o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
25209 (jako 'było') z ID:
92178 (jako 'jest').
Było:
Trochę jest to legendą,|ale przynajmniej trochę oparte na faktach.
Kiedy zbuntowani obywatele Francji|zniszczyli Bastylię...
odkryli w jej archiwach|tajemniczy zapis:
Więzień numer 6-4-3-8-9000.
Człowiek w żelaznej masce".
Żyjesz?
Aramis!
Porthos jest...
Przepraszam, moje drogie.|Powinno was to ucieszyć.
- Zwisa jak u osła.|- Tak jak tobie.
Jest:
/Większość tej historii jest legendą,|/ale i choć trochę faktem.
/Kiedy zbuntowani mieszkańcy Francji|/zniszczyli Bastylię...
/odkryli w jej archiwach|/tajemniczy zapis:
/"Więzień numer 64389000,
/człowiek w żelaznej masce".
Żyjesz jeszcze?
/CZŁOWIEK W ŻELAZNEJ MASCE
Paryż, rok 1662
Aramisie!
Portos jest...
Przepraszam, moje drogie.|Spodobał by się wam.
- Ma parówę jak osioł.|- Tak jak ty.
Było:
Spałem tak długo,|że zapomniałem o tym.
OK, chodźmy.|Zostawmy Jego Świętość samą.
Jest:
Nie używałem jej od tak dawna,|że zapomniałem.
Dobra, chodźmy.|Zostawmy jego świętobliwość samą.
Było:
Potrzebuję pobudzić moją duszę.|Jestem stary. Słaby.
- Moją siłą jest ruch.|- Porthos.
- Modlę się.|- Tylko mówisz, że się modlisz.
Jesteś również głuchy?|Sądzę, że jesteś ślepy ponieważ...
jeśli widziałbyś te cycki,|które spacerują na zewnątrz...
to miałbyś łzy w swoich oczach.
Jest:
Muszę pobudzić swoją duszę.|Jestem stary. Słaby.
- Straciłem całą swoją siłę.|- Portosie.
- Modlę się.|- Tylko tak mówisz
Jesteś również głuchy?|Wiem, że jesteś ślepy ponieważ...
gdybyś zobaczył te cycki,|które przed chwilą stąd wyszły...
miałbyś łzy w oczach.
Było:
Hej, Aramis...
Jest:
Hej, Aramisie...
Było:
która jest bardziej wysublimowana|niż dotyk...
pulchnego, różowego sutka|moimi wargami...
To wybuduję tobie|nową katedrę.
Przebacz.
Przebacz?
Jest:
która jest bardziej wysublimowana|niż smak...
pulchnego, różowego suteczka...
wybuduję ci|nową katedrę.
Przebaczenie.
Przebaczenie?
Było:
Czy ja wybaczę?
Widzę, że twoje przebaczenie|nie jest słodsze niż pulchny sutek.
Nie rozumiesz?|Próbuję modlić się!
Ty zawsze modlisz się!
Jest:
Przebaczysz mi?
No, przebaczysz mi?
Twoje przebaczenie nie jest słodsze od suteczka.
Nie rozumiesz?|Próbuję się modlić!
Zawsze się modlisz!
Było:
Och! D'Artagnan!
- Jak się masz?|- Porthos.
Przerwałeś bezsensowną|teologiczną dyskusję.
- Tak widzę.|- Witaj. Siadaj.
Żałuję, że nie potrafię
Przychodzę w interesie królewskim.|Król chce ciebie widzieć.
Nadal mu służysz lojalnie,|mimo że ludzie...
rzucają zgniłe jajka|w jego królewskie godło.
Niech popatrzę na ciebie.|Wyglądasz tak młodo.
A ja czuję się tak staro.
Król powiedział - natychmiast.
Jest:
O, D'Artagnan!
- Jak się masz, młodzieńcze?|- Portosie.
Przerwałeś właśnie prostą,|teologiczną dyskusję.
- Właśnie widzę.|- Witaj. Siadaj.
Chciałbym.
Przysyła mnie król.|Chce cię widzieć.
Nadal wiernie mu służysz,|nawet gdy ludzie...
rzucają zgniłe jaja|w jego godło.
Spójrz na siebie.|Jesteś jeszcze taki młody.
A ja taki stary.
Król prosi o pośpiech.
Było:
I Wszyscy za jednego.
Byliśmy wszyscy muszkieterowie jednością, eh?
Zastanawiam się jak Athos to zrobi.
Wyluzuj się, Raoul.|Przede wszystkim, jesteś moim synem.
Jak jakakolwiek kobieta może się tobie opierać?
Kiedy zapytałbyś ją?
Dzisiaj, na powitanie,|lub może na pożegnanie.
Kiedy myślę o tym,|to jestem zmieszany.
Będzie to pomocą?
Pierścień Matki.
Nie mogę go wziąć.|On jest twój.
Ona umarła dając mi ciebie.|A wolałbym umrzeć...
wiedząc, że jest na palcu|kobiety, którą mój syn kocha.
Idź. Wróć z narzeczoną.
Wasza Wysokość, atak|przyjdzie ze świtem.
Nie, nie.|Nie doceniasz Holendrów.
Te grupy rozdzielimy tutaj,|tak że przesuną się tu i tu.
I wtedy przewyższymy ich liczebnie.|Tak, wysłać rozkazy.
- Wasza Wysokość...|- żółta szarfa.
Jako twoi doradcy,|czujemy, że jest to naszym...
- Naszym obowiązkiem.|- Tak, naszym obowiązkiem...
poinformować ciebie,|że w Paryżu są rozruchy.
Rozruchy?
Jest:
I wszyscy za jednego.
Kiedyś wszyscy byliśmy muszkieterami.
Ciekawe, co porabia Atos.
Spokojnie, Raoul.|W końcu jesteś moim synem.
Jaka kobieta ci się nie oprze?
Kiedy się oświadczysz?
Dzisiaj, zaraz po przyjeździe|albo tuż przed powrotem.
Czuję się zakłopotany.
Może to pomoże?
Pierścionek mamy.
Nie mogę go przyjąć.|Jest twój.
Umarła dając mi ciebie.|Chcę umrzeć...
wiedząc, że jest na palcu kobiety,|którą kocha mój syn.
Idź i wróć z narzeczoną.
Wasza Wysokość,|natarcie rozpoczniemy o świcie.
Nie.|Nie lekceważcie Holendrów.
Te oddziały zostaną odcięte tu,|więc przeżućcie je tutaj i tutaj.
Wtedy ich zdziesiątkujemy.|Wykonać.
- Wasza Wysokość...|- Żółta szarfa.
Jako twoi doradcy mamy...
- Obowiązek.|- Właśnie, mamy obowiązek...
donieść ci,|że w Paryżu panują zamieszki.
Zamieszki?
Było:
Dlatego mój lud powinien czuć nic innego|jak dumę i zadowolenie?
Ależ, oczywiście, Wasza Wysokość.|Jestem pewien, że oni są zadowoleni i dumni.
Ale oni także głodują.
Wasza Wysokość, jeśli rozdzielimy|trochę jedzenia...
które zostało zarezerwowane dla armii...
wystarczyłoby do czasu,|żeby zgromadzić więcej...
Ojcze Aramis...
Jego Wysokość ma|jakieś trudności z Jezuitami.
- Jezuitami?|- Oni zadeklarowali się, że...
wojny Jego Wysokości są niesprawiedliwe|i są źródłem głodu ludności.
Może Jego Wysokość|powinien porozmawiać z ich przywódcą.
Tak, ale kto nim jest?
Jest:
Czyż mieszkańcy nie powinni być dumni i zadowoleni?
Naturalnie, Wasza Wysokość.|Z pewnością są zadowoleni i dumni.
Ale także głodują.
Gdybyśmy oddali część rezerw|zgromadzonych dla wojska,
mielibyśmy czas na|zgromadzenie większych zapasów...
Wielebny Aramisie...
Jego Wysokość ma|problemy z Jezuitami.
- Jezuitami?|- Mówią, że...
wojny Jego Wysokości są niesprawiedliwe|i są źródłem głodu.
Może król powinien|porozmawiać z ich przywódcą.
Oczywiście, ale nie wiemy kto to jest.
Było:
Ty jesteś kapłanem,|ale kiedyś byłeś Muszkieterem.
Ja, tak jak mój ojciec przede mną,|który ufał tobie...
w najważniejszej misji.
Chcę, żebyś dowiedział się kto jest|tajnym przywódcą Jezuitów.
I kiedy będziesz wiedział...
dla Boga i dla Francji,|proszę ciebie, zabij go.
Wiem, że jest to straszna rzecz pytać,|zwłaszcza jako kapłana, ale...
czy możesz przyjąć tę misję|i utrzymać w sekrecie?
Kiedy odkryję tożsamość|tego Jezuity rebelianta...
zabiję go|i człowieka który mi go wyda.
Kto raz był Muszkieterem,|będzie nim na zawsze.
Teraz, o tych rozruchach.
Mamy zapasy na prawym wybrzeżu,|nieprawdaż?
Możemy to rozdać.
Ależ, Wysokość,|to jedzenie psuje się.
Dlatego nie zostało|wysłane dla armii.
Więc musisz się śpieszyć.
To jest doskonały pomysł,|Wasza Wysokość.
Spójrz na to.
Czyż nie są wspaniali?
Nic nie jest tak wspaniałe jak ty.
Jest:
Jesteś księdzem,|ale kiedyś byłeś muszkieterem.
Tak jak mój ojciec...
powieżałem ci zadania najwyższej wagi.
Chcę, żebyś odkrył kim jest ten|tajemniczy przywódca Jezuitów.
Kiedy się dowiesz...
dla Boga i dla Francji,|chcę, abyś go zabił.
Wiem, że to straszna misja,|szczególnie dla księdza.
Przyjmiesz ją...|i dochowasz tajemnicy?
Kiedy odkryję|kim jest ten Jezuita...
zabiję go|i człowieka, który mi go wyda.
Kto raz był muszkieterem,|zawsze nim będzie.
A co do zamieszek...
Mamy zapasy w forcie,|czyż nie?
Skorzystajcie z nich.
Ależ, królu,|ta żywność gnije.
Dlatego nie wysyłaliśmy jej wojsku.
Więc się śpieszcie.
Cóż za wspaniały pomysł,|Wasza Wysokość.
Spójrz na to szycie.
Czy nie jest wspaniałe?
Nie tak wspaniałe jak twoje.
Było:
Raoul, syn Athosa.
Francois, pewnie ty smakujesz|w młodych żołnierzach...
ale ja pytałem się|o tą piękność obok niego.
Jej imię Christine.
Jest:
Raoul, syn Atosa.
Francois, może ty gustujesz|w młodych żołnierzach,
ale ja pytałem o tą ślicznotkę obok.
Ma na imię Christine.
Było:
Co znowu?|Mordercy spadają z nieba?
Plany pogoni świni|dotarły do mnie.
D'Artagnan,|popatrz na twarze tych ludzi.
Oni podziwiają i boją się ciebie.|Pod twoją świetną strażą...
tylko największy głupiec we Francji|próbowałby zrobić mi krzywdę?
U głupca ostrze może być szybsze|niż jego głowa.
Więc się zabawmy.
Udawajmy, że ja jestem królem|a ty jesteś...
kapitanem moich Muszkieterów.
Postępujmy tak jakby|moje życzenie było prawem...
a moim życzeniem jest cieszyć się tym przyjęciem...
i ty również powinieneś to zrobić.
Panie.
Jest:
Co znowu?|Zabójcy spadają z nieba?
Nic mi nie mówiono o wyścigu.
D'Artagnan,|spójrz na ich twarze.
Oni cię podziwiają.|Pod twoją strażą...
tylko największy głupiec we Francji|porywał by się na moje życie.
U głupca ostrze może|być szybsze niż głowa.
Zabawmy się.
Ja będe udawał króla...
a ty kapitana muszkieterów.
Powiedzmy, że moje życzenie jest rozkazem...
a chcę się bawić.
Tobie też to radzę.
/Moje panie.
Było:
Kapitanie, niech przedstawię|Christine Bellefort.
D'Artagnan jest najlepszym przyjacielem mojego ojca.
Jest:
Kapitanie to jest|Christine Bellefort.
D'Artagnan jest najlepszym|przyjacielem mojego ojca.
Było:
i przyjął mnie do gwardii Muszkieterów,|i że mogę iść śladami mojego ojca i pana.
To honor dla mnie.
Jest:
i przyjął mnie do gwardii muszkieterów.
To zaszczyt dla mnie.
Było:
Ja kocham ciebie.
I ja kocham ciebie.
Nigdy nie będę bogatym człowiekiem,|ale ty zawsze będziesz miała moje serce.
Zatem jestem bogatsza niż król.
Zatem chcę dać tobie coś|co należało do mojej matki.
Proponujemy konkurs|sprytu i zwinności.
Patrzcie na naszego jednorożca.
Kto schwyta naszego jednorożca...
otrzyma jego skarb.
Teraz, do pogoni.|Rozkazuję wszystkim!
Ten wisiorek będzie twój.
Christine, nieprawdaż?|Myślałem, że to jest niemożliwe...
ale wierzę, że przez podniecenie pościgiem|stałaś się jeszcze piękniejsza.
Jest:
Kocham cię.
A ja ciebie.
Nigdy nie będę bogaty,|ale oddaję ci me serce.
Więc jestem bogatsza niż sam król.
Chciałbym ci dać coś,|co należało do mojej matki.
Wykażcie się sprytem i zręcznością.
Oto jednorożec!
Kto go schwyta,
zdobędzie jego skarb.
Niech wszyscy ruszą w pościg!
Będzie twój!
Christine, nieprawdaż?|Myślałem, że to niemożliwe,
ale emocje zawodami uczyniły cię|jeszcze bardziej piękniejszą.
Było:
Ty rumienisz się. Nie chcesz|wyglądać pięknie dla swego króla?
Nie, Panie.
To znaczy, tak, tak.|Oczywiście, Panie.
- to znaczy, ty jesteś...|- W porządku.
Rozumiem, że nie jesteś|przyzwyczajona do takiego otoczenia.
Ale ten stan|możemy szczęśliwie naprawić.
Pasowałabyś|jako dama mojego dworu.
Jego Wysokość jest bardzo, bardzo uprzejmy...
ale jestem zaręczona z Raoulem...
albo będę|kiedy on oświadczy się mi.
Ty wybrałabyś żołnierza...
żołnierza, który jeszcze ci się nie oświadczył,|ponad króla?
Ja tylko chcę być wierna|mojemu sercu.
Ale jak wierne|jest tamto serce dla ciebie?
Czekaj, Christine.
Jest:
Rumienisz się. Nie chcesz|być piękną dla swojego króla?
Nie, panie.
To znaczy, tak.|Oczywiście chcę, panie.
Spokojnie,
nie przywykłaś do takiego otoczenia.
Mogę temu zaradzić.
Pasowałabyś do mego dworu.
Wasza Wysokość jest bardzo łaskawy,
ale jestem zaręczona z Raoulem
albo będę,|kiedy mnie poprosi.
Przekładasz żołnierza,
który jeszcze ci się nie oświadczył,|ponad króla?
Muszę być wierna mojemu sercu.
A czy to serce|jest wierne tobie?
Zaczekaj, Christine.
Było:
Jezuici.
Przyprowadź mi generała.
Jego Wysokość|chce rozmawiać z tobą.
Jest:
Jezuici!
Wezwij generała!
Jej Wysokość chce|z panem mówić.
Było:
Rozumiem, że ty uratowałeś|dzisiaj mojemu synowi życie.
Bóg uśmiechnął się do nas,|Wasza Wysokość.
I ty nie jest ranny?
Jest:
Podobno uratowałeś|życie mojemu synowi.
Bóg się do nas uśmiechnął,|Wasza Wysokość.
Nic ci się nie stało?
Było:
Raoul, syn Athosa, wycofał|swoją prośbę wstąpienia do gwardii Muszkieterów.
- Poprawiłeś.|- To było za długie.
Więc to było, mój przyjacielu.
- Co ciebie sprowadza?|- Jako ty powiedziałeś, to był zbyt długo.
Kiedy wielki D'Artagnan pojawia się z wizytą,|musi być ofiarowywany najlepszym winem.
I jeśli wielki Athos oferuje,|to wielki D'Artagnan musi wypić.
Przepraszam, że nie|odwiedzałem ciebie ostatnio, mój przyjacielu.
Dowódca ochrony króla?|Musisz być ciągle zajęty.
Szczególnie z takim królem.
Nadal, powinieneś przychodzić częściej.
Ja należę do przeszłości, kiedy mundury|były czarne i nosili je mężczyźni.
Przynajmniej masz czas|na grę na skrzypcach.
I użalanie się nad samym sobą.
Mój syn jest dorosły.|On oświadczył się cudownej dziewczynie.
Wstąpił do Muszkieterów.|Wszystkie błędy mojego życia chcę naprawić nim.
I teraz, on opuszcza mój dom.
Ucztował całą noc.
Patrz kto przyszedł nas odwiedzić.
Jest:
Raoul, syn Atosa, wycofał prośbę o przyjęcie|go do gwardii muszkieterów.
- Lepiej ci idzie.|- Minęło tyle czasu!
No właśnie, przyjacielu.
- Co cię sprowadza?|- Jak sam powiedziałeś, minęło tyle czasu.
Dla wielkiego D'Artagnana|mam najlepsze wino.
Gdy wielki Atos częstuje to|wielki D'Artagnan nie odmawia.
Przykro mi, że tak dawno|cię nie odwiedziłem.
Jako dowódca gwardii królewskiej?|Musisz być bardzo zajęty.
Szczególnie przy takim królu.
Mimo to powinienem|częściej tu przebywać.
Należę do przeszłości, kiedy mundury|były czarne i nosili je dorośli mężczyźni.
Przynajmniej masz czas|na szkrzypce.
I użalanie się nad sobą.
Mój syn dorósł.|Oświadczył się cudownej dziewczynie.
Wstąpił do muszkieterów.|Wszystkie błędy mojego życia naprawiam nim.
A jak zaczął żyć tak jak mu|zawsze życzyłem, opuszcza mnie.
Świętował całą noc!
Raoul, spójrz kto nas odwiedził.
Było:
Nie chcę ryzykować uczynienia jej wdową|jak tylko zostanie moją żoną.
Zostałem odwołany|z mojego pułku.
Ale to bez sensu.
Ty już służyłeś na froncie.
Jest:
Nie chcę, żeby została wdową,|zaraz po ślubie.
Dostałem przydział na front.
To bez sensu!
Odsłużyłeś już swoje.
Było:
Ktoś jeszcze został odwołany?
Sądzę, że Christine wpadła królowi w oko.
To prawda że król ją zauważył, ale|nie myślę, że to ma związek...
To wszystko jest powiązane.|Król jestem psem.
- Athos.|- Psem i tchórzem.
Ale ja nie jestem, więc idę.
Czy król ma kłopot|ze znajdowaniem kobiet?
Czy on ma kłopot|z wypełnieniem swego łoża?
Jest:
Powołali kogoś jeszcze?
Zdaje się, że Christine|wpadła królowi w oko.
Rzeczywiście, zauważył ją,|ale to nie ma nic wspólnego.
Ależ ma!|Król jestem psem.
- Atosie...|- Psem i tchórzem!
Ale ja nie, więc pójdę.
Czy królowi|brakuje kobiet?
Nie ma kim|zapełnić łoża?
Było:
Dopóki nie odszedłem na spoczynek, służyłem jemu.
A teraz, uwodzi kobietę,|która nic dla niego nie znaczy...
skoro miał ją,|to życie mojego syna jest w zagrożeniu?
Ty wiedziałeś, że to się wydarzyło.
Ty wiedziałeś,|i dlatego przyszedłeś!
- znam twój temperament.|- Przyszedłeś powstrzymać mnie?
Przynieść tobie nadzieję.
Porozmawiam z królem osobiście.
Jeszcze nie straciłem wiary, że on może|stać się królem nas wszystkich.
Ty nie wiesz jak to jest|mieć syna...
całować jego włosy|i wąchać jego oddech...
jak śpi,|pilnować jak rośnie.
Tak.|Ojcostwo jest błogosławieństwem...
mogę sobie tylko wyobrazić.
Nigdy nie widziałem szlachetniejszego człowieka od ciebie,|ani lepszego przyjaciela.
ale jeśli król skrzywdzi mojego syna,|żeby zdobyć kochankę...
wtedy ten król stanie się moim wrogiem.
Jak i wszyscy, co staną|między wrogiem a mną.
Jest:
I jemu zanim odszedłem.
A on naraża życie mego syna,
by uwieść kobietę,|która i tak mu się znudzi.
Wiedziałeś o tym!
Dlatego przyszedłeś!
- Dobrze cię znam.|- Chcesz mnie powstrzymać?
Chcę dać ci nadzieję.
Osobiście porozmawiam z królem.
Może kiedyś będzie|władcą na jakiego czekamy.
Nie wiesz co to znaczy mieć syna.
Całować jego włosy,|czuć jego oddech...
jak śpi,|patrzeć jak dorasta.
Tak.|To błogosławieństwo,
o którym mogę tylko marzyć.
Nie znam bardziej szlachetniejszego od ciebie,
jednak gdy król skrzywdzi|mojego syna, by uwieść kochankę,
stanie się moim wrogiem.
Tak jak wszyscy, którzy|staną między nim a mną!
Było:
bo twój syn jest mi drogi...
jako drogi mi jesteś ty.
Strzeżcie bramę. Kapitanie.
Ludzie mówią, że jedzenie od króla jest zepsute.
Atakują Muszkieterów|w całym mieście.
brać bramę!
- odpalmy salwę do nich.|- Nie. Zamknąć bramę. Nie strzelać.
To jest D'Artagnan.
Obywatele Paryża, słuchajcie mnie.
- Jestem jednym z was.|- Głodujemy!
Oni dają nam śmieci,|które nawet nie nadają się dla szczurów!
Słuchajcie mnie.
Słuchajcie mnie, błagam was!
Macie rację. To jest zepsute.
Porozmawiam o tym z królem osobiście.
Jest:
bo twój syn jest mi równie drogi...
jak ty.
Straż do bram! Kapitanie!
Ludzie mówią, że|dostali zepsutą żywność.
Atakują muszkieterów|w całym mieście.
Zamknijcie bramę!
- Przygotować się do salwy|- Nie. Zamknąć bramę. Nie strzelać.
To D'Artagnan.
Mieszkańcy Paryża, słuchajcie!
- Jestem jednym z was.|- Umieramy z głodu!
Dają nam śmieci, których|nawet szczury nie ruszą!
Słuchajcie!
Słuchajcie, błagam was!
Macie rację, jest zgniłe.
Osobiście porozmawiam o tym z królem.
Było:
Uwolnijcie tych ludzi,|którzy służą Francji i wam.
Och, Ludwiku, miałeś rację.
Kobieta nie wie co znaczy miłość...
dopóki nie prześpi się z królem.
Jestem głodny.
Przyniosą jakieś jedzenie.
Lubię jeść w samotności.
Jest:
Puśćcie tych ludzi,|służą Francji i wam.
Ludwiku, miałeś rację.
Kobieta nie wie co to miłość...
dopóki nie kocha jej król.
Zgłodniałem.
Przyniosę coś.
Wolę jeść sam.
Było:
Te przejścia zostały zbudowane|dla bezpieczeństwa królewskiego...
a nie po to|byś mógł mnie straszyć.
Przyszedłem w sprawie waszego bezpieczeństwa,|Wasza Wysokość.
Już wiem o rozruchach.
Twój lud jest bardzo zaniepokojony|kochając ciebie...
ale oni jedzą zepsute jedzenie,|i czasami nic.
Zepsute jedzenie?
Dobrze, zajmę się tym.
Inna sprawa|bardziej natury osobistej.
Ciągle otaczają ciebie piękne kobiety.
- Czy ty je kochasz?|Właściwie, dosyć często.
A one kochają ciebie?|Jak poznać tą...
tą kobietę,|która bierze ciebie w intymne objęcia...
że to ty ją pociągasz a nie twoja korona?
Myślisz, że moje romanse są puste.
Myślę, że jest możliwe,|iż jeden człowiek...
może kochać jedną kobietę przez całe życie|i być szczęśliwym.
Jest:
To przejście zbudowano|dla mojego bezpieczeństwa,
a nie po to,|żebyś mnie straszył.
Chodzi o twoje bezpieczeństwo, panie.
Wiem o zamieszkach.
Twój lud pragnie cię kochać,
a dostają zepsutą żywność,|czasami nic.
Zepsutą żywność?
Zaraz to załatwię.
Jest jeszcze jedna sprawa.
Bardziej osobista.
Otaczają cię piękne kobiety.
- Kochasz je?|- Bardzo często.
A one ciebie?|Jak poznać...
kobietę, która odsłania przed|tobą to co najbardziej skryte i
kocha cię,|a nie koronę?
Więc moje związki są płytkie?
Myślę, że mężczyzna...
może kochać jedną kobietę całe swoje życie|i być lepszym człowiekiem.
Było:
Być może nie spotkałem kobiety o|sercu podobnym do mojego.
Jest:
Może nigdy nie spotkałem kobiety|o sercu podobnym do mojego.
Było:
Jesteś dobry w pilnowaniu mnie,|ale boję się, że pilnujesz mnie za dokładnie.
Wysłałeś Raoula na wojnę,|żebyś mógł ją swobodnie zdobyć?
- Kwestionujesz mój honor?|- Nie, nie kwestionuję twojego honoru.
Troszczę się o Waszą Wysokość.
Raoul wróci niebawem.
Jest:
Mam wrażenie, że obserwujesz|mnie zbyt uważnie.
Wysłałeś Raoula na front,|żeby ją uwieść?
- Wątpisz w mój honor?|- Nie, nie chodzi o honor.
Martwię się o Waszą Wysokość.
Raoul niedługo wróci.
Było:
ale jestem królem.
Tak więc bądź dobrym królem,|Wasza Wysokość.
Ty jesteś nowym głównym doradcą.|Stracić go za wydanie zepsutej żywności.
A następnym razem|rozstrzelać buntowników.
Jest:
ale jednak królem.
Więc bądź dobrym królem,|Wasza Wysokość.
Będziesz nowym, głównym doradcą.|A jego ściąć, za wydanie zepsutej żywności.
Następnym razem|strzelajcie do buntowników
Było:
Proszę dołącz to|do królewskich przesyłek.
Przyniosę ci wodę, Mamo.
"Jego Wysokość z żalem informuje,|że Raoul, syn Athosa..."
"poległ na polu walki".
Sir, przyszedł raport o stratach.
Athos wie o tym?
Athos, mój przyjacielu.
Zatrzymaj się, ty zdrajco!
Wysłuchaj mnie!
Armaty zabiły Raoula.
Jest:
Wyślij to do królewskiego pałacu.
Przyniosę ci wodę, mamo.
/Jego Wysokość z żalem informuje,|/że Raoul, syn Atosa...
/zginął w walce.
Sir, raport o stratach.
Czy Atos już wie?
Atosie, przyjacielu...
Stój, zdrajco!
Atosie, posłuchaj mnie!
Kule zabiły Raoula.
Było:
Błagam.
Jest:
Błagam cię!
Było:
Odpowiada ci nowy wystrój?
Panie, posłałeś po mnie|po tym jak dodarły wieści o Raoulu...
Jest:
Podoba ci się pokój?
Panie, posłałeś po mnie, a ja właśnie|dostałam wiadomość o Raoulu...
Było:
Moja rodzina nie ma za co żyć.
- Mój ojciec nie żyje, a moja matka jest...|- chora na płuca.
I twoja siostra ma wczesne objawy choroby.
Ale mój lekarz obejrzał je|i ma nadzieję.
Oni odzyskają zdrowie|w mojej wiejskiej posiadłości.
Jest:
Nie mamy z czego żyć.
- Mój ojciec umarł, a matka ma...|- Chore płuca.
Siostra też zdradza pierwsze objawy choroby.
Mój lekarz ją zbadał i jest nadzieja.
Wyzdrowieją w mojej wiejskiej posiadłości.
Było:
wszystko runęło.
Ale ty nadal musisz żyć.
Zatem usiądźmy i zjedzmy w ciszy kolację i popatrzmy|jeśli to nie może przynieść ulgi.
Posłuchaj mnie.
Straciłaś kogoś bliskiego|twojemu sercu...
i nie mam zamiaru siedząc tutaj|próbować zamienić serce w głaz.
Tylko proszę o jedno:
cokolwiek poczujesz dzisiaj wieczorem...
pozwól sobie|dzielić się otwarcie ze mną.
Na zdrowie.
Jest:
runęło całe twoje życie.
Z pewnością nie doszłaś|jeszcze do siebie.
Zjedzmy kolację w ciszy i|postarajmy się tego nie pogarszać.
Posłuchaj.
Straciłaś kogoś bliskiego twemu sercu.
I nie chcę, aby|twoje serce zamieniło się w kamień.
Proszę tylko o jedno:
dziel się ze mną wszystkim...
co poczujesz dzisiejszego wieczoru.
Za zdrowie.
Było:
Nie potrafię.
Mam nadzieję, że wiesz|iż we mnie można kochać nie tylko koronę.
Widziałem wszystkie cuda...
nigdy nie patrzyłem na|coś tak pięknego jak ty.
Aramis, czy to jest droga do piekła?
Piekło może być naszym celem,|ale nie tym razem.
Jest:
Nie mogę.
Nie tylko koronę można we mnie pokochać.
Widziałem już wiele cudów...
ale ty jesteś piękniejsza|od nich wszystkich.
Aramisie, czy to droga do piekła?
Może cię tam zaprowadzę,|ale nie dziś.
Było:
Dyskrecja jest żałosna,|ale konieczna.
Proszę, siadaj.
Kiedy byliśmy młodzieńcami...
Jest:
Dyskrecja jest uciążliwa,|ale konieczna.
Proszę, siadajcie.
Kiedy byliśmy młodzi...
Było:
Teraz wiemy że nie wszystkie problemy|można rozwiązać mieczem.
Ale czasami nie ma innego wyjścia.
Oto problem.
Jezuici są przeciwni wojnom króla Ludwika...
powodującym głód.
Tak, Ludwik rozkazał mi...
Jest:
Teraz wiemy, że nie wszystko|można rozwiązać szpadą.
Ale czasami to jedyne wyjście!
Oto problem do rozwiązania.
Jezucici są przeciwni wojnie,
będącej przyczyną głodu.
Więc, Ludwik polecił mi...
Było:
Powinien martwić się ten tajemniczy Jezuita.
Jest:
To zmartwienie tego Jezuity!
Było:
Ja nim jestem.
Jest:
to ja nim jestem.
Było:
- Zastąpić króla.|- Nie mogę słuchać tego.
- To jest niemożliwe.|- Możliwe.
Jest:
- Zmienić króla.|- Nie mogę tego słuchać.
- To niemożliwe.|- Możliwe.
Było:
- Więc ja też.|- Nie.
Potrzebuję ciebie.|Wszyscy za jednego, jeden za wszystkich.
Nie możesz prosić mnie o zdradę mojego króla.|Złożyłem przysięgę.
Kiedy król jest niegodny,|zostajesz zwolniony z przysięgi.
Przysięga jest dokładnie przysięgą|ponieważ nie można jej cofnąć.
Dlaczego jesteś za nim? Dlaczego?
Przecież walczyliśmy o coś więcej|niż król, stopień czy też nagrodę!
Czego bronisz teraz?
Wiary, że każdy człowiek może być lepszy, nawet Ludwik.
Cokolwiek planujesz, jestem z tobą.
Następnym razem kiedy spotkamy się,|jeden z nas umrze.
Athos, czekaj.
Nie trzeba być kapłanem,|żeby zobaczyć twoje serce...
noszące tajemnicę wielkiej wagi...
raniącą ciebie|przez noszenie tego w samotności.
Nie mogę zdradzić mojego króla.
Będę bronił go własnym życiem.
Niech ci Bóg towarzyszy...
Jest:
- Ja też.|- Nie.
Potrzebujemy cię.|Wszyscy za jednego, jeden za wszystkich.
Nie zdradzę króla, złożyłem przysięgę!
Kiedy król postępuje niegodnie,|jesteś zwolniony z przysięgi.
Nic nie zwalnia z przysięgi!
Dlaczego z nim trzymasz? Dlaczego?
Przecież walczyliśmy o coś większego|niż król, stopień czy nagroda!
Czego ty bronisz?
Wiary w to, że każdy|może się stać lepszy, nawet Ludwik.
Niezależnie od planu, jestem z tobą.
Następnym razem kiedy się spotkamy|jeden z nas zginie.
Atosie, zaczekaj.
Nie trzeba być księdzem,|żeby zauważyć...
przygniatające cię brzemię|jakiejś tajemnicy...
z którą walczysz w samotności.
Nie mogę zdradzić króla.
Oddam za niego życie.
Więc niech Bóg będzie z tobą,
Było:
Rozumiem, że był incydent|przy bramie Muszkieterów...
gdzie człowiek przyszedł|z zamiarem zamordowania mnie.
Na tym polega twoja nowa polityka,|pozwalać niedoszłym mordercom chodzić wolno?
On chciał zabić własny ból.
Jego syn nie żyje.
Myślę, że to może być najgorsze.
Jest:
Słyszałem o incydencie|przy bramie muszkieterów,
ktoś chciał mnie zabić.
Czy wypuszczanie niedoszłych zabójców,|to nasza nowa taktyka, D'Artagnanie?
Chciał zabić swój ból.
Jego syn zginął.
Gorzej być nie mogło.
Było:
Kiedy zostałem Muszkieterem, mówiono mi|żebym za każdym razem jak wyciągam miecz...
myślał nie o tym co zabija...
ale co pozwalałem żyć.
Wiesz kto mi to mówił?
Athos.
Teraz jak on został naszym nieprzyjacielem...
powinniśmy spytać się dlaczego.
Więc, Athos odszedł.
Porthos i Aramis także znikli.
Jest:
Kiedy zostałem muszkieterem, mówiono mi,|żebym za każdym razem gdy wyciągam szpadę...
myślał nie o tym kogo zabijam...
tylko komu pozwalam żyć.
Wiesz kto mi to powiedział?
Atos.
Skoro stał się naszym wrogiem,
należałoby się zapytać dlaczego.
Więc, Atos odszedł.
Portos i Aramis też.
Było:
Czy oni stanowią zagrożenie dla mnie?
Jeśli oni stanowią zagrożenie,|to nie musimy ich szukać. Oni znajdą nas.
Jest:
Czy spiskują przeciw mnie?
Jeśli tak jest, nie musimy ich szukać.|Oni znajdą nas.
Było:
- Kto tam?
On mówi, że jest w zastępstwie.
On mówi, że jest to ten dzień w miesiącu|kiedy więzień spowiada się.
Poprzedni kapłan|jest zbyt chory, żeby się ruszyć.
To jest dzień spowiedzi.
Przepraszam, nie widziałeś mnie przedtem.|To musi być szok dla ciebie.
Jestem przyjacielem.|Jestem tutaj pomóc tobie.
- Co ty robisz?|- To jest ucieczka.
Twoja ucieczka do wolności.
Jest:
Kto tam?
Przypłynął w zastępstwie.
Więzień spowiada się co miesiąc,
a jego spowiednik jest bardzo chory.
To dzień spowiedzi.
Przepraszam, przeraziłem cię, panie.
Jestem przyjacielem.|Chcę ci pomóc.
- Co robisz?|- To droga ucieczki.
Będziesz wolny.
Było:
On jest tobą.
On powiada, że padł jak kamień|jak czytał mu Mszę.
Nie myślałem, że trwała tak długo.|Jak mógł tak umrzeć?
On mówi, że więzień miał gorączkę|tak jak stary kapłan.
Jest:
Ty.
Powiada, że padł martwy,|gdy odczytywał mu mszę.
Tak długo trwała?|Jak mógł tak po prostu umrzeć?
Podobno miał gorączkę,|tak jak chory ksiądz.
Było:
Oni przynieśli zarazę tutaj?|Wyrzuć go!
Bez ostatniego obrządku! Wynoście się!
Jest:
Przynieśli zarazę!|Wywal go stąd!
Żadnej ostatniej posługi! Wynocha!
Było:
On powiada, żeby go spalić|lub wszyscy się zarazimy.
Myślę, że ma rację.
Jest:
Mówi, spalcie go|bo wszyscy pomrzecie.
Ma rację!
Było:
Wychodź.
Zostań z tyłu! On ma zarazę!|Wychodź!
Pośpiesz się!
Odejdźcie.
Odejdźcie. Pośpieszcie się.
Jest:
Wynocha.
Uważajcie, on jest chory.
Szybciej!
Było:
Oto moi Jezuici.
Tutaj.
Pij.
W porządku.
Czekałem sześć lat...
Jest:
To moi Jezuici.
Masz...
Wypij.
Nie szkodzi.
Sześć lat czekałem...
Było:
Co ty pamiętasz?
Żyłem w rezydencji wiejskiej.
Miałem opiekunów,|starą kobietę i kapłana...
ale nie byli przyjaciółmi.
Wtedy oni przyszli i zabrali mnie|do więzienia.
- Kto przyszedł?|- Człowiek w czerni.
Nigdy nie zobaczyłem jego twarzy.
Ale on wziął mnie do więzienia...
i on założył mi tą maskę.
Jest:
Co pamiętasz?
Mieszkałem na wsi.
Pilnowała mnie stara kobieta i ksiądz.
Nie byli przyjaciółmi.
Potem zabrali mnie do więzienia.
- Kto?|- Człowiek w czerni.
Nie widziałem jego twarzy...
zabrał mnie do więzienia
i założył mi tą maskę.
Było:
Przez dnie krzyczałem,|"Co ja zrobiłem?"
Wtedy uświadomiłem sobie, że|coś na mojej twarzy...
musiało zostać schowane,|ale nigdy nie wiedziałem co to było.
Jest:
Przez wiele dni krzyczałem:|"Co ja takiego zrobiłem?".
Potem zrozumiałem,|że to ma związek z moją twarzą.
Ale nie wiem dlaczego.
Było:
Ci ludzie pomogą umyć ci się.|Nie skrzywdzą cię.
Jest:
Oni doprowadzą cię do porządku,|nie obawiaj się.
Było:
Dziękuję za twoją życzliwość.
I dlaczego jesteś taki przybity?
Spodziewałem się działania.|Nie było zabijania, nie było walki.
Byłem bezużyteczny.
Jestem już zmęczony tą postawą.
Otacza ciebie piękno...
intryga i zagrożenie.
Czego człowiekowi może brakować?
Popatrz dookoła.
Drozdy śpiewają.|Gołębie gruchają.
Czy ty nie możesz słuchać ich śpiewu?
To jest obfity w jedzenie kraj,|tylko Ludwik wysyła wszystko do wojska.
Nie mam apetytu na jedzenie.
Jest:
Dziękuję za waszą dobroć.
Czym się tak trapisz?
Spodziewałem się akcji,|nikogo nie zabiliśmy ani nie walczyliśmy.
Nie przydałem się.
Męczy mnie już twoja słabość.
Otaczają cię piękno...
intryga i niebezpieczeństwo.
Czego jeszcze chcesz?
Rozejrzyj się.
Drozdy ćwierkają,|gołębie gruchają.
Nie słyszysz tych śpiewów?
To obfity w jedzenie kraj,|tylko Ludwik wysyła wszystko wojsku.
Straciłem apetyt.
Było:
Nawet kobiety mnie już nie interesują.
Nie, powiedz do widzenia Porthosie,|dla niego minęło.
Jest:
Nawet kobiety mnie|już nie pociągają.
Powiedz: "Do widzenia, Portosie.",|on zniknął.
Było:
Szukasz faktów czy też|powinieneś szukać prawdy.
Nie jesteś moim spowiednikiem, Aramisie.|Ty nie mógłbyś być, nawet jeśli byłbyś ostatnim.
Jest:
Szukasz faktów,|a powinieneś szukać prawdy.
Nie jesteś moim spowiednikiem, Aramisie.
Było:
Straciłeś Raoula...
i D'Artagnana...
który był jak brat,|a teraz nienawidzisz go.
Co daje tobie prawo osądzać mnie i|bawić się w Boga życiem innych?
Jest:
Straciłeś Raoula,
nienawidzisz D'Artagnana,
którego traktowałeś jak brata.
Kto dał ci prawo mnie oceniać?
Było:
Boli kiedy siusiam.|Boli kiedy sram.
Jestem tylko tłustym starym pierdnięciem,|nie mam po co żyć.
Jest:
Boli mnie kiedy siusiam i sram.
Jestem tylko tłustym, starym prykiem,|który nie ma po co żyć.
Było:
Aramis! Jest gotowy.
Jest:
Aramisie!
Jest gotów!
Było:
jest kim my naprawdę jesteśmy.
Jest:
jest to kim naprawdę jesteśmy.
Było:
Zamierzam wyjawić tobie sekret|skrywany przez całe twoje życie.
Rozpoczęło się to w noc|kiedy król Ludwik urodził się.
Jest:
Zdradzę ci teraz sekret|strzeżony przez całe twoje życie.
Rozpoczęło się to w noc|narodzin króla Ludwika.
Było:
Bawiłem się z D'Artagnanem, Athosem.
D'Artagnan upił się w trupa...|tylko raz takiego go widziałem.
Ale ja byłem na służbie.
l zostałem wezwany do tylnych drzwi|pałacu...
gdzie kapłan królewski|podał mi dziecko.
czy ty rozumiesz coś, Athosie?|Mi się miesza.
Jest:
Bawiliśmy sie z D'Artagnanem i Atosem.
D'Artagnan upił się w trupa...|nigdy go takiego nie widziałem.
Ja miałem służbę.
Wysłano mnie do|tylnich drzwi pałacowych,
gdzie kapelan wręczył mi dziecko.
Rozumiesz coś z tego, Atosie?|Mi się miesza.
Było:
I dziecko, które otrzymałem było młodszym.
Drugie. To jest drugie dziecko.
Nagle, stary król|odkrył, że miał dwóch następców.
Zobaczył królestwa rozdarte|przez zwaśnionych braci...
więc zdecydował się, dla pokoju,|aby jedno znikło.
Ty, Filipie.
Rozkazał zataić twoją prawdziwą tożsamość.
Na łożu śmierci król, powiedział o|twoim istnieniu Ludwikowi i twojej matce.
Wcześniej królewski kapłan powiedział jej,|że umarłeś podczas porodu.
Czuła się winna, że uwierzyła w to...
i chciała|przywrócić twój status.
Ale teraz Ludwik był królem.
Bał się zabić ciebie.
Dla jego całkowitej żądzy władzy|przeszkadzała świętość królewskiej krwi.
Więc, zamiast zabijania, wymyślił sposób|ukrycia ciebie na zawsze.
Dla mojego kraju...
dla mojego króla...
i za pokój...
oddałem moje życie.
I moją duszę.
Jest:
Mnie oddano tego młodszego.
Drugie.|Jest drugie.
Nagle, król zrozumiał,|że ma dwóch następców.
Miał już dość widoku walących się królestw|z powodu walki zwaśnionych braci...
więc postanowił, że jedno zniknie.
Ty, Filipie!
Zataił twoją prawdziwą tożsamość.
Na łożu śmierci wszystko|wyjawił Ludwikowi i waszej matce.
Wcześniej powiedziano jej,|że umarłeś tuż po urodzinach.
Nie mogła sobie wybaczyć,|że w to uwierzyła.
Chciała przywrócić ci należną pozycję.
Ale to Ludwik był królem.
Nie miał odwagi, żeby cię zabić,
w końcu w twoich żyłach,|płynie święta, królewska krew.
Znalazł sposób,|żeby ukryć cię na zawsze.
Dla kraju...
dla króla...
Oddałem twoje życie...
i własną duszę.
Było:
poproszę o twoje wybaczenie.
Ale najpierw chcę|przywrócić tobie...
to co jest twoje.
Przywrócić?
Zastąpimy Ludwika|na Filipa.
Czy to jest twój plan?
Wymienienie jednego na drugiego?|To jest śmieszne!
To jest błyskotliwe.|Co ty sobie wyobrażałeś?
Rewolucję! Otwartą wojnę!
- Krew na ulicach.|- Przynajmniej jest to zmiana.
Jest:
poproszę cię o wybaczenie.
Ale najpierw chcę ci|zwrócić twoją należną pozycję.
Zwrócić?
Zamienimy Ludwika na Filipa.
To twój plan?
Wymienić jednego na drugiego?|To idiotyczne!
To genialne.|Czego się spodziewałeś?
Rewolucji! Otwartej wojny!
- Krwi na ulicach.|- To byłaby jakaś odmiana.
Było:
Ludwik jest arogancki,...
- Tego można się nauczyć.|- A ludzie z jego otoczenia.
Wyobrażasz sobie,|że nie rozważyłem wszystkiego?
Rozważyłeś to,|że ryzykujesz nasze życie?
- Filipa również.|- Tak, i tak jak my, on ma wybór.
Co ty na to Filipie?
Wszystkie te lata w więzieniu.
Czy one były niczym?
Lub dały tobie zapas siły,|której nie ma żaden człowiek?
Jest:
Ludwik jest arogancki,|ma swoje maniery...
- Tego się może nauczyć.|- A jego bliscy?
Myślisz, że nie wziąłem|tego pod uwagę?
A wziąłeś pod uwagę,|że ryzykujesz nasze życie...
- i Filipa też?|- I tak jak my ma wybór.
Co ty na to, Filipie?
Wszystkie te zmarnowane|lata w więzieniu.
Czy dały ci siłę,|której nie ma żaden człowiek?
Było:
jeśli starczy ci odwagi|wziąć tą szansę.
Starczy ci odwagi?
Jest:
jeśli starczy ci odwagi,|żeby podjąć wyzwanie.
Starczy ci, Filipie?
Było:
Wasza Wysokość, ta skrzynia przybyła|ze ścisłymi instrukcjami...
jego zawartość|jest przeznaczona tylko dla twoich oczu.
Zanieś7 to mojej matce.
Mój syn.
Proszę wybacz mi.
Jest:
Starczy ci?
Panie, tą skrzynię polecono...
oddać ci do rąk własnych.
Zanieś to mojej matce.
Mój syn!
Proszę, wybacz mi.
Było:
Moja pani.
Jeśli ktoś zobaczy,|to zginiemy.
Jeśli ciebie nie pocałuję,|to i tak umrę.
Nie mogę znieść widoku jak płaczesz.
Jest:
Moja pani...
Nie... Nie...
Gdyby ktoś zobaczył...|zginęlibyśmy.
Jak cię nie pocałuję|to i tak umrę.
Nie mogę patrzeć jak płaczesz.
Było:
Powiedz co się stało.
Wiem że kochać ciebie|jest zdradą Francji...
ale nie kochać ciebie|jest zdradą mojego serca.
Jest:
Powiedz, co się stało?
Wiem, że kochać cię|znaczy zdradzić Francję,
ale nie kochać cię|znaczy zdradzić moje serce.
Było:
Więcej wina.
Jaki on jest?
Wyczerpany.
Miał długi dzień.
- Aramis...|- Więcej wina!
Ty musisz rozważyć ten plan.
Filip jest jak dziecko.|On nie jest gotowy...
- Możesz zrobić to.|- Nie.
- Tak, możesz.|- W jeden rok, może dwa.
Trzy tygodnie.
Król wydaje bal,|bal maskowy.
Wirujący tłum ludzi|w maskach.
To jest doskonała okazja|i być może jedyna sposobność.
Filip mógłby zostać odkryty w każdym momencie.|I co wtedy?
Jest:
Więcej wina!
Co z nim?
Jest wykończony.
Miał ciężki dzień.
- Aramisie...|- Więcej wina!
To się nie uda.
Filip jest jak dziecko.|Nie jest gotowy...
- Uda ci się.|- Nie.
- Tak, uda się.|- W jeden rok, może dwa.
- Trzy tygodnie!|- Trzy tygodnie?!
Król wydaje bal maskowy.
Tłum ludzi z zakrytymi twarzami.
Doskonała okazja|i pewnie jedyna.
Tu w każdym momencie ktoś może|zdemaskować Filipa. I co wtedy?
Było:
Nie, to się nie nadaje do użycia.
- Mój miecz się zgina.|- Wszystko jest w porządku.
Musisz tylko poczekać chwilę|i zacząć od nowa.
- Mogę wyprostować twój miecz.|- Nie, jest martwy.
Jestem bezużyteczny.
W trzy tygodnie nauczyć|wszystkiego co powinien wiedzieć?
Przez 16 lat był|wychowywany jak dżentelmen.
I przez ponad 6 lat,|żył w masce, nie wiedząc dlaczego.
Teraz on wie, że ci co powinni go kochać|zabrali mu jego urodzenie...
i porzucili|w samotności i bólu.
Zaczynasz mu współczuć.|To dobrze.
Nie baw się w Boga ze mną.|Nic nie może zastąpić Raoula.
Co Porthos robi?
Idzie do stodoły nagi,|albo tak to wygląda.
Ale co on chce zrobi?
O powiesić się.|Groził od kilku miesięcy.
Powiesić się?
Znak od Boga.
Jeśli Porthos jest zdecydowany|zakończyć życie...
to będzie szukał|okazji, nieprawdaż?
Jest:
Nic z tego.
- Moja szpada zdechła.|- Spokojnie...
potrzebujesz tylko trochę czasu.
- Wyprostuję twoją szpadę!|- Nie da się.
Jestem do niczego.
Przez trzy tygodnie|ma się wszystkiego nauczyć?
16 lat był wychowywany na dżentelmena.
A następne sześć żył w masce!|Nie wiedząc dlaczego.
A teraz dowiedział się,|że ci którzy mieli go kochać,
obdarli go z praw i|skazali na samotność i ból.
Polubiłeś go.|To dobrze.
Nie baw się ze mną w Boga, Aramisie.|Nikt nie zastąpi Raoula.
Co robi Portos?
Idzie nagi do stodoły.
Ale po co?
Chce się powiesić.|Od dawna o tym gadał.
Powiesić się?!
Znak od Boga...
Jeżeli Portos postanowił skończyć ze sobą,
to z pewnością będzie szukał|ku temu okazji, nieprawdaż?
Było:
Żegnaj bezużyteczny Porthosie.
- Co to było?|- W porządku. Podpiłowałem belkę.
Jest:
Żegnaj, bezużyteczny Portosie.
- Co to było?|- Spokojnie. Podpiłowałem belkę.
Było:
Jest tam nadal?
Aramis, ty to zrobiłeś!
Wiedziałeś, że będę spróbował się powiesić|i podpiłowałeś belkę! Przyznaj się!
Oczywiście, wiedziałem że marudzisz o tym od miesięcy.
Teraz jak spróbowałeś zabić się...
może przestaniesz nudzić wszystkich i|staniesz się użyteczny.
No cóż.
Załóż coś na siebie.
No cóż, dobrze.
Nosiłem tą maskę tak długo,|iż nie czuję się bezpiecznie bez niej.
Posiedzę z tobą.|Obaj nie możemy spać.
Przez 6 lat byłem w więzieniu.
Jest:
To ty, Aramisie!
Wiedziałeś, że będe się chciał powiesić|i podpiłowałeś belkę! Przyznaj się!
Oczywiście, zrzędzisz o tym od miesiąca.
Teraz jak już spróbowałeś,
przestaniesz jęczeć i|dla odmiany się do czegoś przydasz.
Cóż...
Włóż coś na siebie!
No cóż... dobrze.
Tyle ją nosiłem,|że bez niej czuję się niepewnie.
Posiedzę z tobą.|Też nie mogę zasnąć.
Przez sześć lat byłem w więzieniu.
Było:
A teraz mówicie mi,|żebym wszedł do innego więzienia.
Pałac nie jest więzieniem.
Widzicie te dziewczynę|pracującą w gospodarstwie?
Widzicie tą jedną z jagnięciem?
Chciałbym z nią paść jagnięta|do końca mojego życia.
Dajemy tobie szansę bycia królem.
Dajecie mi szansę|udawania króla.
Jest:
A teraz chcecie,|żebym znów dał się uwięzić.
Trudno pałac nazwać więzieniem.
Widzicie te wieśniaczki?
Tamtą trzymającą jagnię?
Mógłbym z nią paść owce|do końca życia.
Dajemy ci szansę bycia królem.
Nie, dajecie mi szansę|udawania króla.
Było:
Dlaczego ja powinienem stać się nim?
Bez ważnej przyczyny,|nie zrobię tego.
Jest:
Dlaczego to właśnie|ja miałbym się nim stać?
Bez wyraźnego powodu|nie zrobię tego.
Było:
Wszystko jest w rękach Boga,|czy to nam się podoba czy też nie.
Wszyscy możemy tylko wierzyć.
Nawet jeśli jest to trudne.
My wszyscy zawodzimy w wierze,|wiesz?
Dlatego musimy jeść, pić|i kochać.
Jest:
Wszyscy jesteśmy tylko narzędziami w rękach Boga,|czy to nam się podoba czy też nie.
Możemy tylko wierzyć.
Choć czasami jest to trudne.
Nasza wiara upada, wiesz Aramisie?
Dlatego musimy jeść, pić|i kochać się do upadłego.
Było:
będziesz mógł mieć z tysiąc dziewczyn wiejskich.
- Portos! To nie o to chodzi.|- A o co?
Jest:
będziesz mógł mieć|z tysiąc wieśniaczek.
- Nie o to chodzi.|- A o co?
Było:
Nie powiedzieliśmy mu|dlaczego ma to zrobić.
Rozumiem twoje powody.
Rozumiesz moje powody?
Porthos powiedział mi o twoim synu.
I ty myślisz,|że z tego powodu jestem tutaj?
Tak, Raoul jest moim powodem,|ale sądzisz iż nie ma innego powodu.
Kiedyś wszyscy wierzyliśmy,|że poświęcamy nasze życia...
w służbie czegoś|większego.
Jest:
Nie wyjaśniliśmy mu|dlaczego chcemy by to zrobił.
Wiem, dlaczego ty|to robisz, Atosie.
Tak?
Portos powiedział mi o twoim synu.
Myślisz, że dlatego tu jestem?
Tak, chodzi o Raoula,|ale nie tak jak myślisz.
Kiedyś wszyscy wierzyliśmy,
że poświęcamy życie|czemuś wielkiemu.
Było:
Porthos, swoje pożądanie życia.|D'Artagnan, swoje oddanie.
Jest:
Portos, głód życia.|D'Artagnan, swoje oddanie.
Było:
Ale wszyscy mieliśmy wspólne marzenia...
iż pewnego dnia będziemy|służyć królowi godnemu tronu.
Jest:
Ale wszystkich nas|łączyło wspólne marzenie,
że pewnego dnia będziemy|służyć królowi godnemu tronu.
Było:
czekaliśmy całe|życie, aby to zobaczyć.
Uczyłem Raoula|wierzyć w ten sen.
A teraz mój syn jest martwy.
Więc jestem tutaj, by dowiedzieć się|czy zginął na próżno.
I jedyną osobą, która może na to odpowiedzieć|jesteś ty.
Athos, jeśli nie podołamy tej próbie...
a prawdopodobnie tak będzie...
będę zaszczycony|mogąc umrzeć obok ciebie.
I obok ciebie.
To było przeznaczone dla ciebie.
"Moja ukochana Christine".
"W żegnając ciebie,|zostawiłem niebo dla piekła".
"Poszedłem, ponieważ mogę ciebie kochać|tylko zachowując honor".
"Ty stworzyłaś we mnie|potrzebę bycia lepszym człowiekiem".
"l będę kochał ciebie przez niebo|lub piekło..."
"jeśli będę musiał tam iść..."
"Kocham ciebie|jako ciebie powinien był kochać".
"Pamiętaj o tym|i nie obwiniaj siebie".
"Na zawsze twój, Raoul".
Co się stało?
Jest:
i czekaliśmy na to całe życie.
Nauczyłem Raoula|wierzyć w ten sen.
A teraz mój syn nie żyje.
Więc, jestem tu by się przekonać|czy zginął na marne.
Tylko ty możesz odpowiedzieć|mi na to pytanie.
Atosie...
jeśli nam się nie powiedzie...
a wszystko na to wskazuje...
z radością umrę u twego boku.
I u twego.
To do ciebie.
/Moja droga Christine.
/Odchodząc od ciebie,|/opuściłem raj i znalazłem się w piekle.
/Poszedłem, gdyż tylko zachowując honor,|/mogę cię kochać.
/Przy tobie czułem się|/lepszym człowiekiem.
/Czy w niebie, czy w piekle,|/zawszę będe cię kochał.
/Jeżeli będę się musiał tam udać...
/by kochać cię,|/tak jak powinienem.
/Pamiętaj o tym,|/nie miej do siebie żalu.
/Na zawsze twój, Raoul.
Było:
Co się stało?
Otrzymałam list|od Raoula.
On przesłał to do pałacu...
Jest:
Co ci jest?
Powiedz!
Dostałam list|od Raoula.
Przysłał go do pałacu...
Było:
Jak mógł to wiedzieć?
Ja...
Nie potrafię odgadnąć co on myślał.
On był irracjonalny.
Rozkazałem umieścić go|daleko od linii frontu, ale...
on postąpił|wbrew moim życzeniom.
On wybacza mi wszystko|jakby wiedział co zrobię.
Ale czy ja sama sobie wybaczę?
Wybaczysz?
Ja go kocham, Ludwiku.
Kocham go nadal.
Nadal.
I udając miłość do ciebie,|robię coś strasznego.
Udajesz.
Zgrzeszyłam przeciw miłości i Bogu,|dla pozyskania twojej łaski...
której nie dałbyś|bez mojego grzechu.
Będę paliła się w piekle.
Tak jak i ty.
Nie, moja miła.
Ty będziesz paliła się w piekle.
A ja nie.
Ponieważ jestem królem...
pomazańcem Bożym!
Chodź!|Nie mamy czasu!
- Tutaj! Mój bagaż!|Gdzie się wybierasz?
Tutaj jest ciągle dużo do zrobienia.|Paryż. Wyjeżdżam na kilka dni.
Niech wszystko będzie gotowe|kiedy wrócę.
Wymagasz niemożliwego|i mam to zrobić sam?
Oferuję tobie doskonałe rozwiązanie...|rewolucja bez rozlewu krwi...
bez utraty życia,|nawet bez zdrady.
Również dla niego, jest królewskim synem.|Dziękuję.
Ależ nie zdążę go przygotować.|Nigdy nie będziemy mieli czasu.
Pośpiech nie jest moim wyborem.
Zamiast rozdziału|obiecanej żywności...
Ludwik rozkazał|strzelać do ludzi.
Ruszaj.|Możesz sobie wyobrazić co się wydarzy...
kiedy głodujący ludzie Paryża|dowiedzą się o nowym balu?
To nie jest dla mnie.
To jest dla wszystkich, aby stać się znowu tym kim byliśmy.
Jest:
Skąd to wiedział?
Nie wiem, co sobie myślał.
Postąpił dziwnie.
Kazałem go ulokować z dala|od linii front, ale...
nie posłuchał się mnie.
Wiedział, co zrobię i wybaczył mi.
Ale czy ja wybaczę sobie?
Co wybaczysz?
Kocham go, Ludwiku.
Wciąż go kocham.
Wciąż...
Udając miłość do ciebie,|robię coś strasznego.
Udając?
Zgrzeszyłam przeciw miłości i Bogu,|chcąc zyskać twoją łaskę...
której, bez grzechu,|byś mi nie dał.
Skończę w piekle.
Tak jak ty.
O nie, nie.
Nie, kochana.
Ty skończysz w piekle,
ja nie.
Bo jestem królem...
boskim pomazańcem!
Szybko!|Nie mamy czasu!
- Dajcie moją torbę!|- Gdzie się wybierasz?
Do Paryża.
Jest jeszcze dużo rzeczy do zrobienia.|Wyjeżdżam na kilka dni.
Dopilnuj, żeby był gotowy.
Wymagasz niemożliwego i chcesz,|żebym wszystko zrobił sam?
Oferuję ci doskonałe rozwiązanie...|rewolucję bez rozlewu krwi...
bez ofiar,|a nawet bez zdrady.
Dla niego także,|jest przecież królewskim synem.
Nie zdążę go przygotować!|Zabraknie nam czasu.
Musimy się śpieszyć.
Zamiast dać ludziom jedzenie,
Ludwik kazał do nich strzelać.
Ruszaj.|Wyobraź sobie, co się stanie...
kiedy głodujący Paryż|dowie się o balu.
Robimy to po to, by stać się|ludźmi, którymi kiedyś byliśmy.
Było:
Bal odbędzie się wcześniej|jutro wieczorem.
Jest:
Bal odbędzie się jutro wieczorem.
Było:
Król nie jest zadowolony z nowej kochanki|i szuka pociechy w zabawie.
Nie jestem gotowy|chyba że moje krawcowe będą pracować całą noc.
Siodłać mojego konia!
Burdel jest zamknięty|przez całą noc!
Wszyscy, wyjść,|oprócz pań!
Wyjść!
- Zamknięte? My przyszliśmy tutaj...|- Idźcie dziś gdzie indziej! Wyjść!
Moje panie, musicie skończyć mój ubiór,|który robicie dla mnie.
Pójdziemy ale z twoimi pieniędzmi.
Chodź, stary człowieku.|Szybko!
Próbujecie ograbić mnie|ponieważ myślicie, że jestem stary?
Widzieliście, żeby rabować kokoś z pistoletem w tyłku!
Na zewnątrz! Wszyscy wyjść!
Portos, skończyłam to dla ciebie.
Kocham Paryż.|Kocham życie.
Jest:
Król nie jest zadowolony z kochanki|i szuka pociechy.
Moje krawcowe będą|musiały pracować całą noc!
Siodłać konia!
Burdel zamknięty!
Panie zostają,|reszta wychodzi!
Wynocha!
- Zamknięte? Właśnie przyśliśmy...|- Idźcie gdzie indziej! Już!
Moje panie,|musicie dokończyć szycie stroju.
Pójdziemy,|ale z twoją kasą.
Szybciej, staruszku!
Chcesz mnie okraść,|bo myślisz, że jestem stary?
Ciekawe jak dasz sobie|radę z pistoletem w dupie.
Już! Wynoście się!
Portosie, zrobiłam to dla ciebie.
Kocham Paryż,|kocham życie!
Było:
Teraz będę zajęty.|Wyłącznie dla ciebie.
Jest:
Wszystkie do roboty,|oprócz ciebie!
Było:
Z królem to jest tak.
Służący dotknął|kielich króla, dlatego...
on dotyka go|możliwie jak najmniej.
Jest:
Król robi to inaczej.
Kieliszek miał w ręku służący,
więc król dotyka go jak najmniej.
Było:
- Nie przepraszaj.
Król nie popełnia błędów.
Nigdy nie musisz przepraszać.
Król nie dba o nic i nikogo.
Jest:
Nie przepraszaj!
Król nie popełnia błędów,
nigdy nie przeprasza.
Nie dba o nikogo i o nic.
Było:
Lub mówisz to,|ponieważ twój syn nie żyje?
Wybacz mi.|To znaczy nie chciałem ciebie obrazić...
Nie jestem zły na ciebie.|Rozumiesz?
Dobrze. Oczywiście, chcemy z ciebie|zrobić dobrego króla.
Ale najpierw musisz|udawać Ludwika.
A Ludwik jest zimny i okrutny.
Oczy tamtego króla mówią,|że nie troszczy się o nic oprócz siebie.
Twoje oczy pokazują za dużo.
Nie powinieneś martwić się o mnie.
Nie pytaj o mojego syna.
Jest:
Czy mówisz tak|bo twój syn nie żyje?
Wybacz mi, nie chciałem.
Nie jestem na ciebie zły, rozumiesz?
Dobrze. Oczywiście,|chcemy byś był dobrym królem,
ale najpierw musisz|udawać Ludwika.
A on jest zimny i okrutny.
Jego oczy mówią, że nie dba|o nikogo prócz siebie.
Twoje oczy mówią za dużo.
Nie przejmuj się mną.
Nie pytaj o mego syna.
Było:
Ja też
Jest:
Ja też.
Aramis?
Było:
Przyszedłem zapytać|czy wierzysz że...
dokładnie jedno kłamstwo|może zniszczyć życie...
tak jak jedna prawda|może je odbudować.
Modliłam się codziennie|o taki cud.
Modliłem się codziennie|o przebaczenie.
Ale teraz wiem, że przebaczenie|muszę otrzymać najpierw od ciebie...
zanim przyjdzie od Boga.
To ja zabrałem tobie twojego drugiego syna.
Nie miałam nigdy dość odwagi...
odnaleźć prawdę,|kiedy mówiono mi jedno kłamstwo po drugim.
Wychowałam syna,|który niszczy życia...
zamiast chronić je.
I nie zdołałam...
uchronić syna,|który umarł w żelaznej masce.
Nie. Tamta maska była tworem Ludwika.
Teraz Bóg i my...
mamy szansę dokonania cudu|odsłaniając wszystkie maski na zawsze.
Jest:
Czy wierzysz, że...
tak jak kłamstwo|może zniszczyć komuś życie,
tak prawda może|wszystko naprawić?
Codziennie modliłam się o taki cud.
A ja o przebaczenie.
Teraz już wiem, że najpierw|muszę je otrzymać od ciebie...
zanim otrzymam je od Boga.
To ja zabrałem jedno z twoich dzieci.
A ja nie miałam nigdy dość odwagi...
by znaleźć prawdę,|kiedy okłamywano mnie raz za razem.
Wychowałam syna,|który niszczy życie...
zamiast je chronić.
I nie udało mi się...
ocalić drugiego,|który umarł w żelaznej masce.
Nie! Maska była tworem Ludwika.
Teraz Bóg...
dał nam szansę|odrzucenia wszystkich masek.
Było:
Przez ten korytarz|i klatkę schodową...
lub przez to tajne przejście|na piętro...
to są pokoje twojej kochanki,|Christine.
Jest:
Ten korytarz i schody,
a także to sekretne przejście prowadzą,
do pokoju twojej kochanki, Christine.
Było:
Zmieniać konie!
Jest:
Zmieńcie konie!
Było:
Teraz!
Pamiętaj, Filipie,|szlachetności powstaje w sercu.
Kochaj się niedbale.|Pierdź kiedykolwiek chcesz.
Trzymaj swój puchar dwoma palcami.|Potrzebujemy ciebie dziś wieczorem.
Uśmiechaj się i potakuj głową.|Jeśli coś popsujesz...
tylko machnij i powiedz,|"Kontynuować".
Rano, wezwij Athosa,|Porthosa i Aramisa...
przybędziemy|jako twoi doradcy.
I wszystko będzie w porządku.
D'Artagnan obserwuje wszystko.|Musimy mieć szczęście.
Będziemy mieli szczęście dzisiejszego wieczoru,|jeśli Filip wytrzyma.
Rozluźnij się Filipie,|dobrze ci idzie.
Mój brat.
Jest:
Już!
/Pamiętaj, Filipie,|/szlachetność rodzi się z serca.
/Kochaj się od niechcenia,|/pierdź kiedy chcesz.
/Kieliszek trzymaj dwoma palcami.|/Musisz przetrwać tylko dzisiejszy wieczór.
/Uśmiechaj się, potakuj głową.|/A gdyby coś poszło nie tak,
/machnij ręką i powiedz:|/"Kontynuujcie".
/Rano, wezwij Atosa, Portosa i Aramisa...
/i ustal ich swoimi doradcami.
/I wszystko będzie dobrze.
D'Artagnan obserwuje wszystko.|Obyśmy mieli szczęście.
Szczęście będziemy mieli,|jeśli Filip wytrzyma.
Spokojnie, Filipie,|dobrze ci idzie.
Mój brat!
Było:
Nic. Kontynuujmy.
Jest:
Nic takiego.|Kontynuujmy.
Było:
- Widziałam co, Wasza Wysokość?|- Maska. Wyraźnie zobaczyłem maskę.
Cóż, sala balowa|jest pełna masek, Wasza Wysokość.
Wasza Wysokość.
Kontynuujcie.
Wszystko w porządku?
Jest:
- Co, Wasza wysokość?|- Maskę! Widziałem maskę!
Cóż, jest tu ich pełno,|Wasza Wysokość.
Wasza Wysokość?
Bawcie się dalej.
Było:
Wasza Wysokość.
To jest dzień sądu.
Nie bądź tak wstrząśnięty,|Filipie.
Jest:
Wasza Wysokość!
Nadszedł dzień sądu.
Nie dziw się, Filipie.
Było:
Mamy więzienie dla ciebie.
D'Artagnan chroni korytarz.
Musisz wyjść, tak jak weszliśmy.
Czas iść, Wasza Wysokość.
Jest:
Więzienie na ciebie czeka.
D'Artagnan strzeże korytarza.
Wyjdziecie tak jak weszliśmy.
Już czas, Wasza Wysokość.
Było:
Masz serce króla.
Jest:
Masz królewskie serce.
Było:
Królowa Matka!
Boże błogosław króla|i Królową Matkę!
odejdę teraz.
Zaczekaj dwa tańce...
potem wróć do swojego pokoju...
i spędź noc bezpiecznie.
Mamy tyle do omówienia...
i mamy resztę naszego życia na to.
Jest:
Królowa matka!
Boże pobłogosław króla|i królową matkę!
Położę się już.
Zaczekaj jeszcze dwa tańce,
potem pójdź do swojego pokoju...
i śpij spokojnie.
Mamy tyle rzeczy do omówienia...
i tak wiele czasu.
Było:
Anne. Co...
Jest:
Anno, co...
Było:
Kiedy król wrócił?
Niedawno, Kapitanie.
Jest:
Kiedy wrócił król?
Niedawno, kapitanie.
Było:
Napisałam list na front z twoją pieczęcią.
Napisałam jako ty...
Jest:
Morderca...
Christine?
Wysłałam list z twoją pieczęcią na front.
Podałam się za ciebie...
Było:
trzymania Raoula z dala od frontu.
On odpisał...
"Ależ, Wasza Wysokość...
twój ostatni list rozkazał umieścić go|na czele ataku...
bezpośrednio przed armatami".
Jest:
trzymania Raoula|z dala od niebezpieczeństwa.
Odpisał mi:
"Ależ, panie...
W ostatnim liście rozkazałeś mi|przeżucić go na czoło natarcia,
naprzeciw armat".
Było:
Przestańcie! Ranicie ją!
Jakkolwiek skrzywdziłem ciebie,|postaram się to wynagrodzić.
Zabierzcie ją do jej pokoju.
Rozmieść Muszkieterów.|Chrońcie wszystkie przejścia.
Jest:
Łapy precz! Ranicie ją!
Jakkolwiek cię skrzywdziłem,|postaram się to naprawić.
Odprowadźcie ją do pokoju.
Zbierz muszkieterów,|strzeżcie wszystkich przejść.
Było:
Mamy sytuację awaryjną,|Wasza Wysokość.
Muszę prosić, żebyś mi towarzyszył.
Jest:
Mamy sytuację alarmową,|Wasza Wysokość.
Proszę, żebyś mi towarzyszył.
Było:
Bal. Moi goście.
Nalegam, Wasza Wysokość.
Tak, oczywiście.
Jest:
Bal...|Moi goście...
Nalegam... Wasza Wysokość.
Dobrze.
Było:
- Próbują odciąć nas.|- Płyń pod prąd!
Jestem Porthos!
Bronię króla!
Chodź! Porthos!
Jest:
- Chcą nas odciąć.|- Odwróć nurt!
Jestem Portos!
I walczę z królem!
Chodź! Portosie!
Było:
Zatrzymajcie ich|zanim dotrą do rzeki!
Jest:
Zatrzymać ich|nim dotrą do rzeki!
Było:
Cofnąć się!
Wsiadaj na łódź, Wasza Wysokość.
Otwórzcie bramę.
Zawiodłem was.
My zawiedliśmy ciebie.
Zatrzymać!
Ty bierzesz mojego króla,|a ja twojego.
Brać go!|Chwytać go!
Jest:
Cofnij ich!
Proszę do łodzi, Wasza Wysokość.
Otwórz bramę!
Otwieraj!
Otwórz bramę.
Przepraszam,|zawiodłem was.
To my zawiedliśmy ciebie.
Stójcie!
Zabieracie mojego króla,|a ja waszego.
Brać go! Brać go!
Brać go!
Było:
Wiedziałeś,|że jest tak podobny człowiek?
To jest mój brat.
- Brat?|- Mój bliźniak.
Jest:
Wiedziałeś, panie, że jest ktoś|tak podobny do ciebie?
To mój brat.
- Brat?|- Bliźniak.
Było:
Fakt który trzymał go przy życiu,|aż do teraz.
Ludwiku proszę.
- Byłaś w to zamieszana?|- On jest twoim bratem! Kocham was obu!
Twoja miłość nic nie znaczy dla mnie!
Ale znaczy coś dla mnie.
Jest:
Tylko dzięki temu jeszcze żyje.
Ludwiku, proszę!
- Brałaś w tym udział?|- Jest twoim bratem! Kocham was obu!
Nic to dla mnie nie znaczy!
Dla mnie znaczy.
Było:
Nigdy nie prosiłem|o cokolwiek dla mnie.
Jest:
Nigdy nie prosiłem|o nic dla siebie.
Było:
ten więzień, to twój brat.
Nie masz prawa prosić mnie o to!
Jest:
więźnia, który|jest twoim bratem.
Nie masz prawa o to prosić!
Było:
każdego dnia twojego życia...
Pilnowałem ciebie.
Przelewałem krew za ciebie.
Codziennie modliłem się, żeby zobaczyć|jak staniesz ponad prawem...
lepszy niż prawo.
Proszę pokaż co moja modlitwa|i moja krew była warta. Pokaż litość.
Jest:
każdego dnia twojego życia,
chroniłem cię..
Przelewałem za ciebie krew.
Codziennie modliłem się o dzień,|w którym staniesz ponad swoim urzędem...
i prawem.
Proszę, pokaż co jest warta|moja krew i wiara.
Okaż litość.
Było:
Tego jednego, najgorszego za wszystkich,|który próbował zrobić mi coś takiego!
Jest:
Mojego brata, który|chciał mi zrobić coś takiego!
Było:
Przez jedną chwilę...
myślałem, że staniesz się królem,|o jakim zawsze marzyłem.
Jest:
Przez chwilę myślałem...
że staniesz się królem|o jakim śniłem.
Było:
Mój panie, czy mogę mówić?
Proszę, zabij mnie.
Zwalniam ciebie z jakikolwiek grzechu|za odebranie mi życia.
Właściwie modlę się, żeby Bóg wynagrodził ciebie|za twoją litość.
Jest:
Panie, czy mogę coś powiedzieć?
Błagam, zabij mnie.
Zwalniam cię z|jakiejkolwiek winy za to.
Nawet modlę się, żeby|Bóg ci wynagrodził twoją łaskę.
Było:
Nie każ, błagam...
wracać mi do więzienia|gdzie żyłem tak długo.
Znajdziesz Porthosa...
Athosa i Aramisa|i przyniesiesz mi ich głowy...
albo będę miał twoją.
A co do,|mojego brata...
Jest:
Błagam, nie każ mi...
wracać do więzienia,|w którym tak długo żyłem.
D'Artagnanie...
Złapiesz Portosa, Atosa i Aramisa
i przyniesiesz mi ich głowy...
albo zetnę twoją.
A ty, mój bracie,
Było:
w masce której tak nienawidzisz.
Noś ją tak długo aż pokochasz!
I umrzesz w niej.
Było dwóch?
Jest:
i do maski,|której tak nienawidzisz.
Noś ją, aż ją pokochasz!
I zdechnij w niej!
Było ich dwóch?
Było:
Nie mogłam powiedzieć tobie.|Nie zniósłbyś tego.
Kochałem cię zawsze.
Nikogo tylko ciebie.
Niezależnie co się stanie...
modlę się, żebyś pamiętała o tym.
Jest:
Nie mogłam ci powiedzieć,|nie zniósłbyś tego.
Zawsze cię kochałem.
Tylko ciebie.
Bez względu na to co się stanie,
pamiętaj o tym.
Było:
"Dla mojej siostry"
Jest:
/Dla mojej siostry
Było:
Pozbądź się tego.
Jest:
Pozbądźcie się jej.
Było:
Zostało wykonane|jak rozkazałeś, Wasza Wysokość.
Kiedy D'Artagnan wróci,|chcę go widzieć.
A kiedy wyjdzie ponownie,|powiesz mi.
Jest:
Nie! Nie!
Wypełniliśmy rozkaz,|Wasza Wysokość.
Pilnuj D'Artagnania.
Gdyby wychodził, daj mi znać.
Było:
- Nikogo nie ma, Panie.|- Tędy.
"Filip został umieszczony|w dolnych lochach Bastylii.
"O północy,|rozkazałem zmienić straż...
"opóźnię zmianę o 10 minut.
"Jeden za wszystkich. Wszyscy za jednego.|d'Artagnan
To jest pułapka,|ale nie mamy wyboru.
Jest:
- Nikogo nie ma, panie.|- Tędy.
/Filip jest w niższym lochu w Bastylii.
/Strażnicy zmieniają się o północy,
/opóźnię ich przybycie o 10 minut.
/Jeden za wszystkich,|/wszyscy za jednego.
/D'Artagnan.
To pułapka,|ale nie mamy wyjścia.
Było:
to idziemy do Bastylii.
Wolę umrzeć|okryty krwią...
niż jako stary człowiek w kłamstwie|we własnym moczu.
Nasze stare mundury.
Z naszych dni chwały.
Zachowałem je, żebyśmy...
mogli je założyć na swój pogrzeb.
Tak więc zakładamy!
Otwierać.|Mamy więźnia.
Zabierz go na trzeci dolny poziom.|Kapitan niech sprawdzi te dokumenty.
Jesteśmy.
To jest więzienie.|Oczywiście nie ma kłopotu dostać się do środka.
Problem jest,|kiedy chcesz wyjść na zewnątrz.
Jest północ.|Mamy dziesięć minut.
Na dół.
Jest:
to musimy tam pójść.
Wolę zginąć w kałuży krwi...
niż we własnych szczynach.
Nasze stare mundury,
z czasów naszej świetności.
Przechowywałem je...
na nasz pogrzeb.
Więc włożymy je!
Otwierać, mamy więźnia.
Zabierzcie go na dół, poziom trzeci.|Kapitan sprawdzi papiery.
Udało się!
To więzienie.|Łatwiej do niego wejść.
Trudniej z niego wyjść.
To już północ,|mamy dziesięć minut.
Tam.
Było:
Klucz.
Pamiętasz to?
Nie bądź taki smutny. I tak niewiele zostało po nim.
On był tylko pochlipującym, śliniącym się...
Jest:
Klucz!
Nie.
Pamiętasz?
Nie martw się i tak|niewiele z niego zostało.
Był tylko smarkatym,|śliniącym się...
Było:
Baliśmy się maska|zniszczy ciebie.
Ja noszę maskę;|a nie ona nosi mnie.
- Dziedziniec jest blokowany.|- On kłamie.
To jest pułapka.
Sprawdź sam.
Za to wszystko co wycierpiałeś...
sam chętnie wziąłbym to,|żeby zabrać to z ciebie.
Panowie, do wschodniej bramy.
D'Artagnan ma rację.|Dziedziniec napełnia się żołnierzami.
Jest:
Baliśmy się, że|maska cię zniszczy.
To ja noszę maskę,|a nie ona mnie.
- Podwórze jest zablokowane.|- Kłamie.
To pułapka.
Sprawdźcie sami.
Po tym co przeszedłeś,
sam dałbym się skuć,|by ci tego oszczędzić.
Do wschodniej bramy.
D'Artagnan ma rację.|Tam jest coraz więcej żołnierzy.
Było:
Nie zatrzymujcie się|aż nie dotrzecie do rzeki.
Jeśli pójdziemy tędy,|będą wiedzieli że ty pomogłeś nam.
To się teraz nie liczy.|Idźcie.
Jest:
Nie zatrzymujcie się,|dopóki nie dotrzecie do rzeki.
Będą wiedzieli,|że nam pomogłeś.
To już nie ma znaczenia.|Idźcie.
Było:
Brać drzwi!
Pułapka.
Atakować!
Nie zabijajcie ich,|jeśli tylko możecie.
Tchórze!|Dwudziestu ludzi przeciwko czterem?
Korytarz niweczy naszą liczebność.|Nikt nie chce walczyć z kapitanem.
Jest:
Drzwi!
Jesteśmy w pułapce.
Na nich!
Starajcie się ich nie zabijać.
Tchórze!|Dwudziestu boi się czterech!
W korytarzu liczebność nie ma znaczenia.|Nikt nie chce walczyć z kapitanem.
Było:
Nie jestem zły na ciebie. Wiedziałem,|że zaprowadzisz mnie do nich i więc ich mam.
Odłóż miecz,|nie ukarzę ciebie.
Pozwolę tobie odejść w spokoju.
A twoi przyjaciele otrzymają|szybką egzekucję...
jeśli teraz się poddasz.
Być może powinieneś skorzystać z jego oferty.
Jesteśmy martwi tak czy inaczej, d'Artagnan.
On ma rację.
Jest:
/Nie złoszczę się na ciebie.|/Wiem, że chciałeś mnie do nich zaprowadzić.
/Rzuć broń,|/nie ukarzę cię.
/Pozwolę ci odejść,
/a twoim kompanom|zapewnię szybką egzekucję.
Jeśli się poddasz!
Powinieneś się zgodzić.
My i tak zginiemy.
Ma rację, D'Artagnanie.
Było:
Zamieńmy u Ludwika mnie|na wasze życia.
Zrobiliście co mogliście.
Proszę, pozwólcie mi to zrobić.
Nie, nie możemy tego zrobić.
Nawet jeśli mógłbym porzucić|mojego króla...
to nie mógłbym porzucić nigdy...
mojego syna.
Twojego syna?
Jest:
Oddajcie Ludwikowi mnie,|w zamian za was.
Zrobiliście co w waszej mocy.
Proszę, pozwólcie mi pójść.
Nie...
Nie mogę.
Nawet jeśli mógłbym zostawić króla...
to nie mógłbym zostawić...
własnego syna.
Syna?
Było:
l kocham ją ciągle.
Ty jesteś moim synem.
l nigdy nie wiedziałem, że istniejesz.
I ja nigdy...
nie czułem się dumny jako ojciec...
Jest:
I wciąż ją kocham.
Jesteś moim synem.
I nie wiedziałem,|że istniejesz.
I nigdy...
nie byłem dumny z syna...
Było:
Oni są młodymi Muszkieterami.
Zostali wychowani na legendach o nas.
Oni szanują nas.
I to jest korzyścią.
Tak. Dlaczego nie zaatakujemy ich?
Jest:
To młodzi muszkieterowie.
Wyrośli na naszych legendach.
Podziwiają nas.
To nasza przewaga.
Tak, zaatakujmy ich.
Było:
Będą walczyli aż|do śmierci.
Ale jeśli my musimy umierać...
Jeśli musimy umierać...
Jest:
Będą walczyć do śmierci.
Ale jeśli mamy umrzeć...
Jeśli my mamy umrzeć...
Było:
Jeden za wszystkich.|Wszyscy za jednego.
Jest:
Jeden za wszystkich,|wszyscy za jednego.
Było:
Zabierzcie go ze mnie!
On jest twoim bratem.
Bratem?
Wszyscy na zewnątrz.|Pod przysięgą macie milczeć.
Ściągnijcie to ze mnie.
Jest:
Złaź ze mnie!
To twój brat.
Brat?
Wszyscy na zewnątrz.|Macie milczeć.
Zdejmijcie to ze mnie!
Było:
Całe moje życie...
to...
to jest umrzeć...
zawsze chciałem w ten sposób.
Jest:
Całe życie...
pragnąłem umrzeć...
w ten sposób.
Było:
To ty nosiłeś maskę.
Całe moje życie...
czekałem, żebyś ty...
stał się nim.
Odzyskaliśmy więźnia.
Jest:
To ty nosiłeś|prawdziwą maskę.
Całe życie...
pragnąłem być taki...
jak on.
Złapaliśmy więźnia.
Było:
Zamknij tego obłąkańca,|tam gdzie nikt nie będzie słyszał jego niedorzeczności.
I niech jedzenie przynosi mu głuchy...
Jest:
Zaprowadźcie tego obłąkańca tam,|gdzie nikt usłyszy jego szaleństwa.
Niech jedzenie przynosi mu głuchy,
Było:
I niech odnajdzie odkupienie|w noszeniu bólu, który zadawał innym.
Bierzcie go.
Jest:
Niech pokutuje cierpiąc męki,|których przysparzał innym.
Zabrać go!
Było:
Oni są moją królewską radą|i prawdziwymi przyjaciółmi.
On był najlepszy z nas wszystkich.
Atos!
Po tym wszystkim co dla mnie zrobiłeś,|muszę cię prosić o jeszcze jedną przysługę.
Pozwól kochać ciebie|jak syn ojca.
I, błagam ciebie, na życie:
kochaj mnie jak własnego syna.
Jest:
To moi doradcy i|prawdziwi przyjaciele.
Był najlepszym z nas.
Atosie!
Po tym wszystkim co dla mnie zrobiłeś,|muszę cię prosić o jeszcze jedno.
Pozwól mi kochać cię jak ojca.
I chciałbym byś pewnego dnia...
pokochał mnie jak syna.