Nie wiem czy faktycznie są poprawki, ale są na pewno błędy . W filmie jest mowa o dziecięciu, kóre ma się rzekomo nazywać "Koniec miłosierdzia" (zgodnie z wersją angielską, w której stoi: "No more mercy"). Taką opcję przyjął "Rezolutny Rzeczoznawca", autor "Nowego Tłumaczenia", tym samym odrzucając moją translację wedle której dziecię miało nazywać się "Więcej miłosierdzia". Tylko, że ja opierałem się na oryginalnej, francuskiej ścieżce dialogowej, w której wyraźnie słychać: "Plus de misericorde". Jestem przekonany, że w tłumaczeniu angielskim jest błąd. Ten błąd został teraz powielony. To tylko przykład. Są inne inne błędy, które autor zrobił w wierze że poprawia. Film był za trudny.
Cała historyjka o poślubianiu nierządnicy i nadawaniu imion dzieciom z niej zrodzonych to cytat z początku księgi Ozeasza. Proszę sprawdzić, jak to jest przekładane. Połowiczna zmiana na "Więcej miłosierdzia" (bo imię drugiego dziecięcia pozostaje bez zmian) nie ma sensu, nie może być też "innowacją" Bunuela, który w końcowych napisach wyraźnie podkreśla rzetelność użytych cytatów, by nikomu nie przyszło do głowy, że są to jego zmyślenia czy "swobodne wariacje". Nie twierdzę, że tłumaczenie jest teraz bezbłędne (trzeba by je chyba zrobić od nowa), ale bardzo proszę o podanie poprawek, które zepsuły istniejący przekład.
Może zatem Bunuelowi chodziło o absurd by zdezorientować widza; tak jak powiedziałem: po francusku wyraźnie słychać "plus de misericorde"; proszę posłuchać. Nowy przykład błędu: na początku ma pan wprowadzenie w którym jest mowa o losach szczątków św. Jakuba, które zostały odnalezione w XIX w. przez przypadek; w tekście do filmu wyraźnie stoi, że papiestwo raczyło uznać ich autentyczność jakiś czas w c z e ś n i e j (It was some time b e f o r e the Papacywould recognize that they were authentic). Nie dość, że jest czarno na białym, to jeszcze akcent ironiczny uzyskany przez użycie słowo would wskazuje na sens tego zdania. NIe wiem czym się pan sugerował. Poza tym we wstępie pana porawki polegają ogólnie na tym, iż bezzasadnie uprościł pan język eliminując akademicką swadę, którą zauważa się nawet w tym angielskim tłumaczeniu. Bunuel był surrealistą i chodziło mu o efekt artystyczny, a nie o ścisłość. Odnalezienio zwłok po uznaniu ich za święte, a następnie odkrycie, że nie są jednak święte to sytuacja z końca filmu; a więc motyw ten ma głęboki sens dramaturgiczny.
1. Bunuelowi mogłoby chodzić o absurd i "zdezorientowanie widza", gdyby Ozeasz był powszechnie znany. Ciekaw jestem, ilu widzów w ogóle zorientowaloby się, że jeden element w tej historii został przestawiony? I najważniejsze pytanie: po co?
2. Co do stylu, nie będę dyskutował - każdy ma własne upodobania i gdyby tylko o to chodziło, zostawiłbym poprawione tłumaczenie wyłącznie na swój użytek. Proszę natomiast zwrócić uwagę na zmiany w tekstach kanonów soborowych w przedstawieniu szkolnym, w tekstach w obrządku pryscyliańskim, a zwłaszcza na dysputę między jansenistą a jezuitą w trakcie pojedynku, która, niestety, w wersji poprzedniej była kompletnie niezrozumiała. Oczywiście to tylko niektóre grubsze poprawki.
3. Nie jestem anglistą, ale wydaje mi się, że zdanie:
It was some time b e f o r e the Papacy would recognize that they were authentic
bynajmniej nie znaczy, iż papiestwo uznało autentyczność czegoś wcześniej, ale, że coś (it) zdarzyło się wcześniej, zanim papiestwo uzna, że szczątki były (they were) autentyczne. Szyk jest chyba oczywisty.
Faktycznie, nie jest pan anglistą. Zdradził się pan z rażącą niekompetencją. W tym zdaniu "it" oczywiście nie pełni funkcji podmiotu, każdy kto choć trochę zna angielski o tym wie. Właściwie ta demaskacja mogłaby zakończyć całą dyskusję o pana tłumaczeniu. To podstawy.
Piewszy argument nie ma sensu sensu - film nie jest dla masowego widza, ale dla erudyty i konesera. Generalnie mogę powiedzieć, iż tłumacząc myślał pan kategoriami "jak powinno być", a nie jak jest.
Drugi argument dotyczy nie stylu tłumaczenia (myli pan pojęcia), ale stylu, w jakim wypowiadają się postacie lub narrator. Bezdyskusyjne jest na przykład, że odszedł pan od oryginału eliminując inwersje np. z fragmentów, w którym mówią językiem archaicznym (ten fragment, w którym sekciarze mówili po łacinie).
Co do jansenistów - mogę panu wyjaśnić każdy fragment, pomimo iż tu bez wątpienia Bunuelowi chodziło o zmylenie widzą (świadczy o tym sposób kadrowania - pokazana jest nie ta postać, która mówi, tylko interlokutor).
"Co do jansenistów - mogę panu wyjaśnić każdy fragment"
Proszę mi w takim razie wyjaśnić ten bełkot, a szczególnie zwrot "sprzedajna natura człowieka":
00:57:06:Czy zaprzeczyłby pan,|że sprawiedliwemu człowiekowi, przed działaniem,
00:57:09:niezbędna jest łaska by wykonać dobry uczynek?
00:57:12:Tak, zaprzeczam temu.
00:57:14:Wola podlega upodobaniom chwili.
00:57:25:Godny czy niegodny,|mimo sprzedajnej natury człowieka,
00:57:30:nie posiada koniecznie wolności,
00:57:33:która jest wolna od konieczności!
00:57:36:Godny czy niegodny,|mimo sprzedajnej natury człowieka,
00:57:39:musi zostać oswobodzony z wszelkiej konieczności
00:57:41:absolutnej czy nawet relatywnej.
Jeszcze uwaga w sprawie tłumaczenia zdania o uznaniu relikwii św. Jakuba za autentyczne.
Według Pana sens tego zdania jest taki, że papiestwo uznało autentyczność relkwii WCZEŚNIEJ niż relikwie te zostały odnalezione. Jeśli ma Pan rację, to tylko udowodnił Pan, że Bunuel był osobą źle poinformowaną lub świadomym kłamcą. Powtórne odkrycie ciała św. Jakuba nastąpiło bowiem w roku 1879, natomiast uznanie ich za autentyczne - w roku 1884, czyli w 5 lat PÓŹNIEJ. Proszę się więc może nie kompromitować...
(http://www.saint-jacques.info/anglais/spotlights.htm)
"Nature corumpu" to natura, która łatwo poddaje się zepsuciu. Oczywiście jest określenie używane w języku polskim, nie tylko w literackiej polszczyźnie. Chyba zakończymy dyskusję, bo widze, że nie umie się pan przyznać do błędu. Nie zna pan gramatyki i to prowadzi pana w ślepe zaułki interpretacyjne: czy Bunuel był kłamcą? Trzeba było przetłumaczyć film. Pan poznajdował gdzies jakieś teksty, które mało mają wspólnego z dialogiem. Scena z Jansenistami tego dowodzi - to nie jest tłumaczenie filmu. Mnie, podobnie jak i panu, też jest przykro, że film nie zgadza się z pańskimi cytatami. Oczywiście, ze Bunuel był kłamcą. A pan dał się nabrać. Okazało się, że nie zna pan gramatyki a zasłania się pan prawdą historyczną...Trochę pokory. Przecież wszyscy widzą, co znaczy to zdanie!
Drogi Panie!
Gdyby chodziło tylko o mnie, dawno bym już zakończył tę dyskusję i poprzyznawał się Panu do wszystkich "błędów", jakie Pan tylko widzi (ale radzę jednak skonsultować się z jakimś dobrym anglistą!). Widzowie i tak mają szansę ściągnąć obie wersje napisów i porównać. Ja się takiego porównania nie boję.
Ale nie mogę Panu darować tego, że robi Pan z Bunuela ignoranta lub krętaczynę na poziomie lewicowego agitatora z "Faktów i mitów".
Pańskie zdanie:
"Nature corumpu" to natura, która łatwo poddaje się zepsuciu.
upewniło mnie, że nie ma Pan zielonego pojęcia o teologii, a zabiera się Pan za tłumaczenie filmu, który w ambicji Bunuela miał być właśnie teologicznie precyzyjny (On nie wahał się konsultować z fachowcami!). To miało być pokazanie chrześcijaństwu jego własnej twarzy, a nie tandetne "przekręty", czy "surrealistyczny" (w mniemaniu maluczkich) bełkot. Ja nie poznajdywałewm - jak Pan uprzejmie pisze - "gdzieś jakichś tekstów", Panu najwyraźniej kompletnie obcych, ale odtworzyłem to, z czego korzystał sam Bunuel z rzetelnością, którą na końcu mocno podkreśla. Natomiast nazywanie Bunuela "kłamcą", by ratować swoje spaprane tłumaczenie, to już wybieg niegodziwy. Dlatego na koniec - bo na ogół mam wyrozumiałość dla ludzkich słabości - Pańska "ortograficzno-teologiczna" perełka:
01:26:43:I drogocenne dziewidztwo Maryji!
[...]
01:27:43:zrodzona przez aniołów,
Zapadł się Pan wreszcie ze wstydu pod ziemię?
Ponoszą pana nerwy; i o to mi chodzi, ponieważ złudzeń co do tego, że się pan przyzna, iż słabo zna gramatykę - nie mam. Ja, w odróżnieniu od pana, nie będę sięgał po epitety ("maluczki"), ale precyzyjnie trzymał się tekstu. W odróżnieniu od pana nie znam intencji Bunuela - po prostu tłumaczę tak jak jest.Symptomatyczne jest jak ucieka pan w sferę zagadnień teologicznych (być może studiował pan teologię) i jak doskonale zna pan intencję Bunuela - największego z ironistów. Jeśli nie widzi pan ironii w tekście autora, który przez Kościół został odsądzony od czci i wiary, to proponuję, żeby pozostał pan molem pożerającym literaturę naukową. Ja zestawię fragmenty, a każdy niech oceni, które fagmenty są wierne Bunuelowi, a które są cytatami nieodpowiadającymi dialogom w filmie.
00:00:29:Pod koniec XVI wieku,
00:00:31:ponieważ wojny religijne przerwały ruch pielgrzymkowy,
00:00:36:biskup Santiago kazał ukryć szczątki apostoła.
00:00:41:W XIX wieku zostały one przypadkowo odnalezione,
00:00:46:a w jakiś czas później Rzym uznał
00:00:51:owe szczątki za autentyczne.
To było pana tłumaczenie. Teraz po angielsku.
In the 19th century they were discovered by accident. It was some time before the Papacy would recognize that they were authentic.
A to moje.
00:00:41:W wieku XIX zostały one odnalezione przez przypadek.
00:00:46:Już jakiś czas wcześniej, Papiestwo było łaskawe uznać
00:00:51:owe zwłoki za autentyczne.
Worthy or unworthy, with man's corrupt nature, he does not nessesarily have freedom that is free of necessity.
To pana:
Do zdobycia zasługi lub kary|w stanie natury upadłej...
nie potrzeba, aby człowiek|był wolny od wewnętrznej konieczności,
lecz wystarczy, aby był wolny|od przymusu zewnętrznego.
To moje
Godny czy niegodny, mimo sprzedajnej natury człowieka,
nie posiada koniecznie wolności,
która jest wolna od konieczności!
Do tego zestawienia dodam, że oczywiście, nie mówimy "zdobyć karę"; jest to błąd stylistyczny.
Jeśli idzie o drogocenne dziewictwo: tak, przyznaję się ( odróżnieniu od pana potrafię) popełniłem błąd. Wynika on stąd, że w wersji angielskiej jest "borne by". Posłuchałem, rzeczywiście w wersji francuskiej jest " porter". Po prostu w wersji angielskiej był błąd. A więc unoszona.
To tyle. myśle, że próbki pokazują iż jest to wybów między teologczną wykładnią filmu a jego tłumaczeniem, które może nie jest bezbłędne, ale jest dobre.
I jeszcze jedno: gdyby nie było mojego tłumaczenia, nie byłoby również pańskiego, a więc można powiedzieć, że moje jest warunkiem sine qua non pańskiego. Dlaczego? Dlatego, że: po pierwsze za słabo zna pan gramatykę (co pokazują przykłady oraz pańskie wybiegi), a po drugie dlatego, że zrobiłem je z powietrza tworząc każdy napis z osobna na podstawie hardsubów. Lubi pan myśleć kategoriami spekulatywnymi, więc pozostawiam pana z pytaniem: zrobiłby pan to? NIech pan udzieli odpowiedzi sobie, nie internautom. Bo jeśli by pan nie zrobił, to winien mi pan jest przeprosiny, za nazwanie mnie maluczkim. NIe czuję się ani mniej, ani bardziej godnym miana człowieka niż pan. Czy to teologia pozwala panu ustanawiać hierarchię ludzi w/g icho moralnej wyższości, bądź niżości?
PS.Obnażył się pan również ujawniając swoje poglądy polityczne. A może pana tłumaczenie jest również obciążone ideologicznie? Co do mnie, to nie mam lewicowych przekonań, natomiast proszę poczytać trochę biografię Bunuela, prześledzić jego twórczość a przekona się pan, że on lewackie sympatie wielokrotnie ujawniał. Przekonał by się pan również, że surrealistą j e d n a k był.
"Obnażył się pan..."
Ależ mnie Pan złapał! A odkąd to poglądy polityczne są czymś wstydliwym? Chyba że Pan ma takie i woli się "nie obnażać"... Owszem, Bunuel - jak wszyscy surrealiści w swym "okresie klasycznym" - miał lewicowe poglądy, ale nie "lewackie". Znowu Pan go obraża...? Co on Panu takiego zrobił? Nakręcił film za trudny dla Pana, którego Pan nie zrozumiał i teraz się Pan mści na nieboszczyku? Fe, nieładnie...
"Ja zestawię fragmenty, a każdy niech oceni, które fagmenty są wierne Bunuelowi"
Proszę bez manipulacji. Zamiast "wierne Bnuelowi" powinno być "wierne angielskiemu tłumaczowi" i to "wierne" w sensie słownikowym, bo chyba puścił Pan tekst przez automatycznego tłumacza nie zastanawiając się nad sensem. Co to w ogóle znaczy:
nie posiada koniecznie wolności,
która jest wolna od konieczności!
Przecież to jawna bzdura! Bełkot! I "autorytet" żadnego angielskiego rzemieślnika od napisów nic tu nie poradzi. A może bełkotanie to dla Pana jest właśnie "surrealizm"?
Robi Pan kompromitujące byki ortograficzne. Wymyśla Pan jakąś Maryję zrodzoną przez anioły i "sprzedajną naturę człowieka", nie chcialo się Panu zajrzeć nawet do "Breviarium fidei" (chociaż sam Pan wcześniej twierdził, że jest to film dla erudytów), a teraz nagle unosi się Pan godnością. "Maluczki" nie było do Pana, chyba jednak nie bez powodu tak Pan przejął się tym epitetem. Wzrost samoświadomości to dobry znak...
Jeszcze odnośnie tego zdania (choć już udowodniłem, że zrobił pan błąd):"In the 19th century they were discovered by accident. It was some time before the Papacy would recognize that they were authentic." W wersji francuskiej jest szyk odwrotny - Papiestwo w podmiocie oraz orzeczenie na początku - i następnie użyte jest wyrażenie "quelqe temps avant". Tym samym jednoznacznie dowodłem panu, że nie zna pan gramatyki.
Powinien Pan chyba wykorzystać te swoje głębokie "odkrycia gramatyczne" i napisać na ich podstawie rozprawkę o "lewackiej manipulacji faktami" w "Drodze mlecznej" Bunuela. Zachęcam do wypłynięcia na szersze wody. Niech inni też mają trochę radości...
Powinien Pan chyba wykorzystać te swoje głębokie "odkrycia gramatyczne" i napisać na ich podstawie rozprawkę o "lewackiej manipulacji faktami" w "Drodze mlecznej" Bunuela. Zachęcam do wypłynięcia na szersze wody. Niech inni też mają trochę radości...
Witam panie Kubo! (Albo Kubusiu Fatalny mógłbym rzec, gdybym był złośliwy, ale nie jestem i dlatego pozostawiam to żartobliwe miano w nawiasie). Dobrze się bawię, przepraszam - pana kosztem, licząc na to, że płachta faktów skłoni pana do kolejnych szarż. I nie sprawia mi pan zawodu: wracam do domu, a przeciwnik chwieje się na nogach, ale stoi cały czas w narożniku; namiętności grają, i choć, jak się szanownemu bokserowi zdaje, bije we mnie ...coraz częściej trafia prosto w swój nos.:) A więc nie przeprosi pan - tak myślałem. Nie przyzna się pan do nieuctwa - też mnie to nie zaskakuje. (Nie zrobi pan tego nawet, gdy podam panu stronę w gramatyce profesora Quirka? Angliści wiedzą o kogo chodzi). Dowiedzieliśmy się jakie ma pan poglądy polityczne - jestem przekonany, że wszystkich bardzo to interesuje, ale proszę mi wybaczyć w tym miejscu drobną różnicę zapatrywań, nie powinny one decydować o tym co uznaje pan za podmiot a co jest dla pana dopełnieniem w zdaniu.:) Poznaliśmy także jakie ma pan wykształcenie, dowiedzieliśmy się, że ma pan zszargane nerwy (z tego wszystkiego ostatniego "lewego sierpowego" zadał pan aż dwa razy; drugi raz w nadziei gdybym się nie nadział na pierwszego cepa?:). Poznaliśmy też pana interpretację "Drogi mlecznej" i nikt nie wątpi, że tłumaczenie jest jej funkcją. Nie lubi pan przyznawać racji, ale niechcący wypsnęło się panu, że jednak te lewicowe poglądy u wykładającego teologię Bunuela gdzieś się w głowie plątały. Ale nie lewackie. Dobrze. Odmawia pan mu tej skrajności. To ja panu dam cytat z Bunuela w odpowiedzi na zachwyty krytyków nad "Psem Andaluzyjskiem": "(...)kupa durniów zachwyca się tym, co jest jedynie wezwaniem do mordu" (z kroniki filmu) Nie polecam panu, ze względu na Jego poglądy, z których jest pan tak dumny i z uwagi na nerwy, które tak panem targają oglądania "Złotego wieku" - najbardziej antykościelnego filmu w historii kina i świadectwa najbardziej skrajnych przekonań. Zresztą bez wątpienia uznałby to pan za surrealistyczny bełkot.:) Swoją drogą ciekawe jest co wolałby Bunuel: etykietkę "surrealisty z lewackim epizodem w życiorysie" czy też "skruszonego dziadunia", który powraca na łono teologii? Jeśli idzie o pana pytania, to najzwyczajniej za wiele wymaga pan ode mnie; chce pan abym Go uczył gramatyki i jeszcze wykładał reguły semantyki. Podaję panu przykład i po angielsku - mówi pan: "bełkot"; i po francusku a pan nic i trwa przy swoim. Zapytam na koniec: chce pan numer odpowiedniej strony w książce Quirka, czy woli pan ślęczeć nad teologią? To naprawdę nie są odkrycia gramatycznę, to podstawy, panie Kubusiu.
PS.Lubię pana; jest pan bardzo...ludzki. Taki szczery. Myślę, że moglibyśmy się zaprzyjaźnić. Przydałby się panu taki stary druh, co to od czasu do czasu wylewa kubeł zimnej wody na łeb; a i ja byłbym może mniej wyrachowany, bardziej uczuciowy przy panu. Przyjmuje pan grabę? (Niezależnie od tego czy chcesz pan te lekcję gramatyki, czy nie...). Jak będzie?:)
Kochane i drogie dziecko od "dziewidztwa Maryji" i "sprzedajnej natury człowieka"!
Słowotok, owszem, masz obfity, jak u przerażonego studenta przed egzaminem, ale co z tym bełkotem, pytam? Wyjaśnisz, dziecino droga, czy nie? Bo jak na razie to głównie piszesz o mnie (mamo, a Kuba jest be...)
Policz też sobie chłopcze, ile czasu minęło od "Psa" i "Wieku" do "Drogi mlecznej". Wyobraź sobie, że Bunuel się rozwijał i nie powtarzał do końca życia tych samych głupstw. Czego i Tobie z serca życzę.
P.S. Zamiast upajać się własną "swadą akademicką" przytocz może po prostu stosowne fragmenty z "A Comprehensive Grammar...". Będzie pożyteczniej.
I jeszcze jedno męskie pytanie: czy to naprawdę Pan jest owym "Panem Andrzejem", któremu poprzedni udostępniający dziękuje za "za włożony wkład w tłumaczenie klasyki kina", niżej zaś dodaje skromnie, że napisy poprawił "pod kątem ortograficznym"? Czyżby byków było znacznie więcej?
Ciesze się, że się pan zdecydował, panie Kubo.
Cieszę się, także, że przyjął pan rękę; świadczy o tym kordialny ton.:)
Niech pan jednak nie zapomni, że stoi pan cały czas w ringu, gdzie obowiązują pewne formy. Rezygnacja z tych grzecznościowych formułek jest tym samym, co na przykład...zdjęcie spodenek w trakcie pojedynku:). Trwam jednak w nadziei, że je pan z powrotem założy.
Poniżej podaję stosowny rozdział, problem gramatyczny i stronę w książce znacznie bardziej przydatnej dla tłumacza niż "Breviarium fidei".:) Dzięki takiej książce nie musiałby pan w przyszłości dokonywać interpretacji, wgłębiając się w życiorys autora, co jest równoznaczne ze stąpaniem po grząskim gruncie. Wtedy pana tłumaczenia miałyby wartość bezwarunkową; teraz mają wartość o tyle, o ile Bunuel rzeczywiście posługiwał się cytatami. Gołym okiem widać, że nie.Zaważył pan, że po raz któryś z kolei, nie przyznając się do błędu ustąpił pan pola? Ale to nic, powtarzam: interpratacja twórczości nie wyznacza reguł przekładu. Wyznacza je gramatyka. Podaję panu przykłady po francusku (bo ostatnio zwątpił pan w angielskie tłumaczenie), dlatego, że w odróznieniu od pana, nie interpretuję, tylko przekładam.
Quirk, Randolph, Comprehensive Grammar of Contemporary English, rozdział 7.13, str. 174:
Note:
[...] 'anticipatory it' of sentences like "It was nice seeing you" (14.24 ff), where the 'prop' subject is a replecement for a postponed clausal subject (=seeing you was nice).
PS. Wśród najbardziej skrajnych filmów Bunuela jest "Widmo wolności"; jeden z ostatnich obrazów mistrza...Czy aby na pewno "zmądrzał"?
PSS.Co do fragmentu, o który pan tak uporczywie pyta: angliści widzą, że przetłumaczyłem dobrze. A panu odpowiadam, że jest taka zasada, że dowcipów się nie tłumaczy...:)
Drogi Jędrusiu z Kielc (czy kim tam naprawdę jesteś)!
A zatem na temat bełkotów w swoim przekładzie nie masz nic do powiedzenia? Tak myślałem. Czemu jednak tym razem obrażasz anglistów?
angliści widzą, że przetłumaczyłem dobrze
Mój znajomy anglista, któremu podesłałem link do strony z naszą dyskusją, bardzo mnie prosi, bym Cię nie zniechęcał do dalszego pisania. Nie chciałbym być niegrzeczny, ale dodał coś o "tarzaniu się ze śmiechu" i "świetnym materiale do anegdot na zajęcia ze studentami".
A teraz serio. Weźmy raz jeszcze te dwa zdania z angielskich napisów do Bunuela:
In the 19th century they were discovered by accident. It was some time before the Papacy would recognize that they were authentic.
Ty twierdzisz, że należy je przełożyć tak:
00:00:41:W wieku XIX zostały one odnalezione przez przypadek.
00:00:46:Już jakiś czas wcześniej, Papiestwo było łaskawe uznać
00:00:51:owe zwłoki za autentyczne.
Czyli według Ciebie sens z tej konstrukcji gramatycznej wynika taki, że NAJPIERW Papiestwo uznało zwłoki św. Jakuba za autentyczne, a dopiero POTEM przypadkowo te zwłoki znaleziono. Jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało, tak właśnie jest. Fakty nie mają tu nic do rzeczy, liczy się ironia i swoboda artysty itp. itd. Prawda?
Czy mógłbyś zatem wyświadczyć memu znajomemu przysługę i przetłumaczyć z Quirkiem pod pachą dwa zdania o IDENTYCZNEJ konstrukcji gramatycznej?
Oto te zdania:
I heard my stepmother's voice calling me. It was some time before I would answer her.
Jeśli bowiem zastosować Twoje wcześniejsze osobliwe rozumienie antycypującego "it", wychodzi na to, iż bohater tego tekstu miał telepatyczne zdolności, gdyż odpowiedział swojej matce ZANIM usłyszał jej wołanie. Pozostaje jednak pytanie: czemu matka zawołała go, skoro otrzymała już odpowiedź? Dodam, że tekstu tego nie napisał surrealista...
Nic dziwnego więc, że mój znajomy jest w kropce i chciałby skonsultować się z tak wybitnym znawcą języka jak Ty. Chyba mu nie odmówisz...
P.S. Podpowiedź do "Widma wolności". Sięgnij po pierwszy manifest Bretona i zobacz, jak te same motywy "grają" w filmie. Parodia, mój drogi, parodia... Gruntowne rozliczenie z urojeniami młodości. Czyżbyś i tego fimu nie zrozumiał? A przecież już sam tytuł jest taki znacząxcy: "wolność", owa największa "świętość" surrealistów, jako "widmo"...
Witam!
Tym razem po raz ostatni, żeby podziękować za dzielną walkę i pożegnać się z panem.
Chwycił się pan na koniec ostatniej rzeczy, która mu pozostała.
W trakcie tego pojedynku zrywał pan szaty, zdjął spodenki pokazując cherlawość wszystkich organów.
Ale jedna rzecz była napięta, jedną rzecz cały czas miał pan sterczącą.
Teraz, kiedy opadły z pana ostatnie skrawki teologii, które pana okrywały okazuje się, że to co było "na sztorc" - dynda.
Przeciwnik odszedł, werdykt ogłoszono.
Jeszcze nie cała publika wyszła.
A pan co robi?
Chwycił się pan, w ostatnim, desperackim geście tego, w czym już krztyny życia nie ma i szarpie pan tym gwałtownie...:)
Żegnam pana, panie Kubo.
Na pewno wyciągnie pan naukę z naszej interakcji.
Pozostawiam pana na ringu z "argumentem" w dłoni. Cześć, panie Kubo.
Ach, okropnie zepsuł się Panu styl, Panie Jędrusiu! Nie poznaję Pana! Czyżby to reakcja po smutnym przypływie świadomości, że nie zrozumiał Pan również Quirka? A z tym "dyndaniem" sięgnął Pan już niestety poziomu szaletowego. Mam naturalnie na myśli szalet kiepskiej szkoły podstawowej, bo nawet w gimnazjum spotyka się bardziej wyrafinowane obscoena. Czy Pan nie wyrósł jeszcze - sądząc z Pańskich uporczywych skojarzeń (spodenki, spuszczanie spodenek, trzymanie w garści...) - z wieku, hmm, onanistycznego?
Smutno mi, że Pan ucieka. Mój znajomy anglista też będzie niepocieszony. Na szczęście po naszej pogawędce zostanie ta strona, a ja mogę Panu tylko przyrzec, że będę dbał o jej popularność.
Czy adres siwon1@wp.pl jest wciąż aktualny? Pytam, bo być może jacyś wielbiciele Pańskiej umysłowości - nazwijmy ją uprzejmie "surrealistyczną" - zechcą do Pana napisać.
A może Pan jednak jeszcze wróci? Z nowym zasobem dowcipu i "akademickiej swady"...
Jędruś, no co ty? Obraziłeś się? Cały dzień minął, a Ty wciąż nadąsany? Przepraszam, że potraktowałem Cię może zbyt surowo, ale sam się napraszałeś. No i co z tego, że jesteś niedouczony. Nie ma się czym przejmować. Za to wesoły trzpiot z Ciebie. Młody jesteś, to się jeszcze douczysz. Trochę mniej gapienia się na filmy zbyt trudne jak na Twój wiek, trochę więcej lektur z zakresu podstawowego i jeszcze coś z Ciebie wyrośnie.
Jedyne, co mnie niepokoi, to Twoje wielokrotnie manifestowane pragnienie, by oglądać mnie "obnażonym", okraszone dodatkowo rozmaitymi skojarzeniami fallicznymi. Coraz to Ci się zwidywało, że coś ze mnie opada, że coś ściągam... Nie, nie chodzi mi o Twoją "orientację" - jestem człowiekiem tolerancyjnym. Ale oddawanie się takim marzeniom w trakcie dyskusji nie sprzyja skupieniu. Musisz się zawsze zdecydować: albo podrywasz ("zaprzyjaźniasz się"), albo argumentujesz.
|