o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
14967 (jako 'było') z ID:
89856 (jako 'jest').
Było:
Buchają ci z nosa płomienie.
Nieprawda.
Znowu doskwiera ci samotność?
-Stevie B!|-Jestem!
Rozjaśnij jeszcze raz mroki mej duszy.|Dopisz do rachunku.
Nalej po jednym Bobby'emu i Paulie'emu.
Gus też się jeszcze chętnie napije.
Jezu Chryste! To Kimberly.
A nie mówiłem?
Nie minęły dwa miesiące, a już wróciła.
Dobrze wygląda, co?
Naprawdę wygląda wspaniale.
Chryste. Jest z tym cholernym prawnikiem.
Z tym dupkiem.
Reprezentował ją|podczas sprawy rozwodowej.
Możesz w to uwierzyć? Jezu Chryste!
Spokojnie.
Tak.
Pewnie spotykał się z nią|już przed rozwodem.
-Jezu Chryste!|-To już przeszłość, Rick. Uspokój się.
Tak, muszę być spokojny.
-To się zdarza.|-Tak, wiem.
-Zapomnij o tym. Odpręż się.|-Tak, to przeszłość. Jestem spokojny.
Wszystko gra. Jestem wyluzowany.
-Pieprzyć to?|-Pieprzyć.
Pieprzę to! Ten cholerny...
Hej, Rick!
-Stój!|-Hej!
Stary, uspokój się.
Spokojnie.
Opanuj się, Rick!
Rick, nie! Rick!
Nie, przestań.
Rick!
Hej! Chodź tu!
-Nie!|-Chodź tu!
-Zwariowałeś?|-Chodź!
-Kretynie, odczep się ode mnie!|-Masz tu przyjść!
Wyłaź, do cholery!
-Wyłaź z wozu!|-Nie!
-Wyłaź z tego cholernego wozu, dupku!|-Wcale nie muszę!
-Wyłaź, łachudro!|-Nie!
-Nie rób tego!|-Hej!
-Cioto! Wyłaź!|-Zostaw ten samochód w spokoju! Jezu!
-Co ty wyprawiasz? Odbiło ci!|-Ścierwo!
-Hej, przestań!|-Wyłaź, dupku!
Opanuj się, człowieku!
Przestań! Zniszczysz mój samochód!
Ten facet zwariował!
Wyłaź z tego cholernego wozu!
Sukinsyn!
Mój kij! Oddawaj go!
Daj mi ten pieprzony kij, dupku!
Jesteś kupą gnoju, sukinsynu!
Cholera.
-Zawód?|-Nauczyciel.
Dobra, oddajcie prace.|Nie ma się czego bać.
W przyszłym semestrze|można powtórzyć kurs.
Dziękuję. Lindo, chciałbym,|żebyś nosiła w szkole stanik.
To nie wpłynie na twój stopień.
Nadciąga pan Ropucha.
Latimer.
Co zamierzacie? Wyrzucić mnie?|Poprosić o złożenie wymówienia?
Ani jedno, ani drugie.|Chcemy cię awansować na dyrektora.
Daj spokój, Frank.
-Masz dość okrutne poczucie humoru.|-Może, ale to nie żart.
Ubiegałeś się o stanowisko|w administracji, prawda?
-To było dawno.|-Wiem.
Mamy wolne stanowisko do objęcia.|Uważamy, że jesteś właściwą osobą.
-Stanowisko dyrektora szkoły?|-Tak.
Gdzie?
W Brandel.
W Brandel?
Wiesz, czemu nie skaczę z radości?
Nie masz zbyt dużego wyboru.
Pewna szkoła potrzebuje dyrektora,|a ty potrzebujesz pracy.
Muszę od razu usłyszeć odpowiedź.
Gratuluję, dostałeś pracę. Dziękuję.
Pieprz się.
-Dziękuję.|-Nie ma za co.
Boże!
-Szybciej!|-Rozdzielmy się.
Szybciej.
Stój!
Jezu.
Cholera!
Disneyland.
Hej, przestań!
Przestań!
No już! Wstawaj!
-Kto to, do cholery?|-Opanuj się!
Odwróć się, pieprzony białasie!
Spływamy stąd.
-Chodź tu!|-Hej!
-Opanuj się!|-Hej!
Puść mnie! Nic nie zrobiłem!
Hej!
Hej, co wy robicie?
Wracajcie!
-Za kogo ty się masz, facet?|-Jestem dyrektorem szkoły.
Nie obchodzi mnie, kim jesteś.|Puść mnie, do cholery!
-Spokojnie!|-Nic nie zrobiłem!
Spokojnie!
Kurde!
Moja głowa.
Opanuj się, człowieku.
-Czy to gabinet dyrektora?|-Tak.
-Dzień dobry.|-Dzień dobry.
Dobra, chłopaki.
Hej, pieprz się.
-Co? Nie dosłyszałem.|-Tak się nazywa: Pieprz się.
-Dziękuję.|-Pieprz się.
Możesz mówić do mnie Pieprz.
Fajnie.
A do tego dupka: Biały Gnój.
Jego pełne imię jest za długie.
Biały Gnój Nad Gnojami!
No dobrze, panie Gnój,|możesz powiedzieć, na jaką to jest lekcję?
Każdą, na której Victor Duncan|próbuje mnie zabić.
Ty gnoju!
Odwal się ode mnie.
Siadaj.
Jak mówiłem, mamy cały dzień.
Rick Latimer.
-Nauczyciel z Willoughby.|-Zgadza się.
-Miałem nadzieję, że porozmawiamy przed...|-Tym ciepłym powitaniem?
Palant.
Nie waż się więcej wspominać o Victorze.
Siadaj.
-Odwal się ode mnie, człowieku!|-Siadaj!
Może zaczniemy mój pierwszy dzień...
od usunięcia ze szkoły|pana Gnoja i pana Pieprza?
-I zadzwoń na policję.|-Nie działaj pochopnie, Rick.
Nie spieszmy się z tym.
Wstawać.
Witam, jestem Rick Latimer, nowy dyrektor.
Co powiedziałem? Wstawać!
-Przepraszam?|-Wstawać!
Jestem Rick Latimer, nowy dyrektor.
Przepraszam, panie dyrektorze.|Jake Phillips, szef ochrony.
Wspaniale.
To może ty zadzwonisz na policję,
a tymczasem pan Darcy|przygotuje dokumenty?
Dobrze.
W porządku?
Idziemy.
Rick.
Rozejrzałeś się po okolicy,
jadąc tutaj?
Ta szkoła nie należy do najwyższych|priorytetów miejscowej policji.
Przecież te chłopaki|próbowały obciąć sobie jaja.
Gliny zapytałyby tylko,|dlaczego ich powstrzymałeś.
A co do usunięcia ze szkoły,
większość uczniów|została już skądś usunięta...
bez prawa powrotu.
Przepraszam, panie Latimer.
Jeśli chciałby pan zwiedzić szkołę,|wystarczy zagwizdać.
Dobrze.
Są z wielu miejsc.
Z Condit High, Crosby, El Roble.
Rabunki, posiadanie broni, wagarowanie.
Same miłe rzeczy.
Wnoszą tu własne tradycje i zwyczaje.
Widzę, że nie tylko|ja tu jestem z Willoughby.
Tak, Tatawicz też jest z Willoughby.
Należy do tego białego gangu,|który chce przejąć terytorium Duncana.
Wiesz, handel narkotykami i tym podobne.
Victor Duncan?
Tak. Widzę, że już go poznałeś.
Nie osobiście.
-Tędy.|-Dobrze.
-Chłopaki, patrzcie. Hej, Steve.|-Bastante!
Kogo my tu mamy? Patrzcie.
Musicie tu mieć dużo lekcji tańca.
Świetny krok.
Będę musiał się go nauczyć, Jake.|Słodki dzieciak.
Witamy w Brandel, panie dyrektorze.
No tak.
I jeszcze jedno.
Jeśli będzie mnie pan potrzebował,|proszę zagwizdać.
Halo.
Widzę, że jest pan czujny.
-W moim stronach ludzie pukają.|-A w moich używają wytrycha.
Jeśli pan pozwoli, panie dyrektorze,|wymienię ten zardzewiały zamek...
na nowy. Taki, który można otworzyć|tylko za pomocą Magnum 357.
Dobrze?
Dzięki, Jake. Dodałeś mi otuchy.
Od razu czuję się lepiej.
Poczęstuj się cukierkami.
Dziękuję.
Mogę zadać panu pytanie, które zadaję|wszystkim nowym dyrektorom?
Jasne.
Co taki dystyngowany białas|robi w takim miejscu?
Grzeje siedzenie.
Racja.
-Póki nie trafi się coś lepszego?|-Właśnie.
No tak.
Nie wiem, dlaczego myślałem,|że tym razem może być inaczej.
Jest:
Tłumaczenie:|>>
Korekta:|JediAdam
.:: Grupa Hatak - Hatak.pl ::.
Ten styl do pani pasuje.
Może ją pani nosić codziennie|i nie będzie zbyt krzykliwa.
Została nam ostatnia|z tego fasonu.
Jin, z tych obrączek,|których zdjęcia ci wysłałam,
powiedz, która podoba ci się najbardziej?
Ta jest moja ulubiona,|ale nie ma na nią zniżki.
Ta też jest niezła
i jest na nią 20% rabatu.
/Pierwsza jest najładniejsza,|/ale jest zbyt droga.
/Druga jest taka sobie.|/Za trzecią jest najrozsądniejsza cena.
/Którą byś chciał?
Którą?|Kupię którąkolwiek wybierzesz.
/Chcę tę najdroższą.
Na nią nie ma zniżki...
/To się kupuje raz na całe życie.|/Gwarantuję ci, że nie pożałujesz.
Było:
Przestraszony dzieciak.
Gang Duncana go terroryzuje.
Czekaj, Arturo. Zaraz przyjdę.
Co się tak gapisz?
Cześć, Kimberly.
-Rick, zostaw mnie w spokoju.|-Zaczekaj chwilę, kochanie.
Chwila to dla ciebie dość czasu,|by dokonać wielkich zniszczeń.
Pójdźmy na drinka, porozmawiajmy.
-Za późno na to.|-Wcale nie.
Wystarczająco długo znosiłam|twoje szczeniackie wybryki.
Cytujesz swojego terapeutę.
On przynajmniej ze mną rozmawiał.
Ty nie. Próbowałam uratować nasz związek.
Nie uciekałam do baru,|ilekroć coś się między nami nie układało.
To ty zniszczyłeś nasze małżeństwo.
Ja? To bzdura, wiesz?
Zapomnij o tym. Zapomnij o wszystkim.
Straciłeś trzy posady.
Ojciec załatwił ci pracę w Willoughby,|no i proszę.
To nie była moja wina.
Nie musiałaś pokazywać się w barze|z tym facetem.
Rick, dorośnij.
Próbuję. Kieruję teraz szkołą.
Jestem tam szefem. Dyrektorem.
Słyszałam. W Brandel.
Co to niby miało znaczyć?
Raz, dwa, trzy.
Co się dzieje?
Dobra, daj. I zamknij się!
Raz, dwa, trzy.
SALA GlMNASTYCZNA
Wiem, że tu jesteś.
Widziałem, jak wchodziłeś.
Nic ci nie grozi.
Pobiegli na dół. Teren jest czysty.
No już, wychodź.|Pogawędzimy sobie trochę.
Dobra, jeśli chcesz być tchórzem,|to twoja sprawa.
Nie jestem tchórzem, sukinsynu!
Nie? To czemu tak szybko uciekałeś?
Też byś uciekał,|gdybyś był na ich czarnej liście.
Jestem na wielu czarnych listach.|Tylko nie umiem tak szybko biegać.
To jak będzie? Chodź tu.
Pójdziemy do mojego gabinetu|i porozmawiamy.
Ty i ja. W porządku?|Może będę mógł ci pomóc.
-Może coś z nimi zrobimy.|-Niby co?
Usuniemy ze szkoły,|każemy aresztować, cokolwiek.
Człowieku, czy ty wiesz, gdzie jesteś?
Jesteś w Brandel.
Nie słyszałeś, co mówią o tej szkole?
Śmiecie zawsze zostają na śmietnisku.
I dlatego oni tu zostaną. Ty też.
Ja? Dlaczego ja? O czym ty mówisz?
Wywalili cię na śmietnik.|Wieści szybko rozchodzą się w Brandel.
Powiem ci coś.|Wszyscy tu wszystko o tobie wiedzą.
-Jesteś beznadziejnym gnojem, wiesz?|-Nie, ty jesteś gnojem.
Jesteś skompromitowanym|nauczycielem z Willoughby.
I tylko dlatego tu trafiłeś.
Więc pieprz się!
Nie udawaj przede mną dyrektorka,|bo mam gdzieś twoje współczucie.
Sukinsyn!
Mogę prosić o uwagę?
Mogę prosić o uwagę?
Jest:
Bomba!|Uciekamy!
W międzyczasie możesz przymierzyć garnitur.|Nie spóźnij się.
INVISIBLE TARGET
/SZEŚĆ MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Słucham?
/Jin, z tych obrączek,|/których zdjęcia ci wysłałam,
/powiedz, która podoba ci się najbardziej?
Chcę tę najdroższą.
/Na nią nie ma zniżki...
To się kupuje raz na całe życie.|Gwarantuję ci, że nie pożałujesz.
/To takie irytujące.
/W międzyczasie możesz przymierzyć garnitur.|/Nie spóźnij się.
Pracowałem całą noc.
/Do dna!
/Mam dość.|/Teraz ty.
Na ile osób?
/Pij!
/- No pij!|/- Nie, już dosyć.
/Dobre wino.
/Przepuśćcie go!
Czego tym razem chcesz?
Powtarzałem ci już wielokrotnie.
Nie zabiłem swojej żony.
Jak nie masz żadnych dowodów,|to spadaj.
Nalejcie panu władzy kieliszek wina.
Ponad 30 tys. dolarów za butelkę.|Nigdy takiego nie piłeś.
Jesteś żałosnym gliną.|Nigdy nie miałeś okazji pić czegoś takiego.
To wino jest do kitu.|Śmierdzi rybami.
Jeśli masz dowody, to mnie aresztuj.|Nie wciskaj mi tu kitu.
Zabójcę, którego wynająłeś,|aresztowano wczoraj w Makao.
Następnym razem weź takiego,|który nie jest nałogowym hazardzistą.
Obejrzyj sobie.
/300 tys. dolarów.
/Zhen Jia Wo poprosił mnie|/o wynajęcie zabójcy.
/Chcę być objęty|/programem ochrony świadków.
Ty skurwysynu!
Chcesz umrzeć?
Boli?
Masz jaja, żeby obrażać oficera policji.|Może odpoczniesz sobie kilka lat w pierdlu.
Ten stek wezmę na wynos.
Hej...
Wszedłem tu tylko na chwilkę.|Nie trwało nawet minuty.
Nie bądź pan taki.
Okaż pan trochę serca.
Proszę pana, tu nie wolno parkować.
Wiesz, kim ja jestem?
Twoim szefem jest Nadinspektor Huang.|Co wieczór gramy razem w mahjong.
Zwraca się do mnie: "bracie Hei".
Nadal chcesz mi wlepić mandat?
Czemu nie ścigasz prawdziwych bandziorów?
Myślisz, że nie stać mnie na 320 dolarów?
Na wyścigach stawiam po 10 tysięcy.
Mógłbym cię kupić za moje drobne.
Patrz na moje opony.|Kosztują więcej, niż ty zarabiasz przez miesiąc.
Zasługujesz na to,|by całe życie być krawężnikiem.
Oto pański mandat.
Mogę też pana spisać|za zaśmiecanie i obrazę władzy.
Chce pan tego?
Chodźmy, synu.
Śmierdzi tu, chodźmy.|Nikogo to nie obchodzi.
Naprawdę.
Proszę pana.
Proszę pana.
5299 do centrali.
/5299 melduj.
Mam tu nieprzytomnego.|Przyślijcie karetkę.
Brak widocznych obrażeń.
Centrum, ulica Portland.
/Przyjęłam.
Proszę się nie martwić.|Ambulans jest w drodze.
- Sześć.|- Zgadza się.
- Jadłeś już obiad?|- Tak, jadłem.
Dzisiaj kogoś pocałowałem.
Dorastasz.|Takie rzeczy są normalne.
Możesz ją kiedyś|przyprowadzić na kolację.
To był mężczyzna.
Mężczyzna też musi jeść.
To był cywil,
któremu udzielałem pierwszej pomocy|i uratowałem życie.
Niepotrzebnie sprawdzasz.|Nie pisał, nie dzwonił, nie wrócił.
Babciu, czy przyszło ci do głowy,|że mój brat może nigdy nie wrócić?
Człowiek strzela,|Pan Bóg kule nosi.
Nigdy też nie przyszło mi do głowy,|że twoi rodzice zginą w wypadku.
Mówiłaś, że miałem wtedy trzy lata,|a mój brat sześć.
Tak, byłam razem z wami w szpitalu.
Miałeś wtedy wysoką gorączkę.
Minęło już 20 lat.
Babciu...
Tak naprawdę nie ma znaczenia,|gdzie jest twój brat,
nie ma też znaczenia, co zamierza.
Jak długo wierzy w to, co robi,
babcia będzie go wspierać.
Pamiętam, jak mój brat mówił,|że mam zostać dobrym policjantem.
Zgadza się.
Znowu nie spałeś w nocy?
Jak chcesz pracować w takim stanie?
Czy moja żona|nie dała ci pigułek nasennych?
Musisz spróbować zażyć parę.
Zażyłem całe opakowanie, kuzynie.
Nie nazywaj mnie tak w pracy.|Zwracaj się do mnie "sierżant Huang".
Spójrz na siebie.|Prędzej czy później spowodujesz jakiś wypadek.
Ja po prostu tego nie rozumiem.
Ivy zginęła pół roku temu.|Co jest z tobą?
Jeśli naprawdę chcesz|przywrócić ją do życia, wykop ciało,
napompuj krwią|i użyj jakiegoś talizmanu.
Może wtedy będziesz|w związku z duchem.
Czy nie możesz|przestać myśleć o zemście?
Gliniarzowi nie wolno|myśleć w ten sposób.
A co powiesz na to?
Załatwię ci pracę przy biurku.|Zaczniesz od przyszłego miesiąca, co?
Pieprzysz od rzeczy|i śmierdzi ci z ust, kuzynie.
Sierżancie Huang,|tygrys wrócił do legowiska.
Pseudonim celu to Mały Tygrys.
Dostarczył broń,|której użyto w kilku napadach.
Sprowadza ją z Tajlandii.
Wczoraj odbierał dostawę w porcie.
77, cel zmierza w twoim kierunku.
Nie wkraczać do akcji|bez mojego rozkazu.
Po ile pomarańcze?
Nie są na sprzedaż.|Zjeżdżaj.
To tak prowadzisz interes?|Śmiechu warte.
Jeśli nic nie sprzedajesz,|nie otwieraj sklepu.
Idiotka.
Hej!
Z drogi!
Życie ci niemiłe?
Z drogi!
Spadaj!
Jedź!
Oddam ci pieniądze.
Jedź szybciej!
Policja!|Zatrzymać samochód!
Nie zwracaj na niego uwagi!|W lewo!
Szybciej!
Wyłaź!
Co z tobą?|Nie kazałem ruszać!
Jeśli chciałeś wkroczyć,|mogłeś mnie chociaż uprzedzić,
żebym mógł się na to|jakoś przygotować!
Nie myśl sobie, że jesteś jedynym|policjantem, który potrafi złapać bandytę!
Panie oficerze, mam problemy z sercem.|Chcę wnieść oskarżenie.
Chcesz go pozwać?|Porozmawiamy o tym później.
Najpierw wezwę karetkę.
Szybciej.
/Gratulacje, sierżancie Fang.
/Kolejna belka w przyszłym tygodniu.
/Wszyscy moi znajomi|/chcą się od ciebie uczyć.
Ich zespół znów miał dziś kłopoty.
Mają tam niejakiego Chen Jina,|który ostro przegina.
Jest lekko szurnięty|i ciągle sprawia kłopoty.
Chen Jin?|Słyszałem o nim.
Beznadziejny.
Bycie gliną to nie wszystko.
Musisz używać głowy.
Na tym świecie może przetrwać|tylko jeden rodzaj ludzi.
Ci sprytni.
Słyszałeś, żeby komuś beznadziejnemu|się to udało?
Zrozumiałem.
Policja!
Proszę wysiąść z wozu.
Słyszeliście?|Wszyscy wysiadać.
Przepraszam.|Wiem, że jechaliśmy za szybko.
Moja żona właśnie rodzi.|Muszę ją zawieźć do szpitala.
Trzymaj się, kochanie.
Przepraszam, panie władzo.
Proszę mi podarować.|To się więcej nie powtórzy.
Kierowca pojechał nie tą drogą.
Przepraszam.
Jego żona właśnie rodzi.
- Twoja żona rodzi?|- Tak.
- Nie musieliście jechać tak szybko.|- Wiem.
No dobra, jedźcie.
Było:
Harkley.
Nie uczysz wychowania obywatelskiego|w sali 212?
Dialektyka i walka klas|trochę już mnie znudziły.
Zwłaszcza gdy w dyskusji|używa się kloacznego języka.
Harkley, chcę,|żebyś ty i reszta obecnych w tej sali...
Stój, Darcy. Chcę, żebyście pomogli mi|zebrać wszystkich uczniów...
w audytorium. Dokładnie na szóstej.
-Zebranie?|-Tak.
Oszalałeś? Wiesz, co się może stać?
Po co to robisz?
Lubię, gdy ludzie mnie słuchają.
Jasna cholera.
Hej, zostaw moją stopę!
Masz drugą.
Nie będę tu stał...
i wygłaszał wykładu na temat|korzyści płynących z edukacji.
Dzięki, sukinsynu!
Powiem tylko dwa słowa.
Tak?
Dosyć tego.
Ja też powiem ci dwa słowa. Pieprz się!
Jestem pod wrażeniem.
Mówiono mi, że w Brandel|nikt nie umie sklecić jednego zdania.
Dosyć tego!
Ale goguś!
Dosyć wagarów.
Dosyć hazardu. Dosyć wymuszeń.
Dosyć handlu narkotykami.
Dosyć zastraszania.
Dosyć podpaleń, rabunków, gwałtów|i pozostałych waszych specjalności.
Dosyć tego!
Mówicie sobie pewnie..
"Ten sukinsyn nic nie może".
Nie można nikogo wyrzucić z Brandel.|Może tak jest.
Ale dotyczy to też dyrektora.
Mnie też nie można wyrzucić.
Mogę obiecać wam jedno.
Zrobię, co w mojej mocy,
by przestrzegano tu mojej prostej zasady,|która brzmi: "Dosyć tego".
Wiem, co myślicie.
Musicie ze mną żyć, a ja muszę żyć z...
Siadaj.
Powiedziałem "siadaj"!
Czy ktoś może pokazać|temu panu jego krzesło?
Za dużo gadasz.
-Dobra, tylko spokojnie.|-Trzeba przerwać ten żałosny spektakl.
Siadaj! Jake!
Czy ktoś może pokazać|tym panom ich krzesła?
Siadać, wszyscy!
Sukinsyn!
Jest:
Jun.
Sprawdź ich.
Zrozumiałem.
Proszę o dowody tożsamości.
Wysiadać z wozu, ręce na głowę!
Jun, jesteś cały?|Puśćcie go!
Rzuć ten nóż!
Smacznego.
Było:
Wygląda na to, że zabawa się skończyła.
Dobra, przestańcie już. Dosyć!
Panie Duncan, to był...
godny podziwu pokaz|opanowania i zdolności przywódczych.
Bardzo się starasz i może znajdzie się|dla ciebie miejsce w komitecie szkolnym.
Ten dyrektor to śmieszny koleś.
Tak, powiem ci coś|naprawdę śmiesznego:
Iekcje i nauka. Bo odtąd...
tylko tym będziesz się zajmował w Brandel.
-Tylko tym?|-Jeśli chcesz zostać w mojej szkole.
Twojej szkole?
To bzdura, błaźnie!
Lekcje i nauka?
Chcesz, żebym tym się zajmował|w tej zawszonej budzie?
Jeśli tak, to potrzebujesz tego.
Bo to moja szkoła.
I ja tu ustalam reguły.
Już nie.
Myślisz, że jesteś w autobusie?
Skąd to masz?
Mów, skąd to masz.
Co on wyprawia?
Nie obchodzi mnie to. I tak nic nie zdziała.
Spokojnie.
-Stań w kolejce, palancie.|-Czy to sklepik szkolny?
Moja trawa jest do niczego.
To dobry towar.|Nie dotykaj, póki nie zapłacisz.
-Co robisz?|-Konfiskuję to.
Ty kretynie, wiesz, do kogo to należy?
Mam to w nosie.
Nie chcę, byś jeszcze kiedykolwiek|sprzedawała to świństwo w tej szkole.
Sukinsynu, ktoś ci się dobierze do skóry.
Powiedz temu komuś,|że jestem w gabinecie na końcu korytarza.
Ktoś musi tu zrobić porządek.
Nie ja.
Latimer, to nie jest konieczne.
Dzień dobry. Miała być cała ochrona.
Słyszałem.
-To już wszyscy?|-Owszem.
Dobra, słuchaj.
Wezwij do mojego gabinetu|nauczycieli wuefu.
Przynieś tam plan lekcji...
i listę obecności wszystkich uczniów.
-Teraz?|-Nie, w moje urodziny.
Do diabła, Latimer!
Dla ciebie "pan Latimer", Darcy.
I zatrudnij tymczasowo tych panów|w charakterze ochroniarzy.
-Co?|-Wcielam ich do sił porządkowych.
-Daj im jakieś plakietki, Darcy.|-Ale to nauczyciele!
Postawni nauczyciele.
Wszyscy do klas.
Zgaś to. Szybko.
Dobrze.
Sukinsyn.
Ruszaj się.
No już, wchodź tam.
Wystarczy. Skleiliście się? Idźcie już.
Który chcesz?
Puść moją kurtkę!
Powiedzcie mi,|dlaczego pierwsza wojna światowa,
która pochłonęła 8,5 miliona ofiar,
wybuchła z powodu|jednego zamachu politycznego?
Przepraszam!
To jest klasa, a to są uczniowie.
Zobacz, jacy mili.
Zostawili dla ciebie miejsce.
Zabierz te cholerne łapska, kretynie!
-Podbiję ci oko, facet.|-Siadaj.
Szybciej.
Grubasie, co tu robisz?
-Podporządkowałeś się?|-Daj spokój.
Victor da ci do wiwatu.
Hej, chojrak, siadaj!
Proszę kontynuować.
Dokończ, Emile.
-Nic nie mówiłem.|-Mówiłeś, łgarzu!
Mówiłeś, że wyeliminujesz białych...
ze szkolnego interesu. Twój jęzor...
tkwi tak głęboko w tyłku Victora,|że zawsze wiesz, co jadł.
Świetny opis, panie Mawby.|Wie pan o tym z doświadczenia?
Każdy napisze|trzystronicowe wypracowanie.
Każdy! Na jutro!
Ty też je napiszesz, Jojo.
Może znajdziesz czas między|zbiórką harcerską a imprezą dobroczynną.
Wkurzyłeś mnie, bohaterze.
-Już się boję, Jojo.|-Następnym razem nie ujdzie ci na sucho.
Przepraszam za zakłócenie lekcji.
-Wprowadzam pewne zmiany.|-To właśnie robisz?
Latimer, to moja klasa,
moi uczniowie i robię, co mogę,
by przychodzili na lekcje.
A ty wpadasz tu z tymi zbirami.
Nie cierpię ciebie i tego, co robisz.
Myślisz, że jesteś takim twardzielem?
Pieprz się!
Emile!
Umiem postępować z kobietami.|Wiesz, lubi mnie.
-W każdej chwili mogę cię załatwić.|-Tego właśnie chcesz?
Jeśli tak, jestem tutaj.
Proszę bardzo, nikogo tu nie ma.
Proszę bardzo.
Moglibyśmy iść na boisko,|pograć w kosza. Rozerwać się trochę.
-Słyszałem, że dobrze grasz.|-Słuchaj, koleś!
Jeśli spróbujesz podnieść na mnie rękę,
odetnę ci ją.
Mam drugą.
Może wyświadczyłbyś sobie przysługę?
Wróć do swojej śmierdzącej|dzielnicy dla białych,
póki masz jeszcze szansę.
Nie mogę.
Dzień dobry. Witam panie.
Panie Latimer.
-Słucham.|-Potrzebuję pańskiego podpisu.
Ta przyłapana dziewczyna|chce zrezygnować ze szkoły.
Nie dość, że wszczyna pan bójki,|zwołując szkolne zebrania,
to jeszcze zapędza pan zwierzęta...
Zwierzęta?
Już wolałabym mieć zwięrzeta na lekcjach.|One nie noszą noży.
-Noży?|-A było już coraz lepiej.
Zarius przestał mi odszczekiwać.
Liz i Stacy zaczęły odrabiać lekcje.
Już prawie znalazłam z nimi|wspólny język i oto nagle...
mam w klasie sześciu uczniów więcej,
którzy z nikim i z niczym się nie liczą.
Rzucają, czym popadnie,|a jeden nawet sikał na podłogę!
-Sikał na podłogę?|-Sikał na podłogę!
Słyszałem!
W klasie panuje straszne zamieszanie.|Nikt się niczego nie uczy.
Wróciłam przez to do punktu wyjścia.
Przepraszam, nie myślałem, że tak będzie.
Co pan zamierza z tym zrobić?
Czy wszyscy ci uczniowie|są wpisani do dziennika?
Tak, ale...
Jeśli tak, to prawo nakazuje,|by ich pani uczyła.
Jasne. Można się zasłaniać prawem.
Nie muszą być na lekcjach!|Nigdy wcześniej nie byli!
Nic nie stoi na przeszkodzie,|by trochę nagiąć prawo.
To już tradycja w Brandel.
Tak?
W takim razie ta tradycja jest martwa.
Dajcie spokój.
Nie możecie sobie dobierać uczniów.
Musicie brać na lekcje tych,
których daje wam szkoła,|i uczyć ich najlepiej, jak możecie.
Nie możecie uczyć tych łatwych,|a pozostałych wyrzucać na śmietnik.
Jeśli nie możecie sobie poradzić|z jakimś uczniem, przyjdźcie do mnie.
Jeśli sam nie wyjdzie z klasy,|przyjdę po niego.
Każdy uczeń zostawiony...
na korytarzu,|każdy uczeń zostawiony na ulicy,
każdy, któremu pozwolimy|wałęsać się po parkingu,
to kolejna cegła usunięta|z fundamentów tej szkoły.
Darcy.
Darcy, wracaj tu.
No już.
Słuchajcie. Głowy do góry.
Nie bójcie się.
Trochę odwagi.
Surowa damo, nóż sprawia ból tylko wtedy,|gdy cię przeszyje.
Mocz śmierdzi tylko wtedy,|gdy się nie posprząta.
Odwagi.
Zajmę się tym.
To była czysta poezja.
Gdy porównałeś uczniów|do cegieł z fundamentów,
dostałem gęsiej skórki.|Mam ją na całej ręce.
Widzisz? Przyjrzyj się uważnie.
-Świetnie.|-Świetnie.
-Cześć!|-Cześć.
Bum!
-Cześć.|-Mamo!
Mamo?
Jest:
Przebiegły jesteś.|Na szczęście ja nie jestem głupi.
Jest coś takiego jak przegródka, kuzynie.
Wiem, że jest coś takiego.
Przegródki...
Ty draniu.
Co tu robicie?|To sprawa policji, odejdźcie.
Rzucić broń!
Powoli, ostrożnie!
Uwolnijcie mnie!
Pospieszcie się!
Pomóżcie mi!
Odwiążcie mnie!
Rzucić broń.
Pomocy, rozwiążcie mnie.
Wyjdź.
Szefie, ja nie mam z tym nic wspólnego.
To nie o mnie ci chodzi.
Wyjdź.
Przepraszam.
Nie sądziłem, że to takie ważne.
Ja tylko wziąłem swoją część.
Jeśli chcesz, mogę ci ją oddać.
To nie o mnie ci chodzi.|Szukaj tamtych.
Wstawaj.
Minęło pół roku.|Wiesz, co to dla nas znaczyło?!
Gadaj!|Gdzie są pieniądze?
Nie wiem.
Ja was nie zdradziłem.
Ja odpowiadam tylko za dostarczanie|waszych materiałów wybuchowych.
Nie miałem pojęcia,|że chcecie wysadzić samochód opancerzony.
Posłuchaj.|My ryzykujemy swoim życiem,
ale nie pozwolimy,|by ktoś inny nim szafował.
Kto to jest?|Dlaczego nas zdradziłeś?
To ty napadłeś na opancerzoną|furgonetkę pół roku temu?
Pytałem, czy to ty napadłeś|na ten transport?
Kuzynie.
Bydlaku.|Nie masz jaj, żeby się przyznać?
Ja nic nie wiem.|Zabicie mnie nic nie da.
Ja naprawdę nic nie wiem.
Szukaj He Yung Qianga.|Ja naprawdę nic nie wiem.
He Yung Qiang?
Może zejdziesz na dół|dotrzymać towarzystwa moim braciom.
Sierżancie Fang.|Proszę nie czyścić naboi.
Muszę je wziąć do analizy.
Sierżancie Fang.|Podobno połknął pan trzy kule.
Czy wszystkie tu są?
Sam sobie policz.
Jak będzie za mało, wejdziemy tam|i sam wyciągniesz resztę.
Przepraszam, sir.
Idziemy.
Bawi was to?|Z czego się śmiejesz?
Na komisariacie jest przerwa?|Nie macie nic do roboty?
- Wynocha!|- Do zobaczenia, sierżancie Fang.
Nie trzeba.
Co z innymi?
Jun ma trzy rany kłute.|Są bardzo głębokie.
Nadal jest w stanie krytycznym.
Reszta zostanie wypisana|za jakieś trzy dni.
Nie złość się.|Przyniosłam ci trochę zupy.
Zupy? Czy ja prosiłem,|byś robiła dla mnie zupę?
Prosiłem, byś wyśledziła tych bandziorów.|Zrobiłaś to?
Cały czas nad tym pracuję.|Po prostu chciałam cię zobaczyć.
Zobaczyć mnie?|A co tu jest do oglądania?
Nie wykonujesz moich poleceń.|I ty się nazywasz śledczą?
Idź sobie.
No idź.
/Głównego Nadinspektora bardzo martwią|/ofiary wśród policjantów.
/Na tym spotkaniu mamy ustalić,|/jak schwytać tych przestępców.
Akta przed wami dotyczą|niejakiego Tian Yang Shenga.
On jest przywódcą.|Jego prawą ręką jest Tian Yang Yi.
Są poszukiwani za napad|na wóz opancerzony pół roku temu.
Zabrali 100 milionów dolarów i zniknęli.
Zgodnie z informacjami Interpolu,
od pół roku są też poszukiwani|w Tajlandii, Wietnamie i Kambodży.
Ostatniej nocy|pojawili się w Hong Kongu.
To siedem sierot,|które dorastały na polu walki.
Wszyscy przeszli szkolenie wojskowe.
Byli zatrudniani jako najemnicy.
Podczas ostatniej akcji|zabiliśmy troje z nich.
Jednostkami do zadań specjalnych dowodzić będą|Nadinspektor Luo i Nadinspektor Huang.
Główny Inspektor Muo|będzie koordynował działania.
Zrozumiano.
Ale ja już złożyłem wniosek o emeryturę.
Zostało mi tylko około miesiąca służby.
Ja się tym zajmę, sir.
Ten napad pół roku temu,|popełniono w moim okręgu.
Zatem sprawa załatwiona.
Musicie ze sobą współpracować.|Wszystko zależy od was.
Oczywiście, sir.
To więcej, niż oczekiwałem.
/Ostatnio trochę zarobiłeś na akcjach.
Oczywiście.|Mówiłem, żebyś kupił, ale nie chciałeś.
Ładny samochód, luksusowy dom.|Uważaj na tych z wewnętrznego.
Uważaj na to, co mówisz.
Cha, jesteś sentymentalny.
Ciągle trzymasz tę kupę złomu?
Od dawna nim nie jeżdżę.|Jest zepsuty, tylko go tu trzymam.
- Chodźmy|- Lincoln...
To jest dowódca naszej jednostki,|Nadinspektor Luo.
Usiądź.
25 sierpnia 2006.
Centrum, ulica Queens,|sprawa napadu na wóz opancerzony.
3 zabitych, 16 rannych.
Łup wyniósł 100 milionów dolarów.
Wczoraj.
Sześciu funkcjonariuszy rannych w Kowloon.
Dwóch nadal leży|na oddziale intensywnej terapii.
Dzisiaj, zabito podejrzanego|o handel bronią.
Kolejnych ośmiu funkcjonariuszy rannych.
Podejrzewamy, że jednym ze sprawców|jest Wei Ching Da.
Liczymy na to, że udzielisz nam|kilku informacji o swoim starszym bracie.
Cokolwiek, co może nam pomóc|w rozwiązaniu tej sprawy.
Mój brat nie zrobiłby czegoś takiego.
Jesteś policjantem?
Twoim obowiązkiem jest pomóc w śledztwie.
Czy od czasu, kiedy Ching Da zniknął,
kontaktował się z tobą?
Nie.
Czy wydarzyło się coś niezwykłego?
Masz jakieś informacje,
które pomogą nam go znaleźć?
Nie.
Wei Ching Hao, zostajesz zdegradowany,|weź sobie urlop.
Jeśli będziesz miał|jakieś informacje o Wei Ching Da,
musisz nas natychmiast powiadomić.
Pamiętaj, nadal jesteś policjantem.
Mogę pana o coś spytać|na osobności, sir?
Wyjdźcie.
O co chodzi?
Zanim mój brat odszedł,
powiedział, że ma coś ważnego|do zrobienia.
Czy pracował jako tajniak?
Żeby było jasne.|W tej chwili jest podejrzanym.
Dopóki śledztwo nie zostanie zamknięte,|jego akta są utajnione.
Przepraszam.
Ale jeśli tak,
jako jego przełożony,|powinien pan go wspierać.
Jako jego przełożony, owszem.
Ale w tej chwili|on już nie jest moim podwładnym.
Wybrał własną drogę.
Wiem, jakim człowiekiem jest mój brat.
Moment.
Może i znasz swojego brata,
ale nie liczy się to,|jaki niewinny był wcześniej.
Bardzo łatwo jest się zmienić.
To wszystko, co mam do powiedzenia.
Drań!
Nie zamartwiaj się.|Specjalna jednostka się tym zajmuje.
Długo przesłuchiwali Wei Ching Hao.
Jego starszy brat|jest w to zamieszany.
Wei Ching Hao.
Wei Ching Hao? W którym okręgu służy?|Wyślij mi jego akta.
Hej, nie rób nic głupiego.
Sam nic nie zdziałasz.
Zostaw to innym.
Hej kuzynie,|słyszysz co do ciebie mówię?
Nie zgrywaj bohatera.
O co chodzi?
Szukam twojego brata, Wei Ching Da.
Gdzie on jest?
Nie myśl sobie,|że możesz mnie ignorować.
Nie myśl sobie,|że możesz odejść bez słowa.
Ty też szukasz mojego brata?
Nie udawaj głupka.
/Panowie sobie życzą?
/Mrożona herbata.
/Mrożona kawa.
Mrożona herbata z cytryną.
Już wiem.
Ty jesteś sierżant Fang Yi Wei z centrum.
A ty często jesteś|w wiadomościach, Chen Jin.
Panowie, czego dowiedzieliście się,|śledząc mnie tak długo?
Wei Ching Hao, gdzie jest twój brat?
Twój brat zadaje się z tym bandziorami.|Gdzie on jest?
Wszystko co wiedziałem,|powiedziałem już na przesłuchaniu.
Jestem gliną, a nie podejrzanym.
Twój brat jest podejrzanym.
Twoje nazwisko jest splamione.|Zawsze będziesz podejrzany.
Pozwól, że ci wyjaśnię.
Jeśli się dowiem, że nas kiwasz,|załatwię cię na cacy.
Twój brat ma powiązania|z tym gangiem.
Jeśli ludzie się o tym dowiedzą,|stracisz twarz. Chcesz tego?
Coś ci powiem.
Twój starszy brat|jest jak to mleko...
Zmienia kolor.
Kapujesz?
Wierzę, że mój brat|jest dobrym gliną.
Wiem, że przez tych bandytów|zginęła twoja dziewczyna.
Pragniesz zemsty.
A ciebie po prostu zżera ambicja.
Wy obaj nie jesteście|dobrymi policjantami.
Nic ci do tego.
Hej mały, ty zadajesz pytania, czy ja?
Jeśli gniecie cię jakiś pocisk w dupie,|to toaleta jest tam.
/Bracie Ecky,|/przyszedł brat Wściekły Pies.
Bracie Ecky.
Wyjdźcie stąd|i nie róbcie zamieszania.
Wyjdźcie.
Chodź ze mną, będę udawał,|że nic się nie stało.
Dobrze się czujesz?|Powiedziałam ci, że to koniec.
Po prostu wyjdź.|Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego.
Jeśli zamierzasz wybierać, wybierz mądrze.|Pół-człowiek, pół-duch.
Twój braciszek Pao wylądował|w szpitalu z powodu jego towaru.
Naprawdę jesteś tak głupi?
Pao brał wszystko, co wpadło mu w ręce.|Nie zwalaj tego na mnie.
Nasze znaki zodiaku|lepiej do siebie pasują.
Mój to Bliźnięta, twój to Strzelec,|nie pasujemy do siebie.
Wracaj do domu.
Jeśli nie możemy się zgodzić,|przestańmy gadać.
Żadnego gadania.
Ktoś cię pytał?|Nie wtrącaj się.
Zabierz te łapy.
Panowie, dajcie spokój...
Nakopcie mu.
Pomocy, nie bijcie mnie...
Hej wy, puśćcie go!
Policja.|Co wy wyprawiacie?
Pod ścianę, pokazać dowody tożsamości.
Twój przyjaciel?
Dobrze się czujesz, mały policjancie?
Jesteś chyba|z jakieś brygady juniorów.
Aresztuję was za nielegalne zgromadzenie,|napaść i uprowadzenie dziewczyny.
Pod ścianę i wyciągać dowody.
Chyba żartujesz. Flagę pokoju opuszczają o 2:00,|przyszedłeś tu, żeby ją zdjąć?
Daruj sobie, pieprzony glino!
Dość zabawy w policjantów i złodziei.
Nie widzisz, jak panicznie się boimy?
Policja?|I co z tego?
Nie myśl sobie, że boję się policji.
Jesteś śmieciem, pieprzony glino.|I co mi zrobisz?
Spadaj, gliniarzu.
Wracaj do domu!
Pieprzony pies!
Oskarżam cię też o obrazę władzy.
Lepiej uważaj.
Zaczyna się złościć.
Co ty robisz?
Żyjesz jeszcze?
Mam twoją odznakę glino,|chodź tu po nią.
Pociąć go!
Pociąć go?
Ja też jestem gliną.
Przypomnij mi,|co mówiłeś o policjantach?
Powiedziałem, że policjanci to śmieci.
Ale to dlatego, że nie przyjęli mnie|do szkoły policyjnej.
To dlatego mam do nich urazę.
Spadamy!
Mało się nawalczyłeś?
Dzięki...
Dzięki...
Masz jakiś problem?
Chodźcie ze mną.
Posterunek policji?
Bijatyka przy ulicy Star...|Jak to nie ma policjantów?
To Red Flower Oil, jest bezcenny.
To pokój twojego brata?
Tak.
- Ależ to boli.|- Wei Ching Hao.
Dzięki.
Jeśli boisz się bólu,|nie zgrywaj bohatera.
Masz szczęście, że cię nie zabili.
Bycie policjantem oznacza przestrzeganie|prawa, dyscypliny i sprawiedliwości.
Ochrona mienia i życia cywilów|to nasz obowiązek.
Nie udawaj.
Więc czemu mi pomogliście?
Gdybym ci nie pomógł,
w tej chwili miałbyś dwie rany cięte.
W tej sytuacji,|powinieneś był dać im spokój
i zadzwonić po posiłki.
To do twojego brata należał|rekord w strzelaniu?
Bezużyteczne,|pobiłem go w zeszłym roku.
Nie chwaliłbym się też|trzecim miejscem.
Mój brat bardzo lubi tę nagrodę|za trzecie miejsce. On kocha judo.
Bardzo się cieszył|z trzeciego miejsca.
Nie rozumiesz.|Tak się tłumaczą przegrani.
Dlaczego nie chciał pierwszego miejsca?|Idiota.
Gdzie jest twój brat?
Już mówiłem, że nie wiem.
Masz tam wielkiego siniaka.
Porypało cię?
Jesteś walnięty.
Delikatniej.
Trochę mnie tam boli.
Przeżyjesz.
Pomóż mi.
Delikatniej.
Babciu, wróciłaś.
To moi koledzy,|Chen Jin, Fang Yi Wei.
Właśnie robiliście...
Przewróciliśmy się.
Łapaliśmy bandytów.
Znalazłaś coś?
Po napadzie,|planowali ucieczkę do Tajlandii.
Ale w porcie zostali zaskoczeni|przez drużynę SWAT.
Trzech zginęło, czworo zbiegło.
Pojawili się wczoraj,|gdy złapaliście Małego Tygrysa.
Co Mały Tygrys|miał z nimi wspólnego?
Mały Tygrys był przesłuchiwany|na posterunku.
Policja podejrzewała,|że dostarczał materiały wybuchowe.
Ale nie mieli wystarczających dowodów|i musieli go wypuścić.
Ochroniarze z napadniętej|furgonetki nie żyją,
z wyjątkiem jednego,|He Yung Qiang.
Jednakże cierpi|na chorobę psychiczną.
Lekarze twierdzą, że to skutek|traumatycznych przeżyć.
Nadal przebywa|w szpitalu psychiatrycznym.
Pański kuzyn, He Yung Qiang,
jest w sali na górze, po lewej.
Nie rozpoznaje ludzi.|Ale może pan się z nim zobaczyć.
Dziękuję.
P... p... Pić wodę...|bardzo szczęśliwy...
Po wyrazie twarzy wnioskuję,|że jesteś bardzo chory.
Ale z pamięcią|chyba nie masz problemów.
Kto za tym stoi?|Kto nas zdradził?
Powiedz mi.
Milczysz, bo wziąłeś część pieniędzy?
Właśnie odwiedziłem twoją żonę.
Twoje dziecko szybko rośnie.
Twój syn powiedział mi,|gdzie jesteś.
Całkiem tu miło.|Lepsze to, niż więzienie.
Twoja rodzina cierpi przez ciebie.|Muszą się ukrywać.
Żyją w nieludzkich warunkach.
Bracie, gliny!
Uciekajmy!
He Yung Qiang, naprawdę powinieneś|kochać swoją rodzinę.
Chorujesz od pół roku,|a oni cię nie opuścili.
My jesteśmy inni.|Nie mamy domu.
Uciekajcie!
Zostaw go!
Siedmiu braci.
Piąty!
Piąty!
Teraz została nas tylko czwórka.
Ma psychozę powypadkową.
Mało tego, że nic nie pamięta,
to jeszcze nie reaguje|na bodźce zewnętrzne.
Kto właściwie nas zdradził?
Qiu Qiu, czy He Yung Qiang|jest w swoim pokoju?
Nie, jest na sali.|Odwiedza go jego kuzyn.
Cholera.
Było:
Czego chcesz?
-Jesteś mamą?|-Tak, mam dziecko.
A teraz wynoś się stąd,|zanim ktoś ci pomoże.
Dobrze.
Czego chcesz?
Byś skończyła szkołę.|Nie chcę, żebyś rezygnowała.
Treeno, masz niezłe stopnie.|Nie marnuj tego.
Nikogo nie obchodzi, czy skończę szkołę.
Mnie tak. Czy to nie wystarczy?|Mnie to obchodzi.
Dlaczego? Nie sprzedaję już trawy|w szkolnej toalecie.
-Poza tym Victor załatwił mi lepszą pracę.|-Victor? Lepszą pracę?
Jeśli chcesz mieć pracę,|dlaczego nie poszukasz prawdziwej?
A co to jest prawdziwa praca?|Taka w McDonaldzie 15 km za miastem,
na którą czeka się dwa lata? Wynoś się.|Na twój widok robi mi się niedobrze.
Będę cię uczył. W porządku?
Będziesz przychodzić|o szóstej rano do sali 211...
przez cały ten tydzień i będę cię uczył.
Po co miałbyś to robić?
Bądź tam. O szóstej.
-Potem będziesz pracowała, gdzie chcesz.|-Proszę bardzo, siedź tam!
Mam nadzieję, że lubisz uczyć pustą salę.
Kretyn.
Spóźniłaś się.
Jest:
Czy to ktoś z wydziału|d/s zorganizowanej przestępczości?
Nie podawaliby się za jego kuzyna.
He Yung Qiang.
He Yung Qiang.
Nie strasz go.
Nie martw się, jesteśmy z policji.
Pamiętasz napad sprzed pół roku?
Ci przestępcy wrócili.
Jeśli masz o nich jakieś informacje,
powiedz nam.
Nieważne, czy naprawdę|jesteś szalony, czy nie.
Znalazłeś się|w bardzo niebezpiecznym położeniu.
Oni załatwili Małego Tygrysa.|Ty będziesz następny.
Przemyśl to.
Nie szukaliby cię,|gdybyś nie był w to zamieszany.
Mów.
To bomba...
Bomba!
Hej, mój wóz!|Dlaczego zabieracie mój samochód?
Szybko!
Zapnijcie pasy.
Uwaga!
Psychotyczny pacjent|nagle bardzo się ożywił.
Myślałeś, że jeśli będziesz|udawał wariata, to cię nie znajdę?
Moja żona i syn?
Nie bądź niecierpliwy.|Niedługo ich zobaczysz.
Moje pieniądze są w skrytce depozytowej.|Oddam ci wszystkie.
Nie krzywdź mojej rodziny.
Nie zależy mi na tobie.|Chcę tylko odzyskać to, co do nas należy.
Dzwoń do niego.
Nie widziałem się z nim od napadu.|Nie wiem jak się z nim skontaktować.
Kim on jest?
Było:
Od czego chcesz zacząć?
Od pójścia do toalety.
Dobrze. Pospiesz się.
Mój mały Charles pytał o ciebie.
Mój motor!
Mój motor! Zostawcie go, do cholery!
Co wy... Mój motor! Przestańcie! Co...
Phillips!
Kto to zrobił?
-Wiem, że widzieliście. Kto?|-Nie możemy powiedzieć.
Ale możemy go poskładać, jeśli pan chce.
Chcę. Ma wyglądać jak przedtem.
Wiesz co? Daję ci dzisiaj wolne.
Chodźmy.
Ile ci dał? 50 dolarów, 60?
-Nie wiem, o czym mówisz.|-Próbowałem ci pomóc.
Nie wiesz, co to pomoc.
Słyszałeś kiedyś dziecko|płaczące z głodu?
Tak, jasne.
"Tak, jasne".
Więc wiesz, że przestaje płakać|dopiero wtedy, gdy coś zje.
Gdy słyszysz ten płacz|i nic nie możesz zrobić...
poza zdobyciem czegoś...
do jedzenia, robisz wszystko, by je zdobyć.|Jasne, panie dyrektorze?
Zostały ci trzy miesiące|do ukończenia szkoły, Treeno.
Zapomnij o tym.
Przykro mi z powodu tego,|co się dzisiaj stało. Idź już.
Tylko tyle? Idź?
Myślisz, że nie chcę uciec z tego piekła?
Myślisz, że chcę tak żyć?|Mylisz się, palancie. Nie chcę.
-Niektórzy nie mają wyboru.|-Bzdura! Dałem ci wybór.
-A ty mi ładnie odpłaciłaś!|-Więc czemu jeszcze tracisz czas?
Bo jeśli się poddasz, będzie to znaczyło,|że ci na to pozwoliłem.
I że ja też się poddałem.
Więc chcę, żebyś była w tamtej sali|jutro o szóstej rano.
Jeśli cię nie będzie, przyjdę tu...
i zawlokę cię tam.
-Jesteś nienormalny.|-Tak, jestem. Bądź tam!
Miał wyglądać jak przedtem.
Wygląda dobrze.
Możemy im dać torbę numer trzy,|cztery lub pięć.
Twój wybór.|Nie wiem, jakiego rodzaju dilerzy...
Tak, może byś...
Jest:
Powiem ci, jak tylko|żona i syn będą bezpieczni.
Tam są.
Potrzebujemy pomocy.|Dajcie tu ambulans.
Moja noga!
Trzymaj się.
Niech się pan trzyma.
Było:
Nie, ja to zrobię.
-Zabij tego sukinsyna!|-Jedziemy!
-Do licha!|-O Boże.
Będziesz miał powodzenie|w więzieniu, Victor.
Na pewno niejeden współwięzień|chętnie się z tobą zabawi.
-Nikt niczego nie widział.|-Tak myślisz?
Ruszaj, James.
Co się z tobą dzieje?
Ten cios w głowę uszkodził ci mózg?
-Ktoś coś widział?|-Nie! Nikt go nie zidentyfikuje.
Masz szczęście,|że nie zeskrobuję twojego tyłka z ulicy...
po tym głupim wyczynie.|Myślisz, że jesteś Brudny Harry, czy co?
Tak.
-Straciłem głowę.|-Dobrze, że tylko ją.
Chronię tutaj twój tyłek, ale tam,
poza terenem szkoły|jesteś zdany tylko na siebie.
Tak?
Może teraz Duncan już wie,|że skończyły się żarty.
Do Victora Duncana nic nie dociera.
Ale wróci i da ci lekcję. Wierz mi.
-Jake.|-Co?
Dlaczego tak się go boisz?
Jedyne, czego się boję,
to to, że gdy dojdzie do konfrontacji,|albo on zabije mnie, albo ja jego.
Nie będzie dogrywki. Tylko tego się boję.
Sam chodziłem kiedyś do tej szkoły.
Takich Duncanów nie brakuje.|Jeden odejdzie, pojawi się inny.
Zawsze będzie jakiś Duncan.|Cudem skończyłem tę szkołę cały.
Po co tu wróciłeś?
Ta szkoła była kiedyś trampoliną|do kariery. Za czasów swojej świetności.
Gdy była tu drużyna futbolowa.
Miałem trzy świetne sezony z rzędu.
Napastnik Wystrzałowy Phillips.
Zdobyłem dzięki grze dyplom,|stypendium uniwersyteckie.
A po dwóch latach trafiłem|do drużyny New York Titans.
Miałem jeden obiecujący sezon.
Ale potem: bach.
Kontuzja kolana.
Podczas meczu pokazowego.
Potem nigdy już nie odzyskałem|optymalnej formy.
Wywalili mnie.
Koniec sławy. Koniec chwały.
I koniec tych zielonych papierków,|do których się już przyzwyczajałem.
Więc wróciłem tutaj.
Wróciłem do Brandel, by przekonać się,|czy uda mi się znaleźć to...
coś,
co wcześniej pozwoliło mi się wznieść|tak wysoko.
Cieszę się, że wróciłeś.
-Cieszę się, że tu jesteś.|-Wiem.
Inaczej byłoby już po tobie.
Tego chcesz?
Teraz...
i tak jest już po mnie.
Taka jest prawda.
I wiesz co?
Chcę zrobić z tego miejsca|prawdziwą szkołę.
Tego chcę.
Na razie.
Dziś pouczymy się geometrii.
PANNO OROZCO - SPOTKAJMY SlĘ|PO LEKCJACH - TO WAŻNE - EMlLE
Hej, Arturo. Co robisz?
Snuję się bez celu.
-Czemu nie pójdziesz do domu?|-A co jest w domu?
Fajnie pomalowałeś bak i kask.
Naprawdę inspirujące, wiesz?
Wsiadaj, pojedziemy stąd.
Czekam na pannę Orozco.
Wpadła ci w oko, tak?
Nie uważasz, że jest dla ciebie za stara?
Nie!
Nie!
Musimy jechać.
-Zamknij się!|-Boże, nie.
Nie! O Boże!
Nie potrzebuję już tego.
Ostatni raz zakpiłaś sobie ze mnie, suko!
Wstawaj!
Już!
Sukinsyn!
Kiedy tutaj siedzę,|lubię czasem wyobrażać sobie,
że mogę zamknąć oczy|i zamienić się w gołębia,
a potem poszybować szkolnym korytarzem.|Harkley wodziłby tylko za mną wzrokiem.
Czasem w domu, po kłótni z ojcem...
wychodzę na dach i też wyobrażam sobie,|że jestem gołębiem.
Ale wtedy widzę, że jest za dużo gołębi...
siedzących tam bezczynnie, trzepoczących|skrzydłami, nigdzie nie lecących.
Więc może lepiej dać sobie spokój|z tym gołębiem.
Chciałbym być jastrzębiem,|bo on umie o siebie zadbać.
Mógłbym polecieć nawet do Hiszpanii,|gdybym miał ochotę.
Mógłbym zadbać o siebie.
Chciałbym być gwiazdą rocka|albo otworzyć warsztat samochodowy.
Wiecie, warsztat Raymiego.
Ale wiem, że to tylko marzenia.
I wściekam się, bo bardzo boli,
gdy wraca się z dachu z niczym.
Niczym poza gołębimi odchodami|na butach.
Ma zwichnięty nadgarstek.
Jest cała posiniaczona|i wciąż jest w szoku.
Nikt nie wie, kiedy wróci.
Teraz już wiesz, co musi się stać,|żeby ktoś wyleciał z tej szkoły.
Ktoś dzisiaj wyraźnie ćpał.
Tak, jest na haju,|bo Biały Gnój trafił za kratki.
Świętuje swoje niepodzielne królowanie|w tej szkole.
Nie licząc, rzecz jasna,|władzy tego chojraka.
-Mojej?|-Tak, twojej.
Wystrzałowy Phillipsie,|mówiłem, że mianuję cię dyrektorem.
A ja mówiłem,|co możesz zrobić z tą posadą.
Nie mogę zrobić tego teraz.|Hej, Raymi, chodź tu.
-Zrobiłem coś złego?|-Ty to napisałeś?
-Tak.|-Dobre. Świetnie się spisałeś.
-Podobało się panu?|-Tak. Możesz napisać więcej?
-No jasne.|-Fajnie.
Napisz i przyjdź do mojego gabinetu.|Porozmawiamy sobie.
Nie znajdziecie nauczyciela na zastępstwo|za żadne pieniądze.
Za żadne pieniądze.
Święta racja.
-Co? Co?|-Siadaj.
Siadaj!
Usiądź. No już.
Jest:
Wysiadać!
Stój!
Wysiadaj!
Ty sukinsynu!
Byłeś zamieszany w tamten napad.|Wiesz ile istnień zmarnowałeś?
Mają moją żonę i syna.|Muszę ich ocalić.
Odbiło wam?|To dzieci!
Dzieci, nie patrzcie.|Połóżcie się na podłodze.
Na kolana!
Obiecałem ci,
że jak tylko zobaczę żonę i syna,
powiem wszystko.|Z całą pewnością powiem.
A więc on naprawdę|był twoją wtyką pół roku temu.
Ale szukanie go było bez sensu.
Od razu widać,|że on nie ma twoich pieniędzy.
Chcesz go pobić na śmierć?|Poczujesz się wtedy lepiej?
Jak miło.|Mówisz, jakbyś mnie znał od wieków.
A właśnie...
nie odpowiedziałem ci na pytanie.
Ten napad pół roku temu, to moje dzieło.|I co z tego?
Pół roku temu pewna dziewczyna|weszła do sklepu.
Chciała kupić obrączkę.
Pojawiłeś się ty,|napadliście na furgonetkę...
Ta eksplozja ją zabiła.
Była moją narzeczoną.
Chcesz się więc na mnie zemścić?
Wygląda na to, że coś nas łączy.
Nasza siódemka dorastała razem|jako sieroty.
Wy, gliny, zabiliście trójkę|najbliższych mi ludzi.
Ty kradniesz i zabijasz ludzi.|Nie masz prawa tak mówić.
Jeśli teraz cię wypuszczę,
będziesz próbował mnie zabić?
Więc jeśli gliniarz kogoś zabije,|nie jest to morderstwo?
Przysiągłem sobie,
że zginiesz marną śmiercią.
Mógłbyś mnie zabić?
Myślę, że tak. Ponieważ wierzę|w sprawiedliwość na tym świecie.
A co, jeśli za kilka sekund zginiesz?
Skąd będziesz wiedział,|czy jest sprawiedliwość na tym świecie?
Sprawiedliwość? Gdzie ona jest?|Dlaczego nie mogę jej znaleźć?
Gdzie ona była,|kiedy nie miałem co jeść?
Sprawiedliwość wymierza się pięścią.
Pamiętaj, musisz być silny.
Obiecałeś to swojej kobiecie.
Ja obiecałem to swoim braciom.
Jeśli rzeczywiście|sprawiedliwość istnieje...
mam nadzieję,|że obaj ją odnajdziemy.
Po co tyle gadasz?
Wypuść dzieci,|wtedy sobie podyskutujemy.
Po twoich oczach widzę,|że ty też chcesz mnie zabić.
Nie ukryjesz swojego gniewu.
Te osobiste urazy.|Nie jesteście zbyt profesjonalni.
Gadaj zdrów.
Jesteś nieludzki.
To, czy jestem człowiekiem, nie ma znaczenia.|Liczy się tylko to, kto przeżyje.
Macie.
Wyglądasz jak mój starszy brat.
Ale masz inną osobowość.
Mój brat ma dobre serce.
Nazywa się Wei Ching Da.|Znasz go?
Glina.|Tajniak, prawda?
Gdzie on jest?
Przecież nazwałem go tajniakiem,|sądzisz, że nadal może być żywy?
Zabiłem go.
Nie cierpiał.
Jeden strzał.
Dlaczego?
Dlaczego go zabiłeś?
Dlaczego go zabiłeś?
Dlaczego zabiłeś mojego brata?
Zamierzam cię aresztować.
Jeśli pragniesz zemsty,|złap mnie.
Szanowałem twojego brata.|Mówię poważnie.
Gdyby nie był gliną,|bylibyśmy dobrymi przyjaciółmi.
Właściwie to jesteś|do niego bardzo podobny.
Pewnie jesteś|wzorowym policjantem, co?
Ale muszę ci powiedzieć,
że ten, kto zdradził twojego brata,|też był gliną.
Żona.
Tato!
Mały Jie.
- Tato, tęskniłem za tobą.|- Ja też, Jie.
Mężu, jak się w to wplątałeś?
To tylko nieporozumienie|z przyjacielem. Nic wielkiego.
Mówiłeś, że po pół roku|wszystko się ułoży.
Już wszystko dobrze.
Załatwię tu jeszcze jedną rzecz|i wracam do was za kilka dni.
Obiecuję.
Mężu, nie zostawiaj nas.
W skrzynce depozytowej są pieniądze.|Skorzystaj z nich. Wracajcie już.
- Pamiętaj, żeby słuchać mamy.|- Wracaj do nas szybko.
Wrócę, jak tylko załatwię tę sprawę.
Dbaj o Jie.
Wróć szybko.
Pamiętaj, żeby słuchać mamy.|Inaczej spiorę ci tyłek.
Wracaj szybko, mężu.
Numer telefonu: 92380906.
Niełatwo cię znaleźć.
To był twój błąd,|że nie wykończyłeś nas na nabrzeżu.
Przestań pieprzyć.
Chcę swoją forsę.
Przynieś ją osobiście|do wesołego miasteczka Tamar.
Tym razem nie odejdę z pustymi rękoma.
Jedna godzina.|Czekaj na mnie przy diabelskim kole.
Nic nie kombinuj. Nie zmuszaj mnie,|żebym poszedł po ciebie na komisariat.
Oddawaj mi telefon.
Chcesz umrzeć?
Co ty robisz?
Było:
Na miejsca. Siadajcie.
Emile, twoje powinno być dobre. Słuchamy.
Nie wiem, jakie by było.|Ten łajdak rzucił się na mnie.
-Tak po prostu?|-Tak.
Powinieneś siedzieć w więzieniu!
-Pomógł Gnojowi dopaść pannę Orozco.|-To nieprawda!
-Pieprzę cię!|-Hej! Siadaj. Spokojnie.
Nie mamy nauczyciela. Uciekł.
Teraz już macie.
Jesteś dyrektorem!
-To prawda.|-Wiem, że to niezgodne z prawem.
Dobrze, zobaczmy.|Temat wypracowania brzmiał:
"Czemu mówiono, że I wojna światowa|położy kres wszystkim wojnom?"
Oczywiście nie była to ostatnia wojna,|bo nie nazywalibyśmy jej pierwszą.
A więc dlaczego sądzono,|że będzie to ostatnia wojna?
Proszę.
Bo kiedy zabije się wszystkich wrogów,
nie ma już z kim walczyć.
To prawda. Słuszne rozumowanie.
Właśnie, że głupie, Ricky.
Prosisz się o coś?
Chcesz zrobić po lekcjach|200 pompek, Emile?
Nie mam zamiaru.
Dobrze, jakieś inne odpowiedzi? Proszę.
Sądzono, że znikną wszystkie różnice|między zwaśnionymi stronami.
Tak właśnie sądzono. Bardzo dobrze.
Kto ty jesteś? Panna Albert Einstein?
Dwadzieścia osiem,|dwadzieścia dziewięć, trzydzieści.
Masz mi coś do powiedzenia|na temat panny Orozco?
Nic nie wiem.
Nie?
Dobra, dalej.
Rób pompki.
No już. Trzydzieści jeden.
Trzydzieści dwa.
Trzydzieści jeden.
Raz, dwa...
Co się tak gapisz?
Trzydzieści cztery.
Posprzątaj trochę.
Toalety śmierdzą. Zajmij się nimi.
Trzydzieści sześć.
Hej, Ricky. Masz gościa.
Wejdź.
-Chciał się pan ze mną widzieć?|-Tak.
Mam jakieś problemy?
Możesz to wyjaśnić?
Panna Orozco powiedziała,|że mogę to zrobić, by dać cokolwiek.
Przez kilka dni|będę zastępował pannę Orozco.
Niestety, nie umiem czytać po chińsku.
Mógłbyś łaskawie pisać po angielsku?
-Ale...|-Jak wszyscy inni, dobrze?
Powiedziała, że mogę tak,|póki się nie nauczę.
Tak?
Uczyła mnie codziennie|w czasie przerwy obiadowej.
Co to? Daj, zobaczę.
-Nie umiesz czytać?|-Tę już prawie skończyłem.
Powiedziała, że ma dla mnie jeszcze jedną.
Nie wychylaj nosa! Dalej, rób pompki.
-Pięćdziesiąt jeden, pięćdziesiąt dwa.|-Chcesz ją skończyć teraz?
Pięćdziesiąt trzy.
-Dobrze, przysuń krzesło.|-Pięćdziesiąt cztery.
Pięćdziesiąt pięć.
-Poradzimy sobie z tym.|-Pięćdziesiąt sześć.
-Gdzie skończyłeś? Tu?|-Tak.
Dobrze, czytaj.
"'Nie mogę być psem', mówi Żów".
Żów?
Powiedz głoskę "ł", jak w słowie...
"żółć".
-Żółć?|-Tak.
-Żółw?|-Tak, bardzo dobrze.
-Żółw.|-Wygląda mi to na książkę dla dzieci!
Po co czytasz książkę dla dzieci?
Hej, nie chcę słyszeć niczego|poza twoim sapaniem!
No proszę. Chłopaczek uczy się czytać.
-Coś ci nie pasuje?|-Nie! Ty mi nie pasujesz!
Ani kroku dalej!
Dobra, Szekspirze.
-Proszę bardzo. Przeczytaj trochę. Czytaj!|-"'Nie, nie możesz', mówi Prosię.
"'Nie mogę być psem', mówi Żółw.|'l nie chcę nim być "'.
Mama uczyła nas przed snem.
Świetnie! Idź do domu.
No już. Wynocha.
Nie przejmuj się nim. Siadaj.
Jeszcze tylko trzy strony do końca.
Zgadza się. Jeszcze trzy strony|i książka skończona.
Hej, Ricky! Ty też już jesteś skończony!
Coś z nim nie tak.
Chodzi o gang Victora.|Słyszałem, że się wycofał.
Podobno dzisiaj.
O Boże!
Co się dzieje?
Słuchaj, nie chciałem z niego kpić.
To dobrze, że uczy się czytać.
Nie to chciałem usłyszeć.
Powiedz mi, co wiesz.
-Nic nie wiem.|-Mów.
Chcieli, żebym napisał|list do panny Orozco z prośbą...
o spotkanie po lekcjach, ale odmówiłem!
Naprawdę!
Dobra. Kto go napisał? Kto napisał ten list?
Victor dla Białego Gnoja.
Pomógł mu też wrzucić list przez okno.
Pomógł mu,
by on z kolei pomógł nam pozbyć się|innych białych.
Mówią, że zostałeś tylko ty.|Wezmą się za ciebie.
Doceniam to.
Mów dalej.
Chcieli, żebym załatwił dziś|jednego gościa, ale odmówiłem.
-Powiedziałem "nie".|-Dobrze zrobiłeś.
Nie wiem, Ricky.
Gdy jesteś z Victorem,|możesz chodzić, dokąd chcesz.
Robić, co chcesz.
Jezu. Jesteś mięczakiem?
-Co?|-Pytam, czy jesteś mięczakiem.
Jeśli będziesz trzymał z tymi kolesiami,|pójdziesz za nimi na dno.
-Wiesz o tym?|-Przecież zerwałem z nimi, nie?
-Nie wrócę do nich.|-Nie wrócisz?
Nie wrócę.
W porządku. Świetnie!
Przybij piątkę, wysoko!|Z boku. Za nisko. Za wolno.
-Jesteś za wolny.|-Boże!
Wskakuj z tyłu. Odwiozę cię do domu.
Nie jestem mięczakiem, Ricky.
Mieszkam niedaleko.|Lepiej ty na siebie uważaj.
Tak. Będę grzeczny.
No dobra.
Napiszesz to wypracowanie na jutro,|w porządku?
-W porządku.|-Na jutro!
Dobra.
Jeśli nie, zrobisz 200 pompek na kostkach.
Dobra.
-Latimer. Cześć.|-Cześć.
Masz może zapasowy egzemplarz|Sam and Jane?
Wiesz, tej części, w której idą do zoo.
-Więc widziałeś wypracowania Arturo?|-Tak.
Wejdź.
-Fajna roślinka.|-Dzięki.
Jej, świetne dźwięki.
-Medytujesz?|-Medytuję cały czas.
Dlatego jestem taki zrównoważony.
Przepraszam.
Przepraszam za to, co się stało.
Nie przepraszaj.|Gdyby nie ty, nie byłoby mnie tutaj.
Ale mogłem coś zrobić.|Być tam wcześniej.
-Mogłem sprawdzić drzwi przed wyjściem.|-Mogłeś mieć na sobie płaszcz Supermana.
Dopilnuj, by czytał|przynajmniej trzy strony dziennie.
Będzie się migał.
Słuchaj, nie spiesz się.
Dobrze?
Zostań w domu tak długo, jak trzeba.
Potrzebujemy cię, ale nie spiesz się.
Dziękuję.
Na razie jakoś sobie radzę|z pierwszą wojną światową.
Rick.
Chciałbyś zostać na kolację?
Kolację? Taką prawdziwą?
-Prawdziwą.|-Nie z mikrofalówki?
Nie.
Z siedzeniem przy stole i tak dalej?
Talerze, sztućce, szklanki. Tak.
Ale nie jesteś wegetarianką?
Emile!
Sukinsyn! Emile.
Cholera!
Ratunku! Sukinsyn!
Ratunku!
-Dobra, idziemy.|-Przykra sprawa.
Emile!
Wyglądasz fatalnie.
Boże, tak mi przykro.
Tak bardzo mi przykro.
Myślałem, że robię coś dobrego.
Coś właściwego.
Wiesz, Emile...
Spieprzyłem układy z ojcem.|Spieprzyłem moje małżeństwo.
Spieprzyłem pracę w Willoughby.
Kieruję szkołą popaprańców|i nawet to spieprzyłem.
Jezu, tak mi przykro.
Nie chciałem, by stała ci się krzywda.
Nie chciałem tego.
Nie wiem, dlaczego myślałem,|że będę potrafił coś tam zmienić.
Nie potrafię.
Po prostu nie potrafię.
Mięczak.
Mięczak.
To znaczy,
że oberwałem na próżno, Ricky?
Hej, Rick! Jak się masz?
Jak leci?
Chcesz trochę chipsów?
Cholera!
Ty sukinsynu!|Ten chłopak teraz walczy o życie!
-Wiesz o tym?|-Zabiję cię, palancie!
Chcę cię wsadzić do więzienia!
Ale nie mogę, bo nikt nie widział,|co zrobiłeś Emile'owi!
W końcu cię dopadnę...
i wtedy będziesz żałował,|że nie jesteś w więzieniu.
-Pieprz się!|-Nie. Ty się pieprz!
Zwalniam cię!
Zostałeś zwolniony!
Nie jesteś już dyrektorem.
Jeśli tu jutro przyjdziesz,|wrócisz do domu w czarnym worku!
Grozisz mi?
Będziesz trupem, jeśli jutro przyjdziesz!
Zwalniam cię!
Jesteś trupem! Słyszysz? Trupem!
Jest:
Nie masz ludzkich uczuć?
To zależy od twojego przyjaciela.|Jeśli nie wróci tu za godzinę...
Dzieciaki, ma któreś z was|spinkę do włosów?
Przygotowałeś pieniądze?
Poczekam przy diabelskim kole.
Pamiętaj, jeśli braknie choć dolara,|przyjdę po ciebie na komisariat.
Ktoś przekaże wam walizkę z pieniędzmi|przy diabelskim kole.
Przynieście mi ją.|Czekam przy wschodniej bramie.
Macie 15 minut.
Po tym czasie,|wasz przyjaciel i dzieciaki zginą.
Pamiętajcie, jeśli zdejmiecie kajdanki,|zginie wiele osób.
Wysiadać.
Inspektor Muo.
Oszaleliście?|Co wy tu robicie?
Nie wiecie,|że już mamy przez was kłopoty?
Daj nam pieniądze.
Jakie pieniądze?|Dostaliśmy cynk, że bandyci tu będą.
Porwali grupę dzieciaków.
To może wybuchnąć w każdej chwili.|Kończy nam się czas.
Nie ruszać się!
Nie podchodźcie, mamy bombę!
Niech wszyscy się rozproszą.
Nie róbcie nic pochopnego.
Nie ruszać się, rzućcie to!
Stać!
Spokojnie!
Nie podchodźcie bliżej!
Spokojnie!
- Rzućcie to!|- Nie ruszać się!
Nie ruszać się!
- Bomba, uciekać!|- Uciekajcie!
Chen Jin i Fang Yi Wei|uprowadzili Inspektora Muo.
Jak do tego doszło?
Inspector Muo dostał cynk,|że przestępcy będą w wesołym miasteczku.
Zabrał drużynę.|Nikt nie wie co się stało.
Obaj są oficerami policji.
Nawet w policji|trafiają się czarne owce.
Nadinspektor Zhang.|Ilu mamy rannych?
- Nigdy czegoś takiego nie widziałem.|- Co to jest?
Nie dotykać, to bomba!
Co wy wyprawiacie, do ciężkiej cholery?
Wszyscy jesteśmy gliniarzami.
Jeśli tego nie przerwiecie,|nawet Główny Nadinspektor wam nie pomoże.
Mają Wei Ching Hao|i grupę dzieciaków.
Nie jesteśmy głupcami, Inspektorze Muo.
Twierdzicie, że Tian Yang Sheng porwał dzieci|i zmusił was do odebrania pieniędzy?
Czego się dowiedzieliście?
Po tym napadzie pół roku temu,
ktoś, kto to zorganizował zgarnął cały szmal.|Teraz wrócili, by się zemścić.
Naprawdę?
Najpierw załatwili Małego Tygrysa.
Potem ochroniarza, He Yung Qianga.
Wiecie, kto za tym stoi?
Jeszcze nie, ale wiemy, że to glina.
Ci bandyci już go szukają.
No dobra, wierzę wam.|Najpierw oddajcie mi broń.
Wezwę posiłki,|by uratować Wei Ching Hao i dzieci.
Szybko, podajcie ich lokalizację.
Halo?
Nie pojawili się.|Przysłali dwóch gliniarzy.
Fang Yi Wei i Chen Jin.
Powiedziałem, że się nie pojawili.
Mówiłem, żebyś z nimi nie zadzierał.
Przyjdą na komisariat, żeby cię dopaść.
Wiem co mam robić.
Dlaczego?
Nie da się tego wytłumaczyć.
Jeśli glina zrobi jeden fałszywy krok,|nie ma już odwrotu.
Przykro mi.
No dobra, wierzę wam.|Najpierw oddajcie mi broń.
Wezwę posiłki,|by uratować Wei Ching Hao i dzieci.
Szybko, podajcie ich lokalizację.
Jeśli naprawdę chciał nam pomóc,|nie potrzebował do tego broni.
Inspektorze Muo!
Na górze, brać ich!
- Ile pokazuje?|- 30 sekund.
Szybko... szybko...
Pospieszcie się.
Wszyscy biegiem...
Szybciej.
Nie mogę znaleźć siostry.
Gdzie jest moja siostra?
Biegnijcie tam.
Zobaczmy, kto z was jest najszybszy.
Żarty sobie stroisz?
Wstawaj.
Tu Wei Ching Hao.
Masz o nich jakieś wieści?
/Wplątali się w incydent|/w wesołym miasteczku.
/Ciągle nie dali znaku życia.
/To ja.
Gdzie jesteś?|Nic ci nie jest?
Dzwonił Wei Ching Hao.|Z dzieciakami wszystko w porządku.
Nic mu nie jest?
Zapisz ten numer: 92380906.
/Wyśledź go dla mnie.
Sprawdź do kogo należy|i gdzie w tej chwili jest.
To wszystko.
W obecnej sytuacji|trudno cokolwiek przewidzieć.
To twój.
Słucham?
Inspektor Muo nie żyje,|a ja wiem kim jesteś.
Chcę połowę z tych stu milionów.
- Nie próbuj mnie wykiwać. Bandyci są...|/- Pogadamy później.
Co się stało?
Nadinspektorze Zhang, Nadinspektorze Luo.|Znaleziono ciało Inspektora Muo.
Co?
Powiadom zespół.
Musimy ich schwytać za wszelką cenę.
Tak jest.
/Namierzyłaś ten numer?
Tak.
Jest w tym komisariacie.
To Nadinspektor Zhang.|Zhang Wen Yao.
/Odebrał w swoim biurze.
Zrozumiałem.
Zhang Wen Yao.
Wydano nakaz waszego aresztowania.|Jak to się mogło stać?
- Gdzie jest Nadinspektor Zhang?|- Ciągle w swoim biurze.
Sprawdź z kim się kontaktował|i daj nam znać.
Słucham?
/Nadinspektorze Zhang. Główny Nadinspektor|/jest wściekły i chce się z panem widzieć.
Gdzie?
/W pokoju narad.
Już idę.
Dlaczego to zrobiliście?
Dlaczego zabiliście Inspektora Muo?
Dostaliście pieniądze?
Bandyci was przekupili?|W policji jesteście już spaleni.
Możesz wierzyć lub nie.
Za napadem|na opancerzoną furgonetkę
stał Inspektor Muo|i Nadinspektor Zhang.
Zdajecie sobie sprawę,|że zabiliście oficera policji?
Nie myślcie, że wykręcicie się|fałszywymi oskarżeniami.
Mogę coś powiedzieć, sir?
Mów.
Tamtego dnia,|nikt oprócz Nadinspektora Zhanga
nie znał trasy przejazdu furgonetki.
Co więcej, nikt nie mógł wiedzieć,|że bandyci uciekną akurat na to nabrzeże,
ani o tym, że pojawią się|w wesołym miasteczku.
Nie mamy czasu,|żeby wszystko wyjaśniać, sir.
Nadinspektor Zhang wziął pieniądze,
a bandyci mają zamiar go tu dorwać.
Gdzie?|Na posterunku policji?
To jest komisariat.|Myślisz, że to jakiś plac zabaw?
Tak czy inaczej,|ich celem jest Zhang Wen Yao.
Gdziekolwiek on jest,|tam będą też oni.
Nie wciskajcie mi tu bzdur.
Departament policji|oficjalnie was oskarża.
Macie prawo do adwokata.
Nie musicie mi już nic więcej wyjaśniać.|Zrobicie to przed sądem.
Nadinspektorze Luo, jest tu ktoś z CIB,|mówi, że to pilne.
O co chodzi?
Nadinspektorze Luo,|odkryłam pewne fakty.
Pół roku temu Nadinspektor Zhang|prowadził sprawę Wei Ching Da.
Od tej pory słuch o Wei Ching Da|zaginął. Jak również...
Chcesz mi powiedzieć, że Nadinspektor Zhang|ma powiązania z przestępcami?
Zgadza się.|Godzinę temu Nadinspektor Zhang
przelał wszystkie pieniądze|na konto w Kanadzie.
Zarezerwował też bilet|do Kanady na jutro.
Jeśli nie złapiecie go teraz,|będzie za późno.
Cisza!
Teraz idźcie do domów|i słuchajcie swoich rodziców, dobrze?
Dobrze.
Ja muszę gonić złodzieja.
Bądź ostrożny.
Do zobaczenia.
Michelle.|Możesz ich odwieźć do domów?
Te dzieci?
No, jedźcie już.