o Zestawienie różnic w tekstach o ID:
107397 (jako 'było') z ID:
107513 (jako 'jest').
Było:
{y:i}W poprzednich odcinkach...
{y:i}Dave został przyłapany...
{y:i}...zmieniłeś nazwisko,|mieszkasz w Farwiev,
to niebezpieczne.
{y:i}Gaby wykorzystała sytuację.
Jednak dostanę tą premię.
Więc, Brad, o jakiej premii mówimy?
{y:i}Katherine weszłą na ścieżkę wojenną.|- Mike się tu wprowadza.
{y:i}- Co?|/Tom postanowił zamknąć pizzerię.
Jeśli zamierzamy sprzedać to miejsce,
powinniśmy wiedzieć, ile jest warte.
{y:i}I Bree była szczera...
- Otrzymujesz wynagrodzenie na podstawie twojego wkładu.|- Mówisz, że jestem bezwartościowy?
Nie, po prostu mówię,|że jesteś wart.... mniej.
{y:i}Co spowodowało|/dziwne zachowanie.
{y:i}/Każdy kto spotkał Orsona Hodge
{y:i}wiedział, że był on uprzejmy.
{y:i}Pogodnie witał sąsiadów każdego dnia...
Jest:
/W poprzednich odcinkach:
/Dave został przyłapany.
Zmieniłeś nazwisko|i mieszkasz w Farview.
To nie jest zdrowe|ani bezpieczne.
/Gaby wykorzystała okazję.
Jednak dostanę tę premię.
Więc, Brad,|o jakiej kwocie mówimy?
/Katherine zrzuciła bombę.
Mike się tu wprowadza.
Co?
/Tom zrezygnował.
Jeśli mamy sprzedać to miejsce,
pewnie powinniśmy wiedzieć|ile dokładnie jest warte.
/A Bree była szczera.
Płacę ci na podstawie|twoich zasług.
Mówisz, że jestem bezwartościowy.
Nie, ja tylko mówię,|że jesteś wartościowy...
mniej.
/Co spowodowało...
/pewne dziwne zachowanie.
/Każdy, kto poznał|/Orsona Hodge'a,
/wiedział, że wierzył on|/w bycie uprzejmym.
/Każdego dnia witał|/swoich sąsiadów pogodnym:
Było:
{y:i}Dostojnie otworzył drzwi młodej kobiecie...
Pozwoli mi Pani.
{y:i}Jeśli wpadł na nieznajomego na ulicy...
{y:i}Pogodnie mówił...|- Przepraszam.
{y:i}Jeśli jakiś z jego przyjaciół|przechodził cieżkie chwile,
{y:i}Orson był pierwszym, który mówił...|- Potrzebujesz pomocy?
{y:i}Nieważne czy jej potrzebował,|czy nie.
Jest:
/Otwierał drzwi młodym kobietom|/z dostojnym:
Pani pozwoli.
/Jeśli wpadł na nieznajomego|/na ulicy, radośnie mówił:
Przepraszam.
/A jeśli któryś z jego przyjaciół|/przechodził przez ciężkie chwile,
/Orson jako pierwszy mówił:
Potrzebujesz pomocy?
/Nieważne, czy ten przyjaciel|/chciał jego pomocy, czy nie.
Było:
Słyszałem, że urządzasz wyprzedaż sprzętu.
Pomyślałem, że przyda ci się pomoc.
Dam sobie radę. Dzięki.
Jest:
Słyszałem,|że wyprzedajesz sprzęt,
i pomyślałem,|że przyda ci się pomoc.
Dam sobie radę.|Dzięki.
Było:
To solniczka. Dał mi ją mój dziadek.
Jest:
To solniczka,|którą dał mi mój dziadek.
Było:
To pudło zabieram ze sobą.
Rozumiem.
Jest:
Wszystko z tego pudła|zabieram ze sobą.
W porządku.
Było:
Wiem, że to cieżki dzień|i myślę, że ja i wszyscy ludzie,
rozumieją przez co przechodzisz.
Czemu mowisz w imieniu "wszystkich ludzi"?
Wiem jak to jest,|gdy twoje źródło utrzymania nagle zniknie.
Pamietaj, że byłem dentystą.
Tak. Racja.
Oczywiście to nie jest takie samo?
Jest:
Wiem, że to ciężki dzień,
i myślę, że ja, najlepiej ze wszystkich ludzi,|rozumiem przez co przechodzisz.
Dlaczego właśnie ty|ze wszystkich ludzi?
Wiem jak to jest, kiedy twoje|źródło utrzymania nagle znika.
Pamiętasz, że byłem dentystą.
Racja.
Oczywiście, tak naprawdę|to nie jest to samo, nie?
Było:
Pogorszył się kiedy mój syn |został oskarżony o zbrodnię, której nie popełnił,
ale ty straciłeś licencję,|ponieważ poszedłeś do więzienia
za zbrodnię którą popełniłeś.
Czemu tak mówisz?
Bo to co mi się przytrafiło|jest niesprawiedliwe.
- To co spotkało ciebie było...|- Sprawiedliwe?
Tak, a porównywanie mojej sytuacji z twoją,|dzisiejszego dnia,
muszę ci powiedzieć,|że jest trochę obraźliwe.
Jest:
Zrobiło się gorzej, kiedy mój syn został|oskarżony o zbrodnię, której nie popełnił,
a ty straciłeś licencję,
bo poszedłeś do więzienia|za zbrodnię, którą popełniłeś.
Dlaczego taki jesteś?
Bo to, co mnie spotkało jest niesprawiedliwe.|A to, co spotkało ciebie było...
Sprawiedliwe?
Tak, a porównywanie mojej sytuacji|z twoją, w dniu takim jak ten...
Muszę ci powiedzieć,|że jest trochę obraźliwe.
Było:
Hieny zaczynają sie schodzić.
Zostawię cię więc.
{y:i}Tak, każdy kto spotkał Orsona Hodge|{y:i}wie, że jest uprzejmy.
{y:i}Nie wiedzą zaś,|{y:i}że uważa on iż
{y:i}trzeba karać tych,|/którzy nie są.
Gotowe Na Wszystko|/Odcinek 16: Zbrodnia nie popłaca.
Tłumaczenie i synchro: CarloSS
{y:i}W dniu, kiedy Mike Delfino|{y:i}zamieszkał z Katherine Mayfair,
{y:i}pomyślała, że będzie przyjemnie|/podzielić się swoim szczęściem.
{y:i}Więc zdecydowała się urządzić przyjęcie|{y:i}dla przyjaciół i sąsiadów.
{y:i}Ale od chwili, gdy dostarczono|pierwsze zaproszenie,
{y:i}jej przyjaciółki zaczęły się zastanawiać,
{y:i}kto został zaproszony,
{y:i}a kto nie.
Wiem, że już trochę późno, ale mam nadzieję,|że dacie radę przyjść.
Czy to oznacza "żadnych prezentów",|czy jest tak, jak Gaby mówi "żadnych prezentów",
{y:i}i ma na myśli "żadnych tanich prezentów"?|- Katherine, Jeżeli potrzebowałabyś jakiejś pomocy,
z chęcią bym przyrządziła moje...
Cześć.|O czym rozmawiacie?
Jest:
Sępy zaczynają się zlatywać.
Więc zostawię cię im na pożarcie.
/Tak, każdy kto poznał|/Orsona Hodge'a,
/wiedział, że wierzył on|/w bycie uprzejmym.
/Ale nie wiedział,
/że wierzył on też...
/w karanie tych,|/którzy nie byli uprzejmi.
GOTOWE NA WSZYSTKO
Sezon 5, Odcinek 16|"Zbrodnia nie popłaca"
Tłumaczenie: CarloSS|Synchro i korekta: ParanojaA
/Dzień po tym, jak Mike Delfino|/wprowadził się do Katherine Mayfair,
/pomyślała ona, że byłoby miło|/podzielić się swoim szczęściem.
/Więc postanowiła urządzić przyjęcie|/dla swoich przyjaciół i sąsiadów.
/Ale od chwili, w której pierwsze|/zaproszenie zostało dostarczone...
/jej przyjaciółki|/zaczęły się zastanawiać...
/nad tym, kto został zaproszony,
/a kto nie.
Wiem, że robię to w ostatniej chwili,|ale mam nadzieję, że dacie radę przyjść.
Czy to naprawdę oznacza|"żadnych prezentów",
czy jest tak, jak Gaby|mówi "żadnych prezentów",
i ma na myśli|"żadnych tanich prezentów"?
Wiesz, Katherine,|jeśli potrzebowałabyś jakiejś pomocy,
chętnie przyrządziłabym|moje sławne...
Cześć.
O czym rozmawiacie?
Było:
Właściwie, to rozmawiałyśmy|o moim przyjęciu.
Ah tak. Jestem taka podekscytowana.|Dostałaś moje potwierdzenie?
Tak. Cieszę się,|że przyjdziesz.
- Możesz przynieść twoją niebieską salaterkę|- Oczywiśćie. Coś jescze?
Hola. Hola|Co tu się dzieje?
Czemu włosy nie powyrywane?
Czemu miałybyśmy tak robić?
Niech pomyślę.|Ona buja sie z twoim byłym?
Kiedy ja tak robię,|na moim trawniku pojawia się
rozgniewany tłum.|- Mówiąc szczerze, Susan,
nie byłaś raczej na księżycu,|kiedy oni zaczęli się spotykać.
Jest:
Właściwie, Susan,|rozmawiałyśmy o moim przyjęciu.
A, tak.|Jestem taka podekscytowana.
- Dostałaś moje potwierdzenie?|- Tak.
Bardzo się cieszę,|że przyjdziesz.
Przy okazji, możesz przynieść|swoją niebieską salaterkę?
Oczywiście.|Potrzebujesz czegoś jeszcze?
Hola. Hola.|Co tu się dzieje?
Dlaczego nie wyrywacie|sobie włosów?
A dlaczego miałybyśmy to robić?
Zobaczmy...
Ona buja się z twoim byłym?
Kiedy ja to robię,
na moim trawniku pojawia się|rozgniewany tłum.
Bądźmy szczere, Susan,
nie skakałaś ze szczęścia, kiedy|dowiedziałaś się, że zamieszkają razem.
Było:
Ale wiadomo, że Mike i tak by sobie kogoś znalazł|i czuję się dobrze, że tą osobą,
pomimo wszystko, jest moja|prawdziwa przyjaciółka.
Susan, to bardzo miłe.
Godne podziwu.
Jest:
Ale przecież Mike i tak|w końcu by sobie kogoś znalazł,
i uważam, że mam szczęście,|że tym kimś jest osoba, która,
po wszystkim, co się wydarzyło,
zawsze była moją|prawdziwą przyjaciółką.
Susan, to naprawdę urocze.
I godne podziwu.
Było:
Gaby, pamiętasz jak byłam z Carlosem?|- Zamknij się suko.
Jest:
Hej, Gaby, pamiętasz|jak byłam z Carlosem?
Zamknij się, suko.
Było:
Dam ci za to... 6,000$.
Co?|To piec wart 12,000$.
Drzwi są zagniecione.
Nie zagniecione.|To odcisk pięści.
Mój mąż był ostatnio|trochę poddenerwowany.
Drugą zaletą jest to, że komponuje się|z odciskiem buta w zmywarce.
6,200$.|Ostateczna cena.
Dobrze.|Gratuluję.
Jest:
Dam ci za to...
6 tysięcy.
Co?|To piec wart 12 tysięcy.
Na drzwiach jest wgniecenie.
Nie wgniecenie,|tylko odcisk pięści.
Mój mąż był ostatnio|trochę sfrustrowany.
A zaletą jest to, że pasuje|do odcisku buta na zmywarce.
6200.|Ostateczna cena.
Dobra.|Gratuluję.
Było:
Dostałam 6,200$ za piec.
Co?! Ten facet oskubie nas|ze wszystkiego.
Umieszczenie na szyldzie napisu "Wszystko MUSI pójść",|tak jakby podważyło naszą pozycję w negocjacji.
Jest:
Hej.
- Hej. Dostałam 6200 za piec.|- Co?!
Ten facet oskubie nas|ze wszystkiego.
Tak, ale wywieszenie informacji,|że wszystko musi pójść,
trochę ograniczyło|nasze możliwości negocjacji.
Było:
Pod koniec dnia powinniśmy mieć|wystarczająco pieniędzy, by spłacić kredyty,
oddać Bree 20,000$,|które jesteśmy jej winni
i mieć na życie przez...
Jest:
Pod koniec dnia powinniśmy|móc spłacić kredyty,
oddać Bree 20 tysięcy,|które jesteśmy jej winni,
i mieć za co żyć przez...
Było:
Zapomnij, że pytałem.|Nie chcę teraz o tym rozmawiać.
Wiem, że to beznadziejny dzień dla ciebie,
ale musimy zacząć myśleć|co zamierzamy robić.
Jest:
Zapomnij, że pytałem.
Nie chcę teraz o tym rozmawiać.
Posłuchaj.
Wiem, że to dla ciebie|beznadziejny dzień,
ale musimy zacząć myśleć|o dalszych planach.
Było:
Wiec jak myślisz,|kiedy ta wspaniałość się przydarzy?
Jest:
Wiec, kiedy, według ciebie,|ta wspaniała rzecz się wydarzy?
Było:
To pochłonęło wszystko co miałem.|Nie chcę teraz tego starcić.
Jest:
Staram się jak mogę,|żeby nie stracić nad sobą panowania.
Było:
Naprawdę myślisz, że dostatniesz 200$|za ten automat do cappuccino?
Dam ci 50$.
Jest:
Naprawdę myślicie, że dostaniecie 2 stówy|za ten automat do cappuccino?
Dam wam 50.
Było:
Sądzę, że najlepiej jak skończysz|z tym polowaniem na okazje,
chyba, że chcesz, aby twoja twarz|odbiła się na piecu albo zmywarce.
Jest:
Hej.
Myślę, że będzie lepiej, jak skończysz|z tym polowaniem na okazje,
chyba, że chcesz, żeby twoja twarz|odcisnęła się na piecu albo zmywarce.
Było:
Co oni tu robią do diabła?
Jest:
Co oni tu robią, do cholery?
Było:
Popilnujemy tylko ich dzieci|przez pare godzin.
Wspaniale, Gaby.
Pomagamy mu zdradzać żonę.|Czemu jego też nie poniańczysz?
Jest:
Popilnujemy tylko ich dzieci|przez kilka godzin.
Dobry pomysł, Gaby.
Pomagamy mu zdradzać żonę.|Czemu nie poniańczyć też jego dzieci?
Było:
Jesteście wspaniali,|że to robicie.
Jest:
Cześć!
Jesteście aniołami,|że to robicie.
Było:
Dzięki, że poznałaś Brada|z tą nową dziewczyną.
Z Shaylą, prawda?
Wiesz, ta fryzjerka, którą polecałaś...
Byłem w centrum,|żeby zrobić rezerwację,
i spotkałem Marię.
Ah, ta Shayla.
Jak dużo Shaylii znasz?
Jest:
A mówiąc o tym, dzięki,|że poznałaś Brada z tą nową dziewczyną.
Z Shaylą, tak?
No wiesz, ta fryzjerka,|którą polecałaś.
Byłem w centrum handlowym,|żeby umówić się na wizytę i spotkałem Marię.
A, ta Shayla.
A ile Shaylii znasz?
Było:
Jest Shayla fryzjerka
i znam jeszcze jedną,|która jest dziwką rozbijającą małżeństwa.
Carlos, weźmiesz Marię i dzieci do środka|i poznasz je z dziewczynkami?
Chodźmy.
Używasz mnie jako alibi?
Zapłaciłem ci 30 patyków.|Chcę, żeby były tego warte.
Przy okazji, twój jutrzejszy mecz tenisa z Marią.|Musisz go przenieść na południe.
Czemu? Żebyś znów mógł iść|na "przystrzyżenie"?
Shayla ma kilka godzin przerwy,|i chcę je z nią spędzić.
Cóż, Bradley, wszyscy czegoś chcemy.
Na przykład, ja chcę, aby Carlos|miał wolny tydzień w następnym miesiącu.
Jest:
Jest Shayla fryzjerka,
i znam jeszcze jedną Shaylę,|która jest dziwką rozbijającą małżeństwa.
Hej, Carlos, może weźmiesz Marię i dzieci|do środka i poznasz je z dziewczynkami?
Wchodźcie.
Teraz używasz mnie jako alibi?
Zapłaciłem ci 30 patyków.|Chcę odebrać ich wartość.
Przy okazji, musisz przenieść na południe|twój jutrzejszy mecz tenisa z Marią.
Po co? Żebyś mógł pójść|na kolejne "przystrzyżenie"?
Shayla ma kilka godzin przerwy|i chcę je z nią spędzić.
Cóż, Bradley,|wszyscy czegoś chcemy.
Na przykład, ja bym chciała, żeby Carlos|miał wolny tydzień w przyszłym miesiącu.
Było:
Chodź, Brad.|Nie chcemy sie spóźnić.
Gaby, jutrzejszy tenis wciąż aktualny?|16:00?
16:00?|Niech pomyślę...
Jest:
Chodź, Brad.|Nie chcemy się spóźnić.
Gaby, jutrzejszy tenis wciąż aktualny?|O czwartej?
Czwartej?|Niech pomyślę...
Było:
Miałam zjeść obiad z Bradem.
Masz coś przeciwko skarbie?
Naprawdę czekałem na to,
ale nie mam nic przeciwko.|Bawcie sie dobrze diewczyny.
Jest:
Miałam zjeść lunch z Bradem.
Masz coś przeciwko, skarbie?
Bardzo się cieszyłem|na myśl o tym, ale...
Możesz iść.|Bawcie się dobrze, dziewczyny.
Było:
Nie. Nie można mu wierzyć.
Interesujący wieszak.|Przypomina mi sofę.
Jest:
Nie.|Nie można mu wierzyć.
Jaki interesujący wieszak.|Przypomina mi sofę.
Było:
Przepraszam kochanie.
Jest:
Przepraszam, kochanie.
Było:
Skąd masz solniczkę z pizzerii Scavo?
Wpadłem do pizzerii|by wyrazić moje współczucie dla Toma,
i pamiętam...|jak patrzyłem na to,
i sądzę,|że niezamierzenie włożyłem do kieszeni.
Cóż, odnieś to teraz.|Likwidują firmę,
i potrzebują każdego grosika,|który mogą dostać.
/Ja chcieć tu zostać z tobą.|/Ja nie lubić Scavo bardzio.
Jest:
Skąd masz solniczkę|z pizzerii Scavów?
Wpadłem tam, żeby wyrazić|moje współczucie dla Toma,
i pamiętam, że ją oglądałem,
i chyba niezamierzenie|włożyłem ją kieszeni.
Odnieś ją od razu.
Likwidują firmę i potrzebują|każdego grosika, jaki mogą dostać.
"Ale ja chcieć zostać tu z tobą.|Ja nie lubić Scavo za bardzo."
Było:
Nie zamierzam iść tam ponownie.
Jest:
Nie chciałbym znowu tam iść.
Było:
i Tom był bardzo lekceważący.
Ma teraz dużo na głowie.|Jestem pewna, że nie zrobił tego celowo.
Nie było cię tam.|Był zupełnie nieprzyzwoity.
Dobrze mu zrobię,|jeśli ją zatrzymam.
Jest:
a on był bardzo lekceważący.
Tom ma teraz dużo na głowie.|Na pewno nie chciał się tak zachować.
Nie było cię tam, Bree.
Potraktował mnie niegrzecznie.
Wiesz co? Dobrze mu zrobię,|jeśli ją zatrzymam.
Było:
Nieuprzejmość Toma,|to nie powód do kradzieży.
Jest:
Nieuprzejmość Toma|nie daje ci prawa do kradzieży.
Było:
/Ty taka piękna dziewczyna.|/Ja chcieć mieszkać tu z tobą. Muach. Muach.
Wspaniale.|Znalazłaś salaterkę.
Jest:
"Ty taka piękna dziewczyna!"
"Ja chcieć mieszkać tu z tobą."
Hej.
Świetnie.|Znalazłaś salaterkę.
Było:
Przepraszam za bałagan.|Mike ciagle sie rozpakowywuje.
Udało ci sie pozbyć tego|żyrandola z rogów jelenia?
Tak. Powędrował|prosto do garażu.
Najgorszy był ręcznik|z potem jakiegoś futbolisty.
Ten "futbolista" to Peyton Manning.|Radzę się nauczyć tego nazwiska.
Bardzo mi się spodobał.
Nie mogłam uwierzyć,|że Mike ma coś tak ładnego.
- Dziękuję.|- Za co?
Namalowałam go.|To był prezent dla niego.
Jest:
Przepraszam za bałagan.|Mike ciągle się rozpakowuje.
Udało ci się pozbyć tego|żyrandola z rogów jelenia?
Tak.|Powędrował prosto do garażu.
Ale gorzej było z ręcznikiem,|na którym był pot jakiegoś futbolisty.
Ten futbolista to Peyton Manning.|Radzę ci zapamiętać to nazwisko.
Ojej.
A ten obraz|naprawdę mi się podoba.
Prawie nie mogłam uwierzyć,|że Mike ma coś tak ładnego.
Dziękuję.
Za co?
Ja go namalowałam.|To był prezent dla niego.
Było:
Namalowałaś go?|Nie wspominał o tym.
Tak. To jest mała plaża,|gdzie spędziliśmy nasz miesiąc miodowy.
Wiesz jak bardzo Mike kocha ocean.
Jest:
Namalowałaś to?
Nie wspominał o tym.
Tak.
To taka mała plaża, na której|spędziliśmy nasz miesiąc miodowy.
Wiesz, jak Mike uwielbia ocean.
Było:
Będzie ubaw.
Ta.
Przykro mi, że musisz przez to przechodzić.|Musi ci być ciężko.
Najgorsze jest to, że kiedy moja przyjaciółka|chciała mi pomóc pożyczką,
podziękowałam jej zachowując się jak wariatka|i rozbijając jej samochód.
Skoro już o tym mowa.|Lynette, strasznie się czuję za to,
że przejęłam restaurację i cię obraziłam...
Cóż mam powiedzieć?
Myślę, że łączy nas taka przyjaźń,|że nie musimy nic sobie wyjaśniać.
Po prostu uściskajmy się i po sparwie?
Jest:
W każdym razie...
Będzie fajnie.
Tak.
Przykro mi, że musisz przez to|przechodzić. Musi ci być ciężko.
Najtrudniejsza była chwila, kiedy moja|przyjaciółka chciała mi pomóc pożyczką,
a ja jej podziękowałam zachowując się|jak wariatka i rozbijając jej samochód.
Skoro już o tym mowa...
Lynette, czułam się|strasznie z powodu tego,
że przejęłam twoją restaurację|i cię obraziłam...
Co mogę powiedzieć?
Myślę, że łączy nas taka przyjaźń,|że nie musimy nic mówić.
Po prostu...
uściskajmy się i zapomnijmy o tym.
Dobrze?
Było:
Tak. Wstał dziś wcześnie.
Jest:
Tak.|Wstał dziś wcześnie.
Było:
Mój wydawca myśli,|żeby zrobić reklamę wewnętrzną,
i szuka.. kogoś.
Naprawdę?|- Tak.
Mój boże. Byłoby wspaniale.
Jeśli dostanie pracę,|będziesz mogła spieniężyć czek.
Zaproszę Bruce'a na obiad,|ty i Tom przyjdziecie
i będziemy mogli przeprowadzić|przyjemną rozmowę o pracę.
Dziekuję.|To naprawdę rozweseli Toma.
Super. Zadzwonię do Bruce'a|dziś po południu.
A nie możesz teraz?
Cześć Mike.
Nie mogę sie doczekać|twoich sławnych martini.
Jest:
Mój wydawca myśli|o reklamie wewnętrznej,
i szuka kogoś.
- Poważnie?|- Tak.
O mój Boże.|Byłoby wspaniale.
A jeśli Tom dostanie pracę,|będziesz mogła spieniężyć czek.
Wiesz co? Zaproszę Bruce'a na kolację,|ty i Tom dołączycie do nas,
i będziemy mogli ją zamienić|w przyjemną rozmowę o pracę.
Dziękuję.|To naprawdę rozweseli Toma.
Świetnie. Zadzwonię do Bruce'a|dziś po południu.
A mogłabyś teraz?
Hej, Mike.
Nie mogę się doczekać|twoich sławnych martini.
Było:
Zobaczcie kto sie zjawił.
- Ktoś mi wisi 20$.|- Może zwiększymy stawkę?
Podwajam, że pani McCluskey|walnie kogoś przed 17.00.
Jest:
Zobaczcie, kto się zjawił.
- Ktoś mi wisi 20 dolarów.|- Może zwiększymy stawkę?
Podwajam, że pani McCluskey|walnie kogoś przed piątą.
Było:
- Czemu nam nie wierzycie?|- Ponieważ dobrze pamiętam wczorajsze wydarzenia,
i nie urodziłam się podczas tego.
Jest:
Dlaczego nam nie wierzycie?
Ponieważ dobrze pamiętam|wczorajsze wydarzenia,
i nie urodziłam się wtedy.
Było:
Pokażę wam coś,|dzięki czemu zmienicie zdanie.
Jest:
Pokażę wam coś,|co według mnie zmieni wasze zdanie.
Było:
wiszący nad kominkiem.|- Wie, że ty go namalowałaś?
Tak, rozmawiałyśmy o tym.|Bardzo się jej podobał.
Jest:
wiszący nad kominkiem.
Wie, że ty go namalowałaś?
Tak, rozmawiałyśmy o tym.|Bardzo się jej podoba.
Było:
- Co? Gdzie u licha on się podział?|- Papa zgodo.
Co sie dzieje?
Katherine powiesiła|jeden z obrazów Mike'a nad kominkiem,
dopóki nie dowiedziała się,|że to Susan go namalowała.
I wtedy go zdjęła.
Jest:
Co?|Gdzie, u licha, on się podział?
Pa pa, zgodo.
Co się dzieje?
Katherine powiesiła|obraz Mike'a nad kominkiem,
ale dowiedziała się,|że to Susan go namalowała i go zdjęła.
Było:
Wiesz, może być|doskonale niewinne wytłumaczenie.
Jest:
Wiecie, może być na to|doskonale niewinne wytłumaczenie.
Było:
Wczoraj wycierałam kurze|i po prostu spadł.
Szyba się rozsypała.
Jest:
Wczoraj wycierałam kurze...
i po prostu spadł.
Szyba się stłukła.
Było:
Wypiłam dopiero dzban martini.|Nie wierzę w to.
Naprawdę Susan,|nie ma kobiety na świecie,
która by nie wiedziała co oznacza|/"Popsułam podczas odkurzania".
W taki sam sposób uwolniłam się od|ostatniej buteleczki "wody kolońskiej" Toma.
Dobrze, myślcie sobie co chcecie.|Postanowiłam jej uwierzyć.
Dobrze, więc mamy whiskey i burbon.
Co jeszcze chciał Mike?
Chwilunia, potrzebujemy planu.
Zacznijmy od Szkocji, kierując się do Rosji|i wędrując dookoła świata.
- Ale tu tłoczno.|- Wszyscy kupują losy w loterii.
Można zgarnąć 100 milionów dolarów.
Patrz, jest nawet ksiadz.
Wiedziałam, że śluby ubóstwa to bójda :)
Jest:
Właśnie wypiłam dzban martini|i nie kupuję tego.
Naprawdę, Susan, nie ma kobiety,|która by nie wiedziała co znaczy:
"Stłukłam podczas ścierania kurzy".
Właśnie tak pozbyłam się ostatniej|buteleczki piżmowej wody kolońskiej Toma.
Dobrze, myślcie sobie, co chcecie.
Postanowiłam jej uwierzyć.
Dobra, mamy whiskey i burbon.|Co jeszcze chciał Mike?
Chwilunia, potrzebny nam system.
Zacznijmy od Szkocji,
skierujmy się do Rosji|i powędrujmy dookoła świata.
- Ale tu tłoczno.|- Wszyscy kupują losy na loterię.
Można zgarnąć 100 milionów.
Patrz, jest nawet ksiądz.
Wiedziałam, że te całe|śluby ubóstwa to bujda.
Było:
Nie wiedziałem, że z powrotem|się tu przeprowadziłeś.
Przypomnialem sobie,|że Mike chciał wermut.
Jest:
Nie wiedziałem, że znowu|się tu przeprowadziłeś.
Przypomniałem sobie,|że Mike chciał wermut.
Było:
Powiem to tylko raz.|Przeprowadziłem się,
Ponownie się ożeniłem,|mam nowe życie,
i chcę, żeby tak pozostało - nowe.
Jest:
Powiem to tylko raz.
Pozbierałem się.
Ponownie się ożeniłem, mam nowe życie,|i chcę, żeby takie pozostało.
Nowe.
Było:
Mówił, że siedzieliśmy kiedyś|koło siebie w samolocie.
Widocznie mniej pamięta,|niż mu się wydawało.
Chodź. Nie możemy|przegapić przyjęcia.
Dobrze.
Dobra. Zrobię to,|ale będziesz mi dłużny.
Jest:
Więc..
Powiedział, że kiedyś siedzieliśmy|koło siebie w samolocie.
Najwidoczniej ma gorszą pamięć,|niż mu się wydaje.
Chodź.|Nie możemy przegapić przyjęcia.
Dobra.
Dobra.
Dobra, zrobię to,|ale będziesz mi dłużny.
Było:
Niech zgadnę.|Brad?
Jest:
Niech zgadnę.
Brad?
Było:
Żeby mógł skoczyć na numerek.|Wiesz, że ta cała sprawa jest odrażająca.
- Ne zniosę już tego.|- Wiem, ale uświadom sobie,
że czerpiemy z tego korzyści.
Nie chcę czegokolwiek,|na co nie zapracowałem.
Powiem Bradleyowi,|że koniec z tym.
Co? Nie możesz tego zrobić.
- Stracisz pracę i wszystkie te pieniądze.|- Nie dbam o pieniądze.
Ja tak...
Tak samo jak mój osobisty sprzedawca|i instruktor pilates.
Gaby, nie.|Musimy postąpić właściwie.
Albo możemy przekonać kogoś,|by postąpił właściwie.
Jest:
Żeby mógł skoczyć na numerek.
Wiesz, ta cała sprawa jest odrażająca.|Nie zniosę tego już.
Wiem, ale przypominaj sobie,|że my też coś z tego mamy.
Coś, czego nie chcę.|Coś, na co nie zasłużyłem.
Nie. Powiem Bradley'owi,|że z tym kończymy.
Co?|Nie możesz tego zrobić.
Stracisz pracę|i wszystkie te pieniądze.
Nie dbam o pieniądze.
A ja tak!
Tak samo jak mój doradca od zakupów|i instruktor pilates.
Gaby, nie.
Zrobimy to, co trzeba.
Albo możemy...
przekonać kogoś innego,|żeby to zrobił.
Było:
jutro pojdę do centrum|ściąć włosy u tej dziwki.
Zobacz co właśnie znalazłam, mój obraz.
Katherine powiedziała mi, że się zepsuł.
Jest:
jutro pójdę do centrum handlowego|ściąć włosy u tej jego dziwki.
Hej.
Zobacz, co znalazłam.|Mój obraz z plażą.
Tak, Katherine mówiła mi,|że się stłukł.
Było:
Mi powiedziała to samo,|tylko, że sie nie zepsuł.
Jest:
Tak, mi powiedziała to samo.
Tylko, że...
nie stłukł się.
Było:
Mówiła, że jej się podoba...
dopóki jej nie powiedziałam,|że to ja go namalowałam.
Jest:
Wydawało się, że jej się podoba.
Dopóki jej nie powiedziałam,|że to ja go namalowałam.
Było:
Nie przesadzam.
- Chcę tylko wiedzieć, czemu kłamałaś.|- Mike, proszę, nie teraz.
- Mamy dom pełen gości.|- Nie, będziemy o tym rozmawiać teraz.
- Co robisz?| - Nic.
Jest:
Nie robię afery.
Chcę tylko wiedzieć,|dlaczego skłamałaś.
Mike, proszę, nie teraz.|Mamy dom pełen gości.
Nie, porozmawiamy o tym teraz.
Co robisz?
Nic.
Było:
- Mam nadzieję, że ci się podobało.|- Wcale nie.
Więc jak ścinamy?
Cóż, Shayla..|Jesteś Shayla, prawda?
Jest:
Susan!
Mam nadzieję, że ci się podobało.
Nie.
Nie podobało mi się.
Więc, jak ścinamy?
Cóż, Shayla..
Jesteś Shayla, prawda?
Było:
Przechodziłam ostatnio dość intensywne|sprawy emocjonalne.
Jest:
Przechodziłam ostatnio przez|dość intensywne sprawy osobiste.
Było:
Dobrze.|Powiem ci.
Miałam romans z żonatym mężczyzną,
i doszło do takiej sytuacji,
że nie mogę sobie spojżeć na siebie w lustrze.
Więc chcę nowy wygląd, który nie przypomina mi,|że jestem wielkim łajnem grzechu.
Jest:
Dobrze, powiem ci.
Miałam romans z żonatym mężczyzną.
I doszłam do takiego punktu, że już nawet|nie mogę spojrzeć na siebie w lustrze.
Więc, potrzebny mi nowy styl,
który będzie mówił,|że nie jestem wielkim łajnem grzechu.
Było:
Tak myślałam na początku|i wtedy zrozumiałam, że to głupie.
Jest:
Na początku myślałam tak samo,|a później zrozumiałam, że to głupie.
Było:
Może ona nie kocha go wystarczająco.
Ależ kocha.|I to bardzo.
Jest:
Może nie kocha go wystarczająco.
Nie, kocha go.|I to bardzo.
Było:
I ma dzieci.|Dwójkę uroczych maluchów.
To smutne,|ale czasem musisz zadbać o siebie.
Może jestem zmęczona byciem taką samolubną suką.
Jest:
I ma dzieci.
Dwójkę uroczych maluchów.
To smutne, ale czasem|musisz zadbać o siebie.
Może jestem już zmęczona|byciem taką samolubną suką.
Było:
Skup się, Shayla!|Mówimy o tym, jak
rujnuję życia niewinnych ludzi.
Gaby, wydajesz się być uroczą,|serdeczną osobą.
Jest:
Skup się, Shayla!
Mówimy o tym,|jak rujnuję życia niewinnych ludzi.
Gaby.
Wydajesz się być uroczą,|serdeczną osobą.
Było:
Co? O co chodzi?|Kim jesteś?
Jestem przyjaciółką Marii,|która przy okazji,
zdaje się być uroczą i serdeczną osobą.
Jest:
Co?
O co chodzi?|Kim jesteś?
Jestem przyjaciółką Marii,
która, tak przy okazji,|jest uroczą i serdeczną osobą.
Było:
Mówi, że ją zostawi.|Kłamie, ona jest w ciąży.
Jest:
Mówi, że ją zostawi.
Shayla, on kłamie.
Ona jest w ciąży.
Było:
To zadzwoń do Watykanu, ponieważ|będziemy potrzebować żłób i trochę siana.
Wynocha.|- Staram się ciebie chronić.
Powiedziałam wynocha.
Uspokójmy się, nie róbmy niczego,|czego mogłybyśmy żałować.
Teraz.
Właśnie dlatego ludzie nigdy|nie powinni chodzić do fryzjera w centrum!
Jest:
To zadzwoń do Watykanu,|bo będzie nam potrzebny żłóbek i siano.
Wynocha.
Próbuję cię chronić.
Powiedziałam, wynocha.|Już.
Dobrze, uspokójmy się.
Nie róbmy niczego,|czego będziemy żałowały.
Już.
Właśnie dlatego ludzie nigdy nie powinni|chodzić do fryzjera w centrum handlowym!
Było:
Chodź, Tom.|Musisz dobrze wyglądać.
Bree dużo kosztowało |przygotowanie tego obiadu.
Znowu przygotowała|jakiegoś łososia z niewiadomo czym?
Chciałam poczekać,|żeby powiedzieć ci to,
jak będziesz w dobrym nastroju,
ale zrozumiałam, że to się nie stanie,
więc Bree ma dziś specjalnego gościa,|jej wydawcę...
I szczęśliwie dla nas, on chce zatrudnić|nowego menadżera do spraw sprzedaży.
Mój boże. Czy ty...
wkręcasz mnie na rozmowę o pracę?
Zajdę coś, po prostu potrzebuję trochę czasu.
Jest:
No dalej, Tom.|Musisz dobrze wyglądać.
Bree bardzo się namęczyła,|żeby przygotować tę kolację.
A co, poda jakąś|nową papkę z łososia?
W porządku.
Chciałam poczekać z powiedzeniem ci tego,|aż będziesz w dobrym nastroju,
ale zrozumiałam,|że to się nie stanie, więc...
Bree ma dziś specjalnego gościa,|jej wydawcę,
i szczęśliwie dla nas, on chce zatrudnić|nowego kierownika do spraw reklamy.
Mój Boże.
Wkręcasz mnie na rozmowę o pracę?
Znajdę coś, dobra?
Po prostu potrzebuję|trochę czasu.
Było:
Ale wydaje mi się,|że to świetna praca.
Proszę wysłuchaj go i zrób dobre...
Jest:
Ale wydaje mi się,|że to fantastyczna praca.
Proszę, po prostu go wysłuchaj,
i zrób dobre...
Było:
Dobrze.|Ogolę się.
I umyj zęby.|Moje oczy łzawią.
I nie zwilżaj tylko szczoteczki.
Cześć.|Wejdź.
Dziękuję ci, że przyszedłeś.
Jest:
Dobra. Ogolę się.
I umyj zęby.|Oczy mi łzawią.
I nie samą wodą.
Zorientuję się.
- Bruce!|- Witam.
Cześć. Wejdź.
Bardzo ci dziękuję, że przyszedłeś.
Było:
Poczekaj, muszę wziąć z niej mój "mózg".
Nigdzie nie ruszam się bez tego.
Kiedy tylko wpadnę na coś...
Od razu nagrywam.
Wygląda na przydatny gadżet.|- Dziękuję, Orville.
Jest:
Poczekaj, muszę wziąć|z niego mój "mózg".
Nigdzie się bez niego nie ruszam.
W ten sposób, kiedy olśni mnie|jakiś pomysł, od razu go nagrywam.
Wygląda na przydatny gadżet.
Dziękuję, Orville.
Było:
Orville, Orson...|Tak czy owak, wrócił z placu zabaw
cały w siniakach.|Mam rację?
/Pomysł do książki dla dzieci.
Dziecko, które dostaje łomot z powodu
durnego imienia. Może to być Orson.
To oni. Poczekaj aż poznasz Toma.
Będziesz dumny,|że zabrałeś ten dyktafon.
Jest:
Orville, Orson...
Tak czy siak, wracał do domu|z podwórka cały posiniaczony.
Mam rację?
Pomysł do książki dla dzieci.
Dziecko, które dostaje łomot|z powodu durnego imienia.
Na przykład Orson.
To oni.|Poczekaj aż poznasz Toma.
Będziesz się cieszył,|że zabrałeś ten dyktafon.
Było:
Lynette, Tom, Witam.
Jest:
- Cześć.|- Lynette, Tom, cześć.
Było:
Miło cię poznać.
Cześć. Bree, wezmę piwo,|jeśli nie masz nic przeciwko.
Cześć Katherine.
Mike stoi po drugiej stronie ulicy|i pilnuje, żę cię przeproszę.
Nawet jeśli wiem,|że to ty powinnaś przeprosić
Jest:
Miło was poznać.
Cześć.
Bree, wezmę sobie piwo,|jeśli nie masz nic przeciwko.
Cześć, Katherine.
Mike stoi po drugiej stronie ulicy|i pilnuje, żebym cię przeprosiła.
Nawet, jeśli jest dla mnie jasne,|że to ty powinnaś przepraszać
Było:
/Raz, dwa, trzy.
Powinno być wystarczająco długo,|proszę.
Pocałuj mnie w dupę. Pa.
Jest:
Jeden, dwa, trzy.
Powinno wystarczyć.|Masz.
Pocałuj mnie w dupę.
Pa.
Było:
Przepraszam.
Ale żadna z nas nie dostałaby|złotego medalu za wzorowe zachowanie.
Jest:
Przepraszam,
ale żadna z nas nie dostałaby|złotego medalu za wzorowe zachowanie.
Było:
Jak to? Podobał ci się ten obraz,|dopóki nie dowiedziałaś się, że ja go zrobiłam
i wtedy zachowałaś się całkowicie żałośnie.
Więc czemu tylko ja jestem tu niedobra?
Pozwól, żę cię o coś zapytam?
Czy nie miałaś najmniejszego dreszczyku|przed powiedzeniem mi,
żę ten obraz, który mi tak bardzo|się spodobał, jest twój?
Że mam w swoim domu coś,|co reprezentuje waszą miłość?
Jest:
Dlaczego nie?
Podobał ci się ten obraz,
dopóki nie dowiedziałaś się,|że ja go namalowałam,
a potem zachowałaś się|beznadziejnie.
Więc czemu tylko ja|jestem tu niedobra?
Pozwól, że cię o coś|zapytam, dobrze?
Czy nie ucieszyłaś się chociaż trochę,|kiedy mogłaś mi powiedzieć,
że ten obraz, który tak bardzo|mi się spodobał,
jest twój?
Że mam w swoim domu coś,
co reprezentuje waszą miłość?
Było:
Więc co ty robisz?
Nie widzisz jakie to trudne dla mnie?
Mieszkasz po drugiej stronie ulicy.
Jest:
Więc co ty robisz, Susan?
Nie widzisz jakie|to jest dla mnie trudne?
Mieszkasz po drugiej|stronie ulicy.
Było:
Nie sądziłam, że bedę mieć|czyste konto z Mikiem.
Chciałam tylko mieć czysty kominek.
Jest:
Nie sądziłam, że zacznę|z Mikem od czystego konta.
Chciałam przynajmniej|mieć czysty kominek.
Było:
Chciałam żebyście się poznali z Tomem.
Pomyślałam, że przypadniecie sobie dogustu.
Bree mówi,|że byłeś asem w reklamie.
No nie wiem.
Jest:
Chciałam, żebyście|poznali się z Tomem.
Pomyślałam, że może|przypadniecie sobie do gustu.
Tak. Tom...
Bree mówi, że byłeś|kiedyś asem w reklamie.
Nie wiem.
Było:
To dobrze, bo szukam|kogoś do kierowania nowym wydziałem.
Jest:
To dobrze, bo szukam kogoś|do kierowania nowym wydziałem.
Było:
Więc co ty na to,|żeby wrócić do gry?
No nie wiem.
Wyczucie czasu jest trochę dziwne.
Jest:
Więc...
Interesuje cię powrót do gry?
Nie wiem.
Moment jest trochę dziwny.
Było:
No nie wiem.
Tom prowadził bardzo dochodową restarurację|i wlaśnie ją sprzedał z niezłym zyskiem.
Teraz czeka na właściwą okazję.
Może bedziesz musiał go przkonać, Bruce.
Wiem, że najlepszych najtrudniej złowić.
Jest:
Nie wiem.
Tom prowadził bardzo|dochodową restaurację,
i niedawno ją sprzedał|z niezłym zyskiem.
Więc, teraz czeka|na właściwą propozycję.
Może będziesz musiał|lepiej się sprzedać, Bruce.
Chyba tych najlepszych|zawsze jest najtrudniej złowić.
Było:
Reprezentujemy małą ekipę elitarnych autorów|książek literatury stosowanej z całego świata.
Więc bedziesz pracował|blisko tych pisarzy,
by stworzyć twórcze oferty|promocji ich kaiążek.
To brzmi...|wspaniale.
No nie wiem.
Mógłbym prosić więcej ziemniaków?
Jest:
Reprezentujemy małą, elitarną ekipę|autorów literatury faktu z całego świata.
Więc będziesz pracował|blisko tych pisarzy,
by stworzyć twórcze oferty|promocji ich książek.
To brzmi...
niesamowicie.
Nie wiem.
Są jeszcze ziemniaki?
Było:
Przestań mówić|/"No nie wiem".
Wygląda na to,|że jest dużo podróżowania.
Jest:
Przestań mówić "nie wiem".
Chyba jest tu dużo podróżowania.
Było:
Nawet jeśli są to dwutygodniowe|targi ksiażki w Paryżu?
I mieszkasz w|pięciogwiazdkowym hotelu?
Jest:
Nawet, jeśli jedziesz na dwutygodniowe|targi książki w Paryżu,
i mieszkasz|w pięciogwiazdkowym hotelu?
Było:
Czyli Francja?
Tak, czyli najwspanialsze|miasto na świecie.
Widzę, że Lynette jest zachwycona.
Jest:
We Francji?
Tak, najwspanialsze|miasto na świecie.
Widzę, że wprawiłem|Lynette w zachwyt.
Było:
Właściwie, to mam 12-letnie doświadczenie.
Jest:
Cóż...
Właściwie, to mam|12-letnie doświadczenie.
Było:
Byłam Opiekunem Klienta przez osiem lat,
Wiceprezesem prze kolejne cztery,
poza tym, napisałam pracę magisterską|na temat powieści z literatury stosowanej.
Wiem, więc o jakim|początkowym wynagrodzeniu mówimy?
Lynette, możemy chwilę porozmawiać?
Dobrze.|Bruce, poczekasz z odpowiedzią?
Jest:
Byłam doradcą klienta|przez 8 lat,
potem wiceprezesem|przez następne 4,
i tak przy okazji,
napisałam pracę magisterską na temat|rosnącego znaczenia literatury faktu.
O rany.
Wiem. Więc, jak wygląda|początkowe wynagrodzenie?
Lynette.
Możemy chwilę porozmawiać?
W porządku.
Bruce, poczekasz z odpowiedzią?
Było:
Siedzimy tu jak na szpilkach.
Jest:
I co?|Siedzimy tu jak na szpilkach.
Było:
- Co ty robisz do diabła?|- Biorę tą pracę. To właśnie robię.
Jest:
Co ty robisz, do cholery?
Biorę tę pracę.|To właśnie robię.
Było:
Nie zachowujesz się,|jakbyś jej bardzo chciał, panie...
/"No nie wiem.|/Mógłbym prosić więcej ziemniaków?"
To nie tak, że jej nie chcę.|Po prostu to dzieje się za szybko.
- Potrzebuję chwili na zaleczenie ran.|- Dobrze, wymiękasz. Ja jadę do Paryża.
Jest:
Nie zachowujesz się,|jakbyś jej bardzo chciał,
panie "Nie wiem.|Są jeszcze ziemniaki?".
Nie chodzi o to,|że jej nie chcę.
Po prostu to dzieje się za szybko.|Potrzebuję chwili na zaleczenie ran.
Dobra, ty wymiękasz,|ja jadę do Paryża.
Było:
Twojej? Tej którą chcesz zdobyć|poprzez dąsanie się
i zachowywanie jak dzieciak?|Miałeś okazję. Schrzaniłeś ją.
- Ah tak?|- Tak.
Zadarłaś z bykiem, siostro.
Jest:
Twojej?
Tej, którą chcesz|zdobyć przez fochy,
i zachowywanie jak dzieciak?
Miałeś szansę.|Schrzaniłeś ją.
- Ach, tak?|- Tak.
Właśnie zadarłaś z bykiem, siostro.
Było:
Może powinniśmy je pokroić tutaj.
Nie chcę tam zanieść dużego noża.
Jest:
Może powinniśmy|pokroić tartę tutaj.
Nie chcę tam wchodzić z nożem.
Było:
Pokazałem moje|/"Nie zależy mi na tej posadzie"
by zobaczyć, czy tobie zależy.
I tak jest.|To mi się podoba.
Jest:
że zachowywałem się,|jakby nie zależało mi na tej posadzie,
żeby zobaczyć, czy tobie zależy.
I tak jest.
To mi się podoba.
Było:
Nie rozmawialiśmy jeszcze o wynagrodzeniu,|ale mam dobre przeczucia.
Wiesz co, Tom, masz rację.|Bruce zależy na tej posadzie.
Dlatego chce być pewien,|że zatrudni właściwą osobę.
Jest:
Nie rozmawialiśmy jeszcze|o wynagrodzeniu,
ale mam dobre przeczucia.
Wiesz co, Tom?
Masz rację.
Bruce'owi zależy na tej posadzie.
Dlatego chce być pewien,|że zatrudni idealną osobę.
Było:
Tak byłeś. Byłeś najlepszą osobą,|jaka dla mnie pracowała.
Byłam jego szefem.
- Nie to miałam na myśli.
Nie wiem, czy będą|chcieli pracować dla tego durnia.
Nie, on był dla mnie bardzo dobry.
Oczywiście, że był, bo wie,|że przynosisz mu ogromne zyski.
Z drugiej strony ja jako nieistotny człowieczek,|ledwie wart wspomnienia.
Gada tylko do tego denerwującego|dyktafonu przypominającego penisa.
Więc mówię mu,
{y:i}Je crois que c'est l'homme|/qui fait Les chez d'oeuvres.
A on mi na to,|/Non, Lynette.
{y:i}Ce sont Les chez d'oeuvres|/qui font l'homme.
Wspaniała historia...|Tak przypuszczam.
Nie mówię w innym języku,|ale miałem kampanie
przetłumaczone na dwanaście innych,
włączając frytki ziemniaczane|Profesora Crispy'ego.
Uwielbiam tą kampanię.|Ty ją zrobiłeś?
Jest:
Tak. Byłeś najlepszą osobą,|jaka dla mnie pracowała.
Byłam jego szefową.
Nie o to mi chodziło.
Nie wiem dlaczego chcą|pracować dla tego dupka.
Nie, on jest dla mnie bardzo dobry.
Oczywiście, że jest.
Bo wie, że przynosisz mu|ogromne pieniądze.
A mnie, z drugiej strony, postrzega|jako nieistotnego człowieczka,
o którym nie warto wspominać,
kiedy gada do tego swojego wkurzającego|dyktafonu w kształcie penisa.
Więc powiedziałam mu:
"Je crois que c'est l'homme|qui fait Les chez d'oeuvres."
A on mi na to:
"Non, Lynette."
"Ce sont Les chez d'oeuvres|qui font l'homme."
Świetna historia.
Tak przypuszczam.
Nie mówię w obcych językach,
ale moje kampanie tłumaczono|na 12 różnych języków,
włączając w to frytki|Profesora Crispy'ego.
Uwielbiam tę kampanię.|Ty ją zrobiłeś?
Owszem.
Było:
Tak, Tom był bardzo|dobry w swojej pracy,
dopóki nie został zwolniony.
Właściwie, to z chęcią|dałem się zwolnić.
Mój szef był straszny.
Ups. Siedzi tuż obok.
{y:i}Je regrette.
Ma ktoś ochotę na coś słodkiego?
Wiem, poproszę.
Wszyscy mielismy problemy|z szefami, prawda Tom?
Jest:
Tom był bardzo dobry|w swojej pracy.
Dopóki nie został zwolniony.
Właściwie, to cieszyłem się,|że zostałem zwolniony.
Moja szefowa była straszna.
Ups.
Siedzi tuż obok.
Je regrette.
Czy ktoś ma ochotę|na coś słodkiego?
Ja na pewno.
Cóż...
Wszyscy mieliśmy problemy|jako szefowie, prawda, Tom?
Było:
Prawdę mówiąc, doprowadził tą melinę do ruiny|przez złe zarządzanie.
Jest:
Prawdę mówiąc,
doprowadził tę melinę do ruiny|przez złe zarządzanie.
Było:
Myślę, żę Lynette jest wspaniała.
Jest świetnym menedżerem,
Ma dobre podejście do ludzi
i jest godna zaufania...
Dopóki rak znów nie uderzy.
Jest:
Myślę, że Lynette jest fantastyczna.
Jest świetnym kierownikiem,
ma dobre podejście do ludzi,
i jest godna zaufania.
Dopóki rak znowu nie uderzy.
Było:
Chyba powinienem ruszać w drogę.
Jest:
Chyba powinienem już jechać.
Było:
Właśnie zacząłem się rozglądać.|Jestem pewien, że będzie to długi proces,
ale zaufajcie mi,|z pewnością zrobiliście wrażenie.
Przyniosę płaszcz.
Szkoda, że nie możesz zostać na deser.
Zrobiłam Tarte Tatin.
Pomysł do powieści...
Jest:
Dopiero zacząłem się rozglądać.|Na pewno będzie to długi proces,
ale zaufajcie mi,
z pewnością zrobiliście wrażenie.
Przyniosę twój płaszcz.
Szkoda, że nie możesz|zostać na deser.
Zrobiłam tartę tatin.
Pomysł do powieści.
Było:
Nie wiem kiedy ostatnio miałem|tak interesujący wieczór.
Jest:
Nie wiem, kiedy ostatnio|miałem taki interesujący wieczór.
Było:
Bruce,
może zapakuję ci kawałek|tego ciasta na drogę?
Tak.
Jest:
Bruce...
Może zapakuję ci kawałek|tarty na drogę?
Pysznie.
Było:
/Ktoś widział mój dyktafon?
- Leżał właśnie tu.|- Poszukam go.
Przestań.
- Nie mam tego.|- A co powiesz na to?
Jest:
Ktoś widział mój dyktafon?
Leżał dokładnie tutaj.
Poszukam go.
Bree...
- Przestań.|- Gdzie on jest?
Nie mam go.
A co to jest?
Było:
Zobacz co się zabrałam|z brudnymi serwetkami.
Jest:
Zobacz, co się zaplątało|w brudne serwetki.
Było:
Cześć Gaby.
Jezu, Bradley,|przstraszyłeś mnie!
- Rozmawiałaś ze Shaylą.|- Tak, prawdziwy z niej skarb.
Nie powinnaś tego robić.|Mamy umowę.
Znudziła mnie już ta umowa,|a to co robisz dla Marii jest podłe.
Nie jesteś w pozycji,|żeby mnie osądzać.
Jest:
Cześć, Gaby.
Jezu, Bradley,|przestraszyłeś mnie!
Rozmawiałaś z Shaylą.
Tak, prawdziwy z niej klejnot.
Nie powinnaś była tego robić.|Mamy umowę.
Jestem już zmęczona tą umową.
A to, co robisz Marii jest podłe.
Hej!
Nie jesteś kimś,|kto może mnie osądzać.
Było:
Tak, ale już nie jestem tą osobą.|Zmieniłam się.
Jest:
Tak, cóż...
Nie jestem już tamtą osobą.|Zmieniłam się.
Było:
dopiero wtedy, jak są pieniądze|lub wakacje nie są zagrożone.
Potem martwisz się tylko o Gaby.
Jest:
dopóki nic nie zagraża|pieniądzom albo urlopom.
A kiedy tak się dzieje,|martwisz się już tylko o Gaby.
Było:
Koniec z tym.
- Co masz na myśli?|- Koniec umowy.
Nie będę już wiecej zapewniała alibi|dla twojego romansiku.
To nie romans.|Kocham ją.
Jest:
Wystarczy tego.
Co masz na myśli?
Koniec umowy.
Nie będę już kryła|twojego głupiego romansiku.
To nie jest romans.
Kocham ją.
Było:
Shayla?|Ona ma słoiczek ze wskazówkami Hello Kitty.
Sprawia, że jestem szczęśliwy.|Nie mogę jej zostawić.
Przynajmniej bądż mężczyzną|i powiedz to Marii,
jeśli nie, ja to zrobię.
Jest:
Shayla?
Ona ma kubek z "Hello Kitty".
Uszczęśliwia mnie.
Nie mogę jej zostawić.
Przynajmniej bądź mężczyzną|i powiedz to Marii.
Bo jeśli jej nie powiesz,|ja to zrobię.
Było:
A ty powiedz Carlosowi
żeby wziął podełko w poniedziałek do pracy,|bo został zwolniony.
Więc kolacja...
/Super!
Lynette, będę żałował przez resztę życia|tego, co dziś powiedziałem.
Nie wiem co we mnie wstąpiło.
Ja wiem i nic nie szkodzi.
Poza tym, czy słyszałeś|co ja powiedziałam?
Jak już mówiłam.|/Super!
Chciałabyś usłyszeć,|co Bruce powie
do tego dyktafonu w drodze powrotnej?
/"Pomysł... Sprawdzić lokalne szpitale psychiatryczne
/czy nie uciekło jakieś małżeństwo".
Jest:
A ty możesz powiedzieć Carlosowi,
żeby w poniedziałek|przyniósł pudełko do pracy,
bo został zwolniony.
Więc, kolacja...
Rety!
Lynette, do końca życia będę żałował|tego, co dzisiaj powiedziałem.
Nie wiem, co we mnie wstąpiło.
Ja wiem.
I nic nie szkodzi.
Poza tym, słyszałeś,|co ja mówiłam?
Tak jak powiedziałam.
Rety!
Chciałabyś usłyszeć, co Bruce|powiedział do swojego dyktafonu
po drodze do domu?
"Pomysł."
"Sprawdzić czy z pobliskich szpitali|psychiatrycznych nie uciekło jakieś małżeństwo."
Było:
mówiłaś poważnie,|że chcesz wrócić do pracy?
Rozmawiałam dziś o tej pracy|i próbowałam przekonać Bruce'a, że jestem dobra,
Jest:
Mówiłaś poważnie,|że chcesz wrócić do pracy?
Rozmawiałam dziś o tej pracy i próbowałam|przekonać Bruce'a, że jestem dobra,
Było:
I że chciałabym kolejnej szansy,|by to udowodnić.
Dobrze.
Jest:
I chciałabym dostać kolejną szansę,|żeby to udowodnić.
W porządku.
Było:
Tak. Realizowaliśmy mój pomysł przez siedem lat.
Jest:
Tak.
Realizowaliśmy mój pomysł|przez 7 lat.
Było:
Wiesz jakie to byłoby upokarzające,
gdyby Bruce zobaczył, jak go zabierasz?
Jest:
Wiesz, jakie byłoby to dla mnie upokorzenie,|gdyby Bruce zobaczył, że go zabierasz?
Było:
Więc powiedz coś.|Sprzeciw mu się. Ale kradzież?
Szczeże, Orson, czemu|miałbyś zrobić coś takiego?
No nie wiem, Bree.
Wiem natomiast coś innego...
Jest:
Więc powiedz coś.|Postaw mu się.
Ale kradzież?
Szczerze, Orson,|czemu zrobiłeś coś takiego?
Nie wiem, Bree.
Nie wiem.|Ale wiem coś innego.
Było:
niekt do mnie nie mówił|w taki sposób jak to robią teraz.
Kiedy straciłem licencję,|straciłem szacunek ludzi.
I chciałeś go odzyskać|poprzez kradzież?
Jest:
nikt nie odzywał się do mnie|w taki sposób, jak to robią teraz.
Kiedy straciłem klinikę,|straciłem szacunek ludzi.
I chciałeś go odzyskać|dzięki kradzieży?
Było:
Nawet ty...
próbujesz wszystkiego,|by załatwić mu pracę.
Nie muszę być na twoim miejscu, Orson.
To co zrobiłeś było|upokarzające i dziecinne,
i więcej się nie powtórzy.
Jest:
Nawet ty.
Wychodzisz z siebie,|żeby załatwić mu pracę.
Nie muszę być|na twoim miejscu, Orson.
To, co zrobiłeś było|upokarzające i dziecinne.
I więcej się nie powtórzy.
Było:
Do zobaczenia. Dziękuję.
Ojcze?|- Tak? W czym mogę pomóc?
Mam taką nadzieję.|Widziałam wczoraj ojca
kiedy kupował kupon na loterię.
Byłam z mężem Davem.
Jest:
Ojcze?
Tak?|Mogę w czymś pomóc?
Mam taką nadzieję.
Widziałam ojca wczoraj,|kiedy kupował kupon na loterię.
Byłam z moim mężem, Davem.
Było:
I cóż,
odmówił rozmowy|o jego przeszłości,
więc jeśli mógłbyś mi coś|o nim powiedzieć...
Nie sądzę, że mogę.
Proszę. On ma tak dużo sekretów|i nie mogę do nikogo innego się zwrócić.
Chciałbym pomóc, ale...
Musisz o tym porozmawiać|ze swoim mężem.
Jeśli to byłoby takie proste,|myślisz, że bym tu była?
Przepraszam.
Proszę wiedzieć, że moje myśli|są z wami, Pani Dash.
Jest:
I, cóż...
On nie chce mówić|o swojej przeszłości,
więc jeśli mógłby ojciec|powiedzieć mi coś o nim...
Nie jestem pewien, czy mogę.
Proszę.
On ma tak wiele sekretów,|a ja nie mam się do kogo zwrócić.
Chciałbym pani pomóc, ale...
to jest sprawa, o której|musi pani pomówić z mężem.
Gdyby to było takie proste,|myśli ojciec, że bym tu była?
Przykro mi.
Proszę wiedzieć, że moje myśli|są z wami, pani Dash.
Było:
Nie powinienem zakładać,|że weźmie pani nazwisko męża.
Tak czy owak...
Powodzenia Pani Williams.
Cześć Susan.|Myślałem, że mam MJ do 19.00.
Owszem.|Jestem tu po mój obraz.
Jest:
Nie powinienem zakładać,|że przyjęła pani nazwisko męża.
W każdym razie...
Powodzenia, pani Williams.
Cześć, Susan.
Myślałem, że M.J.|ma być u mnie do siódmej.
Zgadza się.|Przyszłam po mój obraz.
Było:
Więc teraz go odbieram.|Spróbuj nadążyć.
Jeśli chodzi o to,|co się stało na przyjęciu...
{y:i}Właściwie tak,|{y:i}ponieważ wtedy stwierdziłam,
że nie chcę, aby ten obraz,|nad którym harowałam,
wisiał w domu, który dzielisz
{y:i}ze swoją nową dziewczyną.|/Kapujesz?
Wczoraj byłaś zła,|ponieważ nie był zawieszony,
Jest:
A teraz go odbieram.|Spróbuj nadążyć.
Dobra, jeśli chodzi o to,|co się stało na przyjęciu...
Właściwie to tak,
bo wtedy postanowiłam,
że nie chcę, by to dzieło sztuki,|nad którym harowałam,
wisiało w domu, który dzielisz|ze swoją nową dziewczyną.
Kapujesz?
Dobra, wczoraj byłaś zła,|bo tu nie wisiał,
Było:
Jestem aż tak skomplikowana.|Nie cieszysz się, że się rozwiedliśmy?
Jeśli wy dwoje tak bardzo chcecie obraz,|namalujcie go sami.
Susan..|- Mayfair.
Jest:
Tak.
Jestem taka skomplikowana.
Nie cieszysz się,|że się ze mną rozwiodłeś?
Jeśli wy dwoje tak bardzo|chcecie mieć obraz,
namalujcie sobie swój.
- Susan.|- Mayfair.
Było:
Romumiesz?
Nie do wiary.
Poza tym, myślę o jaśniejszym kolorze|do pokoju dziecinnego.
Teraz wiem,|że jest trochę za duży,
Ale co myślisz o turkusie?
Jest:
Rozumiesz?
Niewiarygodne.
W każdym razie, myślę o jaśniejszym|kolorze do pokoju dziecinnego.
Wiem, że to lekkie przegięcie,
ale co myślisz o turkusie?
Było:
Nie mogę sie zdecydować,|czy być operatorem wprowadzającym dane,
czy wstąpić do Marines.
Przepraszam.
Nie musisz. Mówiłem ci,|że nienawidziłem pracować dla tego durnia.
- Postąpiłaś właściwie.|- Powinnam to zrobić wcześniej.
ale zrobiłaś, nawet jak wiedziałaś,|że stracisz mnóstwo pieniędzy.
Jesteś dobrą osobą kotku.|Jestem z ciebie dumny.
To znaczy wiele, jeśli mówi to|żołnież Marines Stanów Zjednoczonych.
Jest:
Nie mogę sie zdecydować,|czy mam zostać...
operatorem wprowadzającym dane,|czy wstąpić do marynarki wojennej.
Bardzo cię przepraszam.
Nie musisz.
Mówiłem ci, że nienawidziłem|pracować dla tego dupka.
- Postąpiłaś właściwie.|- Powinnam była zrobić to wcześniej.
Ważne, że w ogóle zrobiłaś.
Nawet wiedząc,|że stracisz mnóstwo pieniędzy.
Jesteś dobrą osobą, kotku.|Jestem z ciebie dumny.
To wiele znaczy, kiedy mówi to|żołnierz marynarki Stanów Zjednoczonych.
Było:
Już do ciebie jedziemy.
Zakładam,|że Bradley jej powiedział.
Jest:
Uspokój się.
Dobrze, już do ciebie jedziemy.
Chyba Bradley jej powiedział.