o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
31330 (jako 'było') z ID:
77488 (jako 'jest').
Było:
Jeśli trafimy do niewoli...
To chcę...
aby powiedzieli mojej żonie,|że umarłem.
Tak będzie najlepiej.
Uwierzcie mi.
Ale wrócimy do domu...
kiedyś.
I co z tego?
Opowiem ci bożonarodzeniową historię.
Mniej więcej rok temu|ostatni raz byłem w domu.
Dostałem przepustkę...
ponieważ zniszczyłem trzy czołgi.
Żona i dzieci...
wyszły po mnie na stację.
Były dla mnie bardziej obce|niż ty.
Ona próbowała zrozumieć.
Im była milsza...
tym bardziej jej nienawidziłem.
W końcu wybiegłem|i upiłem się.
Nie było nic innego.
Kiedy odszedłem następnego dnia,|mojej żonie nie było przykro.
Tylko dzieciom.
Wróciłem akurat|na nową ruską ofensywę.
I znów byłem w domu.
Tu coś się dzieje.
Nie dręcz oficera.
Tkwimy tu razem.
- Skończyłem studia.|- Nie wiedziałeś.
Czołgi!
- Kto ma granaty?|- Rollo.
Jest:
movie info: XVID 640x368 23.976fps 700.4 MB|/SubEdit b.4043 (http://subedit.prv.pl)/
movie info: XVID 640x368 23.976fps 699.3 MB|/SubEdit b.4043 (http://subedit.prv.pl)/
To jakaś pieprzona misja|dla samobójców.
Ja się do tego nie nadaję.
To szoruj do domu.
Nie wytrzymam tego dłużej!
Spokój, żołnierze.
Przestańcie nas traktować jak gówno!
No, dalej, będziecie mieli porządek,|jak od razu nas zastrzelicie!
Spokój!
Słuchajcie.
Wczoraj Ruscy kontratakowali|nasze pozycje koło Marinówki.
To było do przewidzenia.
Pomimo ciężkich strat|utrzymaliśmy nasze pozycje.
Idiota.
Jestem pewien, że Rosjanie będą|ponawiać ataki aż do skutku.
Ale bez waszej pomocy|dłużej nie damy rady.
Dlaczego ta pozycja|jest taka ważna?
Marinówka jest naszą szansą na|przełamanie rosyjskiej linii,
żeby połączyć naszą armię|z wojskami pancernymi
generała pułkownika Holtza,
które są oddalone jeszcze tylko|o kilka kilometrów.
Chyba wszyscy już wiemy,
że musimy wyrwać się z tego kotła,|jeśli chcemy przeżyć.
Pytam was,
Czy chcecie tu tkwić bez walki?
Czy chcecie być odpowiedzialni|za zagładę trzystu tysięcy
waszych kolegów?
Zastanówcie się, chłopy.
Warto walczyć, czy nie.
Wielkiego wyboru nie mamy.
Fritz, wchodzimy w to.
Dopóki pan kapitan nas prowadzi,|będziemy walczyć.
Ale jeśli pan zginie,|sami zdecydujemy o sobie.
Dobrze, zgadzam się.
Koledzy, damy|tym więźniom szansę.
Obiecuję, że po tej akcji|będziecie zrehabilitowani.
Macie na to moje oficerskie|słowo honoru.
Witzland, może się pan zobowiązać,|że będziecie współpracować?
- Tak jest, panie kapitanie.|- To dobrze.
Weźcie amunicję.|Podzielcie się na dwa plutony.
Wolk będzie dowodził pierwszym,|a Mueller weźmie drugi.
Odmaszerować.
Nie mają żadnych szans.|Wiesz o tym.
Dlaczego nie kapitulujecie?
Wiesz, co nas wtedy czeka?
Zasłużyliśmy na coś innego?
Nie jestem nazistą, Otto.
Nie,
Ty jesteś dużo gorszy.|Parszywi oficerowie...
Od dawna w tym siedzisz,|chociaż wiesz, że człowiek,
który tym rządzi, to maniak.
Powiedziałem ci już o tym|w Brześciu Litewskim, Herman.
Jeśli przeżyję to natarcie,
napiszę do mojej starej,|że jej przebaczam.
Ja kazałem napisać do mojej,|że poległem.
Tak jest lepiej, możecie mi wierzyć.
Ale chyba wrócimy|do domu, kiedyś...
A gdyby nawet...
Opowiem wam jedną|historyjkę gwiazdkową.
Dokładnie rok temu|ostatni raz byłem w domu.
W wigilię Bożego Narodzenia.
Dostałem urlop za rozwalenie|trzech czołgów.
Moja żona z dziećmi
czekała na dworcu.
Byli mi bardziej obcy,|niż niejeden z was.
Próbowała mnie zrozumieć,
ale im bardziej się starała,|tym bardziej jej nienawidziłem.
Uciekłem.
Zalałem się w trupa|w najbliższym barze.
Kiedy przyszedłem następnego dnia,|była zdziwiona, że wróciłem.
Tylko dzieci...
Nieźle, co?
Wróciłem do oddziału, akurat kiedy|zaczęła się ofensywa.
No i wreszcie jestem w domu.
Rosyjskie czołgi.
- Kto ma ładunki przeciwpancerne?|- Rollo.
Było:
- Rollo, granaty!|- Miłej zabawy.
Jest:
- Rollo, ładunek przeciwpancerny.|- Powodzenia.
Było:
Schyl się!
Jest:
- Niech to szlag!|- Schowaj dupę, Fritz.
Było:
Gdzie nasza artyleria?
My jesteśmy naszą artylerią.
Wyłaźcie!
Szybciej!
- Chcę iść! Puść mnie!|- Ściągnijmy go!
Padnij!
Jest:
Gdzie jest, do cholery, artyleria?!
Sami jesteśmy artylerią.
Było:
Rohleder, cofnij się!
Dawaj!
Strzelaj do tego wielkiego!
Jest:
Uciekaj!|Chowaj się w śnieg!
Ja nie chcę! Zostawcie mnie!
Ognia!
Wynoś się!
Zwiewamy!
Rollo, uciekaj! Z powrotem!
Zjeżdżaj!
Macie, zasrańce!
Było:
Kurwa.
Będę musiał robić wszystko jedną ręką.
W porządku, Kapitanie?
Rosjanie drasnęli mnie w prawą rękę.
Jest:
Cholera, a już było dobrze z tą ręką.|A teraz znowu.
Na pewno w porządku?
Rosyjskie kule zawsze trafiają|tylko w moją prawą stronę.
Było:
To mój ostatni...
ale możemy się podzielić Poruczniku.
Dziękuję Kapitanie.
Wracamy do obozu.
Zaczekamy tam na dywyzję Hotha.
Bierzemy działo.
Gdzie konie?
My robimy za konie.
Wszyscy wyjść!
Zamknij drzwi.|Jest zimno.
Wyjdź.
Odwrót został wstrzymany.
Zostajemy tu.
Oszalełeś!
Wszyscy wyjść!
Jak często|robisz przez Ruskich w gacie?
Dobra! Jestem tchórzem!
Boję się!|To wszystko doprowadza mnie do szaleństwa!
Gdzie mój żołd?
Dostaję 36 marek miesięcznie|i jeśli nie dostanę ich teraz...
wracam do domu.
- Na piechotę.|- Uspokój się, Fritz.
Rosyjska armia musi zostać zatrzymana.
To nie koniec zabawy.
Ruszać się!
Szybciej! Ruszać!
Nie obijać się! Szybciej!
Wszyscy na zewnątrz! Już!
Leniwe dupki!
W imię Fuhrera.
Przystąpić do wykonania rozkazu.
- Zrozumiano?|- Tak jest.
Nie skończyliśmy poruczniku.
Weźcie ludzi i pozwólcie ze mną.
Panowie.
Ruszać! Tam!
Mogą to zrobić?
To ma przypomnieć nam|po której stronie jesteśmy.
Słuchajcie!
Ci cywile...
są winni sabotażu.
Zostaną rozstrzelani.
Zająć pozycje!
Rozpoczęli zabijanie wczoraj.
To nie sabotaż.
Po prostu nie mają jedzenia.
Nie mogę tego zrobić.
Jeśli tego nie zrobisz,|będziesz następny.
Nic nie możemy zrobić.|Przynajmniej ich cierpienie się skończy.
Nie mogę.
Tamten chłopak.|Pracował dla nas.
Dla Ivana też.
Zamknij się.
Co tu się do diabła dzieje?
Musimy się pospieszyć.|Inni czekają.
Kapitanie nie może pan tego zrobić.|Ręczę za tego chłopca.
Znowu ty.
Czy ten chłopiec cię pociąga?
Przypomina ci kogoś,|kto został w domu?
Morderca dzieci.
Zamknij się dupku!
Chcesz żeby znów coś ci się stało?
Wracaj do szeregu.
Jesteś oficerem.|Zrób coś!
- Zrobię to.|- Cisza!
Wystąpcie Kapralu.
Zabiję skurwysyna.
Zostaw go!
Proszę pozwolić mi zająć jego miejsce.
Słuchaj, kiedy do ciebie mówię.
Odmawiasz wykonania rozkazu?
Proszę puścić chłopaka.
Wystarczy!
To nie podlega dyskusji.
Jeśli spudłujesz...
będziesz następny.
Wróć do szeregu...
Kapralu.
Chcesz objąć dowództwo?
Pochodzisz z rodziny oficerskiej.
Gotuj broń!
Czemu on nic nie zrobi Fritz?
Jest:
To mój ostatni.
Chętnie podzielę się właśnie|z panem, poruczniku.
Dziękuję, panie kapitanie.
No to, chłopy, wracamy do obozu.
Tam poczekamy na czołgi Holtza.
Bierzemy to działo.
A gdzie konie?
Sami będziemy końmi.
- No, ruszać się, ruszać!|- Nie chrzań, tylko gadaj
te ich pieprzone: dawaj, dawaj!
Wszyscy wychodzić! No już!
Zamknij drzwi, zimno leci.
Nie słyszeliście? Jazda! Wyłazić!
Wszystkie urlopy anulowane.
Co?
Chyba zwariowałeś?!
Powiedziałem, wszyscy wychodzić.
No co, srasz w gacie przed Ruskimi?
Dobra, boję się!|Nic mnie to nie obchodzi!
Rzygać mi się chce|na tę zasraną wojnę!
Gdzie jest mój żołd?
Należy mi się|25 marek za każdy miesiąc!
Jeśli natychmiast ich nie dostanę...
...idę do domu.|Piechotą.
Uspokój się, Fritz.
Musimy powstrzymać Rosjan.|Takie jest nasze zadanie.
Zobaczycie, prawdziwa zabawa|dopiero się zacznie.
No, idziemy! Idziemy!
Ruszać się, ruszać!
W imieniu Fuhrera.
Pospieszcie się|z wykonaniem rozkazu.
- Żadnych dyskusji ani wyjaśnień.|- Tak jest, panie generale.
Wasze zadanie jeszcze nieskończone,|panie poruczniku.
Zbierzcie cały pluton.
Panowie, żegnam.
Fritz, przecież nie mogą tego zrobić...
Mała ceremonia na przywitanie,
żebyśmy przypomnieli sobie,|po której stronie jesteśmy.
Słuchajcie.
To są Rosjanie,
oskarżeni o sabotaż.
Wykonacie egzekucję.
Przygotować się!
Zabijają już od wczoraj.
To żadni sabotażyści.|Są po prostu głodni.
Ja tego nie zrobię.
Jeśli tego nie zrobisz, następnym|razem ty będziesz tam stał.
Nie możemy nic zrobić.|Dla nich i tak to już koniec.
Ale... ja nie mogę.
Panie poruczniku...
Tamten chłopak pracował dla nas.
Dla Ruskich też.
Wyrównaj linię!
O co chodzi?|Co tam się dzieje?
Śpieszymy się. Mamy ich więcej.
Kapitanie, nie może pan tego zrobić.|Chłopiec pracował dla nas.
Spodobał się panu ten smarkacz.
Pewnie zostawił pan w domu|takiego samego jak ten, co?
- Morderca.|- Zamknij się. Stul pysk.
Chcesz karniaka jeszcze raz?
A pan, do szeregu!
- Jest pan oficerem, zrób pan coś.|- Do diabła, a co ja mogę zrobić?
Spokój!
Kapralu, wystąp.
Zabiję tego bydlaka.
Puść go!
Panie kapitanie, proszę pozwolić mi|zastąpić tego żołnierza.
Powinien pan stać na baczność,|kiedy do pana mówię.
Odmawia pan|wykonania mojego rozkazu?
Panie kapitanie, niech pan|chociaż chłopca puści.
Dosyć tych targów, milczeć!
Kiedy wydaję rozkaz, to|nie podlega on żadnym dyskusjom.
Jeśli nie wykona pan rozkazu,
w następnej kolejce,|będziemy strzelać do pana.
Wstąpić do szeregu, kapralu.
Chce pan przejąć komendę?
I pan, podobno, pochodzi|z oficerskiej, zasłużonej rodziny?
Cel!
Dlaczego on nic nie mówi, Fritz?
Było:
Nie chcieliśmy zabić chłopca...
więc mogłeś pozwolić nam|umrzeć Poruczniku.
Jeśli bałeś się|wydać właściwy rozkaz...
to przynajmniej zrób to teraz.
Chodźmy stąd.
Dostaniemy się na lotnisko.
Jakoś wejdę na pokład samolotu,|nawet gdybym musiał się zranić.
Uspokój się Fritz.
Odchodzę.
Wiesz o czym mówisz?
To dezercja!
Proszę z nim porozmawiać Poruczniku.
Nie czuję się dłużej|związany żołnierską przysięgą.
Po tym wszystkim|co się stało...
sądzę, że macie prawo odejść.
Nie zamierzam pozwolić wam|znów wpędzić nas w kłopoty.
Wystarczy!|Rozumiecie?
Nie byliście rozsądni.
Jesteś po prostu przerażony Rollo.
Zabij mnie.
Jesteś sierżantem.|To twój obowiązek.
Fritz...
nie ruszaj się!
Żal mi ciebie Rohleder.
Walczysz do końca.
Już jesteś martwy.
Jest:
To po to zabiliśmy tego chłopca,|żeby teraz tutaj zdychać?
Jeśli tam miałeś cykora, to chociaż|teraz wydaj właściwy rozkaz
i spieprzajmy stąd.
Niedaleko stąd jest lotnisko.|Jeśli tam dotrzemy, dostanę się
do samolotu, nawet gdybym|sam siebie musiał pochlastać.
Nie podniecaj się, Fritzi.
Ja tam spieprzam, serio.
Czy ty wiesz, co wygadujesz?
Chcesz zdezerterować?
Niech mu pan coś powie, poruczniku.
Czuję się zwolniony z przysięgi.
Po tym, co tu się wydarzyło, myślę,|że każdy ma prawo odejść.
Nie ma mowy.
Już raz wdepnęliśmy|w niezłe gówno.
I wystarczy tego, rozumiesz?
Przecież nie jesteś naiwny.
Napędzili ci niezłego stracha, Rollo.
No więc, zabij mnie.
Jesteś sierżantem|i to jest twój obowiązek.
Fritzi, nie idź.
Żal mi cię, Rohleder.
Zostajesz, żeby walczyć do końca?|No to już jesteś martwy.
Było:
Pozdrów ode mnie syna|gdy będziesz w domu.
A ty?
Wiem, że to szalone|ale nie mogę.
Nie potrafię.
Rok temu|byłbym pierwszy...
ale teraz...
dotrzymam im towarzystwa.
Jest:
Pozdrów syna ode mnie,|jak wrócisz do domu.
A ty, Otto?
Wiem, że to zabrzmi idiotycznie,|ale nie mogę.
Po prostu nie mogę pójść z wami.
Jeszcze rok temu|poszedłbym pierwszy.
Ale teraz...
Zostaję.|Dotrzymam mu towarzystwa.
Było:
Myślę, że przegrasz razem|z Porucznikiem, Rollo.
Kurwa!|Gdzie jesteśmy?
Jest:
Coś mi się wydaje, że ten zakład|z porucznikiem to przegrasz, Rollo.
- Cholera.|- Gdzie my jesteśmy?
Było:
Zapytam o kierunek.
Gdzie jest Pitomnik?
Pitomnik!
Daj chleba.
Na zachód...
dużym wąwozem...
pięć wiorst do lotniska.
Jest:
Zapytam się o drogę.
Gdzie jest Pitomnik!
Pitomnik, gdzie jest?
Głodni jesteśmy. Daj nam chleba.
Chleba!
Chleb.
P i t o m n i k.
Cały czas na zachód.
Przejdziesz wieś, potem
będzie pięć wiorst do aerodromu.
Było:
Chodź.
Jest ranny.|Ma orzeczenie lekarskie.
Możesz przeczytać podpis.
Jest:
Wstawaj, Hans.
Fritz, on ma zaświadczenie lekarskie.
Jeszcze widoczny podpis lekarza.
Było:
To nasza przepustka.
Dostaniemy się do domu|z tymi papierami.
Każdy na to patrzy.
I załóż bandaże.|Jesteśmy ranni.
Za ciebie Hans.
Ciszej.|Nie tylko was boli.
Oparzenia od prochu.
To samookalecznie.
Walka w zwarciu.|W transzejach.
- Zabrać tego zdrajcę.|- Nie, Doktorze, nie!
Nie mogę tego zrobić.
Złapią nas.
Wracam.
Za późno.
Zachowaj zimną krew.
Wy obaj.
Nie jesteś tu jedynym piechurem.
Muszą nas stąd zabrać.
Potrzebują nas wszędzie.
Mam świadków Doktorze!
Co jest nie tak synu?|Gorączka?
Nie mogę odczytać podpisu.|Kto cię leczył?
Możesz mówić?
Jest:
To jest nasz los szczęścia.
Z tym podpisem|możemy wrócić do domu.
To będą nasze przepustki.
Dalej, obandażujmy się,|przecież jesteśmy ranni.
Mam też dla ciebie, Hans.
Spokój, człowieku,|nie jesteś tu pan sam z bólami.
A, ślady sadzy.|Przypadek typowego samookaleczenia.
Na co czekacie?|Zastrzelić tego zdrajcę.
Ja nie dam rady,
Oni to wykryją. Idę z powrotem.
Trzeba było wcześniej o tym pomyśleć.|Teraz już za późno.
Nie spieprz naszej sprawy.
Ty też się pilnuj.
Przede wszystkim powinni więcej|zabierać stąd specjalistów.
Przydalibyśmy się gdzie indziej.
Nie zrobiłem tego sam!|Lekarz to widział!
Nie! Ja tego nie zrobiłem!|Nie!
Co z tobą, chłopcze?|Masz gorączkę?
Podpis prawie nie do rozszyfrowania.|Jak się nazywa ten lekarz?
Co ci jest?|Dlaczego nie odpowiadasz?
Było:
Proszę mu wybaczyć Doktorze.|Jest w szoku. Bitwa pancerna.
Jego najlepszy przyjaciel|został rozerwany na strzępy.
Masz synu.
Przeciwko gorączce.
Jest:
Proszę mu wybaczyć, panie doktorze,|jest w ciężkim szoku.
Obrona przeciwpancerna. Jego|najlepszego przyjaciela rozerwało.
Masz tu, chłopcze,|coś na gorączkę.
Było:
Pilnuj go.
Dobrze Doktorze.
Ruszać się!
Gdzie porucznik?
Hans, tu jesteśmy!
- Bądź rozsądny.|- Muszą rozładować samolot.
Tutaj!
Świno! Przepuść mnie!
Brudna świnio.
Nadchodzą nasi bohaterowie.|Dupki.
Hans, gdzie jesteś?
Przytrzymaj to.
Skurwysynu.|Pieprzony skurwysynu.
Prawie nam się udało.
OSTATNI NIEMIECKI SAMOLOT|ODLECIAŁ ZE STALINGRADU 23 STYCZNIA 1943
Koledzy...
Zastrzelcie mnie.
Witamy w naszym grobie.
Ostrożnie. Nie tak mocno.
Jest:
- Uważaj pan na tego małego.|- Oczywiście, doktorze.
Idziemy.
Gdzie jest porucznik?
Panie poruczniku!
Hans! Hans!
Wszyscy do tyłu!
Hans, tutaj!
Wszyscy cofnąć się,|bo będziemy strzelać!
Cofnąć się!
Przejście dla oficerów!
Oficerowie pierwsi!|Najpierw oficerowie!
Puszczaj! Wciągnij nas! Ty świnio!
Ty bydlaku!!
Nie mieliśmy szans,|wzięli tylko oficerów.
Ostatni samolot, który odleciał spod|Stalingradu w styczniu 1942 roku.
Kolego...
kolego,
zastrzel mnie.
Witajcie w naszym grobie.
Ostrożnie, nie tak mocno.
Było:
Wiesz jaki jest delikatny.
To odmrożenia.|Jest pokryty czyrakami.
Kapitan czuje się gorzej.
Nie ma samolotów dla was?
Nie ma.
Ty stary piżmowy szczurze.
Zgadnij kto cię uratował?
Olej go.
Zostaw Kapitana w spokoju.
Moja stopa.
Cholerny ból.
Nie chciałem.
Mówiłem, żebyś tego nie robił.
Świetnie.|Jeszcze się na niego zrzygaj.
Dajcie mi niedopałek.|Dajcie mi cholernego kiepa!
Nie miałem szczęścia|z moją prawą stroną.
Miło jest spędzić trochę czasu|na wspólnym umieraniu.
Zagraj coś.
Przeklęte, głupie medale.
Wstawać!
Wstawajcie!
Słuchajcie uważnie.
Chcę usłyszeć raport!
Gdzie wasza jednostka?
Nie jesteśmy|po środku niczego.
Zabijamy złodziei,|okradających niemiecką armię.
Czy zapomnieliście?
Zostań gdzie jesteś!|Stój!
On nie może nam tego zrobić.
Ty...
nie możesz!
Nie umieraj.
Zabierzemy cię do domu.
Zabierzemy cię do domu.
Poruczniku...
aresztujcie tego człowieka!
I wyprowadzcie mnie stąd.
Żądasz raportu?
Rosyjski chłopiec miał na imię Kolya.
a na nazwisko Muller...
jak wielu.
Nie możesz tego zrobić!
Musisz być bardzo głodny.
Mam zapasy.
Biały dom.
Za teatrem.
Pojedziemy tam.
Jest:
Wiesz, że jest delikatny.
To tylko wysypka.|Wszędzie ma czyraki.
Temu dostało się gorzej.
Nie było dla was samolotu?
Nie.
No, stary harcerzu, bohaterze,|zgadnij, kto ci życie uratował,
będzie mu przyjemnie.
Zostaw kapitana w spokoju.
Moja stopa...
Tak bardzo mnie boli.
Nie robiłbym tego.
Mówiłem, żebyś to zostawił.
Chryste, idź i wyrzygaj jeszcze...
Daj mi papierosa.|Szybko, daj papierosa!
Nie mam zupełnie szczęścia|do tej mojej prawej strony.
To miłe spędzić jeszcze trochę czasu|na wspólnym umieraniu.
Hej tam, zagrajcie coś.
Krzyże od Fuhrera.
Pieprzone medale.
Chryste.
Wstać!
Powiedziałem, wstać!
Przyjąć postawę zasadniczą, no już!
Żądam natychmiastowego raportu,
panie poruczniku.
Gdzie jest wasza jednostka?
Nie jesteśmy w dżungli.
W niemieckiej armii strzela się|do grabieżców. Takie jest prawo.
Zapomnieliście,|jak to się robi, panowie?
Nie ruszaj się!|Stój!
Nie, nie umieraj, GG.
To jego wina, to wszystko jego wina.
Nie umieraj, GG.
Uda nam się.|Wrócimy do domu.
Poruczniku, niech pan|aresztuje tego człowieka
i zabierze mnie stąd.|Poruczniku!
Chciał pan raport? Rosyjski chłopiec|miał na imię Kola.
A ten tutaj, Mueller.
Mueller, jak wielu naszych.
Nie będziecie za to ukarani.
Mogę o wszystkim zapomnieć,|panie poruczniku.
Musicie być bardzo głodni.
W piwnicy mam duże zapasy.
W tym białym domku,|zaraz za teatrem.
Możemy tam pojechać...
Było:
Jestem oficerem.
Jest:
Jestem oficerem!
Było:
Nie wierzę.
Skurwiele.
Przestań, nie tak łapczywie.|Rozchorujesz się.
Zgodnie z rangą.|Skorzystamy zgodnie z rangą.
Pan pierwszy Poruczniku.
Dla ciebie.
Rollo nie żyje...
wiwat.
Otto nie żyje...
Fritz nie żyje...
Polegli za naszą wielką ofensywę.
Zrzutka z trzech.
Kiery to triumf.|Hej Fritz, kier jest triumfem!
Jest odrobina krwi|na dziesiątce pik. Jak wiesz.
Cholera...
prawa strona.
Zagraj trzy karty...
kiedy ktoś położy jedną.
Nie jestem dla ciebie|wystarczająco ładna?
Chcę zakosztować kobiety|zanim umrę.
Wszystkich nas zostawili.
Możesz oddać mi przysługę.
- Zastrzel mnie! Boisz się!|- Przestań!
Chyba masz|niewinną dziewczynę w domu.
Kochasz ją? Tak? Oh, tak!|Miłość niemieckiego żołnierza...
rośnie wraz z każdym krokiem|dzielącym go i jego kobietę.
Ale nigdy już jej nie zobaczysz.
Biedny głupcze! Prawdopodobnie|nigdy nawet z nią nie spałeś.
Może powinieneś spróbować|słowiańskiego mięska po wszystkim?
Tutaj!
Miękka i biała|jak twoja dziewica!
Pieprz mnie i zastrzel!
Masz! Zastrzel się sama.
Jestem zmęczony zabijaniem.
Jest:
Nie!
Cholera, no popatrz na to.
Ale się urządził!
Nie jedź tyle,|bo się rozchorujesz.
No to według stopnia służbowego, co?
Pan pierwszy, poruczniku.
Masz i ty, GG, małego drinka.
Za martwego Rollo, zdróweczko.
Za martwego Otto,
martwego Fritza,
za naszą wielką ofensywę.
Paskudztwo!
Mamy trochę wolnego.
Kier jest atu, dobra?|Fritzy, kier jest atu.
Nareszcie trochę spokoju,|możemy pograć w karty.
Ta cholerna prawa strona...
Trzech może grać,
a czwarty będzie pieprzyć tę Ruską.
Za mało ładna jestem dla ciebie?
Chciałbym mieć kobietę jeszcze raz|zanim zginę w tej pieprzonej wojnie.
Niech pan zrobi mi tę łaskę,|poruczniku i zastrzeli mnie teraz,
- Zanim pańscy przyjaciele...|- Przestań!
Pewnie w domu|została śliczna narzeczona, co?
Kochasz ją?|No pewnie. To jasne.
Im bardziej się od niej oddalasz,|tym bardziej ją kochasz!
To też sposób na kochanie kobiet.
Ale już jej nigdy nie zobaczysz.
Ty żałosny idioto!
Pewnie nigdy z nią nie spałeś|i boisz się ją zdradzić!
Może jednak polubiłbyś rosyjskie|ciało, gdybyś tylko spróbował!
Zamknij się!
No zobacz, jest tak samo delikatne|jak u twojej narzeczonej!
Wypieprz mnie, a potem zastrzel!
Masz, zrób to sama. Ja już nie jestem|w stanie strzelać, nawet do ciebie.
Było:
Skurwysynu!
Zawszony skurwysynu!
Nie mogłem zrobić tego wcześniej.
Jestem niemiecką dziwką.
Kolaborantem.
Nonsens.
Zmusili cię.
Jest:
Ty świnio, przeklęta świnio!
Ja też nie mogłem.
Jestem niemiecką kurwą.
Kolaborantką.
Bzdura, zmusili cię.
Było:
Też o tym myślałem.
Nie opóźniaj gry.|Piki to atu.
Jest odrobina krwi|na dziesiątce pik.
Znasz nas bardzo dobrze.
Znam was na wylot.
Jest:
Ja też chciałem.
Przesypiasz kolejkę, dupku.|Piki są atu.
Na tej dziesiątce pik jest jakaś plama.
Ty rzeczywiście nas dobrze znasz.
Owszem, miałam ku temu|swoje powody.
Było:
Pokochałam wasz język.
Nigdy sobie nie wybaczę.
Jest:
Przyzwyczaiłam się kochać wszystko,|co było niemieckie.
Nigdy sobie tego nie wybaczę.
Było:
Chciałem się odlać,|ale nie mogłem ponieważ spałem.
Przeklęty sen.
Lepsze niż szczanie,|prawda Poruczniku?
Zjedz trochę prawdziwego żarcia.
Potem znów spróbuj.
Nauczę ją|być miłą dla ciebie.
Nie dotykaj jej.
Nikt jej nie dotknie!
Jest:
Chciało mi się szczać,|a nie mogłem zrobić, bo spałem.
Gówniany sen.
To lepsze niż szczanie, co?|Panie poruczniku.
Masz, zjedz coś.
Potem spróbujesz sobie jeszcze raz.
Jeśli chcesz, nauczę ją, jak być miłą.
Nikt nie będzie jej dotykał.
Mówię poważnie.|Nikt z nas jej nie dotknie!
Było:
Rohleder chodź tu.
Tak Kapitanie.
- Nie rób tego Rollo.|- Jeśli tego nie zrobi, zastrzelę cię.
Zostańcie tam.
Nie skrzywdzilibyście swojego Kapitana?
Chodźcie tu.
Tak.
Nie postawię was przed sądem wojennym.
Byliście dobrymi żołnierzami...
do chwili, gdy wybraliście|maksymę "przeżyć za wszelką cenę".
Jest:
Rohleder, chodź tutaj!
Tak jest, panie kapitanie.
Nie rób tego, Rollo
Bo wszyscy będą rozstrzelani!
Chodź tu. Chyba nic nie zrobisz|swojemu kapitanowi, co?
Tak, panie kapitanie.
Nie chcę wobec nikogo wyciągać|żadnych konsekwencji.
Każdy z was był kiedyś|dobrym żołnierzem
do dnia, kiedy|próbowaliście przeżyć.
Było:
Nie ruszaj się Reiser.
Myślicie, że potraficie żyć|ze świadomością, iż jesteście dezerterami?
Zamknij jadaczkę!
Nie oszukujcie się.
Zrozumcie,|że zawsze będziecie żołnierzami.
Wojna jest waszym domem.
Już jesteś martwy!
Od dwóch lat|modlę się by zginąć.
Moje ciało odchodzi od kości...
i przecieka przez skały.
Ale wiecie co?
Zbieram się do kupy
każdej nocy.
I nikt nie może mnie zabić.
Nikt.
Masz być oficerem!
Jest:
Nie ruszaj się Reiser!
Myślicie, że jako dezerterzy
możecie dalej żyć|bez wyrzutów sumienia?
Zamknij mordę!
Samego siebie nie oszukasz.
Chyba już o tym wiesz.
Jesteście żołnierzami|i zawsze nimi będziecie.
Wojna to jedyny nasz dom.
Ty już jesteś martwy.
Od dwóch lat, co noc modlę się,|żebym został zabity.
Ciało roztapia się,|płynie po kościach
i jak ciepłe mleko|wsiąka pomiędzy kamienie.
Wiesz, co się dzieje potem?
Składam się z powrotem w całość.|Sam. Kawałek po kawałku.
I tak co noc.
No i co?|Nikt mnie nie zabił. Nikt.
Przecież też byłeś oficerem.
Było:
Gdzie jest front?
Żądam raportu!
To rozkaz.
Heil Hitler!
Wydostańmy się stąd!
Zaczekaj Kapitanie.
Pomogę.
Świeże powietrze!
Jesteście szaleni.
Krótka przerwa Kapitanie.|Potem ruszymy dalej.
Nie zaspypiaj.|Wkrótce ruszamy.
Gdzie jest front?
Co się dzieje?
Generale...
Sierżant Rohleder, Żelazny Krzyż.
Daj mi swoją broń.|No już daj.
Jest:
Otto, stań w pozycji zasadniczej!
Chcę dostać pełny raport.
To rozkaz!
Heil Hitler.
Chcę stąd wyjść.
Proszę zaczekać,|pomogę panu, kapitanie.
Zupełnie zwariowaliście.
Krótki odpoczynek, panie kapitanie,|potem pójdziemy dalej.
Niech pan nie zasypia, kapitanie.|Za chwilę idziemy.
Gdzie jest linia frontu?
Co tu się dzieje?
Panie generale, sierżant Rohleder,|rehabilitowany, odznaczony
- żelaznym krzyżem pierwszej klasy.|- Oddajcie broń.
No już, dajcie ją!
Było:
Nie gadaj bzdur.|Wstawaj.
- Gdzie jest front?|- Chodź ze mną.
Panowie.
Front.|Gdzie jest front?
Wkrótce dotrzemy.
Nie zasypiaj.
Nie zamierzam umrzeć.
Wiesz Hans...
jeśli zginiesz na wojnie...
Jest:
Nie gadajcie bzdur. Powstań!
- Gdzie jest front?|- Chodźcie ze mną.
Panowie...
A front?|Gdzie jest front?
Zaraz pójdziemy, panie kapitanie,|niech pan nie śpi.
Nie chcę umrzeć.
Wiesz, Hans,|jeśli zginiesz jak żołnierz,
Było:
To jest coś, nie?
Syberia?
Nie dla mnie.
Zmarzłem już wystarczająco.
Wyprowadzę was.
Chodźmy z nią.
Nawet nie ujdziemy stu metrów.
Ale jaka to różnica?
Wstawajcie.
Chodźmy. Jest wystarczająco ciemno.|Uda nam się.
Nie strzelajcie!Nie strzelajcie!|Jestem rosjanką!
W zimnie najlepsze jest to...
że nic nie czujesz.
Wszystko zamarza.
Za zimno by płakać.
Wynoś się stąd, Fritz.
Idź!
W zimnie najlepsze jest to...
że nie musisz się martwić|o opaleniznę.
Jest:
To jest coś, prawda?
Syberia? To nie dla mnie.
Mam już dosyć zimna.
Mogę wam pomóc.
Idę z nią.
Nie ujdziemy nawet stu metrów,
ale co za różnica?
Chodźmy już.|Wystarczająco się ściemniło.
Na razie się udało.
Nie strzelajcie! Nie strzelajcie!|Jestem Rosjanką!
To zimno ma swoje dobre strony.
Przynajmniej nic nie czujesz.
Wszystko masz|całkowicie zamrożone.
Jest zbyt zimno, żeby płakać.
Zostaw mnie.
Idź dalej, no idź!|Ruszaj!
Dobre w tym zimnie jest...
że nie boisz się|porażenia słonecznego.
Było:
Znienawidziłbyś to.
Jest tak gorąco...
że cały czas...
się pocisz.
Wydaje ci się że się roztapiasz,|jak masło.
Pustynia to gówno.
Jest:
Tam jest okropnie.
Tak gorąco,
że zawsze
jesteś spocony jak świnia.
Wydaje ci się,|że rozpuszczasz się jak masło.
Obrzydlistwo, mówię ci.