o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
53639 (jako 'było') z ID:
69465 (jako 'jest').
Było:
>|>
>|>
Glengarry.Glenross.1992.INTERNAL.DVDRip.XviD-TDF
Jest:
napisy opracowali:| groh.v@wp.pl i george.III@interia.pl
>|Glengarry.Glen.Ross.1992.iNTERNAL.DVDRip.XviD-CFE
Było:
Cześć kochanie.| Co u ciebie?
To dobrze.| Co on powiedział?
Nadal tam jest?| Dawno wyszedł?
Zatrzymuję się tutaj,| mam małe spotkanie,
i będę ...| Chciałbym.
Tak szybko jak będę mógł.| Tylko się tam dostanę i...
Tylko się tam dostanę i obiec...| I obiecuję Ci, że wszystko będzie dobrze.
Stek bzdur.| Strata czasu.
Dzień dobry, chciałbym rozmawiać|z Dr Lowenstein.
To jest raczej ważne.| Mogłaby mnie pani z nim połączyć?
Z takimi zasadami można zrobić tylko kupę gówna.
Przysięgam na Boga, Shel,| nigdzie się dzisiaj nie wybieram...
Witam pani Swoboda,| tutaj Dave Moss.
Tak, rozmawialiśmy wczoraj.
Przed chwilą na Rio Rancho Estates,| mieliśmy gorącą sytuację.
Prezes naszej firmy| będzie w mieście tylko przez jeden dzień,
...i ma pewne paczki...|- Doktorze...
Cóż, mogłaby mnie pani...| Co pani ma na myśli?
Nie ma go tam?| Muszę z nim porozmawiać.
Jest:
Cześć kochanie. Co u ciebie?
To dobrze. Co powiedział?
Jest tam? Dawno wyszedł?
Zatrzymuję się tutaj, mam małe spotkanie,
I będę ... chciałbym.
Tak szybko jak będę mógł. Tylko się tam dostanę i...
Tylko się tam dostanę i obiec... I obiecuję Ci,| że wszystko będzie dobrze.
Kupa gówna. Strata czasu.
Dzień dobry, chciałbym rozmawiać doktorem Lowensteinem?
Raczej ważne. Mogłaby mnie pani z nim połączyć?
Nie zarobię ani grosza na tych martwych zleceniach.
Przysięgam na Boga, Shel, nigdzie się dzisiaj nie wybieram...|... witam, pani Swoboda, mówi Dave Moss.
Tak, rozmawialiśmy wczoraj o posiadłości Rio Rancho,
...sytuacja się wyklarowała.
Prezes naszej firmy będzie w mieście tylko przez jeden dzień,
...i ma pewne propozycje...
Doktorze ... mogłaby mnie pani...|Co pani ma na myśli?
Nie ma go tam?|Muszę z nim porozmawiać.
Było:
Nie, nie będę osiągalny.| Zadzwonię do niego.
On ma pewne paczki...| pewne wybrane paczki
które mam dla niego przechować| przez następne 48 godzin.
Jest:
Nie, będę zajęty. To ja zadzwonię do niego.
On ma pewne parcele... pewne wybrane parcele
które mam dla niego zatrzymać przez następne 48 godzin.
Było:
Może dzisiaj wieczorem o 10,| albo jutro o 8?
Okay.
Okay, więc o której?
Posłuchaj, posłałaś...| nie, nie, posłuchaj mnie...
Mam 48 godzin na to | by zarobić dla ciebie dużą kasę.
Jest:
Może dzisiaj wieczorem o 10, albo jutro o 8?
Dobrze.
Dobrze, więc o której?
Posłuchaj, posłałaś ... nie, nie, posłuchaj mnie...
Mam 48 godzin żeby zarobić dla ciebie dużą kasę.
Było:
Nie pozwalają ci kierować,| nie dają poparcia,
nie dają niczego.|- Taa.
A potem rozszarpują nas | na jakiejś konferencji sprzedaży.
Kiedy w końcu nauczą się tej przeklętej rzeczy?
Wszystko co zrobią to zamkną ci usta.
Przysięgam na Boga, Shel,|nie mam rozumu by przejść przez ulicę.
I chyba zgłupiałem by pójść z tobą,| jeśli oni wzięliby mnie.
Nigdy nie wiesz...| Mówiłem Jerry'emu Graff w zeszłym tygodniu.
Muszę oddzwonić do tych leni.
Nie mogę z nimi zarobić przeklętego dolara,
a ty zabijasz moją dupę wprost na ulicy.
- Przepraszam, że nie jesteś zadowolony.|- To słodkie,
ale prowadzisz to biuro | jak ostatni palant.
Przejedziesz się... --| Robisz pieniądze, my robimy pieniądze.
- Chciałbym, żebyś zarobił więcej kasy.|- Więc nie marnuj mojego czasu.
- Konferencja sprzedaży?|- Strategia pochodzi z centrum miasta.
Oh, strategia?| Strategia?
- Cóż, myślę, że uda mi się.|- A ja nie.
Jest:
Nie dają dobrych adresów , żadnej pomocy,
...ni cholery.
Pakują nas na jakieś konferencje|na których jeszcze nikt nie zarobił ani centa
poza tym krzykaczem na mównicy.
Przyrzekam że, pójdę do konkurencji.
Zrobiłbym to samo gdyby mnie przyjeli.
Nigdy nie wiadomo... Tydzień temu rozmawiałem Jerry Graff'em.
Muszę oddzwonić do tych naciągaczy.
Dzieciaku dupę można sobie potłuc o te twoje zlecenia.
- Przykro mi żę, jesteś nie zadowolony,
- Pięknie ale prowadzisz te biuro jak kaleka.
Jesteś tu na prowizji. Ty robisz kasę, i my ją robimy .
- Chciałbym, żebyś zarabiał.|- Więc daj lepsze zlecenia.
...i nie baw się w konferencje.|-To strategia kierownictwa.
Strategia? Strategia... olewam to.
- Nie radzę.
Było:
- Shelly.|- John.
Jesteś gotowy zrobić to lub umrzeć dzisiaj wieczorem?
Oh tak, jak zawsze, John.
Jak zawsze, John.| Jedna rzecz...
mówiliśmy o regułach.| Mamy jakieś nowe?
O tym porozmawiamy na spotkaniu.
Doprawdy? Zauważam w tym niewielką przeszkodę.
Widziałem twoje wielkości obrotów sprzedaży.
To są reguły.| Daj mi lepsze...
O tym właśnie będziemy rozmawiać.
Mam związane ręce...| problemy osobiste.
- Mógłbym się podeprzeć.|- Po spotkaniu.
- Słyszałem o nowych regułach Glengarry...|- Po spotkaniu, Shel.
- Hej, Ricky.|- Cześć, John.
- Wilgotno dzisiaj.|- Co?
- Wilgotno dzisiaj.
- Może to zmniejszy gorąco.|- Tak.
Al, daj mi szybkiego J & B, dobra?| Podwójnego.
Siemanko, Al.
- Mówią, że...|- Co?
Mówią, że w południe w centrum było bardzo gorąco,
dorośli ludzie na ulicy| podchodzili do policjantów
i błagali by ich zastrzelili.
Mówią, że nie powinieneś pić | alkoholu kiedy to jest tak gorąco.
- Kto to mówi?|- Gdzieś to przeczytałem.
Podobno to cię odwadnia.
Mówią, że powinno się pić wodę,
ale podpisuję się pod prawem | zróżnicowanej opinii publicznej.
Jeśli każdy myśli o czymś w jeden sposób,| twierdzę, że zawsze istnieje inny.
Dołączony, do tych,| o których wiesz, że są niepoprawne.
O tym właśnie mówię.
- Przyhamuj dziś wieczorem.|- Oh, tak.
Przypuszczam , że wszyscy są do domu.
Jeśli będzie dzwonić moja córka, albo ktokolwiek inny,
będę w biurze.| Dzięki.
Miałem już na haczyku tę babkę z White Plains...
pięć modułów, View Mountain...| Co się stało?
Powiedziała, że musi to skonsultować z prawnikiem.
- Pozwoliłeś jej na to?|- A co innego mogłem zrobić?
- Nie wiem.|- Shelly.
- Co?|- Kim jest ten gość?
Nie mogę ci powiedzieć.
Nie podoba mi się ta cała sprawa,| potrzebuję jakiegoś rozwiązania.
- Nie wyczerpią się...
Bogaty staje się bogatszy,| bo taki jest system prawny.
Kto należy do BM...?
Jest:
Sukces lub smierć?
Zawsze gotów. Jedna sprawa...
mówiliśmy o zleceniach.|Mamy jakieś nowe?
- O tym porozmawiamy na spotkaniu.
- Bo z tym idzie mi jak po grudzie.
- Wiem widziałem twoje wyniki.
- Mógłbyś dawać mi lepsze zlecenia.|John...
- Dziś o tym porozmawiamy.
- Mam ostatnio kłopoty osobiste...
- Mógłbyś mnie potraktować ulgowo.|- Po spotkaniu.
- Nowe zlecenia na Glengarry...|- Po konferencji.
- Cześć, Ricky.
- Ale leje...
- Mówię, że pada.
- Może zrobi się chłodniej.
Daj mi podwójny J&B.
Cathy Sark.
- Mówią, że...
Mówią, że w śródmieściu było tak gorąco...
...że ludzie prosili policjantów...
...żeby ich zastrzelili.
Podobno lepiej nie pić w taki upał.
- Skąd wiesz?|- Gdzieś to przeczytałem.
Bo odwadnia się organizm.
Powinieneś pić wodę,
Ja jednak jestem zwolennikiem|przekornej opinii publicznej.
Zawsze mam inne zdanie niż większość.
Pod warunkiem że, wiesz że, się mylą.
Właśnie to mówię.
- Mały dziś ruch.
Wszyscy siedzą w domu.
Jeśli będzie dzwoniła moja córka, albo ktoś inny,
będę w biurze.
Mam na haczyku babkę z White Plains...
Pięć działek na Mountain View...
...ale musi wpierw porozmawiać z adwokatem.
- I co pozwolisz jej na to?|- A co innego mogę zrobić?
- Nie wiem.
- Co to za facet Sheley?
Nie wiem.
Nie podoba mi się to.
Lepiej daliby więcej zleceń.
Tak to już jest że,|bogaci się bogacą.
Czyje to BM...?
Było:
A gdzie jest pan Roma?
Nie jestem psem, więc nie wiem, nieprawdaż?
Proszę o chwilę uwagi.
O czym mówię?| Mówię o...
tej sprzedaży, którą spieprzyliście,
żaden sukinsyn | nie chce kupić tej ziemi,
nikt nie chce tego co sprzedajecie,
jak na razie próbujecie tylko kręcić.
Porozmawiajmy o czymś ważnym.
- Są tu wszyscy?|- Oprócz jednego.
Zacznę tak czy owak.
Porozmawiajmy o czymś ważnym.
Odstaw tę kawę.
Kawa jest tylko dla tych co kończą sprawy.
Myślisz, że się z tobą pieprzę?
Nie pieprzę się z tobą.
Jestem z centrum miasta.
Od Mitch & Murray.
Jestem tu na misji litości.
- Nazywasz się Levene?|- Tak.
I twierdzisz, że jesteś sprzedawcą,| ty sukinsynu?
Jest:
- A gdzie jest pan Roma?
- Nie prowadzę go na smyczy, więc nie wiem.
- Proszę panów o chwilę uwagi.
Bo co tam biadolicie?
Biadolicie, że jakiś skurwiel nie chce kupić ziemi...|...jakiejś dziwce nie podoba się to co oferujecie.
Pomówmy poważnie.
- Czy to już wszyscy?|Oprócz jednego.
Zaczynamy.
Porazmawiajmy poważnie.
ODSTAW TĘ KAWĘ.
Kawę piją tylko ludzie sukcesu.
Myślisz, że pierdolę?
Nie, nie pierdolę.
Jestem z zarządu.
Od Mitcha & Murraya,
przyjechałem z misją łaski.
- Ty jesteś Levene?
Uważasz się za agenta,|ty skurwysynu?
Było:
Oczywiście, że nie musisz, bo mam|dla ciebie dobrą wiadomość - jesteś zwolniony.
Zła wiadomość jest taka, że macie... wszyscy...
tylko tydzień | by odzyskać swoje stołki,
zaczynając od dzisiaj wieczorem...| od teraz.
Teraz mnie słuchacie?
Dobrze...
Ponieważ dodamy małe co nieco
do konkursu sprzedaży w tym miesiącu.
Jak wszyscy wiecie, pierwszą nagrodą | jest cadillac Eldorado.
Chcecie wiedzieć jaka jest druga?
Otóż drugą nagrodą jest komplet noży do steku.
A trzecią - wylanie z pracy.
Zrozumieliście jak to wygląda?| Będziecie się teraz śmiać?
Macie teraz reguły.| Mitch & Murray słono za nie zapłacili.
Otrzymaliście ich nazwę | by ich sprzedać.
Nie możecie spaprać | tego co wam dano,
nie możesz spaprać tego gówna,| jesteście gównem!
Pożegnajcie się ze ścianami i kumplami,|bo spadacie stąd!
- Te reguły są słabe.|- Słabe?
To pieprzone reguły są słabe?| Ty jesteś słaby.
Siedzę w tym biznesie od 15 lat.
- Jak się nazywasz?|- Pierdol się...
Tak się nazywam!| Wiesz dlaczego?
Bo przyjechałeś Hyundai'em| by się tu dostać,
a ja BMW za 80 tys. dolarów.| To moje imię.
A twoje imię to "Chciałbym"
Nie możesz zagrać w męską grę?| Nie możesz się nawet do niej zbliżyć?
Więc idź do domu i opowiedz swojej żonie o kłopotach.
Bo tylko jedna rzecz liczy się w życiu...
dopaść ich i uzyskać podpis!
Słyszycie mnie, wy popaprańcy?
"A-B-C"
Zawsze Dokończ Sprawę
Zawsze Dokończ Sprawę
Zawsze Dokończ Sprawę
"A-I-D-A"
Uwaga, Interes, Decyzja, Działanie
UWAGA...| Mam waszą uwagę?
INTERES...| Jesteście zainteresowani?
Wiem, że jesteście,| bo albo to pieprzycie albo wchodzicie.
Albo kończysz albo rozbijasz mur.
DECYZJA... |Podjęliście swoją decyzję dla Chrystusa?
I DZIAŁANIE...|"A-I-D-A."
Wyłaź stamtąd...| masz przed sobą perspektywy.
Myślisz, że oni w to weszli,|by wydostać się spod deszczu?
Ci goście nie muszą dużo robić| żeby nie chcieć kupić.
Siedzą tam i czekają by dać ci swoje pieniądze.
Weźmiesz je?
Czy masz wystarczające jaja by je wziąć?
Jest:
Oczywiście że, nie |dobra wiadomość...już tu nie pracujecie.
Zła, macie tylko,
tydzień by odzyskać swoje posady,
począwszy od dzisiaj...od dzisiaj wieczorem.
Nadstawiliście już uszu?
To dobrze...
Bo dodaliśmy coś do współzawodnictwa w transakcjach.
Jak wiecie, pierwszą nagrodą |jest Cadillac Eldorado.
Chcecie zobaczyć drugą ?| Jest nią...
...zestaw noży do steków.
Trzecia nagroda ... lądujesz na bruku.
Kapujesz? Jeszcze ci do śmiechu?
Za te zlecenia, Mitch & Murray dobrze płacą.
Łapcie adresy i sprzedajcie |im ziemię.
Jeżeli wam się nie uda to...
jesteście gówno warci...
i wylatujecię z hukiem.
- Te zlecenia są do kitu. Zlecenia?
Pierdolone zlecenia są do kitu?|To wy jesteście do dupy.
Pracuję w tym 15 lat.
- Jak się nazywasz?|- Pierdol się... tak się nazywam!
A wiesz dlaczego chłopaczku?
Bo ty przyjechałeś tu Hyundai'em...
a ja BMW za 80 tys. dolarów.| Tak się nazywam.
A ty nazywasz się Majster Bieda.
Nie przetrwasz w dżungli?|Nie dobijesz targu?
To idź się poskarzyć żonie.
Bo w tym życiu liczy sie tylko jedno...
Podpis na kontrakcie.
Słyszycie mnie,|jebanene pedały?
1 - 2 - 3
1 - Zawsze.| 2 - Dobić.| 3 - Targu.
Zawsze dobić targu.
Zawsze dobić targu.
U - Z - D - D
Uwaga,| Zainteresowanie,| Decyzja,| Działanie.
UWAGA ... Czy mam waszą uwagę?
ZAINTERESOWANIE ... Czy jesteście zainteresowani?
Jasne kurwa, że tak bo albo zawieracie umowę...| albo won na bruk.
DECYZJA ... Podjęliście wreszcie decyzję na rany Chrystusa | to działajcie.
To DZIAŁAJCIE.
U - Z - D - D
Myślicie że, manna spadnie wam z nieba.
Jeżeli ktoś się do was zgłasza...
to znaczy że, chce ubić interes.
Oni tylko czekają aby dać wam swoje pieniadze.
Weźmiecie je?
Trzeba mieć jaja żeby je wziąć.
Było:
W czym problem, koleżko?| Ty... Moss.
Jesteś takim bohaterem,| jesteś tak bogaty,
dlaczego marnujesz swój czas | z takimi jak my?
Jest:
- O co chodzi? Ty... Moss.
- Taki z ciebie bohater i bogacz,|to po co tracisz czas z takimi wałami?
Było:
- Widzisz go?|- Tak.
Jest wart więcej niż twój samochód.
W ubiegłym roku zarobiłem 970 tys. dolców.| A ty ile?
Widzisz, koleżko... oto kim jestem| a ty jesteś nikim.
Miły gość?| Co za gówno.
Dobry ojciec? Pierdol się...| idź domu i baw się z dziećmi.
Chcesz tu pracować...| Dokończ sprawę!
Myślisz, że to jest nadużycie?
Myślisz tak, ty obciągaczu?
Nie dasz rady, bo to nadużycie cię przerasta?
Nie podoba ci się, odejdź.
Mogę wyjść dzisiaj wieczorem...| i na materiałach, które masz...
zarobię 15 tys. dolców.| Dzisiaj... w dwie godziny!
Zrobisz to?
Zrobisz to?
Idźcie i zróbcie podobnie.|"'A-I-D-A."
Zaszalejcie, wy sukinsyny.| Zaszalejcie!
Jest:
Widzisz go?
Kosztuje więcej niż twój samochód.
W ubiegłym roku zarobiłem 970.000 $.| A ty?
Widzisz, koleżko... oto kim jestem,| a ty jesteś nikim.
Miły gość?| Sram na to.
Dobry ojciec? Chój z tym ...idź do domu bawić bachory.
Chcesz tu pracować ... dokończ sprawę!
Myślisz, że to obelgi palancie?
Tak myslisz lachociągu?
A jak znosisz obelgi podczas spotkań?
Nie podoba się, to wynocha.
Mając wasze zlecenia...
zrobię dzisiaj 15.000 $.|Dzisiaj... w dwie godziny!
Potrafisz to?
A ty?
Proszę bardzo. "U-Z-D-D."
Pokarzcie pazury , wy sukinsyny.
Było:
To znaczy mieć jaja z mosiądzu.
Idźcie i zróbcie to samo, panowie.
Pieniądze są tam...| wy je tylko podnieście, będą wasze,
nie zrobicie tego,| będę wami gardził.
Chcecie dzisiaj wyjść na takie interesy|i doprowadzić je do końca...
Zróbcie to...|Będą wasze.
Ale nie, wy wolicie pucować mi buty.
I dobrze wiecie co będziecie mówić.
Banda przegranych siedząca dookoła w barze,
"Oh tak, przywykłem do bycia sprzedawcą.| To twarda robota."
To są nowe reguły.
Reguły Glengarry.
Ale dla was są one jak złoto.| Lecz nie otrzymacie ich.
Jest:
Trzeba mieć jaja ze spirzu.
Do roboty mili panowie.
Forsa leży na ulicy|schylicie się macie ją...
nie wasza sprawa.
Macie dzisiaj spotkania?|Dobijcie targu.
Nie... Nie...
To będziecie mi czyścić buty.
I wiecie pierdoły co będziecie mówić...
siedząc przy barze...
"Kiedyś byłem agentem , to trudny kawałek chleba."
To są nowe zlecenia.
Dotyczące posiadłości Glengarry.
To szczere złoto.|Ale wy ich nie dostaniecie.
Było:
Bo dać je wam, to tak jakby je wyrzucić.
One są dla gości, którzy kończą sprawy.
Chciałbym życzyć wam powodzenia,
ale jeśli byście je otrzymali| nie wiedzielibyście co z tym zrobić.
Odpowiem wam na pytanie, koledzy...|"'Dlaczego tu jestem?"
Przyszedłem tutaj, ponieważ | Mitch & Murray poprosili mnie o to.
Poprosili mnie o przysługę.| Powiedziałem,"Prawdziwa przysługa...
to pójdź za moją radą | i odstrzel swoją pieprzoną dupę,
ponieważ przegrany będzie przegranym."
Tyle pieprzenia nonsensu...
traktowanie ludzi w taki sposób.
Kurwa, czy on w ogóle stąd wyjdzie?
- Konferencja sprzedaży Myszki Mickey.|- Nie to miał na myśli.
Jestem pewien, że nie myślał również o| zmniejszeniu zaangażowania w sprzedaż.
Gdzie jest Roma?| Gdzie do diabła jest Ricky Roma?
Przez cały ten czas, odkąd tu jesteśmy| mamy słuchać tego bełkotu?
Słucham? Pan Levene.| Jak ona się czuje?
Tak.| Obudziła się?
Oh, przyszedł doktor.| Co mówił?
Jest:
Bo byłoby to równe wyrzuceniu ich w błoto.
One są dla prawdziwych agentów.
Życzyłbym wam szczęścia...|ale i tak nie wiedzielibyście co z nim zrobić.
Odpowiadając na twoje pytanie koleżko,| "Dlaczego tu jestem?"
Ponieważ poprosili mnie o to Mitch & Murray.
A jeśli chciałbyś znać moje zdanie...
to poradziłbym im aby pozbyli się |twojej pierdolonej dupy.
bo frajer zawsze będzie frajerem.
Co za cholerna bzdura...
jak można tak traktować ludzi.
I czego się kurwa, do nas przyczepił?
- Karykatura narady handlowej.
- Nie mógł chyba mówić poważnie o tej |redukcji personelu.
- Gdzie jest do diabła Ricky Roma?|Kiedy my musimy słuchać tego gówna...
...tego bełkotu?
Słucham? Pan Levene.|Jak ona się czuje?
Tak.|Obudziła się?
Przyszedł doktor. Co mówił?
Było:
Myślę... Wiem, że jest.| Wiem, że ona jest.
Muszę kończyć.| Czy mogłaby pani przekazać jej to jak się obudzi?
Muszę kończyć.| Proszę jej powiedzieć, że zadzwonię z trasy.
Jest:
Myślę... Wiem, że jest.
Muszę wyjechać.|Czy mogłaby pani przekazać jej to jak się obudzi?
Muszę wyjechać.| Proszę jej powiedzieć, że zadzwonię z drogi.
Było:
Panowie, wysłuchaliście człowieka.
W czym miał być nam pomocny?
- Dziś wieczór...|- Co to? Przepraszam.
Pomocny w tym, że Mitch & Murray...
Pieprzyć Mitch & Murray!| Wykonuję swoją robotę,
i musiałem trafić na taką dziecinadę?
Nie ustanawiam zasad.| Dostaję pobory za prowadzenie biura.
Nie lubisz reguł, Dave?| Tam są drzwi!
Dwie reguły na dziś, dwie na jutro.
Jest:
Panowie, słyszeliście go.
I co z tego?
- Co ma być? Przepraszam.
- Chodzi o to, że Mitch & Murray...
- Pierdolić Mitcha & Murraya!|mam ich w dupie.
Nie muszę znosić tych głupot.
- Nie ja ustalam reguły.|Jak ci się nie podoba tam są drzwi!
Dwa zlecenia na dziś , i dwa na jutro.
Było:
najlepszy sprzedawca dostanie Eldorado.
- Kolejny zdołowany człowiek...|- Gdzie się podziały dobre maniery?
- Dałem wam reguły.|- Ale są one gówniane.
Są stare...|Widziałem ten napis 100 razy.
- Reguły są wyznaczone przypadkowo.|- A co z nowymi?
Nowe reguły...| Reguły Glengarry.
Mam je.| I zamierzam się do nich stosować.
Zostaną one wam przypisane,
według rankingu wielkości sprzedaży,| na początek dla Roma.
- Gdzie on jest?|- Nie martw się o niego.
On dostanie swoje reguły,| ty masz swoje.
On jest najlepszy na rankingu,| więc nie musi tutaj być?
Jest:
najlepszy dostanie Caddilaca.
- Gdzie są dobre zlecenia ?
- Te zlecenia to gówno.
Są stare...Widziałem te nazwiska setki razy.
- Zlecenia przydziela się losowo.|Gdzie są nowe zlecenia?
Dotyczące Glengarry.
Ja je mam.
Zostaną przydzielone najlepszym,
zaraz za Romą.
- Gdzie jest Roma?|- Nie martw się o niego.
Dostaliście swoje zlecenia.
Jest najlepszy to nie musi słuchać tego gówna?
Było:
Sugeruję wam... tym z was| którzy są zainteresowani
kontynuacją pracy w tej organizacji, żebyście wzięli się do roboty.
To chore. Same bzdury.
- Dziękuję za uwagę.|- Bzdury!
Jak mam rzekomo zakończyć tę sprawę?| Spójrz na to.
Miałem tego faceta wcześniej.| Byłem w jego domu dwa razy.
I... I nie mogę...| Nie mogę zakończyć tej sprawy.
Shelly, przypuszczam, że...
wyleją mnie z pracy.
Halo, pan Palermo?| Przepraszam.
Pan Speice?| Pan Robert Speice?
Tak,| mówi George Aaronow.
Jestem z Rio.| Rozmawiałem wcześniej z pańską żoną.
Jestem wiceprezesem Rio Rancho | Properties w Furman, Arizona.
Tak. Dzwonię z lotniska,| i patrząc na mapę,
widzę, że pan z żoną | mieszkacie niedaleko.
Mam raczej...| Raczej niezwykłe,
raczej dobre informacje | o posiadłości...
Hello? Mówi Sheldon Levene.
Proszę mnie dokładnie wysłuchać...| Zajmę tylko chwilę.
Mogę rozmawiać tylko z panią Nyborg.
Oh, pani Nyborg.| Proszę dokładnie posłuchać, pani Nyborg.
Dzwonię z Consolidated Properties of Arizona.
Nasz komputer wybrał panią spośród wielu tysięcy
zainteresowanych informacjami o naszych posiadłościach.
Obecnie, zgodnie z prawem federalnym,| jak pani prawdopodobnie wie,
nagroda musi zostać przyznana pani | nawet, jeśli nie jest pani
zaangażowana w plan rozwoju naszej ziemi.
Jedynym warunkiem umowy, oczywiście,| jest, równoczesny
podpis pani i pani męża| by odebrać nagrodę.
Będę w okolicy dziś wieczorem, najpóźniej jutro.
O której mógłbym spotkać się
zarówno z panią jak i z mężem?
Oczywiście, zaczekam.
- Stek pieprzenia nonsensu, co?|- Nie mogę zakończyć tych spraw.
- Nikt nie może zakończyć.|- Są stare.
Są prawie starożytne...| Bzdury.
Zrób coś aby się tam dostać...
Czasami myślę,|"Zastanawiam się, czy należę do tego biznesu."
wyślij tam faceta...| bez poparcia, bez zaufania.
I mówię, "Nikt nie może ich zakończyć"
- "Wtedy patrzę na Roma".|- Roma... pieprz Roma.
Ma farta...| trochę szczęścia.
Te reguły to śmieci.
Wtedy mówię,|"Dlaczego dawać mu dobre reguły?"
- On ich nie potrzebuje|- Wychodzisz?
Tak. Muszę wyjść.| Nie mogę się umówić.
- Próbowałeś?|- Tak. Coś ze mną nie tak.
O co chodzi?| Nie mogę się przemóc.
Weź swój płaszcz.| Wychodzisz ze z mną.
- Coś we mnie.|- Zapomnij o tym.
- Próbuję, próbuję.|- Mówiłem, żebyś o tym zapomniał, idziemy.
Nie mogę ich zakończyć.
Życie.
Przysięgam na boga, pracujesz całe życie...
- Zapomnij o tym, George.|- Roma, tak...
- Utalentowany.|- Utalentowany, moja dupa!
- Facet ma pasmo szczęścia.|- Nie, nie, nie.
Rzecz w tym, że pieniądz jest silny.
Ale kiedy czasy są napięte, to nic dobrego nie wyjdzie
z rzucenia, "po prostu wychodzę i sprzedaję."
Traktuj człowieka jak tylko chcesz,| ale nie możesz wychłostać martwego konia.
- Racja.|- Cały ten bajzel...
Sprzedasz 10000, wygrywasz cadillaca
przegrywasz, damy ci po dupie? To średniowieczne.
- Tak.|- To jest niewłaściwe.
Jest:
Czas ucieka... |jeżeli chcecie tu jeszcze pracować,
to weście się do roboty.
Jedno wielkie gówno.
- Dziękuję za uwagę.|- Gówno!
Jak mam to zrobić.
Miałem już tego faceta.|Byłem u niego dwa razy.
I nie mogę ... zakończyć tej sprawy.
Nic z tego nie bedzie Shelly,| jak mam ...
... wywalą mnie.
Pan Palermo? | Przepraszam.
Pan Speice? ... pan Robert Speice?
Tak,mówi George Aaronow.
Rozmawiałem wcześniej z pańską żoną.
Jestem wiceprezesem posiadłości Rio Rancho.
Tak. Dzwonię z lotniska,|ale widzę na planie,
że, państwo mieszkacie niedaleko.
Mam niezwykłe,
mam dobre informacje o posiadłości...
Mówi Sheldon Levene.
Mam mało czasu i mogę, rozmawiać tylko z panią Nyborg.
To pani.|Proszę posłuchać uważnie.
Dzwonię ze Zjednoczonych Posiadłości Arizony.
Nasz komputer wybrał panią z wielu tysięcy
zgłoszeń które do nas napływają.
Zgodnie z prawem federalnym,|musimy się z panią skontaktować
nawet jeśli nie jest pani obięta,
naszym planem rozwoju.
Jedyny warunek polega na tym że, |muszą państwo oboje z mężem,
podpisać się pod ofertą.
Pozostanę w tej okolicy dziś i może jutro.
Kiedy mogliby państwo,
spotkać się ze mną?
Oczywiście że, zaczekam.
- Pierdolone bzdury. | - Nie załatwię ich.
- Nikt tego nie zrobi.|- To starocie.
Starożytne ...|to głupota.
- Przysyłają tu jakiegoś idiotę...
- Czasami się zastanawiam|co ja tutaj właściwię robię.
- Wysyłają człowieka bez pomocy, bez zaufania.
- Mówię, "Nikt tego nie dokona"...
- Ale spójrz na Romę.| - Roma... jebać go.
Ma głupiego farta...
Te zlecenia to śmieci.
- Więc po co mu dobre zlecenia?
- Po co?|- Wychodzisz?
- Tak. Muszę.|Nie dam rady iść na spotkanie.
- Próbowałeś?|- Tak.
Coś jest ze mną nie tak.
- Załóż płaszcz. Pójdziemy razem.
- Coś we mnie jest.
- Próbuję, próbuję.|- Daj spokój.
- Ale nic z tego.
- Życie.
Przysięgam na Boga że, pracowałem całe życie...
- Zapomnij o tym, George.|- Inni tacy jak Roma, tak...
... mają jakiś talent.|- Chója tam talent!
- To chwilowe szczęście.|- Nie prawda.
Chodzi o to że, nikt nie ma pieniędzy.
Czasy są ciężkie.
Mówią nam, "idź i sprzedaj."
Ale z pustego i Salomon nie naleje.
- Nie.|- Te bzdury...
Sprzedaj za 10.000, to wygrywasz Cadillaca...|przegrywasz, lądujesz na bruku. Co za prymityw.
- Tak.|- To nie w porządku.
Było:
i wiesz kto jest za to odpowiedzialny?
- Kto?|- Wiesz, kto to jest.
To Mitch & Murray,|gdyż nie muszą postępować w ten sposób.
- Nie.|- Popatrz na Jerry'ego Graffa.
Jest czysty, robi biznes dla samego siebie,
Dostał listę...| z pielęgniarkami?
Widzisz. To myślenie.
Jest:
a wiesz kto jest za to odpowiedzialny?
- Kto?|- Wiesz, kto.
- To Mitch & Murray,|a przecież może być inaczej.
- Popatrz na Jerry'ego Graffa,
jest czysty,
ma listę tych swoich pielęgniarek.
Widzisz. Tak się pracuje.
Było:
a my co? 4%?
Za darmo.| Poprzez jakiś zamęt w biurze,
mówią nam,"Idź i zakończ sprawę, a może wygrasz cadillaca."
Graff wychodzi i kupuje.|Płaci największą sumę.
- Rozumiesz?|- Tak.
Dla reguł... to myślenie.|Teraz ma reguły,
we własnym interesie.| Co to jest? To myślenie.
Kto... kto ma porządną robotę,
regularną pracę,| kupę przez nikogo nie tkniętych dolców?
Jest:
Dlaczego dostajemy tylko 10% prowizji?
Dlaczego oddajemy 90%... za nic?
Dlatego że, jakiś kretyn mówi nam |"załatw sprawę to dostaniesz Cadillaca."
A Graff po prostu kupuje i płaci uczciwe premie.
- Rozumiesz, tak się pracuje.
Ma własne zlecenia i robi swoje... to jest coś,
we własnym interesie.
Kto... kto ma stałą pracę,
i te parę odłorzonych dolarów?
Było:
Graff idzie i kupuje pieprzoną listę pielęgniarek. Jeden wielki...
Kupił dwie, cholera.| 4000 albo 5000 pielęgniarek.
- On oszaleje.|- Poważnie?
- Tak, ma się bardzo dobrze.|- Słyszałem, że są oziębłe.
- Pielęgniarki?|- Tak.
Słyszysz dużo rzeczy.| A on postępuje dobrze.
- Z Oaks River?|- Oaks River, Farms Brook.
Całym tym gównem. Ktoś mi powiedział, że...| wiesz co, on się oddłuża?
- 14, 15 co tydzień.|- Sam?
O tym właśnie mówię.| Dlaczego? Bo ma reguły.
Ma dobre reguły.| Co?
A my ciągle tkwimy w gównie. Dlaczego?
Bo musimy dojść na sam szczyt, żeby je otrzymać.
19% z naszych sprzedaży płacimy do biura za reguły.
Nasze reguły są na górze telefonów i wielu rzeczy.
Czego potrzebujesz?| Telefonu?
Szerokiej płaszczyzny by mówić,"dzień dobry"?| Nie. Potrzebujesz reguł.
Cała rzecz to reguły, rozumiesz mnie?
Nie możesz sprzedawać w próżnię...| musisz dotrzeć do pieprzonego klienta.
Masz reguły, masz klientów... Wtedy możesz sprzedawać.
Tak czy inaczej, czego oni chcą od mojego życia?
Hello, Danny?| Dan, tutaj Shel Levene.
A tak, rozmawialiśmy...| dzwoniłem do ciebie pod koniec maja.
Byłem w mieście w mojej posiadłości w Rio Rancho i...
Arizona.
Żałuję, że nie mogliśmy się wtedy spotkać.
Danny, ta posiadłość, którą miałem | dla ciebie... jej wartość wzrosła...
Grace, Grace,| ile to było? 76 tys. dolarów.
Oh, Danny, szkoda, że nie było cię tam ze mną.
Słuchaj, siedzę tu po nocy...| Jutro musze wracać do domu,
i pomyślałem sobie, że zainteresowanie jakie wykazałeś po ostatniej podróży...
Spokojnie Grace. Danny,| Wiem, że nie żartujesz,
i z tego powodu poprzesuwam moje spotkania
i upewnij się...| Och, ojej, chciałbym...
W porządku, Danny.| Tak, wszystko gra.
Wychodzisz gdzieś wieczorem, Shelly?
Co to za bzdury z tą promocją sprzedaży?
To nie bzdury.| Po prostu tak jest.
Masz zamiar wysadzić ludzi z dołu rankingu?
Po prostu i to bez żadnych reguł.
- Reguły pochodzą z centrum miasta.|- Mam tu problem, John.
Jest:
Graff kupuje pierdolone spisy pielęgniarek.
Płaci najwyżej dwa patyki, |i ma 4000, 5000 pielęgniarek.
- Taki to pożyje.
- Słyszałem że, ciężko się im sprzedaje.
- Pielęgniarkom?
Dużo się słyszy.|Idzie mu wręcz znakomicie.
- Z Oaks River?|- Z Oaks River, Farms Brook, wszystkim. Ktoś mi mówił że wycina z tego...
- ... 14, 15 tysięcy tygodniowo.|- Sam?
No właśnie.|A dlaczego?
Bo ma świetne zlecenia.
A my... my siedzimy po uszy w gównie. Dlaczego?
Bo musimy iść do nich po zlecenia...
i dać za nie całe 90%.
- Oprucz zleceń wchodzi to utrzymanie biura...
- Czego potrzebujesz?|Telefonu?
Sekretarki żeby mówiła,"dzień dobry"?
Chodzi tylko o dobre zlecenia.|O nic więcej.
Nie możesz trafiać w próżnię, potrzebujesz cholernego klienta.
Masz zlecenia, masz klienta... sprzedajesz.
Czego oni jeszcze ode mie chcą?
Hello, Danny?|Dan, mówi Shel Levene.
Dzwoniłem do ciebie w końcu maja.
Przyjechałem do miasta z mojej|posiadłości Rio Rancho i...
... w Arizonie.
Szkoda że, się wtedy nie spotkaliśmy.
Skoczyła wartość tego kawałka ziemi, |który dla ciebie miałem.
Grace, Grace, ile to było? |76.000 $.
Danny, szkoda że wtedy nic nie wyszło.
Zostaję tu tylko na tę noc,|jutro muszę wracać do domu,
pomyślałem że, skoro wtedy tak cię to zainteresowało...
Chwileczkę Grace.|Wiem, że jesteś poważny,
i właśnie dlatego chcę znaleść czas na spotkanie z tobą.
no cóż... chciałbym.
No cóż, Danny, szkoda.
- Masz dziś jakieś spotkanie, Shelly?
- Co to za gówno z tą nagrodą?
- To nie gówno, to prawda.
- Zwolnisz ludzi z dołu listy?
- To kierownictwo ustala reguły.
- Mam mały problem, John.
Było:
- Muszę lecieć do domu.|- Zrób mi uprzejmość... 5 minut?
Od 2 godzin próbuję się dostać do domu.
Muszę iść do domu, na godzinę| posiedzieć z dzieciakami, wrócić tutaj,
sprawdzić czy ktoś z was zakończył sprawę, wziąć kontrakt...
- Co powiesz na 1 minutę?|- O co chodzi?
- Nie mogę zrozumieć tych reguł.|- Więc...
Nie wyskoczyłbyś... nie wyskoczyłbyś na sekundę ze skóry kierownika...
To jest tylko rozmowa między| dwoma facetami, mam rację? Tylko rozmowa.
Dostałeś nowe reguły.| Gdybyś mógł... poczekaj.
Reguły Glengarry są wyłącznie dla najlepszych.
Poczekaj.| Gdybyś dał mi dobre reguły...
Ostatnie jakie ci dałem odrzuciłeś.
Nie, nie... zaczekaj, mógłbyś?
Nie odrzuciłem. Jedną sprawę skopałem, ale drugą zakończyłem.
- Nie zakończyłeś tego.|- Wysłuchasz mnie?
Skończyłem z tym sukinsynem!| Jego ex! John, jego ex!
Nawet nie wiedziałem, że był żonaty.| Sędzia to unieważnił.
Shelly...
Czym była ta robota, co?| Pechem. Tylko tym.
Błagam cię, nie odgrzebuj tego...| Zapomnijmy o tym.
Właśnie o to chodzi, to tylko tym było| i wszystko czym pozostało.
Modlę się, żeby się tobie nic takiego nie trafiło| To wszystko, co mam do powiedzenia.
Gówno, z którym muszę sobie poradzić.| Williamson...
Spójrz na arkusze.| Spójrz na arkusze.
1987, 1988, sześć miesięcy w 1989 kto jest na topie?
- Roma.|- Pod nim?
- Moss.|- Gówno prawda, John!
Od kwietnia do września to ja...| żaden pieprzony Moss.
Ze względu na szacunek, on zbiera zamówienia.
Pogadajmy... Rozmowy to dobra gra,| ale spójrz na ranking, to ja.
- Ostatnio chyba nie ty.|- Ostatnio może i nie...
Cóż, ostatnio...| Pocałuj mnie w dupę "ostatnio".
Wzywasz Murraya, wzywasz Mitcha...| kiedy mamy Petersona,
Jak myślisz, kto kupił nowe auto?| Zadzwoń do Mitch. Do Sevilli?
Wszedł tutaj...|"Kupiłeś to auto dla mnie, facet."
I co z tego? Hej, spójrz mnie!| I co z tego? Nic!
Telefoniczne namawianie nieznajomych do kupna.| Chcesz pogadać o sprzedaży?
Zaczynam się na tobie zawodzić, dzieciaku.
Nie mogę dać ci reguł...| -To była zręczność, John.
To mogłoby dla ciebie pracować...| a ty chcesz to wyrzucić.
- Nie ja.|- Nie ty...
Zastanawiam się więc kto.| Do kogo ja kurwa mówię?
- Potrzebuję tych reguł by sprzedawać.|- Po konkursie. Po 30-tym.
Bzdury, "Po konkursie"
Jeśli nie będę na rankingu przed 30-tym,| zapuszkują mi dupę.
Potrzebuję tych reguł | i to już teraz albo będę zwolniony.
Będziesz za mną tęsknił.| Przysięgam ci, że będziesz.
Jest:
- Muszę iść do domu.|Zrób mi tę grzeczność... tylko na 5 minut?
Od 2 godzin wybieram się do domu.
Muszę zobaczyć się z dziećmi|a potem tu wrócić,
i sprawdzić czy któryś z was załatwił kontrakt...
- Chociaż na minutkę?|- O co chodzi?
- Ja im tego nie wcisnę.|- To poszukaj innej pracy...
- Nie graj wielkiego szefa...
porozmawiajmy jak ludzie.
Przeciesz masz nowe zlecenia...|i gdybyś mi je dał... poczekaj.
Zlecenia na Glengarry są tylko dla najlepszych.
Zaczekaj.|Gdybyś dał mi dobre zlecenie...
- Spieprzyłeś ostatnie które ci dałem.|- Nie prawda...
...jedno nie wypaliło, drugie zamknąłem.| - Nie zamknąłeś.
- Zamknąłęm... wysłuchasz mnie?
Załatwiłem palanta. To przez jego byłą żonę!
Nawet o niej nie wiedziałem...|sędzia unieważnił kontrakt.
To był tylko pech, nic więcej.
Błagam cię, nie odgrzebój tego...
Obyś się nigdy nie przekonał...
że, nieszczęścia chodzą parami.|Modlę się o to.
Cholera przecież muszę coś jeść...
Popatrz na te cyfry...|popatrz na cyfry.
1987, 1988, sześć miesięcy w 1989 kto jest na szczycie?
- Roma.|- A za nim?
- Moss.|- Gówno prawda, gówno prawda John!
Od kwietnia do września ja...|a nie ten pierdolony baran Moss.
On potrafi tylko wykonywać rozkazy|i dużo krzyczeć.
Popatrz na tablicę... To ja.
- Ostatnio nie.
- Co tam ostatnio, ostatnio ... pocałuj mnie w dupę "ostatnio".|Zadzwoń do Mitcha i Murraya ...
Kto sobie kupił nowy samochód jak jeszcze|byliśmy na ulicy Pettersona?
Zadzwoń do Mitcha. Wszedł tu i powiedział...|"Kupiłem go dzięki tobie."
W jaki sposób, no jaki?
Namawiająć niezdecydowanych.
Dostaję szału, jak zaczynasz teraz mówisz o wynikach.
Ja nie mogę dostać zlecenia.
Chcesz zmarnować mój talent...
- To nie zależy odemnie.|- Nie od ciebie...
To od kogo? |Z kim ja tu kurwa rozmawiam?
- Potrzebuję zleceń.|- Po konkursie. Po 30-tym.
Gówno, "po konkursie"
Jeśli nie będę na szczycie tablicy,| to wyleją mnie na zbity pysk.
Potrzebuję tych zleceń teraz, |albo po mnie.
Będziesz za mną tęsknił.|Przysięgam ci, że będziesz.
Było:
Robię to co do mnie należy...| ty mógłbyś robić tak samo.
- Jezu.|- Zaczekaj sekundę!
Jestem tu po to by wdrożyć reguły| i zwiększyć obroty sprzedaży.
Takie mam wytyczne i takie jest moje zadanie.
Zwiększyć obroty sprzedaży?
Muszę ukierunkować każdego, który spada poniżej poziomu.
Nie mam pozwolenia by dawać takim reguły.
A jak się podnieść ponad ten poziom? Ze strachem?
Z tym gównem, które mi dajesz?
Daj mi jedną z tych reguł...
Wiesz ile one kosztują?
Czy wiem ile?
Tak, wiem ile.
Wygenerowałem dostateczny dochód, by je kupić.
Ale nie mogę sprzedawać takiego gówna!
Jezu. Już to widziałem, wiesz.
Chryste, widziałem...| u siebie...
W 1985 wcisnęliśmy tym skurwysynom Baywater.
Nie mogli kupić pieprzonego tostera.| Byli spłukani. Skończeni.
Po prostu daj mi reguły, które nie są z książki telefonicznej.
Daj mi coś lepszego niż to a wtedy doprowadzę to do końca.
Tylko na początek. Wszystko się polepszy.
Hej, potrzebuję twojej pomocy.
Nie mogę tego zrobić, Shelly.
Jest:
Robię to co do mnie należy...|i tobie radzę to samo.
- Jezu.|- Poczekaj.
Moim zadaniem jest pilnować zleceń i ustawiać personel.
Takie mam dyrektywy.
..dyrektywy?
Jeżeli ktoś spada ponirzej normy,
nie mogę dawać dobrych zleceń.
Jak mam się utrzymać powyżej normy,
z gównianym papierem toaletowym który mi dajesz?
- Jedno dobre zlecenie...|- Wiesz ile kosztuje dobre zlecenie?
Czy wiem ile? Tak, wiem.
Zapewniłem im wystarczający dochód,|by mogli je kupić.
Tylko ja nie mogę nic z tego gówna sprzedać!
Jezu Chryste... Znam to jeszcze z czasów Homested.
znam to jeszcze z czasów Homested.
W 1985 próbowaliśmy sprzedać tym skurwysynom Baywater.
Ale oni nie mieli nawet na kupienie pieprzonego tostera.|Byli bez grosza. Martwota.
Daj mi adresy których nie wziąłeś z |książki telefonicznej.
Daj mi coś mocniejszego a wrócę z kontraktem.
To tylko kwestia koła fortuny.
Pomóż mi.
Nie mogę Shelly.
Było:
- Czego?|- Zysku ze ... spraw, które zakończę.
Dajesz mi reguły i masz 10% zysku.
- A co, jeśli niczego nie zakończysz?|- Zakończę.
- A co jeśli nie zakończysz?|- Zakończę.
- A jeśli nie, co wtedy, rozumiesz?
Wtedy będę skończony.| Myślisz, że tylko ty masz rodzinę?
Jest:
- Czego?|- Mojego kontraktu.
Dajesz mi dobre zlecenie i masz 10% mojej prowizji.
- A jeśli ci się nie uda?|- Uda mi się...
- A jeśli nie?|- Uda!!!
- A jeśli nie, co wtedy?
Wtedy będę udupiony.| Myślisz, że tylko ty masz rodzinę?
Było:
Nadstawię za ciebie głowę a ty nie zakończysz spraw,| wtedy będzie chodziło o moja pracę.
- Wtedy ja jestem skończony.|- Zakończę!
10% John...| Mogę to zrobić, wiesz o tym.
- Ostatnio nie możesz.|- Wszystko widzisz na czarno... pieprzyć to!
Chodź z mną. Postaw się w mojej sytuacji i zróbmy coś.
Chcesz prowadzić to biuro?| Słyszałeś co ten facet mówił...
"ATAKUJ"| Zróbmy coś.
- Co?|- 20%.
- Dobra.|- I 50 dolców od reguły.
- Nie?|- Oh!
Jest:
Łamię regulamin, a ty nawalasz...
- I już po mnie.|- Zamknę!
10% John...|wiesz, że miewam tłuste okresy.
- Nie ostatnio.|- Pieprz ten defetyzm!
Zaufaj mi. Zróbmy coś razem.
- Chcesz prowadzić to biuro?| Słyszałeś co mówił...
"ATAKUJ" ... zróbmy coś.
- 20%.
- Dobra.|- I 50 dolców od zlecenia.
- Nie?
Było:
Słuchaj...| Musiałem z tobą pogadać.
Pozwól, że zrobię to ponownie.| Jestem starszy niż ty.
Człowiek nabywa reputacji na ulicy.
Wtedy kiedy dobrze stoi,| wtedy kiedy ...
Jest:
Słuchaj... musimy pogadać...
... daj mi sekundę.| Jestem od ciebie starszy.
W tym zawodzie człowiek zdobywa reputację.
Wiadomo na co go stać|kiedy jest na fali ...
Było:
Teraz chcesz dorzucić jeszcze 50 dolców.
John, to dobra umowa...| jesteśmy drużyną...
Okay, w porządku...| 20%, 50 dolców od reguły. Zgoda.
Wyjdźmy gdzieś.| Zarobimy jakąś kasę.
Mam rachunki do zapłacenia.| Chcę dzisiaj ubić dwa interesy
i chcę dobrych reguł...| reguł Glengarry... dwóch.
Dwóch, John, ponieważ zamierzam ubić dwa interesy.
Jest:
A teraz wyjeżdżasz jeszcze z 50 dolcami.
Dobra umowa polega na tym że, obie strony...
Dobra, dobra...|20% i 50 dolców od zlecenia. Załatwione.
Zróbmy jakąś kasę.
Mam rachunki do zapłacenia.| Mam dzisiaj dwa spotkania...
...i chcę dobre zlecenia...|Glengarry... dwa.
Dwa, John, bo zamknę oba.
Było:
Co? W porządku.| Chodźmy.
Muszę wrócić do biura po reguły.
No dalej, chodźmy.| O tym właśnie mówiłem, John.
Wszystko, czego potrzebujesz, to mała pomoc, odwrócenie pasma.
Mam rację? Dobrze, co?| Dobrze?
Jest:
W porządku.| Chodźmy.
Muszę wrócić do biura po zlecenia.
No dalej, chodźmy.|O tym właśnie mówiłem, John.
Wystarczy pomocna dłoń i los się odwróci.
Mam rację?
Było:
- Co?|- Dwie reguły, 100 dolców.
- Teraz?|- Tak, teraz, a Kiedy?
- Cholera, John.|- Żałuję, ale nie będę mógł.
Ty pieprzony dupku.
Jest:
- Co?|- Dwa zlecenia, to 100 dolców.
- Teraz?|- Jasne że teraz.
- Cholera, John.|- Inaczej nie mogę.
Ty jebany palancie.
Było:
Przyniosę ci jutro rano do biura.
- Będę przychodził ze sprzedażami.|- Nic z tego.
Nie mogę w to kurwa uwierzyć.
Jest:
Przyniosę ci jutro...
...razem z kontraktami.|- Nic z tego.
Kurwa, nie do wiary.
Było:
Musimy to zrobić. Brachu?| Na miłość boską!
Jest:
Na litośc boską.| Musimy to zrobić!
Było:
- Moja córka...|- Nie mogę tego zrobić, Shelly.
Muszę ci coś powiedzieć.| To było nie tak dawno,
podniosłem słuchawkę, zadzwoniłem do Murraya... I dostałem twoją pracę.
"Murray, ten dzieciak robi mi koło dupy."|"Shelly, już po nim."
Będzie po tobie zanim wrócę z lunchu.
Wykupiłem mu podróż na Bermudy.
Jest:
- Moja córka...|- Nie mogę, Shelly.
Coś ci powiem stary.| Nie tak dawno,
Dzwonił do mnie Murray... mogłem cię udupić.
"Murray, ten mały mnie wkurza."|"Shelly...,"
"...zanim wrócisz z lunchu już go nie będzie".
Kiedyś dzięki mnie pojechał na Bermudy.
Było:
Daj mi... Wezmę dwie stare reguły więcej.
- Dzisiaj dałem ci dwie.|- Jedna to fiasko, John!
- Druga się nie nadaje!|- Shelly...
Obiecuję ci, rozmawiałem dzisiaj przez telefon... Wiem.
Dość reguł na dziś... Dwie dziennie. Ty już masz swoje.
w porządku.
Jest:
Daj mi jeszcze dwa z tych starych zleceń.
- Dostałeś już dwa.|- Jeden się wykręcił...
- Drugiego nie ma w domu!|- Shelly...
- Przysięgam, dzwoniłem do niego.|- Tylko dwa zlecenia, ty już swoje dostałeś .
W porządku.
Było:
Zrobimy to...
Chyba zostawiłem portfel w moim pokoju.
Lenie.Wszyscy z nich to lenie.
Mój błąd.| Nie powinienem brać reguł.
- Musiałeś.|- Tak? Dlaczego?
- Żeby być...|- Żeby być pierwszym na rankingu, tak.
Ale jak to zrobię sprzedając doktorom?
Dwa pączki zwykłe, dwa z czekoladą.
Daj mi to samo do zapłaty.| I nie próbuj sprzedawać Indianom.
Nigdy nie będę próbował.
Ich imiona pojawiają się...| kiedykolwiek je dostajesz... Patel?
- Dostałeś je kiedyś?|- Myślę, że raz miałem.
Miałeś jedno, powinieneś to znać... Patel.
A one nadal się pojawiają.| Nie wiem.
Lubią rozmawiać z sprzedawcami.| Są samotni.
Lubią czuć się wyższymi...| nigdy nie kupują pieprzonych rzeczy.
Nie wiem. Zejdź na ziemię...
doktorzy, prawnicy, Indianie...| czasy są ciężkie. To jest ciężkie.
Presja zbyt wielka.| Człowiek nie może rozpracować ich wszystkich.
Podchodzisz do drzwi... |Albo dorwę tego skurwiela albo nie jem lunchu,
albo nie wygram cadillaca.| Pracujemy zbyt ciężko, George.
Pamiętasz kiedy...| kiedy sprzedawaliśmy Glen Ross Farms?
nie sprzedaliśmy ich z nawiązką
- Weszli oni...|- Spieprzyli to.
- Zgadza się.|- Zabili gęś. A teraz...
- Siedzimy w tym... |- Z tym pieprzonym gównem.
- Cholernym gównem.|- To jest...
- Jest.|- Miałeś zły miesiąc...
Teraz jesteś na rankingu.| Konkursowym rankingu.
- To nie jest dobre.|- Nie jest dobre dla klientów.
Wiem, to jest... hej, czego się nauczyłem jako dzieciak z westernów?
Nie sprzedawaj facetowi jednego samochodu.| Sprzedaj mu 5 przez 15 lat.
Jest:
Zrobimy to... kiedyś.
Chyba zostawiłem portfel w domu.
Same niewypały.
Nie trzeba było brać tych zleceń.|- To był błąd.
- Musiałeś.|- A to dlaczego?
- Żeby dostać się na tablicę.
- Sprzedając lekarzom nigdy się tam nie znajdziesz.
Dwie kawy i dwa pączki, to samo na wynos.
- Nigdy nic nie sprzedawa Hindusom.|- Mowy nie ma.
- Ci ciągle zgłaszają "Patel?"
- Miałeś ich kiedyś.|- Chyba tak.
Tych nie można zapomnieć ... "Patel".
Ciągle się zgłaszają.
Lubią rozmawiać z agentami.| Są samotni.
Lubią czuć się górą...|Nigdy jeszcze nic kurwa nie kupili.
Tacy ciągle się powtarzają...
lekarze, prawnicy, Hindusi...|czasy są ciężkie.
Wszystkim jest trudno.
Podchodzisz do drzwi i myślisz...|Albo dorwę tego skurwysyna, albo nie jem lunchu,
albo nie wygram Cadillaca.|Pracujemy zbyt ciężko, George.
Pamiętasz jak ...|sprzedawaliśmy farmy Glen Ross?
...źle nam szło?
- Wszystko musieli spieprzyć.
- Zabili kurę znoszącą złote jaja.
- A teraz siedzimy w tym gównie.
- Cholernym gównie...
- Zdarzaja się marne miesiące...
Pakują cię na tą tablicę.
- To nie jest w porządku.|- Nie w porządku w stosunku do klientów.
- Wiesz czego nauczyłem się jako dzieciak?
że, nie sprzedajesz facetowi jednego samochodu.| Sprzedajesz mu 5 w ciągu 15 lat.
Było:
Wchodzą chłopaki... "Oh, bla, bla, bla. Wiem co zrobię...
...Wyjdę, okradnę każdego ślepca i wyjadę do Argentyny...
...dlatego, że nikt inny wcześniej o tym nie pomyślał."
Oni zabijają gęś a człowiek haruje całe życie...
- Racja.|- Musi się kulić ze strachu...
Tak...
Przez jakieś pieprzone "Sprzedaj 10000, wygrasz noże do steków."
- Co robisz?|- Co możesz zrobić?
Co możesz zrobić, jeśli nie masz reguł?
Jeśli nie masz tych cholernych reguł!
Pan Spannel?| Tu Sheldon Levene.
Jest:
A przychodzi taki typek... " bla, bla, bla. Wiem co zrobię...
...wycyckam wszystkich, i zwieję do Argentyny...
...bo nikt wcześniej na to nie wpadł."
Oni zarżneli złotonośną kurę...kurwa...
- Racja.
Przyjdzie taki chój... i mówi| "Sprzedaj za 10.000 to wygrasz noże do steków."
- Co możesz zrobić?
Co możesz zrobić, bez zleceń?
Jeśli nie masz tych cholernych adresów!
Pan Spannel?|Jestem Sheldon Levene.
Było:
Proszę wejść.
-"Koty i psy", co?|- Tak.
Oh,"Koty i psy""
Widzę, że interesujesz się wędkarstwem.
- Tak.|- Trochę łowiłem... wiele lat.
Muskee, Wisconsin.| Ooh, ładna.
- Jest pana żona?|- Wyszła na PTA.
- Ahh.|- O co chodziło...?
Rozmawiałem wcześniej z twoją żoną przez telefon.
Dzwoniłem w związku z Rio Rancho.
Tak, przepraszam. Ona mówiła, że masz dla nas jakąś nagrodę?
Tak, rozmawiałem z moimi ludźmi z działu sprzedaży...
przedstawicielami na tym obszarze... i pan Spannel...
Masz na imię Larry.| Mogę się tak do ciebie zwracać?
W porządku, Larry.| Mieliśmy konsultanta...
i złożył mi...| złożył mi ofertę.
Zaoferował 230 tys. na publiczną promocję planu sprzedaży...
i inwestycji w Rio Rancho.
Cóż, powiedziałem,|"Do diabła, pozwól, że zaoszczędzę dla ciebie 230 tys.
i przekażę je potencjalnemu inwestorowi"
Moi ludzie natychmiast zapytali, jak to zrobię?
Jak przedstawię możliwości inwestowania
bez telewizji, bez ogłoszeń w gazetach?
Jest:
- Proszę wejść.
- Leje jak z cebra|- Tak.
Lubi pan wędkować.
- Też kiedyś łowiłem... dawno temu.
W Muskee, Wisconsin,|śliczna wędka.
- A gdzie pani domu?|- Na zebraniu komitetu rodzicielskiego.
- Czemu zawdzięczam pańską wizytę...?
Rozmawiałem przez telefom z pana żoną.
Przyjechałem w związku z Rio Rancho.
Tak mówiła mi że, to ma być jakąś nagroda?
Tak, rozmawiałem z moimi ludźmi w agencji...
i przedstawicielami na tym obszarze... i panie Spannel...
Ma pan na imię Larry.|Mogę mówić panu po imieniu?
W porządku Larry.
Nasz konsultant przedstawił nam ofertę.
Ta oferta 230 tys. za promocję planu sprzedaży...
i zapoznanie opini publicznej z|możliwością inwestycji w Rio Rancho.
Ja na to,|"Do diabła, pozwólcie mi, że zaoszczędzę dla was 230 tys.
i przekazać je potencjalnemu inwestorowi"
A oni na to "jak to zrobisz?"
"Jak zaprezentujesz możliwości inwestycji,
bez telewizji, bez ogłoszeń w gazetach?"
Było:
pojadę do człowieka...| który inwestował w przeszłości...
pojadę bezpośrednio do niego i zaoferuję mu pieniądze... rabat.
i obejdę się bez ekspertów."
Więc jesteś tu po to by sprzedać mi jakąś ziemię?
Nie, nie spróbowałbym ci sprzedać...
To pozostawiam sprzedawcom i ludziom, którzy chcą posiadać tę ziemię.
Wymyśliłem coś co przyniesie zyski,
ale nie wymaga inwestowania.
To motto stało się mną w dobrym miejscu.
- Proszę pana...|- Mów do mnie Shelly.
Nigdy nie bałem się zażyłości.
Muszę wyjść.| Musze odebrać żonę z...
Weźmy moje auto. Pojedziemy po nią razem.
Rozmawiałem z nią przez telefonie...| i nie mogę się doczekać aż ją spotkam.
Nie, mamy potem zamiar odwiedzić naszych krewnych.
- Ona nic o tym nie wspominała.|- Jestem pewien, że zapomniała.
- Mam w planach lot na Florydę...|- Przepraszam, że cię wystawiliśmy.
Nie wystawiliście mnie.| Ja tylko próbuję myśleć, Larry.
Wiesz, że mam tylko jedną ofertę.
I wiesz co zrobię?| Wrócę do komputera,
poszukam drugiej| a potem pogadam także z twoimi krewnymi.
- Nie, nie, nie. |- No dalej, jesteś zajętym człowiekiem, ja także.
Mój boże, odrzucasz prezent.
Słuchaj, nie chcę kupić ziemi.| Nie chcę inwestować w ziemię.
Nie mam niczego. Ona rozmawiała z tobą bez mojej wiedzy.
Nie mam żadnego interesu do załatwienia.
Nie będę ci mówił jak masz poradzić sobie z żoną.
Moja żona wypełniła formularz i nękaliście nas przez cały ubiegły rok...
Właśnie staram się to załagodzić, Larry.
Nie, nie. | Rozumiesz?
Dzięki. Ale nie.
- Roma, człowieku... jemu nie zależy.|- Jemu nie zależy.
Siedzi na szczycie świata.| Ma dobre reguły, dobre perspektywy.
- Sprzedaże, sprzedaże.|- Konkursy sprzedaży.
- O tym mówię.|- Czasy są ciężkie, próbują cię zniszczyć.
Jeśli cię zniszczą, zostaniesz bez najmniejszej pewności siebie...
O tym mówię, o tym właśnie ci mówię.
Jeśli przyłapią cię na złym interesie...
będziesz musiał odejść, szukać nowej pracy...
Jest:
pójadę do człowieka...| który juz inwestował w ...
pojadę bezpośrednio do niego i |zaoferuję mu pieniądze jako... rabat,
...tylko nie dawajcie tego ekspertowi."
Chce mi pan sprzedać jakąś ziemie?
Nic podobnego...
Pozostawię to agentowi i ludziom, którzy chcą posiadać ziemię.
uważam że, należy zrobić pewne nakłady,
coś podlać i pomalować, |Ale nie inwestować.
To motto bardzo mi pomogło.
- Prosze pana...|- Mów mi Shelly.
Nigdy nie bałem się poufałości.
Muszę właśnie jechać po żonę...
Pojedźmy moim samochodem.
Rozmawiałem z nią przez telefon...|bardzo chcę ją poznać.
Chcemy później odwiedzić krewnych.
- Nic mi nie mówiła.|- Pewnie zapomiała.
- A ja musze lecieć na Florydę...|- Przepraszam, jesli zrobiliśmy kłopot.
Nic podobnego.|Niech pomyślę, Larry.
Mam tylko tę jedną parcelę.
Wiesz co zrobię?| Wrócę do komputera,
poszukam drugiej,|a potem pogadam także z twoimi krewnymi.
- Nie, nie, nie.|- Jesteś zapracowany Larry.
Boże, to przeciesz prawie darmo.
- Ja nie chcę kupić ziemi,|nie chcę inwestować.
Jestem bez grosza,|rozmawiała z tobą bez mojej wiedzy.
Nie chcę żadnych transakcji.
- Nie będę ci mówić jak postępować z żoną.
- Wypełniła jakiś formularz i od roku nękają nas tabuny...
- Właśnie chciałem ci ulżyć, Larry.
- Nie, nie.| Rozumiesz?
Dziękuję. Nie.
- Roma, człowieku... ten się nie martwi.|- Ani trochę.
Siedzi na czubku świata,|ma doskonałe zlecenia.
- Rywalizacja w sprzedaży.
- O tym mówię.|- Czasy są coraz cięższe.
- A oni chcą zwalniać ludzi z pracy.
- O tym mówię, o tym właśnie ci mówię.
Jak bedziesz miał pecha to wylądujesz na ulicy...
i będziesz szukać nowej pracy...
Było:
Tak.
Powiem ci, że najtrudniejsze to przestać myśleć jak przeklęty niewolnik.
Powiedz jak naziści w Europie...|"Jeśli przyjdą pod moje drzwi"...
Gówno prawda, to się już dzieje.| A co ty robisz?
Jacyś goście leją ci na twarz.| Sukinsyny...
chcący rozbić twoją miskę ryżu.
Mitch & Murray, pieprzcie się.| Co mówię... pieprzcie się!
Opierają się na dobrych regułach.
George, my jesteśmy ludźmi.
Tak.
I powiem ci...| I powiem ci co jest najtrudniejsze.
- Co?|- Zacząć.
Podnieść się.| Wyrwać z tego gówna,
ujarzmienia od jakiegoś faceta,| gdyż on ma przewagę.
Taka jest różnica...| Posłuchaj mnie, George.
Jerry Graff odszedł na swoje.
Powiedział,"Idę na swoje."| Ale on był wolny, rozumiesz mnie?
I mówię ci... Mówię ci co ktoś powinien zrobić.
Jest:
- Nikomu nie można ufać.|- Tak.
Najtrudniejsze to przestać myśleć jak przeklęty niewolnik.
Mówisz..."Jeżeli naziści przyszliby pod twoje drzwi"...|To byś z nimi walczył.
Gówno prawda,|a teraz jest inaczej...?
Jakiś lachociąg sika ci w twarz.| Skurwysyn...
...chce zabrać ci kromkę chleba..
Mitch & Murray, pieprzę ich.| tak... pierdolę ich!
Trzymają w łapie dobre zlecenia.
George, przecież jesteśmy mężczyznami.
- Tak.
- Wiesz co trzeba zrobić...
- Co?|- Stanąć na własnych nogach.
Podnieść się,|wyrwać z tego gówna,
dosyć niewolnictwa,| bo jakiś facet ma przewagę.
Taka jest różnica...
Jerry Graff pracuje samodzielnie.
Powiedział sobie,"otwieram własny interes." i jest wolny.|Rozumiesz?
Powiem ci co trzeba zrobić.
- Co?
- Ktoś powienien się zemścić...
.. zrobić im coś.
- Co? | - Odpłacić.
Dopiec Mitchowi & Murrayowi.
- Dopiec? |- Tak.
- Jak?
- Zadać im cios w samo serce.|- Co?
- Ktoś powinien okraść biuro.
Gdybyśmy odważyli się to zrobić...|narobilibyśmy bałaganu...
wyglądało by to jak włamanie| a my zabralibyśmy te pierdolone zlecenia,
a potem sprzedali je Jerremu Graffowi.
Drapniemy im te pierdolone zlecenia na Glengarry!
Tak, pan Nyborg?|Mówi Sheldon Levene.
Rozmawiałem wcześniej z pana żoną.
Chciałbym pomówić z państwem o | przyznanej wam nagrodzie.
Zbliżamy sie do końca naszego roku podatkowego,
i chciałbym uporządkować księgi...
Tak, nagroda od zjednoczonych posiadłości| Consolidated Properties.
Tak prosili państwo o nformację o Rio Rancho.
Będę w mieście tylko kilka godzin.
Myślę, że mógłbym wpaść do państwa jeszcze dzisiaj.
O której by państwu odpowiadało?
jeszcze dzisiaj...
Oczywiście niech pan zapyta żonę.
Grace...zamów mi pierwszą klasę, paszport i 10 tys. w gotówce,
dołącz to do oferty sprzedaży,
i wyślij teleksem z... tak?
A kiedy wróci pani Nyborg?
We wszystkich pociągach zalatuje gównem.
Ludzie się już przyzwyczaili...
...i to jest najgorsze.
Bardzo długo to trwało zanim mogłem to sobie powiedzieć.
Kiedy umrzesz będziesz żałował rzeczy, których nie zaznałeś.
Myślisz, że jesteś zboczony?
Zapewniam cię że, wszyscy jesteśmy zboczeni.|Uważasz się za złodzieja? I co z tego?
Oślepiła cię moralność klasy średniej?
Odrzuć ją.
Zdradziłeś żonę ... stało się, żyj z tym.
Walisz małe dziewczynki, proszę uprzejmie.
Istnieje moralność absolutna?|Może.
Co z tego?
Jeżeli tak uważasz to się do niej stosuj.
Źli ludzie do piekła?|Nie sądzę.
Ale ty rób jak chcesz.
Piekło istnieje na ziemi?|Tak. Ale ja w nim żył nie będę.
Taki jestem.
Nie wiem czy wiesz ale, ...dobre wysranie się| to jak połowa pierdolenia.
- Nie słyszałem...
- Tak
Wspaniałe potrawy giną w naszej pamięci.
A dlaczego?
Bo to tylko jedzenie,
pakujemy je w siebie żeby funkcjonawać.
Wielkie dymanie, co po nim zapamiętujesz?
- Co pamiętam?- Tak.
Nie wiem. Jeżeli o mnie chodzi,
to raczej nie orgazm.
Ramiona dziewczyny na moim karku,
coś w jej oczach.|Jęki rozkoszy.
Lub ja w...|Mówię ci...
Rano leżę w w łózku, ona przynosi mi cafe au lait,
podaje mi papierosa,|jaja mam jak z żelaza.
Było:
Ktoś powinien wstać i oddać ciosy.
Ktoś powinien coś im zrobić.
- Co?|- Coś, by im odpłacić.
Ktoś powinien ich zranić,| Mitcha & Murraya.
- Ktoś powinien ich zranić?|- Tak.
- Jak?|- Ktoś powinien coś zrobić...
- Zranić ich tam gdzie żyją.|- Co?
Ktoś powinien okraść biuro.| O tym mówię.
Jeśli bylibyśmy tym typem facetów| dalibyśmy radę,
wyglądałoby na włamanie,| wzięlibyśmy reguły razem z aktami
i poszlibyśmy do Jerry'ego Graffa.
Wzielibyśmy te cholerne reguły Glengarry! Co?
Tak, pan Nyborg? Ach, panie Nyborg,| tu Sheldon Levene.
Rozmawiałem wcześniej z pańską żoną.| Dokładnie.
Chciałbym rozmawiać z panem| o przyznanej panu nagrodzie.
Zbliżamy się do końca roku obrachunkowego,
i chciałbym to załatwić przed zamknięciem bilansu...
Tak, nagroda dla Consolidated Properties.
Informacja o Rio Rancho, o którą pan prosił.
Teraz, jestem w mieście tylko przez...| dobrze, niech pomyślę.
Myślę, że mógłbym wpaść dziś wieczór. Tak.
Więc myśli pan, że tak by było dogodniej?
Tak jak mówiłem, mógłbym wpaść dzisiaj...
Dobrze, oczywiście,| proszę porozmawiać z żoną.
Grace, będę potrzebował
bilet w pierwszej klasie,| paszport, 10 tys. w gotówce,
jeśli mogłabyś, połóż to razem z ofertą.
i połącz się teleksem... Tak?
Więc, jak pan myśli o której pani Nyborg mogłaby wrócić?
Wszystkie przedziały w pociągu śmierdziały jak gówno.
Nawet nie wyobrażasz sobie jak.
Przyznaję, że to było najgorsze.
Wiesz ile czasu zabrało mi dostanie się tam? Bardzo dużo.
Kiedy umierasz żałujesz rzeczy, których nie zrobiłeś.
Myślisz, że jesteś dziwakiem?| Chcę ci coś powiedzieć.
Wszyscy jesteśmy dziwakami.| Myślisz, że jesteś złodziejem? No i co z tego?
Stałeś się zamroczony przez średniej klasy moralność?
Daj sobie z tym spokój.| Zapomnij.
Oszukałeś swoją żonę, zrobiłeś to. Żyj z tym.
Pieprzysz dziewczynki, niech tak będzie.
Istnieje moralność absolutna?| Być może.
A jeśli tak, to co?
Jeśli myślisz że tak,| to bądź nią, śmiało.
Źli ludzie idą do piekła?| Nie sądzę.
Myślisz tak,| działaj w taki sposób.
Piekło istnieje na ziemi?| Tak. Nie chcę w nim żyć.
Oto cały ja.
Dostałeś kiedykolwiek taki łomot,| że czułeś się jakbyś spał przez 12 godzin?
- Czy ja...?|- Tak.
- Nie wiem.|- A oszczano cię?
Dobre żarcie znika w błysku oka.
Wszystko inne zarabia.| Wiesz dlaczego?
Bo to tylko żarcie.| To gówno, które w nas wpychamy,
pozwala nam żyć...| to tylko żarcie.
Najlepsze pieprzenie, jakie mogłeś mieć,
co z niego pamiętasz?
- Co pamiętam?|- Tak.
Nie wiem.| Dla mnie,
powiem ci co to było,| nie był to prawdopodobnie orgazm.
Dłonie jakiejś dziwki na twojej szyi,
to co robiły jej oczy.| Dźwięki, jakie wydawała.
Lub ja w...| Mówię ci...
Następnego dnia leżę w łóżku, a ona przynosi mi cafe au lait,
daje mi papierosa,| moja jaja są jak z betonu.
Eh?
Mówię o tym jakie jest nasze życie.
Nasze życie czeka z niecierpliwością | albo ogląda się za siebie.
O to chodzi.| To nasze życie.
A gdzie jest chwila?
Jest:
Na czym polega nasze życie.
To patrzenie przed siebie, lub w tył.
Nic więcej.
Gdzie jest ten moment?
Było:
Przegranej. Czego jeszcze?
Że bank splajtuje, zachorujemy,| moja żona umrze w samolocie?
Że załamał się rynek akcji?| Co z tych rzeczy się zdarza?
Nic. Więc martwimy się tak czy owak. Dlaczego?
Co moglibyśmy za nie dostać?
- Za nie?|- Za reguły.
Co moglibyśmy dostać za reguły?
Nie wiem. Rzucone 10 dolców.| Być może 15. Nie wiem.
Mówisz, za reguły?| Powiedz, że ktoś je wziął,
- poszedł do Jerry'ego Graffa?|- Tak. Ile ich mamy?
Glengarry?| Najlepsze reguły?
Mam myśleć, że oni dostali 500. | Powiedz 500.
Mówisz, że jakiś facet mógłby wziąć | te reguły i sprzedać je Graffowi?
Reguły do Graffa.| Tak. Mówiłem... tak.
Ten facet mógłby je wziąć...| cokolwiek innego, tak mi się wydaje,
to jest do uzgodnienia,| facet mógłby je sprzedać.
- Skąd wiesz, że on kupiłby je?|- Bo pracowałem dla niego.
- Nie rozmawiałeś z nim?|- Nie, co masz na myśli?
- Czy rozmawiałem z nim o tym?|- Tak.
Mówisz o tym ty, czy my o tym rozmawiamy?
- Po prostu o tym mówię.|- Jak o pomyśle?
- Tak.|- Właściwie to my o tym nie rozmawiamy.
- Nie|- Rozmawiamy o tym jak o włamaniu.
O włamaniu? Nie.
- Cóż...|- Hej.
Pomijając to wszystko...| Nie dzwoniłeś teraz do Graffa?
- Nie rozmawiałeś z nim?|- Nie, teraz nie.
- Nie dzwoniłeś?|- Nie, nie teraz.
Jest:
Straty. Czego jeszcze?
Że bank splajtuje, zachorujemy,|żona zginie w samolocie?
Krach na giełdzie?|Czy coś się dzieje?
Nic. Ale i tak się martwimy. Dlaczego?
Ile byśmy za nie dostali?
- Za co?|- Za zlecenia?
- Ile byśmy dostali?
- Nie wiem. 10 dolców za sztukę, może 15. |Nie wiem.
- To znaczy gdyby ktoś je ukradł,
i poszedł do Jerry'ego Graffa?|- Ile jest tych zleceń.
- Na Glengarry, pewniaków?
- Myśle, że chyba z 500.
- Myślisz że można by je ukraść,|i zanieść do Graffa?
- Zlecenia do Graffa. Tak.
I można by je sprzedać jak każdy inny towar.
- Skąd wiesz że, by je kupił.|- Bo już z nim pracowałem.
- Rozmawiałeś już z nim?|- Nie.
- Pytasz czy już z nim gadałem?
- Myślałeś o tym czy my ...
- Po prostu o tym gadamy.
- Czy coś planujemy...
- Nie.|-Rozmawiamy o kradzieży.
- O kradzieży? Nie.
- Cóż...
- I nie dzwoniłeś do Graffa?
- Nie rozmawiałeś z nim?
- Nie dzwoniłem.
Było:
- Co powiedziałeś?|- Powiedziałem "Nie teraz."
Chrzanię twoją troskliwość, George.| Po prostu rozmawiamy.
- Tak?|- Tak.
- Ponieważ to przestępstwo.|- Włamanie. Zgadza się.
Jest:
- Co powiedziałeś?|- Powiedziałem, "Nie teraz." Gówno cię to obchodzi, George.
- Tak?|-Tak.
- Bo to jest przestępstwo.|- Kradzież, tak.
Było:
- Ale bardzo bezpieczne.|- Właściwie to mówisz o tym.
- Racja.|- Zamierzasz je ukraść.
- Powiedziałem to?|- A nie zamierzasz?
- Powiedziałem to?|- Rozmawiałeś z Graffem?
- Co powiedziałem?|- Co on powiedział?
Co on powiedział?
Kupiłby je.
Zamierzasz je ukraść...
Zamierzasz ukraść reguły Glengarry i sprzedać je Graffowi?
- Tak.|- Ile on zapłaci?
On myśli, że będzie miał ich 500,| po powiedzmy 10 dolców od sztuki,
- To jest 2500 dla każdego z nas.|- Każdego z nas?
- Każdego z nas?|- Tak, George.
- Mówisz o mnie?|- No, ty i ja.
Tak. Dokładnie to mówię. 2500 dolców.
Ty i ja, robota na jedną noc i praca z Graffem.
- Praca z najlepszymi regułami.|- Praca z Graffem?
- Czy coś takiego powiedziałem?|- Czy on dałby mi pracę?
Mógłby ciebie wziąć.| Tak.
Halo?
Dzwoniłem na bezpośrednią linię do pokoju mojej córki.
Sheldon Levene.| Ona jest...
No, cóż, jestem pewien, że ona śpi.| Ale... gdzie jest pielęgniarka?
Odwołali ją...| Cóż, chcę powiedzieć...
Jest:
- Ale niewinne...
- Ty mówisz o tym poważnie ... chcesz je ukraść.
- Czy ja to powiedziałem?|- A nie zamierzasz?
- Powiedziałem?|- Rozmawiałeś z Graffem?
- Co on na to?
- Co on powiedział?
- Kupiłby je.
- Zamierzasz je ukraść...
Zamierzasz ukraść zlecenia na Glengarry i |sprzedać je Graffowi?
- Tak.|- Ile zapłaci?
Myślę żę, jest ich tam z 500, powiedzmy po 10 dolców od sztuki,
- To daje 2500 na głowę.|- Na głowę?
- Na głowę?|- Tak, George.
- Masz na myśli mnie?|- Nas obu.
O to chodzi.
2500 tysiąca dolców za jedną noc i praca z Graffem,
na pewnych zleceniach.|- Robota u Graffa?
- No przecież mówię.|- Przyjmie mnie?
- Myślę że, tak.
Prosiłem o bezpośrednie połączenie z pokojem mojej córki.
Sheldon Levene.| Ona jest... 23...
No cóż, wiem, że śpi.|Ale... gdzie jest pielęgnia...
Odwołana ...|Chciałbym mówić...
Było:
Piniądze będę miał na jutro.
To trudna decyzja, George.
Czasami mężczyzna musi taką podjąć.
To trudna decyzja | ale nagroda jest duża.
2500 dolców i praca, to duża nagroda za robotę przez jedną noc.
Tak.
Czasem mężczyzna...
Czasami człowiek jeśli chce nagrodę...
Racja.
...zrobi jedną rzecz,| jedną rzecz w ciągu jednej nocy.
Racja.| Rzecz w tym, że trzeba to zrobić dziś w nocy.
Co?
Co co?| Przecież reguły tam nie zostaną.
Przynieśli je tam,| pomachali ci nimi przed nosem,
a jutro zabiorą je z powrotem do miasta.
Facet, który chce tych reguł,| musi dostać je dziś wieczorem.
O to chodzi.| Pomówmy o szansach.
Szanse są takie jakie są.
Musisz się tam dostać dziś w nocy.
- Ty.|- Przepraszam?
- Ty.|- Ja?
Musisz tam wejść.| Dorwać te reguły.
- Muszę?|- To nie jest coś za nic.
Wziąłem ciebie do tego.| Musisz pójść. To twoja robota.
Ja zająłem się umową z Graffem.| Nie mogę wejść.
Za dużo o tym rozpowiedziałem.| Mam za duże usta.
"Pieprzone reguły" itd, itd,|"Spółka do dupy", bla, bla.
- Oni będą wiedzieli kiedy zjawisz się u Graffa.|- Co będą wiedzieć?
Że ukradłem reguły?| Nie ukradłem ich.
Pójdę do kina.| Później przejdę się na drinka
- z kumplem do Como Inn.|- Dave.
Tak?
Chcesz żebym włamał się dziś do biura i ukradł reguły?
Jest:
Pieniądze prześlę jutro.
Tak, George, czasami trzeba podjąć męską decyzję.
To poważna sprawa, i wielka nagroda.
2500 i praca, to bardzo dużo za jedną noc.
- Tak.
- Czasami mężczyzna...
- Czasami człowiek jeśli chce nagrodę...
- Racja.
...to przeciesz tylko jedna noc.
- Racja.|-Tylko to musi być dzisiaj.
- Co?
- Co co?
Przecież te zlecenia nie będą tam leżały wiecznie.
Jutro zabiorą je do centrali i porozdzielają.
Facet musi mieć je dzisiaj.
Okazja sama...
..pcha ci się w ręce.
Więc musisz pójść tam dzisiaj.
- Ty.|- Słucham?
- Ty.
Ty tam musisz pójść po te zlecenia.
- Ja?|- Nie ma nic za nic.
Wprowadziłem cię w ta sprawę,|to twój udział.
Ja dobiję targu z Graffem.|Nie mogę tam pójść.
Za dużo o tym gadałem.|Mam nie wyparzoną gębę.
"Pierdolone zlecenia", "Zasrana agencja do dupy".
- Domyślą się jak odejdziesz do Graffa.|- Czego się domyślą...?
Że, ukradłem zlecenia?|Nie ukradnę ich.
Zaraz idę do kina.|Póżniej pójdę na drinka,
z kumplem do Como Inn.|- Dave.
- Tak?
Chcesz abym się włamał do biura|i ukradł zlecenia?
Było:
- Oh, tak, George.|- Co to znaczy?
Posłuchaj. Posiadam alibi.| Idę do Como Inn.
Dlaczego? Dlaczego?| Będzie włamanie do biura,
zaczną mnie szukać. Dlaczego?| Ponieważ prawdopodobnie to ja to zrobiłem.
Pozwól, że o coś zapytam...| Będziesz się mną wykręcał?
Co, jeśli nie zostaniesz złapany?
Przyjdą do ciebie.| Będziesz się mną wykręcał?
- Dlaczego mieliby przyjść do mnie?|- Przyjdą do każdego.
- Dlaczego miałbym to zrobić?|- A dlaczego by nie, George.
Dlatego rozmawiam właśnie z tobą.| Przyjdą do ciebie,
- Będziesz się mną wykręcał?|- Nie.
- Jesteś pewien?|- Tak, jestem.
George...| Kiedy do mnie przyjdą,
Jeśli będę musiał tam wejść,| i jeśli mnie złapią...
- Przyjdą do mnie...|- Nie musisz tam iść.
Muszę wejść, rozumiesz?| Muszę to zrobić.
Jest:
- Tak, George.|- Co masz na myśli?
Posłuchaj, ja mam alibi, idę do Como Inn.
Dlaczego? Dlaczego?|Jest włamanie...
więc będą mnie szukać. Dlaczego?|Bo pewnie ja to zrobiłem.
Wydasz mnie?
-A jeśli cię nie złapią?
Wydasz mnie jak do ciebię przyjdą?
- A dlaczego do mnie?|- Pójda do wszystkich.
- Dlaczego miałbym cię wydać?
Nie wydałbyś, dlatego z tobą rozmawiam
- Wydasz mnie jak do ciebie przyjdą?|- Nie.
- Na pewno?|- Tak, na pewno.
George...jeśli będę tam musiał wejść.
I przyjdą później do mnie...
- Nie musisz tam iść.
Muszę...|Muszę to zrobić.
Było:
Dasz mi 7,5 tys. dolców?
7,5? Myślałem, że do podziału jest 5 patoli?
Skłamałem, dobra? Ciebie interesuje 2,5 patola,| mnie... to moja sprawa.
Trzymaj się mnie.| Jeśli przyjdą do mnie
i złapią mnie, będą pytać o wspólników.
- O mnie.|- Dokładnie.
Jest:
Dasz mi 7.500 $?
7,5? Myślałem, że dzielimy 5 patoli?
Skłamałem. Ty dostajesz 2,5 patola,| ja resztę.
Słuchaj uważnie George... |jak przyjdą do mnie...
i zapytają kto był moim wspólnikiem, to powiem... .
- Że ja.|- Dokładnie.
Było:
Według prawa, już teraz bierzesz w tym udział.
- Nie prosiłem się o to.|- A to pech, bo już w tym siedzisz.
- Bo mi o tym powiedziałeś?|- Dokładnie.
Jest:
W świetle prawa jesteś wspólnikiem | przed faktem...
- Nie prosiłem o to.|-Niestety jesteś.
- Bo powiedziałeś mi o tym?|- Tak.
Było:
Dlaczego tak do mnie mówisz?| Nie rozumiem tego.
- Dlaczego w ogóle to robisz?|- Nie twój zasrany interes.
Wchodzisz w to czy wypadasz?| Powiedz mi.
Wypadasz, ponosisz konsekwencje.
Jest:
Dlaczego tak do mnie mówisz?|Nie rozumiem po co to robisz.
- Nie twój jebany interes koleżko.
Wchodzisz czy nie? Jeżeli odpadniesz,
...ponosisz konsekwencje.
Było:
- A niby dlaczego?|- Bo słuchałeś.
O której wróci pani Nyborg?
Nienawidzę dzwonić do ciebie tak późno, Bruce.
Ale muszę powiedzieć, że czuję się odpowiedzialny.| Kiedy masz...
No wiesz, powiedzą,|"Nie kupuj tego, wypożycz."
- Co?|- Rzecz.
Co naprawdę...| co takiego posiadasz?
Tak na prawdę to nie posiadasz niczego.
- Nie.|- Bezpieczeństwo.
Jest:
- Dlaczego?|- Bo słuchałeś.
Kiedy wróci pani Nyborg?
Przykro mi że, dzwonię tak późno ale,
czuję się odpowiedzialny. Czy...
Mówią że, "tego nie kupujesz tylko|wynajmujesz."
Tak naprawdę to...
...to niczego nie posiadasz na własność.
Chcesz zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa.
Było:
- Rozumiesz?|-
Ty po prostu... próbujesz oddalić niepewność.
Jest:
- Rozumiesz?
Ale to niemożliwe.
Było:
Akcje, obligacje, przedmioty sztuki,| nieruchomości, czym są?
Okazją. Do czego?| Do zrobienia pieniędzy?
Być może.| Do stracenia pieniędzy? Być może.
Do pobłażania sobie i nauczenia się| czegoś o nas samych? Być może.
Do czego więc? | Czym są? Okazją.
To wszystko czym są.| Przypadkiem.
Przychodzi do ciebie facet,| dzwonisz. Wysyłasz kartę,
że masz coś co chciałbyś żeby zobaczył.
Jest:
Akcje, obligacje, dzieła sztuki,| nieruchomości, czym są?
Okazją. Do czego? |Żeby zrobić pieniędze?
Być może.| Żeby je stracić? Być może.
Zaspokojeniem zachcianek? Możliwe.
I co kurwa z tego? |Są tylko okazją.
Niczym więcej.
Przychodzi facet, potem dzwonisz.| Wysyłasz wizytówkę,
"Chciałbym aby pan obejrzał | pewną posiadłość."
Było:
Zdarzają ci się różne rzeczy.
Cieszę się, że cię spotkałem.
Cieszę się, że cię spotkałem, James.
Chcę ci coś pokazać.
Może to dla ciebie coś znaczyć, może nie.
Nie wiem.| Nic już nie wiem.
Co to?| Floryda.
Wzgórza Glengarry.| Floryda.
Gówno prawda.| Ale może to i prawda.
O tym właśnie mówiłem.
Ale spójrz na to.
Co to jest?| Kawałek ziemi.
Posłuchaj co chcę ci teraz powiedzieć.
- Co się stało?|- Gdzie pracujesz?
Pracuję, tak.| Pracuję tutaj.
- O co chodzi? Co się stało?|- Włamanie.
Williamson. Williamson,| zabrali kontrakty?
Dobra, powiedz mi.| Teraz. Powiedz mi.
- Ukradli kontrakty?|- Przepraszam, sir.
- Zabrali moje kontrakty?|- Przepraszam, koleś.
- Zabrali?|- Mógłbyś nam nie przeszkadzać?
Nie pieprz się z mną, koleś.| Mówię o cadillacu,
- którego mi wisisz.|- Nie zabrali twojego kontraktu.
- Zanim wyszedłem wciągnąłem go do rejestru.|- Nie zabrali moich kontraktów?
Zabrali... przepraszam.
Kurwa.
Kurwa, kurwa, kurwa!| Williamson!
- Williamson, otwórz te pieprzone drzwi.|- Kim ty jesteś?
- Nie zabrali kontraktów.|- Zgadza się?
Zabrali... posłuchaj mnie.| Zabrali niektóre.
- Niektóre?|- Kto ci powiedział?
Jest:
Różnie bywa.
Cieszę się, że cię poznałem.
Cieszę się, że cię poznałem, James.
Coś ci pokażę.
Może ci to coś powie, może nie.
Nic już nie wiem.
Co to jest?|Floryda.
Wzgórza Glengarry.|Floryda.
Gówno prawda, chociaż... może i prawda.
O to właśnie mi chodzi.
Popatrz.
Co to jest?|Kawałek ziemi.
- Co się stało?|- Gdzie pan pracuje?
Pracuję, tak.|Pracuję tutaj.
- O co chodzi?|- Włamanie.
Williamson. Williamson,|zabrali kontrakty?
Powiedz mi.
- Czy ukradli kontrakty?
- Zabrali mój kontrakt?
- Zabrali?| - Proszę stąd wyjść?
Nie wkurwiaj mnie, koleś.| Mówię o tym jebanym Cadillacu,
który jesteś mi winien.|- Nie ukradli twojego kontraktu.
- Wysłałem go przed wyjściem.|- Nie zabrali moich kontraktów?
Zabrali... |- Wybaczy pan.
Kurwa mać.|Kurwa mać!
Williamson!
- Williamson, otwórz te pierdolone drzwi.| - Kim pan jest?
- Nie zabrali kontraktów.| - Zgadza się?
Zabrali... posłuchaj mnie, zabrali tylko niektóre.
- Niektóre?| - Kto panu powiedział?
Było:
Mamy pieprzony ranking na oknie.
Kto tam jest? Tak. Przyznaję. Zrobiłem to.
A teraz zostaw mnie tu na chwilę, proszę.
- Dobra, teraz, mów do mnie.|- Nadal próbuję to uporządkować.
- Jak dotychczas...|- Mów do mnie. Mów do mnie.
Zabrali niektóre kontrakty?
Lingka. Jamesa Lingka,| który, zakończyłem wczoraj w nocy.
- Zakończyłeś to wczoraj?|- Tak.
- Odłożyłem do akt. Po sprawie.|- Odłożyłeś do akt?
- Jamesa Lingka?|- Tak.
- Wysłano go do miasta?|- Tak, wszystko gra?
Zakończyłem sprawę wczoraj w nocy.| Poszedłem do banku.
- Wysłane do miasta, w porządku?|- Zakończyłeś to?
Więc jestem 1-szy na pieprzonym rankingu,| wisisz mi cadillaca.
- Nie wiszę...|- Nie chcę słychać żadnego chrzanionego gówna.
Nie chrzanię.| Lingk wyprowadził mnie na 1-sze miejsce.
Zakończyłem to. Wysłałeś do miasta.| Teraz wisisz mi samochód.
- Włamanie to utrudnia...|- Pieprz się! Wisisz mi samochód!
Widzisz, "ponieważ w taki sposób obliczamy wyniki", koleżko.
Powiedziałeś,"Zakończ to a dostaniesz samochód."
- Zakończyłem.|- Możesz nam nie przeszkadzać, proszę?
Słyszysz co powiedziałem?| Słyszysz co powiedziałem?
Hej koleś!| Swoje wymówki zostaw sobie!
"Oddzwonić do Jamesa Lingka"
18:00 Grove Morton"
Więc o której jej oczekujesz?
Tu Ricky Roma,| ten od ubiegłej nocy.
Ona będzie pamiętać.| Tylko... zaczekaj chwilę!
Chciałem tylko powiedzieć...|podziękować jej za cudownie spędzony czas.
Dzięki.| Oddzwonię później. Dzięki.
Powinni sprawdzić czy jesteśmy ubezpieczeni.
"22:00, Octavia."
Nie wychodź.| Chcę z tobą pogadać.
Jest:
Pierdolona tablica.
Kto to jest? Tak. Przyznaję. Ja to zrobiłem.
Niech mi pan da spokój.
- Dobra, mów.
- Sami jeszcze nie wiemy co zginęło.| - Mów do mnie. Mów do mnie. Wzięli niektóre kontrakty?
Co z Jamesem Lingkiem,| załatwiłem go wczoraj.
- Wczoraj?| - Tak.
- Przesłałem go do centrali.| - Przesłałeś?
- Jamesa Lingka?| - Tak.
- Wysłałeś do centrali?| - Tak!
Przesłałem go wczoraj do banku, do centrali.
- Wysłałeś?
A więc jestem na pierdolonym topie, | wisisz mi Cadillaca.
Nie pierdol, gówno mnie to obchodzi.
- Dzięki Lingkowi jestem na topie.
Przesłałeś kontrakt, jesteś mi winien samochód.
- Ale po włamaniu...|- Pierdol się! Należy mi się samochód!
Tak się tu teraz pracuje,| dziubasku.
Sam powiedziałeś,| "Zrobisz kontrakty będzie samochód."
- Zrobiłem.| - Przepraszam pana?
- Słyszałeś?
Więc koleś, daruj sobie te wykręty!
"Skontaktować się z Jamesem Lingkiem"
Fryzjer o 18:00.
Kiedy się jej pan spodziewa?
Mówi Ricky Roma.
Na pewno mnie pamięta.
Chwileczkę, chwilęczkę...| chciałem jej tylko podziękować za miły wieczór.
Zadzwonię później.| Dziękuję.
- Powinni sprawdzić czy byliśmy ubezpieczeni.
O 22:00, Octavia.
- Proszę nie wychodzić.|Chcę z tobą porozmawiać.
Było:
- Do ciebie.|- Nazywam się Richard Roma.
Jest:
- Do ciebie.| - Nazywam się Richard Roma.
Było:
- A co cię to obchodzi?|- Wtedy nie denerwowaliby się aż tak.
- Co?|- Nie denerwowaliby się aż tak.
- Mitch & Murray.|- Tak, masz rację.
Jasne.| Jak się masz?
W porządku.
Masz na myśli ranking?| Chodzi ci o ranking?
Tak, OK.| Ranking.
Jestem udupiony na rankingu.| Nie mogę...
Moje myśli błądzą gdzie indziej,| bo nie mogę...
Co?| Czego nie możesz zrobić?
- Nie mogę zamknąć spraw.|- Cóż, są stare.
Spójrz na to gówno, które ci dali. Co?
- Tak, są stare.|- Są antyczne.
"Clear Meadows".| To martwe gówno.
Jest:
- A co się przejmujesz? |- Nie byli by wkurzeni.
- Mitch & Murray nie byly by tacy wkurzeni.| - Tak, masz rację.
- Jak ci leci?
- Świetnie.
Pytasz o tablicę?
- Tak. O tablicę.
Wyjebali mnie z tablicy.| Nie mogę... nie... nie ... ni...
Głowa zupełnie mi nie pracuje, nie mogę...
- Czego nie możesz?
- Nie mogę zamknąć tych zleceń.| - Bo są stare.
No popatrz co oni ci dali,|są kurwa stare.
- Tak, są stare. | - Są antyczne.
"Clear Meadows" to martwe gówne.
Było:
- Tak. Nie jestem kurwa dobry.|- Hej, wal to, George.
Miałeś zły miesiąc.| Ale jesteś dobrym człowiekiem.
- Jestem?|- Tak, miałeś złą passę.
Spójrz na to. 15 części, View Mountain,| ukradli te pieprzone rzeczy.
- On powiedział, że odłożył do akt...|- Odłożył do akt największą z nich.
Tego faceta z baru | z którym zamknąłem sprawę wczoraj w nocy.
Musze wrócić do tych mniejszych.
Możesz w to uwierzyć?| Muszę do nich wrócić i znów je zakończyć.
Mam na myśli, te pieprzone umowy...
które wykończyłyby każdego...| czekaj, czekaj. Gdzie są telefony?
- Ukradli...|- Ukradli...?
- Co to za beznadziejna firma...|- Ukradli telefony.
...kiedy przestępcy przychodzą i biorą...| kradną telefony?
Ukradli reguły.| Ukradli telefony,
Jest:
- Jestem kurwa kiepski.| - Pierdol to, George.
Miałeś kiepski miesiąc.| Fajny z ciebię gość.
- Naprawdę?|- Tak, masz pecha, wszyscy mamy.
Sprzedałem 15 działek na, View Mountain,| i ci dranie je ukradli.
- Przesłał tylko największy kontrakt...
tego faceta z baru,|którego wczoraj załatwiłem.
Wszystki mniejsze muszę robić jeszcze raz.
Uwierzysz?|Taka rzecz może podkopać wiarę w siebie.
Pierdolone umowy...
Gdzie są telefony?
- Ukradli...| - Ukradli...?
- Co to za interes...|- Ukradli telefony.
-...kradną już nawet telefony?
- Ukradli zlecenia, ukradli telefony,
Było:
Co ja będę robił w tym miesiącu? Cholera.
Myślisz, że ich złapią...| Dokąd idziesz?
Na ulicę.
- Gdzie idziesz?|- Do... co to cię kurwa obchodzi?
- Nie wychodzisz dzisiaj?|- Z czym, John? Z czym?
Cóż, odpowiedz mi.| Ukradli reguły Glengarry.
- Ukradli Rio Rancho.|- Mam materiały z tamtego roku.
Oh, oh, oh.| Akta nostalgii.
Oh, świetnie. Po prostu świetnie,|bo ja nie...
- chcesz dzisiaj wyjść?|- Nie muszę jeść w tym miesiącu.
Świetnie.| Daj mi je.
Przynieś mi je.| No dalej.
Cholerni Mitch & Murray wysrają się...
Jest:
Jak ja sobię dam radę w tym miesiącu.
- Myślisz, że ich zła...|Dokąd idziesz?
- Na ulicę.
- Dokąd idziesz?|- Do resta... a chój ci do tego?
- Nie pracujesz dziś?|- Nad czym, John? Nad czym?
Odpowiedz mi.| Ukradli zlecenia na Glengarry.
- Na Rio Rancho.|- Mam jeszcze zlecenia z ubiegłego roku.
Ach, te twoje nostalgiczne archiwum.
Świetnie dawaj je,
Nie muszę jeść w tym miesiącu.
No przynieś je.
No dalej.
Pierdoleni Mitch & Murray zniosą chyba jajo.
Było:
Pomyśl, rzecz w tym,
czy reguły były ubezpieczone?| Jak myślisz?
- Co?|- Reguły były ubezpieczone?
Nie wiem, dlaczego pytasz?
Jest:
- Najważniejsze jest chyba to,
czy te zlecenia były ubezpieczone?
- Co? |- Czy były ubezpieczone?
Nie wiem, bo co?
Było:
- Co?|- Wkurwią się.
Zgadza się.
Jest:
- Co?| - Wkurwią się.
- Zgadza się.
Było:
Powiedział, że wszyscy będziemy| musieli pogadać z tym facetem.
- Z...|- Gliniarzem.
Świetnie. Musimy gadać z gliną.
- Kolejna strata czasu.|- Strata czasu? Dlaczego?
Dlaczego?| Bo oni nie znajdą tego gościa.
- Gliny?|- Tak, gliny. Nie znajdą.
Gliny nie znajdą tego gościa?
- Dokładnie.|- Dlaczego tak myślisz?
Dlaczego? Bo oni są głupi.
Jest:
- Mowi że, wszyscy będą musieli z nim porozmawiać.
- Z gliniarzem.
Świetnie. Rozmowa z glinami.
- Kolejna strata czasu.| - Strata czasu? Jak to?
Przecież i tak go nie złapią.
- Gliny?|- Tak, gliny.
- Nie złapią go? |Dlaczego?
- Bo są za głupi.
Było:
- A ty?|- Gdzie byłem?
- Tak.|- Byłem w domu.
- A ty?|- W domu.
Rozumiesz?| Czy to ty się tu włamałeś?
- Czy ja?|- Tak.
- Nie|- Więc się nie poć. Wiesz dlaczego?
- Nie|- Nie masz niczego do ukrycia.
- Kiedy rozmawiam z glinami denerwuję się.|- Tak, a wiesz kto tego nie robi?
- Nie. Kto?|- Złodzieje.
Nie wiem co mam im powiedzieć.
Prawdę.| Zawsze mów im prawdę.
To najłatwiejsza rzecz do zapamiętania.
Prrrr, prrrr!| Patel?
Jest:
- A ty?
- Byłem w domu.
- A ty?| - W domu.
- No widzisz.| Czy to ty się tu włamałeś?
- Czy ja?
- Nie|- Więc przestań się pocić. Wiesz dlaczego?
Bo nie masz nic do ukrycia.
- Denerwuję się gdy rozmawiam z policją.|- A wiesz kto się nie denerwuje?
Złodzieje.
- Nie wiem co im powiedzieć.
- Zawsze mów prawdę.
Najłatwiej ją zapamiętać.
Patel?
Było:
Jak mam zarobić na życie na tym złamasie?
- Skąd to wziąłeś, z kostnicy?|- Słuchaj, ja...
No dalej. W czym problem?| W czym kurwa masz problem?
Muszę się z tobą kłócić,| muszę się zderzać z glinami,
urywam sobie jaja| żeby sprzedać twoje brudy
złamasom trzymającym...| forsę w materacu.
Wracam, a ty nie możesz nawet| trzymać bezpiecznie kontraktów.
A teraz mam wyjść...| pieprzę takie gówno.
Zamierzam wyjść i powtórnie zamknąć| sprawy z zeszłego tygodnia.
Nie, wskazówka od Murraya jest taka| żebyś zostawił je w spokoju.
Jeśli będzie potrzebował nowego| podpisu, to sam wyjdzie.
- Murray zamierza wyjść?|- Będzie prezesem firmy
tylko poza miastem,| w porządku?
Ok, ok, ok.| Daj mi to gówno.
- Daję ci trzy reguły.|- Trzy? Liczyłem na dwie.
- Są trzy.|- Patel? Pieprz się.
Pieprzony Shiva wręczył temu facet milion dolców,
mówiąc do niego,"Podpisz umowa",| ale on nigdy się nie podpisze.
I na dodatek bóg Vishnu także. Pieprz się.
Znasz twój biznes, ja znam swój.| Twój to bycie dupkiem.
Jeśli dowiem się jakim zasranym| kuzynem jesteś, pójdę do niego
i znajdę sobie drogę by ci się dobrać do dupy... pieprz się!
Czekam na nowe reguły.
Weź kredę!| Hej! Weź kredę!
Weź... Zrobiłem to... Zamknąłem je.
Zamknąłem tego sukinsyna.| Weź kredę.
Umieść mnie na rankingu, John.| Umieść mnie na rankingu cadillaca!
Williamson,| podnieś tę pieprzoną kredę.
- Rick... osiem części, View Mountain.|- Sprzedałeś osiem części Mountain View?
Założyłeś się o swój tyłek!| Kto idzie na lunch?
Kto idzie na lunch...| Ja stawiam.
Williamson... 82 tys. dolców,| 12 patoli mojej prowizji.
Prenumerata czasopisma "Reguły"... na złamasach.
- Kto?|- Bruce i Harriett Nyborg.
Przeczytaj to.| Co do diabła się tu stało?
Kurwa! Miałem ich na Glen River.
Jest:
Jak mam zarobić na życie na takich bambusach?
Skąd to wziąłeś, z kostnicy?
O co tu kurwa chodzi?
Mam się z tobą kłócić, urzerać z gliniarzami,
wypruwać sobie flaki,
żeby sprzedać coś tym złamasom| trzymającym forsę w materacu.
A kiedy wracam to okazuję się że, | nawet nie umiesz upilnować jebanych kontraktów.
Pierdol się.|Muszę odtworzyć kontrakty z zeszłego tygodnia.
- Nie, Murray chcę żebyś dał im spokój.|Sam się tym zajmie.
- Murray sam się tym zajmie?
- Będzie prezesem agencji,| własnie wrócił do miasta.
- Daj mi to gówno.
- Daje ci trzy zlecenia.|- Mam dwa.
- Trzy... Patel? Pierdolony Hindus,
Nawet gdyby pieprzony Shiva dał mu milion dolarów,
i powiedział,"Podpisz",| on i tak nie podpisze.
Nawet gdyby to był Vishnu... pierdol się.
Znajdę też tego twojego kuzyna,
i postaram się żeby cię wypierdolili.
Pierdol się!
Czekam na nowe zlecenia.
Dawaj kredę!
Załatwiłem go.
Załatwiłem palanta... dawaj kredę.
Wpisuj mnie na tablicę, walczę o Cadillaca!
Williamson, przynieś tę pierdoloną kredę.
- Rick... osiem działek, View Mountain.|- Osiem działek na Mountain View?
Kto idzie na lunch?
Kto idzie na lunch... ja stawiam.
82.000 $,| 12 patoli prowizji.
i to na adres prenumeratorów czasopism |... na złamasach.
- Komu?|- Bruce i Harriett Nyborg.
Przeczytaj to. Co do diabła się tu stało?
- Kurwa! Miałem ich na Glen River.
Było:
- Osiem części!|- Tak.
- Shelly!|- Dobry interes... przełamałem złą passę.
Shelly "Maszyna" Levene.| To niezłe.
Dzięki, George.| Hej...
- Podnieś słuchawkę, zadzwoń do Mitcha.|- Ukradli telefony.
- Co?|- Aaronow?
Zgarnęli reguły, gotówkę, kontrakty.
Jest:
- Osiem działek!|- Tak.
- Przełamałem złą passę.
- Shelly "Automat" Levene. Wspaniale.
- Dzięki, George.
- Łap telefon, dzwoń do Mitcha.|- Ukradli telefony.
Zgarnęli zlecenia, gotówkę, kontrakty.
Było:
- Wczoraj w nocy, dziś rano.|- Zgarnęli reguły?
Cholerne dupki.
Co? Zbili cię gumowym kijem?
Glina nie mógłby znaleźć swojego| fiuta nawet z dwoma rękami i mapą.
Ktokolwiek rozmawia z takim dupkiem| sam jest dupkiem.
- Chcesz się zamienić?|- Pieprz się, Ricky.
Nie wychodzę dzisiaj.| Idę do domu.
Idę do domu, bo nic tu nie zdziałamy.
- Ktokolwiek rozmawia z tym facetem...|- Zgadnij co zrobił "Maszyna".
- Pieprzyć "Maszynę".|- View Mountain, osiem części.
Gliny nie mają prawa by rozmawiać ze mną| w taki sposób. Nie zrabowałem tego miejsca.
- Słyszałeś co powiedziałem?|- Tak, zakończył umowę.
Osiem części View Mountain.
- Zrobiłeś to?|- Tak.
- Pieprz się.|- Zgadnij z kim?
- Kiedy?|- Dopiero co.
- Zgadnij z kim?|- Dopiero co... dzisiaj rano?
Harriett i bla bla Nyborg.
- Zrobiłeś to?|- Tak... 82 tys.
- Ci cholerni gnoje.|- Moja dupa. Mówiłem mu... posłuchaj tego.
- Nie chcę słuchać twoich wojennych historii.|- Pieprz się, Dave.
Powiedziałem, "Musisz w siebie uwierzyć."
Daj mi regułę.| Chcę wyjść. Chcę wyjść.
- Pieprzę reguły. Idę do domu .|- Pieprz mnie, Bruce.
- Musisz uwierzyć w siebie.|- Nie mamy reguł.
- Dlaczego nie?|- Zgarnęli je.
Tak czy siak to pieprzone śmiecie.| Cały przeklęty...
Mówisz, rozejrzyj się,| ktoś ma w kółko i w kółko. Ja nie mam nic.
Ale dlaczego?| Dlaczego nie trafiają mi się okazje?
- Ukradli kontrakty?|- Co to cię kurwa obchodzi?
Co to kurwa ma znaczyć?
Zamkniesz się?| Rozmawiam z nim o czymś.
Moglibyśmy dostać jakąś kawę?
- Jak się masz?|- W porządku.
Ktokolwiek będzie wychodził,| mógłby przynieść jakiejś kawy.
- Tobie trafiają się okazję.|- Co to kurwa ma znaczyć?
Trafiają ci się okazje.| Trafiają się tobie, tak samo jak mi,
- tak samo jak każdemu.|- Mam w dupie to, że ukradli kontrakty?
Dopadłem ich w kuchni, jak jedli okruchy z ciasta...
- Co to ma znaczyć?|- To znaczy, Dave...
że nie zakończyłeś żadnej,| dobrej umowy w tym miesiącu.
To nie mój interes,| chcesz żebym odpowiedział za ciebie.
Więc nie masz kontraktu| wartego kradzieży i tak dalej.
Sam masz kiepską passę.| Zamknij się kurwa!
Ricky, sam masz kiepską passę i o czym ty pierdolisz?
Wyciągasz to gówno... z moich spraw?
Gdybyś to ty miał kłopot a ja bym ciebie| z niego wyciągnął, ukrywałbyś ten fakt.
Ukrywałbyś to przez długi czas| i według ciebie to by było w porządku.
- Kto powiedział "Pieprzyć Maszynę"?|- Pieprzyć Maszynę?
Pieprzyć Maszynę?| Pieprzyć Maszynę!
Cóż to za klasa uprzejmości?| Jesteś pojebany, Rick.
W głowie ci się pojebało?| Jesteś najlepszy na rankingu
- więc myślisz, że tu rządzisz.|- Poczekaj chwilę, Dave.
- Zamknij się!|- Ok...
Chcesz zdecydować komu i co przydzielać, o to chodzi?
Wchodzę dzisiaj do biura i zostaję,| upokorzony przez bezmózgiego glinę.
Oskarża się mnie...
a ty rzucasz mi gównem w twarz, gdyż jesteś 1-szy na rankingu?
Czy to zrobiłem, Dave...| Upokorzyłem cię?
- Oh mój Boże, przepraszam.|- Władca świata.
Władca świata...| to wszystko jest pojebane.
Nie mam czasu by się bawić| z jakiś chrzanionym filantropem
któremu ostatnio brakuje szczęścia?|- Pierdol się!
Sam się pierdol, Dave...| Wiesz, że możesz sobie pogadać.
Zamykasz kontrakt, a całe to miejsce śmierdzi| później przez tydzień od twoich pierdów...
bo tak dużo się nażarłeś.| Oh, jakiż to wielki człowiek z ciebie!
"Pozwól, że kupię ci paczkę gum...| pokażę ci jak je żuć."
Twój kumpel kończy kontrakt| a z twoich ust płynie tylko żółć.
Ależ ty jesteś pojebany!
Mój kumpel, kto, Ricky? Co?| A kim ty jesteś?
Kim jesteś, lśniącym biskupem?
Kim ty kurwa jesteś, panem schludnym?
Kim kurwa jesteś,| przyjacielem pracownika?
Też mi coś!| Pierdol się!
Masz pamięć pierdolonej muchy!
Tak czy owak,| nigdy cię nie lubiłem.
Co to jest,| twoja mowa pożegnalna?
- Jadę do domu.|- Twoje pożegnanie z oddziałem?
Nie jadę do domu.| Jadę do Wisconsin.
- Szczęśliwej podróży.|- Pierdol się!
Pierdol się!| Wszyscy się pierdolcie!
Mówiłeś, że...
Co?
No dalej.
Dalej... Zastałeś ich w kuchni...
masz ich w rękawie,
twoja statystyka się poprawia,
możesz to poczuć.| No dalej, złap to.
- Jadłeś okruchy z jej ciastka.|- Oh tak, jadłem.
- Jakie było?|- Ze sklepu.
- Pieprzyć ją.|-"Bruce, Harriett...
musimy przyznać przed sobą| że widzimy tę okazję
i złapiemy ją... o to chodzi."| Tylko usiądźmy tam.
- Wyjąłem moje pióro.|-"Zawsze kończ umowę. [ABC]"
Boże, właśnie to powiedziałem... stare sposoby.
Namów tego skurczybyka,| sprzedaj mu, zmuś do podpisu na czeku.
Oni trzymali swoje pieniądze| w obligacjach rządowych...
Powiedziałem,"Pieprzyć to... | pójdźmy dalej, na całość."
Biorę to i sprzedaję...| osiem części, 82 patole i mówię do nich,
"To jest to. To ta rzecz, o której marzyliście.
Znajdziecie walizkę w pociągu.
Człowiek przechadza się w przedziale,| torba jest pełna pieniędzy.
Harriett, to jest to i Bruce...| Nie chcę owijać w bawełnę.
Nie, nie chcę. Nie chcę się skradać dookoła.
Myślisz, że musisz się nad tym zastanowić? Ja też.
Jestem tu dla twojego dobra,| mojego też... dla dobra nas obu.
Jest:
- W nocy.|- Ukradli zlecenia?
Pierdolony kretyn.
Co? Dostałeś pałą?
Glinarz nie znalazłby nawet swojego kutasa| przy pomocy mapy.
- Będziesz kapował?
- Pierdol się, Ricky.
Nie robię dzisiaj,| idę domu.
Oni do niczego nie dojdą, a kto z nimi gada...
- Wiesz co zrobił "Automat".
- Pierdolę "Automat".|- Osiem działek na View Mountain.
- Gliny nie mogą tak się do mnie odnosić,|ja się tu nie włamałem.
- Słyszysz co mówię?|- Tak, załatwił kontrakt.
- Osiem działek na View Mountain.
- Naprawdę?|- Tak.
- Nie pierdol.|- Zgadnij komu?
- Kiedy?|- Przed chwilą.
- Zgadnij komu?|- Rano... dzisiaj rano?
-Harriett i ktoś tam Nyborg.
- Naprawdę?|- Tak... 82.000 $.
- Takie ogony.|- Powiedziałem im... posłuchajcie.
- Nie chcę słuchać tych bzdur z frontu.|- Pierdol się, Dave.
Powiedziałem, "Uwierzcie w siebie."
Daj mi zlecenie, idę stąd.
- Jebać zlecenia. Idę do domu.
- Musicie w siebie uwierzyć.|- Nie ma zleceń.
- Ukradli je.
I tak były gówno warte...pieprzony szajs.
Popatrzcie w koło, ten ma to... a ja nie mam nic.
Dlaczego? |Dlaczego nie trafiają mi się takie okazje?
- Umowy też ukradli?|- A co cię to kurwa obchodzi?
- Co to miało kurwa znaczyć?
- Zamkniesz się, coś opowiadam.
- Dostaniemy kawę?
- Jak się masz?|- Świetnie.
- Może ktoś się ruszy, napiłbym się kawy.
- Teraz macie tą okazję...|- Co to miało kurwa znaczyć?
- ... macie teraz okazję.|Skorzystajcie z niej,
- Nie obchodzą mnie skradzione kontrakty.
- Dopadłem ich w kuchni...
- Co to ma znaczyć?|- To znaczy, Dave,
że, od miesiąca żadnego nie załatwiłeś.
Nic mi do tego ale, chciałeś wiedzieć.|Więc nie masz się co martwić o skradzione kontrakty.
- Sadysta z ciebie.|Zamknij się kurwa!
Ricky sadysta z ...,|a ty co tam pierdolisz?
Nieźle mi dowalasz.
Gdybym ja coś takiego zrobił,
długo byś mi to pamiętał...| i miałbyś rację.
- Kto powiedział "Pierdolić Automat"?|- Pierdolić "Automat"?
Pierdolić, pierdolę go!
Skąd nagle ta kurtuazja, jesteś pojebany, Rick'y.
W głowie ci się pojebało?|Jesteś pierdolonym asem,
- to myślisz, że tu rządzisz.|- Dave...
- ZAMKNIJ SIĘ!
Chcesz mi mówić jak mam się do kogo zwracać?
Wchodzę do tego burdelu| i jakiś palant gliniarz mnie poniża.
Oskarżają mnie...
i jeszcze ty rzucasz mi gównem w twarz, bo jesteś pierwszy?
- Czyżbym cię obraził, Dave...?
- O Boże, przepraszam.|- Władca świata...
Siedzisz na szczycie świata... i wszystko jest kurwa fajnie.
- I nie mam czasu dla marnych nieudaczników,
którym brakuje szczęścia.| - Pierdol się!
- Sam sie pierdol, krzykaczu.
Załatwisz kontrakt, to popierdujesz przez cały tydzień...
czego ty nie dokonałeś... ale z ciebie figura!
"Chodźcie, nauczę was żuć gumę."
Twój kumpel kończy kontrakt, kurwa, co za gorycz.
Dopiero jesteś kurwa zdołowany!
- Kto jest moim kumplem,Ricky?| A ty kim jesteś?
Świętym Franciszkiem?
Kim ty kurwa jesteś, panie elegancki?
Kim kurwa jesteś? Przyjacielem robotnika?
Też mi coś!| PIERDOL SIĘ!
Masz kurewsko krótką pamięć!
Nigdy cię nie lubiłem.
- Co to ma być, mowa pożegnalna?
- Idę do domu.|- Pożegnanie z bronią?
Nie, idę do domu. Jadę do Wisconsin.
- Miłej drogi.| - PIERDOL SIĘ!
WSZYSCY SIĘ PIERDOLCIE!
- Mówiłeś, że...
Zastałeś ich w kuchni...
zakasałeś rękawy,
i rozłożyłeś statystyki.
Poczułeś zapach sukcesu. No wyżuć to z siebie.
- Poczęstowali cię ciastem.| - Tak poczęstowali.
- Dobre było?|- Kupne.
- Pierdolić ją.| - "Bruce, Harriett...
musicie przyznać że, mamy okazję,
i złapiemy ją. Siedzimy.
Wyjmuję długopis.-|- "Zawsze dobić targu."
- Jak za dawnych czasów.
Przekonać skurwiela, sprzedać mu, zmusić do podpisu.
Mają pieniądze w obligacjach rządowych...
Myślę, "Pierdolić to...sprzedam im za całość."
I poszło, 82 patole, i mówię
"O tym właśnie marzyliście.
Znaleźliście walizkę pełną pieniędzy.
To jest to...
Harriett, Bruce...nie będę owijał w bawełnę.
To jest życiowa decyzja.
Jestem tu żebyśmy wszystko doprowadzić do końca.
Pół środki nie prowadzą do niczego.
Było:
Jedyne zaangażowanie, które akceptuję to pełne inwestowanie.
To znaczy, chodzi o...| o wszystkie osiem części. Kropka."
Trzymam w ręku pióro, Rick... hej.
Odwróciłem ten kontrakt...| osiem części, 82 patole...
i powiedziałem,|"Chcę, byś się podpisał."
Siedziałem tam przez 5 minut.
W sumie siedziałem 22 minuty | tyle minęło na ściennym zegarze w kuchni.
Ricky... bez słowa, bez ruchu.
I o czym myślałem?|"Czy moja ręka się zmęczy?"
Nie. Zrobiłem to.| Tak jak kiedyś,
tak jak umiem,| tak jak mnie nauczono.
Jest:
Zgodzę się tylko na pełną inwestycię,
Koniec i kropka..
Trzymam w ręku pióro.
I podaję im kontrakt...osiem działek,| 82 patole...
Mówię,"Chcę, abyście to podpisali."
Siedziałem tak 5 minut.
A potem jeszcze 22, zgodnie z kuchennym zegarem.
Ricky... ani słowa, ani gestu.
Myśle sobie,| "Zdrętfieje mi ręka?"
Nie. Udało się!| Tak jak kiedyś,
tak jak umiem, tak jak mnie nauczono.
Było:
Nigdy nikogo...| No dobra, jeśli nauczyłem to się cieszę.
Nie, co zrobiłem...| Uwziąłem się na nich.
Całkowicie uwziąłem się na nich...| nie na siebie... na nich.
I wreszcie, o boże,| uczepiłem się ostatniej myśli,
Jest:
Nikt nigdy cię ...|no jeśli to ja to cieszę się.
Skupiłem na nich całą swoją wolę.
Pomyślałem "to ostatnia szansa."
I wreszcie...
Było:
Podpisali.| To było świetne.
Cholernie świetne.
Jest:
Podpisali.|Świetnie.
Zajebiste uczucie...
Było:
Jakby spadło na nich niedostrzegalne natchnienie od boga.
Wtedy on sięgnął po pióro, wziął je i podpisał się,
podał jej pióro i ona też podpisała.
To było jest ceremonia...| cholerna ceremonia.
Pozwoliłem im usiąść, pokiwałem głową.| I powiedziałem "Harriett, Bruce",
obróciłem się w stronę kredensu w salonie.
Nawet nie wiedziałem, że był tam kredens.
On poszedł,| przyniósł drinki...
w małych mieniących się szklankach| ładnie zaprojektowanych.
i wypiliśmy toast w ciszy.
Dobra sprzedaż, Shelly.
Niezła.
Cholera! Wyślij mnie!| Daj mi reguły!
Jest:
Tak jak natchnienie od Boga.
Wtedy jakby oboje zwiędli,
Niezauważalnie opadli.
On wyciągnął rękę i podpisał...| było cholernie uroczyście.
Kontrakt leży kiwam głową i mówię,"Harriett, Bruce",
i pokazuję na kredens.
Przedtem nawet nie zauważyłem że, tam jest kredens.
Przyniósł nam drinki w małych kieliszkach,
ładnie zdobionych.
Wypiliśmy w ciszy.
- Świetna transakcja, Shelly.
- Kurwa! Wyślij mnie!|Daj mi zlecenia!
Było:
- Reguły przyjadą.|- Daj mi je.
Rozmawiałem z Mitchem i Murrayem| godzinę temu. Niedługo tu będą.
- Są trochę wkurwieni.|- Powiedziałeś im o mojej sprzedaży?
Niby jak miałem to zrobić?| Nie miałem tele...
Powiem im kiedy przyniosą reguły.
Mieliśmy... zakończyłeś umowę,| zrobiłeś dobrą sprzedaż. Świetnie.
- Więcej niż dobrą sprzedaż.|- Mam wiele na głowie.
Oni tu przyjdą i będą wkurwieni.| Próbuję zrobić...
Wszystko co mówię to, że możesz im powiedzieć | że to była znacząco dobra sprzedaż.
Największe znaczenie ma fakt| z kim ją ubiłeś.
- Co to kurwa ma znaczyć?|- Jeśli sprzedaż się utrzyma to będzie cud.
Jeśli sprzedaż się utrzyma?| A dlaczegóżby nie powinna?
Oh, pieprz się!| Nie znasz się na swojej pracy.
Wiesz o tym?| Człowiek to jego praca!
Ty srasz na swoją.| Słyszysz co do ciebie mówię?
Jest:
- Zlecenia są w drodze.
Godzinę temu rozmawiałem z Mitchem i Murrayem. Jadą tu.
- Są trochę wkurwieni.|- Powiedziałeś o moim kontrakcie?
- Jak miałem to zrobić?| Nie miałem telefonu...
Powiem im jak przyniosą zlecenia.
Dobrze się spisałeś.| - Nawet lepiej.
- Mam dużo na głowie,
oni tu przyjadą i będą wkurwieni.
Chcę abyś im powiedział że,| to szczególna transakcja.
Szczególne jest to z kim ją zawarłeś.
- Co ty kurwa pierdolisz?| - To będzie cud jeśli transakcja dojdzie do skutku.
A dlaczego nie miałaby?
Nie pierdol!| Nie znasz o niczym pojęcia.
Praca to człowiek a ty | pierdolisz swoją pracę!
Słyszysz co do ciebie mówię?
Było:
nawet nie wiesz jak prowadzić to biuro.
Nie masz rozumu. Nie masz jaj.
Byłeś kiedyś na spotkaniu z klientem?| Czy ten skurczybyk kiedykolwiek był na spotkaniu?
- Byłeś kiedyś...|- Gdybym był tobą, uciszyłbym się.
Naprawdę?| Co chcesz zrobić, wylać mnie?
Oh, oh, Rick, ooh.
- To nie jest niemożliwe.|- Naprawdę? W dniu z 80 tys. dolców?
- Jeszcze nie ma nawet południa.|- Umowę zakończyłeś dzisiaj?
Wstałem dzisiaj wcześnie,| dopadłem ich i zakończyłem.
Mówię do ciebie, że niektóre rzeczy się zmieniają.
Tu właśnie pierdolisz.| Nie wiesz. Nie możesz spojrzeć za siebie.
Nie rozumiesz kto przychodzi.| Może to ktoś nowy?
Może to ktoś inny,| ale tego nie wiesz...
Nie możesz spojrzeć za siebie,| bo nie znasz twojej historii!
Kiedy byliśmy na Rio Rancho,| kto był najlepszy, co?
Przez ile, 2 miesiące, 3 miesiące?
A może przez 8 miesięcy,| przez trzy lata z rzędu!
Szczęście... to było to? John?| A może skradzione cholerne reguły?
- To był talent!|- Tak.
Drzwi w drzwi. To się nazywa| "wizyta bez zapowiedzi", John.
Cholera, nawet nie znam ich nazwisk.| Nie chcą kupować tego co im oferuję.
Delikatne techniki sprzedaży...| robiliśmy to zanim wymyślono na to określenie.
- Mam rację?|- Masz, masz.
Nie wiedziałbyś, fiucie...| on nawet nie wie co to jest passa.
Jest:
nie wiesz nawet jak prowadzić to biuro.
Nie masz wyczucia. Nie masz jaj.
Byłeś kiedyś na rozmowie z klientem?| Czy ten lachociąg był na spotkaniu?
- Uspokuj się.
- A bo co, zwolnisz mnie?
- To nie wykluczone.| - Naprawdę? Przy kontrakcie za 80 tys. dolców?
- A jeszcze nie ma południa.| - Dzisiaj ich załatwiłeś?
Wstałem rano, odszukałem ich| i załatwiłem.
Wszystko się zmieniło,| a ty jesteś głupi bo nic nie rozumiesz.
Przypierdoliłeś się tu.| Nie wiesz czy coś się zmienia,
czy pojawia się ktoś nowy?
Nie masz za grosz doświadczenia...
Nie potrafisz spojrzeć za siebie...
Kto miał najlepsze wyniki przy Rio Rancho?
Jak długo, 2 miesiące, 3 miesiące?
A może 8,| trzy lata z rzędu!
I co to było? Szczęście, jebane kradzione zlecenia?
- To był talent!
Od drzwi do drzwi.| Prawdziwa gra w ciemno.
Kurwa, nawet nie wiedziałem jak się nazywają.
Łagodny targ.| Robiliśmy to zanim wymyślono na to nazwę.
- Mam rację?
Nie wiedziałbyś, fiucie...| co to jest szczęście.
Było:
Jesteś pieprzoną sekretarką.| Pierdol się!
To moja wiadomością dla ciebie...| Pierdol się i pocałuj mnie w dupę.
Jeśli ci się to nie podoba, idę na drugą| stronę ulicy pogadać z Jerrym Graffem.
Jest:
Pierdoloną sekretarką.| Pierdolę cię!
Powiem ci tylko tyle...pierdol się i pocałuj mnie w dupę.
Jak ci się nie podoba to podoba,|to pójdę do Jerry Graffa.
Było:
Posłuchaj mnie... Umieściłeś mnie| na tym pieprzonym rankingu,
i chcę trzy reguły obiecane na dzisiaj,
i nie chcę żadnego gówna,| chcę je razem,
bo mam zamiar zamknąć wszystkie umowy.
To wszystko co mam ci do powiedzenia.
On ma rację, Williamson.
Przepraszam, ale jest złe,| i wiesz kto ponosi za to winę?
Mitch & Murray.
Do diabła z nim.| Chodźmy na lunch, co Rick?
Tak czy owak nie będzie tu więcej żadnej reguł.
Jesteś klientem. Właśnie sprzedałem ci| 5 nadbrzeżnych posesji Glengarry Farms.
Gdy zrobię tak z moimi włosami,| powiesz do mnie "Kenilworth".
- O co chodzi?|- Kenilworth.
Posiadam tę własność.| Moja matka ją ma.
Wkręciłem ją do tego.
Spojrzysz na parcele| kiedy będziesz wychodził do domu. Zrozumiesz...
Jest:
Teraz wpisz mnie na pieprzoną tablicę,
i chcę na dzisiaj trzy zlecenia,
żadnego gówna,
bo mam zamiar je wszystkie zrealizować.
I to już wszystko do ciebie.
On ma rację,
Przepraszam ale,mylisz a wiesz czyja to wina?| ...Michta i Murreya.
Do diabła z nimi. Chodźmy na lunch.
Zlecenia przyjdą później.
Jesteś klientem. |Właśnie sprzedałem ci 5 działek Glengarry Farms.
Jak przejadę po włosach to powiesz| "Kenilworth".
- O co chodzi...
- Ja też mam taka posiadłość, | moja matka również.
Sam ją wprowadziłem.
Proszę spojrzeć na parcelę...
Było:
- Nie spiesz się. Jeśli nadal będziesz czuł... |- Nie potrzebuję więcej czasu, Rick.
- Kupiłem dużo własności.|- Muszę z tobą porozmawiać.
Jim, co tu robisz?
Jim Lingk,| D. Ray Morton.
- Miło cię poznać.|- Umieściłem Jima w Black Creek.
- Jesteś wtajemniczony w... |- Black Creek? Nie.
- Ooh, na Florydzie!|- Tak.
- Chciałem z tobą o tym porozmawiać.|- Pogadamy w ten weekend.
Jest:
- Nie ma pośpiechu jeśli się pan wacha...
- Wiele razy kupowałem już grunta.
- Jim, co tu robisz?
Jim Lingk, pan Ray Morton.
- Miło mi poznać.
- Własnie sprzedałem Jimowi Black Creek. |- Black Creek? Nie.
- Na Florydzie! |- Tak.
- Chciałem z tobą o tym porozmawiać.| - W ten weekend.
Było:
Pięknie położona ziemia...| Opowiadałem Jimowi i Jinny.
Ray, muszę ci coś powiedzieć.| Jadasz w wielu restauracjach?
Wiem, że tak.| Ray jest z American Express.
- Mogę powiedzieć Jimowi czym się zajmujesz?|- Jasne.
Ray jest dyrektorem całej europejskiej sprzedaży i obsługuje...
Chcę powiedzieć, że, nie| jadłeś posiłku dopóki nie spróbowałeś...
Byłem u Lingków...
O jakiej to zalecie obsługi mówiłeś?
- Której...|- "Gotowanie w domu."
- Użyłeś wtedy takiej frazy...|- Gotowanie...
"Domowe gotowanie"| miesięczny wywiad.
- Czasopismo!|- Tak.
Mogę o tym z tobą pomówić?
Nie będzie opublikowany przed lutym, ale wal śmiało.
- Na pewno?|- Śmiało.
Ray jadł w domu u jednego ze swoich pracowników we Francji.
- Ten człowiek jest Francuzem?|- On nie, ale jego żona tak.
Jego żona.
Ray, która godzina?
Jest:
Piękne wzgórza... | Opowiadałem o tym Jimowi i Jinny.
Ray, jadasz w wielu restauracjach?
Wiem, że tak.| Ray pracuje dla American Express.
- Mogę powiedzieć Jimowi czym się zajmujesz?
Ray jest dyrektorem całej| europejskiej sprzedaży i obsługuje...
Nie będziesz wiedział co| dobre dopóki nie zjesz obiadu...
U Lingków...
Czym ty się ostatnio zajmowałeś?
- "Kuchnią domową."
- Jaki dałeś slogan... |"Miesięczy przegląd kuchni domowej"
- Magazyn!| - Tak.
- Mogę o tym mówić?
- Ukarze się dopiero w lutym, |ale wal śmiało.
- Na pewno?| - Jasne.
- Ray jadł u jednego ze swoich pracowników we Francji.
- On jest Francuzem? |- Nie, ale jego żona tak.
- Jego żona.
- Ray, która godzina?
Było:
- Nie mówiłem że na 14:00?|- Nie, na 13:00.
Pamiętasz na 13:00, właśnie dlatego | nie mogliśmy pomówić o Kenilworth.
Masz rację, na 13:00| spadajmy stąd.
- Miło było poznać.|- Muszę z tobą pogadać.
Muszę zawieźć Raya na lotnisko.| Pospiesz się... John!
Zadzwoń do Pittsburgha,| do tamtejszego American Express, do pana Mortona.
Powiedz im, że przybędzie o 13:00.| Sprawdzę cię.
Chryste, przepraszam | przyszedłeś nie w porę.
Jest:
- Nie mówiłem że na 14:00?| - Nie, na 13:00.
- Pamiętasz na 13:00, właśnie dlatego| odłożyliśmy sprawę Kenilworth.
- Masz rację, na 13:00.
- Było mi miło.|- Muszę z tobą porozmawiać.
- Muszę zawieźć Raya na lotnisko.|- Pospiesz się... John!
- Zadzwoń do Pittsburgha, do American Express,| powiedz im że, pan Morton,
odlatuję o 13:00.
Chryste, przepraszam cię tak daleko jechałeś.
Było:
Mogłeś zadzwonić!| Czy będziesz w domu z Jinny?
- Nie wiem.|- Rick?
- Co?|- Kenilworth?
- Przepraszam?|- Kenilworth.
Oh, boże. Przepraszam, Ray...| tylko chwilę.
Jim, mówiłem ci kto to jest...| wiceprezes American Express.
Jego rodzina posiada 32...
w ciągu minionych lat, sprzedałem mu...| Nie mogę ci powiedzieć sumy...
ale całkiem sporo ziemi.
5 tygodni temu obiecałem mu, że| pojawię się na urodzinach jego żony
w Kenilworth dziś wieczorem.| Muszę pójść, rozumiesz?
Traktują mnie jak członka rodziny.| Muszę pójść.
To zabawne... widziałeś typ człowieka-korporacji,
wszystkie rodzaje interesów...| ten facet, mówię ci.
Któregoś dnia pójdziemy do niego do domu.
Jest:
Mogłeś zadzwonić! | Czy będziesz w domu z Jinny?
- Nie wiem.| - Rick?
- Co?| - Kenilworth?
- Przepraszam?| - Kenilworth.
Oh, boże. Przepraszam, Ray... chwileczkę.
Powiedziałem ci że, on jest wiceprezesem American Express.
Jego rodzina posiada 32 procent,
w ciągu minionych lat,| sprzedałem mu nie wiem dokładnie....
Ale bardzo dużo ziemi.
5 tygodni temu obiecałem mu, że przyjdę na urodzinach jego żony
w Kenilworth.| Muszę, rozumiesz?
Traktują mnie jak członka rodziny.| Muszę iść.
To zabawne... każdy ma w głowie obraz biznesmana,
Człowieka interesów...|Ale ten facet.
Pójdziemy do nich kiedyś razem.
Było:
Ah, w poniedziałek.
Jest:
Ale, w poniedziałek.
Było:
- Moja żona...|- Rick?
Nie mogę teraz rozmawiać, Jim...| Zadzwonię do ciebie dziś wieczorem. Już idę, Ray.
Moja żona powiedziała, że mam anulować umowę.
To najczęstsza reakcja, Jim,| pozwól, że powiem ci w czym rzecz.
Dlatego też się z nią ożeniłeś.| Jednym z powodów jest rozwaga.
Nie, to jest spora inwestycja.| Niektórzy myślą dwa razy.
To coś co mają kobiety.| Reakcja na wielkość inwestycji.
W poniedziałek znów zaprosisz mnie na obiad...
- Ta kobieta potrafi gotować.|- Jestem pewien, że tak.
Będziemy rozmawiać.| Chcę ci coś powiedzieć.
Chcę byś wiedział coś o swojej powierzchni.
Nie mogę mówić o tym tutaj, naprawdę| nie powinienem, ze względu na prawo...
Ten facet tuż przy tobie...| kupił działkę za 42...
dzwonił, by powiedzieć | że już miał ofertę.
Jest:
- Moja żona mówi...
Nie mogę teraz rozmawiać, Jim...| Zadzwonię do ciebie. Już idę, Ray.
Żona chce abym| anulował kontrakt.
To normalma reakcja, powiem ci w czym rzecz.
Pewnie dlatego się z nią ożeniłeś.
To rozsądek, spora inwestycja, trzeba pomyśleć.
To charakterystyczna dla kobiet| reakcja na wielką inwestycję.
W poniedziałek znówu zaprosisz mnie na kolację...
- Twoja żona naprawdę potrafi gotować.
Będziemy rozmawiać.
Coś ci powiem...
Nie powinienem tego mówić...
Ale facet obok ciebie...|kupił działkę za 42 tysiące.
A już mu dają więcej.
Było:
Ray, co za dzień.| Zadzwonię do ciebie wieczorem.
Przepraszam, że przyszedłeś nie w porę.| Lunch w poniedziałek.
- Musimy jechać.|- Poniedziałek!
Dzwoniła do biura konsumentów...| do prokuratora?
- Powiedzieli, że mamy trzy dni.|- Do kogo dzwoniła?
Do prokuratora...| to było jakieś biuro konsumenta.
Dlaczego to zrobiła, Jim?
Nie wiem.
Ale oni powiedzieli, że mamy trzy dni.
Powiedzieli, że mamy trzy dni, tak.
Trzy dni?
- Żeby... wiesz.|- Nie, nie wiem.
Jest:
Co za dzień.| Zadzwonię wieczorem.
Lunch w poniedziałek.
- Musimy już iść.| - Poniedziałek!
Dzwoniła do prawnika...| do prokuratora generalnego?
- Powiedzieli, że mamy trzy dni.| - Do kogo dzwoniła?
- Do prokuratora...| do jakiegoś biura.
- Dlaczego to zrobiła?
- Nie wiem.
- Ale powiedzieli, że mamy trzy dni.
- Mamy trzy dni.
- Trzy dni?
- Żeby...no wiesz.|- Nie, nie wiem.
Było:
Oczywiście, że macie...| trzy dni.
Więc nie możemy porozmawiać w poniedziałek.
W poniedziałek...| widziałeś mój kalendarz.
Jim, Jim... nie mogę.
Widziałeś mój kalendarz.| Nie mogę.
Musimy odzyskać nasze pieniądze przed poniedziałkiem.
Mówili o trzech dniach roboczych.
Jest:
- Oczywiście, że macie... trzy dni.
- Więc nie możemy| się spotkać w poniedziałek.
- W poniedziałek... |widziałeś mój terminarz.
- Jim, Jim... nie mogę.
- Widziałeś mój kalendarz.|Nie mogę.
- Musimy odzyskać nasze pieniądze przed poniedziałkiem.
- Mówili o trzech dniach roboczych.
Było:
Jeśli zaczekamy do poniedziałku,| upłynie mi termin.
- Nie licz soboty.|- Nie liczę.
Mówię, żebyś nie wliczał soboty do tych trzech dni.
- Ona nie jest dniem roboczym.|- Nie wliczam jej.
Środa, czwartek, piątek... | więc byłoby po terminie.
Po terminie?
Jesli zaczekamy do poniedziałku| byłoby po terminie!
Jest:
W poniedziałek, minie termin.
- Nie liczysz soboty.|- Nie
- Mówię ci, nie liczysz soboty.
- To nie jest dzień roboczy.|- Nie liczę.
Środa, czwartek, piątek... |termin minie.
- Jaki termin?
- Jeśli zaczekamy do poniedziałku| minie termin!
Było:
Kiedy najwcześniej mógłby być?
- Nie wiem.|- Dzisiaj.
Dzisiaj. W każdym razie,| to nie było...
Zawarliśmy ze sobą porozumienie.
A czek nie został zrealizowany?
Właśnie dzwoniłem do miasta...| leży na ich biurku.
- Rick.|- Chwileczkę.
Po pierwsze, rozmawiałem z tobą o czymś,
o czym nie mogłem z tobą tutaj rozmawiać.
- Levene!|- Posłuchaj mnie.
Ustawa jest po to by cię chronić.| Nie narzekam na to.
Faktycznie, byłem członkiem składu| kiedy był sporządzany jej szkic.
Wręcz zupełnie przeciwnie.| Ustawa mówi,
"Możesz zmienić swoją decyzję w ciągu trzech dni roboczych
Jest:
- Kiedy najwcześniej mógłby być?
- Nie wiem.|- Dzisiaj?
- Dzisiaj? Dzisiaj, napewno nie...
Na wypadek gdybyśmy| jeszcze coś chcieli omówić?
- Nie został zrealizowany?
Właśnie dzwoniłem do centrali...|mają go na biurku.
- Rick.| - Chwileczkę.
Jescze jedno, ale nie mogę o tym mówić tutaj.
O czym...
- Levene!| - Posłuchaj mnie.
To prawo ustalono dla| twojego bezpieczeństwa.
Byłem w komisji gdy je opracowywano.
Ustawa mówi...
"Możesz zmienić swoją decyzję |w ciągu trzech dni roboczych
Było:
To znaczy dopóki czek nie zostanie zrealizowany!
Kończę z tymi "meshugaas". Nikt nie powinien| mówić do człowieka w taki sposób.
- Jak możesz mówić do mnie w taki sposób?|- Levene!
- Jak możesz mówić do mnie w taki sposób?|- Zamówię taksówkę.
- Nie włamałem się...|- Shelly, wracaj do biura.
"Gdzie się ostatnio podziewałeś?"| Czy ktoś mnie słucha?
Jest:
- Czyli od realizacji czeku.
- Mam dość tej jebanej bzdury.| Nie wolno ci tak do mnie mówić.
- Jak możesz tak do mnie mówić?|- Levene!
- Jak pan mógł?|- Zamówię taksówkę.
- Nikogo nie okradłem...| - Shelly, chodż do biura.
"Gdzie byłeś wczoraj?"| Czy ktoś mnie słyszy?
Było:
Być może mógłbym cię odprowadzić.| Proszę nam wybaczyć...
Pracuję tutaj! Nie przyszedłem tutaj| by mnie źle traktowano!
- Może pójdziesz na lunch?|- Właśnie dlatego przyszedłem dzisiaj do pracy.
Kiedy nadejdą reguły, dam ci znać.
- Dlatego właśnie tu przyszedłem!|- Po prostu idź na lunch.
- Nie chcę iść na lunch!|- Idź, zjedz lunch, George.
Kiedy on przestanie mówić do| do pracownika w taki sposób?
Zabierz to ze sobą.| Ludzie próbują zrobić tu interes.
Dlatego tu przyszedłem.| To właśnie próbuję zrobić!
- Spotykam taktykę Gestapo.|- Przepraszam.
Spotykam taktykę Gestapo!
Spotykam taktykę Gestapo.| To nie w porządku.
Żaden człowiek nie ma prawa...| żaden człowiek nie ma prawa...
"Zadzwoń do adwokata"...| to znaczy, że jesteś pod...
On powiedział "Albo będziesz współpracował| albo zabierzemy ciebie do miasta."
Jest:
- Czy mógłbym w czymś pomóc.
- Ja tu pracuję!| Nie pozwolę sobą pomiatać!
- Idź na lunch?| - Przyszedłem tu żeby pracować!
- Powiem ci kiedy przyjdą zlecenia.
- Idź na lunch.
- Nie pójdę na lunch!|- Idź na lunch George.
- Jakim prawem mówi tak| do człowieka pracy?!
- Wyjdź stąd, ludzie chcą pracować.
- Ja też chciałbym pracować!
- To są gestapowski metody! |- Przepraszam.
- Gestapo!
Tak gestapo, |to nie jest w porządku.
Nikt nie ma prawa...
"Zadzwoń do adwokata"...|to znaczy, że jestem podejrzany.
"Współpracuj, albo| zabierzemy cię na posterunek.
Było:
Wyniesiesz się stąd?
Wyniesiesz się stąd?| Wyniesiesz?
Próbuję prowadzić tutaj biuro.| Pójdziesz na ten lunch?
Jest:
- Wyniesiesz się stąd wreszcie?|Wyniesiesz?
Próbuję prowadzić te biuro.| Idziesz na ten lunch?
Było:
- Przepraszam.|- Gdzie Moss...?
Jest:
- Gdzie jest Moss...?
Było:
Wybaczysz mi, proszę?
Jest:
- Wybaczysz mi, proszę?
Było:
To nie ja. To moja żona.
O co chodzi?
- Mówiłem ci.|- Powiedz mi jeszcze raz.
- O co tu chodzi?|- Powiedz mi jeszcze raz... twoja żona?
- Mówiłem ci.|- Powiedz mi jeszcze raz.
Ona chce pieniądze z powrotem.
Porozmawiamy z nią.
Nie, powiedziała mi "W tej chwili".
- Porozmawiamy z nią, Jim.|- Nie będzie słuchała.
Jest:
- To decyzja mojej żony.
- Słucham?
- Już mówiłem.|- Powiedz jeszcze raz.
- Powiedz mi jeszcze raz... twoja żona?
- Co się dzieje.
- Chce odzyskać swoje pieniądze.
- Porozmawiamy z nią.
- Nie, powiedziała "natychmiast".
- A my z nią porozmawiamy, Jim.|- Nie będzie słuchała.
Było:
Powiedziała, że jeśli nie odzyska pieniędzy,| zadzwoni do adwokata stanowego.
Nie. Nie.| Tak powiedziała.
- Nie musimy tego robić.|- Powiedziała mi, że muszę.
Jest:
- Powiedziała, że jak ich nie odzyskam,|to mam zadzwonić do prokuratora stanowego.
- Tak powiedziała.
- Ale nie musimy tego robić.|- Powiedziała, że muszę.
Było:
Posłuchaj, muszę...| jeśli nie odzyskam pieniędzy...
Roma, mówię do ciebie.
Posłuchaj... Zdejmie ktoś tego gościa z moich pleców, proszę?
- Masz problem?|- Tak, mam problem!
Tak, mam przyjacielu.| To nie ja...
...obrabowałem spółkę.| Robię interes.
Przyjdę do ciebie za chwilę, zrozumiałeś?
Jest:
- Jeśli nie odzyskam pieniędzy...
- Roma, mówię do ciebie.
- Czy ktoś mi zdejmie z karku tego gościa?
- Jakiś problem?|- Tak, mam problem!
Tak, i owszem przyjacielu.
Nie ja ukradłem ten sklepik...| Ja tu pracuję.
Zaraz do ciebię przyjdę, jasne?
Było:
Jim, to jest Ricky, Jim.
Jim, czegokolwiek chcesz,| chcesz tego, masz to.
Rozumiesz?| To ja.
Coś cię wkurzyło.
Jest:
Jim, to jest Ricky.
Jim, czego tylko sobie życzysz, chcesz.
Załatwione?| To ja.
Coś cię martwi.
Było:
a pomogę ci to naprawić.
Jest:
a ja pomogę ci to pokonać?
Było:
czasem potrzebujemy kogoś z zewnątrz.
Siadaj. Powiedz mi. No dawaj.
Nie mogę negocjować.
Co to znaczy?
Co?
Co?| Powiedz to.
Nie mam siły.
Ok, powiedziałem to.
Jest:
czasem potrzebujemy kogoś obcego.
Siadaj. Porozmawiaj ze mną.
- Nie mogę pertraktować.
- Jak to?
- Co?
- Powiedz wreszcie.
- Nie mam siły.
- Ok, powiedziałem to.
Było:
Negocjować co?
To.
Jest:
- Negocjować co?
- To.
Było:
Zapomnij o umowie, Jim.
Coś ci chodzi po głowie, co to jest?
Co?
Nie mogę z tobą rozmawiać.
Jest:
Zapomnij o kontrakcie.
Coś cię dręczy?
Co to jest?
- Nie mogę z tobą rozmawiać.
Było:
- Co?|- Oh...
Poznałem twoją żonę, co?
Jest:
- Co?
Poznałem twoją żonę, i co?
Było:
Dawaj, idziemy.| Idziemy, idziemy.
Chodź na drinka, no dawaj.
Nie, nie, ona powiedziała mi| żebym z tobą nie rozmawiał.
Chodź, idziemy, pójdziemy tuż za róg.
Jest:
Chodź, pójdziemy na drinka.
Chodź na drinka, no chodź.
- Zabroniła mi z tobą rozmawiać.
- Pójdziemy tylko za róg.
Było:
Kazała mi, odebrać czek, inaczej...
Zapomnij o umowie, Jimmy.| Zapomnij o niej.
Nie było umowy.| Znasz mnie, nie było jej.
Jest:
- Kazała mi, odebrać czek.
- Zapomnij o kontrakcie.
Kontrakt jest anulowany.
Było:
Już po wszystkim.
Proszę... pogadajmy o tobie.
Powiem ci coś.
Ty rządzisz swoim życiem.
Masz układ ze swoją żoną,
pewne rzeczy musisz robić razem z nią,
masz zobowiązania.| Ale są też inne rzeczy,
i te rzeczy są twoje.| Nie musisz się wstydzić.
Nie musisz się czuć tak jakbyś ją zdradzał
albo że ona cię opuści jeśli się dowie.
To twoje życie.
Jest:
Koniec.
Porozmawiamy o tobie.
Chcę ci coś powiedzieć.
Twoje życie należy do ciebie.
Masz kontrakt z własną żoną,
pewne rzeczy robicie razem,
Ale są też rzeczy,
które należą do ciebie.| Nie musisz się wstydzić.
Nie myśl że, jesteś niewierny.
ani że, ona cię rzuci gdy się dowie.
To jest twoje życie.
Było:
A teraz chce z tobą pogadać| ponieważ się denerwujesz,
i to dotyczy mnie.
Chodźmy, no dalej, właśnie teraz.
Jest:
Chciałbym z tobą pogadać bo widzę że, |jesteś załamany.
Dotyczy to również mnie.
Chodźmy teraz, w tej chwili.
Było:
- Co?|- Czek, to...
Co ci mówiłem?
Nie, co ci mówiłem o trzech dniach?
Roma, mógłbyś?| Chciałbym zjeść jakiś lunch.
Mogę porozmawiać z panem Lingk, jeśli pozwolisz.
Zaraz wrócę.| Sprawdzę tylko co u Williamsona.
- Ludzie w mieście powiedzieli...|- Zadzwoń do nich jeszcze raz. Panie Williamson!
Tak?
Pan Lingk i ja idziemy do...
Oh, tak, proszę.| Policja może...
- Co tutaj robi policja?|- To nic takiego.
- Co tutaj robi policja?|- Mieliśmy drobne włamanie ubiegłej nocy.
To nic takiego, właśnie zapewniałem pana Lingk.
Pan Lingk? James Lingk?| Pańska umowa jest bezpieczna.
- Nie ma się o co martwić.|- John, John...
- Pańska umowa została przekazana do banku.|- Zrealizowaliście mój czek?
- Panie Williamson...|- Czek został zrealizowany.
Kontrakt został odłożony do akt| i zdeponowany w banku,
jesteśmy całkowicie ubezpieczeni| na każdą możliwość, jak pan wie.
- Zrealizowaliście mój czek?|- Nic o tym nie wiem.
- Byłem pewien, że możemy...|- Nic o tym nie wiem.
Chryste! Ja...| Oh, Chryste.
Nie idź za mną,| po prostu nie idź za mną, ok?
Zawiodłem ciebie.| wiem, że cię zawiodłem.
Przepraszam, wybacz mi. Ja... ja...
Ja nie...| Nic już nie wiem.
Jest:
- Co?|- Ten czek...
- Co ci mówiłem?
Co mówiłem o tych trzech dniach?
- Roma, chciałbym zjeść jakiś lunch.
- Rozmawiam teraz z panem Lingkiem.
Zaraz przyjdę.|Zajmij się panem Williamsonem.
- Ludzie z zarządu mówili...|- Zadzwoń do nich jeszcze raz. Panie Williamson.
- Tak?
- Idziemy z panem Lingkiem do...
Policja będzie...
- Co tu robi policja?|- Nic, nic idziemy.
- Co tu robi policja?|- Mieliśmy drobne włamanie.
- Właśnie mówię panu Lingkowi...
- Pan Lingk? James Lingk?| Pański kontrakt już jest wysłany.
Nie ma się o co martwić.
- Zrealizowaliście mój czek?
- Czek jest realizowany.
Kontrakt jest złożony w depozycie,
wszystko jest w najlepszym porządku.
- Zrealizowaliście czek?|- Nic o tym nie wiem.
- Jestem pewien.
- Jezu Chryste!| O Boże!
Nie idź za mną.
Zawiodłeś się na mnie.|Wiem przepraszam.
Wybacz mi.
Ja już nic nie wiem.
Było:
Ty głupia pierdolona cipo.
Ty, Williamson,| do ciebie mówię, przygłupie.
Kosztowałeś mnie 6 tys. dolców.
6 tys. dolców i cadillaca.| Taka jest prawda.
Co zamierzasz z tym zrobić?
Jest:
Ty głupia jebana cipo.
Do ciebię mówię, zasrańcu.
Straciłem przez ciebie| 6.000 $.
6.000 $ i Cadillaca.
Co ty na to?
Było:
Jesteś pierdolonym gównem.
Gdzieś ty się uczył handlu,
ty głupia pierdolona cipo,| ty idioto?
Kto ci powiedział, że mógłbyś pracować z ludźmi?
Mógłbym...?
Oh, zamierzam odebrać ci stołek, gnoju.
Pójdę do miasta.| Porozmawiam z Mitchem i Murrayem.
Pójdę do Lemkina!| Nie obchodzi mnie czyim siostrzeńcem jesteś,
kogo znasz,| komu ssiesz fiuta,
czuj się wylany.| Przyrzekam ci...
Hej, facet,| miejmy to za sobą.
Każdy w tym biurze żyje z jego dowcipów...
Jest:
Ty pierdolony gówniarzu.
Gdzieś ty się uczył tego zawodu,
ty głupi pierdolony kutasie, jebany idioto?
Kto ci powiedział, że możesz| pracować wśród mężczyzn?
- Mógłbym...?
Wylecisz stąd, gnoju.
Jadę do centrali, porozmawiam z Mitchem i Murrayem.
Pójdę do Lempkina!|Nie obchodzi mnie czyim bratankiem jesteś,
kogo znasz, komu ciągniesz druta,
wylecisz stąd.| Przyrzekam ci...
- Hej, facet,| miejmy to za sobą.
Czy tu już nikt nie myśli...
Było:
Wynajęli cię do tego byś nam pomagał.
Czy to dla ciebie jasne?
Pomagał nam!| A nie wpierdalał!
Pomagał ludziom, którzy wychodzą
i próbują zarobić na życie,| ty wróżko.
Ty człowieku firmy.
Powiem ci więcej, mam nadzieję,| że to ty obrabowałeś spółkę.
Mogę powiedzieć naszemu przyjacielowi| coś, co pomogłoby mu ciebie przyskrzynić.
Chcesz się nauczyć pierwszej zasady...
...powinieneś ją znać, gdybyś choć raz| wiedział jak spędzić dzień swojego życia?
Nigdy nie otworzysz ust | dopóki nie wiesz jak komuś dociąć.
Ty pierdolony dzieciaku.
Jesteś półgłówkiem, Williamson.
Nie potrafisz myśleć samodzielnie,| to trzymaj gębę zamkniętą na kłódkę.
Słyszysz mnie?| Mówię do ciebie.
Tak, słyszę cię.
Ricky ma rację. Nie nauczysz się w biurze,| musisz nauczyć się na ulicy.
a już na pewno nie kupisz tego,| musisz to przeżyć.
- Tak!
Dokładnie.| Ponieważ twoi wspólnicy są zależni od...
Mówię do ciebie,| próbując ci coś powiedzieć!
- Naprawdę?|- Tak, naprawdę.
- A co takiego próbujesz mi powiedzieć?|- To co Roma próbował ci powiedzieć.
To co powiedziałem ci dawno temu.| Nie pasujesz do tego interesu.
Mógłbyś mnie wysłuchać.| Pewnego dnia mógłbyś przyznać,
"Hej, być może ten facet..."| oh, pieprzyć to.
Połuchaj mnie teraz.| Twoi wspólnicy są zależni od ciebie.
Gość, który jest twoim wspólnikiem\ jest zależny od ciebie.
Idziesz z nim i dla niego| albo jesteś gównem!
Jesteś gównem...| Nie możesz istnieć samodzielnie.
- Wybacz mi.|- Wybaczyć ci, nic z tego!
Będziesz tak zimny jak tylko chcesz.| Ty właśnie ojebałeś dobrego faceta...
...z 6 tys. dolców i jego przeklętej premii...
...bo nie wiedziałeś, że mu dopierdolisz.
Możesz zrobić coś takiego i nie stać na| to by przyznać, że to przez ciebie?
Nie wiem co...| Jeśli się niczego z tego nie nauczysz,
Będziesz... szumowiną!| Jesteś pierdoloną białą bułą.
Nawet dziecko wiedziałoby, że on ma rację.
Jeśli chcesz coś zrobić,| upewnij się najpierw, że to pomoże.
Hmm?| Albo trzymaj swoją gębę zamkniętą.
Jest:
Jesteś tu aby nam pomagać.
Czy to jasne?
Pomagać nam!| A nie pierdolić robotę!
Pomagać ludziom, którzy
próbują zarobić na życie,| ty cioto.
Ty jebany dupolizie.
Mam nadzieję, |że to ty się tu włamałeś.
I że, będę mógł coś powiedzieć naszemu przyjacielowi,| co pomogłoby mu ciebie przyskrzynić.
Musisz nauczyć się pierwszej zasady...
Trzymasz gębę na kłódke dopóki, nie wiesz o co chodzi.
Cholerny dzieciak.
Ale z ciebie kutas, Williamson.
Jak nie wiesz o co chodzi,| to morda w kubeł.
Słyszysz?| Mówię do ciebie.
- Tak, słyszę cię.
Ricky ma rację. Nic nie umiesz i jesteś,
głupszy niż ustawa przewiduje.
- Tak.
Partner polega na tobie...
Chcę ci coś powiedzieć!
- Naprawdę?|- Tak.
- A co takiego?|- To samo co Roma.
- To co ci dawno mówiłem.|- Nie nadajesz się do tego.
- Pewnego dnia... powiesz,
"może ten facet...",|chój z tym.
Połuchaj mnie teraz,| twój partner liczy na ciebie.
A ty, albo mu pomagasz
albo jesteś szmatą!
Jesteś gównem...| nie możesz żyć dla siebie.
- Wybacz mi.|- Wybaczyć!
Bądź sobie zimnym egoistą.|Właśnie ojebałeś dobrego faceta...
...z 6.000 $ i jego przeklętej premii...
...bo nie miałes pojęcia,| co tu się dzieje.
A jeśli nie potrafisz tego przyznać|to jesteś gorszy niż myślałem.
Jeżeli niczego się nie nauczysz,
Będziesz... szumowiną!|Jesteś pierdoloną białą bułą.
Jak nie jesteś pewien że pomagasz,| to lepiej nie kłam.
Jeśli chcesz coś zrobić,| to upewnij się że to pomoże.
Albo trzymaj swoją gębę na kłódkę.
Było:
Skąd wiesz, że to zrobiłem?
Co?
Skąd wiesz, że to zrobiłem?
O czym ty mówisz, co?
Powiedziałeś,"Jeśli chcesz coś zrobić,| upewnij się najpierw, że to pomoże."
- Skąd wiesz, że to zrobiłem?|- O czym ty mówisz?
Powiedziałem nabywcy, że jego umowa trafiła do banku.
Tak. Czyż tak nie było?
Nie, nie było.
Nie pieprz się z mną.
Nie pieprz się z mną!| Do czego zmierzasz?
Mówię o tym, Shelly...
że, zwykle zabieram umowy do banku,
ubiegłej nocy nie zabrałem.
Ubiegłej nocy byłem w domu z dzieciakami.
Wiedziałeś o tym?
Raz w roku zostawiam umowy na biurku.
Nikt poza tobą o tym nie wiedział.
Jak się o tym dowiedziałeś?
Chcesz rozmawiać o tym ze mną, czy z kimś innym?
Jest:
- Skąd wiesz, że kłamałem?
- Co?
- Skąd wiesz, że kłamałem?
- O czym ty mówisz?
- Powiedziałeś,|"Jak nie jesteś pewien że pomagasz, to lepiej nie kłam."
- Skąd wiesz, że kłamałem?|- O co ci chodzi?
- Powiedziałem klientowi, |że jego kontrakt jest w banku.
- A nie jest?
- Nie.
- Nie pierdol głupot.
Nie pierdol się ze mną!| Do czego zmierzasz?
- Mówię o tym, Shelly...
że, zwykle zabieram kontrakty do banku,
Ale wczoraj tego nie zrobiłem.
Wczoraj siedziałem w domu z dzieciakami.
Skąd o tym wiedziałeś?
Jedyny raz zostawiłem kontrakty na biurku.
Skąd o tym wiedziałeś.
Jak się dowiedziałeś?
Chcesz rozmawiać ze mną, czy z kimś innym?
Było:
To moja praca i będziesz rozmawiał z mną!
Skąd wiedziałeś, że ta umowa została na moim biurku?
Przepełnia cię gówno!
- To ty obrabowałeś biuro.|- Oh, jasne, obrabowałem biuro.
Oh jasne! Ty dupku.
Co zrobiłeś z regułami?
Chcesz tam wejść?| Powiem mu czego się dowiedziałem,
on się do czegoś dokopie.| Masz alibi na wczorajszą noc?
Lepiej, żebyś miał!| Co zrobiłeś z regułami?
Jeśli mi powiesz co z nimi zrobiłeś| będziemy mogli pogadać.
Nie wiem o czym do diabła mówisz.
Jeśli mi powiesz co zrobiłeś z regułami| nie wydam ciebie.
A jeśli nie powiesz, powiem| gliniarzowi, że to ty je ukradłeś.
Mitch & Murray dopilnują, żebyś| trafił do pierdla, wierz mi, że dopilnują!
Dobra, gdzie są reguły?
Wejdę za te drzwi.| Masz 5 sekund,
- albo idziesz do pierdla!|- Wchodź.
Nie obchodzi mnie to, rozumiesz?
Gdzie są reguły?
Jest:
To moja praca i będziesz ze mną rozmawiał!
Skąd wiedziałeś?
- Jesteś kupą gówna!
- Okradłeś biuro.|- Okradłem...
Jasne ty dupku!
- Co zrobiłeś ze zleceniami?
Chcesz tam wejść?
Już on znajdzie na ciebie sposób.|Masz alibi?
Lepiej, żebyś miał!| Co zrobiłeś ze zleceniami?
Powiedz, to porozmawiamy.
- Nie wiem o czym do diabła gadasz?
- Powiedz gdzie są,| to cię nie wydam.
W przeciwnym razie gliny się dowiedzą.
Mitch & Murray dopilnują,| żebyś trafił do pierdla.
Dobra, gdzie są zlecenia?
Masz 5 sekund,
inaczej idziesz do pierdla!
Rozumiesz?
Gdzie są zlecenia?
Było:
Sprzedałem je.
Jerryemu Graff.
Ile za nie dostałeś?
Jest:
- Sprzedałem je.
Jerryemu Graffowi.
Było:
5.| 5 tysiaków.
Jest:
Ile za nie dostałeś?!
- 5 kawałków.
Było:
Muszę ci powiedzieć?
Jest:
- Muszę ci powiedzieć?
Było:
Cóż, to było łatwe, nieprawdaż?
Jest:
- Łatwo poszło, co?
Było:
Myślę, że on dostał więcej niż 5 tysiaków.
- Powiedział mi, że mój udział to 2500 dolców.
Poczekaj minutę.| Ok... Hej, hej, John!
Chwilę... ok, John!| Hej, Johnny.
Słuchaj.| Chodź tam, chodź tam.
Eh, John?
Jest:
- Myślę, że on dostał więcej niż 5.
- Powiedział, że moja dola to 2500.
Poczekaj. Ok... John!
Chwilę... ok, John!|Johnny.
Chodź tutaj.
Johnny?
Było:
Muszę ci to powiedzieć,| Jestem gotów udawać greka.
Jestem udupiony. Moss mnie trzyma w garści,|"Zróbmy to, ustawimy się."
Dlaczego nie? Duża pieprzona umowa.| Mam połowę nadziei, że mnie złapią.
Hej...zostawił mnie z tym.| To mnie czegoś nauczyło, John.
Wiesz, czego mnie to nauczyło...| Musisz się z tego wyrwać!
Nie odcinam się od bycia złodziejem,| nie odcinam się od bycia sprzedawcą.
Wróciłem.| Odzyskałem swoje jaja.
Dobra... zarobiłeś trochę na mnie.
Nieważne ile to będzie kosztowało, John,
by wszystko zrobić dobrze,| zrobimy to dobrze.
Chcemy zrobić to dobrze.
Chcę ci coś powiedzieć, Shelly.
- Eh?|- Jesteś mocny w gębie.
Co?
Jesteś mocny w gębie!
Ale teraz pokaże ci, że ja jestem mocniejszy.
Gdzie idziesz?
Nie możesz tego zrobić| Nie chcesz tego zrobić.
Zaczekaj, zaczekaj, zaczekaj.
To jest 2500 dolców.| Śmiało, weź to, weź to wszystko.
Nie, nie sądzę.| Nie sądzę, że chcę twoich pieniędzy.
Myślę, że spierdoliłeś moje biuro,| i myślę, że wylatujesz.
Zwariowałeś? Dla ciebie też| będę zamykał kontrakty! Weź...
Zamierzam pracować w tym biurze| i znów być pierwszym na rankingu.
Zaczekaj, John.
John... Ok.
Oto co zrobimy... 20%.
Będę ci dawał 20% ze wszystkich moich sprzedaży.
20% tak długo jak będę w tej firmie.
Jest:
Byłem gotów wszystko rzucić.
Moss powiedział mi,|"Zróbmy to, będzie dobrze."
Dlaczego nie?|Miałem nadzieję, że nas złapią.
Pomóż mi.
To mnie czegoś nauczyło...
Nie jestem złodziejem,|tylko agentem.
I znowu jestem na topie.
Dobra... masz nade mną małą przewagę.
Ale zrobię wszystko,
by znów było dobrze.
Obaj zrobimy.
- Muszę ci coś powiedzieć, Shelly.
Jesteś mocny w gębie.
- Co?
- Jesteś mocny w gębie!
Ale pokaże ci, kogoś mocniejszego.
- Dokąd idziesz?
Nie możesz tego zrobić.| Nie chcesz tego.
Zaczekaj.
To jest 2500 dolarów.| Weź je, weź wszystko.
- Nie chcę twoich pieniędzy.
Rozjebałeś moje biuro,| i pójdziesz do więzienia.
- Zwariowałeś?| Będę dla ciebie pracował!
Znówu będę numerem jeden na tej tablicy.
Zaczekaj
Zrobimy tak... 20%.
Będę ci dawal 20% ze| wszystkich moich transakcji.
20% dopóki będę pracował w tej firmie.
Było:
- 50% ze wszystkich moich sprzedaży.|- Jakich sprzedaży?
Jakich sprzedaży? Mój boże,| tylko co zarobiłem 82 tysiaki.
Straciłeś swój pieprzony rozum?| Wracam! To jest tylko początek!
Początek?| Gdzieś ty był, Shelly?
Bruce i Harriett Nyborg...| Chcesz zobaczyć notatki?
Oni to przygłupy.| Zwykli dzwonić w każdym tygodniu...
kiedy byłem z Webb...| sprzedawaliśmy Arizonę.
Oni to przygłupy.
widziałeś jak oni żyją?| Jak dałeś się tak omamić?
- Mam ich czek.|- Zapomnij o tym. Opraw go w ramki.
- Jest bezwartościowy.|- On nie jest dobry?
Chcesz tkwić w miejscu?| Wyrwę te notatki. Jestem zajęty.
Czek nie jest dobry?| Oni to przygłupy?
Chcesz zadzwonić do banku?| Ja dzwoniłem.
Dzwoniłem do nich 4 miesiące temu| kiedy dostaliśmy pierwsze reguły.
Jest:
- 50% moich sprzedaży.|- Jakich sprzedaży?
Jakich? Boże| zarobiłem 82 tysiaki.
Pojebało cię?| To jest tylko początek!
- Początek?| U kogo ty byłeś, Shelly?
Bruce i Harriett Nyborg...| Chcesz zobaczyć akta?
To świry.| Wydzwaniali co tydzień...
kiedy pracowałem z Webbem|przy sprzedaży w Arizonie.
To przygłupy.
Widziałeś jak oni żyją?|Jak dałeś się tak omamić?
- Mam ich czek.|- Opraw go sobie. Jest bez wartości.
- Jest bezwartościowy?
- Później pokażę ci akta.| Teraz jestem zajęty.
- Zaczekaj. Czek jest zły?|- To świry?
Chcesz zadzwonić do banku?
Dzwoniłem do nich 4 miesiące temu| kiedy dostaliśmy pierwsze zlecenie.
Było:
Oni uwielbiają rozmawiać ze sprzedawcami.
- Nie!|- Przepraszam.
Jest:
Oni uwielbiają rozmawiać z agentami.
- Nie rób tego.| - Przykro mi.
Było:
Moja córka.
Pierdol się.
Dupek.
Facet nie mógłby znaleźć swego pieprzonego tapczanu w salonie.
Jest:
- Moja córka.
- Pierdol się.
- Dupek.
- Facet nie mógłby znaleźć swojego jebanego fotela.
Było:
Whoo...
Nawet nie wypiłem filiżanki kawy.
Jajogłowy John otwiera swoje usta,| zdmuchuje mojego cadillaca.
Przysięgam,| to nie jest świat ludzi.
To nie jest świat ludzi, "Maszyno".
- Co?|- To jest świat obiboków...
biurokratów...
urzędników, taki jest.
To jest spierdolony świat.
Jest:
Nawet jeszcze nie piłem kawy.
Ten onanista otwiera gębę,| i odbiera mi Cadillaca.
Przysięgam, to nie jest świat mężczyzn.
To nie jest świat mężczyzn, "Automat".
To świat gryzipiórków...
Biurokratów...
Urzędników.
Pojebany świat.
Było:
Umierająca rasa.| Oto czym jest.
Jesteśmy członkami umierającej rasy.| To jest... to jest...
Właśnie dlatego musimy się trzymać się razem. Shel?
- Co?|- Chcę z tobą pogadać.
Chciałem z tobą pogadać od jakiegoś czasu...
właściwie to już od dawna.| Powiedziałem, "Maszyna"...
oto człowiek z jakim chciałbym pracować.
Oto... wiesz nigdy nie powiedziałem słowa.
Nie wiem dlaczego tego nie zrobiłem.| Powinienem ale nie wiem dlaczego.
A to gówno, które wciskałeś dzisiaj mojemu klientowi...
to było tak dobre.| To... to...
Przepraszam, że to mówię,| to nawet nie jest dobre miejsce na to.
To było zachwycające.
To była stara szkoła.
Jest:
Jesteśmy wymierajacym gatunkiem.
Ostatnimi z wielkich.
Dlatego musimy trzymać się razem.| Shel?
Muszę z tobą pogadać.
Planuję to już od dawna...
Od bardzo dawna.
Pomyślałem sobie,| chciałbym pracować z kimś takim jak "Automat"
Wiesz, nigdy żeśmy nie gadali.
Nie wiem dlaczego nie,| a powinniśmy.
A gówno, które wciskałeś dzisiaj temu klientowi...
to było tak dobre że...
Wybacz mi to co powiem.
To było cudowne.
Stara szkoła.
Było:
I co z tego?| Rzeczy, których mogę się nauczyć od ciebie.
- Jesz dzisiaj?|- Ja?
Tak.
Chcę się zakręcić koło Chinks...| zjemy, pogadamy?
Myślę, że zostanę tu przez chwilę.
Jest:
Miałem ostatnio dobrą passę.|I co z tego? Wiele się mogę od ciebie nauczyć.
- Jadłeś już coś?| - Ja?
Może pójdziemy do chińczyków,| zjemy coś, pogadamy?
Zostanę tu jeszcze chwilę.
Było:
Tutaj Richard Roma z Properties Premiere.
Pani albo pani księgowa prosiłyście| o informacje o inwestowaniu w ziemię
które oferowałyby pani| obniżenie wartości i szansę
istotnego powrotu do małych inwestycji.
Będę na Florydzie tylko przez jeden dzień...
- Pan Levene?|- ...została mi tylko ta jedna działka.
Zechciałby pan tu wejść, proszę?
Nie mam zbyt dużo czasu | wracam samolotem o północy,
więc jeśli pani lub pani mąż| jesteście naprawdę zainteresowani...
gdyż nie mogę przetrzymać tej działki...
Jest:
Mówi Richard Roma z agencji nieruchomości.
Prosiła pani o informację dotyczącą| możliwości inwestycji w grunta,
które przy małych nakładach dałyby,
duże dochody.
Przyleciałem na jeden dzień z Florydy| tylko przez jeden dzień...
- Pan Levene?|- ... i została mi tylko ta jedna działka.
- Czy mogę pana prosić?
- Wracam nocnym samolotem,
więc jeśli pani lub pani mąż|jesteście naprawdę zainteresowani...
mogę przetrzymać tej działki...
Było:
Tak więc, która godzina bardziej by| wam odpowiadała... 18:00 czy 20:00?
Proszę go zapytać. Shel... mieliśmy pogadać?| Wybieram się do Chinks.
Kiedy skończysz, zejdź na dół.| Zapalimy sobie.
Jest:
Tak więc, która godzina by| państwu odpowiadała... 18:00 czy 20:00?
Więc proszę go zapytać.|- Shel... musimy pogadać?|Wybieram się do chińczyków.
Jak skończysz to przyjdź.
Było:
Hej. Hej, spokojnie, koleś.| To jest "Maszyna".
To jest Shelly "Maszyna" Levene.
Jest:
- Spokojnie, koleś.|To jest "Automat".
To jest Shelly "Automat" Levene.
Było:
- Ricky ci nie pomoże.|- Wszystko czego chcę to...
Czego chcesz?|Czego chcesz?
Jest:
- Ricky ci nie pomoże koleś.|- Chciałbym tylko...
- Czego?|Czego chcesz?