o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
69077 (jako 'było') z ID:
72584 (jako 'jest').
Było:
{Y:i}Drży na wietrze,|jak ostatni liść na obumarłym drzewie.
{Y:i}Pozwalam jej słyszeć swoje kroki.
{Y:i}Tylko na moment znieruchomiała.
Jest:
Drży na wietrze,|jak ostatni liść na obumarłym drzewie.
Pozwalam jej słyszeć swoje kroki.
Tylko na moment znieruchomiała.
Było:
{Y:i}Wiatr wzmaga napięcie.
{Y:i}Jest miękka, ciepła|i niemal bezbronna.
{Y:i}Jej perfumy są jak obietnica|przynosząca łzy.
{Y:i}Mówię jej,|że wszystko będzie dobrze.
{Y:i}Że uratuję ją przed tym,|czego się boi i zabiorę daleko stąd.
{Y:i}Mówię jej...
{Y:i}...że ją kocham.
{Y:i}Tłumik zamienia dźwięk strzału|w szept.
{Y:i}Trzymam ją w objęciach,|aż odejdzie.
{Y:i}Nigdy się nie dowiem,|przed czym uciekała.
{Y:i}Rano zrealizuję czek.
Jest:
Wiatr wzmaga napięcie.
Jest miękka, ciepła|i niemal bezbronna.
Jej perfumy są jak obietnica|przynosząca łzy.
Mówię jej,|że wszystko będzie dobrze.
Że uratuję ją przed tym,|czego się boi i zabiorę daleko stąd.
Mówię jej...
..że ją kocham.
Tłumik zamienia dźwięk strzału|w szept.
Trzymam ją w objęciach,|aż odejdzie.
Nigdy się nie dowiem,|przed czym uciekała.
Rano zrealizuję czek.
Było:
{Y:i}Jeszcze tylko jedna godzina.
{Y:i}Mój ostatni dzień służby.
{Y:i}Przedwczesna emerytura.|To nie był mój pomysł.
{Y:i}Zalecenie lekarza.
{Y:i}Problemy z sercem.
{Y:i}"Dławica piersiowa", powiedział.
{Y:i}Poleruję odznakę|i przyzwyczajam się do pożegnania z nią...
{Y:i}...i 35 laty ratowania, chronienia...
{Y:i}...i łez, krwi, strachu...
{Y:i}...i władzy,|jaką sobą reprezentuje.
{Y:i}Myślę o uśmiechu Aileen.
{Y:i}O soczystym steku,|który kupiła dziś u rzeźnika.
{Y:i}I myślę o jednym zbirze,|którego jeszcze nie przyskrzyniłem.
{Y:i}I dziewczynce,|która gdzieś tam jest...
{Y:i}...bezbronna w rękach szaleńca.
Jest:
Jeszcze tylko jedna godzina.
Mój ostatni dzień służby.
Przedwczesna emerytura.|To nie był mój pomysł.
..Zalecenie lekarza.
Problemy z sercem.
"Dławica piersiowa", powiedział.
Poleruję odznakę|i przyzwyczajam się do pożegnania z nią...
...i 35 laty ratowania, chronienia...
...i łez, krwi, strachu...
...i władzy,|jaką sobą reprezentuje.
Myślę o uśmiechu Aileen.
O soczystym steku,|który kupiła dziś u rzeźnika.
I myślę o jednym zbirze,|którego jeszcze nie przyskrzyniłem.
I dziewczynce,|która gdzieś tam jest...
...bezbronna w rękach szaleńca.
Było:
{Y:i}Niezły sposób|na zakończenie partnerstwa.
{Y:i}Niezły sposób|na rozpoczęcie emerytury.
{Y:i}Nancy Callahan, 11 lat.
{Y:i}Z tego co wiem,|to już nie żyje.
Jest:
Niezły sposób|na zakończenie partnerstwa.
Niezły sposób|na rozpoczęcie emerytury.
Nancy Callahan, 11 lat.
Z tego co wiem,|to już nie żyje.
Było:
{Y:i}Dopadło mnie w połowie drogi do magazynu,|gdzie ponoć ją przetrzymują.
{Y:i}Niestrawność żołądkowa.
{Y:i}Przynajmniej mam nadzieję,|że to to.
{Y:i}Bawi mnie wyłącznie beztroska|i lekkość bytu.
Jest:
Dopadło mnie w połowie drogi do magazynu,|gdzie ponoć ją przetrzymują.
Niestrawność żołądkowa.
Przynajmniej mam nadzieję,|że to to.
Bawi mnie wyłącznie beztroska|i lekkość bytu.
Było:
{Y:i}Burt Shlubb i Douglass Klump.
{Y:i}Dwa imające się każdej brudnej roboty|zbiry ze złudzeniem elokwencji.
Jest:
Burt Shlubb i Douglass Klump.
Dwa imające się każdej brudnej roboty|zbiry ze złudzeniem elokwencji.
Było:
{Y:i}Muszę to zrobić po cichu.
{Y:i}Zdjąć ich szybko.
Jest:
Muszę to zrobić po cichu.
Zdjąć ich szybko.
Było:
{Y:i}Złap oddech.
{Y:i}Pozwól sercu zwolnić.
{Y:i}Ale ono nie zwolni.
{Y:i}Pogódź się z tym.
{Y:i}Ona cię potrzebuje.
Jest:
Złap oddech.
Pozwól sercu zwolnić.
Ale ono nie zwolni.
Pogódź się z tym.
Ona cię potrzebuje.
Było:
{Y:i}Lekarz mówił, że tak będzie.
{Y:i}Weź tabletki, które ci przepisał.
{Y:i}Już nie muszę być cicho.
{Y:i}Już nie.
{Y:i}Oddychaj, staruszku.
{Y:i}Udowodnij, że nie jesteś|całkowicie bezużyteczny.
{Y:i}A co tam.|Wejdź z hukiem.
{Y:i}On lubi, jak krzyczą. Widziałem jego ofiary|i ich wykrzywione małe twarzyczki.
{Y:i}Otwarte buzie i wytrzeszczone oczy.
{Y:i}Zastygnięte w ostatniej|potwornej chwili życia.
{Y:i}Żadnych krzyków...
{Y:i}Albo przyszedłem na czas...
{Y:i}...albo o wiele za późno.
{Y:i}To nic.|Ledwie draśnięcie.
{Y:i}Na nogi, staruszku.
Jest:
Lekarz mówił, że tak będzie.
Weź tabletki, które ci przepisał.
Już nie muszę być cicho.
Już nie.
Oddychaj, staruszku.
Udowodnij, że nie jesteś|całkowicie bezużyteczny.
A co tam.|Wejdź z hukiem.
On lubi, jak krzyczą. Widziałem jego ofiary|i ich wykrzywione małe twarzyczki.
Otwarte buzie i wytrzeszczone oczy.
Zastygnięte w ostatniej|potwornej chwili życia.
Żadnych krzyków...
Albo przyszedłem na czas...
...albo o wiele za późno.
To nic.|Ledwie draśnięcie.
Na nogi, staruszku.
Było:
{Y:i}Pozbawię go jego broni.
{Y:i}Obydwóch.
{Y:i}Niezły sposób|na zakończenie partnerstwa.
Jest:
Pozbawię go jego broni.
Obydwóch.
Niezły sposób|na zakończenie partnerstwa.
Było:
{Y:i}Mów.
{Y:i}Kup sobie czas.
{Y:i}Tylko kilka minut.|Aż do przyjazdu wsparcia.
Jest:
Mów.
Kup sobie czas.
Tylko kilka minut.|Aż do przyjazdu wsparcia.
Było:
{Y:i}Nie przypominaj mu o dziewczynce.
{Y:i}Chudziutka, mała Nancy.
{Y:i}Nie zabije jej,|gdy przyjedzie wsparcie.
Jest:
Nie przypominaj mu o dziewczynce.
Chudziutka, mała Nancy.
Nie zabije jej,|gdy przyjedzie wsparcie.
Było:
{Y:i}W końcu usiadłem.
{Y:i}Tak, jak mi kazałeś.
{Y:i}Syreny są już blisko.
{Y:i}Będzie bezpieczna.
{Y:i}Robi się ciemno...
{Y:i}Nic nie szkodzi...|Robię się senny...
{Y:i}To dobrze.
{Y:i}Ona będzie bezpieczna...
{Y:i}Staruszek umiera,|dziewczynka żyje...
{Y:i}Sprawiedliwa wymiana.
{Y:i}Noc jest gorąca jak diabli.
{Y:i}To marny pokój, w marnym hotelu,|w marnej części miasta.
{Y:i}Gapię się na boginię.|Mówi mi, że mnie pragnie.
{Y:i}Nie będę tracił czasu|na zastanawianie się, skąd to szczęście.
Jest:
W końcu usiadłem.
Tak, jak mi kazałeś.
Syreny są już blisko.
Będzie bezpieczna.
Robi się ciemno...
Nic nie szkodzi...|Robię się senny...
To dobrze.
Ona będzie bezpieczna...
Staruszek umiera,|dziewczynka żyje...
Sprawiedliwa wymiana.
Noc jest gorąca jak diabli.
To marny pokój, w marnym hotelu,|w marnej części miasta.
Gapię się na boginię.|Mówi mi, że mnie pragnie.
Nie będę tracił czasu|na zastanawianie się, skąd to szczęście.
Było:
{Y:i}Pachnie,|jak powinny pachnieć anioły.
{Y:i}Kobieta idealna.
{Y:i}Bogini.
Jest:
Pachnie,|jak powinny pachnieć anioły.
Kobieta idealna.
Bogini.
Było:
{Y:i}Goldie...
{Y:i}Mówiła, że ma na imię Goldie.
{Y:i}Trzy godziny później.|Czuję, że głowę mam o wiele większą niż zwykle.
{Y:i}I ten nieprzyjemny ból żołądka...
{Y:i}...kiedy zorientowałem się,|że Goldie nie żyje.
{Y:i}Żadnego śladu.
{Y:i}Nie trzeba sprawdzać pulsu,|by zauważyć, że te idealne piersi...
{Y:i}...nie poruszają się tak,|jak gdyby żyła.
{Y:i}Została zamordowana,|a ja przy tym byłem.
{Y:i}Leżałem obok niej.
{Y:i}Pijany i naćpany tak jak ona.
{Y:i}Do diabła, Goldie...
{Y:i}...kim byłaś|i kto chciał twojej śmierci?
{Y:i}Kim byłaś,|poza aniołem miłosierdzia...
{Y:i}...który takiemu nieudacznikowi|jak ja podarował noc jego życia?
{Y:i}Na pewno nie chodziło|o mój wygląd.
{Y:i}Dlaczego ten obleśny bar?
{Y:i}Dlaczego, najmilsza Goldie?
{Y:i}Gliny.
{Y:i}Zjawiają się, podczas gdy tylko zabójca|i ja wiemy o zabójstwie.
{Y:i}Ktoś nieźle zabulił,|żeby mnie wrobić.
{Y:i}Nie ma potrzeby wymykać się|po cichu.
{Y:i}Mogę to rozegrać nie inaczej,|jak po swojemu.
Jest:
Goldie...
Mówiła, że ma na imię Goldie.
Trzy godziny później.|Czuję, że głowę mam o wiele większą niż zwykle.
I ten nieprzyjemny ból żołądka...
...kiedy zorientowałem się,|że Goldie nie żyje.
Żadnego śladu.
Nie trzeba sprawdzać pulsu,|by zauważyć, że te idealne piersi...
...nie poruszają się tak,|jak gdyby żyła.
Została zamordowana,|a ja przy tym byłem.
Leżałem obok niej.
Pijany i naćpany tak jak ona.
..Do diabła, Goldie...
...kim byłaś|i kto chciał twojej śmierci?
Kim byłaś,|poza aniołem miłosierdzia...
..który takiemu nieudacznikowi|jak ja podarował noc jego życia?
Na pewno nie chodziło|o mój wygląd.
Dlaczego ten obleśny bar?
Dlaczego, najmilsza Goldie?
Gliny.
Zjawiają się, podczas gdy tylko zabójca|i ja wiemy o zabójstwie.
Ktoś nieźle zabulił,|żeby mnie wrobić.
Nie ma potrzeby wymykać się|po cichu.
Mogę to rozegrać nie inaczej,|jak po swojemu.
Było:
{Y:i}Otwierać! Policja!
Jest:
Otwierać! Policja!
Było:
{Y:i}Nie wiem|dlaczego zginęłaś, Goldie...
{Y:i}Nie wiem dlaczego, ani jak.|Dopiero dziś wieczór cię poznałem.
{Y:i}Ale byłaś moim przyjacielem|w potrzebie.
{Y:i}Ale jak się dowiem|kto to zrobił...
{Y:i}...to nie będzie tak cicho i szybko,|jak z tobą.
{Y:i}Będzie głośno i nieprzyjemnie.
{Y:i}W moim stylu.
{Y:i}Jak już umrze, to piekło,|do którego go posłałem, będzie niebem,|w porównaniu z tym, co mu zrobiłem.
{Y:i}Kocham cię, Goldie.
Jest:
Nie wiem|dlaczego zginęłaś, Goldie...
Nie wiem dlaczego, ani jak.|Dopiero dziś wieczór cię poznałem.
Ale byłaś moim przyjacielem|w potrzebie.
Ale jak się dowiem|kto to zrobił...
...to nie będzie tak cicho i szybko,|jak z tobą.
Będzie głośno i nieprzyjemnie.
W moim stylu.
Jak już umrze, to piekło,|do którego go posłałem, będzie niebem,|w porównaniu z tym, co mu zrobiłem.
Kocham cię, Goldie.
Było:
{Y:i}Lucille jest moim kuratorem.
{Y:i}Bóg jeden wie, czemu jest lesbą.
{Y:i}Z takim ciałem,|mogłaby mieć każdego faceta.
{Y:i}Tabletki są od jej dziewczyny,|która jest psychiatrą.
{Y:i}Kiedyś próbowała mnie analizować,|ale się przestraszyła.
Jest:
Lucille jest moim kuratorem.
Bóg jeden wie, czemu jest lesbą.
Z takim ciałem,|mogłaby mieć każdego faceta.
Tabletki są od jej dziewczyny,|która jest psychiatrą.
Kiedyś próbowała mnie analizować,|ale się przestraszyła.
Było:
{Y:i}Bałaś się, Goldie?
{Y:i}Ktoś chciał cię zabić,|i wiedziałaś o tym.
{Y:i}Więc chodziłaś do barów,|brudnych miejsc...
{Y:i}szukając najbardziej podłego,|największego zbira i znalazłaś mnie.
{Y:i}Ale znajdę tego skurwysyna,|który cię zabił.
{Y:i}I wyślę go na tamten świat.
{Y:i}Spacerując ciemnymi zaułkami|Miasta Grzechu...
{Y:i}...znajdziesz wszystko,|czego szukasz.
Jest:
Bałaś się, Goldie?
Ktoś chciał cię zabić,|i wiedziałaś o tym.
Więc chodziłaś do barów,|brudnych miejsc...
szukając najbardziej podłego,|największego zbira i znalazłaś mnie.
Ale znajdę tego skurwysyna,|który cię zabił.
I wyślę go na tamten świat.
Spacerując ciemnymi zaułkami|Miasta Grzechu...
...znajdziesz wszystko,|czego szukasz.
Było:
{Y:i}"U Kadie" to moja buda.
{Y:i}Nancy dopiero co zaczęła swój numer,|a tłum już się ślini.
{Y:i}Niejedną noc gapiłem się|na Nancy.
{Y:i}Ramię w ramię z innymi nieudacznikami|mojego pokroju.
{Y:i}Ale nie tego dziś szukam.
Jest:
"U Kadie" to moja buda.
Nancy dopiero co zaczęła swój numer,|a tłum już się ślini.
Niejedną noc gapiłem się|na Nancy.
Ramię w ramię z innymi nieudacznikami|mojego pokroju.
Ale nie tego dziś szukam.
Było:
{Y:i}Większość ludzi uważa,|że Marv jest szalony.
{Y:i}On miał po prostu pecha,|urodził się w złym tysiącleciu.
{Y:i}Powinien teraz być na jakimś|starożytnym polu walki wymachując toporem.
{Y:i}Albo na rzymskiej arenie,|dając wycisk innemu gladiatorowi.
{Y:i}Miałby wtedy na pęczki|takich panien jak Nancy.
Jest:
Większość ludzi uważa,|że Marv jest szalony.
On miał po prostu pecha,|urodził się w złym tysiącleciu.
Powinien teraz być na jakimś|starożytnym polu walki wymachując toporem.
Albo na rzymskiej arenie,|dając wycisk innemu gladiatorowi.
Miałby wtedy na pęczki|takich panien jak Nancy.
Było:
{Y:i}Uwielbiam płatnych zabójców.|Niezależnie co się im zrobi, nie ma się wyrzutów.
Jest:
Uwielbiam płatnych zabójców.|Niezależnie co się im zrobi, nie ma się wyrzutów.
Było:
{Y:i}Kiedy to się działo, przez chwilę|poczułem zapach mojej ukochanej Goldie.
{Y:i}Potrzebuję swojego lekarstwa.
Jest:
Kiedy to się działo, przez chwilę|poczułem zapach mojej ukochanej Goldie.
Potrzebuję swojego lekarstwa.
Było:
{Y:i}Connely zaczął mówić.
{Y:i}Wszyscy mówią.
{Y:i}Jakie są twoje grzechy,|mój synu?
{Y:i}Padre, nie chcę cię tu trzymać całą noc,|więc wyliczę tylko te ostatnie.
Jest:
Connely zaczął mówić.
Wszyscy mówią.
Jakie są twoje grzechy,|mój synu?
Padre, nie chcę cię tu trzymać całą noc,|więc wyliczę tylko te ostatnie.
Było:
{Y:i}Warta śmierci.
{Y:i}Warta zabijania.
{Y:i}Warta pójścia do piekła.
Jest:
Warta śmierci.
Warta zabijania.
Warta pójścia do piekła.
Było:
{Y:i}Kluczyki wskazują,|że ojczulek woził się Mercedesem.
{Y:i}A już przynajmniej tym,|co w dzisiejszych czasach jest uważane za Mercedesa.
{Y:i}Nowoczesne samochody...
{Y:i}Wszystkie wyglądają|jak maszynki do golenia.
Jest:
Kluczyki wskazują,|że ojczulek woził się Mercedesem.
A już przynajmniej tym,|co w dzisiejszych czasach jest uważane za Mercedesa.
Nowoczesne samochody...
Wszystkie wyglądają|jak maszynki do golenia.
Było:
{Y:i}To nie mogła być Goldie.
{Y:i}To wyłącznie moja wina,|że mi się wszystko miesza.
{Y:i}Tak świetnie się bawiłem,|że zapomniałem wziąć lekarstwo.
{Y:i}To nie była Goldie.
{Y:i}Goldie nie żyje.
{Y:i}To dlatego przecież robię to,|co robię.
{Y:i}Jak się jest chorym,|trzeba pamiętać o zażywaniu lekarstwa.
{Y:i}Chłód ściska mi wnętrzności|i nie chce puścić.
{Y:i}Ta farma to złe miejsce.
{Y:i}Umierali tu ludzie.
{Y:i}W zły sposób.
{Y:i}Nie chcę walczyć, psino.
Jest:
To nie mogła być Goldie.
To wyłącznie moja wina,|że mi się wszystko miesza.
Tak świetnie się bawiłem,|że zapomniałem wziąć lekarstwo.
To nie była Goldie.
Goldie nie żyje.
To dlatego przecież robię to,|co robię.
Jak się jest chorym,|trzeba pamiętać o zażywaniu lekarstwa.
Chłód ściska mi wnętrzności|i nie chce puścić.
Ta farma to złe miejsce.
Umierali tu ludzie.
..W zły sposób.
Nie chcę walczyć, psino.
Było:
{Y:i}Nie będę używał broni|na ciebie, piesku.
{Y:i}Ciekawi mnie twój właściciel.
{Y:i}Bo czuć od ciebie krwią.
{Y:i}I chyba wiem czyją...
{Y:i}Muszę sprawdzić,|co tu jest pochowane...
{Y:i}Proszę bardzo.
{Y:i}To niemożliwe.
{Y:i}Nikt nie jest w stanie|zakraść się do mnie.
{Y:i}Oślepłem.
{Y:i}Żadnego dźwięku.|Nikt nie potrafi być tak cichy.
Jest:
Nie będę używał broni|na ciebie, piesku.
Ciekawi mnie twój właściciel.
Bo czuć od ciebie krwią.
I chyba wiem czyją...
Muszę sprawdzić,|co tu jest pochowane...
Proszę bardzo.
To niemożliwe.
Nikt nie jest w stanie|zakraść się do mnie.
Oślepłem.
Żadnego dźwięku.|Nikt nie potrafi być tak cichy.
Było:
{Y:i}Spieprzyłem to, Goldie.
{Y:i}Znalazłem twojego zabójcę,|ale okazał się lepszy ode mnie.
{Y:i}Zbyt cichy.|Zbyt szybki.
{Y:i}Urodzony morderca.
{Y:i}Dlaczego nie skończyłeś?
Jest:
Spieprzyłem to, Goldie.
Znalazłem twojego zabójcę,|ale okazał się lepszy ode mnie.
Zbyt cichy.|Zbyt szybki.
Urodzony morderca.
Dlaczego nie skończyłeś?
Było:
{Y:i}Baby. Czasem wystarczy,|jak to z siebie wyrzucą.
{Y:i}Chwilę później|nie ma po tym śladu.
Jest:
Baby. Czasem wystarczy,|jak to z siebie wyrzucą.
Chwilę później|nie ma po tym śladu.
Było:
{Y:i}Mam tylko twarz i imię.
Jest:
Mam tylko twarz i imię.
Było:
{Y:i}Wracam myślami do gliniarza,|którego zabiłem i do tego, co mi powiedział.
{Y:i}Nieźle mnie wpieniło to,|co zrobił Lucille.
{Y:i}Więc się z nim nie spieszyłem.
{Y:i}Dopiero jak pokazałem mu|wszystkie jego kawałki...
{Y:i}...podał nazwisko.
{Y:i}Patrick Henry Roark.
{Y:i}Człowiek na szczycie.
{Y:i}Mógł zostać prezydentem,|ale wybrał służbę Bogu.
{Y:i}Z czasem stał się|najpotężniejszym człowiekiem w Stanach.
{Y:i}Obalał burmistrzów i merów,|jakby nic nie znaczyli.
{Y:i}Swojego brata uczynił senatorem,|bez mrugnięcia okiem.
{Y:i}A teraz zginie|w imię martwej dziwki.
{Y:i}Przyzwyczajam się do tej myśli.
{Y:i}I coraz bardziej mi się podoba.
{Y:i}Lecz czasem uderza mnie|taka myśl:
{Y:i}a co jeśli się mylę?
{Y:i}Wiem, co mi jest.
{Y:i}Czasami mi się rzeczy mieszają.
{Y:i}A skoro Lucille nie żyje,|nie zdobędę swoich leków.
{Y:i}A co, jeśli to sobie|wszystko wymyśliłem?
{Y:i}A co, jeśli stałem się tym,|kim zawsze mi mówili, że się stanę?
{Y:i}Szaleńcem.
{Y:i}Psychopatycznym zabójcą.
{Y:i}Nie można zabić człowieka,|jeśli nie jest się pewnym, że to konieczne.
{Y:i}Muszę mieć pewność.
{Y:i}Gdy wróciłem do Starego Miasta,|towar był już na wystawie.
{Y:i}Od jakiejś godziny|rozpytuję o Goldie.
{Y:i}Nie dostaję odpowiedzi,|ale wiem, do czego zmierzam.
{Y:i}Lucille mówiła,|że Goldie była dziwką.
{Y:i}A skoro tak, to miała tu przyjaciół,|może nawet rodzinę.
Jest:
Wracam myślami do gliniarza,|którego zabiłem i do tego, co mi powiedział.
Nieźle mnie wpieniło to,|co zrobił Lucille.
Więc się z nim nie spieszyłem.
Dopiero jak pokazałem mu|wszystkie jego kawałki...
...podał nazwisko.
Patrick Henry Roark.
Człowiek na szczycie.
Mógł zostać prezydentem,|ale wybrał służbę Bogu.
Z czasem stał się|najpotężniejszym człowiekiem w Stanach.
Obalał burmistrzów i merów,|jakby nic nie znaczyli.
Swojego brata uczynił senatorem,|bez mrugnięcia okiem.
A teraz zginie|w imię martwej dziwki.
Przyzwyczajam się do tej myśli.
I coraz bardziej mi się podoba.
Lecz czasem uderza mnie|taka myśl:
a co jeśli się mylę?
Wiem, co mi jest.
Czasami mi się rzeczy mieszają.
A skoro Lucille nie żyje,|nie zdobędę swoich leków.
A co, jeśli to sobie|wszystko wymyśliłem?
A co, jeśli stałem się tym,|kim zawsze mi mówili, że się stanę?
Szaleńcem.
Psychopatycznym zabójcą.
Nie można zabić człowieka,|jeśli nie jest się pewnym, że to konieczne.
Muszę mieć pewność.
Gdy wróciłem do Starego Miasta,|towar był już na wystawie.
Od jakiejś godziny|rozpytuję o Goldie.
Nie dostaję odpowiedzi,|ale wiem, do czego zmierzam.
Lucille mówiła,|że Goldie była dziwką.
A skoro tak, to miała tu przyjaciół,|może nawet rodzinę.
Było:
{Y:i}Tak po prostu kawałki układanki|zaczynają do siebie pasować.
{Y:i}Jeszcze jestem za głupi,|żeby to złożyć w całość, ale...
{Y:i}Odpala dwa papierosy|i wręcza mi jednego.
{Y:i}Czuję smak jej szminki|i nagle moje serce zaczyna bić tak głośno...
{Y:i}...że nie słyszę już nic innego.
{Y:i}Chcę ją dotknąć,|poczuć jeszcze raz pot Goldie.
{Y:i}Ale to nie Goldie.
Jest:
Tak po prostu kawałki układanki|zaczynają do siebie pasować.
Jeszcze jestem za głupi,|żeby to złożyć w całość, ale...
Odpala dwa papierosy|i wręcza mi jednego.
Czuję smak jej szminki|i nagle moje serce zaczyna bić tak głośno...
...że nie słyszę już nic innego.
Chcę ją dotknąć,|poczuć jeszcze raz pot Goldie.
Ale to nie Goldie.
Było:
{Y:i}Przestałem o niej myśleć i wczołgałem się|do wewnątrz swojej skorupy.
{Y:i}Czas na zabijanie,|muszę myśleć trzeźwo.
{Y:i}Sprawdziłem listę.
{Y:i}Gumowe rurki.
{Y:i}Benzyna.
{Y:i}Piła.
{Y:i}Rękawiczki.
{Y:i}Kajdanki.
{Y:i}Drut kolczasty.
{Y:i}Toporek.
{Y:i}Broń.
{Y:i}I moje mięśnie.
Jest:
Przestałem o niej myśleć i wczołgałem się|do wewnątrz swojej skorupy.
Czas na zabijanie,|muszę myśleć trzeźwo.
Sprawdziłem listę.
Gumowe rurki.
Benzyna.
Piła.
Rękawiczki.
Kajdanki.
Drut kolczasty.
Toporek.
Broń.
I moje mięśnie.
Było:
{Y:i}Idzie do kuchni|na nocną przekąskę.
{Y:i}Mogę tylko zgadywać jaką.
Jest:
Idzie do kuchni|na nocną przekąskę.
Mogę tylko zgadywać jaką.
Było:
{Y:i}Kurcze, ale jest zwinny.
Jest:
Kurcze, ale jest zwinny.
Było:
{Y:i}Dobrze, traf w czuły punkt.
{Y:i}Zbliż się do niego.
Jest:
Dobrze, traf w czuły punkt.
Zbliż się do niego.
Było:
{Y:i}Próbowałem zwolnić bicie serca|i pozbyć się ognia z płuc.
{Y:i}Moje mięśnie już dawały znać|o czekającym mnie bólu.
Jest:
Próbowałem zwolnić bicie serca|i pozbyć się ognia z płuc.
Moje mięśnie już dawały znać|o czekającym mnie bólu.
Było:
{Y:i}Przepraszam, dziecinko.|Ale jeszcze nawet nie zacząłem z tym zbokiem.
{Y:i}A nie chcę,|żebyś oglądała resztę.
{Y:i}Będziesz miała koszmary.
{Y:i}Muszę przyznać,|trochę się zmęczyłem.
Jest:
Przepraszam, dziecinko.|Ale jeszcze nawet nie zacząłem z tym zbokiem.
A nie chcę,|żebyś oglądała resztę.
Będziesz miała koszmary.
Muszę przyznać,|trochę się zmęczyłem.
Było:
{Y:i}Nie krzyczał.
{Y:i}Nawet, gdy jego flaki|walały się wszędzie wokoło.
{Y:i}Ten bydlak jednak nadal żył.
{Y:i}Nadal się na mnie patrzył.
{Y:i}Nawet, gdy wziąłem piłę|i zakończyłem robotę.
{Y:i}Ani razu nie krzyknął.
{Y:i}Zadzwoniłem do baru Kadie i poprosiłem Nancy,|byśmy się spotkali u niej.
{Y:i}Jak zawsze się zgodziła.
Jest:
Nie krzyczał.
Nawet, gdy jego flaki|walały się wszędzie wokoło.
Ten bydlak jednak nadal żył.
Nadal się na mnie patrzył.
Nawet, gdy wziąłem piłę|i zakończyłem robotę.
Ani razu nie krzyknął.
Zadzwoniłem do baru Kadie i poprosiłem Nancy,|byśmy się spotkali u niej.
Jak zawsze się zgodziła.
Było:
{Y:i}Jest niewiele rzeczy,|których Nancy by dla mnie nie zrobiła.
{Y:i}W zeszłym roku jej facet był dość nieprzyjemny,|i nieźle go za to urządziłem.
{Y:i}Gotuje się we mnie,|jak facet bije panienki.
Jest:
Jest niewiele rzeczy,|których Nancy by dla mnie nie zrobiła.
W zeszłym roku jej facet był dość nieprzyjemny,|i nieźle go za to urządziłem.
Gotuje się we mnie,|jak facet bije panienki.
Było:
{Y:i}Zwinąłem taksówkę,|ale trzymałem się ograniczeń,|żeby nie zwracać na siebie uwagi.
{Y:i}Zaczynałem powoli rozumieć.
{Y:i}Wszystko zaczęło|do siebie pasować.
{Y:i}Jestem ci to winien, Goldie.
{Y:i}Jestem ci to winien|i wynagrodzę ci to.
{Y:i}Zajęcie się Roarkiem oznacza, że zginę,|niezależnie czy wygram, czy przegram.
{Y:i}Do diabła, zginę ze śmiechem na ustach,|jeśli będę miał pewność, że to słuszna sprawa.
Jest:
Zwinąłem taksówkę,|ale trzymałem się ograniczeń,|żeby nie zwracać na siebie uwagi.
Zaczynałem powoli rozumieć.
Wszystko zaczęło|do siebie pasować.
Jestem ci to winien, Goldie.
Jestem ci to winien|i wynagrodzę ci to.
Zajęcie się Roarkiem oznacza, że zginę,|niezależnie czy wygram, czy przegram.
Do diabła, zginę ze śmiechem na ustach,|jeśli będę miał pewność, że to słuszna sprawa.
Było:
{Y:i}Dobrze, bądź czujny.
Jest:
Dobrze, bądź czujny.
Było:
{Y:i}Przebywała w miejscach publicznych.
{Y:i}A potem z tobą.
{Y:i}Byłeś jej na rękę.
{Y:i}Złamałeś wtedy kolesiowi szczękę.
Jest:
Przebywała w miejscach publicznych.
A potem z tobą.
Byłeś jej na rękę.
Złamałeś wtedy kolesiowi szczękę.
Było:
{Y:i}Kevin ją zabił.
{Y:i}Kazałem policji cię pojmać.
{Y:i}Ale nie dało się,|nie mogli cię zatrzymać.
Jest:
Kevin ją zabił.
Kazałem policji cię pojmać.
Ale nie dało się,|nie mogli cię zatrzymać.
Było:
{Y:i}Jest pięknie, Goldie.|Tak jak ci obiecywałem, nawet lepiej.
{Y:i}Jak już umarł, to piekło,|do którego go posłałem, wydawało mu się niebem,|w porównaniu z tym, co mu zrobiłem.
Jest:
Jest pięknie, Goldie.|Tak jak ci obiecywałem, nawet lepiej.
Jak już umarł, to piekło,|do którego go posłałem, wydawało mu się niebem,|w porównaniu z tym, co mu zrobiłem.
Było:
{Y:i}Debile.
{Y:i}Powinni byli strzelać w głowę.
{Y:i}I upewnić się, że nie żyję.
{Y:i}To głupota...
{Y:i}Wszyscy wiemy co nastąpi.
{Y:i}Ci się tylko niepotrzebnie namęczą.|Strata czasu.
{Y:i}Dni wycięte z życiorysu,|kiedy jadłem i oddychałem przez rurki.
{Y:i}Noc za nocą czekałam,|aż ktoś przyjdzie i mnie wykończy.
{Y:i}Po jakimś czasie uświadomiłem sobie,|że to nie będzie takie łatwe.
{Y:i}Byłem na nogach jakieś 10 minut,|jak gliny wzięły się za bicie mnie.
{Y:i}Nie zadawali żadnych pytań.
{Y:i}Po prostu cholernie mnie tłukli|i machali przyznaniem się przed nosem.
{Y:i}A ja tylko plułem na nie krwią i śmiałem się|za każdym razem jak przynosili nową kopię.
{Y:i}Aż pojawił się|asystent prokuratora okręgowego,
{Y:i}który wyłączył nagrywanie|i powiedział,
{Y:i}że jeśli nie podpiszę przyznania się,|zabiją moją mamę.
{Y:i}Złamałem mu rękę w trzech miejscach|i podpisałem je.
{Y:i}I tak zaczęło się to,|na co wszyscy czekali.
Jest:
Debile.
Powinni byli strzelać w głowę.
I upewnić się, że nie żyję.
To głupota...
Wszyscy wiemy co nastąpi.
Ci się tylko niepotrzebnie namęczą.|Strata czasu.
Dni wycięte z życiorysu,|kiedy jadłem i oddychałem przez rurki.
Noc za nocą czekałam,|aż ktoś przyjdzie i mnie wykończy.
Po jakimś czasie uświadomiłem sobie,|że to nie będzie takie łatwe.
Byłem na nogach jakieś 10 minut,|jak gliny wzięły się za bicie mnie.
Nie zadawali żadnych pytań.
Po prostu cholernie mnie tłukli|i machali przyznaniem się przed nosem.
A ja tylko plułem na nie krwią i śmiałem się|za każdym razem jak przynosili nową kopię.
Aż pojawił się|asystent prokuratora okręgowego,
który wyłączył nagrywanie|i powiedział,
że jeśli nie podpiszę przyznania się,|zabiją moją mamę.
Złamałem mu rękę w trzech miejscach|i podpisałem je.
I tak zaczęło się to,|na co wszyscy czekali.
Było:
{Y:i}Przyskrzynili mnie za wszystko.
{Y:i}Nie tylko za tych,|których zabiłem.
{Y:i}Ale nawet za Lucille.
{Y:i}I za dziewczyny,|które Roark i Kevin zjedli.
{Y:i}Nawet za Goldie.
{Y:i}Sędzia była wściekła,|gdy ogłaszała wyrok.
{Y:i}Za kilka godzin|czeka mnie egzekucja.
{Y:i}A ja mam pierwszą niespodziankę|od osiemnastu miesięcy.
{Y:i}Mój jedyny gość...
{Y:i}Jestem gotowy na wszystko,|ale nie na jej zapach.
Jest:
Przyskrzynili mnie za wszystko.
Nie tylko za tych,|których zabiłem.
Ale nawet za Lucille.
I za dziewczyny,|które Roark i Kevin zjedli.
Nawet za Goldie.
Sędzia była wściekła,|gdy ogłaszała wyrok.
Za kilka godzin|czeka mnie egzekucja.
A ja mam pierwszą niespodziankę|od osiemnastu miesięcy.
Mój jedyny gość...
Jestem gotowy na wszystko,|ale nie na jej zapach.
Było:
{Y:i}Pachnie,|jak powinny pachnieć anioły.
{Y:i}Idealna kobieta.
{Y:i}Bogini.
{Y:i}Goldie...
{Y:i}Mówiła, że ma na imię Goldie.
{Y:i}Na ostatni posiłek ugotowali mi|całkiem przyzwoity stek.
{Y:i}Dorzucili nawet browca.|To pierwszy jaki piłem od czasu pobytu u Nancy.
{Y:i}Potem ogolili mi głowę|i nałożyli gumową pieluchę.
{Y:i}I zaczęli działać.|Moim zdaniem już najwyższy czas na to.
{Y:i}"Chociażbym przechodził|przez ciemną dolinę..."
Jest:
Pachnie,|jak powinny pachnieć anioły.
Idealna kobieta.
Bogini.
Goldie...
Mówiła, że ma na imię Goldie.
Na ostatni posiłek ugotowali mi|całkiem przyzwoity stek.
Dorzucili nawet browca.|To pierwszy jaki piłem od czasu pobytu u Nancy.
Potem ogolili mi głowę|i nałożyli gumową pieluchę.
-I zaczęli działać.|Moim zdaniem już najwyższy czas na to.
"Chociażbym przechodził|przez ciemną dolinę..."
Było:
{Y:i}Shellie krzyczała coś,|czego nie byłem w stanie wyłapać.
{Y:i}To brzmiało jak: "Zginą".
{Y:i}Ale nie jestem pewien.
{Y:i}To szansa,|którą powinienem odpuścić.
{Y:i}Ale nie mogę tak po prostu|o tym zapomnieć
{Y:i}i pozwolić, by Jackie|i jego kumple znaleźli sobie rozrywkę.
{Y:i}Są jak spragnieni krwi drapieżnicy.
{Y:i}Kobiecej krwi.
Jest:
Shellie krzyczała coś,|czego nie byłem w stanie wyłapać.
To brzmiało jak: "Zginą".
Ale nie jestem pewien.
To szansa,|którą powinienem odpuścić.
Ale nie mogę tak po prostu|o tym zapomnieć
i pozwolić, by Jackie|i jego kumple znaleźli sobie rozrywkę.
Są jak spragnieni krwi drapieżnicy.
Kobiecej krwi.
Było:
{Y:i}Wskoczyłem do swojego cadillaka i podążyłem śladem Jacka,|pędzącego jak wariat w górę wzgórza.
{Y:i}Jadę za szybko.
{Y:i}A to dobry sposób,|żeby zostać zauważonym.
{Y:i}A jeśli jest się mordercą|z nową twarzą...
{Y:i}...który jest o krok od komory gazowej,|tak jak ja...
{Y:i}...ostatnią rzeczą, jakiej się chce,|to być zauważonym.
{Y:i}Nie mam wystarczająco dużo kasy,|by go przekupić.
{Y:i}A nawet jeśli bym miał, to zawsze jest|znikoma szansa, że ten jest uczciwy.
{Y:i}Mam się jakoś z tego wygadać?
{Y:i}Czy mam się go pozbyć|i postawić wszystko na jedną kartę?
{Y:i}Wtedy Jackie uratował mi tyłek.
Jest:
Wskoczyłem do swojego cadillaka i podążyłem śladem Jacka,|pędzącego jak wariat w górę wzgórza.
Jadę za szybko.
A to dobry sposób,|żeby zostać zauważonym.
A jeśli jest się mordercą|z nową twarzą...
...który jest o krok od komory gazowej,|tak jak ja...
...ostatnią rzeczą, jakiej się chce,|to być zauważonym.
Nie mam wystarczająco dużo kasy,|by go przekupić.
A nawet jeśli bym miał, to zawsze jest|znikoma szansa, że ten jest uczciwy.
Mam się jakoś z tego wygadać?
Czy mam się go pozbyć|i postawić wszystko na jedną kartę?
Wtedy Jackie uratował mi tyłek.
Było:
{Y:i}Ściska mnie w żołądku.
{Y:i}Jackie jedzie|prosto do Starego Miasta.
{Y:i}Gliniarz wyłącza syrenę,|wie, że nie jest stróżem prawa.
{Y:i}Nie w Starym Mieście.
{Y:i}Panie stanowią tu prawo.
{Y:i}Piękne i bezlitosne.
{Y:i}Jeśli masz kasę i trzymasz się zasad,|spełnią wszystkie twoje marzenia.
{Y:i}Ale jeśli je złamiesz...
{Y:i}...jesteś martwy.
Jest:
Ściska mnie w żołądku.
Jackie jedzie|prosto do Starego Miasta.
Gliniarz wyłącza syrenę,|wie, że nie jest stróżem prawa.
Nie w Starym Mieście.
Panie stanowią tu prawo.
Piękne i bezlitosne.
Jeśli masz kasę i trzymasz się zasad,|spełnią wszystkie twoje marzenia.
Ale jeśli je złamiesz...
...jesteś martwy.
Było:
{Y:i}Nie ma co się z nią kłócić.
{Y:i}Panie mają tutaj|własną ochronę.
Jest:
Nie ma co się z nią kłócić.
Panie mają tutaj|własną ochronę.
Było:
{Y:i}Różne rodzaje śmierci|rozegrają się parę metrów stąd.
{Y:i}A mimo to ciężko mi oderwać|od niej wzrok.
Jest:
Różne rodzaje śmierci|rozegrają się parę metrów stąd.
A mimo to ciężko mi oderwać|od niej wzrok.
Było:
{Y:i}Skierowała mój wzrok na kotkę|spacerującą po krawędzi dachu.
{Y:i}Śmiercionośna, mała Miho...
Jest:
Skierowała mój wzrok na kotkę|spacerującą po krawędzi dachu.
Śmiercionośna, mała Miho...
Było:
{Y:i}Pułapka zastawiona.
{Y:i}Wszystko dopięte na ostatni guzik.
{Y:i}I co z tego?|To śmiecie, zasługują na to.
{Y:i}To skąd to kotłujące się we mnie przeczucie,|że coś jest nie tak?
Jest:
Pułapka zastawiona.
Wszystko dopięte na ostatni guzik.
I co z tego?|To śmiecie, zasługują na to.
To skąd to kotłujące się we mnie przeczucie,|że coś jest nie tak?
Było:
{Y:i}Skąd to uczucie?
{Y:i}Coś, co mówiła Shellie...
{Y:i}Nie mogę sobie przypomnieć.
Jest:
Skąd to uczucie?
Coś, co mówiła Shellie...
Nie mogę sobie przypomnieć.
Było:
{Y:i}Nie chodzi o to,|że odrąbała mu głowę.
{Y:i}Zrobiła z niego pacynkę.
{Y:i}A teraz przejdźmy do interesów.|Przetrząsanie kieszeni zwłok.
{Y:i}W poszukiwaniu gotówki.
{Y:i}Przeszukuję spodnie Jacka.
{Y:i}Jego portfel jest wypchany.
{Y:i}Karta MasterCard, Discover,
{Y:i}Platinum American Express.
{Y:i}No i 300 dolców w dwudziestkach,|które wsunąłem do własnej kieszeni,|z czego nie jestem zbyt dumny.
{Y:i}I wtedy znalazłem bombę atomową.
{Y:i}Jackie...
{Y:i}...ty skurwysynu.
{Y:i}Helikopter robił taki hałas,|że nie słyszałem dokładnie, co mówiła.
{Y:i}Myślałem, że Shellie mówiła:|"Zginą".
{Y:i}Ona mówiła: "Jest gliną".
{Y:i}Detektyw porucznik Jack Rafferty.
{Y:i}Żelazny Jack,|jak go nazywają gazety.
{Y:i}Pieprzony bohater.
{Y:i}Od lat panuje tu rozejm.
{Y:i}Gliniarze mają część zysków|i darmową rozrywkę na swoich imprezach.
{Y:i}Dziewczyny mogą za to wymierzać|swoją własną sprawiedliwość.
{Y:i}Mogą bronić własnego terytorium.
{Y:i}Jeśli glina się tu zawieruszy,|i nie będzie kupował tego,|czym dziewczyny handlują...
{Y:i}...wyślą go w paczce.
{Y:i}Ale odeślą go żywego.
{Y:i}Takie są zasady.
{Y:i}Na tym polega rozejm.
{Y:i}Gliny trzymają się z dala.
Jest:
Nie chodzi o to,|że odrąbała mu głowę.
Zrobiła z niego pacynkę.
A teraz przejdźmy do interesów.|Przetrząsanie kieszeni zwłok.
W poszukiwaniu gotówki.
Przeszukuję spodnie Jacka.
Jego portfel jest wypchany.
Karta MasterCard, Discover,
Platinum American Express.
No i 300 dolców w dwudziestkach,|które wsunąłem do własnej kieszeni,|z czego nie jestem zbyt dumny.
I wtedy znalazłem bombę atomową.
Jackie...
...ty skurwysynu.
Helikopter robił taki hałas,|że nie słyszałem dokładnie, co mówiła.
Myślałem, że Shellie mówiła:|"Zginą".
Ona mówiła: "Jest gliną".
Detektyw porucznik Jack Rafferty.
Żelazny Jack,|jak go nazywają gazety.
Pieprzony bohater.
Od lat panuje tu rozejm.
Gliniarze mają część zysków|i darmową rozrywkę na swoich imprezach.
Dziewczyny mogą za to wymierzać|swoją własną sprawiedliwość.
Mogą bronić własnego terytorium.
Jeśli glina się tu zawieruszy,|i nie będzie kupował tego,|czym dziewczyny handlują...
...wyślą go w paczce.
Ale odeślą go żywego.
Takie są zasady.
Na tym polega rozejm.
Gliny trzymają się z dala.
Było:
{Y:i}A dziewczyny nie muszą ulegać|alfonsom i mafii.
{Y:i}Stare Miasto stanie otworem.
{Y:i}Będzie wojna.
{Y:i}Krew poleje się ulicami.
{Y:i}Krew kobiet.
Jest:
A dziewczyny nie muszą ulegać|alfonsom i mafii.
Stare Miasto stanie otworem.
Będzie wojna.
Krew poleje się ulicami.
Krew kobiet.
Było:
{Y:i}Miho stanęła za mną.
{Y:i}Jedno słowo Gail|i rozpłata mnie na pół.
Jest:
Miho stanęła za mną.
Jedno słowo Gail|i rozpłata mnie na pół.
Było:
{Y:i}Moja kobieta wojowniczka.
{Y:i}Prawie mnie rozerwała.
{Y:i}Wpijała się w moje usta tak mocno,|że aż bolało.
{Y:i}Eksplozja odegnała|te nudne lata jakie minęły od czasu,|kiedy przez jedną noc była moja.
Jest:
Moja kobieta wojowniczka.
Prawie mnie rozerwała.
Wpijała się w moje usta tak mocno,|że aż bolało.
Eksplozja odegnała|te nudne lata jakie minęły od czasu,|kiedy przez jedną noc była moja.
Było:
{Y:i}Szalone panienki.
{Y:i}Co one sobie myślały|pakując mnie do takiego grata?
{Y:i}Ledwo udało nam się zamknąć bagażnik,|tak jest zapakowany.
{Y:i}Ale nic nie dało się zrobić|z moim kumplem Jackiem siedzącym tuż obok.
{Y:i}Każdy kto się mną zainteresuje,|zobaczy też jego.
{Y:i}No dalej,|zabierz mu jedną fajkę.
{Y:i}To pomoże.
Jest:
Szalone panienki.
Co one sobie myślały|pakując mnie do takiego grata?
Ledwo udało nam się zamknąć bagażnik,|tak jest zapakowany.
Ale nic nie dało się zrobić|z moim kumplem Jackiem siedzącym tuż obok.
Każdy kto się mną zainteresuje,|zobaczy też jego.
No dalej,|zabierz mu jedną fajkę.
To pomoże.
Było:
{Y:i}Paliwo skończyło się|ćwierć mili od celu.
{Y:i}Pchałem furę|przez ten kawałek.
{Y:i}Jeszcze parę minut|i będzie po wszystkim.
{Y:i}Jackie wyląduje w smole.
{Y:i}Złapię pociąg do Secret Oakes,|wrócę do domu, i będzie po wszystkim.
Jest:
Paliwo skończyło się|ćwierć mili od celu.
Pchałem furę|przez ten kawałek.
Jeszcze parę minut|i będzie po wszystkim.
Jackie wyląduje w smole.
Złapię pociąg do Secret Oakes,|wrócę do domu, i będzie po wszystkim.
Było:
{Y:i}Ta czwórka, to nie gliny.
{Y:i}To najemnicy.
{Y:i}A jeśli zostali najęci przez tego,|przez kogo myślę...
{Y:i}...to złe czasy|jeszcze się nie zaczęły.
{Y:i}A wszystko wydawało się|iść prawidłowo.
Jest:
Ta czwórka, to nie gliny.
To najemnicy.
A jeśli zostali najęci przez tego,|przez kogo myślę...
...to złe czasy|jeszcze się nie zaczęły.
A wszystko wydawało się|iść prawidłowo.
Było:
{Y:i}Cisza.
{Y:i}Brak powietrza do oddychania.
{Y:i}Tylko oleista substancja|wdzierająca się do moich nozdrzy.
{Y:i}To już koniec.
{Y:i}Niech wypełni płuca.
{Y:i}Liczyli na ciebie.
{Y:i}A ty zawaliłeś.
{Y:i}Chude, zimne palce|na moim nadgarstku.
{Y:i}Miho.
{Y:i}Jesteś aniołem.
{Y:i}Jesteś święta.
{Y:i}Jesteś Matką Teresą.
{Y:i}Jesteś Elvisem.
{Y:i}Jesteś Bogiem.
{Y:i}Ale jeśli pojawiłabyś się 10 minut wcześniej,|mielibyśmy głowę Jacka.
Jest:
Cisza.
Brak powietrza do oddychania.
Tylko oleista substancja|wdzierająca się do moich nozdrzy.
To już koniec.
Niech wypełni płuca.
Liczyli na ciebie.
A ty zawaliłeś.
Chude, zimne palce|na moim nadgarstku.
Miho.
Jesteś aniołem.
Jesteś święta.
Jesteś Matką Teresą.
}Jesteś Elvisem.
Jesteś Bogiem.
Ale jeśli pojawiłabyś się 10 minut wcześniej,|mielibyśmy głowę Jacka.
Było:
{Y:i}Dałem mu poznać, że nie żartuję.
{Y:i}Pogadaliśmy.
{Y:i}Bądź rozsądny.|Bądź spokojny.
{Y:i}Czas udowodnić przyjaciołom,|że jesteś coś wart.
{Y:i}Czasami oznacza to śmierć.
{Y:i}Czasami oznacza to|zabicie wielu ludzi.
Jest:
Dałem mu poznać, że nie żartuję.
Pogadaliśmy.
Bądź rozsądny.|Bądź spokojny.
Czas udowodnić przyjaciołom,|że jesteś coś wart.
Czasami oznacza to śmierć.
Czasami oznacza to|zabicie wielu ludzi.
Było:
{Y:i}Głowa Jacka jest tak blisko,|że mogę niemal wyciągnąć rękę i ją złapać.
Jest:
Głowa Jacka jest tak blisko,|że mogę niemal wyciągnąć rękę i ją złapać.
Było:
{Y:i}Nie wiem czy Miho żyje,|czy nie.
{Y:i}Ale ja jestem na nogach|i każdy mój mięsień domaga się zabijania.
Jest:
Nie wiem czy Miho żyje,|czy nie.
Ale ja jestem na nogach|i każdy mój mięsień domaga się zabijania.
Było:
{Y:i}Śmiercionośna, mała Miho.
{Y:i}Nic nie poczujesz,|chyba że ona będzie tego chciała.
{Y:i}Obraca ostrzem.
{Y:i}On to czuje.
{Y:i}Mówię Miho co i jak zrobimy.
{Y:i}Biorę do ręki telefon Dallas|i wykonuję najważniejszy telefon w życiu.
{Y:i}Najpierw musimy uratować Gail.
{Y:i}A potem czas na zabijanie.
{Y:i}Wielkie, tłuste zabijanie.
Jest:
Śmiercionośna, mała Miho.
Nic nie poczujesz,|chyba że ona będzie tego chciała.
Obraca ostrzem.
On to czuje.
Mówię Miho co i jak zrobimy.
Biorę do ręki telefon Dallas|i wykonuję najważniejszy telefon w życiu.
Najpierw musimy uratować Gail.
A potem czas na zabijanie.
Wielkie, tłuste zabijanie.
Było:
{Y:i}Są ich tuziny.
{Y:i}Uzbrojeni po zęby.
{Y:i}Mają przewagę liczebną.|I przewagę broni.
{Y:i}Ale uliczka jest kręta.
{Y:i}Ciemna.
{Y:i}I bardzo wąska.
{Y:i}Nie otoczą mnie.
{Y:i}Czasami można zyskać przewagę,|przez dokładny wybór miejsca walki.
Jest:
Są ich tuziny.
Uzbrojeni po zęby.
Mają przewagę liczebną.|I przewagę broni.
Ale uliczka jest kręta.
Ciemna.
I bardzo wąska.
Nie otoczą mnie.
Czasami można zyskać przewagę,|przez dokładny wybór miejsca walki.
Było:
{Y:i}Liczy się walka.
Jest:
Liczy się walka.
Było:
{Y:i}Nie ma to jak przyjaciele|z dużą ilością broni.
Jest:
Nie ma to jak przyjaciele|z dużą ilością broni.
Było:
{Y:i}Dziewczyny znały już wynik.
{Y:i}Żadnej ucieczki.
{Y:i}Żadnego poddania się.
{Y:i}Żadnej litości.
{Y:i}Musimy zabić każdego|z tych gnojków.
{Y:i}Co do jednego.
{Y:i}Nie dla zemsty.
{Y:i}Nie dlatego, że na to zasługują.
{Y:i}Nie dlatego,|że uczyni to świat lepszym.
{Y:i}Potrzebujemy stosu trupów, żeby szef mafii|podczas przeglądania statystyki strat i zysków...
{Y:i}...zrozumiał, ile go kosztuje zadzieranie|z dziewczynami ze Starego Miasta.
{Y:i}Walkiria u mego boku|krzyczy i śmieje się...
{Y:i}...z czystą, nienawistną, pragnącą krwi|radością rzezi.
{Y:i}Tak jak i ja.
{Y:i}Ogień, skarbie.
{Y:i}Spali nas oboje.
{Y:i}Nie ma na tym świecie|miejsca na nasz ogień.
{Y:i}Moja kobieta wojowniczka.
{Y:i}Moja Walkiria.
{Y:i}Zawsze będziesz moja.
{Y:i}Zawsze.
{Y:i}I nigdy.
Jest:
Dziewczyny znały już wynik.
Żadnej ucieczki.
Żadnego poddania się.
Żadnej litości.
Musimy zabić każdego|z tych gnojków.
Co do jednego.
Nie dla zemsty.
Nie dlatego, że na to zasługują.
Nie dlatego,|że uczyni to świat lepszym.
Potrzebujemy stosu trupów, żeby szef mafii|podczas przeglądania statystyki strat i zysków...
...zrozumiał, ile go kosztuje zadzieranie|z dziewczynami ze Starego Miasta.
Walkiria u mego boku|krzyczy i śmieje się...
...z czystą, nienawistną, pragnącą krwi|radością rzezi.
Tak jak i ja.
Ogień, skarbie.
Spali nas oboje.
Nie ma na tym świecie|miejsca na nasz ogień.
Moja kobieta wojowniczka.
Moja Walkiria.
Zawsze będziesz moja.
Zawsze.
I nigdy.
Było:
{Y:i}To cena, którą obiecałem sobie,|że zapłacę.
{Y:i}I płacę ją.
{Y:i}Nie ratuje się życia małych dziewczynek,|po to, żeby to teraz poszło na marne.
{Y:i}Nie pozwolę na to.
{Y:i}Chcą przyznania.
{Y:i}Nie dostaną go.
{Y:i}List od Nancy czekał na mnie,|gdy mnie umieścili w izolatce.
{Y:i}Podpisuje się Cordelia,|tak jak obiecała.
{Y:i}Nie wspomina o niczym,|co by mogło ją zdradzić.
{Y:i}Na początku myślałem, że napisze jeszcze ze dwa listy,|a potem znajdzie ciekawsze rzeczy.
{Y:i}Ale co czwartek|przychodził następny.
{Y:i}Co za kochane dziecko.
{Y:i}Starałem się opanować drżenie rąk,|gdy je czytałem.
{Y:i}Jest jedynym przyjacielem,|jakiego mam.
{Y:i}Córką, której nigdy nie miałem.
{Y:i}Moja słodka Cordelia...
{Y:i}Chudziutka,|mała Nancy Callahan.
{Y:i}Minęło 8 lat.
{Y:i}Nadszedł czwartek,|kiedy wychodzę z siebie,
{Y:i}podekscytowany jak dziecko Gwiazdką.
{Y:i}Gapię się na podłogę|swojej pieprzonej celi.
{Y:i}Szukam listu od Nancy,|którego tam nie ma.
{Y:i}Kolejny czwartek|bez listu od niej.
{Y:i}Czy nic jej nie jest?
{Y:i}Czy coś jej się stało?
{Y:i}Nic.
{Y:i}Minęły dwa miesiące.
{Y:i}Ani słowa od Nancy.
{Y:i}Znaleźli ją?
{Y:i}Dotarli do niej?
{Y:i}Oczywiście...
{Y:i}Głupi staruch!
{Y:i}Policz sobie.|Nancy ma 19 lat.
{Y:i}Jak długo się spodziewałeś,|że będzie pisać?
{Y:i}I tak długo to ciągnęła.
{Y:i}Zapomniała o tobie, staruszku.
{Y:i}Zostałeś sam.
{Y:i}Całkiem sam.
{Y:i}Koleś paskudnie śmierdzi.|Jak zepsute jedzenie.
{Y:i}Jak zwłoki zostawione na śmietniku|w środku lata.
{Y:i}Śmierdzi tak,|że chce się wymiotować.
{Y:i}Prawie mi kark skręcił,|bydlak.
{Y:i}Jak doszedłem do siebie,|zobaczyłem to.
{Y:i}Taki sam rodzaj kopert,|jakich używała Nancy.
{Y:i}Ale w środku nie ma listu.
{Y:i}Coś delikatnego...
{Y:i}Coś, co powinno być żywe.
{Y:i}Kawałek mięsa i kości,|który był kiedyś palcem serdecznym prawej ręki...
{Y:i}...dziewiętnastoletniej dziewczyny.
{Y:i}Jak oni ją znaleźli?
{Y:i}Była taka ostrożna.
{Y:i}Nigdy nie zdradziła gdzie mieszka,|gdzie pracuje.
{Y:i}Muszę się wydostać.
{Y:i}Muszę jej pomóc.
{Y:i}Nic więcej się nie liczy.
{Y:i}Ani moje życie, ani moja duma.
{Y:i}Chcą ostatniego poddania się.
{Y:i}Dopadłeś mnie, Roark.
{Y:i}Pokonałeś mnie.
{Y:i}Mówię wszystko,|co chcą usłyszeć.
{Y:i}Tak, jak chcą to usłyszeć.
{Y:i}Mówię im, że jestem|pokręconym gwałcicielem dzieci.
{Y:i}Godzę się na wszystko,|czego ode mnie chcą.
{Y:i}Kocham cię, Nancy.
Jest:
To cena, którą obiecałem sobie,|że zapłacę.
...i płacę ją.
Nie ratuje się życia małych dziewczynek,|po to, żeby to teraz poszło na marne.
Nie pozwolę na to.
Chcą przyznania.
Nie dostaną go.
List od Nancy czekał na mnie,|gdy mnie umieścili w izolatce.
Podpisuje się Cordelia,|tak jak obiecała.
Nie wspomina o niczym,|co by mogło ją zdradzić.
Na początku myślałem, że napisze jeszcze ze dwa listy,|a potem znajdzie ciekawsze rzeczy.
Ale co czwartek|przychodził następny.
Co za kochane dziecko.
Starałem się opanować drżenie rąk,|gdy je czytałem.
Jest jedynym przyjacielem,|jakiego mam.
Córką, której nigdy nie miałem.
Moja słodka Cordelia...
Chudziutka,|mała Nancy Callahan.
Minęło 8 lat.
Nadszedł czwartek,|kiedy wychodzę z siebie,
podekscytowany jak dziecko Gwiazdką.
Gapię się na podłogę|swojej pieprzonej celi.
Szukam listu od Nancy,|którego tam nie ma.
Kolejny czwartek|bez listu od niej.
Czy nic jej nie jest?
Czy coś jej się stało?
Nic.
Minęły dwa miesiące.
Ani słowa od Nancy.
Znaleźli ją?
Dotarli do niej?
Oczywiście...
Głupi staruch!
Policz sobie.|Nancy ma 19 lat.
Jak długo się spodziewałeś,|że będzie pisać?
I tak długo to ciągnęła.
Zapomniała o tobie, staruszku.
Zostałeś sam.
Całkiem sam.
Koleś paskudnie śmierdzi.|Jak zepsute jedzenie.
Jak zwłoki zostawione na śmietniku|w środku lata.
Śmierdzi tak,|że chce się wymiotować.
Prawie mi kark skręcił,|bydlak.
Jak doszedłem do siebie,|zobaczyłem to.
Taki sam rodzaj kopert,|jakich używała Nancy.
Ale w środku nie ma listu.
Coś delikatnego...
Coś, co powinno być żywe.
Kawałek mięsa i kości,|który był kiedyś palcem serdecznym prawej ręki...
...dziewiętnastoletniej dziewczyny.
Jak oni ją znaleźli?
Była taka ostrożna.
Nigdy nie zdradziła gdzie mieszka,|gdzie pracuje.
Muszę się wydostać.
Muszę jej pomóc.
Nic więcej się nie liczy.
Ani moje życie, ani moja duma.
Chcą ostatniego poddania się.
Dopadłeś mnie, Roark.
Pokonałeś mnie.
Mówię wszystko,|co chcą usłyszeć.
Tak, jak chcą to usłyszeć.
Mówię im, że jestem|pokręconym gwałcicielem dzieci.
Godzę się na wszystko,|czego ode mnie chcą.
Kocham cię, Nancy.
Było:
{Y:i}Pożegnałem się z Bobem.
{Y:i}I zacząłem szukać jedynej osoby na tej planecie,|która coś dla mnie znaczy.
{Y:i}Nancy.
{Y:i}Skąd się dowiedzieli,|że to ty do mnie pisałaś?
{Y:i}Jak się dowiedzieli kim jesteś?
{Y:i}I co oni ci zrobili, kochanie?
{Y:i}Żadnego dźwięku.
{Y:i}Żadnego znaku życia.
{Y:i}Roark zadał sobie tyle trudu,|żeby torturować staruszka?
{Y:i}Tak jak dzieciak męczący muchę,|gdy oderwał jej już skrzydła.
{Y:i}Co on zrobił Nancy?
Jest:
Pożegnałem się z Bobem.
I zacząłem szukać jedynej osoby na tej planecie,|która coś dla mnie znaczy.
}Nancy.
Skąd się dowiedzieli,|że to ty do mnie pisałaś?
Jak się dowiedzieli kim jesteś?
I co oni ci zrobili, kochanie?
Żadnego dźwięku.
Żadnego znaku życia.
Roark zadał sobie tyle trudu,|żeby torturować staruszka?
Tak jak dzieciak męczący muchę,|gdy oderwał jej już skrzydła.
Co on zrobił Nancy?
Było:
{Y:i}Żadnego pamiętnika.
{Y:i}Żadnych zapisanych numerów telefonów,|czy adresów.
{Y:i}Jedynym śladem jest paczka zapałek|z obskurnego baru.
Jest:
Żadnego pamiętnika.
Żadnych zapisanych numerów telefonów,|czy adresów.
Jedynym śladem jest paczka zapałek|z obskurnego baru.
Było:
{Y:i}To niepewny strzał.
{Y:i}Ale może ma tam|jakichś znajomych?
{Y:i}Ślepy zaułek.
{Y:i}Nancy nie mogłaby mieć nic wspólnego|z tymi szumowinami i pijakami.
{Y:i}Ale jeśli mam gdzieś znaleźć...
{Y:i}...choćby najmniejszy ślad prowadzący do Nancy,|lub do tego, kto ją porwał...
{Y:i}...to właśnie tutaj.
Jest:
To niepewny strzał.
Ale może ma tam|jakichś znajomych?
Ślepy zaułek.
Nancy nie mogłaby mieć nic wspólnego|z tymi szumowinami i pijakami.
Ale jeśli mam gdzieś znaleźć...
..choćby najmniejszy ślad prowadzący do Nancy,|lub do tego, kto ją porwał...
...to właśnie tutaj.
Było:
{Y:i}Chudziutka,|mała Nancy Callahan.
{Y:i}Wyrosła.
{Y:i}Zaokrągliła się.
{Y:i}Nancy Callahan, 19 lat.
{Y:i}A spodziewałem się|wychudzonej brzyduli.
{Y:i}Może nawet|za bardzo nieśmiałej.
{Y:i}Tak mało mi o sobie mówiła|w tych listach.
{Y:i}Przez te wszystkie lata...
{Y:i}Jak ją znaleźli?
{Y:i}I wtedy do mnie dotarło.
{Y:i}Blefowali.
{Y:i}Zaprowadziłem ich wprost do niej.
{Y:i}Jeszcze cię nie zauważyła.
{Y:i}Odwróć się i wyjdź.
{Y:i}Wyprowadź to dziwadło|na zewnątrz.
{Y:i}Zabierz mu jakoś tę berettę.
{Y:i}I zabij go.
{Y:i}Jesteś tylko napalonym skazańcem,|oglądającym egzotyczną tancerkę.
{Y:i}Jeszcze parę sekund|i będzie bezpieczna.
{Y:i}Nie, Nancy...
{Y:i}Nie zauważaj mnie.
{Y:i}Nie rozpoznawaj mnie.
Jest:
Chudziutka,|mała Nancy Callahan.
Wyrosła.
Zaokrągliła się.
Nancy Callahan, 19 lat.
A spodziewałem się|wychudzonej brzyduli.
Może nawet|za bardzo nieśmiałej.
Tak mało mi o sobie mówiła|w tych listach.
Przez te wszystkie lata...
Jak ją znaleźli?
I wtedy do mnie dotarło.
Blefowali.
Zaprowadziłem ich wprost do niej.
Jeszcze cię nie zauważyła.
Odwróć się i wyjdź.
Wyprowadź to dziwadło|na zewnątrz.
Zabierz mu jakoś tę berettę.
I zabij go.
Jesteś tylko napalonym skazańcem,|oglądającym egzotyczną tancerkę.
Jeszcze parę sekund|i będzie bezpieczna.
Nie, Nancy...
Nie zauważaj mnie.
Nie rozpoznawaj mnie.
Było:
/Ona na ciebie liczy, staruszku.|- Co ty wyprawiasz?
{Y:i}Udowodnij, że jeszcze jesteś|coś wart.
Jest:
Ona na ciebie liczy, staruszku.|- Co ty wyprawiasz?
Udowodnij, że jeszcze jesteś|coś wart.
Było:
{Y:i}To porządny strzelec.
{Y:i}Ma umiejętności.
{Y:i}Ale zbyt mu się spieszy.
{Y:i}Pluje kulami,|jakby to były cukierki.
{Y:i}Nie potrafi poczekać.
{Y:i}Celuj ostrożnie.|Spójrz diabłu w oczy.
Jest:
To porządny strzelec.
Ma umiejętności.
Ale zbyt mu się spieszy.
Pluje kulami,|jakby to były cukierki.
Nie potrafi poczekać.
Celuj ostrożnie.|Spójrz diabłu w oczy.
Było:
{Y:i}Smród.
{Y:i}Prawie puściłem pawia.
{Y:i}Krew cuchnie gorzej niż on.
{Y:i}Jest wszędzie.
{Y:i}Ale popapraniec zniknął.
Jest:
Smród.
Prawie puściłem pawia.
Krew cuchnie gorzej niż on.
Jest wszędzie.
Ale popapraniec zniknął.
Było:
{Y:i}Syreny.
{Y:i}Kiedyś czekałem na ten dźwięk.
{Y:i}Nie ma co, trzeba znaleźć|jakieś miejsce na noc.
{Y:i}Uspokoić Nancy,|i pomyśleć co teraz zrobić.
{Y:i}Smród....
{Y:i}Towarzyszy nam w drodze|do motelu.
Jest:
Syreny.
Kiedyś czekałem na ten dźwięk.
Nie ma co, trzeba znaleźć|jakieś miejsce na noc.
Uspokoić Nancy,|i pomyśleć co teraz zrobić.
Smród....
Towarzyszy nam w drodze|do motelu.
Było:
{Y:i}Nigdy nie radziłem sobie|z ludźmi.
{Y:i}A jeśli chodzi o pocieszanie|wystraszonej dziewiętnastolatki...
{Y:i}...to znam się na tym,|jak osoby z porażeniem mózgowym, na operacji mózgu.
Jest:
Nigdy nie radziłem sobie|z ludźmi.
A jeśli chodzi o pocieszanie|wystraszonej dziewiętnastolatki...
...to znam się na tym,|jak osoby z porażeniem mózgowym, na operacji mózgu.
Było:
{Y:i}Zimny prysznic.
{Y:i}Pomaga.
Jest:
Zimny prysznic.
Pomaga.
Było:
{Y:i}Wszystko się popieprzyło.
{Y:i}Wrobiono mnie w zdradę|jedynego przyjaciela, jakiego mam.
{Y:i}Oddałem ją w ręce mordercy i gwałciciela,|którego myślałem, że załatwiłem.
{Y:i}Wrobiony przez zepsutego|syna senatora.
{Y:i}Wszystko się spieprzyło.
Jest:
Wszystko się popieprzyło.
Wrobiono mnie w zdradę|jedynego przyjaciela, jakiego mam.
Oddałem ją w ręce mordercy i gwałciciela,|którego myślałem, że załatwiłem.
Wrobiony przez zepsutego|syna senatora.
Wszystko się spieprzyło.
Było:
{Y:i}To już koniec.
{Y:i}Nie ma co walczyć.
{Y:i}Żadnej nadziei.
{Y:i}Żadnej szansy.
{Y:i}To już koniec.
{Y:i}Koniec.
{Y:i}Nie.
{Y:i}Postaraj się, staruszku.
{Y:i}Usztywnij szyję.
{Y:i}Ruszaj się.
{Y:i}Okno.|Może tam jest alarm.
{Y:i}Okno.
{Y:i}Usztywnij szyję.|Nie trać przytomności.
{Y:i}Nie trać przytomności.
{Y:i}Nie ma alarmu.
{Y:i}Szkło.|Przetnij linę.
{Y:i}Dasz radę.
{Y:i}Poradzisz sobie.
Jest:
To już koniec.
Nie ma co walczyć.
Żadnej nadziei.
Żadnej szansy.
To już koniec.
Koniec.
Nie.
Postaraj się, staruszku.
Usztywnij szyję.
Ruszaj się.
Okno.|Może tam jest alarm.
Okno.
Usztywnij szyję.|Nie trać przytomności.
Nie trać przytomności.
Nie ma alarmu.
Szkło.|Przetnij linę.
Dasz radę.
Poradzisz sobie.
Było:
{Y:i}Tylko to chciałem usłyszeć.
{Y:i}Każdy gliniarz wie o farmie rodziny Roarków,|i trzyma się od niej z daleka.
{Y:i}Shlubb i Klump|mają niezły arsenał.
{Y:i}Jak się zrobi nieprzyjemnie,|to zrobię użytek z tych dział.
{Y:i}Ale muszę zacząć po cichu.
{Y:i}Cicho i paskudnie.
{Y:i}Samochód Nancy.
{Y:i}Sześć mil od farmy.
{Y:i}Mówiła, że tylko ona|może prowadzić tę brykę.
{Y:i}Dobra dziewczynka.
{Y:i}Samochód zgasł, i nie powiedziała|temu żółtemu bydlakowi jak go odpalić.
{Y:i}Nie odzywałaś się.|Junior musiał się wkurwić.
{Y:i}Na pewno cię uderzył.
{Y:i}Ale byłaś silna.
{Y:i}Zyskałaś na czasie.
{Y:i}Jest jeszcze nadzieja, Nancy.
{Y:i}Nie krzycz.
{Y:i}Zostawiłem auto milę od farmy|i poszedłem przez las.
{Y:i}W połowie drogi mnie dopadło.
{Y:i}Moje serce...
{Y:i}To nie może być ono.
{Y:i}Zostałem wyleczony.
{Y:i}Niedobry kaszel.
{Y:i}Krew.
{Y:i}To już nie ma znaczenia.
{Y:i}Nie muszę żyć długo.
{Y:i}Niezbyt miły sposób|na zabijanie.
{Y:i}Ale jest cichy.
{Y:i}Później będę się nienawidził.
{Y:i}Tylko to pogarszasz,|głupia krowo!
Jest:
Tylko to chciałem usłyszeć.
Każdy gliniarz wie o farmie rodziny Roarków,|i trzyma się od niej z daleka.
Shlubb i Klump|mają niezły arsenał.
Jak się zrobi nieprzyjemnie,|to zrobię użytek z tych dział.
Ale muszę zacząć po cichu.
Cicho i paskudnie.
Samochód Nancy.
Sześć mil od farmy.
Mówiła, że tylko ona|może prowadzić tę brykę.
Dobra dziewczynka.
Samochód zgasł, i nie powiedziała|temu żółtemu bydlakowi jak go odpalić.
Nie odzywałaś się.|Junior musiał się wkurwić.
Na pewno cię uderzył.
Ale byłaś silna.
Zyskałaś na czasie.
Jest jeszcze nadzieja, Nancy.
Nie krzycz.
Zostawiłem auto milę od farmy|i poszedłem przez las.
W połowie drogi mnie dopadło.
Moje serce...
To nie może być ono.
Zostałem wyleczony.
Niedobry kaszel.
Krew.
To już nie ma znaczenia.
Nie muszę żyć długo.
Niezbyt miły sposób|na zabijanie.
Ale jest cichy.
Później będę się nienawidził.
Tylko to pogarszasz,|głupia krowo!
Było:
{Y:i}Głupi starcze.
{Y:i}Zbyt się spieszysz.
Jest:
Głupi starcze.
Zbyt się spieszysz.
Było:
{Y:i}Szarżuję jak Gallahad,|a obiecywałem sobie, że tak nie będę działał.
{Y:i}Głupi starzec.
Jest:
Szarżuję jak Gallahad,|a obiecywałem sobie, że tak nie będę działał.
Głupi starzec.
Było:
{Y:i}Pozbawiłem go jego broni.
{Y:i}Obydwóch.
{Y:i}Po jakimś czasie poczułem,|że uderzam kośćmi w deski podłogi.
{Y:i}Więc przestałem.
Jest:
Pozbawiłem go jego broni.
Obydwóch.
Po jakimś czasie poczułem,|że uderzam kośćmi w deski podłogi.
Więc przestałem.
Było:
{Y:i}Gdy przyprowadziłem ją do samochodu,|Nancy przestała się trząść.
{Y:i}Jej skóra znów była ciepła.
{Y:i}Znów jest sobą.
Jest:
Gdy przyprowadziłem ją do samochodu,|Nancy przestała się trząść.
Jej skóra znów była ciepła.
Znów jest sobą.
Było:
{Y:i}Nancy Callahan.
{Y:i}Miłość mojego życia.
{Y:i}Głupio mi ją okłamywać.
{Y:i}Mam nadzieję,|że mi to wybaczy.
{Y:i}Wsadzić senatora Roarka za kratki?|Jasne.
{Y:i}Może jak uda mi się ten cud,|to przyłożę też Bogu?
{Y:i}Nie ma w tym stanie prokuratora,|który by wystąpił przeciwko Roarkowi.
{Y:i}Zabiłem jego jedynego syna.
{Y:i}Linia rodu została przerwana.
{Y:i}Roark stracił swoją spuściznę.
{Y:i}Użyje wszelkiej mocy,|by się na mnie zemścić.
{Y:i}Dotrze do mnie przez Nancy.
{Y:i}Znów ją znajdzie.
{Y:i}To się nigdy nie skończy.
{Y:i}Nigdy nie będzie bezpieczna.
{Y:i}Nie, dopóki ja żyję.
{Y:i}Jest tylko jeden sposób,|by go pokonać.
{Y:i}Staruszek umiera.
{Y:i}Młoda kobieta żyje.
{Y:i}Sprawiedliwa wymiana.
{Y:i}Kocham cię, Nancy.
{Y:i}Tak.
Jest:
Nancy Callahan.
Miłość mojego życia.
Głupio mi ją okłamywać.
Mam nadzieję,|że mi to wybaczy.
Wsadzić senatora Roarka za kratki?|Jasne.
Może jak uda mi się ten cud,|to przyłożę też Bogu?
Nie ma w tym stanie prokuratora,|który by wystąpił przeciwko Roarkowi.
Zabiłem jego jedynego syna.
Linia rodu została przerwana.
Roark stracił swoją spuściznę.
Użyje wszelkiej mocy,|by się na mnie zemścić.
Dotrze do mnie przez Nancy.
Znów ją znajdzie.
To się nigdy nie skończy.
Nigdy nie będzie bezpieczna.
Nie, dopóki ja żyję.
Jest tylko jeden sposób,|by go pokonać.
Staruszek umiera.
Młoda kobieta żyje.
Sprawiedliwa wymiana.
Kocham cię, Nancy.
Tak.
Było:
{Y:i}Za rogiem każdej z ulic|Miasta Grzechu...
{Y:i}...można znaleźć...
{Y:i}...wszystko.
Jest:
Za rogiem każdej z ulic|Miasta Grzechu...
...można znaleźć...
...wszystko.