi, że jesteś konsultantem.
Tak, głównie marketing,|trochę reklamy, promocja towaru.
Zupełnie na tym się nie znam.
Nikt się nie zna.|Dlatego mam wygórowane stawki.
Na pewno nic ci nie jest?
Wszystko OK.|Was też coś swędzi, czy tylko mnie?
- Wiem co się stało.|- Nie.
Myślisz, że się stresuję,
starając się wywrzeć dobre wrażenie,
pamiętając jednocześnie|o swych zobowiązaniach.
I starając się nie wdawać|w te niezręczne rozmowy.
Nie, chyba masz alergię pokarmową.
Co?
- Gdzie jest Benadryl?|- Alejka nr 2.
- A która to?|- Ta z dwójką u góry.
Nic mi nie jest.
- Na pewno jest w alejce nr 2?|- Nie.
Naprawdę, to nic poważnego.
Benadryl.
- Dużo Benadrylu.|- Dlaczego?
Muszelki św. Jakuba. Śmierć na liściu!
No działaj!
Świetnie nam idzie.
Jeszcze kilka przecznic i się położysz.
Kto to śpiewa?
Dziewczyno. Earth, Wind & Fire.
Pewnie im to lepiej wychodzi.
Założę się, że to świetnie smakuje z lodem.|Dobre, co?
Założę się,|że odpowiesz teraz na każde moje pytanie.
Prędzej wyciągniesz coś|z rezerw rządowych.
Co planuje Allegra z księgowym?
Jest:
- Dlaczego?|- Wiesz, ludzie nie mogą się zwykle doczekać
żeby móc poplotkować o takich znajomościach.|Jesteś bardzo dyskretny.
- To bardzo ujmujące.|- Dokładnie tak, więc może zmienimy temat?
- Nic ci nie jest?|- Nie, nie. W porządku.
Sara mi powiedziała,|że jesteś konsultantem.
Tak. Głównie marketing|i reklama...
- Nie mam pojęcia co to jest.|- Nikt nie ma. Dlatego tyle płacą.
- Na pewno dobrze się czujesz?|- Tak, nic mi nie jest.
Czy kogoś coś swędzi,|czy tylko mnie?
- Wiem, co się dzieje.|- Nie, nie.
Myślisz, że jestem zestresowany,|bo chcę zrobić dobre wrażenie
i nie radzę sobie z zaangażowaniem.
Staram się uniknąć|tej kłopotliwej rozmowy.
Nie. Myślę, że jesteś uczulony|na jedzenie.
Gdzie jest Benadryl?
- Stojak drugi.|- Gdzie to jest?
- Ten z wielką dwójką.|- Sara, nic mi nie jest.
- Na pewno na dwójce?|- Nie.
To nic poważnego.
Więcej Benadrylu, więcej.
Co za świństwo zrobili.
No dalej!
Nieźle nam idzie.|Jeszcze kilka bloków i się położysz.
- O kim jest ta piosenka?|- O dziewczynie w ogniu.
Powinieneś odpuścić sobie śpiewanie.
Z lodem byłoby świetne.
Dobre, nie?
Mogłabym cię teraz|spytać o cokolwiek.
Nie.|Jestem jak zamknięty skarbiec.
Co taka kobieta robiła z księgowym?
Było:
No, nie. Jesteś jak Fort Knox.
On tak ją kocha!
Bez wątpienia.
Mówię ci, ludzie przez całe życie|próbują znaleźć...
Swą prawdziwą miłość
Dla mnie to za trudne.
W tym nie ma nic trudnego.
Czasem trudno dostrzec w błocie diament.
A ty? Byłeś kiedyś zakochany?
Jest:
Tak.|Fort Knox na pewno.
- On ją bardzo kocha.|- Na pewno kocha.
Mówię ci.|Ludzie całe życie szukają
powodów dla których żyją...
Nie mam pojęcia o tym.
Miałabyś, jakbyś zobaczyła.
Czasami bardzo trudno|się w tym wszystkim połapać.
A ty?|Byłeś kiedyś zakochany?
Było:
Ale nigdy ci o tym nie powiem.
OK. Myślę, że za dużo wypiłeś tego soczku.
Chodźmy.
Ładne mieszkanko.
Jest:
Ale nigdy o tym|nie będziesz wiedziała.
Dobrze, dobrze.|Już wystarczy ci soczku.
To jakieś miejsce.
Było:
Tak. W zasadzie tak wolę. A ty?
Mieszkam sam,|od kiedy kumpel ożenił się z moją siostrą.
- Naprawdę?|- Spodziewają się dziecka.
Jest:
Tak.|Tak wolę.
A ty?
Nie miałem lokatora od koledżu.|Będzie się żenił z moją siostrą.
- Naprawdę?|- Tak, niedługo będą mieli dziecko.
Było:
- I jak się czujesz?|- Dobrze.
Jest:
- Jak się czujesz?|- Dobrze.
Było:
A ty? Masz jakieś rodzeństwo?
Siostrę - Marię. Mieszka w Waszyngtonie.
Młodszą?
Poznałem po twoim głosie.
Wrodzony instynkt opiekuńczy.
Jest:
A ty masz jakieś rodzeństwo?
Siostrę. Maria.
Mieszka w Waszyngtonie.
Młodsza, prawda?
Słychać to w twoim głosie.
Taka chęć ochraniania.
Było:
Co?
Raz omal nie zginęła.
Miałam 10 lat.
Jeździłyśmy na łyżwach po stawie|za naszym domem...
i lód się pod nią załamał.
Tato ją wyciągnął.
Zrobił sztuczne oddychanie.
Najdłuższe 3 minuty mojego życia.
Bez wątpienia.
Do dziś o tym myślę.
Został ślad na psychice, prawda?
Beztrosko cieszysz się życiem,
a chwilę potem stoisz na deszczu i widzisz,|jak twój świat się wali.
To było na śniegu.
Tak powiedziałem, "na śniegu".
Powiedziałeś "na deszczu".
Chodziło mi o opad atmosferyczny.
Przeżyłeś coś podobnego?
Nic tak strasznego,|jak wpadnięcie do przerębla.
Ale, wiesz...
zdecydowanie...
Została po tym blizna.
Jest:
Kiedyś prawie zginęła.
Miałam dziesięć lat.
Jeździliśmy na łyżwach|po zamarzniętym stawie
i wpadła pod lód.
Ojciec ją wyciągnął
i robił sztuczne oddychanie.
Najdłuższe trzy minuty|w moim życiu.
Nie dziwię się.
Chyba jeszcze z tym sobie|nie poradziłam.
To mocno na ciebie wpłynęło, prawda?
W jednej chwili szybujesz po niebie
w następnej stoisz w deszczu|i patrzysz na rozpadające się życie.
Tylko wtedy to był śnieg.
Tak. Miałem powiedzieć,|że śnieg.
Powiedziałeś deszcz.
To taki rodzaj przewidywania.
A tobie co się stało?
To nie takie dramatyczne,|jak wpadnięcie pod lód.
Też to miałaś.
Na pewno.
Zawód miłosny?
Było:
Najlepiej chyba w ogóle|zapomnieć o miłości.
Albo o łyżwach.
Jest:
Chyba najlepiej|wcale nie kochać, prawda?
Ani jeździć na łyżwach.
Hitch?
Było:
Sara, ty idiotko! Ty kretynko!|O co ci chodziło?
Jesteś głupia. Musisz się nauczyć.
- Kiedy masz zamiar się nauczyć?|- Mam przyjść później?
Myślałam, że poszedłeś.
Poszedłem i wróciłem ze śniadaniem.
Pomyślałem, że chociaż|tak ci się odwdzięczę.
Nie wiedziałem, co rano pijesz,
więc wziąłem cappuccino,|cafe latte, Earl Greya...
i jakąś orientalną herbatę.
Poproszę herbatę.
Herbata. Tak! Tego się spodziewałem.
Boże. Jesteś rannym ptaszkiem, co?
No cóż, zawsze powtarzam klientom:
Nadaj każdemu dniu jakiś sens.
- Jaki piękny dzień.|- Tak.
Jest:
Sara, jesteś idiotką.
Powinnaś wiedzieć.|Straszną idiotką...
Mam wrócić później?
Cześć.
- Myślałam, że wyszedłeś.|- Wyszedłem, ale...
Ale potem wróciłem.|Ze śniadaniem.
Pomyślałem, że przynajmniej|tyle mogę zrobić.
Nie wiem, co pijesz.|Więc mam kawę z mlekiem, herbatę
i coś z "Czaj" w nazwie.
- Dla mnie herbata.|- Herbata. Miałem nadzieję, że tak powiesz.
Boże,|jesteś rannym ptaszkiem, prawda?
Zawsze powtarzam klientom:|"Zaczynaj każdy dzień, jakby miał swój cel".
- Piękny dzień.|- Tak.
Było:
Ja idę w tę stronę.
A ja w tamtą.
Odezwij się czasem.
Mam na myśli: zadzwoń.
Na pewno zadzwonię.
Jest:
Ja idę tam.
A ja tam.
Zrób coś, od czasu do czasu.
To znaczy, przez telefon.
Na pewno zrobię.
Było:
Muszę lecieć do pracy.
Do widzenia.
Do widzenia.
Uwierzysz, jaki piękny dziś dzień?
Nie?
- Co się stało?|- Jestem taka głupia.
Zlekceważyłam twoje rady.|Poszłam na tę randkę.
Jest:
Muszę iść do pracy.
No dobrze.
Do zobaczenia.
Możesz uwierzyć|jaki piękny dzisiaj dzień?
Nie?|Co się stało, pączusiu?
Jaka jestem głupia.|Mogłam ciebie posłuchać z tą randką.
Było:
Z tym ze sklepu z bielizną!
Vance Munson.|I masz rację, nie mógł mieć matki.
Aż tak źle?
Zabrał mnie do drogiej restauracji.|Był czuły i słodki.
Zwierzał mi się, że nie czuje smaku jedzenia,
że chce mieć trójkę dzieci.
Poszłaś z nim do łóżka.
Strasznie szybko się ubrał i wyszedł.
Tak mi przykro.
- Chyba w końcu umrę sama.|- Nieprawda.
Poznasz wspaniałego faceta.|Będziecie razem podróżować.
Kim jesteś? Gdzie moja przyjaciółka?
To prawda. On jeszcze ciebie nie znalazł.|Ale znajdzie.
Wychodząc powiedział|"Doktor Randka, ha ha".
- Co to znaczy?|- Że on naprawdę istnieje.
Jeśli go kiedyś spotkam,|będzie potrzebować prawdziwego lekarza.
Jest:
- Z facetem od bielizny?|- Vance Manson.
Taka z niego świnia,|że pewnie nigdy nie miał matki.
- Aż tak źle?|- Umówił się ze mną i był czuły i słodki.
Mówił te wszystkie rzeczy.|Że mu nic nie smakuje, że chce mieć trójkę dzieci.
Więc przespałaś się z nim?
- Nie widziałam, żeby ktoś tak szybko się ubierał.|- Przykro mi, Casey.
- Pewnie umrę samotnie.|- Wcale nie!
Poznasz świetnego faceta ze świetnym|uśmiechem i objedziecie cały świat.
Kim jesteś|i co zrobiłaś z moją przyjaciółką?
To prawda.|Tylko cię jeszcze nie znalazł.
Zgadnij co powiedział,|kiedy odchodził.
- "Lekarz serc" pocałował mnie w dupę.|- Co to znaczy?
To znaczy, że gdzieś tam jest.
I jak go spotkam,|będzie potrzebował prawdziwego lekarza.
Było:
Vance? To pan?
Tak. Witaj, ślicznotko.
Sara Melas ze "Standardu".
Interesuje mnie konsultant,
którego pan zatrudnił przed ostatnią randką.
Nie chce pan mówić, w porządku.|I tak o tym napiszę.
Zasłużył pan na zdjęcie|z wytłuszczonym podpisem.
A to miłe.
Wyobrażam sobie,|reakcję pana kolegów z Wall Street.
Nie ma pani dowodów, faktów.
Jestem dziennikarką nie prokuratorem.
Ile mam ci zapłacić?
Nie chcę pieniędzy tylko nazwisko.
- Nie wiem, jak się nazywa.|- Więc co pan wie?
Wiem to.
Wszystko przez jakąś pindę.
Jest:
- Vance? To ty?|- Tak. Witam.
Sara Melas z The Standard.|Chciałam porozmawiać z tobą
o konsultancie od randek,|który pomógł ci zerwać z Casey Stanwick.
Jak nie chcesz o tym rozmawiać|to i tak o tym napiszę.
- I dostaniesz wielki tytuł z własną fotką.|- Co?
- Świetnie.|- Już sobie wyobrażam, co powiedzą twoi klienci.
Nie masz dowodów,|nie znasz faktów.
Fakty? Prowadzę dział plotkarski|a nie wieści ze świata.
- Ile będzie mnie to kosztowało?|- Nie chcę pieniędzy, tylko nazwisko.
- Nie wiem jak się nazywa.|- A co wiesz?
To wiem.
Wszystko z powodu|marnego dymanka.
Było:
No nie... chyba...
Czy to naprawdę konieczne?
Widziałeś się od tyłu?
Nie, ale widzę się od przodu|i przyda mi się kilka przysiadów.
Matko przenajświętsza!
Halo!
To nienormalne.|Słyszę twój głos i już się śmieję.
Jak się masz?
Myślę, że w porządku.
A w zasadzie, wiesz co?|Czuję się trochę dziwnie.
W porządku.
Słodka Georgia Brown!
Co to było?
To tylko jakiś facet się drze.
Czy w pewnych sytuacjach...
obrzęk twarzy, połączony|z pomocą lekarską można uznać za randkę?
Chyba nie.
Spróbujemy jeszcze raz?
- Co masz na myśli?|- Kolację u mnie.
Bo wyjście z tobą w miejsce|publiczne nie wchodzi w grę.
Boże! Dość! Nie lubię pani.
Co to jest?
Nie! Wstaję!
Program z cyklu całkowita odmiana.
- To?|- Na duńskiej licencji.
Prawie gotowe!
W piątek?
Nie mogę. Obiecałam przyjaciółce|wsparcie duchowe na ekspres-randce.
Jest:
- To naprawdę konieczne?|- Widziałeś swoje plecy?
Nie, ale widziałem przód|i powinniśmy zacząć od siłowni.
Boże wszechmocny!
- Halo?|- Rany, to wariactwo.
- Słyszę cię i już się cieszę.|- Co słychać?
Całkiem dobrze.|Właściwie trochę dziwnie...
Ale właściwie to dobrze.
- Co to było?|- To tylko...
jakiś facet krzyczy.
Czy w jakiejś sytuacji nazwałabyś randką|zniekształcenie twarzy i interwencję medyczną?
- Prawdopodobnie nie.|- Co powiesz żeby to naprawić?
- A co masz na myśli?|- Kolacja u mnie.
Bo jakiekolwiek miejsce publiczne z tobą|nie wchodzi w rachubę.
Wystarczy.|Dziękuję bardzo.
- Co to jest?|- To taki...
- pokaz fryzjerski.|- Pokaz fryzjerski?
Jest duński.
- Więc w piątek?|- Nie mogę.
Mam iść ze znajomym na randki.|Wiesz, jako wsparcie.
Było:
Świetnie. O ósmej?
Wspaniale.
- W porządku, na razie.|- Na razie.
- I co, to nie było takie straszne?|- Boże!
Po 20-sekundowej przerwie|piłka wraca do gry.
Knicks prowadzą z Grizzlies 12:6|na początku pierwszej kwarty.
- A więc to takie uczucie?|- To znaczy?
Świetne miejsca. Świetny mecz.
Wspaniała randka.
W pewnym sensie.
Czuję się, jakby to była...
Randka?
Spójrz na nią. Jaka szczęśliwa.
Co ona w nim zobaczyła?
Zazdroszczę ci. Ja nie umiem gwizdać.
Serio? To twój szczęśliwy wieczór.|Pokaż, jak to robisz.
Gotowy?
- O mój Boże. Przepraszam.|- Nie ma za co.
Znakomity początek Knicksów.
Oto pana wytyczne.
Jutro w południe w Zoo,|przy lwach morskich.
Proszę się nie bać. Znajdę pana.
Dobrze. Dziękuję.
Przepraszam.
Niech mnie diabli. Cholera!
Świetnie. Załapałaś. Jeszcze raz.
Jak ślicznie wyglądają.
Dzięki.
Świetnie się dziś bawiłam, Albercie.
I ja świetnie się bawiłem, Allegro.
Dobranoc.
Dobranoc, Albercie.
- Allegro.|- Tak?
Zaczekaj.
Lubię twoje usta.
One też ciebie lubią.
Dobranoc.
Jest:
- Świetnie. O ósmej?|- Jasne.
- Dobrze. Papa.|- Pa.
Nie było tak źle, prawda?
- To tak się to robi?|- Czyli jak?
Świetne miejsca.|Świetny mecz.
Świetna randka.
To znaczy... w pewnym sensie.|Dla mnie...
- czuję się jak...|- Na randce?
- Tak.|- Tak.
Patrz, wygląda na szczęśliwą.
Nie widzę, żeby taki gość|skończył z taką laską.
Jestem zazdrosna.|Zawsze chciałam to umieć robić.
Naprawdę? Dzisiaj jest twój szczęśliwy wieczór.|Pokaż co umiesz.
Dobrze. Gotowy?
Przepraszam...
Czyli jutro, zoo w Central parku,|w południe przy światłach morskich.
Nie martw się, ja cię znajdę.|Do jutra.
Nie, przepraszam...
Niech to szlag.
Hej! To było to!
Jacy oni są słodcy!
Dziękuję.
Świetnie się dzisiaj bawiłam.
Ja też, Allegro.
Cóż...
Było:
- Widzisz go?|- Jeszcze nie.
Ale mam kilka fotek,|jak obgryzasz paznokcie.
Denerwuję się.
- Nadchodzi.|- Naprawdę?
Podają sobie ręce.
Super. Muszę go zdemaskować.
Zrób mu dobre zdjęcie.
- Jaki on jest?|- Wysoki, ciemny i przystojny.
Podstawowa zasada:
Nieważne co, kto, ani kiedy.
Nie wytrzymam.
Geoff nieźle się spisuje.
Od kiedy jesteś w niej zakochany?
W niej? Od 2 i pół roku.
Spójrz.
- Kto dał ci mój numer?|- Albert Brennaman.
- Świetny facet, co?|- Doskonały.
Co? Sara.
- Miło cię było poznać, Geoff.|- Hej. Co?
- Kto dał ci mój numer?|- Albert Brennaman.
- Świetny facet, co?|- Doskonały.
Na pewno chcesz to zrobić?
Dlaczego nie?
Louise zauważyła bardzo ciekawą rzecz,|gdy wracaliśmy wtedy do domu.
Powiedziała,|że ludzie powściągliwi boją się,
że ktoś może ich przejrzeć.
Ukrywają się więc, stwarzając pozory|osób tajemniczych bądź zabawnych.
Będzie musiał bardziej się ukrywać,|kiedy to przeczyta.
Chodziło jej o ciebie.
Co mam ci powiedzieć?
Że lubię faceta? Pewnie. Lubiłam go.
Cóż, to jego koszula.
Jest:
Dobranoc, Albert.
- Allegra.|- Tak?
Poczekaj.
Podobają mi się twoje usta.
Mi twoje też.
- Dobranoc.|- Dobranoc.
- Masz coś?|- Na razie nic.
Ale mam świetne fotki,|jak obgryzasz paznokcie.
Świetna historia.
- Ktoś idzie.|- Naprawdę?
- Tak, ściskają sobie dłonie.|- Świetnie, nie mogę się doczekać jak go dorwę.
Zrób dobre zdjęcia jego twarzy.
- Jak wygląda.|- Wysoki, czarne włosy, przystojny.
Podstawowe zasady:|"Nieważne co, kto ani kiedy"
- To mnie dobija.|- Jeff i tak nieźle udaje hetero.
- Jak długo ją kochasz?|- Trudno powiedzieć... jakieś dwa i pół roku.
Popatrz.
- Skąd masz moją wizytówkę?|- Albert... Brennaman.
- Świetny facet, nie?|- Doskonały.
Co... Sara!
Miło było cię poznać, Jeff.
{y:i}- Skąd masz moją wizytówkę?|{y:i}- Albert... Brennaman.
{y:i}- Świetny facet, nie?|{y:i}- Doskonały.
- Na pewno chcesz to zrobić?|- Dlaczego miałabym nie?
Luise powiedziała coś ciekawego|w drodze do domu.
Ludzie ostrożni obawiają się, że...
ktoś może ich przejrzeć.|Dlatego ukrywają się za tajemnicami, albo humorem.
W tym przypadku będzie musiał|wymyślić o wiele więcej na swoją obronę.
Miała na myśli ciebie.
Co mam powiedzieć?
Że go polubiłam?|Tak. Polubiłam go.
Cóż...|To jego koszula.
Było:
"Papi", Sara Melas chce się z panem widzieć.
Dziękuję, Raoul. Zaprowadź ją na górę.|I nie nazywaj mnie "papi".
Czyż to nie wspaniały widok?
To pewnie twoja własność.
Nie mogę się jej pozbyć.
A więc tutaj mieszkasz.
Tutaj.
Masz dochodowe zajęcie.
To jeden z plusów.
O tak. Na pewno.
Miałaś ciężki dzień?
Można tak to nazwać.
Wiesz, co? Usiądź i się zrelaksuj.
Ja się wszystkim zajmę.
Hiszpańskie wino!
Ale się postarałeś.
- Pozwolisz, że ci naleję.|- Poradzę sobie.
Jest:
- Tak?|- Sara Melas przyszła do ciebie, Misiu.
Dzięki Raoul, wpuść ją.|I przestań nazywać mnie Misiu.
Twój widok cieszy moje oczy.
To chyba należy do ciebie.
Wygląda jak kiepskie spodnie.
- Więc to tak wygląda.|- Właśnie tak.
- Interes musi się kręcić.|- Ma swoje plusy.
Założę się.
- Zły dzień?|- Można tak powiedzieć.
Może usiądziesz i odprężysz się.|Ja wszystko przygotuję.
Hiszpańskie wino?
- Czyż to nie cudownie?|- Daj, naleję ci.
Nie trzeba.
Było:
"Hitch".
Co to właściwie znaczy?
Jest:
Więc, "Hitch".
Co to za część mowy?
Było:
Pomyślmy. Za co wzniesiemy toast?
Nigdy nie kłam, nie uciekaj,|nie oszukuj i nie pij.
Jeśli musisz skłamać,|to w objęciach osoby, którą kochasz.
Jeśli musisz uciec, to tylko od złych ludzi.
Jeśli musisz oszukać, oszukaj śmierć.
A jeśli musisz pić,
pij w chwilach,|które zapierają dech w piersiach.
Teraz to wymyśliłeś?
Czuj się jak u siebie.
Zobaczę jak tam risotto.
No, no! Proszę, proszę!|Jak włączyć muzykę?
Światło też reguluje?
Pozwól, że ci pomogę.
To jest dopiero bajer.
Co ty robisz?
Jak to się zwykle odbywa?
Na początku jest kolacja, a potem deser.
Nie, nie. Pytam o twój dochodowy interes.
Jest:
Rozumiem.|Za co powinniśmy wypić?
Nigdy nie kłam, nie oszukuj|nie kradnij i nie pij.
Ale jak musisz kłamać,|kłam w ramionach ukochanej.
Jeśli musisz kraść,|kradnij złym ludziom.
Jeśli musisz oszukiwać,|oszukuj śmierć.
A jeśli musisz pić,|pij za chwile, które zapierają dech w piersiach.
Sam to wymyśliłeś?
Czuj się jak u siebie.|Sprawdzę, co z risotto.
Popatrz na to.|Który jest od muzyki?
Światłami też można?
Pomogę ci z tym.
To, to jest coś.
- Co ty wyprawiasz?|- Jak to dokładnie działa?
Zazwyczaj, najpierw kolacja,|potem deser.
Nie, nie.|Mam na myśli twój kwitnący interes.
Było:
Ale chętnie porozmawiam|o dzisiejszym wieczorze.
Świetny pomysł. Zaczynaj.
Zacznę, jak przestaniesz warczeć.
A gdybym powiedziała,
że wiem dokładnie,|czym się zajmujesz i jak to robisz.
I myślę, że jest to podłe.
Może powinniśmy zjeść na mieście?
Znam świetną restaurację,|podają tam owoce morza.
A może po prostu|weźmiesz tasak rzeźniczy?
- Może.|- Co cię opętało?
Mam świetny artykuł.
A więc chodzi ci o...
Alberta i Allegrę|na czołówce tego szmatławca?
- To twoja wina.|- Nie, twoja.
Albert sam się wkopał, dzwoniąc do ciebie.
Dr Hitch. Proszę posłuchać, "papi".
Chcę zabrać mojego Amira|w wyjątkowe miejsce w naszą rocznicę.
A może to nie pana specjalność?
O czym, do diabła, mówisz?
To pan, nie?
TRENER ROKU! Ten człowiek|zaprowadzi cię do łóżka Allegry Cole.
Jaka ona była? Niezła, co?
Jaka była? Wspaniała.
Czy to Doktor Randka?
Wcale niepodobny.
- Przepraszam. Czy pan go zna?|- Nie.
Proszę mi szczerze powiedzieć,|że on pana nie wynajął.
Nigdy w życiu tego pana nie widziałem.
Jest:
Jeśli wrócimy do kolacji,|chętnie o tym porozmawiam.
Świetny pomysł.|Ty zaczynaj.
Może bym zaczął,|gdybyś zaczęła chrapać.
A co, jeśli ci powiem,|że wiem dokładnie, czym się zajmujesz.
I jak to robisz.|I uważam, że to jest podłe.
Wiesz co.|Może lepiej wyjdziemy na kolację.
Tak, znam świetną tajemniczą restaurację.|Chodźmy tam razem.
Może lepiej dam ci tasak, rzeźniku?
- Może mi daj!|- Co się z tobą dzieje?
Nic, czego nie naprawi|historia na pierwszej stronie.
Więc o to ci chodzi?
Albert i Allegra na okładce|twojego szmatławca?
- Przez ciebie tam są.|- Przez ciebie.
Przez niego.|On do ciebie zadzwonił.
Hitch, posłuchaj Misiu.|Muszę zabrać moją dziewczynę gdzieś na rocznicę.
Może to nie twoja sprawa,|albo może tak.
- O co ci chodzi, Raoul?|- To ty, prawda?
{Y:i}TRENER ROKU|Wpakuje cię do łóżka Allegry Cole
I jak przyjacielu?|Jaka ona jest? Niezła, co?
Mówię ci, to on.
Przepraszam.|Znasz go?
Nie.
Popatrz mi w oczy i powiedz,|że on cię nie wynajął.
Nigdy nie widziałem|tego człowieka na oczy, proszę pani.
Było:
Tony? Musisz się z tego wytłumaczyć.
Albert. Tu Hitch.
Nie mogę teraz rozmawiać.|Jestem trochę skrępowany.
Na trzy. Raz, dwa, trzy.
Panie siedzą.
Panowie przesuwają się|w lewo po dzwonku.
2 minuty dla każdego, razem 4.
Przestajecie mówić, gdy usłyszycie...
gong
Spodobacie się sobie,|dostaniecie swoje numery.
Jeśli nie, powodzenia innym razem.
Panie, proszę zająć miejsca.
Case, jesteś klasycznym przykładem|triumfu nadziei nad doświadczeniem.
Dzięki, że przyszłaś.
Wiem, że to głupie i nie w twoim stylu.
Wolę Rachmaninowa od innych|kompozytorów romantyzmu.
Pomimo pangermańskiego antysemityzmu,
moim ulubieńcem jest jednak Wagner.
- Miło się rozmawiało.|- Dziękuję. Do widzenia.
Do widzenia.
Przepraszam.
To moje miejsce.
Jestem Ron. Mam 28 lat.
Albert Brennaman to dobry człowiek.
A właściwie - to wspaniały człowiek.
Zakończyłem 5-letni związek.
Wygłupiam się na imprezach. Lubię psy.
A ty wściekasz się na mnie za moją pracę?
Mam twój numer,
więc lepiej idź posłuchaj|swoich wyrzutów sumienia.
- Albert ją kocha.|- Tak jak Sebastian?
- Jakiś problem?|- Nie, chwileczkę.
- Co masz do Allegry?|- Nic.
Chcę chronić kobiety przed takimi dupkami,|jak ty.
Wspinałem się po lodowcu.
- Nie znasz mnie.|- A czyja to wina?
Słońce wschodzi, lód się łamie.
Przepraszam.
Jest:
Albert, tu Hitch.|Wszystko w porządku?
Nie mogę za bardzo teraz rozmawiać...
Kobiety zostaną na miejscach.|Mężczyźni będą się przesuwać.
Na lewo na dźwięk gongu.
Każdy ma dwie minuty,|w sumie cztery.
Więc rozmawiajcie,|aż usłyszycie gong.
Jeśli wam się uda, dostaniecie numerki.|Jeśli nie, może następnym razem.
Panie, zajmujcie miejsca.
Casey, jesteś żyjącym świadectwem|na bezustanne starania.
Dzięki, że przyszłaś.|Wiem, że to żałosne, ale lepiej się poczuję.
Naprawdę wolę Rachmaninowa|niż ciężkich twórców romantycznych,
ale pomimo swojego antysemityzmu|moim ulubieńcem wciąż jest Wagner.
- Dziękuję, pa.|- Pa.
Cześć.
Przepraszam, to moje miejsce.
Cześć.
- Cześć.|- Cześć, nazywam się Ron.
Albert Brennaman to dobry człowiek.|Właściwie to świetny facet.
I rozwaliłaś swoją gazetą|jego życie na kawałki.
A na mnie jesteś zła, za to czym się zajmuję?
Już mam twój numer,|więc idź lepiej konsultować swoje sumienie.
- Albert jest w niej zakochany.|- Jasne, tak jak Sebastian?
- Jakiś problem?|- Nie, jeszcze chwilka.
- Masz coś przeciwko zakochiwaniu się?|- Nic.
Chcę chronić kobiety|od takich dupków jak ty.
Raz wspinałem się na lodowiec.
- Nawet mnie nie znasz.|- A czyja to wina?
- ...i lód zaczął się odrywać.|- Na pewno. Przepraszam.
Było:
To moje miejsce.
Robię ci przysługę, wierz mi.
Wolę sport na powietrzu.|Ale w hali też może być.
Pewne aspekty mojej pracy są tajne.
A moja praca - to szukanie prawdy.
Nie znalazłabyś prawdy,|nawet gdyby sprzedawali ją w kiosku.
Jeśli Albert ucierpi, trudno.
Powiedz, co naprawdę cię wkurza?
Czekam, żeby z nią porozmawiać.
Chcesz tu usiąść? Proszę. Gong!
Jest:
- Siedzisz na moim miejscu.|- Nie chciałbyś... to dla twojego dobra, uwierz mi.
Ogólnie lubię sporty na zewnątrz,|ale pozostałe też...
Pewne aspekty mojej pracy|powinny zostać tajemnicą.
A moją pracą jest ujawnianie prawdy.
Prawdy? Nie poznałabyś prawdy,|jakby cię strzeliła w głowę.
- A jeśli Albert musi na tym ucierpi, to trudno.|- Powiedz, co naprawdę cię wkurza?
Dobra, koleś|już czekałem za długo...
Było:
W zasadzie nie powinien pan.
Alex Hitchens. W porządku. Śmiało.
Jestem Casey.
Pracuję w wydawnictwie, w dziale prasy,
choć wolę co innego.|Ale to dobre wydawnictwo...
Bawiłeś się mną. Manipulowałeś.
Zebrałeś informacje na mój temat|i pokazałeś mi podpis pradziadka.
To byłeś ty?
- To urocze.|- Dziękuję.
Nie pomagasz mi.
Przepraszam, mam randkę.
Czy dociera to do kobiet,|że facet planuje coś,
bo ma tremę?
Nie jest pewien, jak zareagujecie,|gdy ot tak podejdzie do was i powie:
"Podobasz mi się".
- Na mnie to działa.|- Nie można im tego mówić.
- Źle na tym wyszedłem.|- A ja się na tym sparzyłem.
Mnie się za to spodobałeś!
Nie wiedziałam tylko,|że jesteś zawodowcem.
On nie ma identyfikatora.
Byłeś szczery i spontaniczny,
tylko gdy wszystko szło nie tak|lub gdy przedawkowałeś.
- Przepraszam. Czy ja pana znam?|- Nie sądzę.
- Chcesz spontaniczności?|- Jasne! Chcesz Benadryl?
To naprawdę rozprasza.|A od roku nikt mnie nie przeleciał!
Przepraszamy. Może wróćcie|na swoje randki.
Jest:
Nie powinieneś się przesiadać,|on powinien...
- Nic nie szkodzi. Jestem Alex Hitchens.|- Ja jestem Casey.
- Cześć Casey.|- Pracuję dla małego wydawnictwa
chociaż w sumie nie chcę tam pracować.|Ale w sumie jest niezłe.
Poznałeś mnie, manipulowałeś mną.|Znalazłeś o mnie informacje
i pokazałeś mi podpis mojego prapradziadka.
- Ty to zrobiłeś? To było słodkie.|- Dziękuję.
- Casey, nie pomagasz.|- Przepraszam, mam randkę.
Czy kobieta kiedyś pomyślała,|że facet może mieć jakiś plan.
Bo wiesz, może być zdenerwowany.|Obawiać się, co powiesz na jego "lubię cię".
Lubię cię.|Lubię cię!
- Mi się podoba.|- Ale nie powinno się takich rzeczy mówić...
Ja kiedyś tak zrobiłem|i nie skończyło się dobrze.
Zrobiłeś to i ja też cię lubiłam.
Tylko nie chciałam|być obrabiana przez zawodowca.
On nie ma plakietki.
A szczery i spontaniczny byłeś|tylko kiedy wszystko szło źle.
- Wszystko miałeś w głowie.|- Przepraszam, czy my się znamy?
Nie wydaje mi się.|Mam być spontaniczny?
- Jasne, chcesz dalej kręcić?|- Wiecie co, to bardzo rozprasza
a ja nie miałam numerku od roku!
Przepraszam, może wrócicie|do swoich randek.
Było:
Może z banku, co?
Jak tu ci się nie uda,|on umówi cię z Paris Hilton.
Już wiem. Pan to Doktor Randka, tak?
- Jesteś Doktorem Randką?|- Czy jest jakiś problem?
O, tak! Wielki! Co ja ci złego zrobiłam?
Jest coś, czego nie wiem?
Muszę poprosić pana o wyjście.
Może idź do klubu go-go|ze swoim kumplem Vancem.
Jest:
A może z banku?
Jak chcesz się umówić, zadzwoń do niego|to złapiesz kogoś w Hiltonie.
To jest to.|Jesteś "lekarzem serc", prawda?
- Jesteś "lekarzem serc"?|- Mamy tu jakiś problem?
O tak. Wielki.|Co ja ci takiego zrobiłam?
Czy coś przeoczyłem?
Będzie pan musiał nas opuścić.
Może pójdziesz do baru go-go|ze swoim kumplem Vancem?
Było:
Od niego masz informacje?
Wkopałeś się, Alex.
Więc nie słuchałaś.
Słyszałam każde słowo.
Jesteś krętaczem.
- Podstępem skłaniasz kobiety, żeby...|- Przełamały uprzedzenia...
i dały szansę wspaniałym facetom,|jak Albert.
Chcę, żeby wszyscy się|temu dobrze przyjrzeli.
Bo to właśnie przez to...
tak cholernie ciężko jest się zakochać!
Proszę pana, idziemy.
A Vance Munson to świnia.
Dlatego nie został moim klientem.
Naucz się oceniać fakty.
Przez takich palantów jak on,|normalni faceci muszą mnie zatrudniać.
Zatrudniali.
Wierzysz mu?
Prawdę mówiąc... wierzę.
To ty...
jesteś moją drugą połową.
- Mogę równie...|- Zamknij się.
Po prostu się zamknij.
Dawno ci wybaczyłam.
Jest:
To twoje źródło?
Pogrzebałeś się Alex.
- A ty nie słuchałaś.|- Słyszałam każde słowo.
Jesteś szumowiną.|Oszukujesz kobiety, żeby...
Żeby odnalazły swoją drogę.|Żeby świetni faceci, jak Albert mieli swoją szansę.
Nie. Chcę, żeby wszyscy się|teraz rozejrzeli.
Bo właśnie dlatego|zakochiwanie się jest tak cholernie trudne.
Idziemy, proszę pana.
A Vance Manson to świnia.|I nie chciałem dla niego pracować.
Poczytaj swoje faksy dokładnie.
To przez durni jak on|mam w ogóle co robić.
Miałem co robić.
Uwierzyłabyś w to?
Właściwie tak.
{y:i}Uzupełniasz mnie.
{Y:i}- Ja tylko...|- Zamknij się.
Było:
Tego... nie wydrukuję.
Przyszłam przeprosić.
Wyciągałam wnioski,
opierając się na niczym, jak się okazało.
- Casey chyba ma rację.|- Nie martw się. Jesteśmy kwita.
Powinnam była zapytać.|Czasami jesteś taki nieufny.
Nie chcę, abyś...
Jestem kimś,|kto się nie angażuje po pewnym momencie.
A ten moment nastąpił tydzień temu.
Naprawdę jest mi bardzo przykro.
Nie chciałam cię zranić.
Jest:
Nie, nie.
To jest...
nieoficjalnie.
Przyszłam cię przeprosić.|Wymyśliłam te rzeczy o tobie
w oparciu o coś, co nie było prawdą.
I chyba...
- Chyba Casey ma rację, mój najlepszy przyjaciel...|- Wiem o co chodziło.
Powinnam cię była spytać.|Ale czasami jesteś taki ostrożny
i nie chciałam być kolejnym powodem...
Nie jestem kimś,|kto lubi się wiązać po pewnym punkcie.
A ten punkt nastąpił około tygodnia temu.
Więc...
chciałam tylko powiedzieć,|że naprawdę mi przykro.
I nie chciałam cię zranić.
Było:
"To dzięki tobie"!
- Hej, stary.|- Dobrze. Co u ciebie?
Jest:
{y:i}Ty to zrobiłeś!
- Jak leci?|- Nieźle, a u ciebie?
Było:
To? Pomyślałem, że jak będę miał zawał,|to serce przestanie boleć.
Nie zadzwoniła?
Jest:
To?|I tak już nie zaszkodzi na moje serce.
Nie oddzwoniła?
Było:
Nie wiem jak, Albert.
Chcesz się rozerwać?|Wyjdźmy gdzieś wieczorem.
Szczerze... nie wiedziałem,|że będę tak się czuł.
Przysięgam, że odchodzę od zmysłów.
Mam ochotę wyskoczyć przez okno.
Chcę się rzucić pod koła taksówki,|byle przestać o niej myśleć.
Przestaniesz. Trzeba czasu.
Problem w tym, że nie chcę przestać.
Czekałem całe życie,|by czuć się tak nieszczęśliwym.
Jeśli tylko to mnie z nią łączy,
to chcę tak się czuć.
Nie chcesz.|Możesz się zmienić, przystosować.
Jak się postarasz,|nigdy więcej nie będziesz tak się czuł.
Nigdy więcej.
Ty nic nie pojmujesz, prawda?
Pojmuję.
Ja to widzę tak.
Sprzedajesz miłość,|ale nie wierzysz, że to dobry towar.
- Miłość to moje życie.|- Nie. Miłość to twoja praca.
Możesz skakać z samolotu|bez spadochronu.
Ale wybacz, że się nie przyłączę.
Tobie w ogóle nie chodzi o miłość, prawda?
Jest:
Nie mam już nic, Albert.
Jak chcesz coś zrobić,|odpuść sobie.
Szczerze mówiąc,|nigdy się tak nie czułem.
Odchodzę od zmysłów.
Chcę się rzucić z każdego budynku w mieście.|Albo rzucić pod każdy samochód.
Nie mogę o niej przestać myśleć.
- Przestaniesz, tylko poczekaj trochę.|- Ale ja nie chcę.
Całe życie czułem się okropnie.|I jeśli tylko tak mogę do niej wrócić
- to niech tak będzie.|- Nie, nie będzie.
Możesz się zmienić i przystosować.
Żebyś nigdy się już nie czuł jak teraz.|Nigdy więcej!
Nie rozumiesz tego, prawda?
Rozumiem.
Powiem tak. Sprzedajesz towar,|w który sam nie wierzysz.
- Miłość to moje życie.|- Nie, to twoja praca.
Jeśli chcesz skakać bez spadochronu|proszę bardzo.
Ale wybacz, że nie dołączę.
Dla ciebie nigdy|nie chodziło o miłość, prawda?
Było:
- Dokąd idziesz?|- Skakać.
Jest:
- Gdzie idziesz?|- Polatać w powietrzu.
Allegra!
Taxi!
Allegra!
Było:
Dziękuję, że chciała się|pani ze mną spotkać.
Powiedział pan, że to sprawa życia i śmierci.
Albert sprzedałby duszę,|żeby panią uszczęśliwić.
Jaką więc pan tu gra rolę? Diabła?
Moja praca nie polega na oszustwie,|tylko na stwarzaniu możliwości.
Jak ta w sali konferencyjnej.
Czy inaczej zauważyłaby go pani?
- Naprawdę?|- W końcu.
Być może.
Jest:
Dziękuję, że się pani|chciała ze mną spotkać.
Powiedział pan,|że to sprawa życia i śmierci.
Ten mężczyzna zaprzedałby duszę,|żeby pani była szczęśliwa.
Czy to nie czyni pana diabłem?
Moją pracą nie jest oszukiwanie,|tylko stwarzanie okazji.
Jak w tym przypadku.
- Zauważyłaby go pani w innym przypadku?|- Tak. - Naprawdę?
W końcu.
Może.
Było:
Naprawdę dobrze się pan przygotował.
Jak to z internatem, gdzie śmiali się ze mnie,|bo nie umiałam gwizdać.
Albo ten błazeński taniec,|wiedział pan, że też nie umiem tańczyć.
Albo gdy pobrudził się musztardą|bym nie czuła się jak idiotka.
Pan go tego nauczył, tak?
Nie, do diabła, nie.
On taki jest?
Jego typowe zachowanie.
Kazał mu pan użyć inhalatora?
Nie wierzę. Nie zrobił tego.
Rzucił go tuż przed pocałunkiem.
Chwila...
To wszystko na panią działa?
To było cudowne.
Czego go pan nauczył?
Niczego.
Zupełnie niczego.
To dobrze.
- Cały czas to planowałeś?|- Albert.
Odpływasz z moją dziewczyną!
Byłeś dla mnie jak brat!
- Przyjechał tu dla ciebie.|- Kto?
Jest:
Odrobił pan swoje zadanie.
Jak w szkole wszyscy mi dokuczali,|bo nie potrafiłam gwizdać?
I że ma tańczyć jak łamaga,|bo ja też nie potrafię tańczyć?
I żeby upaćkał sobie koszulę,|żebym czuła się mniej głupio?
- To był wszystko pan, prawda?|- Nie.
- Oczywiście, że nie.|- To był on?
To wszystko Albert sam wymyślił.
To pan wymyślił|numer z inhalatorem?
Proszę przestać.|Nie pokazał go pani.
Zatkało go zanim mnie pocałował.
Więc to...
to zadziałało na panią?
To było urocze.
A co pan zrobił?
Nic.
Absolutnie nic.
- To taki miałeś plan cały czas?|- Cześć, Albert.
Odpłynąć o zachodzie słońca|z moją dziewczyną?!
Albert!
- Byłeś dla mnie jak brat!|- Albert!
- Przyszedł tu dla ciebie.|- Kto?
Było:
- Kocham cię.|- Ja kocham ciebie.
Naprawdę cię kocham.
- Ja ciebie bardziej.|- Ja bardziej cię kocham. Naprawdę.
Muszę gdzieś pójść, więc...
- Kto to?|- Hitch.
Jest:
- Kocham cię.|- Ja cię kocham.
- Ja ciebie bardziej.|- To ja ciebie bardziej.
Muszę coś załatwić.|Więc...
- Kto tam?|- Hitch.
Było:
Omal mnie nie uderzyłaś w...
Tak właściwie to chciałem wpaść, żeby.
Chodzi mi o to.
To dziwne. Nie stoję tu ze sobą|ukryty za drzwiami, więc.
"Zamknij buzię".
Ponieważ wiedziałem,|że w pewnym momencie...
tu przyjdę, rozumiesz? Ale myślałem,
że wiem, co powiedzieć,|ale wychodzi tylko...
Czuję się niezręcznie.
Jest:
Prawie dostałem.
Chciałem wpaść...
Chodzi o to, że...
to dziwne,|lepiej mi idzie za drzwiami...
może zamknę usta.
Bo wiedziałem, że w końcu będę...
no wiesz, tutaj.|Ale myślałem...
no wiesz...
nic nie wyjdzie, jak...
i mnie rozwali.
Było:
Przepraszam. Możemy? Tylko na...
- Mówisz poważnie?|- Nie, tylko tak.
Czego ty chcesz, Hitch?
Jest:
- Przepraszam, ale lepiej będzie...|- Mówisz poważnie?
Czego chcesz, Hitch?
Było:
Jest wiele rzeczy,|których zupełnie nie rozumiem.
Byliśmy na trzech randkach, tak?
Widzisz, to dziwne.
Bardzo dziwne. Ponieważ wiem.
Czuję to głęboko...
że tutaj, w tej okolicy...
po prostu wiem...
że chcę...
Chcę być nieszczęśliwy.
Naprawdę nieszczęśliwy.
Ponieważ,
jeśli tylko w ten sposób|mogę być szczęśliwy...
Nie to chciałem powiedzieć.
Co jest z tobą nie tak?
- Nic!|- Nie, nie z tobą.
Do siebie mówię.
Alex Hitchens, Tom Reda.
Zniosę to do samochodu.
Może jest tak, jak mówiłeś.
Powinniśmy pójść każde w swoją stronę|i wszystko będzie świetnie.
A jeśli "świetnie" mi nie wystarczy?
Jeśli chcę, aby było nadzwyczajnie?
Jest:
Z całej masy powodów,|które dla mnie nie mają sensu.
No bo byliśmy na trzech randkach.|To jakieś wariactwo.
To wariactwo, bo wiem.|Bo głęboko wiem,
tam głęboko,|w tamtym rejonie,
że wiem, że chcę
że chcę być
nieszczęśliwy,|naprawdę nieszczęśliwy
bo jeśli tego trzeba,|żebym był szczęśliwy
To nie tak miało być.
- Co z tobą do cholery?!|- Nic!
Nie, nie z tobą.
Mówię do siebie.
Alex Hitchens, Tom Reno.
Zaniosę to do samochodu.
Może jest tak, jak mówiłeś.|Pójdziemy swoimi ścieżkami i będzie dobrze.
A jeśli dobrze to za mało?
Jeśli chcę,|żeby było wyjątkowo?
Było:
Boję się tak samo jak ty, Sara.
Ale jestem tu. I to nasza chwila.
Wcześniej mnie odrzuciłeś.
Jestem facetem. Nie zawsze|udaje nam się wszystko od razu.
Jestem realistką i wiem,|co miłość robi z ludzi.
Jest:
Boję się tak samo, jak ty.|Ale jestem tutaj.
- I nasz czas jest teraz.|- A wcześniej co było?
Jestem facetem.|Odkąd to wiążemy się od początku?
A ja realistką.|I wiem co miłość robi z ludźmi.
Było:
Nie wiem, kto to i nie obchodzi mnie to.
Wiem tylko, że on nigdy|nie będzie czuł do ciebie tego, co ja czuję.
- Umiesz zmieniać biegi?|- Zamknijcie się obydwaj!
- Wszystko OK?|- Tak, dobrze.
Nigdy nie będzie ci dobrze, ani mnie.
Jest:
Nie wiem kto to jest.|I nie obchodzi mnie to.
Ale wiem,|że nie będzie do ciebie czuł tego, co ja.
Przestaw bieg.
Zamknijcie się obaj!
- W porządku?|- Tak. Nie. Czemu?
Nigdy nie będzie ci dobrze.|Ani mnie.
Było:
Próbujesz się zabić?
Skoro tego chcesz.
Co się stało?
- Skoczył na samochód.|- Dlaczego?
Ponieważ to robią zakochani. Skaczą.
I święcie wierzą że potrafią latać.
Gdyby tak nie było,
spadalibyśmy z hukiem...
przez cały czas myśląc:
"Dlaczego, do cholery, skoczyłem?"
Oto ja, Saro, spadam.
I tylko jedna osoba pozwoli mi uwierzyć,|że umiem latać.
Ty nią jesteś.
Więc trochę mnie lubisz, co?
Jest:
Chcesz się zabić?
- Jeśli to będzie potrzebne.|- Sara, co się stało?
- Wskoczył na samochód.|- Po co?
Bo to robią ludzie.
Żyją.|I mają nadzieję, że potrafią latać.
Bo inaczej...|będziemy lecieć jak kamienie.
Zastanawiając się po drodze|dlaczego do diabła
skoczyłem.
I po to jestem, Saro.
Spadam.
I tylko jedna osoba sprawi,|że będę latał.
To ty.
Więc trochę mnie lubisz, tak?
Nie...
Było:
Kocham cię i wiedziałem to od razu.
Jeśli powiem ci to samo,|zabrzmi to trochę głupio.
To ten facet, o którym ci mówiłam.|Hitch, to moja siostra, Maria.
Jest:
Wiem, że cię kocham od pierwszego...
Jeśli powiem że ja też,|to będzie żałosne.
Sara!
Maria, to o nim ci opowiadałam.|Hitch, to moja siostra, Maria.
Było:
Jej mąż.
A gdzie twój chłopak?
Nie mam chłopaka.
Wiem. Potworne, co?
O, Boże!
Już w porządku?
Babciu, co się stało?
Ta młoda dama właśnie uratowała mi życie.
Poproś ją do tańca.
Skoro nalegasz.
Jest:
Mąż...
- Gdzie twoja połówka?|- Nie mam.
Wiem, straszne, nie?
O Boże!
Nic pani nie jest?
Co się stało, babciu?
Ta młoda dama uratowała mi życie.
Zaproś ją do tańca.
Cóż... skoro nalegasz.
Było:
- A to jest...|- Daj spokój. Idź już.
Podstawowe zasady...
Jest:
Nie martw się.|Po prostu idź.
Podstawowe zasady: