Dla przypomnienia wszystkim tym, których nie było na świecie. W 1963 roku, w zamachu ginie JFK, 35. prezydent USA.
Podejrzenie pada na Harveya Lee Oswalda, który z szóstego piętra magazynu miał oddać w ciągu kilkunastu sekund
trzy strzały do jadącego w samochodzie prezydenta z repetowanego karabinka o kalibrze 6,5 mm. W trakcie przewożenia
z Kwatery Głównej Policji w Dallas do więzienia został zastrzelony przez Jacka Ruby, który kilka lat później zmarł w więzieniu
na raka płuc. Śmierć Oswalda pomogła komisji Warrena w zamknięciu śledztwa, uznania, że nie było spisku na życie JFK,
a jedynie działał samotny zamachowiec (wątpiącym polecam filmy: "The Parallax View" i "Arlington Road". No i "JFK", Stone'a).