o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
67989 (jako 'było') z ID:
81831 (jako 'jest').
Było:
tłumaczenie: kasjopeja.
Jest:
opracował: {y:b} sobar|- na podstawie napisów {y:b} kasjopeji
Było:
Jak często widzicie to zdanie|na początku filmu?
Czasami znaczy ono, że kiedyś|żył człowiek zwany Napoleon
Jest:
Jak często widzicie takie zdanie|na początku filmu?
Czasami znaczy ono, że kiedyś|żył człowiek zwany Napoleonem
Było:
Ta 'prawdziwa historia',
opowiada o słodkiej,|zagubionej, młodej żonie
która, w 1951, w stanie Georgia,
przeraziła swego męża|niecodziennym zachowaniem.
Nic w tym szczególnego.|Wszyscy mamy swoje humory.
Wszyscy w skrytości pragniemy|być jak nasi idole.
Pewien pisarz powiedział, że w każdym grubym ciele|tkwi waleczny chudy duch.
W dosłownym, przerażającym sensie
Jest:
Ta historia naprawdę się zdarzyła.
Jej bohaterką jest miła,|nieco zahukana, młoda kobieta,
mieszkanka stanu Georgia,|która pewnego dnia 1951 r.
mocno wystraszyła męża|zachowując się całkiem nie do poznania.
Nic w tym znowu szczególnego.|Wszyscy miewamy dziwne nastroje.
We wszystkich tkwi ukryte pragnienie|bycia takim jak ktoś, kogo podziwiamy.
Pewien pisarz powiedział, że w każdym grubasie|uwięziony jest nieszczęśliwie człowiek szczupły.
I tak właśnie, w poruszająco dosłowny sposób,
Było:
istniały dwie inne, różne osobowości|próbujące przejąć nad nią władzę.
Jest:
zamknięte były dwie inne, bardzo odmienne osobowości|próbujące przejąć nad nią władzę.
Było:
Wszyscy psychiatrzy o tym czytali,|ale mało kto, widział na własne oczy.
Tak jak Dr Thigpen i Dr Cleckley,|z Medical Collage w Georgii.
Pewnego dnia zetknęli się z kobietą|z większą ilością osobowości niż Dr Jekyll.
Jest:
Wszyscy psychiatrzy o tym czytali,|ale mało kto widział na własne oczy.
Tak też było w wypadku doktorów Thigpena i Cleckleya,|z Medical College w Georgii.
Pewnego dnia zetknęli się z kobietą,| która miała o jedną osobowość więcej od Dr Jekylla.
Było:
i stanowią klasykę|tekstów psychiatrycznych.
Ten film nie potrzebował pomocy|wyobraźni jakiegoś pisarza.
Sama prawda była dosyć niezwykła.
Wszystko, co tu zobaczycie,|przydarzyło się kobiecie nazwanej tu Ewa Biała.
Jest:
i szybko weszły do klasyki|tekstów psychiatrycznych.
Ten film nie potrzebował wyobraźni pisarza.
Sama prawda była|wystarczająco niezwykła.
Wszystko, co zobaczycie,|przydarzyło się kobiecie nazwanej tu Ewa White.
Było:
{y:i}Mamy 20-ty sierpnia, 1951 roku.
Jest:
{y:i}Mamy 20. sierpnia 1951 roku.
Było:
- Pani Biała?|- Tak.
Jest:
- Pani White?|- Tak.
Było:
Przyszła pani Biała. Ta kobieta,|o której pisał panu dr Watkins.
Jest:
Przyszła pani White. Ta kobieta,|o której pisał panu dr Watkins.
Było:
- Dzień dobry, pani Biała.|- Dzień dobry.
Jest:
- Dzień dobry, pani White.|- Dzień dobry.
Było:
Panie Biały.
Jest:
Panie White.
Było:
Cóż my tu mamy? Piszę on, że|cierpi pani na bóle głowy.
Tak, są okropne.
- I jakiś rodzaj zamroczenia?|- Tak, doktorze.
Jak wygląda to zamroczenie?
Nie wiem. Nie jestem pewna.
Jest:
Cóż my tu mamy? Piszę on,|że cierpi pani na bóle głowy.
Tak, okropne bóle.
- I jakiś rodzaj zamroczeń?|- Tak, doktorze.
Co to za zamroczenia?
Nie wiem. Nie umiem powiedzieć.
Było:
- Jak często się to zdarza?|- Obecnie dwa razy na tydzień.
Jest:
- Jak często się to zdarza?|- Ostatnio nawet dwa razy w tygodniu.
Było:
Najpierw pojawia się ból głowy|a potem amnezja.
Czy to "zamroczenie" znaczy,|że pani mdleje?
Nie, to nie omdlenie, to raczej...
Jak tego dnia, kiedy bawiłam się|z Bonnie w ogrodzie.
nagle poczułam przeszywający ból głowy|i następną rzeczą, którą pamiętam,
to znaczy, byłam wtedy świadoma,|to kolejny ranek.
Jest:
Najpierw dostaję strasznego bólu|a potem mam zamroczenie.
Czy to "zamroczenie" oznacza,|że pani mdleje?
Nie, to nie omdlenie, to raczej coś...
... na przykład, jak tego dnia, kiedy bawiłam się|z Bonnie w ogrodzie:
Nagle poczułam przeraźliwy ból głowy|i następną rzeczą, którą pamiętam,
to znaczy, której miałam świadomość,|był kolejny ranek.
Było:
I nie ma pani żadnych wspomnień?|Co się wtedy działo?
Gdzie pani była, co robiła,|pomiędzy zabawą w ogrodzie
Jest:
I niczego nie pamięta pani,|z tego co się działo -
- gdzie pani była, co robiła -|pomiędzy zabawą w ogrodzie
Było:
Nic nie pamiętam.
Jest:
Nie, panie doktorze.
Było:
Nie zauważyłem w niej większych zmian.
Czy widział pan jakiekolwiek różnice?
Raczej nie. Nic specjalnego.
{y:i}Przez kilkanaście tygodni pani Biała|{y:i}była pod opieką psychiatryczną.
Jest:
Nie widziałem, żeby była |bardzo odmieniona.
Ale czy dostrzegł pan jakąkolwiek zmianę?
Chyba nie. Nijakiej wyraźnej zmiany.
{y:i}Kilkutygodniowa terapia psychiatryczna|{y:i}bardzo pomogła pani White.
Było:
{y:i}Skończyły się zamroczenia,|{y:i}lub też - nie miała ich świadomości.
{y:i}lecz po upływie roku,
{y:i}kilka zdarzeń uświadomiły jej,|{y:i}że pilnie potrzebuje pomocy.
{y:i}Pierwszy dzwonek alarmowy|{y:i}włączył się w południe, wiosną, 1952 roku.
Jest:
{y:i}Skończyły się też zamroczenia -|{y:i}lub przynajmniej, przeszły niezauważone.
{y:i}Lecz w niecały rok później,
{y:i}kilka zdarzeń pokazało,|{y:i}że pilnie potrzebuje pomocy.
{y:i}Pierwszy sygnał pojawił się|{y:i}w południe, wiosną 1952 roku.
Było:
Chwileczkę, tylko rozwieszę pranie.
- Gdzie jest Bonnie?|- Tutaj jestem.
Jest:
Cześć - poczekaj,|tylko skończę rozwieszać.
- Gdzie Bonnie?|- Tutaj jestem.
Było:
Te są niewygodne.
Jest:
Ten mnie gniecie.
Było:
Nie, myślałam, że to ty.|Pomyślałam, że to słodkie, chociaż ja...
Jest:
Nie, myślałam, że to ty.|Pomyślałam, że to urocze, chociaż ja...
Było:
I chciałam, żebyś je odesłał,|bo wiem, że to za dużo.
Też myślę, że tego już za dużo.|Przerażasz mnie.
Musieli się pomylić, to wszystko.
Jest:
Ale zamierzałam cię prosić, żebyś je oddał,|bo wiem, że za dużo kosztują.
No chyba, że za dużo.|Nieźleś mnie nastraszyła.
Pewnie musieli się pomylić.
Było:
- Sklep "Beehive"?|- Tak proszę pana. W czym mogę pomóc?
- Czy jest tam panna Effie?|- Kto mówi?
Tu Ralph Biały.
Na litość boską, myślałam, że razem z Ewą|jesteście już w drodze do Hollywood.
Jest:
- Sklep "Beehive"?|- Tak, proszę pana. W czym mogę pomóc?
- Czy to panna Effie?|- Kto mówi?
Tu Ralph White.
Jejku, toż ja myślałam, że razem z Ewą|jesteście już w drodze do Hollywood.
Było:
Pośpiesz się.
Jest:
Szybciej.
Było:
- Nie rozumiem, o czym mówisz.|- Skończ z tymi kłamstwami.
Myślałaś, że nic nie zrobię?|Że puszczę ci to płazem? 218 dolarów!
Jest:
- Nie rozumiem, o czym mówisz.|- Może starczy tego łgania?
Myślałaś, że nic nie zrobię?|Że ujdzie ci to płazem? 218 dolarów!
Było:
- Powiedziała, że je kupiłam?|- Dokładnie.
Nie wiem, jak mogła tak zrobić.
Jest:
- Powiedziała, że je kupiłam?|- Nie inaczej.
Nie wiem, jak mogła tak powiedzieć.
Było:
Czasami czy wiem, czy jesteś szalona|czy myślisz, że ja jestem.
Jest:
Czasami czy wiem, czy ty jesteś stuknięta,|czy mnie masz za wariata.
Było:
Jak może tak mówić,|kiedy widziałem ją na własne oczy?
Jest:
Jak może tak mówić,|kiedy widziałem na własne oczy?
Było:
- Za bardzo ją kocham.|- Tak ją kochasz, że w zeszłym miesiącu opuściłaś dom.
Pojechała do Atlanty na 5 dni|i nie wracała, bo świetnie się bawiła.
Kiedy po nią przyjechałem, sklęła mnie|i oznajmiła, że nie wraca.
- Ile jest warta twoja miłość?|- Pozwoli nam pan porozmawiać na osobności?
Nie wróciła ani do mnie, ani do Bonnie.
Jest:
- Za bardzo ją kocham.|- Tak bardzo, że miesiąc temu nie chciałaś wrócić z Atlanty.
Pojechała do kuzynki do Atlanty na 5 dni|i nie wracała, bo świetnie się bawiła.
Kiedy po nią przyjechałem, sklęła mnie|i oznajmiła, że nigdy nie wróci do domu.
- Wtedy też ją kochałaś, co?|- Pozwoli nam pan porozmawiać na osobności?
Nie chciała wrócić ani do mnie, ani do Bonnie.
Było:
- Tak ocenia pani męża?|- Nie widzę innych możliwości.
- Tracę zmysły?|- Nie mam podstaw, by tak twierdzić.
Jest:
- Tak ocenia pani męża?|- Nie umiem sobie tego inaczej wytłumaczyć.
- Czy ja tracę zmysły?|- Nie widzę podstaw, by tak twierdzić.
Było:
Ale pani zamroczenia|powiązane z amnezją
nie znaczą, że "traci pani zmysły"|Nic w tym rodzaju.
Niech pan się nie wysila.|Tracę zmysły.
Jest:
Natomiast pani zamroczenia|powiązane z amnezją
nie oznaczają, że traci pani zmysły.|W żadnym razie..
Niech się pan nie wysila.|Ja naprawdę tracę zmysły.
Było:
Skąd pani wie, pani Biała?
Gdyż teraz dodatkowo słyszę głosy.
Jakiego rodzaju?
Dokładnie jeden głos.|Ale to właśnie dowód, prawda?
Jest:
Skąd pani wie, pani White?
Bo teraz dodatkowo słyszę głosy.
Co to za głosy?
Właściwie to jeden głos.|Ale to już wystarczy, prawda?
Było:
Czemu pani wcześniej|mi tego nie powiedziała?
Jest:
Czemu pani wcześniej|mi o tym nie powiedziała?
Było:
Głos kobiety?|Rozpoznaje ją pani?
Jest:
Głos kobiety?|Rozpoznaje go pani?
Było:
Czasami brzmi znajomo,|ale nie wiem, kim jest.
Jest:
Czasami brzmi znajomo,|ale nie umiem poznać, czyj jest.
Było:
Tego rodzaju straszne rzeczy.
Jest:
I inne podobne okropności.
Było:
Głosy, to poważny objaw.
Różnica polega na tym,|że pani boi się tych głosów
bo widzi w nich objaw choroby.
Jest:
Głosy to poważny objaw.
Różnica polega na tym,|że pani boi się tego głosu
bo widzi w nim objaw choroby.
Było:
Pani Biała?
Jest:
Pani White?
Było:
- Co to było? Atak bólu głowy?|- Nie miewam bólów głowy.
Ona miała, ja nie.
- "Ona"?|- Przytulnie tu u pana.
Jest:
- Co to było? Atak bólu głowy?|- Mnie tam głowa nie bolała.
Ją - tak, ale nie mnie.
- "Ją"?|- Fajnie masz tu urządzone!
Było:
Myśli pan, że to wariatka, prawda?
- O kim pani mówi?|- O Ewie Białej.
Jest:
Ależ ona jest głupia, nie?
- O kim pani mówi?|- O Ewie White.
Było:
Chyba je zdejmę.|Nie przeszkadza to panu?
Jest:
Chyba je zdejmę.|Nie masz chyba nic przeciwko?
Było:
Jednak lepiej niech się pan odwróci.
Przystojniak z pana,|ale nie znam pana za dobrze.
Może z czasem...
- Lubisz chodzić na tańce?|- Czasami.
Poszedłbyś ze mną?|OK, możesz się odwrócić.
- Więc nie jest pani Ewą Białą?|- Absolutnie nie.
Jest:
Może jednak lepiej, żebyś się odwrócił.
Milutki jesteś,|ale tak dobrze to cię znów nie znam.
Może będzie jeszcze okazja.
- A lubisz chodzić na tańce?|- Czasami.
Poszedłbyś ze mną?|Dobra, możesz się już odwrócić.
- Więc nie jest pani Ewą White?|- Absolutnie nie.
Było:
- I co?|- I pójdziemy na tańce.
Założę się, że dobrze tańczysz.
Jest:
- I co?|- I pójdziemy na tańce!
Założę się, że fajnie tańczysz.
Było:
ale wracając do sedna sprawy,|jeśli nie jesteś Ewą Białą, to kim?
Jest:
ale wracając do sedna sprawy,|jeśli nie jesteś Ewą White, to kim?
Było:
Jestem Ewa Czarna. Wiesz o tym.
- To twoje panieńskie nazwisko?|- To ciągle moje nazwisko.
Nigdy nie wyszłam za mąż.|A to śmieszne, "wyjść za mąż".
- Co z Ralphem?|- Miałabym poślubić takiego tłumoka?
Jest:
Jestem Ewa Black. Przecież wiesz.
- To twoje panieńskie nazwisko?|- Dalej tak sie nazywam.
Nie wyszłam przecież za mąż.|Wychodzenie za mąż - co za bzdura!
- A co z Ralphem?|- Miałabym poślubić takiego tłumoka?
Było:
Kiedy jestem sobą, nie.
Jej, jakie grube książki.
Jest:
Jak długo mam wszystkie klepki w głowie, na pewno nie.
Jej, jakie grube książki!
Było:
Masz tylnie drzwi.|Możemy się wymknąć, a on nie zobaczy.
- Wybaczysz mi na chwilę?|- Nie chcesz mu chyba powiedzieć?
Jest:
Masz tylne drzwi.|Możemy się wymknąć, tak że on nas nie zobaczy.
- Czy mogę cię na chwilę przeprosić?|- Nie chcesz mu chyba powiedzieć?
Było:
To ona?
- Widziałeś kiedyś "osobowość mnogą"?|- Nie.
Rozpoznałbyś ją?
Nie wiem. Nie jestem pewny.
Ale na pewno rozpoznam symulanta,|jeśli go zobaczę.
- Kogo podejrzewasz?|- Panią Białą. Panią Ewę Białą.
- Tą cichą, miłą kobietkę?|- Właśnie ją.
Jest:
To ona...?
- Miałeś kiedyś przypadek "osobowości mnogiej"?|- Nie.
A rozpoznałbyś coś takiego?
Nie wiem. Trudno powiedzieć.
Ale na pewno poznam się na symulancie.
- Kogo podejrzewasz?|- Panią White. Panią Ewę White.
- Tę cichutką młodą kobietę?|- Właśnie ją.
Było:
Cześć. Przyprowadziłeś kumpla?
- Mogę to wyłączyć?|- Pewnie. Wystraszyłam cię?
Jest:
Hej, cześć! Przyprowadziłeś kumpla, co?
- Mogę to wyłączyć?|- A tak, pewnie. Tak się mnie wystraszyłeś?
Było:
- Witam pani Biała.|- To ty tak myślisz.
- To panna Ewa Czarna.|- Witam panią, panno Czarna.
Witam pana.
- Możemy razem z panią porozmawiać?|- Im więcej, tym lepiej.
Nie jest pani teraz|panią Białą?
Ok, powiem to jeszcze raz.|Nie jestem. Nazywam się Ewa Czarna.
Jest:
- Witam pani White.|- To panu się tak zdaje.
- To panna Ewa Black.|- Moje uszanowanie, panno Black.
Uszanowanie panu!
- Możemy razem z panią porozmawiać?|- Im większa kompania, tym fajniej.
Twierdzi pani, że nie jest pani|teraz panią White?
No dobrze, powiem to jeszcze raz.|Nie jestem. Nazywam się Ewa Black.
Było:
Ona nic o mnie nie wiem,|ja o niej wszystko.
Wszystko, co mnie obchodzi.
Niektóre sprawy mnie nie interesują.|Jak ten pustak za drzwiami.
Mówi o panu Białym.
Jest:
Ona nic o mnie nie wie,|ale ja o niej wiem wszystko.
Wszystko to, co chcę wiedzieć.
Bo niektóre jej sprawy nic mnie nie obchodzą.|Jak ten pustak za drzwiami.
Mówi o panu White.
Było:
Niech zabiera dziecko i zwiewa.|Co by wtedy zrobił?
Jest:
Niech zabiera dziecko i zwiewa.|Co mógłby jej zrobić?
Było:
Ale czekajcie, jeszcze|się na nim odegram.
Jest:
Ale czekajcie, jeszcze się|na nim odegram.
Było:
Jak mogę mieć dziecko|skoro nawet nie jestem zamężna?
Jest:
Ależ doktorze, jak mogę mieć dziecko|skoro nawet nie jestem zamężna?
Było:
- Ralph nigdy się z panią nie kochał?|- Niechby spróbował.
Jest:
- Ralph nigdy się z panią nie kochał?|- Niechby spróbował!
Było:
To pana problem, doktorze, nie mój.
Ma pan jakiś wentylator?|Gorąco tutaj.
Jest:
To raczej pana problem, doktorze, nie mój.
Macie tu jakiś wentylator?|Okropnie gorąco.
Było:
Zamierzam wstąpić na scenę i już pozostać.
- Występowała pani kiedyś na scenie?|- Nie do końca.
Śpiewałam dużo w nocnym klubie.
- Gdzie?|- W tym za rzeką.
- W "Wielkim Jabłku". Był tam pan?|- Raczej nie.
Jest:
Zamierzam wyjść na wierzch i już pozostać.
- Czy nie próbowała pani kiedyś aktorstwa?|- Aktorstwa to nie.
Ale śpiewałam już w nocnym klubie.|I to niejednym.
- Gdzie?|- Choćby w tym za rzeką.
- W "Wielkim Jabłku". Był tam pan kiedyś?|- Raczej nie.
Było:
Za każdym razem|prosili mnie o występ.
Oczywiście musiałam być|w nastroju do śpiewu.
- A dokładnie?|- Wpierw musiałam wypić kilka drinków.
Może pani 'wstąpić na scenę',|jak to pani nazywa, kiedy tylko chce?
Nie. Chciałabym, lecz niestety.
Czasami mogę, czasami nie.
Ale to coraz łatwiejsze.|Ona staje się słabsza, a ja rosnę w siłę.
I pewnego dnia pojawię się|i już zostanę.
Poczekajcie, a zobaczycie.
A możesz odejść, kiedy chcesz?
Jasne. Wiecie, co zrobiłam pewnej nocy?|Ralph pojechał do Savannah,
a ja poszłam do "Wielkiego Jabłka"|i nieźle się wstawiłam.
Wiecie, co było rano?|Zostawiłam jej kaca.
- Udaje.|- Żebyście widzieli jej twarz.
Proszę posłuchać,|przykro mi to mówić, ale...
Jest:
Kiedykolwiek się tam pojawię|koniecznie muszę zaśpiewać przy orkiestrze..
Oczywiście, trzeba być w odpowiednim nastroju|do występu.
- To znaczy?|- Wpierw muszę strzelić parę luf..
Czy jesteś w stanie 'wyjść na wierzch',|jak to nazywasz, kiedy tylko chcesz?
Nie. Dobrze by było, lecz niestety.
Czasami mogę, a czasami nie da rady.
Ale to coraz łatwiejsze.|Bo ona słabnie, a ja robię się coraz silniejsza.
I pewnego dnia pojawię się na stałe.
Tylko poczekajcie!
A czy możesz na własne życzenie|zniknąć, na powrót się ukryć?
Jasne. Wiecie, co zrobiłam pewnej nocy?|Ralph pojechał wtedy do Savannah,
więc poszłam do "Wielkiego Jabłka",|no i nieźle się wstawiłam.
Zgadnijcie, co było rano.|Zostawiłam jej swojego kaca!
- Ona udaje.|- Żebyście widzieli jej minę!
Pani White, przykro mi to mówić, ale...
Było:
Pani Biała?
{y:i}17-tego maja, 1952 roku,
{y:i}Pani Biała została przyjęta|{y:i}na oddział psychiatryczny w szpitalu uniwersyteckim
{y:i}na obserwację i badania.
Jest:
Pani White?
{y:i}17. maja 1952 roku,
{y:i}Pani White została przyjęta|{y:i}na oddział psychiatryczny w szpitalu uniwersyteckim
{y:i}na obserwację i leczenie.
Było:
{y:i}ale dr Luther nie mógł zdecydować|{y:i}kiedy, a nawet czy,
{y:i}skonfrontować ją z wiedzą|{y:i}o stłumionej osobowości.
"Miłość bierze klepsydrę Czasu,|obraca ją jasnymi dłońmi;
każda chwila, poruszenie,|umyka ze złotym piaskiem."
"Miłość bierze harfę Życia,|lekko wybija akordy;
Porusza struny 'Ja'|drgające w rytm niewidzialnej muzyki".
Jest:
{y:i}Ale dr Luther nie mógł zdecydować|{y:i}kiedy, a nawet czy w ogóle,
{y:i}skonfrontować ją z wiedzą|{y:i}o jej drugiej, stłumionej osobowości.
"Miłość szkło klepsydry Czasu|w świetlne dłonie wzięła swe;
Każda chwila z ruchem dłoni|w złoty pył zamienia się."
"Miłość, wziąwszy harfę Życia,|w struny wszystkie z mocą bije;
W nutę "Ja" uderzy, a wtem,|ta wśród brzęku się rozpłynie."
Było:
Nie musi mieć określonego znaczenia.
Jest:
Nie musi mieć określonego znaczenia.|Jeśli tylko sprawia pani przyjemność...
Było:
- Dzień dobry.|- Dzień dobry.
- Dzień dobry doktorze.|- Co słychać?
Jest:
- Dzień dobry, doktorze.|- Dzień dobry.
- Dzień dobry, panie doktorze.|- Co słychać?
Było:
- Rzeczywiście.|- Do zobaczenia, pani Biała.
- Będę w gabinecie.|- Dziękuję, Lenny.
Jest:
- W rzeczy samej.|- Do zobaczenia, pani White.
- Będę w dyżurce, panie doktorze.|- Dziękuję, Lenny.
Było:
Czy pani małżeństwo,|jako całość
Jest:
Czy pani małżeństwo,|jako całość,
Było:
Jego fragmenty tak, ale nie całość.
Kocha pani Ralpha?
Oczywiście.
Jest:
Może w jakiejś części, ale ogólnie nie.
Nie kocha pani Ralpha?
Kocham.
Było:
Nie wiem, co takiego robię,|co tak go irytuje, ale coś robię.
Proszę mi jeszcze coś powiedzieć.
Miała pani kiedyś uczucie,|gdzieś w głębi serca
że jest tam ktoś,|do kogo nie może pani dotrzeć,
ale wie, że tam jest?
Jest:
Nie wiem, co to jest, lecz najwyraźniej|robię coś, co go bardzo denerwuje.
Proszę mi powiedzieć jeszcze jedno.
Czy miała pani kiedyś uczucie,|że gdzieś węwnątrz,
jest w pani ktoś inny,|do kogo nie może pani dotrzeć,
choć pani wie, że tam jest?
Było:
- Dobranoc doktorze.|- Dobranoc.
Podejdź tu.
Nie ugryzę cię.
Jest:
- Dobranoc, doktorze.|- Dobranoc.
Podejdź tu na chwilę.
No chodź. Nie ugryzę cię.
Było:
- Może wejdziesz na chwilę?|- Nie, zna pani przepisy.
Ej, chodź.
Jest:
- Może wejdziesz na chwilkę?|- Nie, zna pani przepisy.
E tam, chodź.
Było:
Idziesz?
Jest:
Wejdź.
Było:
- Chodzi o panią Białą...|- Tak?
Jest:
- Chodzi o panią White...|- Tak?
Było:
Możesz panować|nad swymi występami?
- To znaczy?|- Chciałbym, żebyś wstrzymała swe "wyjścia".
Męczy mnie to miejsce.
Jest:
Możesz panować|nad swym uwidocznianiem się?
- Że co?|- Chcę, żebyś nie wychodziła, nawet jeśli możesz.
Mam dość bycia tutaj.
Było:
Czy ona zwariowała?
Nie, ale swoim zachowaniem możesz|przywieść ją do szaleństwa.
Niby czemu? Nie widzę związku.
Jest:
Czy ona ześwirowała?
Nie, ale jeśli się nie opanujesz,|możesz ją do tego doprowadzić.
Niby czemu? Co ja mam do tego?
Było:
Nie trać czasu na wykręty.|Jestem lekarzem.
- Uroczy jesteś. Wiesz o tym?|- Słuchaj...
A może pójdziemy gdzieś się zabawić?|Zaraz się przebiorę..
Chcesz spędzić resztę życia|w jednym z "tych miejsc"?
Tych z kratami?
- O czym ty mówisz?|- Jeśli będziesz sprawiać problemy
Uznają panią Białą szaloną,|ale zamkną was obie.
Jest:
Nic ci po tych sztuczkach.|Jestem lekarzem.
- Jesteś milutki, wiesz?|- Posłuchaj...
A może pójdziemy gdzieś się zabawić?|Zaraz mogę coś włożyć.
Czy ty chcesz spędzić resztę życia|w miejscu takim jak to?
Tyle że z kratami?
- O czym ty mówisz?|- To proste, jeśli dalej będziesz tak harcować,
w końcu pani White zostanie uznana za wariatkę,|i zamkną was obie.
Było:
Żaden sąd ani komisją, które znam,|nie uzna twojej odrębności.
Gdzie będzie pani Biała, tam i ty.|Jeśli uznają ją szaloną, to znaczy odosobnienie.
Odosobnienie z drzwiami bez klamek, kratami|kaftanami. Czy to jasne?
Raczej tak.
Dobrze to zapamiętaj.|Dla ciebie to też byłby koniec.
Żadnych tańców, żadnych... drinków. Nic.
Nigdy więcej.
Nawet, jeśli przestanę się pojawiać,|co zamierzasz zrobić z całą sprawą.
Jest:
Nie ma takiego sądu czy komisji,|które uznałyby twoją odrębność.
Dokąd los pośle panią White, tam i ciebie.|Więc może również do zakładu dla obłąkanych.
Zakładu z drzwiami bez klamek, kratami, kaftanami.|Czy to jasne?
Chyba tak.
Mam nadzieję.|Bo dla ciebie to też byłby koniec.
Żadnych tańców, żadnych... luf. Koniec.
Na zawsze.
A jeśli przestanę się pojawiać,|co zamierzasz wtedy zrobić?
Było:
Nie wiadomo dużo na ten temat,|bo niewiele było takich przypadków.
Na początek... myślę, że|powiem o tobie Ewie Białej.
Czemu chcesz to zrobić?
- Jakieś obiekcje?|- Po co jej dodatkowe zmartwienia?
Myślałem, że nie obchodzi cię,|co się z nią stanie.
Nieszczególnie.
Ale jeśli dojdą jej nowe problemy,|może prędzej i łatwiej oszaleć.
Dopuszczam taką możliwość,|ale trzeba podjąć to ryzyko.
Jeśli mamy kiedykolwiek|złączyć te dwie osobowości.
Pierwszym logicznym posunięciem wydaje się
przedstawienie ich sobie.
Przedstawienie?!
Doktorze, pan mnie powala.
Jest:
W tej sprawie nie ma mądrego,|bo niewiele było takich przypadków.
Na początek... chyba powiem o tobie Ewie White.
Po co chcesz to zrobić?
- Masz coś naprzeciw?|- A nie będzie się przez to bardziej zamartwiać?
Myślałem, że nie obchodzi cię,|co ją trapi.
W zasadzie nie.
Ale gdy zacznie gryźć się jeszcze bardziej,|to chyba prędzej może jej odbić?
Obawiam się, że tak może być,|ale będziemy musieli podjąć takie ryzyko.
Jeśli mamy kiedykolwiek|złączyć te dwie osobowości,
pierwszym logicznym posunięciem wydaje się
przedstawienie was sobie.
Przedstawienie nas sobie?!
Aleś strzelił, dokturuniu, ja nie mogę!
Było:
Pani Biała.
Jest:
Pani White.
Było:
Myślę, że przedstawię pani|całą sytuację.
Słyszała pani kiedyś o "osobowości mnogiej"?
{y:i}Potem Dr Luther musiał|{y:i}wyjaśnić wszystko Ralphowi.
- Witaj, Ralph.|- Dzień dobry panu.
- Co z Ewą?|- Czuje się lepiej.
- Wie już pan, co jej dolega?|- O tym właśnie chciałem z panem porozmawiać.
To dość niezwykły przypadek.
Jeden z rzadziej notowanych|w historii psychiatrii.
Proszę dalej.
Problem pani Białej to tzw.|osobowość mnoga.
- Tak?|- Słyszał pan coś o tym?
- Nie, nie wydaje mi się.|- Wygląda to tak:
Kiedyś w przeszłości,|przypuszczalnie w dzieciństwie,
jej osobowość... rozdwoiła się na dwie
I teraz jest ona dwiema różnymi kobietami,
o różnych charakterach.
Mówiąc dokładniej:
Jest:
Najlepiej będzie, gdy postaram się w końcu|wytłumaczyć pani całą sytuację.
Czy słyszała pani kiedyś o "osobowości mnogiej"?
{y:i}Teraz doktorowi Lutherowi pozostało|{y:i}wyjaśnić wszystko Ralphowi.
- Witaj, Ralph.|- Dzień dobry, panie doktorze.
- Jak Ewcia?|- Już dużo lepiej.
- Odkrył pan, co z nią nie tak?|- O tym właśnie chciałem z panem porozmawiać.
To bardzo nietypowy przypadek.
A nawet, jeden z najrzadziej notowanych|w historii psychiatrii.
Nie może być!
Problem pani White to tzw.|osobowość mnoga.
- Rozumiem.|- Słyszał pan coś o tym?
- Nie, raczej mi się nie zdarzyło.|- Rzecz ma się następująco:
Kiedyś w przeszłości,|przypuszczalnie we wczesnym dzieciństwie,
jej osobowość doznała rozdwojenia.| Podzieliła się na dwie.
Tak że teraz jest ona - w jednej osobie -| dwiema różnymi kobietami,
o całkowicie odmienych charakterach.
Konkretyzując:
Było:
Ta druga przestraszyła Bonnie,
to ona kupowała ubrania|i kłóciła się z panem w Atlancie.
Jest:
Drugą jest ta, która przestraszyła Bonnie,
kupowała drogie ubrania|i naskoczyła na pana u kuzynki w Atlancie.
Było:
To wtedy ta druga kobieta,|która nazywa siebie Ewą Czarną
Jest:
Następowały, gdy ta druga kobieta,|która nazywa siebie Ewą Black,
Było:
No proszę, coś takiego.
Najważniejsze, żeby zrozumiał pan|jej obecny stan psychiczny.
To nie udawanie, ani oszustwo.
Ona nad tym nie panuje.
Ale to nie znaczy, że ma psychozę.
że zwariowała.
Jest:
No proszę, coś takiego!
Najważniejsze, żeby zrozumiał pan,|że te zachowania są wynikiem pewnego zaburzenia.
Ona nie zgrywa się, ani nie symuluje.
Nie panuje nad tym.
Ale to nie oznacza, że jej zaburzenie|ma charakter psychotyczny.
Że zwariowała.
Było:
Po pierwsze, nikt nigdy nie mówił|o osobowości patologicznej...
Jest:
Po pierwsze, nie zwykło się określać|danej osobowości, jako patologicznej...
Było:
- Masz dziś gościa.|- Witaj, kochanie.
Jest:
- Ma pani dziś gościa.|- Witaj, kochanie.
Było:
Poprosiłem tutaj Ralph'a|żeby wyjaśnić mu całą sytuację.
Żeby rozumiał, czemu tu jeszcze zostaniesz.
Wiesz, kim on jest?
- Ralph?|- Kim on jest?
Moim mężem.
A ty jesteś matkę jego dziecka, czy tak?
Jest:
Poprosiłem tutaj Ralpha|żeby wyjaśnić mu całą sytuację.
Żeby rozumiał, czemu tu pani jeszcze zostanie.
Wie pani, kim on jest, prawda?
- Kto, Ralph?|- Kim on jest?
Oczywiście moim mężem.
A pani jest matką jego dziecka, czy tak?
Było:
- Pani Biała? To pani nazwisko?|- Tak, proszę pana.
Dobrze, a teraz,|czy mogę mówić z Ewą Czarną?
Jest:
- Pani White? Tak się pani nazywa?|- Tak, proszę pana.
Dobrze, a teraz,|czy mogę mówić z Ewą Black?
Było:
Ewa Czarna?
- O kurcze!|- Wiesz, kim on jest?
- No pewnie.|- Zaraz, zaraz.
Jest:
Ewa Black?
- O, choroba!|- Wiesz, kto jest?
- Miałabym nie wiedzieć.|- No, uważaj sobie trochę!
Było:
Mówiłam ci już i powtórzę 10.000 razy|- ja nie mam męża.
A już na pewno nie wybrałabym|kogoś tak przyziemnego jak Ralph Biały.
- Musiałeś mu wszystko powiedzieć?|- Bonnie to nie twoje dziecko?
- To JEJ dziecko, dobrze o tym wiesz.|- Miałbym ochotę ci przyłożyć.
- Tylko spróbuj.|- Mnie nie nabierzesz.
Proszę się nie denerwować.|Tylko rozmawiać i obserwować.
I nie kierować się emocjami a rozumem.
Mogę mówić z panią Białą?
Oczywiście. I nie wzywaj mnie nigdy,|kiedy to biedaczysko jest tutaj.
Pani Biała?
- Znów odpłynęłam?|- Tylko na kilka minut.
- Ewa?|- Ewa Czarna?
- Powiedziałam, że nie chcę z nim rozmawiać.|- Pani Biała?
Jest:
I milion razy mogę to powtórzyć:|ja nie mam męża!
A jakbym miała mieć,|to nie takiego nudziarza jak Ralph White.
- Musiałeś mu o mnie mówić?|- Bonnie to nie twoje dziecko?
- To dziecko jest jej, już ci mówiłam.|- Chyba ci zaraz przyłożę.
- Tylko spróbuj.|- Mnie kitu nie wciśniesz.
Proszę się nie denerwować.|Niech pan uważnie obserwuje.
Proszę się nie kierować emocjami| a rozumem.
Czy mogę mówić z panią White?
Jasne. I niech więcej nie widzę|tego patałacha.
Pani White?
- Znów straciłam świadomość?|- Tylko na kilka minut.
- Ewcia?|- Ewo Black?
- Mówiłam ci, że nie chcę z nim gadać.|- Pani White?
Było:
{y:i}że zarówno w postaci|{y:i}Ewy Białej jak i Ewy Czarnej,
{y:i}nie stanowi ona zagrożenia,|{y:i}ani dla siebie, ani dla innych.
{y:i}Została więc zwolniona 30 maja 1952.
{y:i}Podczas tych tygodni Ralph|{y:i}zostawił Bonnie u dziadków
{y:i}i znalazł lepszą pracę w Jacksonville na Florydzie.
{y:i}Pani Biała nie pojechała z nim.
{y:i}gdyż za radą Dr Luther,|{y:i}zdecydowała się zamieszkać w pensjonacie
{y:i}dla dalszego leczenia.
Jest:
{y:i}że zarówno w postaci|{y:i}Ewy White jak Ewy Black,
{y:i}nie stanowi ona zagrożenia|{y:i}dla siebie ani dla innych.
{y:i}Została więc zwolniona 30. maja 1952.
{y:i}W tym czasie Ralph,|{y:i}pozostawiwszy Bonnie u dziadków
{y:i}znalazł lepszą pracę w Jacksonville na Florydzie.
{y:i}Pani White nie wybierała się jednak na Florydę.
{y:i}Za radą doktora Luthera,|{y:i}zdecydowała się zamieszkać w pensjonacie
{y:i}i kontynuować terapię.
Było:
Tutaj doktor cię wyleczy.
Jest:
Tutaj za to doktor cię wyleczy.
Było:
- Nie.|- Powiedział cokolwiek?
Powiedział, że zrobi wszystko.|Najlepiej jak potrafi.
- Zobaczymy.|- Wierzę, że mu się uda.
Lekarze po prostu unikają obietnic.
Jest:
- Nie.|- Nic nie mówił?
Powiedział, że zrobi wszystko, co możliwe.|Że tyle może obiecać...
... i że być może...|- Wierzę, że mu się uda.
Lekarze nie lubią zbyt wiele obiecywać.
Było:
Lubią robić wielkie 'halo', żeby lepiej wyglądać,|kiedy rozwiążą problem.
Najbardziej będzie mi brakować Bonnie.
U niej wszystko OK.|Twoi rodzice dobrze się nią zajmą.
Nie martw się o nią.
Ale jeśli nie wyzdrowieję,|mogę jej już nigdy nie zobaczyć.
Przestaniesz? Oczywiście, że ją zobaczysz|bo przecież wyzdrowiejesz.
Tak naprawdę nie zwariowałaś.|On sam mi to powiedział.
Zapytałem go w zaufaniu,|a on powiedział, że nie.
że wszystko z tobą w porządku|poza osobowością mnogą.
Nie ma w tym nic nienormalnego.|Tak powiedział.
Przestaniesz się więc martwić?
- Spróbuję.|- Zrób tak, a będzie ci łatwiej.
Do widzenia, kochanie.
Przyślę ci trochę pieniędzy w sobotę.
Nie musisz tego robić.|Znajdę pracę.
To dobrze, mimo to będę cię wspierał.
Dbaj o siebie, słyszysz?
- Mam ochotę śpiewać.|- Co cię powstrzymuje?
No dobrze.
Hej. Znasz "Przytul mnie"?
Dla pięknych pań wszystko. No, chłopcy...
Jest:
Robią z wszystkiego wielkie mecyje,| żeby się móc puszyć, gdy już się im powiedzie.
Nie wiem tylko, jak wytrzymam bez Bonnie.
Nic jej nie będzie.|Twoi rodzice dobrze się nią zajmą.
Nie musisz się o nią martwić.
Wiem. Ale jeśli nie wyzdrowieję,|mogę jej już nigdy nie zobaczyć.
Nie mów tak. Oczywiście, że ją zobaczysz,|bo na pewno wyzdrowiejesz.
W końcu nie jesteś prawdziwą wariatką.|On sam mnie o tym zapewnił.
Zapytałem go w zaufaniu,|a on powiedział, że nie -
- że wszystko z tobą w porządku|poza tą "osobowością mnogą".
A temu daleko do wariactwa.|Tak właśnie mi powiedział.
Teraz przestaniesz się martwić?
- Spróbuję.|- Postaraj się, a wszystko będzie dobrze.
Do zobaczenia, kochanie.
Przyślę ci jeszcze pieniędzy w sobotę.
Nie musisz tego robić.|Postaram się o pracę.
To bardzo się przyda. |Ale i tak ci będę dosyłał.
Bądź dzielna, dobrze?
- Mam ochotę śpiewać.|- Coś cię powstrzymuje?
No dobrze!
Hej. Znacie "Przytul mnie"?
Ma się rozumieć, ładniutka. No, chłopcy...
Było:
/Hold me, honey want you hold me,
/Hold me, don't let me go.
/Take me, honey want you take me,
/Don't forsake me,
/I love you so.
/Oh groomy, let your kisses thrill me,
/Just like you and you alone can do.
/Hold me, honey enfold me,
/Never torn me from you
Jest:
{y:i}Hold me, honey, won't you hold me|Obejmij mnie, kochanie, może mnie obejmiesz
{y:i}Hold me, don't let me go.|Obejmij mnie, nie wypuszczaj z rąk
{y:i}Take me, honey won't you take me,|Weź mnie, kotku, czemu mnie nie weźmiesz
}{y:i}Don't forsake me,|Nie porzucaj mnie
}{y:i}I love you so.|Tak bardzo cię kocham
}{y:i}Oh groomy, let your kisses thrill me,|Kochaneczku, pocałunkami wpraw mnie w dreszcze
}{y:i}Just like you and you alone can do.|Tak jak tylko ty potrafisz
}{y:i}Hold me, honey enfold me,|Obejmij mnie, kochanie, całą mnie owiń
{y:i}Never hold me from you|Nigdy nie żałuj mi siebie
Było:
- Chodźmy stąd.|- Jestem spragniona. Chcę się napić.
- Kupię coś po drodze.|- Po drodze gdzie?
- Może jednego głębszego, piekielnie mocnego?|- Chodź. Znajdę coś.
O co ci chodzi?|Mi się tu podoba.
Hej, musze wrócić na służbę|przed 1.00. Chodź.
Zwariowałeś? Nigdzie z tobą nie pójdę.|Nie wiem, o co ci chodzi.
Nie rób mi tego.|Nie kupowałem ci drinków na darmo.
Pójdę z tobą innym razem.
Pójdziesz teraz albo pożałujesz.
Jest:
- Chodźmy stąd.|- Nie, muszę się napić. Chcę drinka.
- Kupimy butelczynę po drodze.|- Po drodze dokąd?
- Daj pan jedną głębszą, ciemną i z kopytem.|- Chodź. Będzie gdzieś lokal.
O co ci chodzi?|Ten jest w porządku.
Słuchaj, musze wrócić na służbę|przed 1.00. Chodźmy już.
Odbiło ci? Nigdzie z tobą nie pójdę.|Nie wiem, o co ci chodzi.
Tylko bez takich numerów.|Nie fundowałem ci drinków na darmo.
No dobra, pójdziemy, ale kiedy indziej.
O nie, pójdziesz teraz, bo będzie niemiło.
Było:
- Teraz rozumiesz?|- To bolało. Nie podoba mi się to.
Wiesz ile na ciebie już przepuściłem?|Z osiem stówek.
Kiedy wydaję tyle na dziewczynę,|nie wracam do domu sam, z poranną gazetą.
Przestańmy się już spierać.
Co ci się stało?
Jest:
- Dotarło?|- To bolało. Nie wolno robić mi krzywdy.
Wiesz ile na ciebie już przepuściłem?|Z osiem dolców.
Kiedy wydaję tyle na dziewczynę,|nie wracam do domu z poranną gazetą.
Więc kończmy te przepychanki.
Co jest?
Było:
Słuchaj kotku...
Na miłość boską.
Jest:
No, mała...
Kichał to michał..
Było:
Jest nawet gorzej.
Jest:
Chyba nawet jest gorzej.
Było:
Właśnie... o to chodzi.|Nie wiedziałam o tym.
Jest:
Właśnie... o to chodzi.|Ja o tym nie wiedziałam.
Było:
- Nie byłam świadoma.|- Jak to nie byłaś świadoma?
Starczyło ci świadomości, żeby się upić.
Mój znajomy widział cię, dwa razy.
Zalaną w pestkę|i tańczącą z zadartą kiecką.
Jest:
- Mówię ci przecież, że nawet o tym nie wiedziałam.|- Nie wiedziałaś?
Ale jak się upić to wiedziałaś?|Na to byłaś dość zdrowa.
Jeden taki widział cię tam, dwa razy.
Zalaną w pestkę, tańczącą,| podrzucającą kieckę, jak się tylko da.
Było:
Nie wiem, kto tu zgrywa głupiego,|Ty czy On - ale ktoś na pewno.
Rozmawiałem z ludźmi.
Pytałem się dwóch lekarzy.|Wiesz co powiedzieli?
że ktoś tu kogoś nabiera.
Ale Ralph, coś w tym jest.|Uwierz mi.
Jest:
Nie wiem, kto tu mnie bardziej kołuje,|ty czy on - ale ktoś na pewno.
Bo ja sam też o to się rozpytywałem..
Pytałem dwóch lekarzy.|Wiesz co powiedzieli?
Że ich zdaniem ktoś tu kogoś nabiera.
Ale Ralph, naprawdę ze mną coś jest.|Uwierz mi.
Było:
Jeśli nie wymelduję się z hotelu przed 10.00,|policzą mi za kolejne 6h.
Jest:
Jeśli nie wymelduję się z motelu przed 10.00,|policzą mi za kolejne 6 godzin.
Było:
Ona próbowała skrzywdzić Bonnie.|Przestraszyła ją.
Jest:
Ona już raz próbowała skrzywdzić Bonnie.|Przeraziła ją.
Było:
Porozmawiaj z Dr Luther'em.|Choć kilka minut.
- Rozmawiałem już z dwoma zwykłymi lekarzami.|- W takim razie nie jadę!
Jest:
Proszę, porozmawiaj jeszcze raz z doktorem Lutherem.
- Rozmawiałem już z dwoma normalnymi lekarzami.|- W takim razie nie jadę!
Było:
- Żeby wybić ci te głupoty z głowy.|- Nie jadę i już.
Wolisz zostać i szaleć w Wielkim Jabłku.
Jest:
- Może by się tego świra z ciebie wytrzepało.|- Nie jadę i już.
Wolisz zostać i szaleć w "Wielkim Jabłku".
Było:
Trudno. Zostanę tu, póki nie wyzdrowieję.
Jest:
Nic na to nie poradzę.| Zostanę tu, póki nie wyzdrowieję.
Było:
Na twoim miejscu,|nie liczyłbym na to.
Jeśli myślisz, że pozwolę by się ze mnie śmiano,|pomyśl raz jeszcze.
Gdybyś była wariatką, to co innego.|Ale ta cała "mnogość"...
Jeśli teraz ze mną nie pojedziesz,|to koniec, rozumiesz?
Jest:
Więc później też na to nie licz.
Jeśli sądziłaś, że pozwolę by mnie wyśmiewano,|to się grubo pomyliłaś.
Gdybyś była prawdziwą wariatką, to co innego.|Ale tej "mnogości" już mi wystarczy.
Jeśli teraz ze mną nie pojedziesz,|to będzie koniec, rozumiesz?
Było:
OK, rób jak uważasz.
Jest:
Jak sobie chcesz!
Było:
Podoba ci się?
- Sama ją kupiłaś?|- Mam dużo sukienek.
- Tej nigdy nie widziałem.|- Nie było cię tu.
- Nalejesz mi jednego?|- Żartujesz sobie?
Jest:
Co, podoba się?
- Kupiłaś ją sobie?|- Zobacz, jaka plisowana.
- Nigdy jej nie widziałem.|- Nie miałeś okazji.
- Może mnie też byś jednego przyszykował?|- Żartujesz sobie?
Było:
Nie wydajesz się zachwycony|moim widokiem.
Po wszystkich twoich staraniach.
Czysta.
- Nie nabierzesz mnie.|- Nie wiem, o co ci chodzi.
Jest:
Nie wydajesz się uradowany|moim widokiem.
A zafundowałeś sobie taką podróż.
Czystą.
- Nie dam się nabrać na te sztuczki.|- Nie wiem, o co ci chodzi.
Było:
Chcesz, żebym uwierzył,|że jesteś...tą pierwszą.
- Jaką "pierwszą"?|- Wiesz, o czym mówię.
Że nie potrafisz nawet rozpoznać własnej żony?
Ty nie jesteś Evie.
Jest:
Chcesz, żebym uwierzył,|że jesteś... tą drugą.
- Jaką "drugą"?|- Wiesz, o czym mówię.
Ejże, nie potrafisz nawet rozpoznać własnej żony?
Ty nie jesteś Ewcia.
Było:
Nigdy nie widziałem, żeby Evie robiła takie rzeczy.
- Nie podobają ci się?|- Nie o tym mówimy.
Chodź do mnie.
Chodź, usiądź tutaj.
Jest:
Nigdy nie widziałem, żeby Ewcia robiła takie rzeczy.
- Nie podoba ci się to?|- Nie o tym mówimy.
Chodź tu.
No chodź, usiądź sobie.
Było:
Jesteś całkiem przystojny.
Jest:
Jesteś całkiem milutki.
Było:
Myślę, że jesteś przystojny.|Coś nie tak?
- Nic tylko...|- Kiedyś na ciebie nie leciałam,
więc musiałeś wyprzystojnieć,|bo naprawdę mi się podobasz.
Jest:
Powiedziałam tylko, żeś milutki.|Coś w tym złego?
- Nie, ale...|- Kiedyś mi raczej nie podchodziłeś.
Ale chyba ostatnio wymilusiałeś,|bo naprawdę teraz jesteś milusi.
Było:
Nie jesteś zły?
Raczej nie.
Jest:
Nie jesteś chyba zły?
Chyba nie.
Było:
Tak?
Poprosić mnie, żebym pojechała|z tobą do Jacksonville.
Nie wydaje mi się.|- Ją prosiłeś.
- Nie wiem, czy to to samo.|- Chciałeś żeby z tobą pojechała?
Posuwasz się szybciej|niż przypuszczałam.
Powiem o tym twojej żonie.
Jest:
Co?
Mnie poprosić, żebym pojechała|z tobą do Jacksonville.
- Nie wydaje mi się.|- Ją prosiłeś.
- Nie wiem, czy to to samo.|- Przecież chciałeś żeby z tobą pojechała?
Szybciacha z ciebie!|Nie spodziewałam się.
Naskarżę twojej żonie.
Było:
I już wychodzi z mody.
Jest:
I już się cokolwiek opatrzyła.
Było:
Nie możesz usiąść bliżej?
Jest:
Może byś chociaż usiadła bliżej?
Było:
/I never knew I could love anybody,
/Honey, like I'm loving you;
/I never knew I could lead anybody,.
/Honey, like I'm leading you.
Jest:
{y:i}I never knew I could love anybody,|Nigdy nie sądziłam, że mogłabym kogoś kochać
{y:i}Honey, like I'm loving you;|Kotku, tak jak kocham cię
{y:i}I never knew I could need anybody,|Nie sądziłam, że mogłabym kogoś potrzebować
{y:i}Honey, like I'm needing you.|Tak jak potrzebuję cię
Było:
Dziś jest w gorszym stanie|niż 2 lata temu.
- Mówisz o rozwodzie?|- Nie, to coś więcej.
Nie przypuszczam, żeby rzeczywiście|przejęła się rozwodem.
Bonnie jest dla niej najważniejsza,|nie Ralph czy małżeństwo.
I tu stajemy przed problemem.
Ani Ewa Czarna ani pani Biała|nie są dobrym rozwiązaniem.
Żadna z nich nie sprawdza się|w roli żony, matki,
ani jako odpowiedzialna jednostka.
Zwycięstwo którejkolwiek byłoby katastrofą.
Jest:
Dziś jest z nią gorzej|niż 2 lata temu.
- Mówisz o rozwodzie?|- Nie tylko.
Nie wydaje mi się, |żeby szczególnie przejęła się rozwodem.
Dla niej liczy się jedynie Bonnie.|Ralph i małżeństwo są na marginesie.
W tym właśnie szkopuł.
Tak naprawdę, ani Ewa Black ani pani White|nie jest dobrym rozwiązaniem.
Żadna nie ma wszystkiego,|co potrzebne by być żoną, matką,
czy choćby samodzielnym człowiekiem.
Zwycięstwo każdej z nich przyniosłoby|opłakane skutki - to patowa sytuacja.
Było:
Powinienem powiedzieć "dzieciństwa" - |Ewa Czarna zaczęła 'wychodzić' w wieku 6 lat.
...schematyczna, wprost nienormalnie|zwyczajna historia życia.
- Niektórym pacjentom brak wglądu w siebie.|- Właśnie.
Mogłaby mieć jakieś szokujące przeżycie,|kiedy była mała,
Np. coś 'obrzydliwego' ujrzane na strychu.
- Tak?|- Przyszła panna Czarna.
- Panna Czarna?|- Panna Ewa Czarna.
Wystroiłam się specjalnie dla niego.
Ślicznie ubrana - dla pana.|Ma nawet kwiaty we włosach.
- Panna Ewa Czarna, we własnej osobie.|- Spróbujemy raz jeszcze hipnozy?
Czyli znów ruletka|i czekamy na omsknięcie?
- Jak się pani czuje, panno Czarna?|- Dobrze. Dwóch lekarzy?
Chcesz go chronić przede mną?
Wygląda dziś pani tak uroczo,|że on raczej nie chce mej pomocy.
Z ciebie też niezły przystojniak.
Jest:
a może raczej "dzieciństwa" - ta druga podobno|zaczęła 'wychodzić' w wieku 6 lat
... jej dzieciństwo było całkiem zwyczajne,|wprost podejrzanie typowe.
- Niektórzy pacjenci nie mają dla nas litości.|- Właśnie.
Cóż by jej szkodziło mieć za sobą|jakiś niewinny wstrząs?
Na przykład, ujrzeć|coś strasznego na strychu.
- Tak?|- Przyszła panna Black.
- Panna Black?|- Panna Ewa Black.
Powiedz, że się okrutnie dla niego wystroiłam.
Ślicznie się dla pana ubrała.|Kwiatki upięła we włosach.
- Panna Ewa Black, we własnej osobie.|- Może spróbujesz jeszcze raz hipnozy?
Czyli znów zabawa w zamknięty sezam|i zgadywanie zaklęcia?
- Jak się pani miewa, panno Black?|- No proszę, obaj doktorzy.
Będzie go pan przede mną bronił?
Wygląda dziś pani tak cudnie,|że on raczej nie będzie chciał obrony.
Ale z pana też niezły przystojniak.
Było:
Milutki facet, nie sądzisz?
Taki żywy pajac. Wejdziesz?
Jest:
Potrafi być milutki, prawda?
Pluszaki się przy nim chowają.|Może wejdziemy?
Było:
Coś, gdzieś jest nie w porządku.
- Jak próbowała się zabić?|- Używając brzytwy.
Ona czuje się podle
a jej zamiary|wystraszyły mnie na śmierć.
Jeśli ktoś jej nie powstrzyma,|ja też odejdę.
- Mów dalej.|- Nikogo tam nie było, poza mną
Kiedy weszła do łazienki|i zaryglowała drzwi... spójrz.
Zacięła się raz. Potem ja się zjawiłam|i zmusiłam ją by rzuciła brzytwę...
Wyrzuciłam ją.|Ale było blisko.
Jest:
Coś się kiełbasi.
- Jak próbowała się zabić?|- Żyletką.
Ostatnio kiepski ma nastrój.
Gdy wyczaiłam, co jej chodzi po głowie,|mało sama się nie przekręciłam.
Przecież, gdyby nikt jej nie powstrzymał,|byłoby też po mnie.
- Mów dalej.|- Nikogo tam nie było, poza mną.
Kiedy weszła do łazienki|i zaryglowała drzwi... Spójrz.
Raz się chlasnęła, ale wtedy|zdołałam się wydostać i odrzucić żyletkę.
Potem się jej całkiem pozbyłam.|Ale było blisko.
Było:
Mogę kogoś nastraszyć,|nabrać, czy coś takiego
Jest:
Mogę kogoś próbować nastraszyć,|nabrać, czy coś takiego,
Było:
Zabiłaby się,|gdybym jej nie powstrzymała.
Kiedy mówiłaś, że coś, gdzieś|jest nie w porządku,
Jest:
I zabiłaby się,|gdybym jej nie powstrzymała.
Kiedy mówiłaś, że "coś się kiełbasi",
Było:
- Jasno.|- Co?
Jest:
- No, niestety.|- Co?
Było:
Tak, i to też mnie przeraża.
- Mogę rozmawiać z panią Białą?|- Oczywiście.
Pani Biała?
Ewa Czarna twierdzi, że było z tobą źle.
Jest:
Tak - i mnie też|od tego siadają nerwy.
- Pozwolisz mi porozmawiać z panią White?|- Oczywiście.
Pani White?
Ewa Black twierdzi, że była pani w dużym dołku.
Było:
Zgodziłabyś się raz jeszcze|poddać hipnozie?
Jest:
Czy zgodziłaby się pani|ponownie poddać hipnozie?
Było:
Więc dobrze. Odpręż się.
Jest:
Więc dobrze. Proszę się odprężyć.
Było:
Kiedy doliczę do trzech,|będziesz w głębokim transie.
Rozumiesz? Zaczynamy.
Jest:
Kiedy doliczę do trzech,|znajdzie się pani w głębokim transie.
Czy wszystko jasne? Zaczynamy.
Było:
A jak myślisz?
Jest:
A jak pani myśli?
Było:
A mogę zapytać, kim pani jest?
Sama tego nie wiem.
Jest:
Może ja zapytam, kim pani jest?
Tego też nie wiem.
Było:
- Pamięta pani Dr Day'a?|- Dzień dobry doktorze.
- Dzień dobry.|- Więc pan musi być doktorem...
- Luther.|- Luther. Tak, oczywiście. Powinnam wiedzieć.
- Słyszała pani o mnie?|- Tak, od Ewy Białej i Czarnej.
Nic złego mam nadzieję.
Jest:
- Pamięta pani doktora Daya?|- Witam, panie doktorze.
- Uszanowanie pani.|- Więc pan musi być doktorem...
- Luther.|- Luther, oczywiście. Powinnam była wiedzieć.
- Słyszała pani o mnie?|- Tak, od Ewy White i Ewy Black.
Nic złego, mam nadzieję.
Było:
To trochę dziwne, ale czy mamy rozumieć,|że nie jesteś już panią Białą?
- Nie jestem.|- Ani Ewą Czarną?
Nie.|- W takim razie, kim jesteś?
Jest:
Pytanie jest może niezręczne: czy mamy rozumieć|że pani nie jest Ewą White?
- Nie jestem.|- Ani Ewą Black?
Nie.|- Jak się pani zatem nazywa?
Było:
Znasz panią Białą i pannę Czarną,|prawda?
W pewnym stopniu.|Nie znam ich zbyt dobrze.
Ale wiesz, że one...
Tak, wszystko rozumiem.
To dość kłopotliwe.
Myślę, że to dobre określenie|tej sytuacji.
Co więcej, jej 'kłopotliwość'|rośnie w miarę upływu czasu.
- Chciałbym to lepiej zrozumieć.|- Jak długo...?
Nie wiem jak to ująć|i nie zabrzmieć idiotycznie,
ale jak długo już|jest pani w pobliżu?
Nie wiem. Nie wydaje mi się|żeby to długo trwało.
- Co pani wie o pani Białej?|- A może Jane?
- Co Jane?|- Jako imię dla mnie. Jane.
Jest:
Ale zna pani panią White i pannę Black,|prawda?
W pewnym sensie.|Nie znam ich zbyt dobrze.
Ale wie pani, że one...
Tak, orientuję się.
To dość niesamowita historia, prawda?
Myślę, że to bardzo trafne|określenie sytuacji.
Co więcej, z czasem robi się chyba|coraz bardziej zawikłana.
- Ja też niewiele z tego rozumiem.|- Od jak dawna...?
Nie da się chyba tego dobrze ująć,|a muszę spytać:
Od jak dawna panią się... spotyka?
Nie wiem. Ale chyba od niedawna.
- Co pani wie o pani White?|- A może Jane?
- Jakiej Jane?|- Nie, jako imię dla mnie. Jane.
Było:
{y:i}Dr Luther otrzymał|{y:i}trzy nieprawidłowe osobowości
{y:i}co skomplikowało jego poszukiwania|{y:i}jednej zrównoważonej kobiety,
{y:i}a do tego, każda z osobowości,|{y:i}prowadziła swe odrębne życie.
{y:i}Którą z nich wybrać?|{y:i}Beztroską i nieodpowiedzialną flirciarę?
Jest:
{y:i}Dr Luther miał więc teraz|{y:i}trzy nieprzystosowane osobowości.
{y:i}Tym trudniejsze było odnalezienie tej jednej,|{y:i}zrównoważonej i trwałej.
{y:i}Każda z trzech obecnych,|{y:i}prowadziła tymczasem swe odrębne życie.
{y:i}Która z nich zwycięży?|{y:i}Rozbrykana, nieodpowiedzialna flirciara?
Było:
- Nawet nie znam twojego imienia.|- Ernie.
Jest:
- Nawet nie wiem, jak ci na imię.|- Ernie.
Było:
{y:i}Opuszczoną żonę?
Jest:
{y:i}Opuszczona żona?
Było:
Co? Trzymaj spodnie w garści, cukiereczku.|Szykuje się imprezka.
Jest:
Co? Weź glęboki oddech, słodziutki.|Już cię podpinam.
Było:
OK, to ten?|Co? Z kim rozmawiam?
Kochanie, nie o ciebie mi chodzi.|Nie, zejdź z tej linii...
Jest:
No dobra, to ten?|Co? Kto mówi?
Skarbie, nie o ciebie mi chodzi.|Nie, zejdź z tej linii...
Było:
{y:i}Czy miłą, młodą kobietę|{y:i}bez pamięci?
{y:i}Co, krótko mówiąc, natura|{y:i}przewidziała dla tej kobiety?
- Jeszcze nie, Janie.|- Co to da, Earl?
Jest:
{y:i}Czy miła, młoda kobieta|{y:i}pozbawiona wspomnień?
{y:i}Jaka prawdziwa osobowość|{y:i}była jej przyrodzona?
- Jeszcze nie, Janie.|- Jaki to ma sens, Earl?
Było:
Czy to uczciwe, powiedzieć, że mnie kochasz|i odmówić wyjść za mnie, bez podania powodu?
Jest:
Czy to uczciwe, powiedzieć, że mnie kochasz|i odmówić wyjścia za mnie, bez podania powodu?
Było:
Nie zrezygnuję z ciebie|nie wiedząc, o co chodzi.
Jest:
Nie zrezygnuję z ciebie|nie wiedząc nawet, o co chodzi.
Było:
- No to już koniec.|- O nie.
Jest:
- Teraz możemy się pożegnać.|- O nie.
Było:
Czuję dokładnie to samo.|Co czułem wcześniej.
Jest:
Moje uczucia nie zmieniły się.|Są takie same, jak wcześniej.
Było:
Może nawet mocniej.
Jest:
Może nawet bardziej.
Było:
Earl, nie rozumiesz?|To nie chodzi o ciebie.
Jest:
Earl, nie rozumiesz?|Tu nie chodzi o ciebie.
Było:
{y:i}Pewnego popołudnia,|{y:i}17go września 1953 roku,
{y:i}Pani Biała zjawiła się w gabinecie|{y:i}na kolejną sesję.
{y:i}i tam zmarła.
Jak się pani czuje pani Biała?
Niezbyt dobrze.
Jest:
{y:i}Wkrótce potem,|{y:i}popołudniem 17-go września 1953 r.,
{y:i}Pani White zjawiła się w gabinecie|{y:i}na kolejną sesję terapii
{y:i}i tam umarła.
Jak się pani miewa, pani White?
Źle się czuję.
Było:
Czy to żywa panna Czarna|trzyma panią na nogach do późna?
Jest:
Temperamentna panna Black|trzyma panią na nogach do późna?
Było:
I wydaje się, że zapominam|coraz więcej.
Jest:
Teraz już tracę świadomość|bardzo często.
Było:
Co sądzisz o Jane?
Z tego, co pan mi powiedział,
mam nadzieję, że to Ona.
Jest:
Co sądzi pani o Jane?
Po tym, co pan mi opowiedział,
mam nadzieję, że to ona.
Było:
Czasami też miewam takie myśli.
Taka jest moja teoria.
Jest:
Owszem, przyszło mi to do głowy.
Ja myślę, że tak się stanie.
Było:
Kiedy mówiłam Bonnie 'do widzenia'
powiedziała: Nie wracaj jako ta druga, mamusiu.|Nie lubię cię takiej.'
Ewa Czarna?
Przypuszczam, że podczas wcześniejszych wizyt|musiała się ujawniać,
i zdenerwować Bonnie|uderzając ją albo coś.
a potem powiedziała "Wracaj taka jak dziś, mamusiu."
Więc to musiała być Jane|Przyszła, podczas mej amnezji.
I była dobra dla Bonnie.
Jest:
A kiedy mówiłam Bonnie do widzenia,
powiedziała: "Nie wracaj taka inna, mamusiu.|Nie lubię, jak jesteś inna."
Ewa Black?
Przypuszczam, że podczas poprzednich odwiedzin|musiała się ujawnić;
pewnie zezłościła się na Bonnie,|może ją biła.
A potem Bonnie powiedziała:|"Wracaj taka jak dziś, mamusiu."
Więc tym razem to musiała być Jane,|gdy mnie zamroczyło.
I ona była dobra dla Bonnie.
Było:
miałam dziwne przeczucie,|że już jej nie zobaczę,
Jest:
miałam straszliwe przeczucie,|że już jej nie zobaczę,
Było:
będzie za to inna kobieta,|wyglądająca tak samo.
Jest:
przyjdzie za to inna kobieta,|wyglądająca tak samo.
Było:
Przeczucie.
Teraz wszystko mi jedno.
Brak mi sił by być matką.
Brak mi sił na cokolwiek.
Jest:
Nie wiem, tak czuję.
To nie szkodzi. Już się nie martwię.
Nie dam już rady być matką.
W zasadzie, do niczego|teraz się nie nadaję.
Było:
Jeśli ona zrozumie ile miłości i zrozumienia|potrzeba naszej małej dziewczynce,
wtedy mogę umrzeć.
Jeśli zapewni jej dobrą opiekę|w moim zastępstwie.
Jest:
Jeśli ona zrozumie, ile miłości i łagodności|będzie potrzeba naszej małej dziewczynce,
wtedy mogę spokojnie umrzeć.
Jeśli ona dobrze się nią zaopiekuje,|zamiast mnie.
Było:
Tak, to ja wyszłam w niedzielę.
Jest:
Tak, to ja pojawiłam w niedzielę.
Było:
Grały w piłkę.|Odbijanie do siebie nawzajem.
Jest:
Bawiły się piłką.|Odbijały ją do siebie nawzajem.
Było:
Proszę bardzo.
Jest:
Uważaj.
Było:
Ok, raz jeszcze.
- Wpadła pod dom.|- W porządku kochanie, wydostanę ją.
Jest:
Dobrze, jeszcze raz.
- Wpadła pod dom.|- W porządku, kochanie, wydostanę ją.
Było:
Czułam zapach świeżej ziemi,|jak kiedyś dawno temu.
Jest:
Czułam zapach świeżej ziemi,|jakby z dawna znajomy.
Było:
I wciąż nie pamiętasz nic|ze swego dzieciństwa?
Jest:
Ale wciąż nie pamięta pani nic|ze swego dzieciństwa?
Było:
Przypuszczasz, że Ewa Biała|może coś pamiętać?
Jest:
Czy sądzi pani, że Ewa White|może pamiętać jakieś zdarzenie?
Było:
Pani Biała?
Jane powiedziała mi,|że kiedy wyszła w niedzielę,
bawiłyście się z Bonnie w łapanie piłki.
Piłka wpadła pod dom|i ona poszła po nią.
Kiedy się tam znalazła,|miała uczucie, że znów jest mała,
że jest dzieckiem.
Dziwne i trochę przerażające uczucie,|że już tam kiedyś była.
To dla niej coś ważnego.
Czy przypominasz sobie, kiedy byłaś mała,|takiego rodzaju przeżycie?
Jest:
Pani White?
Jane powiedziała mi,|że kiedy pojawiła się w niedzielę -
- wtedy gdy bawiłyście się z Bonnie piłką -
- piłka wpadła pod dom|i Jane musiała się za nią wczołgać.
Kiedy znalazła się pod domem,|poczuła się nagle mała.
Jakby była dzieckiem.
Doznała dziwnego niepokoju,|tak jakby już kiedyś tam była.
Z czymś jej się to|podświadomie kojarzyło.
Czy przypomina pani sobie coś podobnego|ze swojego dzieciństwa?
Było:
Czy pamiętasz coś takiego z wieku 5-6-7 lat?
Jest:
Proszę sięgnąć pamięcią do czasów,|gdy miała pani około 5, 6, 7 lat...
Było:
Może hipnoza pomoże?|Zgodzisz się?
Jest:
Może hipnoza pomoże?|Zgodzi się pani?
Było:
Mała dziewczynka na farmie.
Mała dziewczynka bawiąca się|wokół domu, w ogrodzie.
Czasami bawisz się pod domem, prawda?
Jest:
Jesteś małą dziewczynką na farmie.
Małą dziewczynka bawiącą się|na podwórku za domem.
Czasami bawisz się też pod domem, prawda?
Było:
Wciąż bawisz się wokół domu.|W ogrodzie.
Czy wciąż czasami wchodzisz pod dom?
Jest:
Wciąż bawisz się wokół domu.|Na podwórku.
Czy dalej czasem wchodzisz pod dom?
Było:
Czy pamiętasz jakiś szczególny moment
kiedy coś ci się stało|kiedy tam weszłaś?
Jest:
Czy pamiętasz teraz| jeden szczególny wypadek,
gdy coś ci się przydarzyło,|kiedy byłaś pod domem?
Było:
Czy piłka wpadła pod dom?
Jest:
Czy pod dom wpadła piłka?
Było:
Najpierw daj mi moją|chińską, błękitną filiżankę.
Jest:
Najpierw daj mi| moją błękitną filiżankę.
Było:
Nie lubię tych kwiatów.|Proszę, nie.
Mamo, proszę, ja nie chcę.|Za dużo tu osób.
Proszę... Mamo, nie zmuszaj mnie.
Mamo, proszę, nie zmuszaj...
- Pani Biała?|- Co pan jej robi?
- Ewa?|- Oczywiście. Do czego zmierzasz?
Zainteresowało mnie, co Jane powiedziała|o siedzeniu pod domem.
Domem twojej matki, prawdopodobnie|kiedy miałaś 6 lat.
To bardzo zdenerwowało panią Białą.|Pamiętasz, co to było?
- Nie zwracałam wtedy uwagi na wiele rzeczy.|- Ale już wychodziłaś?
Jest:
Tam jest za dużo kwiatów.|Proszę, nie.
Mamo, proszę, ja nie chcę.|Tu jest za dużo ludzi.
Proszę... Mamo, nie każ mi.
Mamo, proszę, nie każ...
- Pani White?|- Co ty z nią wyprawiasz?
- Ewa?|- Oczywiście. Co w ten sposób chcesz osiągnąć?
Powiem ci. Jane naprowadziła mnie na ślad.|Coś zaszło podczas zabawy pod domem -
- pod podłogą rodzinnego domu.|Prawdopodobnie, gdy miałyście 6 lat.
Dla pani White to wstrząsające wspomnienie.|Czy pamiętasz, co się wtedy stało?
- Mnie mało co obchodziło w tym czasie.|- Ale już wychodziłaś?
Było:
Mówiła ci o tych wszystkich laniach,|które dostała za niepopełnione winy?
Co tu teraz robisz?|Nie wzywałem cię.
Jest:
Nie wspominała ci, ile za mnie|zebrała w skórę?
A właściwie, skąd się tu teraz wzięłaś?|Nie wzywałem cię.
Było:
Wiesz coś o błękitnej, chińskiej filiżance?
Nic takiego nie pamiętam.|Jak długo to jeszcze potrwa?
Dopóki nie dotrę do jądra problemu.
- A ile czasu to zajmie?|- Nie mam pojęcia.
Jest:
Wiesz coś o błękitnej filiżance?
Przecież mówiłam, że niczego nie pamiętam!|Ile to jeszcze będzie trwało?
Dopóki nie dojdziemy sedna problemu.
- A długo to będzie?|- Nie mam pojęcia.
Było:
Przestaje mi się to podobać.
Jest:
To chyba koniec zabawy.
Było:
Nie tak jak kiedyś.
Jest:
To już nie to, co kiedyś.
Było:
Sama nie wiem.|Teraz jest inaczej,
kiedyś wiedziałam wszystko Ewie Białej|a ona o mnie nic.
Jest:
Sama nie wiem.|Kiedyś wszystko było inaczej.
Ja wiedziałam wszystko Ewie White|a ona o mnie nic, i byłyśmy tylko dwie.
Było:
Teraz wszystko się zmieniło
Jest:
Ale to już przeszłość, prawda?
Było:
Mówiła ci?
Kiedy ją zapytałem.
Jest:
I opowiada ci?
Gdy ją o to proszę, owszem.
Było:
- Ty mówiłaś mi o pani Białej.|- Tak, ale ona nic ciekawego nie robiła.
Wiesz co, doktorku?
Jest:
- Ty mówiłaś mi o pani White.|- Tak, ale ona nic ciekawego nie robiła.
Wie pan co, doktorze?
Było:
Pamiętasz tę czerwoną sukienkę?|Tę z głębokim dekoltem?
Jest:
Pamięta pan tę czerwoną sukienkę?|Tę z głębokim dekoltem?
Było:
Chciałabym, żebyś ją dostał.
Taka sukienka, dla mnie?
Chciałabym, żebyś ją dostał,|gdyby coś się stało.
Co masz na myśli, kiedy mówisz...?
Coś się zbliża.
Nie wiem, co to jest,|ale coś się zbliża.
Myślisz, że nigdy nie wyzdrowiejemy, prawda?
Jest:
Chciałabym, żeby pan ją sobie wziął.
Ja mam wziąć sukienkę z dekoltem?
Chciałabym, żeby pan ją wziął,|gdyby coś się stało.
Co miałoby się stać?
Coś się dzieje.
Nie wiem, co się stanie,|ale coś wisi w powietrzu.
Tak naprawdę nie wierzy pan,| że kiedyś wyzdrowiejemy, prawda?
Było:
Ja myślę, że tak.
Jest:
Ja nie wierzę.
Było:
Pamiętam pierwszy raz|kiedy cię spotkałam.
Byłeś pierwszą osobą, której przyznałam kim jestem.|Pierwszą, które poznała mnie naprawdę.
Podobała ci się ta czerwona sukienka?
Bardzo.|Według mnie jest śliczna.
Chcę, żebyś ją dostał.
Jest:
Wciąż pamiętam nasze pierwsze spotkanie.
Tobie pierwszemu powiedziałam, kim jestem.|Nikt wcześniej o mnie nie wiedział.
Podobała ci się ta czerwona sukienka, prawda?
Bardzo mi się podobała.|Uważam, że jest śliczna.
Chcę, żebyś ją wziął.
Było:
Nie wiem, co miałoby ci się stać,
ale doceniam twój prezent.
Mogę teraz porozmawiać z Jane?
Jest:
Nie wiem, czemu coś|miałoby ci się stać,
ale bardzo doceniam twój dar.
Czy mogę teraz porozmawiać z Jane?
Było:
Do widzenia doktorku.
Do widzenia Ewo.
Jest:
Żegnaj, doktorze.
Do widzenia, Ewo.
Było:
O co jej chodziło, według ciebie?
Jest:
O co mogło jej chodzić?
Było:
Pamiętasz błękitną, chińską filiżankę?|Albo siedzenie pod domem?
- Nie.|- Pani Biała?
Jest:
Czy przypomniało ci się coś o błękitnej filiżance?|Albo o siedzeniu pod domem?
- Nie.|- Pani White?
Było:
Nie, Mamo!|Mamo, proszę, nie zmuszaj mnie!
Jest:
Nie, Mamo!|Mamo, proszę, nie każ mi!
Było:
Proszę, nie zmuszaj mnie,|Mamo, proszę! Proszę, nie...
Jest:
Proszę, nie każ mi,|Mamo, proszę! Proszę, nie...
Było:
- Jane, co się stało pod domem?|- Zmusiła mnie, żebym ją pocałowała!
Jest:
- Jane, co się stało pod domem?|- Kazała mi ją pocałować!
Było:
Evie! Evie?
Jest:
Ewa! Ewuniu?
Było:
Chodź, Evie. Nie chcę|tam po ciebie schodzić.
Jest:
Chodź, Ewka. Nie chcę|tam po ciebie wchodzić.
Było:
Pocałuj babcię na do widzenia.
Nie będziesz za nią tak tęsknić,|jeśli ją pocałujesz.
Wiem dobrze.
Proszę, nie zmuszaj mnie.|Nie chcę. Tato.
Evie, kochanie.|Evie, zrobisz, jak mama każe.
Jest:
Trzeba babcię pocałować na pożegnanie.
Nie będziesz potem za nią tak tęsknić,|jeśli ją pocałujesz.
Sama wiesz.
Proszę, nie każ mi.|Ja nie chcę. Tatusiu!
Ewuniu, kochanie.|Ewuniu, zrób, jak mama mówi.
Było:
- Nie zmuszaj mnie, proszę.|- Nie będziesz wtedy za nią tęsknić.
- Mamo, ja nie chcę.|- Musisz pocałować ją na do widzenia.
Jest:
- Nie każ mi, proszę.|- Nie będziesz wtedy tak bardzo tęsknić.
- Mamo, ja nie chcę.|- Musisz pocałować ją na pożegnanie.
Było:
Proszę, proszę, nie chcę.
Pocałuj ją i nie będziesz tęsknić.
Jest:
Proszę, proszę, ja nie chcę.
Pocałuj ją, żeby tak nie tęsknić.
Było:
że pocałowanie zmarłej to łagodne pożegnanie,|które zmniejszy tęsknotę za nią.
Jest:
Ucałowanie zmarłej miało być czułym pożegnaniem,|które zmniejszy tęsknotę za nią.
Było:
A teraz, dużo myślisz o śmierci?
Jest:
Czy dużo myślisz teraz o śmierci?
Było:
Tylko...
"Życie to miasto pełne zagubionych ulic,
śmierć zaś to rynek|gdzie się spotykamy."
Tylko tyle. Kiedyś nadejdzie.
Jest:
A jeśli już, to że...
"Życie to miasto, krętych pełne ulic,
A śmierć - wielki rynek, który wszystkie tuli."
Ot tyle. Kiedyś nadejdzie.
Było:
- Nie Szekspir?|- Gdzie się tego nauczyłaś?
Jest:
- Chyba Szekspir?|- A gdzie się go nauczyłaś?
Było:
Pan Montgomery powiedział nam go pewnego dnia.
Jest:
Pan Montgomery powiedział go nam pewnego dnia.
Było:
A kto był twoim pierwszym nauczycielem?|Na samym początku nauki szkolnej?
Jest:
A kto był twoim pierwszym nauczycielem?|Gdy zaczęłaś chodzić do szkoły?
Było:
A... kiedy przenieśliśmy się do Richmond|była panna Patterson, w czwartej klasie.
Jest:
A... później przenieśliśmy się do Richmond|i w czwartej klasie uczyła mnie panna Patterson.
Było:
- Mam wymieniać?|- Proszę.
W Richmond mieszkaliśmy na piątej alei.
Pod numerem 27.
Jest:
- Mogę wymieniać?|- Spróbuj.
A w ogóle to w Richmond|mieszkaliśmy na piątej ulicy.
Pod numerem 237.
Było:
Rickiem i Mary Lou Thompson.
Pan... Thompson pracował na kolei,|w sklepie z silnikami.
Pamiętam jedną niedzielę,|kiedy zabrał nas wszystkich do sklepu.
Ricka i Mary Lou, Florence i mnie.
Jest:
Thompsonowie mieli Ricka i Mary Lou.
A pan Thompson pracował na kolei,|w lokomotywowni.
Bo pamiętam, jak pewnej niedzieli,|zabrał nas tam oglądać parowozy.
Ricka, Mary Lou, Florence i mnie.
Było:
- Pamiętam.|- Czy mogę rozmawiać z panią Białą?
- Musi pan?|- Pani Biała?
Jest:
- Pamiętam.|- Czy mogę rozmawiać z panią White?
- Czy to konieczne?|- Pani White?
Było:
- Odeszły.|- Ewo Czarna?
Jest:
- Odeszły.|- Ewo Black?
Było:
{y:i}To był koniec 1953-go roku.
{y:i} 17-tego września 1955,
Jest:
{y:i}To było jesienią 1953 r.
{y:i}Zaś 17-tego września 1955 r.