o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
32828 (jako 'było') z ID:
65607 (jako 'jest').
Było:
Mówię o usposobieniu.
Mówię o sumieniu, cholera, Leo,|użyję nawet tego określenia.
Jest:
Mówię o charakterze.
Cholera, Leo, nie zawaham|się użyć tego słowa.
Było:
Czasem chętnie stawiam.
Ale nie na tyle lubię hazard.
Kiedy stawiam na walkę,|powiedzmy trzy do jednego...
żeby walka mi się opłaciła.
Jest:
Czasami sam chętnie stawiam.
Ale nie jestem aż|takim hazardzistą.
Kiedy ustawiam walkę,|płacę 3:1 na faworyta...
żeby walka się opłacała.
Było:
Ale za każdym razem, jak mam do czynienia|z tym skurwielem Bernie Bernbaumem,
zanim się zorientuję,|stawki gwałtownie rosną.
Oczywiście, preferuję|szybkie pieniądze.
Gnojek wie,|że lubię grać na pewno.
Sprzedaje informacje,|że niby ja sfałszowałem wyniki walki.
Z miasta ciekną pieniądze.
Stawka idzie do diabła.
Nie wiem, komu to sprzedaje,|może kartelu w Los Angeles.
Nie wiem. Ale co jest ważne,
Bernie'mu nie dość uczciwego dolara,|który otrzymuje z totalizatora.
Nie dość mu uczciwego|interesu który prowadzę.
Sprzedaje informacje|o moich stawkach.
I to oznacza że część kasy,|która powinienem otrzymać ja...
odchodzi komuś innemu.
Jest:
Ale za każdym razem, gdy mam do czynienia|z tym sukinsynem Berniem Bernbaumem,
zanim się zorientuję,|szanse wygranej rosną.
Co gorsza, nie mam na wypłaty|za obstawione zakłady.
Gnojek wie, że|lubię pewne stawki.
Sprzedaje informacje,|że walka jest ustawiona.
Spoza miasta napływają pieniądze.
Mój zysk idzie do diabła.
Nie wiem, komu to sprzedaje,|może gangom z Los Angeles.
Nie wiem.|Ale co ważne,
nie dość mu pieniędzy,|które ma z zakładów.
Nie wystarcza mu forsa jaką|ma z przyjmowania zakładów.
Sprzedaje informacje, jak stawiam.
A to oznacza, że część kasy,|która powinna płynąć do mnie...
przypada komuś innemu.
Było:
Czy jasno się wyrażam?
Jak po maśle.
Chodzi o to że przedsiębiorca już nie może|oczekiwać zarobku jeśli chodzi o stawki.
I teraz, jak nie możesz wierzyć|w stawki, w co możesz wierzyć?
W końcu będziesz musiał|stawić na chybił trafił,
a potem już|wracamy do anarchii.
Jest:
Czy sytuacja jest jasna?
Jak noc.
Dochodzi do tego, że nie można już|oczekiwać zysku z ustawionej walki.
Jeśli nie można polegać na|ustaleniach, to w co można wierzyć?
W końcu będziesz musiał|stawiać na chybił trafił,
a dalej to już prosta|droga do anarchii.
Było:
Dziki etyce akurat człowiek|odróżnia się od zwierzęcia,
od tych co przewożą ciężary,|albo od drapieżników.
Jest:
Dlatego etyka jest tak ważna,|odróżnia nas od zwierząt,
harujących w zaprzęgach|czy zjadających się nawzajem.
Było:
Ponieważ Bernie Bernbaum jest|koniem o dziwacznych kolorach,
takiej jak on|etyki nie posiada nikt.
- Czy masz pewność że to|Bernie cię sprzedaje?|- Ależ chyba nie elfy.
- Nikt więcej nie zna o|stawkach? - Nikt,|kto by nie miał etyki.
A co z zapaśnikami, którym|płacisz, by się poddawali?
Wybieramy tylko takich,|co boją się Boga.
Czy inni bukmacherzy wiedza?.|Opłacasz innych bukmacherów?
Czasem robię stawki|przez Minka Larouie.
- Ale to nie Mink. Ręczę się.|- Jak możesz mieć pewność?
To nie jest Mink. Mink to|człowiek Eddiego Dane'a.
Oczywiście Dane|zawsze wie o stawkach.
Co to ma oznaczać do cholery?
Za dużo gadania. Oznacza to|że za dużo ludzi o tym wie.
Jest:
Ponieważ Bernie Bernbaum|to zupełnie inny gatunek,
takiej moralności jak|on nie ma nikt.
- Jesteś pewny, że to on?|- Chyba nie elfy.
- Ktoś jeszcze wie o ustawianiu walk?|- Nikt, kto by nie miał etyki.
A zawodnicy, którym|płacisz, żeby przegrywali?
Wybieramy tylko tych, którym|możemy zaszczepić bojaźń Bożą.
Czy inni bukmacherzy wiedzą?|Korzystasz z innych bukmacherów?
Czasami pracuje dla|mnie Mink Larouie.
- Ale to nie Mink. Ręczę za niego.|- Skąd masz pewność?
To nie Mink. Mink to|chłopak od Eddiego Dane'a.
Oczywiście Dane też|zawsze jest wtajemniczony.
Co to ma oznaczać, do cholery?
Daj spokój. Przecież wiele|osób o tym wie.
Było:
Pewnie, że inni wiedza.
Jest:
Pewnie, że inni wiedzą.
Było:
żeby zrozumieć kto dokładnie|sprzedaje moje stawki.
I stad możemy wiedzieć,|że to Bernie Bernbaum,|ten żydowski dzieciak
ponieważ w kwestiach|etycznych jest nieco niepewny.
- A więc chcesz go zabić.|- Jako poczatek.
Przepraszam, Caspar.|Bernie płaci za ochronę.
Słuchaj, Leo, nie|pytam się o pozwolenie.
Mówię ci to z uprzejmości.|Muszę to załatwić, bo to ma zostać zrobione.
I mówię ci, z uprzejmości,|będziesz miał kłopoty.
Przychodzisz by sprawdzić, czy się nie obrażę,|jak sprzątniesz Berniego. Oto moja odpowiedż.
Płacę ci co miesiac|systematycznie
Jest:
żeby ustalić kto|dorabia sobie na boku.
I dlatego wiemy, że to Bernie|Bernbaum, ten żydowski gnojek,
bo z etyką jest|lekko na bakier.
- Więc chcesz go zabić.|- Na początek.
Przepraszam, Caspar.|Bernie płaci mi za ochronę.
Słuchaj, Leo, nie|proszę o pozwolenie.
Mówię ci to z uprzejmości.|Ta sprawa będzie załatwiona.
A ja ci mówię, z uprzejmości, że|będziesz miał kłopoty.
Przyszedłeś sprawdzić, co będzie jak|sprzątniesz Berniego. Teraz już wiesz.
Płacę ci co miesiąc,|jak jakiś handlarzyna
Było:
Na ile mi wiadomo, a to czego o tym mieście|nie wiem, wiedzy nie jest warte,
gliny nie zamknęli ani|jednego z twoich lokali...
oraz nie było dochodzenia|w sprawie ani jednego z twoich napadów.
Jest:
Z tego co wiem, a to czego nie wiem,|nie jest warte, by o tym wiedzieć,
gliny nie zamknęły ani|jednej z twoich spelunek...
a prokurator nie zainteresował|się twoimi szwindlami.
Było:
i też dzisiaj nie|ma ich w sprzedaży.
Więc zabieraj swego|lokaja i zwiewaj.
Uważasz że jestem szczurem,|którego możesz wyrzucić z łodzi.
Jestem na to za duży.|I mam też dość twoich obelg, Leo.
Dość mam meldowania|się w tym biurze...
żeby pocałować|twoją irlandzką dupę,
mam dość tej ochrony!
Każdy z was to elegancki kutas.
Jest:
i dzisiaj ode mnie|jej nie kupisz.
Więc zabieraj swojego|pucybuta i spływaj.
Uważasz, że jestem emigrantem, który dopiero|co zszedł ze statku i możesz mnie wyrzucić.
Jestem na to za duży.|Mam dość twoich obelg, Leo.
Mam dość meldowania|się w tym biurze...
by całować twoją|irlandzką dupę,
i mam dość twoich humorów!
Jesteście elegancikami,|wy wszyscy.
Było:
Masz dokładnie taki rozmiar,|na jaki ja ci pozwoliłem,
Jest:
Jesteś tak silny,|na ile ci pozwalam,
Było:
Jesteś grubą rybą
a ja jestem tylko małą świnką|co tu łazi sobie w okolicy.
Wykręć świni ucho,|a będzie skowyczeć.
- Nie dobrze to wyglada, Leo.|- Dla kogo nie dobrze, no?
- Sam wiesz dla kogo.|- O to chodzi. Nadal wisisz swemu bukmacherowi szmal.
Kim jest twój bukmacher,|Lazarre? Mogę wszystko załatwić.
Jest:
Jesteś tu grubą rybą,
a ja tylko małym chłopcem,|któremu możesz dać klapsa.
Wykręć świni ucho,|i słuchaj jak kwiczy.
- Złe posunięcie, Leo.|- A kto kroczy złą drogą, co?
- Tą samą co zawsze.|- Właśnie. Znów wisisz szmal.
Kim jest twój bukmacher? Lazarre?|Mogę wszystko załatwić.
Było:
W ciagu ostatnich sześciu|miesięcy nic nie wygrałeś.
Będą chodzić o mnie pogłoski,|jak dam im połamać twoje nogi.
- Powiedzą, że sobie na to zasłużyłem.|- I będą mieć rację, ale chodzi o co innego.
Nazwij mnie prostakiem o wielkim sercu,|ale dla ciebie to załatwię.
Może nawet tego wieczora.
Patrzac na to,|jak się marnujesz
Mogę utracić, jak to?|"Życie radości"?
Radość życia.|Nie, chcesz ze mnie kpić, do diabła z tobą.
Jest:
Nic nie wygrałeś przez|ostatnie sześć miesięcy.
Ludzie będą o mnie źle mówić,|jeśli dam połamać ci nogi.
- Powiedzą, że na to zasłużyłem.|- I będą mieć rację, ale nie o to chodzi.
Nazwij mnie prostakiem o gołębim|sercu, ale załatwię to dla ciebie.
I zrobię to właśnie|tego wieczora.
Twoja nieszczęśliwa mina|odbiera mi całą...
Jak ty to nazywasz?|"Radość życia"?
- Radość życia.|- Jeśli się ze mnie nabijasz, do diabła z tobą.
Było:
Załatwię to z Lazarre'm sam,|jeśli nie masz mi tego za złe.
Jest:
Sam to załatwię z Lazarrem,|jeśli pozwolisz.
Było:
Pomyśl co nam przyjdzie z|tego że osłaniamy Berniego.
Pomyśl co nam przyjdzie z tego|że Caspar się na nas obraził.
O, przestań, Tommy.|Wiesz, że nie lubię myśleć.
Jest:
Pomyśl co zyskujemy,|osłaniając Berniego.
Pomyśl co tracimy,|obrażając Caspara.
Daj spokój, Tommy.|Wiesz, że nie lubię myśleć.
Było:
- Co wczoraj zrobiłem?|- A jak myślisz?
Jest:
- Co wczoraj robiłem?|- A jak myślisz?
Było:
- Gdzie mam kapelusz?|- Założyłeś go, głupku.
Dobrze, że gra się skończyła|zanim oddałeś swoje spodnie.
Kto odszedł z moim kapeluszem?
Jest:
- Gdzie mój kapelusz?|- Postawiłeś go, głupku.
Dobrze, że gra się skończyła|nim oddałeś swoje spodnie.
Kto ma mój kapelusz?
Było:
Czy Piorun dzisś uczestniczy?
- Piorun?|- Tak.
Jest:
Czy "Thunderclap" dziś biegnie?
- "Thunderclap"?|- Tak.
Było:
Trzy do jednego,|bardziej niż możliwe.
Wyluzuj, Tom. Nie schodź|głębiej do tej dziury.
Jest:
3:1, więcej|niż prawdopodobnie.
Odpuść, Tom.|Nie pogrążaj się jeszcze bardziej.
Było:
że chcę 500 jako zaliczkę.
Jest:
że potrzebuję jeszcze 500.
Było:
Jest mój. Wygrałem.
- Co z nim zrobisz?|- Spadaj stad.
Jest:
Jest mój. Wygrałam.
- Co z nim zrobisz?|- Nie do wiary.
Było:
Cześć, Tommy.|Przepraszam, że tak póżno.
- Przeżyję. O co chodzi?|- Mogę wejść?
Jest:
Cześć, Tommy.|Przepraszam, że tak późno.
- Przeżyję. W czym problem?|- Mogę wejść?
Było:
- Napijesz się?|- Nic nie mam przeciw.
Jest:
- Napijesz się?|- Pewnie.
Było:
Wróciłem za póżno.
- Wybacz, że o tak póżnej porze.|- Aha.
- Nieźle.|- Lepiej, niż to, co sprzedajemy w klubie.
Zgadza się. Zgadza się.
- Nie myślałeś o tym by pozbyć się Berniego?|- Nie mogę, Tommy.
Jest:
Wróciłem późno.
Wybacz, że o tak późnej porze.
- Niezłe.|- Lepsze niż to, co mamy w klubie.
Zgadza się.
- Myślałeś o problemie z Berniem?|- Nie mogę, Tommy.
Było:
Dlatego ja też...
Tommy, ja nie wiem|gdzie jest Verna.
Jest:
Dlatego...
Tommy, nie wiem|gdzie jest Verna.
Było:
Ale obecna sytuacja|jest niepokojaca.
Verna się o siebie|zatroszczy, może lepiej niż ty.
- Co to ma oznaczać?|- Chcesz jeszcze jednego?
Jest:
Ale w obecnej sytuacji...|Martwię się.
Verna zadba o siebie|lepiej niż ty.
- Co to ma znaczyć?|- Chcesz jeszcze jednego?
Było:
Co to ma oznaczać?
Jak poważnie|jesteś zaangażowany?
Jest:
Co miałeś na myśli?
Jak bardzo ci|na niej zależy?
Było:
To jest zysk.
Gdyby cię nie potrzebowała byś bronił|jej brata od Johnny'ego Caspara,
czy myślisz, że wciąż|spacerowalibyście w parku?
Taka jest umowa, nie?|Chronisz Berniego, aż Caspar ochłonie?
Jezu, ale bystry jesteś.|Co złego jest w tym, że ona chce, żeby chronić jej brata?
Jest:
Coś mi tu nie gra.
Gdyby nie potrzebowała cię, do|ochrony jej brata przed Casparem,
myślisz, że wciąż|spacerowalibyście po parku?
Taka jest umowa, prawda?|Chronisz Berniego, aż Caspar ochłonie?
Jezu, ale jesteś bystry.|Co w tym złego, że chce chronić brata?
Było:
Widzi jak cię może wykorzystać,|więc uczestniczy w tej grze.
Jest:
Widzi, że może cię|wykorzystać, więc robi to.
Było:
Tacy chyba też byli|ich rodzice i dziadkowie...
i kiedyś każde z nich będzie miało|dzieci o podobnych zdolnościach.
Przestań, Tommy. Nie lubię, jak obraża się|moich kolegów, nawet jak to robią inni koledzy.
- Przyjażń nie ma z tym nic wspólnego.|- Co ty powiesz.
Zrobisz cokolwiek, by pomóc przyjaciołom,|tak samo cokolwiek, żeby załatwić wrogów.
Jest:
Tacy pewnie byli też|ich rodzice i dziadkowie...
i takie będą ich dzieci.
Przestań, Tommy. Nie lubię,|jak źle mówi się moich przyjaciołach.
- Przyjaźń nie ma z tym nic wspólnego.|- Co ty powiesz.
Zrobisz wszystko by pomóc przyjaciołom,|i wszystko żeby załatwić wrogów.
Było:
Znasz się na interesach,|lepiej niż ktokolwiek.
Może się mylisz w tym wypadku.|Nie wiesz co leży jej na sercu.
Leo, jak jest takim aniołem,
czemu jej szukasz|o 4:00 nad ranem?
Dziś po południu|kazałem zaczać ją śledzić.
Prosiłem Ruga Daniels'a|by jej pilnował,
po prostu, wiesz, żeby|trzymać ją z dala od kłopotów.
Niepokoiłem się. Po|spotkaniu z Casparem|ostrożność nie zaszkodzi.
- Co takiego powiedział Rug, że przyleciałeś tu?|- Właśnie że nic.
- Nic. Zniknął.|- A więc straciłeś dziewczynę i faceta który jej pilnował?
Widzę, jak ci jest przykro.
Pomóż, Tom. Nie wiem,|gdzie mam zaczać szukać.
Znasz otoczenie Ruga. Wiesz|z jakimi ludżmi bywa Verna.
Obawiam się, że po tym,|co zaszło między mną i Casparem.
Nie musiałeś zadzierać z Casparem.|To akurat usiłowałem ci powiedzieć.
Nie możesz się z nim bawić.|Jest teraz zbyt silny.
Mogę się założyć, że załatwię|kogokolwiek w tym mieście.
Jest:
Znasz się na rzeczy,|lepiej niż ktokolwiek.
Ale może mylisz się tym razem.|Nie wiesz co ona naprawdę myśli.
Leo, jeśli jest takim aniołem,
dlaczego szukasz jej|o czwartej nad ranem?
Dziś kazałem ją śledzić.
Prosiłem Ruga Danielsa|by jej pilnował,
chcę trzymać ją|z dala od kłopotów.
Martwiłem się. Po spotkaniu z|Casparem ostrożności nie za wiele.
- Co powiedział Rug, że tu przygnałeś?|- W tym sęk.
- Nic. Zniknął.|- Więc straciłeś dziewczynę i jej stróża?
Widzę, jak jest ci przykro.
Pomóż mi, Tom. Nie wiem,|gdzie mam zacząć szukać.
Znasz otoczenie Ruga. Wiesz|z jakimi ludźmi bywa Verna.
Martwię się trochę tym, co zaszło|między mną i Casparem.
Nie powinieneś lekceważyć Caspara.|Próbowałem ci to powiedzieć.
Nie możesz iść na wymianę|ciosów. Stał się zbyt silny.
Mogę stawić czoła|każdemu w tym mieście.
Było:
l Verny.
Dobrze. Przyznaję.
Jestem żałosny.
Zasłużyłem sobie na to.
Dzięki za drink.
Daj mi znać, jak|czegoś się dowiesz.
Jest:
I Verny.
W porządku, możesz|mi teraz nawymyślać.
Starzeję się.
Zasłużyłem na to.
Dzięki za drinka.
Daj mi znać, jak|się czegoś dowiesz.
Było:
Powiedziałeś mu, że tu byłam?
Jest:
Powiedziałeś mu, że tu jestem?
Było:
- Powiedziałeś, że to zrobisz.|- Że się nad tym zastanowię.
Jest:
- Powiedziałeś, że to zrobisz.|- Mówiłem, że się nad tym zastanowię.
Było:
Czy widziałaś zeszłego|wieczoru Ruga Danielsa?
Jest:
Widziałaś Ruga Danielsa|zeszłego wieczoru?
Było:
Powiedziałem mu że jesteś|włóczęgą i musi cię wyrzucić.
Skurwysyn z ciebie, Tom.
- Cześć, Tom. Co za wrzawa?|- Mink.
- Widzę, odzyskałeś kapelusz.|- Tak, a więc?
Może to nie jest moja sprawa,|wtedy nic dla ciebie nie mam.
Słuchaj, Bernie chcę cię|widzieć. To jest pilne.
Tak, no, tu jestem.|Nie jestem ze szkła.
Denerwuje go bycie wśród ludzi.|Niezły z niego chłopak, ale strasznie się martwi.
Kto by się nie martwił?|W tej sytuacji każdy by się martwił.
Prosił mnie bym cię prosił|abyś prosił Leo, by nim się zaopiekował.
Leo cię słucha. Jasne że|i tak by pomógł małemu żydkowi.
Takiemu facetowi jak Bernie?|Uczciwemu graczowi jak on?
- Nie rozumiem, Mink.|- Co tu rozumieć? Jasne, jak nos u ciebie na twarzy.
- Myślałem, że jesteś pochlebcą Eddiego Dane'a.|- Tak, Tom, zgadza się,
Jest:
Powiedziałem, że jesteś|dziwką i ma cię wyrzucić.
Sukinsyn z ciebie, Tom.
- Cześć, Tom. W czym problem?|- Mink.
- Widzę, że odzyskałeś kapelusz.|- Tak, i co z tego?
No jeśli to nie moja sprawa,|to nic dla ciebie nie mam.
Słuchaj, Bernie chce cię|widzieć. To ważne.
Teraz jestem tutaj.|Przecież się nie rozdwoję.
Zrobił się trochę nerwowy.|Dobry z niego chłopak, ale nerwowy.
A kto by się nie martwił?|W tej sytuacji, każdy.
Prosił żebyś pogadał z Leo,|potrzebuje ochrony.
Leo cię słucha. Nie, żeby Leo|nie chciał pomóc żydkowi.
Takiemu facetowi jak Bernie?|Takiej poczciwocie jak on?
- Nie rozumiem, Mink.|- To proste, jak twój nos.
- Myślałem, że jesteś od Eddiego Dane'a.|- Tak, Tom, zgadza się,
Było:
Nie żebym chciał, by Dane wiedział,|ale żydek, to jest niezły chłopak, Tommy.
Jest:
Nie żebym chciał, by Dane się dowiedział,|ale żydek jest w porządku, Tommy.
Było:
- Co jest między tobą a Bernie'm?|- Nic, Tomie.
My tylko...|przyjaciele, wiesz, amigos.
Jesteś śliskim typem, Mink.
Jak Eddie Dane odkryje,|że masz innego "amigo"
- Nie jest z tych co potrafią zrozumieć.| - Odkryje?
Jak może to odkryć? Kurczę,|nawet nie rozmawialiśmy z tobą!
Jest:
- Co jest między tobą a Berniem?|- Nic, Tom.
My tylko... przyjaciele,|no wiesz, amigos.
Jesteś bardzo|kapryśny, Mink.
Jak Eddie Dane odkryje, że|masz innego "amigo"...
- ...może tego nie zrozumieć.|- Odkryje?
Jak może to odkryć?|Tej rozmowy nawet nie było.
Było:
Głosowałem za niego|sześć razy w maju.
l to nie jest rekord.
O, Verna się|poddała. Jest na górze.
- Czy mówiła, gdzie była?|- Nie. Nie chcę naciskać.
- Słyszałeś o Rugu?|- Tak. Cześć jego pamięci.
Jest:
Głosowałem na niego|sześć razy.
To i tak nie jest rekord.
Verna się znalazła.|Jest na dole.
- Powiedziała, gdzie była?|- Nie. Nie chciałem naciskać.
- Słyszałeś o Rugu?|- Tak. Niech spoczywa w pokoju.
Było:
Jezu, to dziwaczne.|Po co by musieli to robić?
Jest:
Jezu, to dziwaczne.|Dlaczego mieliby to robić?
Było:
No, to jest raczej|oczywiste, nie? - Tak.
- Jaki więc plan? |- Skoczymy teraz na szczura oboma nogami.
- Załatwimy go, Dale.|- Tak.
Leo napomknał nam przed chwilą,|że pan Caspar ma kilka...
Jest:
- To chyba oczywiste?|- Tak?
- Więc jaki masz plan?|- Wskoczymy na szczura obiema nogami.
- Przedstaw mu szczegóły, Dale.|- Więc tak,
Leo napomknął nam przed chwilą,|że pan Caspar ma kilka...
Było:
gdzie goście piją rum|i uprawiają hazard.
Musimy położyć temu kres.
- Nie ucieszy ich to, Leo.|- Nie o to chodzi, Tomie.
- Jezu, Tomie, robimy, jak nam kazano.|- Może to dobrze, że się nie ucieszą.
Mieszanie w tym gnieżdzie nie wyjdzie nikomu na zdrowie,|to będzie oznaczało rzeź.
To mnie przeraża, ale nie|mogę się też poddać Casparowi.
Może być gorzej. Może ci się nie podobać,|ale oddanie Bernie'go Bernbauma...
Jest:
gdzie stali klienci piją rum|i uprawiają hazard.
Powinniśmy położyć temu kres.
- Nie wyglądają na zadowolonych, Leo.|- Nie o to chodzi, Tom.
- Jezu, Tom, to nasz obowiązek.|- Może to dobrze, że się nie cieszą.
To nikomu nie wyjdzie|na dobre, będzie rzeź.
To mnie nie przeraża, ale|nie mogę odpuścić Casparowi.
Może być gorzej. Nie zgodzisz się,|ale oddanie Berniego Bernbauma...
Było:
Wojna zaszkodzi|interesom wszystkich.
Bernie bawił się z ogniem,|a teraz ma ponieść konsekwencje.
Nawet jeśli to oznacza,|że zostanie sprzatnięty.
Jezu słodki, Tom, już o tym nie|ma mowy. Caspar załatwił Ruga.
Jak tylko się poddam,|Caspar będzie kontrolował
to miasto i miejsce|za moim biurkiem.
Nie zaczynałem tego,|ale ty to zaczałeś.
Jest:
Wojna zaszkodzi wszystkim.
Bernie igra z ogniem, więc|musi ponieść konsekwencje.
Nawet jeśli to oznacza,|że zostanie sprzątnięty.
Słodki Jezu, Tom, to już teraz|nieważne. Caspar załatwił Ruga.
Jeśli się wycofam,|Caspar przejmie interes,
to miasto i miejsce|za tym biurkiem.
- Nie zaczynałem tego, ale...|- Zacząłeś to.
Było:
Siedż, Dale! Wszyscy|tu jesteśmy kumple.
A Caspar nie złamał reguł,|zrobił to Bernie, oraz ty|też, bo mu pomagasz.
I jak tego nie dość, pomyśl,|że jak zaczniesz wojnę,
masz więcej do|stracenia niż Caspar.
Dobra, ale wszystko by osiagnać sukces.|Jezu, Tom, spotkaliśmy w życiu większe kłopoty.
Ale zawsze był dobry powód.|Dobrze jak jest dobry powód.
No, jak chcesz.
Kiedyś moje zdanie|kogoś obchodziło.
Możesz je przyjać lub nie.
Przestań, Tommy.|Nie jest aż tak żle.
Jest:
Siadaj, Dale! Wszyscy|jesteśmy tu przyjaciółmi.
Caspar nie złamał zasad, tylko|Bernie i ty, bo mu pomagasz.
Jeśli ci mało, to pomyśl,|że jak zaczniesz wojnę,
to masz więcej do|stracenia niż Caspar.
Dobra, ale wszystko to by osiągnąć sukces.|Jezu, Tom, mieliśmy już większe kłopoty.
Ale zawsze był dobry powód.|Dobrze mieć dobry powód.
Zrobisz jak zechcesz.
Zwykle liczyłeś się z moim zdaniem.
Ale to i tak ty|podejmujesz decyzje.
Przestań, Tommy.|Wcale tak nie jest.
Było:
Ten dzieciak jest|strasznie aktywny.
Nalej mi jednego czystego.
Mała sprzeczka, co?
- Nie stawiajatak jak chcesz?|- Żadnej sprawiedliwości.
- Verna tu jest?|- Jest w damskiej ubikacji.
- Masz 500 dolców dla Lazarre'a?|- Wytrzymaj mnie kilka dni.
Nie spodoba mu się. Nie|mogłeś pożyczyć od Leo?
Jest:
Ten dzieciak|zawsze był bystry.
Nalej mi coś mocnego.
Nie jesteś w nastroju|do rozmowy, co?
- Zastrzelili twojego konia?|- Jeśli jest jakaś sprawiedliwość.
- Verna tu jest?|- Poszła do damskiej ubikacji.
- Masz 500 dolców dla Lazarre'a?|- Musi jeszcze poczekać kilka dni.
To mu się nie spodoba.|Nie mogłeś pożyczyć od Leo?
Było:
Podziwiam ludzi honoru.
Czy to na koszt lokalu?
Zamknijcie oczy, panie.|Musiałem tu wpaść.
- Po co takie kolory?|- ldż do domu i wyschnij.
Leo tego nie potrzebuje,|uwierz mi.
Już uważa, że jesteś|pierwotna panna Jezus.
- Co ci kurwa jest?|- Co ci jest?
- Boisz się że ludzie coś zauważą?|- Leo rozumie.
Podoba mi się. Jest|uczciwy a na domiar ma serce.
Podobno przeciwieństwa|się wzajemnie przyciagają.
Zrób przysługę. Pilnuj swego nosa.|- To mnie akurat obchodzi.
Jest:
Podziwiam ludzi z zasadami.
To było na koszt lokalu?
Zamknijcie oczy, panie.|Przechodzę.
- Malujesz się w barwy wojenne?|- Idź do domu i wytrzeźwiej.
Nie musisz tego robić|dla Leo, zaufaj mi.
Już uważa, że jesteś|panną Jezus.
- Co z tobą, do cholery?|- A co z tobą?
- Boisz się, że ludzie mogą mieć rację?|- Leo ma rację.
Lubię go. Jest uczciwy|i ma dobre serce.
Podobno przeciwieństwa|się przyciągają.
- Zrób mi przysługę. Pilnuj swego nosa.|- Właśnie to robię.
Było:
- Wtedy znajdż taką i nastrasz.|- Leo jest na górze...
przygotowany na postrzelenie|sobie nogi byleby ci ulżyło.
- Nie wiem, o czym gadasz.|- Ma zamiar zaczać wojnę...
z powodu twego braciszka,|a to mu mocno zaszkodzi.
Nie wiem, czym się zajmuje Leo,|ale nie jest małym dzieckiem.
- Zawsze taki był.|- O co ci chodzi, Tom?
Żebym udawała, że mnie nie|obchodzi, co jest z Bernie'm?
No owszem. - Jest moim bratem.|Nie chcę, by coś mu się stało.
Jeśli Leo chce mi pomóc,|chcę mu odwzajemnić tym samym.
- Nic w tym złego. - Jest nawet|nazwa dla tego typu układu.
Słuchaj, zrobię cokolwiek,|by osłonić Bernie'go.
Nie musisz próbować|tego zmienić.
Nie ważne co mnie myślisz,|Bernie to porzadny chłopak.
- Uczciwy strzelec, co?|- Taa.
Możesz kpić sobie, tylko|dlatego że jest inny.
Ludziom wyglada na degenerata.|Myślaże jest śmieciem.
- Ale takim nie jest.|- Biedaczysko Bernie.
Jest:
- Więc znajdź taką i zastrasz.|- Leo jest na górze...
i dla ciebie jest gotów|nawet postrzelić się w nogę.
- Nie wiem, o czym mówisz.|- Ma zamiar zacząć wojnę...
z powodu twojego braciszka,|a to mu mocno zaszkodzi.
Nie wtrącam się do jego|interesów, jest dorosły.
- Zawsze był.|- O co ci chodzi, Tom?
Chcesz żebym udawała, że|nie obchodzi mnie Bernie?
Jest moim bratem.|Nie chcę, by coś mu się stało.
Jeśli Leo chce mi pomóc,|potrafię mu się odwzajemnić.
- Nic w tym złego.|- Jest pewna nazwa dla takiego układu.
Słuchaj, zrobię co muszę,|żeby ochronić Berniego.
Nie ma powodu byś|próbował to zmienić.
Nie ważne co o mnie myślisz,|Bernie to porządny chłopak.
- Chodząca uczciwość, co?|- Tak.
Drwij sobie jak inni,|tylko dlatego, że jest inny.
Ludzie uważają go za degenerata.|Mówią, że jest śmieciem.
- Ale taki nie jest.|- Biedny, niezrozumiany Bernie.
Było:
Chcesz, bym nie spotykała się|z Leo? Powiedz to normalnie.
Chcę, żebyś przestała manipulować Leo,|wskazujac mu drogę.
- Zapomniałam. To twoja praca.|- Słuchaj, zrobię cokolwiek, by osłonić Leo.
Proszę cię grzecznie. Zostaw go.|Nie powinienem prosić.
Gdybym mu powiedział o naszym małym tańcu zeszłej nocy,|bardzo szybko byś straciła kontrolę.
Tak samo jak ty.|Nie lubię, jak mnie się straszy.
Nie chcę, by mnie traktowano jak głupka.|To może działać na Leo, ale ze mną nie ma szans.
Uważasz że zeszłej|nocy osłaniałam brata?
Mogę dostrzec związek.
Wiesz, gdyby|był rynek staruszek,
mielibyśmy babcię|Bernbaum w pierwszym szeregu.
Jest:
Mam przestać spotykać się z Leo?|Dlaczego tego nie powiesz?
Chcę, żebyś przestała|nim manipulować.
- Zapomniałam. To twoja rola.|- Zrobię wszystko, by chronić Leo.
Proszę cię grzecznie. Zostaw go.|A nie powinienem prosić.
Gdybym mu powiedział o zeszłej|nocy, miałabyś kłopoty.
Tak samo jak ty.|Nie lubię być zastraszana.
Nie traktuj mnie jak głupka.|Może to działa na Leo, ale nie na mnie.
Uważasz, że zeszłej|nocy robiłam to dla brata?
Dostrzegam związek.
Wiesz, gdyby był taki|ryneczek dla miłych staruszek,
mamuśka Bernbaum stała by|w pierwszym szeregu.
Było:
Rozumiesz chyba,|że zachowujesz się skandalicznie.
Siostro, kiedy zacznę się zachowywać skandalicznie,|ty się o tym dowiesz.
Jest:
Wydaje mi się, że zaczynasz|robić mi awantury.
Siostrzyczko, kiedy zacznę,|dowiesz się o tym.
Było:
- Potrzebuję parę dni.|- Tak? Jak to?
- Ponieważ tego nie mam.|- Dobrze, jak mogę być pewny?
- Bo ja tak powiedziałem.|- Tego nie wystarczy.
- Czego ma wystarczyć?|- Lazarre'owi się nie spodoba.
Powiedz Lazarre'owi, że jak czuje się niedobrze,|niech przyśle kogoś do łamania mi nóg.
Nie będę wrzeszczał.
Jest:
- Potrzebuję paru dni.|- Tak? Po co?
- Bo tyle nie mam.|- Dobra, dlaczego mam ci wierzyć?
- Bo ja tak powiedziałem.|- To nie wystarczy.
- A co ma wystarczyć?|- Lazarre'owi to się nie spodoba.
Jak jest niezadowolony, niech przyśle|kogoś, żeby połamał mi nogi.
Nie będę krzyczał.
Było:
- Co za wrzawa?|- Zapraszam. Rozgość się.
No, nie było ciebie,|pomyślałem, że mogę.
Nie chciałem jednak odpowiadać|na telefony. Pomyślałem...
że to nie do mnie.
Jasne. Teraz o interesach, co?
Ok. Chodzi o to, że jestem|grzecznym chłopczykiem.
Słyszałem o tym wiele|razy od różnych ludzi.
Mam wiele przyjaciół.|Tak już jest.
Jest:
- O co tyle szumu?|- Zapraszam. Rozgość się.
Ciebie nie było,|więc pomyślałem, że mogę.
Nie odbierałem telefonów.|Domyśliłem się, że...
nie są do mnie.
Jasne. Teraz do rzeczy, co?
Chodzi o to, że jestem|równym gościem.
Słyszałem to wiele razy|od różnych ludzi.
Równy gość|ma wielu przyjaciół.
Było:
Nie najlepszy na to czas.|W tej chwili każdy z nas jest w kłopocie.
Słyszałem, masz trudny okres.|Skończyły ci się pieniążki.
Ten szaleniec mnie nie kocha.
Nie pytaj mnie czemu.|Jestem małym człowieczkiem...
próbujacym przetrwać|jak każdy inny.
Potrzebuję pomocy od|przyjaciół, jak Leo i ty.
Leo dostaje twoją siostrę.|Co mi chcesz sprzedać?
Przestań, Tom. Wszystko jest inaczej.|To nie mój pomysł.
Pójdzie d łóżka z kimkolwiek.|Wiesz o tym dobrze.
Nawet próbowała mnie|czemuś nauczyć w łóżku.
Jest:
Nie najlepszy na to czas.|Teraz obaj mamy kłopoty.
Słyszałem, że masz złą passę.|Potrzebujesz pieniędzy.
Ten zwariowany włoch|wściekł się z mojego powodu.
Nie pytaj dlaczego.|Jestem zwykłym szaraczkiem...
próbującym przetrwać|jak każdy inny.
Potrzebuję pomocy od|przyjaciół, od Leo i ciebie.
Leo dostanie twoją siostrę.|Co mi zaoferujesz?
Przestań, Tom. To nie jest tak.|To nie był mój pomysł.
Pójdzie do łóżka z każdym.|Wiesz o tym dobrze.
Kiedyś nawet mnie próbowała|nauczyć czegoś w łóżku.
Było:
Ma żle w głowie, jasne.
- Ona o tobie mówi inaczej.|- Och no tak, jesteśmy rodzina.
Chodzi o to, że mogę ci|pomóc z długiem, jeśli|zostaniemy przyjaciółmi.
Moje motto: |"Człowiek nie może mieć za dużo przyjaciół."
W sobotę, Tom, mógłbyś stawiać.
Następny sfałszowany wynik?|Jaki to mecz?
W tej chwili to tajemnica.|Ale nie będzie tak zawsze.
Jak możesz o tym|tak dużo wiedzieć?
Jest:
Ma źle w głowie.
- Ona mówi o tobie dobrze.|- Och, no tak, jesteśmy rodziną.
Pomogę ci spłacić długi,|jeśli zostaniemy przyjaciółmi.
Moje motto:|"Przyjaciół nigdy za wiele."
W sobotę będą duże wygrane, Tom,|Mógłbyś coś uszczknąć dla siebie.
Następna ustawiona walka?|Która?
W tej chwili to tajemnica.|Ale wkrótce to się zmieni.
Skąd tak dużo|o tym wiesz?
Było:
Chyba Mink dla ciebie|robi co w jego siłach.
Jak już mówiłem, nigdy|nie jest przyjaciół za dużo.
- Umowa stoi?|- Muszę się zastanowić.
No i dobrze.
Jest:
Pewnie to Mink nadstawia|za ciebie kark.
Jak już mówiłem,|przyjaciół nigdy za dużo.
- Umowa stoi?|- Zastanowię się.
Właśnie tego oczekuję.
Było:
Czy mój kredyt jest aktualny?
Zrób dla mnie stówę na|Tailor Made na trzecia grę.
- Lazarre'owi się nie spodoba.|- Wtedy niech będzie 50.
Spróbuję. Będziesz|mu wisiał następne 1 50.
- Tylko jak przegram, Adolph.|- Tommy, ten twój styl...
- Hej, konie mają kolana?|- Nie wiem. Mają pęciny.
No, gdybym był koniem, padałbym na swoje pęciny,|prosząc, byś na mnie nie stawiał.
- Spadaj, maluchu.|- Spadaj sam, małpo.
No i masz, Tom. Szef|chce się z toba spotkać.
Nie miał czasu|napisać ci zaproszenia.
Jak to, jada za dużo?|Co może wiedzieć cholerny lekarz?
Jest:
Mój kredyt jest wciąż aktualny?
Postaw stówę na Tailor|Made, trzecia gonitwa.
- Lazarre'owi to się nie spodoba.|- Więc niech będzie 50.
Spróbuję. Będziesz|mu wisiał kolejne 150.
- Tylko jak przegram, Adolph.|- Tommy, twój styl...
- Hej, czy konie mają kolana?|- Nie wiem. Mają pęciny.
Gdybym był koniem, padłbym na swoje pęciny|prosząc, byś na mnie nie stawiał.
- Spadaj, maluchu.|- Sam spadaj, małpo.
Idziemy, Tom. Szef|chce cię widzieć.
Nie miał czasu|wysłać ci zaproszenia.
Co to znaczy, że je za dużo?|Co może wiedzieć ten cholerny lekarz?
Było:
Słyszałeś, Dane? Mój|dzieciak jest strasznie bystry.
Jest:
Słyszałeś, Dane?|Mój dzieciak jest bystry.
Było:
Ok.
No dale. W której|ręce mam centa?
Jest:
W porządku.
No dalej. W której|ręce mam centa?
Było:
Dobra. Masz. Weż.|Nowy lśniacy cent.
Zabierzcie małego,|zaczekajcie w samochodzie.|Dajcie mu centa, chłopaki!
Jest:
Dobra. Dostaniesz centa.|Nowego lśniącego centa.
Zabierzcie małego, zaczekajcie|w samochodzie. Dajcie mu centa, chłopaki!
Było:
Cześć, Tomie. Co nowego?|Lubisz dzieci?
- Nie.|- No rozgość się.
Nie wiesz, jaka to przyjemność.
Wiesz, dzieci, to ważne.
A jednak, dziękuję ci.
Dziękuję ci, że wpadłeś.
Dopiero wypisałem ten czek dla|twojego bukmachera Lazarre'a.
Jest nawet na 1500, a to jest|więcej niż mu wisisz, jak wiem
ale taki przystojniak chyba|zawsze może dobrze użyć kasę.
Jest:
Cześć, Tom. Co nowego?|Lubisz dzieci?
- Nie.|- Śmiało, rozgość się.
Bez nich życie|byłoby niespełnione.
Wiem, dzieci to duża|odpowiedzialność.
A jednak, zalecam ci.
Dziękuję, że wpadłeś.
Właśnie wypisałem czek dla|twojego bukmachera Lazarre'a.
Jest na 1500 dolców, to|więcej niż mu wisisz, jak wiem,
domyślam się, że taki ktoś jak ty,|potrafi więcej wydać na spinki.
Było:
Zawsze gatatliwy, co?
No to proszę. Wiesz,|czemu chcę uregulować|twoje sprawy z Lazarrem?
- Niezupełnie.|- Chcę by się wszyscy przyjaźnili.
Jest:
Zawsze wygadany, co?
Proszę bardzo. Wiesz, czemu chcę|uregulować twoje sprawy z Lazarrem?
- Nieszczególnie.|- Chcę żeby wszyscy się przyjaźnili.
Było:
on jest mi przyjacielem,|ty jesteś moim przyjacielem.
Jedyne, co masz zrobić, by być moim przyjacielem,|to oddać mi Berniego Bernbauma.
To w każdym razie jest słuszne.|Mały żydek mnie okradał.
Nie pozwolę, by Leo|mu dawał nowy lśniacy cent.
Układ jest więc taki,|oddaję ci Bernie'go,
załatwiam to z Leo|a ty mi pomagasz z Lazarre'm.
Jest:
on będzie twoim przyjacielem|a ty moim.
Jedyne, co musisz zrobić,|to dać mi Berniego Bernbauma.
Wiesz, że to słuszna decyzja.|Ten żydek mnie okrada.
Nie pozwolę, by Leo|dał mu znów zarabiać.
Układ jest taki,|daję ci Berniego,
załatwiam to z Leo|a ty spłacasz Lazarre'a.
Było:
- Możemy nawet czasem pić herbatkę.|- Przestań, Eddie.
Przyjażń to stan duszy.
- Jak uważasz, synu?|- Zastanowię się nad tym.
Jest:
- Możemy nawet czasem wypić herbatkę.|- Przestań, Eddie.
Przyjaźń to stan duszy.
- Co powiesz na to, synu?|- Zastanowię się.
Było:
Słyszałeś, Dane? Facet jest|myślicielem. Wstrzasajace.
- Może chce poduszkę?|- Dobrze, synu. Pomyśl o tym.
To jest stan duszy.|Może ci to pomóc,
jak będziesz wiedział,|iż jeśli tego nie zrobisz,
nie będziesz w stanie stąd wyjść.
Chodzi o stan fizyczny|czy stan duszy?
Jest:
Słyszałeś, Dane?|Mamy tu myśliciela. Wstrząsające.
- Może chce poduszkę pod główkę?|- Dobrze, synu. Pomyśl o tym.
To stan duszy.|Może ci to pomóc,
bo powinieneś wiedzieć,|że jak tego nie zrobisz,
nie będziesz w stanie|stąd wyjść.
Chodzi o stan fizyczny|czy o stan duszy?
Było:
a ty mi kosza.
Jest:
a ty ją odrzuciłeś.
Było:
No, żadnych szkód.|Chyba, że twój przyjaciel złamał stopę.
- Gdzie jestem?|- Gdzie jesteś? W pawilonie uciechy Johnny'ego Caspar'a.
W tym samym miejscu, gdzie nas|zostawiłeś 10 sekund temu.
Jest:
Żadnych szkód. Chyba, że|twój przyjaciel złamał stopę.
- Gdzie jestem?|- W przybytku Johnny'ego Caspara.
Tam gdzie zostawiłeś|nas 10 sekund temu.
Było:
Chcesz poobijać pięści|o swego przyjaciela tutaj?
- Nie. Dziękuję jednak, Andy.|- No, jeśli zmienisz zdanie,
dochodzenie|jeszcze trochę potrwa.
O co chodzi w ogóle?|Robimy to co weekend.
Jezu, co wam jest?
Kazano nam sprawić|by to bolało, więc to robimy.
Jest:
Chcesz mu się zrewanżować?
- Nie. Dziękuję, Andy.|- Wróć, jak zmienisz zdanie,
przesłuchanie jeszcze|trochę potrwa.
- O co w ogóle chodzi?|- Robimy to co weekend.
Jezu, co jest z wami?
Mieliśmy działać tak żeby bolało.
Było:
Jestem w służbie.
Jest:
Jestem na służbie.
Było:
Coś nowego o Rugu?
Wciaż martwy, o ile wiem.
- Wyjęto zeń kulę?|- Tak, .22.
Słuchaj, Tom,|jestem tu tylko glina
więc nie musisz mi|mówić, jak nie chcesz,
ale co do cholery robi Leo?
Musisz sprawić by cię słuchał, Tom.|To niedobrze, że taka wrzawa wokół jednego żydka.
Niech Caspar zabierze Berniego.|Jeden żyd mniej czy więcej?
Szkoda budżetu.
Leo zrobi co mu bardziej|odpowiada, a ty zrobisz|to, co ci każe.
Ostatnio jak słyszałem, Leo|wciaż jest w tym mieście szefem.
Jest:
Jakieś wieści o Rugu?
Nadal martwy, o ile wiem.
- Wyciągnęliście kule?|- Tak, kaliber 22.
Słuchaj, Tom, jestem|tylko szefem policji,
więc nie musisz mówić,|jak nie chcesz,
ale co do cholery|wyprawia Leo?
Powinien cię słuchać, Tom. To niedobrze,|że taka wrzawa wokół jednego żydka.
Niech Caspar dobierze się do Berniego.|Jeden Żyd mniej czy więcej?
Niszczymy własne źródła dochodów.
Leo działa po swojemu,|a ty rób to, co ci każe.
Leo wciąż rządzi w tym mieście.
Było:
To nie jest dobrze dla nikogo.|Ty to samo mówiłeś.
Przede wszystkim, O'Doole,|mogę mówić Leo albo o nim|cokolwiek zechcę.
Nie możesz.
Po drugie, jak Leo podjał|decyzję, już tak będzie.
Jak to wszystko się ułoży,|znam wielu gliniarzy...
którzy łatwo się zgodza|na miejsce szefa policji.
Jezu, Tom, ja|tylko sobie teoretyzuję.
Jest:
To nie jest dobre dla nikogo.|Sam to mówiłeś.
Po pierwsze, O'Doole,|ja mogę mówić co zechcę.
Ty nie możesz.
Po drugie, jeśli Leo podjął|decyzję, klamka zapadła.
Jak wszystko się ułoży,|będzie wielu gliniarzy...
którzy zgodzą na miejsce|szefa policji.
Jezu, Tom, ja tylko|tak sobie rozważam.
Było:
Halo, policja.|Mam w domu obcego...
346 West Lewis
Kto to? Halo, Shad.|Tu Tom Reagan.
- Chcesz się napić?|- Nie, dzisiaj nie.
Jest:
Halo, policja.|Zgłaszam wtargnięcie...
346 West Lewis.
Kto tam? Cześć, Shad.|Tu Tom Reagan.
Nie, dziś już nie otwieramy.
Było:
Powiedz O'Doole, żeby|przysłał dziś samochód do Leo.
Jak uderzyliśmy Caspara, musimy|być przygotowani do odwetu.
Jest:
Powiedz O'Doole'owi, żeby|wysłał patrol pod dom Leo.
Uderzyliśmy w Caspara, więc musimy|być przygotowani na odwet.
Było:
Byłem w sasiedztwie,|nudziłem się,
postanowiłem więc|wpaść na drinka.
Jest:
Byłem w okolicy, czułem|się głupio po tamtym,
więc postanowiłem|wpaść na drinka.
Było:
Nie przejmuj się.
Mam już dość przygód jak na|jedna noc, by jeszcze jakaś|paniusia mi się tu rozryczała.
- Prawie go nie znałam.|- Ruga?
Jest:
Nie wpadaj w histerię.
Tylko mi tu się nie rozpłacz,|mam dość wrażeń jak na jedną noc.
- Ledwie znałam tego dżentelmena.|- Ruga?
Było:
Pewnie możesz to zrozumieć.|W każdym razie, niezły gość,
jeśli twarz, mózg i|dusza się nie licza.
- Możesz nie liczyć.|- No dobra
Jest:
Pewnie to zrozumiesz.|W sumie przyzwoity człowiek,
jeśli nie liczyć wyglądu,|sposobu bycia i osobowości.
- Wiesz, że to się nie liczy.|- No cóż...
Było:
Wiesz, Caspar dopiero|próbował mnie kupić, bym|załatwił sprawę z Leo,
czego sam nie załatwi,|jeśli zacznie się wojna.
A więc, aniołku, chyba to ty|go zabiłaś. Ty albo św.Bernard.
Po co by ja, albo mój brat|musiał zabijać Ruga Danielsa albo kogokolwiek?
Rug szedł za toba.|Wiedział o tobie i mnie,
i to by nie pomogło ci w|twoich planach wobec Leo, nie?
Sadzisz że kogoś zabiłam?
Przestań, Tomie.|Za mało mnie znasz.
Nikt nikogo nie zna.|Nie dość dobrze.
Znasz, albo nie byłbyś tutaj.
Nie, kochanie. Chcę|usłyszeć twoją historyjkę.
Jak okropny był Rug,|jak próbował cię w to wciagnać,|jak próbował naciskać.
- Nie po to przyszedłeś.|- Powiedz mi, po co.
- Najdawniejszy z powodów.|- Sa lepsze miejsca na drink.
- Czemu się nie przyznasz?|- O co chodzi?
Jest:
Caspar chciał mi zapłacić|żebym złagodził sprzeczkę z Leo,
trochę to dziwne|jeśliby toczył z nim wojnę.
Wychodzi na to, że wy go zabiliście.|Wy albo św. Bernard.
Po co ja, czy mój brat|mielibyśmy zabijać Ruga Danielsa?
Śledził cię.|Zobaczył nas razem,
a to by nie pomogło|ci z Leo, nieprawdaż?
Sądzisz, że kogoś zabiłam?
Przestań, Tom.|Na tyle mnie znasz.
Nikt nikogo nie zna|na tyle dobrze.
Gdyby w to wierzył,|nie byłbyś tutaj.
Niezupełnie, kochanie.|Chcę usłyszeć twoją historyjkę.
Jaki okropny był Rug, jak|próbował cię szantażować.
- Nie po to przyszedłeś.|- Więc powiedz mi po co.
- Powód jest oczywisty.|- Są przytulniejsze miejsca na drinka.
- Dlaczego tego nie powiesz?|- Czego?
Było:
chociaż też może|małe i kiepskie...
i nie pamiętasz kiedy|go ostatnio używałeś.
Gdybym wiedział, że będziemy|ujmować uczucia w słowa,
nauczyłbym się pieśni Solomona.
Może dlatego cię kocham, Tom.
Nigdy nie znałam nikogo,|kto by był skurwielem...
tylko dlatego że jest dumny.
Jest:
choć małe i słabe...
i że nie pamiętasz już kiedy|podążałeś za jego głosem.
Gdybym wiedział, że|będzie tak romantycznie,
nauczyłbym się|"Pieśni Solomona".
Chyba za to cię lubię, Tom.
Nie znam nikogo,|kto byłby takim...
dumnym sukinsynem.
Było:
Dobra, Verna. Ale na|razie, napijmy się.
Jest:
Dobra, Verna. Ale na razie,|napijmy się.
Było:
Tak. Zróbmy tego dużo.
Oh, Danny Boy
The pipes, the pipes|are calling
From glen to glen
And down the mountain side
The summer's gone
And all the walls|are sprawling
'Tis you|'Tis you
Must go and l must bide
But come ye back
When summer's|in the meadow
Or when the valley's
Hushed and white with snow
'Tis l'll be here
ln sunshine or in shadow
Oh, Danny Boy
Oh, Danny Boy
l love you so
But when ye come
And all the flowers|are dying
lf l am dead
As dead l well may be
And l shall hear
Though soft|ye tread around me
And all my grave
Will warmer, sweeter be
Then you will
Bend
And tell me|that you love me
And l will sleep in peace
Until you come
To me
- Kto wygrywa?|- My, jak na razie.
- Jaki mamy "rachunek"?|- Zeszłej nocy, 4:1. Danę Cudahywenta spalono w domu.
- Co u nich?|- Jeden się spalił.
- Reszta?|- Dostali ołów.
Jest:
Tak. I to wiele razy.
- Kto wygrywa?|- Do tej pory, my.
- Jaki bilans?|- Zeszłej nocy, czterech do jednego.
Dana Cudahy spłonął w domu.
- A oni?|- Jeden się spalił.
- A pozostała trójka?|- Ołów.
Było:
Staruszek jeszcze nieżle|sobie radzi z automatem.
Jest:
Staruszek jeszcze nieźle|radzi sobie z automatem.
Było:
Więc, znajdżcie go,|cholera! Sprawdżcie, czy|nie spadł do klozetu.
Skurwiel. Nie ma szefa.
- Ktoś musi być w biurze?|- Nie możesz znależć O'Doole'a?
Nie, ani zreszta burmistrza.
- To niedobrze. Uciekaja.|- Jak się ośmiela!
Nie wiem, Leo. Uprzedzałem|cię, że musisz uderzać|w klub Caspara.
- Ale wciaż tu jestem, nie?|- Caspar próbuje cię dostać.
Ten żałosny skurwiel|podpisał sobie wyrok.
Wysłuchaj mnie, Leo. Od tej|nocy nie jesteś bezpieczny.
Nie masz oficjalnego stanowiska w tym mieście.|Jesteś tu, bo ludzie uważają cię za szefa.
Od chwili jak przestają tak myśleć,|miasto do ciebie już nie należy.
Jezu, Tom. To brzmi dla mnie|niedobrze. Ale nie zabito mnie!
Jest:
Więc, go znajdźcie! Sprawdźcie,|czy nie wpadł do klozetu.
Sukinsyn. Nie ma go.
- Kto rządzi tym bałaganem?|- Nie możesz znaleźć O'Doole'a?
Burmistrza też nie ma.
- To niedobrze. Uciekają.|- Nie odważyliby się!
Nie wiem, Leo. Ostrzegałem cię,|żebyś nie demolował klubu Caspara.
- Wciąż tu jestem, prawda?|- Prawie cię dopadli.
Ten żałosny sukinsyn|podpisał na siebie wyrok.
Posłuchaj mnie, Leo.|Nie jesteś już bezpieczny.
Nie wygrałeś tego stanowiska w wyborach.|Jesteś tu, bo ludzie uważają cię za szefa.
Kiedy przestaną tak myśleć,|przestaniesz rządzić.
Jezu, Tom. To nie wygląda|dobrze. Jeszcze mnie nie dopadli!
Było:
Wiem, wiem. Poddać się, by zwyciężyć, oddać Berniego.|l to załatwi nasze kłopoty.
Już nie, gwarantuję.
Ale zabawa z psychopata|nie prowadzi donikad.
To zmusi ludzi do wybierania strony,|jak tylko będziesz się czuł niepewnie.
- Nie będzie tego!|- Gdzie jest wtedy burmistrz?
Jest:
Wycofać się by zwyciężyć, oddać|Berniego. I to załatwi nasze kłopoty.
Już na to za późno, zapewniam.
Wymiana cios za cios z psychopatą|prowadzi do donikąd.
To zmusi ludzi do stanięcia po którejś|ze stron, kiedy tylko będziesz słaby.
- Tak nie będzie!|- Więc gdzie jest burmistrz?
Było:
Dlaczego obok twego domu|nie było glin wczoraj?
- Nie prosiłem, by byli.|- Ja o to prosiłem.
Matko gęś, co?|O co chodzi, Tommy?
- Czy uważasz, że nie potrafię|się sobą zaopiekować?|- Wiem, że nie możesz.
Musisz zagrać madrze,|Leo. Wycofujesz się,|oddajesz Berniego,
pozwalasz myśleć|Casparowi że dopiał swego.
- Potem czekasz, aż|znajdziesz jego słabe miejsce.|- Proszę cię, Tom.
Trzymasz się Berniego.|Nastawiasz własny kark...
dla faceta, który dla zysku|by pokroił cię na kawałki.
Jest:
Dlaczego wczoraj nie było glin?
- Nie prosiłem o to.|- Ja prosiłem.
O co chodzi, Tommy?
- Myślisz, że sobie nie poradzę?|- Ja to wiem.
Musisz zagrać mądrze, Leo.|Wycofujesz się, oddajesz Berniego,
pozwalasz myśleć Casparowi,|że dopiął swego.
- Potem czekasz, aż się odkryje.|- Proszę cię, Tom.
Trzymasz stronę Berniego.|Nadstawiasz własny kark...
dla faceta, który dla zysku|pokroiłby cię na kawałki.
Było:
nie wszystko jest|tak, jak to ujałeś.
Jest:
nie wszystko jest|tak, jak to ująłeś.
Było:
Chodzi o to, że
Nie żebym nie był|dżentelmenem, ale
planuję poprosić ja|by została mojażona Tom.
Pewnie będziesz myślał,|że na głowę upadłem.
- Myślisz, że zechce?|- Skad mam kurwa wiedzieć?
Chyba zechce. Tak,|oczywiście zechce.
Wiem, że uważasz inaczej,|ale, wiesz, my
Jesteśmy innego zdania.
Leo, Caspar nie zabijał Ruga.
- Pewnie że to on.|- Nie. Pomyśl o tym teraz.
- Za kim szedł Rug?|- Co?
Nie musiało to być takie złowrogie.|Obcy prześladuje ją w ciemnej ulicy.
- Mówiłem ci, że może się sobą zaopiekować.|- Verna by nie panikowała,
strzelajac do kogoś,|kto by szedł za nią.
Nie, a gdyby tak się stało,|ona by mi powiedziała.
Wyciagnęli z niego kulę .22 kalibru.|Mała spluwa, Leo, kobieca broń.
Jest:
Chodzi o to, że...
Nie, żebym nie był|dżentelmenem, ale...
Mam zamiar poprosić ją|by została moją żoną, Tom.
Pewnie myślisz, że|upadłem na głowę.
- Myślisz, że zechce?|- Skąd mam wiedzieć?
Chyba zechce. Tak,|oczywiście że zechce.
Wiem, że uważasz inaczej,|ale wiesz, my
jesteśmy innego zdania.
Caspar nie zabił Ruga.
- Pewnie, że on.|- Nie. Zastanów się.
- Kogo śledził Rug?|- Co?
To się trzyma kupy.|Obcy idzie za nią ciemną uliczką.
- Ona potrafi o siebie zadbać.|- Verna by nie spanikowała,
strzelając do kogoś,|tylko dlatego, że za nią idzie.
Nie, a gdyby tak się stało,|powiedziała by.
Wyciągnęli z niego kulę kalibru 22.|Mała spluwa, Leo, kobieca broń.
Było:
ale zaufam Vernie|tak samo jak zaufam tobie.
Ok, Leo.
Może to nie było takie niewinne.
Może Rug wiedział coś, a ona nie chciała by to wiedział,|oraz żeby się ty dowiedział.
Rug ją śledził. Ewentualnie|wiedział, gdzie ona sypia,
oraz z kim.
Jest:
ale ufam Vernie|tak samo jak tobie.
W porządku, Leo.
Może to było przemyślane.
Może Rug odkrył coś,|o czym miałeś się nie dowiedzieć.
Rug ją śledził. Może|wiedział, gdzie spała,
i z kim.
Było:
Wierzyłeś mi wcześniej, a nigdy cię nie zawiodłem.|Uwierz mi też tym razem.
To jest bardzo ważne.|Nie proszę cię o wiele i nie proszę o to często.
Uwierz mi.
Tommy.|- Uwierz mi tym razem, albo idż do diabła.
Nie mówisz tego poważnie.
Ona była ze mną...
Jest:
Zawsze mi ufałeś.|Posłuchaj i tym razem.
- To zbyt ważne.|- Nie proszę o wiele i nie proszę często.
Zaufaj mi.
- Tommy.|- Uwierz mi tym razem albo idź do diabła.
Nie mówisz poważnie.
Była ze mną...
Było:
O.
Dobra, Leo. Dobra. Wyrzucę go.
Jest:
Dobra, Leo. Dobra.|Wyrzucę go.
Było:
Już go nigdy nie ujrzę,|już bardzo wkrótce.
Halo?|Halo, Frankie.
To Tom. Jak życie lokaja?
Byłem w gorszych sytuacjach.|Już ci jest lepiej?
Powiedz Casparowi,|że zapomniano.
Jest:
Nie chcę go więcej widzieć.
- Halo?|- Halo, Frankie.
Mówi Tom. Jak interesy?
Bywało gorzej.|Naprawili ci wentylator?
Powiedz Casparowi, żeby|puścił tamto w niepamięć.
Było:
A. Dobrze, informuj mnie.
Udało się, cokolwiek to było.
Leo mówi że skończyliśmy.
Jest:
Dobrze, informuj mnie.
Udało ci się, cokolwiek zrobiłeś.
Leo mówi, że to koniec.
Było:
W każdym razie nie|to miał ci za żle.
O, że byliśmy razem, co?
Zawsze wybierasz długą drogę,|by dostać to co chcesz, co, Tom?
Wystarczyło się spytać.
Kogo?
Jest:
Nie to ma ci za złe.
Że byliśmy razem, co?
Nigdy nie rezygnujesz z tego,|czego chcesz, prawda Tom?
Wystarczyło poprosić.
A czego chcę?
Było:
Nie śpisz jeszcze?
Nie.
Nad czym się zastanawiasz?
Miałem sen.
Jest:
Ciągle na nogach?
Tak.
Co cię gryzie?
Kiedyś miałem sen.
Było:
Podniósł się wiatr.|Zdmuchnał mi kapelusz.
l biegłeś za nim, prawda?
Wciaż biegłeś.
Jest:
Podniósł się wiatr.|Zdmuchnął mi kapelusz.
Próbowałeś go łapać, prawda?
Wciąż biegłeś.
Było:
l go podniosłeś, ale|to już nie był kapelusz.
Jest:
I podniosłeś go, ale|to już nie był kapelusz.
Było:
Nie, został kapeluszem.
Oraz nie, nie biegłem.
Nic bardziej śmiesznego,|niż facet, prześladujacy własny kapelusz.
Jest:
Nie, to był wciąż kapelusz.
I nie goniłem go.
Nie ma nic głupszego, niż facet|uganiający się za kapeluszem.
Było:
- Ty z Leo wciaż jeszcze możesz wszystko załatwić.|- Już nigdy w życiu.
- Nic już tego nie zmieni.|- Nigdy nie wiadomo.
- Ma wielkie serce.|- Z mojej strony to koniec, nie ważne jakie ma serce.
A jak Leo chce mnie z powrotem,|jest jeszcze większym głupkiem niż myślałem.
Jest:
- Razem z Leo możecie wszystko załatwić.|- Już nie.
- I nic tego nie zmieni.|- Tego nie wiesz.
- Ma wielkie serce.|- Skończyliśmy, więc o nim nie wspominaj.
Jeśli Leo chce żebym wrócił, to jest|jeszcze większym idiotą niż myślałem.
Było:
Wiem, że mnie nic nie trzyma.
- A co z Bernie?|- Może pojechać z nami.
Jest:
Wiem, że nic mnie nie trzyma.
- A co z Berniem?|- Mógłby pojechać z nami.
Było:
Do wodospadu Niagara?
Czemu go nienawidzisz?
Jest:
Nad wodospad Niagara?
Dlaczego go tak nienawidzisz?
Było:
- Czemu pytasz?|- Leo już go nie osłania.
Jest:
- Dlaczego pytasz?|- Leo już go nie osłania.
Było:
Chyba każdy z nas|zdradził Leo, co?
Jest:
Oboje wystawiliśmy Leo|do wiatru, co?
Było:
Może się pozbyć nas obu.
Chyba jesteśmy dość źli,|by zasługiwać siebie nawzajem.
Jest:
Może się pozbyć nas obojga.
Jesteśmy tak źli, że|zasługujemy na siebie.
Było:
Jesteśmy warci siebie, Tom.
Tak, jesteśmy.
Więc mówi:|"Spoko. Daj mu dolara. To był mój pomysł."
Jest:
Pasujemy do siebie, Tom.
Tak, pasujemy.
Więc mówi: "Pieprzyć go.|Daj mu dolara. To był mój pomysł."
Było:
Och, znasz|O'Doole'a i burmistrza.
Cześć, chłopaki. Tom to|wielki gracz. Zawsze taki był.
Spoko, spoko. No, Tom i ja|mamy coś sobie do powiedzenia.
Jest:
Znasz O'Doole'a i burmistrza.
- Cześć, chłopaki.|- Tom to wielki gracz. Zawsze taki był.
To dobrze. Tom i ja mamy|sobie coś do powiedzenia.
Było:
Usiadż, synu. No dobrze.
No, czy dość miałeś|czasu na myślenie?
- Tak, ale okoliczności się zmieniły.|- Czyżbym po tym nie wiedział.
Jest:
Siadaj, synu.|O tak.
Miałeś dość czasu żeby|przemyśleć pewne sprawy?
- Tak, okoliczności się zmieniły.|- To dla mnie coś nowego.
Było:
zanim Frankie i Tic Tac|wsadzili ci uszy do środka,
ale rzekłem, "Wyluzuj, Eddie.|mam przeczucie co do faceta.
Jest:
zanim Frankie i Tic-Tac|dali ci nauczkę,
ale ja powiedziałem, "Spokojnie, Eddie.|Mam przeczucie co do tego dzieciaka.
Było:
Rzekłem, "Jest za mądry dla Leo."|To akurat powiedziałem.
Jakież to prorocze. Spytaj się Dane'a czy mówiłem.|Wiesz byłem jak prorok.
- No dalej, spytaj się go.|- Znasz się na proroctwach?
- Zgadza się, madralo.|- Wiedziałem, że wiesz...
iż osłaniać żydka|to nie jest madry pomysł.
Byłeś za madry, by podtrzymywać|wszystkie ostatnie głupie pomysły Leo.
Jest:
Powiedziałem, "Jest za mądry dla Leo."|To właśnie powiedziałem.
Jak prorok. Spytaj Dane'a czy tak|nie mówiłem. Jak cholerny prorok.
- No dalej, spytaj go.|- Znasz się na proroctwach?
- Zgadza się, mądralo.|- Wiedziałem, że uważasz...
że osłanianie żydka|to głupi pomysł.
Wiedziałem, że ostatnio nie|pochwalasz głupich pomysłów Leo.
Było:
Dlatego ostatniej nocy|nie chcieliśmy skrzywdzić Ciebie, tylko Leo.
Widząc, jak to załatwiłeś z|Leo, byłem tylko wdzięczny.
O, to było naprawdę odważne, otrzymać lanie od pani Walcząca Torebka.|- Daj spokój, Eddie.
Jest:
Dlatego nie chcieliśmy|cię krzywdzić, tylko Leo.
To co zaszło między wami|jest mi bardzo na rękę.
- Pięknie obrywałeś od pani "Walcząca Torebka".|- Daj spokój, Eddie.
Było:
Więc, chyba szukasz|zatrudnienia, synu?
Jest:
Domyślam się, że|szukasz pracy, synu?
Było:
Masz listy polecajace?|Chodziłeś do college'u?
Przyjmujemy tylko tych, którzy chodzili do college'u.|Zgadza się, Dane?
Jasne że żartuję sobie.|Wiemy, że przyda się nam,
taki mądry dzieciak.
Jest:
Masz listy polecające?|Chodziłeś do college'u?
Przyjmujemy tylko jajogłowych|po college'u. Zgadza się, Dane?
Żartuję sobie. Wszyscy|wiemy, że przyda się nam,
taki mądry dzieciak ja ty.
Było:
Chyba byłbyś pomocny pod czas pojedynków.|- Tak, mogę dla ciebie dużo zrobić.
- Możesz osłonić mnie przed Leo?|- Zapomnij o Leo.
- Sa pewne plany co do niego.|- Och, tak?
Jest:
- Byłbyś pomocny podczas pojedynków.|- Tak, mogę dla ciebie dużo zrobić.
- Ochronisz mnie przed Leo?|- Nie martw się tym.
- Mamy pewne plany co do niego.|- Och, tak?
Było:
Chyba Dane próbuje|tym powiedzieć, że
jeszcze znajdziemy|czas, by o tym pogadać.
Możemy to|zaplanować na póżniej.
Ostatnio, pamiętam|zignorowałeś moją ofertę.
czyli chodzi mi o to...
Jest:
Wydaje mi się, że Dane|daje ci do zrozumienia,
że będzie czas,|by o tym pogadać.
Odłożymy to na później.
Ostatnio zignorowałeś moją ofertę.
Chodzi o to...
Było:
Twoja kolej.|- Całkiem fair. Od czego by zaczać?
Słyszałeś, Dane? lnteresy.|Mówiłem, to grzeczny chłopak.
"d czego by zacząć?"|Od razu do sprawy.
Och, no możemy zaczać,|powiedzmy, od żydka.
Powiedzmy, gdzie jest gnojek?|Może to nam powiesz.
Royale, pokój 302. Możesz|znależć z nim Minka.
Jest:
- Twoja kolej.|- Całkiem fair. Od czego zacząć?
Słyszałeś, Dane? Interesy.|Mówiłem, że to grzeczny chłopak.
"Od czego zacząć?"|Od razu do rzeczy.
Możemy zacząć,|powiedzmy, od żydka.
Na przykład, gdzie jest gnojek?|Może to nam powiesz.
Royale, pokój 302. Może tam|znajdziesz też Minka.
Było:
- Czemu bym musiał?|- Ten facet się myli.
Facet kłamie. Mink jest czysty|a ten klown jest za madry.
To jest łatwe do|sprawdzenia, czyż nie?
Jak znajdziesz Minka,|przywież go tutaj.
Idż do samochodu.|Pojadą z tobą Frankie i Tic Tac.
Jak Bernie tam jest,
Frankie i Tic Tac|się nim zaopiekują.
Jest:
- Po co miałbym kłamać?|- Ten facet się myli.
Facet kłamie. Mink jest czysty|a ten klown jest za mądry.
To łatwe do sprawdzenia, czyż nie?
Jak znajdziesz Minka,|przywieź go tutaj.
Idź do samochodu.|Frankie i Tic-Tac pojadą z tobą.
Jeśli Bernie tam jest,
Frankie i Tic-Tac|się nim zaopiekują.
Było:
Będę siedział w kacie|w śmiesznym kapeluszu.
Wsadż swoją małą dupę do auta.
Jest:
Będę siedział w kącie|w śmiesznym kapeluszu.
Pakuj swoją małą dupę do auta.
Było:
- Jedziemy do Ścieżki Strachu.|- Nic nie zrobiłem! Tom!
Jest:
- Jedziemy na Miller's Crossing.|- Nic nie zrobiłem! Tom!
Było:
- Siedż cicho, gnoju.|- Nie możesz być z nimi.
Chyba mnie sprzatna!|Tom, pogadaj z nimi!
Jest:
- Siedź cicho, gnoju.|- Nie możesz być z nimi.
Chyba mnie sprzątną!|Tom, pogadaj z nimi!
Było:
O, Tommy!
- Wydostań go!|- Frankie!
Jest:
Tommy!
- Wyciągaj go!|- Frankie!
Było:
Tic Tac! Ucisz go!
Uu!
Jest:
- Tic-Tac!|- Ucisz go!
Było:
- Chodż.|- Frankie, nie!
- Wstawaj, skurwielu.|- Frank! Aa!
- O, Frankie!|- Wstawaj, żydku!
Jest:
- Chodź.|- Frankie, nie!
- Wstawaj, sukinsynu.|- Frank!
- Frankie!|- Wstawaj, żydku!
Było:
Szef chciał, byś ty to zrobił.|Powinieneś dowieść, że jesteś z nami.
Jest:
Szef chciał, byś ty to zrobił.|Musisz udowodnić, że jesteś z nami.
Było:
Pamiętaj, by wsadzić|mu jedna do mózgu.
Pierwszy strzał i padnie.|Potem wsadzisz mu kulę do mózgu.
Potem już nie żyje.|Potem jedziemy do domu.
Wstawaj i chodż.
Jest:
Pamiętaj, by strzelić|mu jedną w łeb.
Pierwszy strzał i padnie.|Potem strzel w głowę.
Wtedy zginie.|Po tym pojedziemy do domu.
Wstawaj i chodź.
Było:
Wstawaj i idż, pierdolony|gnoju! - Chodżmy!
Jest:
Wstawaj i idź, pierdolony|gnoju! Chodźmy!
Było:
Nie powinno tak być, Tom.
Nie mogą nas zmusić,|byśmy to zrobili.
Sytuacja jest niewłaściwa.|Nie mogą nas zmienić.
Nie jesteśmy tymi małpami.|Ja w życiu nikogo nie zabiłem.
Użyłem trochę|informacji dla zysku, i już.
To jest moja natura, Tom.|Nic na to nie poradzę.
Ktoś mi daje szansę i ja w to gram.|Nie zasługuję na taką śmierć.
Czy myślisz inaczej?
Chodzi mi tylko o zysk.|Co, Tom? Nie jestem nikim!
Ale powiem ci...|że nigdy nie zdradziłem... przyjaciela.
Jest:
To nie w porządku, Tom.
Nie mogą nas zmusić,|byśmy to robili.
To jakiś absurd.|Nie mogą nas zmienić.
Nie jesteśmy małpami.|Ja w życiu nikogo nie zabiłem.
Użyłem trochę informacji|dla zysku i już.
Taka jest moja natura, Tom.|Nic na to nie poradzę.
Mam szansę to ją wykorzystuję.|Nie zasługuję za to na śmierć.
Myślisz inaczej?
Chodzi mi tylko o zysk.|Co, Tom? Jestem nikim!
Ale powiem ci...|Nigdy nie zdradziłem przyjaciela.
Było:
To jest sen!
Jest:
To sen!
Było:
tutaj w lasach,|jak głupie zwierzę.
W lasach, jak|głupie zwierzę!
Jak głupie zwierzę!
Nie mogę... Nie mogę|umrzeć tutaj w lasach...
jak głupie zwierzę.
Nie mogę... umrzeć!
Jest:
tutaj w lesie,|jak jakieś zwierzę.
W lesie, jak zwierzę!
Jak zwierzę!
Nie mogę... Nie mogę|umrzeć tutaj w lesie...
jak zwierzę.
Nie mogę...|umrzeć!
Było:
Zajrzyj w swoje serce.
Jest:
Wejrzyj w swoje serce.
Było:
Zajrzyj w swoje serce.|Modlę się do ciebie.
Zajrzyj w swoje serce.
Jest:
Wejrzyj w swoje serce.|Modlę się do ciebie.
Wejrzyj w swoje serce.
Było:
Zajrzyj w swoje serce!
Modlę się do ciebie!|Zajrzyj w swoje serce.
Jest:
Wejrzyj w swoje serce!
Modlę się do ciebie!|Wejrzyj w swoje serce.
Było:
Zajrzyj w swoje serce!|Zajrzyj w swoje serce!
Jest:
Wejrzyj w swoje serce!|Wejrzyj w swoje serce!
Było:
Zajrzyj w swoje serce.
Jest:
Wejrzyj w swoje serce.
Było:
Musisz zniknać na dobre. Nikt nie może cię zobaczyć.|Nikt nie może wiedzieć.
Jest:
Musisz zniknąć na dobre. Nikt nie może|cię zobaczyć. Nikt nie może wiedzieć.
Było:
Jak ktoś cię zobaczy, wtedy naprawdę umrzesz.|Już nie jesteś moim kłopotem.
Pewnie że nie. Zrobiłeś,|co do ciebie należy. Dziękuję.
Jest:
Jeśli ktoś cię zobaczy, wtedy naprawdę|umrzesz. Już nie jesteś moim problemem.
Pewnie, że nie. Zrobiłeś|już swoje. Dziękuję.
Było:
- Dziękuję.|- Zamknij się. Wynoś się stąd, zanim zmienię zdanie.
Jest:
- Dziękuję.|- Zamknij się. Wynoś się, zanim zmienię zdanie.
Było:
Wsadziłeś jedną do mózgu?
- Tak.|- Grzeczny jesteś.
Mink? Tom Reagan. Gdzie byłeś?
Słuchaj? Eddie Dane cię szuka.
Jest:
Strzeliłeś jedną w mózg?
- Tak.|- Grzeczny chłopiec.
Mink? Tu Tom Reagan.|Gdzie byłeś?
Eddie Dane cię szuka.
Było:
Kto mu to powiedział? He!
Jest:
Kto mu powiedział?
Było:
Zamknij się i pozwól mi mówić.|Bądź cicho, póki Caspar nie ochłonie.
Potem powiesz mu, że to Dane się tym zajmował,|a ja pomogę, by Caspar wyluzował.
- Wciagnąłeś mnie do tego.|- Tak jest, ja to zrobiłem.
- Ale pamiętaj, Mink, tylko ja cię mogę wyciągnąć.|- Czekaj chwilę, Tom.
Waa! Uu!
Cześć, Terry.|Wyszedłeś by głosować?
Wiadomość od Leo. Leo mówi, że jeśli jesteś dość madry,|nie będziesz się do niczego mieszał,
chociaż gówno to go obchodzi.
Leo mówi, że jak jesteś po niewłaściwej stronie,|ryzykujesz jak każdy inny.
Jest:
Zamknij się i pozwól mi mówić.|Bądź cicho, dopóki Caspar nie ochłonie.
Powiesz mu, że Dane się tym zajmował,|a ja załatwię, by Caspar ci odpuścił.
- Wciągnąłeś mnie w to.|- Dokładnie tak.
- Pamiętaj, Mink, tylko ja cię mogę wyciągnąć.|- Czekaj chwilę, Tom.
Cześć, Terry.|Wyszedłeś zagłosować?
Wiadomość od Leo. Jeśli jesteś dość mądry,|nie będziesz się do niczego mieszał,
chociaż gówno go to obchodzi.
Leo mówi, że jeśli stoisz po niewłaściwej|stronie, ryzykujesz jak każdy inny.
Było:
Powiedz Leo, że|nie jest panem Bogiem.
Jest tylko szefem politycznym i ma w głowie mniej oleju|niż balsamu do włosów.
Uch!
Jest:
Powiedz Leo, że nie|jest panem Bogiem.
Jest tylko malutkim bossem i ma w głowie|mniej oleju niż balsamu do włosów.
Było:
Nie, ja to powiedziałem.
Przeszkodzisz Leo,|innym razem powiem ci więcej.
Jest:
Nie, to ja powiedziałem.
Przeszkodzisz Leo, następnym|razem powiem ci więcej.
Było:
W jakim sensie mam rację?
No, powiem ci.
Jest:
Więc w czym mam rację?
Powiem ci.
Było:
Nigdy nie mówię, oraz|nie lubię tych, kto tak mówi.
Mink mnie rabował tak|samo jak ten żydek.
Co cię w tym przekonało?
Mink zwiał. Nie|możemy go znależć.
Dane znajduje|dla niego wymówki.
Ale osobiście|przyznaję ci racji.
Uważam że Mink i Bernie|siedzieli w tym razem.
Chyba Mink usłyszał, że|sprzatnąłeś żydka i zwiał.
Jest:
Nigdy tak nie mówię, i nie|lubię tych, którzy tak mówią.
Mink okradał mnie|razem z tym żydkiem.
Skąd ta pewność?
Mink zwiał. Nie|możemy go znaleźć.
Dane próbuje go bronić.
Ale osobiście uważam,|że to ty masz rację.
Myślę, że Mink i Bernie|siedzieli w tym razem.
Chyba Mink usłyszał, że|sprzątnąłeś żydka i zwiał.
Było:
Masz klasę. Muszę ci przyznać.
Nie obchodzi mnie, nie|wiem jak innych, mnie nie.
Dobrze że załatwiłeś żydka.
Skad wiesz, że Mink zwiał?
Bo Dane nie może go znależć.|- Tak mówi.
Jest:
Masz gadane.|Ale w porządku.
Jakoś specjalnie mi to nie|przeszkadza, ale niech będzie.
Dobrze, że załatwiłeś|tego żydka.
Skąd wiesz, że Mink zwiał?
- Bo Dane nie może go znaleźć.|- To on tak twierdzi.
Było:
Jeszcze nie za dużo o tym myślałem,|ale facet powie cokolwiek, jak ma wyzionać ducha.
Akurat przed tym|jak załatwiłem Bernie'go,
przysięgał, że to Eddie Dane|oraz Mink wszystko ukartowali
Jest:
Człowiek powie ci wszystko kiedy|grunt pali mu się pod nogami.
Akurat przed tym jak|załatwiłem Berniego,
przysięgał, że to Eddie Dane|i Mink wszystko ukartowali
Było:
Wiesz, jak sam mówiłeś,|przed śmiercią facet powie cokolwiek.
Dlaczego Eddie'go|Dane'a tu nie ma?
No bo nie ciekawi|się toba synu.
Jest:
Sam mówiłeś, że człowiek|przed śmiercią powie wszystko.
Dlaczego nie ma tu Eddiego Dane?
Bo nie przepada|za tobą, synu.
Było:
Po tym jak pojechałeś, próbował|mnie namówić cię załatwić.
Mówi mi, czemu nie możemy|go sprzatnać od razu...
po tym jak sprzatnie żydka.
No, ale układ to układ.|Byłeś ze mna uczciwy.
Załatwiasz mi żydka, ja odwalam swoją część.|To jest pytanie z etyki.
Wszystko leży jak na dłoni, więc od razu widać|kto jest przyjacielem, a kto wrogiem.
Dane cię nie kocha,|ale mnie nie zdradzi.
No i już.
Ale może zdarzyć się cokolwiek,|jeśli chodzi o sprawy miłosne.
Wiem, że Mink to|chłopak Eddie'go Dane'a.
A jednak nie myślę że to on.
- Wtedy nie ma o co się martwić.|- Tak.
Tata, tata, to mi siostra dała!|Tata, tata, to mi siostra dała!
- Tata, to mi siostra dała!|- Tak. Czekaj chwilę.
Oczywiście, nie ma powodu. Zamknij się!|- Tata, tata, mam
Naucz się u tego faceta.
Że mniej masz gadać,|a trochę więcej myśleć!
Dzieci. Masz być twardy.
Nie ma powodu w każdym badż|razie tego nie sprawdzić.
Jak Mink jest w pobliżu, chcę, byś go znalazł.|Może nam powiedzieć, jak sprawy stoja.
O co chodzi? Ktoś cię uderzył?
O co chodzi? Już|mnie nie kochasz?
Jeśli go znajdziesz,|sam chcę z nim porozmawiać.
Tylko talk się da|znależć wspólny język.
Tylko ja, Mink...|I mój przyjaciel spluwa.
Jest:
Po tym jak pojechałeś, próbował|mnie namówić żeby cię załatwić.
Mówi mi, czemu nie możemy|go sprzątnąć od razu...
po tym jak załatwi żydka.
No, ale układ to układ.|Byłeś ze mną uczciwy.
Załatwiasz żydka, ja odwalam|swoją część. To kwestia etyki.
Wszystko widać jak na dłoni,|wiadomo kto przyjaciel, a kto wróg.
Dane cię nie lubi, ale|nie mógłby mnie zdradzić.
No i jesteśmy w kropce.
Ale nie kiedy w grę|wchodzi miłość.
Wiem, że Mink to|kochaś Eddiego Dane'a.
A nadal uważam, że to nie on.
- Więc nie ma o co się martwić.|- Tak.
Tata, tata, zobacz co mi siostra dała!|Tata, tata, zobacz co mi siostra dała!
- Tata, zobacz co mi siostra dała!|- Tak. Czekaj chwilę.
- Oczywiście, nie ma powodu. Zamknij się!|- Tata, tata, mam...
Ucz się od tego faceta.
Że powinieneś mniej gadać,|a trochę więcej myśleć!
Te dzieciaki.|Musisz być twardy.
W każdym razie, nie ma|powodu by to sprawdzać.
Jeśli Mink jest w pobliżu, znajdź go.|Może powiedzieć, jak sprawy stoją.
O co chodzi?|Ktoś cię uderzył?
O co chodzi?|Już nie jesteśmy przyjaciółmi?
Jeśli go znajdziesz,|sam z nim porozmawiam.
Tylko tak się da|znaleźć wspólny język.
Tylko ja, Mink...|i mój przyjaciel Roscoe.
Było:
To jest proste.
Powinnaś wyjechać na kilka dni.|Będzie tu jakiś czas goraco.
Jedż do Palisad. Dołaczę się|do ciebie jak tylko skończę.
Nie mogę znależć Bernie'go.|Czy ty go znalazłeś?
Jest:
Jasne.
Powinnaś wyjechać na kilka dni.|Będzie tu gorąco jakiś czas.
Jedź do Palisades. Dołączę|do ciebie jak tylko skończę.
Nie mogę znaleźć Berniego.|Czy ty go znalazłeś?
Było:
On, wyjechał.
- Powiedział dokad?|- Nie powiedział.
Jest:
On... wyjechał.
- Powiedział dokąd?|- Nie powiedział.
Było:
- To siostra Bernie'go, nie?|- Cholera wie.
- Po co do niej chodzi?|- Cholera wie. Może
Jest:
- To siostra Berniego, nie?|- Cholera wie.
- Po co był u niej?|- Cholera wie. Może..
Było:
Zaraz się w tym połapię.
Jest:
Zaraz zobaczę o co|chodziło elegancikowi.
Było:
Tak, cieniem Johnnyego Caspara.|Został dzisiaj w łóżku?
Jezu. Jak tylko otwieram|usta, cały świat się wymadrza.
- Jesteś kurewka Leo, tak?|- Już nie jesteśmy razem.
Tak? Więc sypiasz z Tomem?
Jest:
Cieniem Johnny'ego Caspara.|Został dzisiaj w łóżku?
Jezu. Jak tylko otwieram usta,|cały świat się wymądrza.
- Jesteś kurewką Leo, tak?|- Już nie jesteśmy razem.
Tak? Więc sypiasz|teraz z Tomem?
Było:
Zanim sobie pójdę,|o co chodzi twemu chłopakowi?
Jest:
Zanim sobie pójdę, powiesz|co kombinuje twój chłoptaś?
Było:
Nie rozumiem, jak to, że
rzucasz Leo dla faceta,|który wsadził kulę twemu bratu.
Nie powiedział ci. Au.
Puść ją Eddie.
Oo!
- Pracujesz na Leo?|- Chciał, byśmy się nią zaopiekowali.
Spieprzyliście całą sprawę.|Pewnie mu przekażę.
- Gdzie jest Leo?|- Jak ci powiem, to skąd mogę wiedzieć, że mnie nie zabijesz?
Gdybyś mi powiedział i bym cię zabił,|a okazałoby się, że kłamałeś, nie mógłbym cię...
już zabić znów. Gdzie jest Leo?| - Gdzieś w mieście.
- Jutro zbiera wszystkich w Whiskey Nick's.|- Czy masz pewność?
Sprawdż to sam. Jak w banku.
Wiesz co, bracie? Wierzę ci.
Jest:
Ciężko mi pojąć dlaczego,
rzucasz Leo dla faceta,|który zabił twojego brata.
Nie powiedział ci?
Puść ją, Eddie.
- Pracujesz dla Leo?|- Chciał, byśmy na nią uważali.
Spieprzyliście sprawę.|Przekażę mu to osobiście.
- Gdzie jest Leo?|- Skąd mam wiedzieć, że mnie nie zabijesz?
Bo gdybyś mnie okłamał|nie mógłbym cię zabić.
- Gdzie jest Leo?|- Gdzieś w mieście.
- Jutro zbiera wszystkich w Whiskey Nick's.|- Jesteś pewny?
Sprawdź sam.|Pewne jak w banku.
Wiesz co, brachu?|Wierzę ci.
Było:
Znajdę was wszystkich, dziwki.
Jest:
Znajdę was wszystkie, dziwki.
Było:
Już to zrobiłem, sadzac,|że nie ma cię w domu.
Pomyślałem, że to dobry pomysł, że posiedzę sobie|w holu, o ile i tak sobie nie żyję.
Skad wiedziałeś, że to ja?
Jesteś jedynym, kto, jak wiem,|zapuka i od razu się włamuje.
Jest:
Już to zrobiłem, upewniwszy się,|że nie ma cię w domu.
Pomyślałem, że to zły pomysł|czekać w holu, skoro nie żyję.
Skąd wiedziałeś, że to ja?
Jesteś jedynym, który jak wiem,|puka i od razu się włamuje.
Było:
Inni moi przyjaciele chcą|mnie zabić, więc by nie pukali.
Co zamierzasz zrobić. Bernie?
Jest:
Inni moi przyjaciele chcą|mnie zabić, więc nie pukają.
Co zamierzasz zrobić, Bernie?
Było:
To, że tu jestem, jest chyba|nieco nieodpowiedzialne.
Jest:
To chyba troszkę|nieodpowiedzialne, że tu jestem.
Było:
I pomyślałem...
Jest:
Ale pomyślałem...
Było:
Potem pomyślałem
że dla mnie to nie jest źle.
Nie wiesz,|jaką mi dałeś szansę.
Czyli, co mam robić?
Jest:
Potem pomyślałem...
że dla mnie to|może być na rękę.
Nie wiesz, jaką|mi dałeś szansę.
Bo jaki mam wybór?
Było:
Żadnej kasy, przyjaciół, nic.
Jak zostanę, mam cię.
Jak ktoś odkryje,|że żyję, jesteś martwy, więc...
Mam, mam cię, Tommy.
O co chodzi? Nic mądrego nie masz do powiedzenia?
Bernie już nie jest śmieszny?
Pewnie wygladałem na durnia...
Jest:
Żadnej forsy, przyjaciół, nic.
Ale jak zostanę, mam ciebie.
Jak ktoś odkryje, że żyję,|jesteś martwy, więc...
Mam ciebie, Tommy.
O co chodzi? Nie masz do|powiedzenia nic mądrego?
Bernie już cię nie bawi?
Pewnie wyglądałem żałośnie...
Było:
Chyba
Chyba wygladało to głupio.
Jest:
Chyba...
Chyba wyglądało to głupio.
Było:
Oczywiście, wiesz.
Te bolesne wspomnienia...
oraz nie mogę zapomnieć,|że mnie zdradziłeś,
i zabrałeś mnie do|lasu żeby załatwić.
Wiem... nie zrobiłeś|tego. Wiem.
- Nie zabiłeś mnie, ale...|- Ale co zrobiłem?
Nie bądź taki mądry.
Wiesz, chcę widzieć,|jak ty się będziesz skręcał.
Chcę, żebyś trochę się spocił.
A jak się wymadrzasz...
to wszystko niszczy.
Jest:
Oczywiście, przecież wiesz.
To bolesne wspomnienia...
Nie mogę zapomnieć,|że mnie zdradziłeś,
i zabrałeś do lasu,|żeby załatwić.
Wiem... nie zrobiłeś tego.|Wiem.
- Nie zabiłeś mnie, ale...|- A co zrobiłem dla ciebie później?
Nie wymądrzaj się.
Chcę zobaczyć, jak|będziesz skręcał.
Chcę zobaczyć jak się pocisz.
Jeśli spróbujesz być sprytny...
będą problemy.
Było:
To akurat zrobisz dla|swego kumpla Bernie'ego.
Tym czasem będę|się trzymał w cieniu.
Ale jak Caspar nie zginie|w ciagu tych paru dni...
Zacznę jeść w restauracjach.
Uff!
Uu!
Jest:
Zrobisz to dla swojego|kumpla Berniego.
Tymczasem będę|się trzymał w cieniu.
Jeśli Caspar nie zginie|w ciągu paru dni...
zacznę jadać w restauracjach.
Było:
Możesz zachorować. Wtedy nie|będziesz odpowiadał zadaniu.
Jest:
Przeziębisz się, a tego nie chcę.
Było:
Ja bym trochę postękał,|a wtedy byś mnie puścił wolno.
Cześć, Tad. Jak twój klub?
Próbujemy wytrzymać bez ciebie.|Masz pieniadze Lazarre'a?
Nie.|- Nie możesz tu być, skoro jesteś szczurem.
Wyluzuj, Tad. Czy Leo|nie ma w pobliżu, nie?
W ciagu ostatnich paru dni|postawiłeś jakieś duże sumy na sobotnią walkę?
Czemu ci kurwa mam mówić?
To prawda, Tad, nie|ma takiego powodu.
Jest:
Trochę bym postękał,|i puściłbyś mnie wolno.
Cześć, Tad.|Jak interesy w klubie?
Próbujemy wytrzymać bez ciebie.|Masz pieniądze dla Lazarre'a?
- Nie.|- Nie jesteś tu mile widziany.
Daj spokój, Tad.|Nie ma tu Leo, prawda?
Ktoś stawiał u ciebie jakieś duże|sumy na sobotnią walkę?
Dlaczego ma ci powiedzieć,|do cholery?
No właśnie, Tad, nie|ma takiego powodu.
Było:
Drop Johnson stawiał|dwa patyki wczoraj
na Marynarza Reese'go,|starego włóczęgę.
Jest:
Drop Johnson postawił|wczoraj dwa tysiące,
na "Marynarza Reese'go",|starego włóczęgę.
Było:
Żartujesz? Nie|wiedziałem, że umie liczyć.
Jezu. Przywiodłeś ich ze sobą?
Cześć, Brian. Jak tam służba?
Cześć, Tom.|Ani śniegu, ani deszczu.
A oto listonosz.|O'Doole tu jest?
Cześć, O'Doole. Nie|wygladasz zbyt szczęśliwie.
Jest:
Żartujesz? Nawet nie|wiedziałem, że umie liczyć.
Jezu. Przywlokłeś ich ze sobą?
Cześć, Brian.|Ciągle na straży prawa?
Cześć, Tom.|Mimo śniegu czy deszczu.
Tak jak listonosz.|O'Doole tu jest?
Cześć, O'Doole. Nie|wyglądasz zbyt szczęśliwie.
Było:
Znów kroimy złote cielę.|Nie wiem nawet, czy wypada się śmiać czy płakać.
Tak, to jest żenujace.|Znasz faceta imieniem Drop Johnson?
- Parę razy go schwytaliśmy.|- Gdzie on w ogóle mieszka?
Hotel Terminal, Bay Street.
Jezu! Wiem, że to nie moja sprawa,|o ile jestem tylko szefem policji,
Jest:
Zarzynamy złotą kurę.|Nie wiem czy śmiać się czy płakać.
Tak, to trochę kłopotliwe.|Mówi ci coś nazwisko Drop Johnson?
- Daliśmy mu nauczkę kilka razy.|- Gdzie mieszka?
Hotel Terminal na Bay Street.
Wiem, że to nie moja sprawa,|jestem tylko szefem policji,
Było:
Caspar jest tak samo szalony,|jak Leo, a ku temu Włoch.
O co chodzi, O'Doole?|Nic ci nigdy nie odpowiada?
Wskakuj, Tom.|Szukaliśmy ciebie.
- Jestem zajęty.|- Wskakuj jednak.
Nie możesz mnie porwać.|Jesteśmy po tej samej stronie.
Czy nie chodziłeś|aż tak długo do szkoły?
Co ci jest z warga?.
Dawna rana. Reaguje na kretynów.|- Jak madrze.
Jest:
Caspar jest tak samo szalony,|jak Leo, a do tego Włoch.
O co chodzi, O'Doole?|Nic nigdy ci nie odpowiada?
Wskakuj, Tom.|Szukaliśmy cię.
- Jestem zajęty.|- Wskakuj.
Nie możesz mnie porwać, Tic-Tac.|Jesteśmy po tej samej stronie.
Nie uczyli tego w szkole?
Co ci się stało w wargę?
Stara rana wojenna. Otwiera się|gdy pobliżu znajdują się kretyni.
Bardzo mądrze.
Było:
Nie męcz umysł, Eddie.|Coś sobie nadwerężysz.
Jest:
Nie myśl tak mocno, Eddie.|Coś sobie nadwyrężysz.
Było:
Ale już nie długo.
Mam cię, madralo.|Wiem, kim jesteś.
Prosty jak korkociag.
Jest:
Ale już niedługo.
Mam cię, mądralo.|Wiem, kim jesteś.
Prosty jak korkociąg.
Było:
Dołączasz się|do Johnny'ego Caspara,
eliminujesz|Bernie'go Bernbauma.
Góra to dół. Czarne jest białe.
No, jesteś w połowie madry.
Chyba byłeś dobry|z poprzednim kumplem,
Chyba byłeś fałszywy|z Johnny'm Casparem...
i prędzej się dołaczysz do ligi|kobiet, niż zabijesz faceta.
Wtedy słyszę od tych geniuszy,|że nawet nie ogladali tego, jak strzelałeś.
- Szef powiedział, on to zrobił. Nic nie powiedział o...|- Stul pysk!
Każdy jest cholernie madry.
Dobra, wyjdziemy na|Ścieżkę Strachu...
i zobaczymy kto jest madry.
Rozumiesz chyba, że jak nie|znajdziemy tu starych zwłok,|zostawimy wtedy świeże.
Gdzie jesteście przyjaciele,|kiedy was się potrzebuje, co?
Gdzie jest teraz Leo?
Hej, Tic Tac!
Zauważasz jak ucicha dialog...
jak tylko facet zaczyna|brudzić sobie portki?
Jest:
Dołączasz do Johnny'ego Caspara,
eliminujesz Berniego Bernbauma.
Góra to dół.|Czarne jest białe.
Ale, jesteś tylko|w połowie mądry.
Myślę, że nie dałeś rady,
że odegrałeś scenkę przed|Johnnym Casparem...
i prędzej zapiszesz się do ligi kobiet,|niż zabijesz człowieka.
Do tego słyszę od tych geniuszy, że|nawet nie widzieli jak strzelałeś.
Szef powiedział, że on ma|to zrobić. Nic mówił nic o...
Stul pysk!
Chyba, że masz wciąż|za dużo zębów.
Każdy jest cholernie mądry.
Przejedziemy się na|Miller's Crossing...
i zobaczymy kto jest mądry.
Rozumiesz chyba, że jeśli nie znajdziemy|tu starych zwłok, zostawimy świeże.
Gdzie są przyjaciele,|kiedy ich się potrzebuje, co?
Gdzie jest Leo?
Hej, Tic-Tac!
Zauważyłeś jak zaniemówił...
kiedy zaczął|brudzić sobie portki?
Było:
Pomyśl o tym... madralo.
Czas na żydów.
Już popracowali nad nim ptaki.
Jest:
Pomyśl o tym...|mądralo.
Czas na chusteczki.
Ptaki już nad|nim popracowały.
Było:
Mówiłem ci wsadzić jedną do mózgu,|a nie do jego śmierdzącej twarzyczki!
Mówiłem ci, Dane.|Słyszeliśmy dwa strzały.
Jest:
Mówiłem by strzelić|w mózg, a nie w twarz!
Tak jak mówiłem, Dane.|Słyszeliśmy dwa strzały.
Było:
Jak tam twój kac?
Jest:
Jak tam twoje kociaki?
Było:
U, nie.
Nigdy, Drop?
Jest:
Nie.
Żadnych, Drop?
Było:
Wtedy powinieneś być|szczęśliwy że mnie widzisz.
Więc, ee...
czy nie spotkałeś Bernie'go|Bernbauma zanim zniknał.
E, nie.
Widziałeś go od tamtej chwili?
Jest:
Więc powinieneś być|szczęśliwy, że mnie widzisz.
Więc...
nie spotkałeś Berniego|Bernbauma nim zniknął?
Nie.
Widziałeś go od tamtej pory?
Było:
Postawiłeś wielką|sumę na jutrzejszą walkę.
To jest twoja stawka, czy...|zrobiłeś to dla przyjaciela?
Nie, nie, nie, to moja stawka.
Jest:
Postawiłeś dużą sumę|na jutrzejszą walkę.
To twoja pieniądze, czy|zrobiłeś to dla przyjaciela?
Nie, nie, nie,|to moja stawka.
Było:
Odkad zaczałeś coś odczuwać?
Jest na ciebie już za mały.
Może dlatego że|za dużo myślisz.
Powiedz Bernie'emu, że coś się dzieje,|że musi się ze mną skontaktować.
Ale nic nie zrobię,|póki z nim nie porozmawiam.
Dobrze, ktokolwiek tam został,|wychodź zaczerpnąć świeżego powietrza.
Aa!
Cześć, Tomie.|Gdzie się ukrywałeś?
W różnych miejscach.|Czy burmistrz jest?
- Jest z panem Casparem.|- Właśnie ich szukam.
- Przygotujesz mi drinka?|- Jasne. Tylko powiem o tobie.
Nie ma potrzeby. Lubia mnie.
Nie mogę tego zrobić. To jest|śmieszne. To jest niemożliwe.
Pomocnikem, może.|- Jak na burmistrza,|niezbyt dobrze słyszysz.
Powiedziałem, że dyrektorem.|Dyrektorem biura taksacyjnego.
- Ale jest ich 2. | Umiem liczyć. Współ-dyrektorami.
Johnny, nie potrzeby mówić,|że to biuro zrobi wszystko...
Jest:
Od kiedy zacząłeś coś odczuwać?
Na ciebie jest już za mały.
Może dlatego, że|za dużo myślisz.
Powiedz Berniemu, że coś się dzieje,|że ma się ze mną skontaktować.
Ale nic nie zrobię, dopóki|z nim nie porozmawiam.
Dobra, ktokolwiek tam jest, niech|wyjdzie zaczerpnąć świeżego powietrza.
Cześć, Tom.|Gdzie się ukrywałeś?
Tu i tam.|Jest burmistrz?
- Jest z panem Casparem.|- Właśnie go szukam.
- Zrobisz mi drinka?|- Jasne. Tylko cię zapowiem.
Nie ma potrzeby.|Jestem ogólnie lubiany.
Nie mogę tego zrobić. To|śmieszne. To jest niemożliwe.
- Asystentem, może.|- Niezbyt dobrze słyszysz, jak na burmistrza.
Powiedziałem, że dyrektorem.|Dyrektorem Biura Taksacyjnego.
- Ale ich jest dwóch.|- Umiem liczyć. Będą współ-dyrektorami.
Johnny, chcę zapewnić, że|w tym biurze zrobimy wszystko...
Było:
Robiliśmy to dla Leo,|pewnie, z wielu powodów.
Robiliśmy to dla Leo,|pewnie, z wielu powodów.
Cholera się zgadza.|Każdy lrlandczyk ssie|z cycki budżetowej.
Ale istnieje proceder,
sprawdzony w ciagu|długiego terminu.
Kiedy jeszcze Leo zajmował się tymi sprawami...|Leo niczym się nie zajmuje!
Jest:
Robiliśmy to dla Leo,|wiele razy.
Cholerna racja. Każdy Irlandczyk|ssie z budżetowego cycka.
Ale istnieje procedura,
sprawdzona i wypracowana|przez lata.
Gdy załatwialiśmy ludziom posady,|kiedy jeszcze rządził Leo...
Leo już niczym nie rządzi!
Było:
Nikt nie docenia|tego bardziej niż ja.
Mogę znależć dla nich pracę.|Mogę znależć dobrą pracę.
Mogę znależć dla nich taką pracę,|że nie będą musieli wykonywać żadnej,
gdzie ich braki angielskiego|moga mieć znaczenie, ale...
Jest:
Nikt tego nie docenia|bardziej niż ja.
Mogę znaleźć dla nich pracę.|Mogę znaleźć dobrą pracę.
Mogę znaleźć dla nich taką pracę,|gdzie nie będą musieli nic robić,
gdzie braki w angielskim|nie będą miały znaczenia, ale...
Było:
Tom, możesz mu to wyjaśnić?|Mogę znależć im pracę publiczną, ale nie mogę...
Możesz zrobić|cokolwiek pan Caspar każe.
Jest:
Tom, możesz mu|to wyjaśnić?
Mogę znaleźć im pracę|publiczną, ale nie mogę...
Możesz zrobić cokolwiek|pan Caspar każe.
Było:
- Tom. Jezu!|- Przestań się użalać i rób co ci każą.
Zacznij od tego, że spadaj.|Johnny, to moje biuro.
Wynoś się!|Skocz na nogi, zanim cię zamorduję!
Jest:
- Tom. Jezu!|- Przestań skomleć i rób co ci każą.
- Zacznij od wyniesienia się stąd.|- Johnny, to przecież moje biuro.
Wynoś się! Bierz nogi za pas|zanim ci przywalę.
Było:
Tak, idżcie do burmistrza.
Zajmę się wami póżniej.
Jest:
Dotrzymajcie towarzystwa|burmistrzowi.
Zajmę się wami później.
Było:
Skurwiel jeszcze żyje.
Przepraszam, synu. Słyszałem|o twoim spacerku w lecie.
Wiesz, przeprosiny|niczego nie załatwiają.
Moglibyśmy nie znależć zwłok Bernie'go|i byłbym już martwy.
Wiem, wiem, ale to nie|oznacza że Dane coś knuje.
Jest:
Sukinsyn jeszcze żyje.
Przepraszam, synu. Słyszałem|o twoim spacerku w lesie.
Przeprosiny niczego|nie załatwiają.
Mogliśmy nie znaleźć zwłok|Berniego i byłbym już martwy.
Wiem, wiem, ale to nie|oznacza, że Dane coś knuje.
Było:
Nie wiesz. To nie|ma sensu. Po co?
Jest:
Tego nie wiesz. To nie|ma sensu. Po co?
Było:
jeśli na jutro zrobiłeś stawkę.
- Zrobiłeś?|- Może.
Jest:
jeśli znów ustawiłeś walkę.
- Ustawiłeś?|- Może.
Było:
Jeśli Dane sprzedawał|stawki, i chce robić to znowu,
musi mieć kogoś, kto tym|się zajmuje. Tak, zrozumiałem.
Jak Bernie nie żyje, zostaje|niewielu kogo by mógł wskazać.
Tak, Dane mnie sprzedaje,|udając, że Bernie to wciaż robi.
Naprawdę ślicznie.
Bernie sprzedał stawki,|a ty dostałeś kulę za to, że go nie zabiłeś.
Ale ja nie wiem. Po co by Eddie|chciał to robić? Dla pieniędzy?
Wszyscy kochajaforsę,
ale on jakby na|takiego nie wyglada.
- A ja znam Dane'a.|- Nikt nikogo nie zna. Niezbyt dobrze.
Pieniadze nie znacza|dla niego wiele.
Wtedy to moga być|nie tylko pieniadze.
Jest:
Jeśli Dane sprzedawał informacje|jak stawiasz i chce zrobić to znowu,
- ...to musi mieć kogoś, kto mu pomoże.|- Tak, zrozumiałem.
Jeśli Bernie nie żyje, zostaje|niewielu na których można to zwalić.
Tak, Dane mnie sprzedaje,|udając, że robi to Bernie.
Nieźle pomyślane.
Bernie wciąż działa, a ty dostajesz|kulkę za to, że go nie zabiłeś.
Ale sam nie wiem. Dlaczego Eddie|miałby to robić? Dla pieniędzy?
Wszyscy kochają forsę,
ale jakoś mi to|do niego nie pasuje.
- Przecież znam Dane'a.|- Nikt nie zna nikogo wystarczająco dobrze.
Pieniądze nie znaczą|dla niego wiele.
Może to nie chodzi|tylko o pieniądze.
Było:
Wrzód na dupie,|nie dajacy mu spokoju.
Może zmęczyło|siedzenie na tapczanie.
Jest:
Wrzód na dupie, który|nie daje mu spokoju.
Może zmęczyło go już|siedzenie na kanapie.
Było:
Dziecku, jesteś zły.
Ale szczery.
Jest coś, czego w|tej branży nigdy nie dość.
Jest:
Masz gadane.
Ale jesteś szczery.
A to wielka zaleta|w tej branży.
Było:
ciagle mi boli żoładek.
Jak Dane mówi, że|musimy ciebie załatwić
ty zdradzasz kogoś,|kiedy się to skończy?
Ciekawe pytanie etyczne.
Znajdę Dane'a, pogadam|i wszystko się wyklaruje.
- Jasne, pogadaj. Porozmawiaj.|- Zajmę się tym.
- Spytaj go, czy cię sprzedaje. Pewnie wyjdzie z tego sucho.|- Ja się tym zaopiekuję.
- Siedzisz w tym głęboko.|- Mówię, zaopiekuję się tym!
Jest:
ciągle dokucza mi żołądek.
Kiedy Dane mówi, że|musimy cię załatwić...
Zdradziłeś raz, ale czy ostatni?
To ciekawe z punktu|wiedzenia etyki.
Znajdę Dane'a, pogadam|i wszystko się okaże.
- Jasne, pogadaj. Pogawędź.|- Zajmę się tym.
- Spytaj, czy cię okrada. Pewnie się przyzna.|- To już mój problem.
- Zbyt się rozczulasz.|- Mówię, że się tym zajmę!
Było:
Jestem tak samo zdenerwowany.
Martwiłbym się mniej, gdybym|wiedział, że cię to obchodzi.
Ale tak jest, chłopaku.
Jest:
Martwię się razem z tobą.
Ale martwiłbym się mniej, gdybym wiedział,|że ty martwisz się wystarczająco.
Ale tak jest, chłopcze.
Było:
Te sprawy.
- Tak?|- Otrzymałem twojawiadomość.
Jest:
To rządzenie...
- Tak?|- Otrzymałem twoją wiadomość.
Było:
- Tak? To był koszmar?|- Odwrotnie. Słodki sen.
Że leżysz na Ścieżce Strachu|z odstrzeloną twarzą.
- Zrozumiałeś coś?|- Ogólnie.
- To był Mink, nie?|- Wróciłem. On się nie ucieszył.
- Czy możesz sobie wyobrazić?|- Ale przyjażń.
Tak. A wiesz,|jaki był niespokojny.
Myślałem, że jesteś przyjacielem|i potrzeba ci ubezpieczenia.
Czy Mink miał 22?
- Już sprzedał. Czemu pytasz?|- Po tym jak zabił Ruga?
- Tak. Skad wiesz?|- Nie ważne.
Myślałem o naszym układzie. Możesz go sobie wsadzić w ucho.|- Co?
Nie masz na mnie nic takiego, czego bym nie miał na ciebie,|a więc mówię że blefujesz.
Czekaj chwilę.|Jutro rano wyjeżdżam.
Możesz tylko ty zadecydować,|czy muszę zostawić|wiadomość dla Caspara...
Jest:
- Tak? To był koszmar?|- Przeciwnie. Miły sen.
Że leżysz na Miller's Crossing|z odstrzeloną twarzą.
- Jak to przeżyłeś?|- Wymiotowałem.
- To był Mink, prawda?|- Wróciłem. Nie był zadowolony.
- Możesz to pojąć?|- Prawdziwa przyjaźń.
Tak. Wiesz, jaki to był|nerwowy chłopak.
Pomyślałem, że skoro jesteś przyjacielem|to potrzebujesz zabezpieczenia.
Czy Mink miał|pistolet kalibru 22?
- Już go się pozbył. Czemu pytasz?|- Po tym jak zabił Ruga?
- Tak. Skąd wiesz?|- Nieważne.
Myślałem o naszym układzie.|Możesz go sobie wsadzić.
Nie masz na mnie nic, czego nie obrócę|przeciwko tobie, więc myślę, że blefujesz.
- Czekaj chwilę.|- Jutro rano wyjeżdżam.
Od ciebie zależy czy zostawię|wiadomość dla Caspara...
Było:
Jak chcesz bym milczał,|będzie cię to kosztowało.
Uważam, że tysiac dolców to|umiarkowana cena, więc chcę dwa.
- W okamgnieniu.| - Wychodzę. Wrócę o 4:00 nad ranem.
Jak nie będziesz o|4:00 u mnie z kasą,
jutro Caspar cię będzie szukał.|- Czekaj, czekaj, czekaj!
- Masz kasę?|- Nie.
Jest:
Moje milczenie będzie kosztowało.
Tysiąc dolców to rozsądna|kwota, więc chcę dwa.
- W okamgnieniu.|- Wychodzę. Wrócę o czwartej nad ranem.
Jeśli nie będziesz o|czwartej u mnie z forsą,
- ...jutro Caspar będzie cię szukał.|- Czekaj, czekaj, czekaj!
- Masz pieniądze?|- Nie.
Było:
Trzeci wyścig dzisiaj.
Blisko finiszu, Tailor Made|miał ogladać widoki.
Ty musisz zatrzymać konie, Tom.
Dobrze.
Lazarre powiedział, że mu przykro.|Trochę się to mu wymknęło.
Jest:
Trzecia gonitwa dzisiaj.
Przed finiszem, Tailor|Made był ostatni.
Powinieneś zatrzymać jakoś|resztę koni, Tom.
Wystarczy.
Lazarre powiedział, że mu przykro.|To wymknęło się spod kontroli.
Było:
Lubi cię, Tom.
Powiedział, że nie|musimy niczego ci łamać.
Jest:
On cię lubi, Tom.
Powiedział, że nie|mamy ci niczego łamać.
Było:
Powiedz mu, że|się nie obrażam. He!
Chryste, Tom...on o tym wie.
Jest:
Powiedz mu, że|się nie gniewam.
Chryste, Tom...|on to wie.
Było:
- Tom Reagan.|- Tak, panie.
Pan Caspar jest w dużym pokoju.|- Dobrze. Potrzymasz to?
Jest:
- Tom Reagan.|- Tak, sir.
- Pan Caspar jest w salonie.|- Świetnie. Potrzymasz?
Było:
Mój żoładek wciaż mnie boli.
- Mink akurat mi powiedział...|- Jak?
Jest:
Żołądek wciąż mi dokucza.
- Mink właśnie mi powiedział...|- Jak?
Było:
Dane chcę, byś myślał,|że on zniknał, byś nie|mógł z nim rozmawiać,
ale on jest tu w mieście.|- Masz pewność, że to Mink?
Tak. Sam go zobaczysz.|Przychodzi do mnie, o 4:00 dziś nad ranem.
Obawia się spotkania z Danem.|Opowiedział mi o stawkach.
Powiedział, wyśpiewa wszystko za parę patyków,|opowie wszystko, co sprawy dotyczy.
Ale lepiej zaopiekuj|się dzisiaj Danem.
Jest:
Dane chce żebyś myślał, że zniknął,|i nie mógł z nim porozmawiać,
- ...ale on jest w mieście.|- Masz pewność, że to Mink?
Tak. Sam zobaczysz.|Przyjdzie do mnie dziś o czwartej.
Obawia się Dane'a.|Powiedział mi o zakładach.
Za kilka patoli wyśpiewa wszystko,|powie kto jest w to zamieszany.
Ale lepiej uważaj|dziś na Dane'a.
Było:
Leo ukrył się w|śmietniku Whiskey Nick's.
Co? Skad wiesz?
Wiemy nie tylko o tym, madralo.
Jest:
Leo ukrył się w Whiskey Nick's.
Co? Skąd wiesz?
Wiemy nie tylko o tym, mądralo.
Było:
Szedłem za tobą|tego popołudnia,
i spytałem siebie czemu|Einstein rozmawiał z małpą.
Więc schwytałem małpę,|i wybiłem to zeń.
Za każdym razem dostaję dużego faceta.|Pęka łatwo. Nie tak, jak ty.
Czy chcesz coś powiedzieć,|czy to małe ćwiczenie przed rozmową?
Podoba mi się to.|Zimny pod ogniem.
Jest:
Śledziłem cię tego popołudnia,
i zastanawiałem się dlaczego|Einstein rozmawia z gorylem.
Więc schwytałem goryla,|i wydusiłem to z niego.
Zawsze trafiam na dużego faceta.|Ale wszyscy się łamią. Nie tak, jak ty.
To już puenta, czy mała|wprawka przed rozmową?
Podoba mi się to.|Niewzruszony jak skała.
Było:
Małpa nie wiedział, czyje zwłoki znależliśmy,|ale mogę się domyślić.
Zabiłeś Minka, ty skurwielu!
To był Mink, ty skurwielu.
To był Mink, i przysięgam,|zaraz mi to wyśpiewasz.
To tak opowiedziałeś|Dropowi co ma opowiadać?
Chodż tu.
Wyślę cię do głębokiego,|ciemnego miejsca,
i będę się|cieszył, że to robię.
Uff!.
Ty skurczybyku! Skurwielu!|Podły skurwielu!
Czego nie wytrzymuję,|to artystów zdrady!
Ja zaufałem temu skurwielu!
Zamknij się, podły skurwysynu,|bo zaraz o tym pożałujesz!
Johnny, w porzadku. Dane zmusił go by to powiedział.|To nie jest ważne.
Niech wtedy milczy!
l to samo zrobimy z|Minkiem tej samej nocy!
Nie możemy zawieść Minka.|On chce wyśpiewać cały układ.
- Nigdy nie puszczę skurwiela.|- Nikogo nigdy nie wystawiłeś do wiatru.
O 4:00, u mnie w domu. Mink przychodzi z własnej woli,|więc obiecałem mu kasę.
Nie zmuszaj mnie|bym czuł się kłamca.
Popatrz na to, synu.
To jest coś, czego chcę nauczyć|wszystkich moich chłopaków.
Wsadzaj jedną do mózgu.
Jest:
Goryl nie wiedział, czyje to były|zwłoki, ale mogę się domyślić.
Zabiłeś Minka, sukinsynu!
To był Mink, sukinsynu.
To był Mink i przysięgam,|że zaraz się przyznasz.
Na Dropie też wymusiłeś|tę historyjkę?
Chodź tu, śmieciu.
Poślę cię do piekła,
i zrobię to z przyjemnością.
Ty sukinsynu!|Podły skurwielu!
Jednej rzeczy nienawidzę,|zdrady!
Podejrzewałem tego sukinsyna!
Zamknij się, sukinsynu,|bo pożałujesz!
Johnny, w porządku. Dane zmusił go|by to powiedział. To już nieważne.
Niech zamilknie!
Zrobimy to samo z Minkiem,|jeszcze tej nocy!
Nie możemy zabić Minka.|Chce wszystko wyśpiewać.
- Nie puszczę go wolno.|- Nikogo nigdy nie wykiwałeś.
O czwartej u mnie. Mink przyjdzie na pewno,|bo obiecałem mu pieniądze.
Nie zmuszaj mnie|bym czuł się kłamcą.
Patrz, synu.
To coś, czego chcę nauczyć|wszystkich moich chłopaków.
Jedna w mózg.
Było:
PO prostu byłam w okolicy,|a czułam się nieco znudzona.
- Co ty robisz?|- Spaceruję.
Nie udawaj bardziej niż musisz.
Jest:
Byłam w okolicy, czułam|się głupio po tamtym.
- Co robisz?|- Spaceruję.
Nie zgrywaj się.
Było:
- Dlaczego tak myślisz?|- To nie jest odpowiedż.
Jeszcze nic ci|nie mogę powiedzieć.
Tak naprawdę nikogo|to nie obchodzi, nie?
- Jego przyjaciele go tak naprawdę nie lubią.|- To on ich nie lubi.
Nie ma sensu z tobą gadać.|Jesteś skurwysynem, Tom.
Zmusiłeś mnie, bym powiedziała,|gdzie jest, a potem zabiłeś go.
Jest:
- Dlaczego tak myślisz?|- To nie jest odpowiedź.
Jeszcze nic nie|mogę ci powiedzieć.
Tak naprawdę nikogo|to nie obchodzi, prawda?
- Jego przyjaciele wcale go nie lubią.|- To on ich nie lubi.
Ta rozmowa nie ma sensu.|Jesteś sukinsynem, Tom.
Zmusiłeś mnie, bym powiedziała,|gdzie jest, a potem go zabiłeś.
Było:
- Jaki był z tego zysk?|- Dla mnie nie było żadnego.
Zdradzenie Bernie'go|było jedynym sposobem,|załatwić coś dla Leo.
Jest:
- Co z tego miałeś?|- Nic.
Zdradzenie Berniego było konieczne|żeby załatwić sprawy Leo.
Było:
Powiedziałem, że skończyliśmy.|To nie jest to samo.
Nie rozumiem. Lecz|nie obchodzi mnie.
Nie obchodzi mnie, jakie powody|miałeś albo myślałeś że masz.
Nadal żyje.
Sadzisz, że ci uwierzę?
Jest:
Powiedziałem, że skończyliśmy.|To nie to samo.
Nie rozumiem.|Ale mam to gdzieś.
Nie obchodzi mnie, jakie powody|miałeś albo myślałeś, że je masz.
On nadal żyje.
Oczekujesz, że ci uwierzę?
Było:
Taki już jesteś, Tom.
Jest:
To cały ty, Tom.
Było:
Oo
Nie jest to łatwe, co, Verna?
Ale zanim jeszcze pomyślisz o zrobieniu tego,|musisz się owinać ręcznikiem.
Więc okręcasz się najpierw gorącym ręcznikiem,|takim, jaki tylko wytrzymujesz.
Włóż brzytwę do zimnej|wody, nie goracej,
bo metal co robi w zimnie?
- Nie wiem, Johnny.|- O tym ci opowiadam! On się kurczy.
Tak za każdym razem będziesz|miał golenie pierwszej klasy.
Jest:
To nie jest łatwe, co Verna?
Ale zanim jeszcze zaczniesz,|musisz owinąć się ręcznikiem.
Okręcasz się gorącym ręcznikiem,|takim, jaki tylko wytrzymasz.
Wkładasz brzytwę do zimnej|wody, nie gorącej,
bo co się dzieje|z metalem na zimnie?
- Nie wiem, Johnny.|- Dlatego ci to mówię! On się kurczy.
Zrób co mówię a będziesz|miał golenie pierwszej klasy.
Było:
Ale życie, co?
Jest:
Czy to takie życiowe?
Było:
Cześć, Tom. Masz pewność?|Nie wygladasz najlepiej.
Jest:
Cześć, Tom. Jesteś pewny?|Nie wyglądasz najlepiej.
Było:
Panie Reagan, strzelano.
Proszę iść w dół do|apteki i zawołać policję.
I lepiej tam zostać,|aż zjawi się policja.
Czy moim kotom|się nic nie stanie?
Tak, będaw porzadku.
Zrozumiałem. Wystawiłeś|mnie do wiatru.
Cokolwiek by uniknać|pobrudzenia rak, co?
Skąd wiedziałeś, że to ja go załatwię, a nie on mnie?|Czy było ci obojętnie?
Myślałem, że przyjdziesz|wcześniej, żądając krwi.
On zaś nie, więc|ewentualnie miałbyś okazję.
Masz rację. Nawet nie|zrozumiał co go uderzyło.
Ale jak wiedziałeś, że przyjdę by cię zabić, skad mogłeś wiedzieć,|że wciaż tego nie będę chciał?
Teraz nie ma to sensu.
Jak on nie żyje, nie|mamy do siebie pretensji.
Jest:
Panie Reagan, słyszałam strzały.
Proszę iść na dół do apteki|i zadzwonić na policję.
Niech tam pani zostanie,|aż zjawi się policja.
Czy moim kotom|nic się nie stanie?
Wszystko będzie dobrze.
Już rozumiem.|Posłużyłeś się mną.
Wszystko, by uniknąć|pobrudzenia sobie rąk, co?
Skąd wiedziałeś, że go załatwię,|a nie on mnie? Czy było ci obojętnie?
Wiedziałem, że przyjdziesz|wcześniej, żądny krwi.
On zaś nie, więc|miałeś przewagę.
Masz rację. Ten matoł nawet|nie zauważył co go uderzyło.
Wiedziałeś, że przyjdę cię zabić,|skąd pewność, że tego nie zrobię?
Nic ci z tego|teraz nie przyjdzie.
Jeśli on nie żyje,|nie mamy już nic na siebie.
Było:
Nikt z nas by nie chciał,|by po tym wszystkim żył.
Policja będzie należała do Leo.|Nie będzie ich obchodziło, za co|mają wieszać Dane'a.
Chyba to prawda,
jak chcesz sobie zatrzymać|spluwę, która zabiła Caspara i Minka.
Czemu jednak Mink zabił Ruga?
Jest:
Żaden z nas by nie chciał,|żeby po tym wszystkim ciągle żył.
Policja będzie po stronie Leo. Nie będzie|ich obchodziło, za co powieszą Dane'a.
Chyba masz rację,
ale pamiętaj, że z tej spluwy|zabito Caspara i Minka.
Dlaczego Mink zabił Ruga?
Było:
Masz.
Więc chcesz powiedzieć, że Dane to zrobił?|- Jasne.
Mink uważał że Rug go śledził.
Znałeś Minka. Hysteryk.|Same skoki i wybryki.
Przylatuje do domu,|krzyczac, że załatwił|jednego ze szpiegów Dane'a.
Rug śledził Vernę, nie Minka.|Mink tylko przypadkowo był obok.
Jest:
Trzymaj.
- Powiesz, że Dane to zrobił?|- Jasne.
Mink myślał, że Rug go śledził.
Znałeś Minka. Histeryk.|Wszędzie węszył podstęp.
Przyleciał do domu, krzycząc, że|załatwił jednego ze szpiegów Dane'a.
Rug śledził Vernę, nie Minka.|Mink był z nią przypadkiem.
Było:
Mink się strasznie bał,|iż Dane odkryje, że|on i ja jesteśmy razem.
Założę się, że jego|strach wykorzystywałeś,|by trzymać go w garści.
- Tak, więc co?|- Kasa, nie?
Malutki bonus.
Czemu Mink zabrał Rugowi włosy?|Nie mam pojęcia. Chyba oszalał.
Może podzielimy? A może powinienem dostać więcej,|o ile go załatwiłem.
Jest:
Mink się strasznie bał Dane'a, że|odkryje, że on i ja jesteśmy razem.
Założę się, że wykorzystałeś to|by trzymać go w garści.
Tak, i co z tego?|Forsa, co?
Mały bonus.
- Dlaczego Mink zabrał Rugowi perukę?|- Nie wiem. Chyba zwariował.
Podzielimy się? Może dla mnie|więcej, to ja go załatwiłem.
Było:
Bernie... nie możemy|to przypiać Dane'owi.
- Dlaczego? - Bo zwłoki|Dane'a sa na odległości|połowy miasta stad.
- O czym kurwa gadasz?|- Eddie Dane nie żyje.
Zostajesz tylko ty.
Czyli, twoja broń.
Co to jest?|O czym kurwa gadasz?
Ty
Zabrałeś mi spluwę. To tylko|twoje słowo przeciw mojemu.
Nie koniecznie.
Szalony jesteś?
Jesteśmy kwita.|Sam powiedziałeś.
Jest:
Bernie... nie możemy|tego zwalić na Dane'a.
Dlaczego nie?
Bo zwłoki Dane'a są|teraz daleko stąd.
- O czym ty kurwa gadasz?|- Eddie Dane nie żyje.
Więc zostajesz tylko ty.
Mam na myśli twoją broń.
Co jest? O czym|gadasz, do cholery?
Ty...
Zabrałeś mi spluwę.|Ale nic na mnie nie masz.
Niekoniecznie.
Zwariowałeś?
Jesteśmy kwita.|Sam to powiedziałeś.
Było:
- Więc co ci z tego przyjdzie?|- Nic.
Nie możesz mnie|zabić tak po prostu.
Jest:
Więc co ci z tego przyjdzie?
Nie możesz mnie|tak po prostu zabić.
Było:
Zajrzyj w swoje serce.
- Zajrzyj w swoje serce.|- Jakie serce?
Jest:
Tommy!
Wejrzyj w swoje serce.
- Wejrzyj w swoje serce.|- Jakie serce?
Było:
Powiedz Lazarre'owi,|że mam jego pieniadze.
Tak, wszystkie.
Chcę stawić na walkę dzisiaj.
- Trzymali cię na dole?|- Jak to?
Napijesz się czegoś?
Dzięki, że przyszedłeś, Tom.|Leo naprawdę chce cię widzieć.
Jest:
Powiedz Lazarre'owi,|że mam jego pieniądze.
Tak, całość.
Chcę postawić na dzisiejszą walkę.
- Przywitali cię na dole?|- To znaczy?
Mały drink, cokolwiek?
Dobrze, że przyszedłeś, Tom.|Leo chce cię widzieć.
Było:
No, może to nie|najbardziej udana chwila.
- Kogo on tam ma?|- O'Doole'a i burmistrza.
- Wpadnę póżniej.|- Jutro zakopujażydka.|Możesz tam wpaść.
Jest:
Może to niezbyt|odpowiednia chwila.
- Kto tam jest?|- O'Doole'a i burmistrz.
- Wpadnę później.|- Jutro zakopują żydka. Przyjdź.
Było:
Tak, no, przynajmniej|nie walnęła mnie w pysk.
Jest:
Tak, przynajmniej|nie walnęła mnie w pysk.
Było:
- Sadzę że...?|- Zabrała auto.
- Sadzę że pospacerujemy.|- Sadzę że tak.
My, ee...Bierzemy ślub.
Jest:
- Myślę, że...?|- Wzięła samochód.
- Przejdziemy się.|- Tak.
Bierzemy ślub.
Było:
Najdziwniejszym jest to, że to ona mnie o to prosiła.|Dlatego możesz mi tego nie gratulować.
Jest:
Zabawne, to był jej pomysł.|Możesz mi nie gratulować.
Było:
Cholera, Tom, czemu nie|powiedziałeś o swoich planach?
Jest:
Cholera Tom, dlaczego nie|powiedziałeś o swoich planach?
Było:
Może nie zasłużyłem na to,|ale mogłeś mi o tym powiedzieć.
Gdybym powiedział,|to by wszystko skomplikowało
Jest:
Nie żebym nie zasłużył na to,|ale mogłeś powiedzieć.
Gdybym powiedział,|wszystko by się skomplikowało.
Było:
Cała gra była strasznie madra.
Chyba wiesz,|że jestem wdzięczny.
Jest:
Mądrze to rozegrałeś.
Jestem ci bardzo wdzięczny.
Było:
He! Wytrzymałeś walkę ze mna...
tylko po to, by|dostać Caspara.
Nie wiem. Czy ty zawsze|wiesz, po co coś robisz, Leo?
Jasne że tak.
- To była madra gra.|- Dobrze.
Jezu, Tom, zrobię cokolwiek,|byś znowu dla mnie pracował.
Wiem, że zachowywałem się niewłaściwie,|wie, że zasługuję na obelgi,
Jest:
Zniosłeś walkę ze mną...
tylko po to, by|zdobyć zaufanie Caspara.
Nie wiem. Ty zawsze wiesz,|dlaczego robisz pewne rzeczy, Leo?
Jasne, że tak.
- To była mądra gra.|- Dobrze.
Jezu Tom, zrobię wszystko,|byś znów dla mnie pracował.
Wiem, że źle zagrałem,|byłem uparty jak osioł,
Było:
Potrzebuję cię. Może być|wszystko tak jak wcześniej.
Wiem o tym. Po prostu wiem.
Co dotyczy ciebie i Verny,|no cóż, rozumiem.
Jest:
Potrzebuję cię.|Wszystko będzie jak dawniej.
Wiem o tym.|Po prostu wiem.
Co do ciebie i Verny,|no cóż, rozumiem.