00:00:14:Tumaczenie mIsIeII|SoftSTORM Crew
00:00:20:Synchro do Red.Dragon.DVDScreener.REPACK.AC3.XViD-DcN|-Paulo-
00:00:49:BALTIMORE, MARYLAND, 1980
00:02:00:Pomyl sobie,|e kady twj dzie jest twoim ostatnim.
00:02:04:A rzeczy, ktrych si nie spodziewasz|przytrafi ci si jako mile widziana niespodzianka.
00:02:08:Jeli chodzi o mnie,|to jak si chc dobrze bawi,
00:02:11:moecie mnie znale w dobrym stanie...
00:02:13:jak si tucz i obrastam w tuszcz,
00:02:17:witajcego z otwartymi ramionami,|kadego kto si pojawi.
00:02:21:I znalelibymy ci do tego,|recytujcego wersy z Horacego.
00:02:26:- Dobra robota, John.|- Musz przyzna Hannibal,
00:02:29:mwic w imieniu reszty chru...
00:02:33:...przepraszam...|orkiestry symfonicznej...
00:02:36:e te nasze spotkania u ciebie,
00:02:38:s zawsze gwn atrakcj roku.
00:02:41:- Racja, John.|- To prawda.
00:02:43:- Jeste zbyt uprzejmy.|- Czuj si troch winna,
00:02:45:e bior udzia w tak przyjemnym wieczorze,
00:02:46:podczas gdy jeden z naszych muzykw jest...
00:02:48:...nadal uwaany za osob zaginion.
00:02:50:Tak. Biedactwo.
00:02:53:Czy mog przyzna si do czego paskudnego?
00:02:55:Tylko tak odrobink,|ale nie mog oprze si uczuciu...
00:02:59:ulgi...
00:03:01:To okropne, wiem,|ale...
00:03:03:...spjrzmy prawdzie w oczy,|tak jak gra tego czowieka.
00:03:08:Hannibalu przyznaj si.
00:03:10:Czym jest ta bosko wygldajca potrawka?
00:03:13:Gdybym wam powiedzia.
00:03:16:To obawiam si,|e nawet bycie nie sprbowali.
00:03:23:- Smacznego.|- Smacznego.
00:03:42:Agent specjalny Graham.|C za nieoczekiwana przyjemno.
00:03:45:Przepraszam, e pana niepokoj ponownie|doktorze Lecter, wiem, e jest bardzo pno...
00:03:48:Nie niepokoisz mnie.|Oboje jestemy nocnymi Markami.
00:03:52:- Prosz, wejd.|- Dzikuj.
00:03:55:Wezm paszcz.
00:03:58:- Wic, co ci gnbi?|- Podamy niewaciwym tropem,
00:04:00:przez cay ten czas, doktorze,|pan i ja.
00:04:02:Cay nasz profil by bdny.
00:04:05:Szukalimy kogo z szalonym podejciem,
00:04:07:i pewn wiedz o anatomii.
00:04:09:Lekarzy pozbawionych uprawnie,|studentw wyrzuconych ze szkoy medycznej,
00:04:12:zwolnionych pracownikw kostnic...
00:04:14:To z precyzji ci ran.|Tak.
00:04:16:...i z powodu wybieranych pamitek.
00:04:19:Widzi pan, dlatego jestemy poza celem.|On nie kolekcjonuje czci ciaa.
00:04:23:- To po co je trzyma?|- On ich nie trzyma.
00:04:25:On je zjada.
00:04:28:Prosz posucha, bylimy u rodzicw Molly na Wigilii,
00:04:30:i tato Molly pokazywa mojemu synowi Josh'owi,|jak si kroi smaonego kurczaka.
00:04:34:Powiedzia, e najdelikatniejsz|czci kurczaka jest jego biae miso.
00:04:37:To tutaj po drugiej stronie plecw.
00:04:40:Ja... ja nigdy nie syszaem takiego|wyraenia: biae miso.
00:04:45:I nagle przypomniaem sobie o trzeciej ofierze.
00:04:48:Darcy Taylor.
00:04:50:Brakowao jej kawaka ciaa na plecach.
00:04:53:I wtedy do mnie dotaro:|wtroba, nerki, jzyk, grasica,
00:04:56:Kada poszczeglna ofiara stracia|jak cz ciaa, ktr si uywa w gotowaniu.
00:05:01:Dzielie si tym ze swoim biurem?
00:05:04:Nie, musiaem si najpierw z panem zobaczy...|Ale mam racj!
00:05:08:Wie pan, e mam racj.|Zaczynam powoli myle w ten sposb.
00:05:11:Tak, to fascynujce.
00:05:13:Ja zawsze podejrzewaem,|e jeste... empatykiem.
00:05:18:- Ja... ja nie jestem adnym psycholem.|- Nie, nie, nie. To co innego.
00:05:21:To ma wicej wsplnego z wyobrani artystyczn.
00:05:24:Moesz sobie wyobrazi|stan emocjonalny i punkt widzenia innych ludzi,
00:05:27:nawet ten przeraajcy|czy napawajcy obrzydzeniem.
00:05:31:To do kopotliwy dar, w moim mniemaniu.
00:05:33:Bardzo chciabym ci pooy na mojej kanapie.
00:05:36:Ale co nadal mi tu nie gra.
00:05:39:Jest pan najlepszym specjalist|od szalecw, jakiego znam...
00:05:43:I jakim cudem, przez cay|ten czas jaki razem spdzilimy,|taka moliwo nawet nie przysza panu do gowy.
00:05:48:No c, jestem tylko czowiekiem, Will...
00:05:50:By moe popeniem bd.
00:05:52:Nie wyglda mi pan na czowieka,|ktry popenia wiele bdw.
00:05:56:C, przykro mi myle, e ju nie bd|si mg cieszy twoim penym zaufaniem.
00:06:01:Nie, nie...|ja tego nie powiedziaem. Nie.
00:06:04:Sam nie wiem...|nie wiem co mwi. Ja...
00:06:07:Jestem bardzo, bardzo zmczony.
00:06:13:Ja...|prawie to miaem...
00:06:15:To do ciebie samo przyjdzie.
00:06:18:Moe wrcisz do mnie rano.|Znajd troch czasu w swoim grafiku i...
00:06:23:i bdziemy mogli zacz pracowa|nad stworzeniem nowego profilu.
00:06:25:- Moe by?|- Tak.
00:06:27:Zaczekaj tu, przynios twj paszcz.
00:06:31:Nie przejmuj si.
00:07:04:GASTRONOMIA, LAROUSSE
00:07:22:POTRAWKA Z GRASICY
00:07:34:Nie ruszaj si.
00:07:36:Jeste teraz w szoku.|Nie chciabym, eby odczuwa jakikolwiek bl.
00:07:39:Za chwil staniesz si otpiay|i picy.
00:07:43:Nie opieraj si!
00:07:44:To jest takie delikatne jak|spanie w ciepym ku.
00:07:50:Tworzymy zakoczenie, Will.
00:07:52:Bo kada gra, musi mie zakoczenie.
00:08:02:Wspaniay chopak.
00:08:03:Podziwiam twoj odwag.
00:08:07:Chyba zjem sobie twoje serce.
00:09:02:MIEJSCOWY LEKARZ RANNY.|AGENT FBI W STANIE KRYTYCZNYM
00:09:12:NIEJASNE SZCZEGӣY ZWIZANE|Z "DZIWNYM ROZLEWEM KRWI"
00:09:24:BOHATERSKI POLICJANT|POTWORNIE ZRANIONY
00:09:27:DOKTOR HANNIBAL LECTER|ROZPRUWACZEM Z CHESAPEAKE!
00:09:31:KOMNATA ZBRODNI ODKRYTA
00:09:36:HANNIBAL - KANIBAL
00:09:39:KANIBAL
00:09:42:STAN AGENTA FBI POPRAWIA SI
00:09:44:ZDJCIA ZE SZPITALA|WYCZNIE W "TATTLER'ZE"
00:09:59:BABCIA
00:10:18:OBJAWIENIE
00:10:20:ROZPOCZTO PROCES STULECIA
00:10:24:POTWR SERWOWA LUDZKIE|ORGANY GOCIOM
00:10:27:PRZEWODNICZCA ORKIESTRY|MDLEJE W SDZIE
00:10:29:POGROMCA LECTER'A WYPUSZCZONY ZE SZPITALA|AGENT FBI BDZIE ZEZNAWA
00:10:31:HANNIBAL WINNY!
00:10:40:KANIBAL NA ZAWSZE ZA KRATY!|SKAZANY NA DZIEWICIOKROTNE DOYWOCIE!
00:10:50:SUPER GLINA DO WARIATKOWA
00:10:59:AGENT SPECJALNY ODCHODZI Z FBI
00:11:01:BOHATER FEDERALNYCH|OPUSZCZA BIURO
00:11:10:MARATHON, FLORYDA,|KILKA LAT PӏNIEJ
00:11:31:Hej tato.|Kto przyszed.
00:11:39:Witam.
00:11:42:adnie si tu urzdzie, Will.
00:11:43:Tak, mio tu.
00:11:46:Wiesz dlaczego ja tu jestem?
00:11:49:Tak, mog si domyli.
00:11:51:- Jak duo wiesz?|- To co byo w "Miami Herald" i w "Times'ie".
00:11:56:Dwie rodziny zabite|podczas przyjcia w domach.
00:12:01:Birmingham i Atlanta.
00:12:03:Okolicznoci s podobne.
00:12:06:Nie podobne...|takie same.
00:12:07:A co ukrywacie przed gazetami?
00:12:09:On rozbija lustra i uywa ich kawakw.
00:12:13:Uywa rkawiczek, wic nie mamy odciskw,|poza jednym odbiciem buta.
00:12:18:Nie czuje si zbyt dobrze|jeli chodzi o zamki.
00:12:20:Wszed przez drzwi od patio w Birmingham|a w Atlancie uy diamentu do szka.
00:12:25:A! I jego grupa krwi to AB Rh +.
00:12:29:- Komu udao si go zrani|- Nie.
00:12:32:O tym wiemy z jego spermy...|i jego liny.
00:12:39:Powiedz mi co, Will.
00:12:41:Po tym wszystkim...
00:12:43:Rozwaae kiedykolwiek eby zapa za|suchawk i wykrci numer do mnie?
00:12:46:Macie wszystkich ludzi,|ktrych potrzebujecie.
00:12:49:Macie ludzi, ktrzy pokoczyli Harvard,|macie doktora Bloom'a w Chicago...
00:12:52:Tak, a ty siedzisz tu i naprawiasz|jakie pieprzone silniki motorwek.
00:12:55:Tak, a ja uwielbiam naprawia|silniki motorwek.
00:12:57:Nie sdz, ebym ci si do czego przyda.|Ja ju nie myl o tego typu rzeczach.
00:13:01:Naprawd?|Tych dwch poprzednich zapae.
00:13:04:Tak, robic dokadnie to samo,|co moesz robi ty i inni.
00:13:06:To nie jest do koca prawda.
00:13:08:- Tu chodzi o twj sposb mylenia.|- Och, daj spokj.
00:13:10:Ju syszaem wiele bzdur na temat|swojego sposobu mylenia.
00:13:13:Mam wielu ludzi, ktrzy mog bada dowody,
00:13:16:ale ty masz t inn rzecz.
00:13:17:Wyobrani.|Obiektywizm.
00:13:19:- Tak.|- I cokolwiek tam jeszcze.
00:13:20:- Dlaczego nie lubisz tej czci siebie?|- Tak, ty te by jej nie lubi.
00:13:46:Ten wir zabi Jacobi'ch w Birmingham,|w sobotni wieczr 25-go lutego.
00:13:50:Penia ksiyca.|Rodzin Leeds'w zamordowa,
00:13:52:w Atlancie, kilka nocy wstecz.
00:13:54:28 marca, to prawie dokadnie|miesic pniej.
00:13:56:Wic jeli nam si poszczci,|to mamy jakie trzy tygodnie, zanim uderzy ponownie.
00:14:02:Czy szanujesz moje opinie?
00:14:06:- Tak, oczywicie.|- Myl, e mamy due szanse zapa go szybciej.
00:14:09:Jeli nam pomoesz.
00:14:10:Jed do Atlanty, i rzu na to okiem.|Tylko przejrzyj.
00:14:13:I pom mi nakierowa lokalne wadze.
00:14:15:Tylko tyle.
00:14:17:Crawford ma do dyspozycji cay pieprzony|wydzia. Po co on potrzebuje ciebie?
00:14:20:On chce tylko, ebym przejrza|pewne dowody, Molly.
00:14:23:ebym spojrza na to z innego|punktu widzenia.
00:14:26:To tylko...|tylko par dni.
00:14:29:Moe tydzie.|I bd z powrotem.
00:14:31:- I ty w to wierzysz?|- Tak. To znaczy...
00:14:34:Posuchaj, tego typu sprawy|zdarzaj si bardzo rzadko.
00:14:36:- A ja mam dowiadczenie.|- Tak masz.
00:14:41:Sono za nie zapacie.
00:14:43:Wszyscy zapacilimy.
00:14:45:Nawet Josh.
00:14:47:Jest szansa, e pomog im uratowa|jakie ycia.
00:14:53:Jak mgbym odmwi?
00:15:00:Tym razem...
00:15:02:...on mnie nawet nie zobaczy.
00:15:04:Nawet nie pozna mego imienia.
00:15:07:Ja tylko musz im pomc go znale.
00:15:09:Gliny go bd musiay zdj.|Nie ja.
00:15:17:Bd si trzyma daleko z|tyu Molly, obiecuj.
00:15:21:Akurat ci w to uwierz.
00:15:24:Ja ci znam.
00:15:27:No dalej.|Chod tu.
00:15:33:Kocham was. Zobaczymy si|za kilka dni.
00:15:35:Pa.
00:15:37:No to na razie.
00:15:50:Pa tato.
00:16:02:DOM LEEDS'W|ATLANTA, GEORGIA
00:16:26:Gdzie jest pies?
00:16:29:Nikt nie sysza szczekania.
00:16:31:Nie ma o tym ani sowa w aktach sprawy.
00:18:40:Intruz wchodzi po ciemku i podrzyna|gardo Charles'a Leeds'a.
00:18:45:Strzela do Valerie Leeds w brzuch|kiedy ta si podnosi.
00:18:48:By j rani, ale nie zabi.
00:18:52:Zostawia j by patrzya jak jej|m umiera.
00:18:56:Odwraca si i odchodzi korytarzem.
00:19:24:Dzieci byy...
00:19:28:Dzieci wci byy w kach|gdy zostay zastrzelone.
00:19:31:To oznacza, e musia uywa tumika.
00:19:43:Zacign wszystkie ciaa do gwnej sypialni.
00:19:45:Ale po co tyle zachodu?
00:19:47:Oni ju wszyscy nie yli.
00:19:49:I adne z nich nie zostao tak...
00:19:51:...szczeglnie potraktowane...|jak pani Leeds.
00:20:24:Umieszcza malutkie kawaki lustra|w oczodoach wszystkich ofiar.
00:20:29:Wyglda na to, e po ich mierci.
00:20:41:Dlaczego umieszczae lustra w ich oczach?
00:21:55:Kawaki lustra sprawiaj, e ich|oczy wygldaj na ywe.
00:21:59:On chcia mie widowni.
00:22:01:Chcia ich mie tam|wszystkich zebranych.
00:22:03:Patrzcych na niego.|Kiedy... kiedy jej dotyka.
00:22:08:Dotyka.
00:22:14:Dotyk.
00:22:17:Talk, tam byo co o talku.
00:22:23:Na ciele pani Leeds znaleziono|lady talku.
00:22:26:W caym domu nie znaleziono|innych podobnych ladw.
00:22:33:Zdje rkawice, nieprawda?|Ty skurwysynu.
00:22:38:Zdje rkawice, dotykae jej nag doni...
00:22:40:...a potem j wytare,|ale wci bye bez rkawic.
00:22:51:Crawford.
00:22:53:Cze, czy ciaa Leeds'w s|jeszcze w kostnicy?
00:22:55:Taa.
00:22:57:Mamy tam kogo dobrego od daktyloskopii?
00:22:59:Policj.|Ale oni ju zdjli odciski z cia.
00:23:02:Nie chodzi mi o ciaa.|Powiedz im, eby sprawdzili...
00:23:04:...oczy. Oczy pani Leeds.|Nawet rogwki.
00:23:06:Myl, e on zdj rkawice, Jack.
00:23:08:Chyba musia j dotkn.
00:23:11:Jezu, Will.
00:23:14:Panowie...|Panie...
00:23:16:Tak wyglda uzbienie podejrzanego.
00:23:18:Odcisk zrekonstruowalimy ze ladw|ugryzie na ciele pani Leeds.
00:23:24:Ten stopie zakrzywienia|zbw trzonowych...
00:23:27:...plus ten rowek przy zbach przednich.
00:23:29:Sprawiaj, e jego ugryzienia s|charakterystyczne, unikalne.
00:23:31:Pierdolony rekin.
00:23:33:Spokj.
00:23:36:Due dowiadczenie w podobnych|ekspertyzach ma Biuro (FBI).
00:23:39:A szczeglnie, ledczy Graham, zgadza si Jack?
00:23:43:Tak, sir.
00:23:46:Czy jest co co chciaby pan doda|panie Graham?
00:23:49:Moe podejdzie pan tu do przodu, prosz.
00:24:07:Pani Leeds i Pani Jacobi byy|gwnymi celami.
00:24:12:Reszta zostaa zabita tylko|by dopeni jego fantazji.
00:24:15:Wiem, e moe by wam to|ciko zaakceptowa.
00:24:17:Po tym co widzielicie.
00:24:19:Ale to nie byo przypadkowe.
00:24:20:To nie by jaki morderczy sza.|On nigdy nie przesta si kontrolowa.
00:24:24:Jego ataki byy wysoce zorganizowane.
00:24:26:A kobiety skrupulatnie dobrane.
00:24:28:Nie wiemy jak je dobiera,|ani dlaczego.
00:24:31:yy w innych stanach.|I nigdy si nie poznay
00:24:34:Ale co je czy.
00:24:36:Jest jaki wsplny czynnik.|I to jest klucz.
00:24:40:Dowiedzcie si co nim jest.|A ocalimy ycia.
00:24:43:Bo on bdzie to robi...|i robi...
00:24:45:Dopki nie zmdrzejemy,|albo si nam poszczci.
00:24:50:On nie przestanie.
00:24:52:Dlaczego nie?
00:24:54:Bo to czyni go Bogiem.
00:24:57:Czy pani by z tego zrezygnowaa?
00:25:01:Pyta pan o psa.
00:25:03:Wczoraj w nocy zadzwoni|do nas weterynarz.
00:25:06:Leeds i jego najstarszy syn,|przywieli psa...
00:25:08:...tego popoudnia gdy zostali zabici.
00:25:09:Mia jak dziwn ran.
00:25:12:Weterynarz musia go upi.
00:25:13:Czy pies nosi obro, z napisanym|na niej adresem Leeds'w?
00:25:16:Nie.
00:25:18:A czy rodzina Jacobi'ch w|Birmingham miaa psa?
00:25:20:adnych psw. Znalelimy w piwnicy|pudeko z odchodami kota...
00:25:25:...ale adnego kota.
00:25:28:Jeli kot zosta zaatakowany...
00:25:30:...Jacobi mogli go gdzie pochowa.
00:25:33:Poprocie Birmingham, eby|sprawdzili ich podwrko.
00:25:35:I powiedzcie eby uyli sond,|tak bdzie szybciej.
00:25:41:Tak?
00:25:44:To do ciebie.
00:25:47:Crawford.
00:25:53:Karl, jeste wiatem mojego ycia.
00:25:55:Czy moemy si tym posuy w sdzie?
00:25:57:Dobra, wspaniaa robota.
00:26:00:Znaleli odcisk w lewym oku pani Leeds.
00:26:02:Kawaek kciuka.
00:26:05:Nic wicej nie mog pastwu|ujawni, dzikuj.
00:26:08:Przykro mi nie odpowiem na wicej pyta.
00:26:10:Will Graham.
00:26:13:Pamita mnie pan?
00:26:14:Freddy Lounds.
00:26:16:Ja zajmowaem si spraw Lecter'a|dla "Tattler'a"
00:26:19:- Ja to opisywaem.|- Tak, pamitam ci.
00:26:21:To co tam macie?
00:26:22:Mylicie, e "Wrka Zbuszka"|bdzie wiksz histori ni Lecter?
00:26:26:Historia Lecter'a ju si skoczya.
00:26:28:Jeli napiszesz cho lini...|"Tattler" to najgorszy szmatawiec...
00:26:31:Trzymaj si ode mnie z daleka.
00:26:34:Zbieraj si std, ale ju.
00:26:38:Co powiecie na wyczno?
00:26:43:Przepraszam za to.
00:26:45:Ale to ten go wkrad si do szpitala|i porobi mi te zdjcia.
00:26:46:Pamitasz?|Z wszystkimi tymi rurkami...
00:26:48:- ... zwisajcymi ze mnie.|- Zapomnij o tym kutasie.
00:26:52:Jeli zapiemy " Wrk Zbuszk",|przyskrzynimy go za odcisk i te zby.
00:26:57:To ty tego dokonae.
00:27:00:Te dowody tam byy Jack,|byy tam...
00:27:02:...kady mg je znale.
00:27:04:Ale nikt inny ich nie zauway.
00:27:06:Ja jedynie mwi, e to bya|bardzo dobra robota.
00:27:09:Nie, dobra robota byaby wtedy,|gdybymy go przejrzeli na wylot.
00:27:11:I zapali faceta.
00:27:12:A ja nie potrafi tego zrobi.
00:27:14:Zrobiem to o co mnie prosie.
00:27:16:A teraz wracam do domu.
00:27:19:Ja nawet nie mam najmniejszego|pomysu, kim moe ten facet by.
00:27:22:To co im teraz naopowiadaem,|to tylko taki szeroki zarys.
00:27:25:- On nie ma dla mnie adnej twarzy.|- To samo mwie o Hubs'ie, pamitasz?
00:27:29:- A rozgryze go jednak.|- Wcale nie.
00:27:32:- Nie?|- Nie, na Hubs'ie utknem.
00:27:36:Uzyskaem pomoc.
00:27:42:Od Lecter'a.
00:27:53:Jack, nie graj ze mn w adne gierki.
00:27:55:Nie rb tego.
00:27:57:Jeli masz co na myli,|to wydu to z siebie.
00:27:59:Ja tylko mwi, e moe mamy|rdo, z ktrego powinnimy skorzysta.
00:28:01:To o to tu chodzio?|Sprowadzie mnie tu tylko po to...
00:28:03:- ... eby mnie do tego namwi?|- Nie zo si na mnie.
00:28:05:Ja tylko wykonuj swoj robot.
00:28:07:Jeli sobie z tym nie poradzisz to mw.
00:28:10:Jeli mylisz, e jest najmniejsza szansa...
00:28:13:...e porozmawia ze mn, to sam tam pjd.
00:28:17:Powiedz, e sobie nie dasz rady,|a Bg wie, e zrozumiem to.
00:28:27:Jako obiekt bada Lecter|okaza si by wielkim rozczarowaniem.
00:28:32:Jego umys jest po prostu nie do|spenetrowania przez psychologiczne testy.
00:28:35:Test Lorp'a.|Atematyczna percepcja.
00:28:39:On robi z nich origami.
00:28:42:Jak sam pan widzi.
00:28:45:Wic prosz zrozumie,|jakie zainteresowanie...
00:28:47:..budzi paska drobna wizyta na moich|wsppracownikach, panie Graham.
00:28:50:Jeli miaby pan ochot podzieli|si jakimi spostrzeeniami...
00:28:52:Przepraszam doktorze Chilton,|o 4.17 mam powrotny lot do Atlanty.
00:28:55:Naturalnie.
00:29:00:Niech mi pan powie, po tym jak|widzia pan morderstwa Lecter'a...
00:29:04:w penej krasie, e tak si wyra...
00:29:06:...czy byby pan moe w stanie,|zrekonstruowa jego fantazje?
00:29:11:- Odnis pan jakie szczeglne wraenia?|- Nie.
00:29:20:Niech pan pozwoli, e bd z nim szczery,|panie Graham.
00:29:22:Pierwsza porzdna analiza Lecter'a|to marzenie kadego wydawcy.
00:29:27:Naturalnie, dzieo bdzie na pana.
00:29:34:Cholera, musisz mi udzieli jakiej rady,|to ty go zapae.
00:29:37:Jakiego triku uye?
00:29:39:Pozwoliem mu mnie zabi.
00:30:35:To ta sama okropna woda po goleniu,|jakiej uywae podczas rozprawy.
00:30:41:Cay czas dostaj j na gwiazdk.
00:30:43:Gwiazdka?|Tak.
00:30:46:Dostae moj kartk?
00:30:48:Dostaem, dzikuj.
00:30:50:To bardzo mio ze strony FBI,|e j przekazali.
00:30:53:Nie chcieli mi da|twojego domowego adresu.
00:30:57:Doktor Bloom przysa mi paski artyku o chirurgicznych uzalenieniach ukazany w "General Psychiatric".
00:31:04:I co?
00:31:06:Bardzo ciekawy.|Nawet dla laika.
00:31:13:Wic mwisz, e jeste laikiem?
00:31:22:Ale to ty mnie zapae.
00:31:25:Nie tak byo, Will?
00:31:28:Czy wiesz jak ci si to udao?
00:31:31:Miaem szczcie.
00:31:33:Nie sdz, e sam w to wierzysz.
00:31:36:Tak jest w aktach,|wic jakie to ma teraz znaczenia?
00:31:39:Dla mnie ma znaczenie, Will.
00:31:40:Potrzebuj pana porady, doktorze Lecter.
00:31:45:Birmingham i Atlanta.
00:31:48:Chcesz wiedzie jak on je|wybiera, nieprawda?
00:31:52:Pomylaem, e moe ma pan par pomysw.|I prosz aby pan zdradzi jakie.
00:31:55:- Dlaczeg miabym to zrobi?|- Nie ma pan paru rzeczy.
00:31:58:Wyniki bada,|moe nawet dostp do komputera.
00:32:01:Porozmawiam o tym z szefem wizienia.
00:32:03:Ach tak, doktor Chilton.
00:32:05:Grubiaski typ, nieprawda?
00:32:07:Skacze wokl czowieka jak|krlik wok marchewki.
00:32:12:Gdyby to nie by ty Will,|chyba nie zdecydowabym si na wspprac.
00:32:20:Moe przejrze pan akta tej sprawy.
00:32:23:I jest jeszcze inny powd.
00:32:25:Zamieniam si w such.
00:32:27:Pomylaem, e moe si panu spodoba wyzwanie.
00:32:29:Wiem, jest pan bystrzejszy|ni osoba, ktrej szukam.
00:32:39:Wobec tego tym samym uwaasz si|za bystrzejszego ode mnie.
00:32:44:Skoro to ty mnie zapae.
00:32:46:Nie, ja wiem,|e nie jestem bystrzejszy od pana.
00:32:48:Wic jak mnie zapae?
00:32:50:Mia pan...
00:32:52:- ... pewne wady.|- Jakie wady?
00:32:54:Jest pan szalony.
00:33:01:Jeste bardzo opalony, Will.
00:33:05:A twoje donie s takie szorstkie.|Jakby ju nie byy domi policjanta.
00:33:08:A ta woda koloska,|to co, co wybraoby dziecko.
00:33:11:Ma taki may stateczek|na butelce, nieprawda?
00:33:15:Jak si ma mody Josh|i urocza Molly?
00:33:18:Czsto o nich myl, wiesz?
00:33:20:Nie przekonasz mnie, przez odwoanie si|do mojej intelektualnej prnoci.
00:33:24:Nie sdz, ebym pana w ogle przekona.|Zrobi pan co zechce.
00:33:29:- Czy to s akta sprawy?|- Tak.
00:33:31:S tam zdjcia? Pozwl mi je zatrzyma,|to moe przemyl to.
00:33:35:Nie.
00:33:39:Duo nisz, Will?
00:33:41:Do widzenia, doktorze Lecter.
00:33:42:Jeszcze nawet nie prbowae grozi|mi zabraniem moich ksiek.
00:33:46:W takim razie daj mi te akta.
00:33:49:A powiem ci co o tym myl.
00:33:55:Potrzebuj godzink prywatnoci.
00:34:04:Jak za dawnych lat, co Will?
00:34:36:To jest bardzo niemiay chopiec, Will.
00:34:38:Chtnie bym go pozna.
00:34:40:Czy brae pod uwag moliwo,|e on jest jako oszpecony...
00:34:44:...albo, e moe uwaa si|za oszpeconego?
00:34:47:- Lustra?|- Tak. Zauwaye, e on rozbija...
00:34:49:...wszyciutkie lustra w caym domu...
00:34:51:...a nie tylko tyle ile mu|potrzeba kawakw?
00:34:53:Naturalnie wkada je do oczu|by mogli go obserwowa.
00:34:55:To interesujce.
00:34:56:Wcale nie interesujce,|sam ju na to wpade.
00:34:59:Zaoyem, e tak jest.
00:35:01:- A co z kobietami?|- Martwymi?
00:35:03:To tylko marionetki.
00:35:05:Musisz obejrze ja na ywo,|kiedy wpadaj mu w oko.
00:35:10:- To niemoliwe.|- Prawie e, ale nie do koca.
00:35:15:Jakie tam byy ogrdki?
00:35:18:Obszerne ogrody, ogrodzone...
00:35:20:...troch ywopotu, czemu pytasz?
00:35:22:Bo jeli ten pielgrzym,|odczuwa jaki pocig do ksiyca...
00:35:25:To moe przychodzi mu ochota wyj na|zewntrz by na niego popatrze.
00:35:28:Widziae kiedy krew w wietle|ksiyca, Will?
00:35:31:Zdaje si by cakiem czarna.
00:35:33:I wydaje mi si...
00:35:35:...e przydaoby si do tego|troch prywatnoci.
00:35:39:Mylisz, e ogrdki to jeden z czynnikw|wg ktrych wybiera ofiary.
00:35:42:Ooo tak.
00:35:43:I bdzie ich naturalnie jeszcze wicej.
00:35:45:Ofiar.
00:35:47:No to myl, e bdziesz oglda|jeszcze duo takich kukieek.
00:35:50:Chyba nie bd mia czasu.
00:35:52:A ja tak.|Ja mam mnstwo.
00:35:56:Potrzebuj twojej opinii na teraz.
00:35:58:No to masz jedn.
00:36:00:mierdzisz tchrzem i t tani|wod kolosk.
00:36:03:mierdzisz strachem, Will,|cho nie jeste tchrzem.
00:36:08:Boisz si mnie, ale mimo to|przyszede tu.
00:36:09:Boisz si tego niemiaego chopca|ale mimo to go szukasz.
00:36:16:Nie rozumiesz Will?
00:36:20:Zapae mnie bo jestemy|bardzo do siebie podobni.
00:36:24:Bez naszej wyobrani bylibymy|tacy sami jak reszta tych biednych...
00:36:28:...ignorantw.
00:36:32:Strach...
00:36:34:...jest cen za nasz talent.|Ale ja mog ci pomc go zwalczy.
00:36:50:- Zapae jego twarz?|- Taa.
00:36:52:Dobra masz to?|To powinno wystarczy.
00:36:56:- Na pewno wszystko w porzdku?|- Tak, tak, nic mi nie jest.
00:36:58:Jak mylisz co on rozumia przez:|obejrzenie ich na ywo?
00:37:01:Nie wiem.
00:37:03:Nie wiem, moe nic.|Ciko rozdzieli t jego paplanin.
00:37:06:Zamierzam uda si|jeszcze raz do domu Leeds'w.
00:37:34:"IMPREZA BASENOWA"
00:37:43:"WYCZYNY RODZINY LEEDS'W"
00:37:45:WYSTPUJ
00:37:46:BILLY
00:37:48:SUSIE
00:37:50:SEAN
00:37:53:CHARLES
00:37:55:VALERIE
00:37:58:KSIʯNA
00:38:07:(... )Kto to idzie? (... )
00:38:09:(... )Wstawaj Ksina! Wstawaj.|Szukaj. (... )
00:38:12:(... )Szukaj, szukaj! (... )
00:38:15:(... )I Akcja! (... )
00:38:16:(... )- Charles, co ty wyprawiasz?|- Cze! (... )
00:38:18:(... )- Cze dzieciaki!|- Cakiem zwariowae. (... )
00:38:22:(... )Jak si wszyscy miewaj? (... )
00:38:26:(... )- Cze tatusiu!|- To moja dziewczynka. (... )
00:38:28:(... )- Cze tatusiu!|- Cze kochanie. (... )
00:38:30:(... )- Billy?|- Cze tato. (... )
00:38:32:(... )- I moje soce.|- Ja nie jestem odpowiednio ubrana. (... )
00:38:36:(... )Ale c...|Co o tym sdzisz? (... )
00:38:39:(... )Zbli si.|Bliej(... )
00:38:41:(... )Jeszcze bliej. (... )
00:38:42:(... )Mio by byo zawie|dzieci do Laury dzi wieczr? (... )
00:38:48:(... )Nie uwaasz? (... )
00:38:50:(... )Uwaga teraz. (... )
00:38:52:(... )Co ty robisz?|Przesta! (... )
00:38:54:(... )Przesta, bo si poskar|na ciebie mojej mamie. (... )
00:38:57:(... )Teraz dostan buziaka. (... )
00:38:59:(... )- Chcesz buziaka?|- Chc buziaka. Najwikszego(... )
00:39:08:DOM JACOBI'CH|BIRMINGHAM, ALABAMA
00:39:18:Tdy si ju nikt nie dostanie.|Gwarantuj.
00:39:24:Dlaczego nie wama si tamtdy?
00:39:26:Jest duo bardziej ukryte.
00:39:28:Tamte drzwi maj cholerne rygle.
00:39:30:Moe mu si za bardzo spieszyo.
00:39:34:Nie, jemu si nie spieszy...
00:40:32:Siedziae sobie tutaj, co?
00:40:35:Patrzye jak dzieci choway kota.
00:40:37:I czekae na zmrok.
00:41:00:Jeste dumny.|Musiae podpisa swoje dzieo.
00:41:16:DOLARHYDE|DOM POGODNEJ STAROCI
00:41:40:Babciu?|Babciu?
00:41:43:- Przepraszam.|- Och, Francis.
00:41:46:Nigdy nie widziaam tak brudnego|i obrzydliwego dziecka jak ty.
00:41:49:Spjrz tylko na siebie.|Jeste przemoczony do suchej nitki.
00:41:50:- Wyno si z mojego ka!|- Nie.
00:41:52:Wracaj do swojego pokoju!
00:41:54:- Babciu, to boli!|- Zamknij si maa, brudna bestio.
00:41:58:Powinnam ci bya odda do sierocica.|Wnuczek czy nie...
00:42:07:Do azienki.|cigaj piam.
00:42:09:I wytrzyj si.
00:42:11:Pospiesz si.
00:42:14:Podaj mi noyczki z mojej apteczki.
00:42:16:We t paskudn rzecz|w swoje rce i rozcignij.
00:42:20:- Nie babciu, prosz.|- Natychmiast!
00:42:22:Spjrz na d.|Chcesz, ebym to odcia?
00:42:25:- Chcesz?|- Nie!
00:42:27:Masz na to moje sowo, Francis.
00:42:29:Jeli jeszcze raz zmoczysz ko,|obetn ci go. Zrozumiano?
00:42:33:Dobrze.|Obiecuj.
00:43:15:UJRZYJ WIELKIEGO CZERWONEGO SMOKA
00:43:22:...PRZYJACIEL DORADZA W SPRAWIE|MORDERSTW "WRӯKI ZBUSZKI"
00:43:40:AGENT FBI UDAJE SI DO|ZABJCY PO PORAD
00:43:42:"WRӯKA ZBUSZKA"
00:43:46:COTYGODNIOWY FELIETON|FREDDY'EGO LOUNDS'A
00:44:34:Dzie dobry, Will.
00:44:36:To mio z twojej strony,|e mnie ponownie odwiedzasz.
00:44:41:Wyci to na drzewie|przy domu Jacobi'ch.
00:44:43:Scyzorykiem.
00:44:44:Tym samym, ktrego potem|uy na Charles'ie Leeds'ie?
00:44:47:Tak.
00:44:52:Przejd si ze mn.
00:44:56:Mia te jeszcze drugie narzdzie.
00:44:58:Przecinak. Uywa si go|do przecicia rygli.
00:45:01:- Ale?|- Ale nie sadz, e on je po to przynis.
00:45:05:Zbyt cikie,|zbyt nieporczne.
00:45:06:A mimo to je przytaszczy.
00:45:08:I co to by za symbol.
00:45:11:Specjalici od orientalistyki w Langley,|zidentyfikowali to jako chiski znak.
00:45:17:To jest znak ich alfabetu.|Oznacza czerwonego smoka.
00:45:20:Czerwony smok?|Prawidowo.
00:45:22:Ten chopiec zaczyna mnie interesowa.
00:45:25:Doktorze, nie wiemy jakie wiksze|znaczenie moe mie ten symbol...
00:45:28:Podoba ci si moja maa|klatka treningowa, Will?
00:45:30:Moi tak-zwani-prawnicy, cay czas|mcz doktora Chilton o lepsze zakwaterowanie.
00:45:34:A ja nie wiem,|kto z nich jest wikszym gupcem.
00:45:36:Moe gdyby zaoferowa nam pan...
00:45:39:"Zamknity w klatce rdzawy drozd"
00:45:41:"wkada cae niebo w swoj wcieko"
00:45:44:Czy ty bye kiedykolwiek zamknity, Will?
00:45:47:Oczywicie, e bye.
00:45:49:Mam pozwolenie na 10 minut|spaceru raz w tygodniu.
00:45:51:Wic przechod do sedna.
00:45:54:Myl, e on chcia uy tego|przecinaka, eby si dosta do domu.
00:45:55:Ale tego nie zrobi.
00:45:57:Zamiast tego wamuje si|przez drzwi do patio.
00:46:00:Haas budzi Jacobi'ego|i musi go zastrzeli na schodach.
00:46:03:To nie byo zaplanowane.
00:46:05:To byo niezamierzone.|A to do niego niepodobne.
00:46:08:Nie powinnimy go ocenia|zbyt surowo, Will.
00:46:11:To by jego pierwszy raz.
00:46:13:Czy ty nigdy nie dowiadczye|nagego napywu paniki?
00:46:21:Tok, bo to wanie o strachu mwimy.
00:46:24:Wymaga dowiadczenia,|aby doj do perfekcji.
00:46:28:Ty wyczue kim ja byem wtedy,|jak popeniaem to, co ty nazwae "przestpstwami".
00:46:32:- Tak.|- Wic zostae zraniony, nie dlatego,
00:46:35:e zawiody ci zmysy,|czy instynkt, ale dlatego,
00:46:37:e zawiode kiedy trzeba byo dziaa,|a potem ju byo za pno.
00:46:41:- Mona tak powiedzie.|- Ale teraz jeste mdrzejszy.
00:46:43:- Tak.|- Wyobra sobie, co by zrobi, Will,
00:46:44:gdyby mg si cofn w czasie.
00:46:48:Wpakowabym panu kulk w gow,|eby nie mg pan mwi, e byo za pno.
00:46:52:Bardzo dobrze, Will.
00:46:54:Wiesz, wydaje mi si, e czynimy postpy.
00:46:57:I to wanie czyni nasz pielgrzym.
00:46:59:On udoskonala swoje metody.
00:47:01:On si rozwija.
00:47:07:Aha, akta wspominay o kasetach|rodziny Leeds'w.
00:47:09:- Chciabym je zobaczy.|- Nie.
00:47:11:- Czemu nie?|- To byoby nieprzyzwoite.
00:47:14:Nie uatwisz mi tego, co?
00:47:17:Nadal chcesz, abym ci prosi.
00:47:19:Zadzwoni do ciebie,|jak co mi jeszcze przyjdzie do gowy.
00:47:21:Czy mgby mi zostawi|swj numer domowy?
00:47:28:- To koniec naszej sesji, doktorze.|- Jak na razie.
00:47:32:To by jego pierwszy raz.
00:47:33:Ju w Atlancie poszo mu znacznie lepiej.
00:47:36:Odpoczywaj mj drogi Will'u.
00:47:38:On dostarczy ci wiele wicze.
00:47:46:Pozdrowienia dla Molly i Josh'a.
00:47:48:Wracamy do celi, doktorze Lecter.
00:47:50:Prosz twarz do ciany.
00:47:55:Jeli si pan odwrci zanim|usyszy pan zatrzanicie si zamka,
00:47:56:strzelimy do pana.|Zrozumiano?
00:47:58:Tak, oczywicie.
00:47:59:Ma pan 10 minut.|Prosz porozmawia z prawnikiem.
00:48:10:Zaczynam odlicza.
00:48:12:Bardzo dzikuje, Barney.
00:48:19:Halo?|Doktor Lecter?
00:48:20:Mam te dokumenty,|o ktre pan prosi...
00:48:32:Robs, Robespierre,
00:48:34:Rudzik.
00:48:36:Rdzawy drozd,
00:48:38:Zamknity w klatce!
00:48:41:46-9...
00:48:47:"Zamknity w klatce rdzawy drozd,|wkada cae niebo w swoj wcieko"
00:48:50:Tak, o to mi chodzi.
00:48:51:William Blake,|"Rwnanie niewinnoci".
00:48:54:- Mylisz, e to macie?|- Tak, powinnam mie.
00:48:57:Mamy te ksiki|na temat malarstwa Blake'a.
00:49:00:- Chce pan zobaczy?|- Tak, dzikuj.
00:49:03:Katedra psychologii Uniwersytetu w Chicago, biuro doktora Bloom'a.
00:49:06:Dzie dobry, tu Bob Green,|wydawnictwo "Edward's".
00:49:09:Doktor Bloom prosi, ebym wysa kopi|dodatku dla psychiatrw Will'owi Graham'owi,
00:49:13:i jego asystentka powinna|mi bya da adres i numer telefonu,
00:49:16:ale, cholerka, nie zrobia tego.
00:49:19:O jejku, ja tu mam tylko zastpstwo.
00:49:21:- Linda bdzie w poniedziaek.|- Kurcze, a musz to wysa za par minut.
00:49:24:Nie chc niepokoi|doktora Bloom'a w jego domu,
00:49:26:bo on powiedzia Lindzie, eby|to wysaa, jak nie chce mie kopotw.
00:49:31:Prosz sprawdzi czy tego|nie ma na jej biurku.
00:49:33:Zatacz na pani lubie,|jeli pani mi to przeczyta.
00:49:35:No sama nie wiem...|Naprawd nie powinnam.
00:49:38:Daj spokj kochaniutka,|przeczytaj mi to po prostu,
00:49:40:a ja nie bd|marnowa wicej twojego czasu.
00:49:44:Graham przecinek Will.
00:49:47:No dobrze.|Chwileczk.
00:49:52:Graham.
00:49:54:- Nie poda adresu swojego domu.|- A co tam macie?
00:49:56:FBI 935 Pennsylvania Avenue,|North West, Waszyngton DC.
00:50:00:- Tak.|- A, i co jeszcze mamy?
00:50:03:Tu jest.
00:50:04:Skrzynka pocztowa 3680,|Marathon, Floryda.
00:50:09:- Marathon?|- Tak.
00:50:12:To doskonale.
00:50:14:Jeste anioem.
00:50:31:WSPANIAY CZERWONY SMOK|I KOBIETA UBRANA W SOCE
00:51:02:MATERIAY WIATOCZUE|CIEMNIA
00:51:09:Nazywam si Francis Dolarhyde.
00:51:11:Przyszedem po podczerwie.
00:51:13:Ach, racja.
00:51:15:Odwrcony plecami do drzwi,|zrb trzy kroki do przodu,
00:51:17:a poczujesz kafelki pod stopami.
00:51:20:Zaraz po lewej jest taboret.
00:51:25:Ty jeste ten pan D.|ktry zajmuje si serwisem, mam racj?
00:51:30:Jestem Reba McClane.
00:51:32:Momencik, zaraz zaatwi ci jakie wiato.
00:51:37:No dobra, gotowe.
00:51:45:Do czego ci potrzebna podczerwie?
00:51:48:To dla ZOO.
00:51:50:Chc robi zdjcia nocnym zwierztom.
00:51:54:Uwielbiam zwierzta.
00:51:56:Ale musz ci ostrzec.
00:51:58:Ten sprzt jest do czuy.
00:52:00:Trzeba si z tym ostronie obchodzi.
00:52:04:Ale chyba tobie nie musz tego tumaczy.
00:52:16:Cze Reba.|O Pan D.
00:52:19:Chyba wam w czym nie|przeszkodziem, co?
00:52:23:Nie Ralph.
00:52:24:Suchaj no Reba, tam zaczo pada.|Moe podrzuci ci do domu?
00:52:26:Ty jedzisz na motorze, Ralph.|Jak ma mi to niby pomc w ominiciu deszczu?
00:52:30:Mylaem, e moe si gdzie zatrzymamy...
00:52:34:i zafundujemy sobie troch soca.
00:52:37:Ja ju mam jak jecha.
00:52:39:Spoko.
00:52:40:Nie ma sprawy.
00:52:42:No problemo.
00:52:51:Jeli jest co, czego nie lubi|bardziej od litoci, to udawana lito.
00:52:55:A w szczeglnoci od takiego|napaleca jak Ralph Mandy.
00:53:01:Przepraszam.
00:53:03:Ja nie znam litoci.
00:53:38:Jed ze mn!
00:53:39:Dziki, ale ja zawsze jed autobusem.
00:53:45:Mandy to gupek.
00:53:47:Jed ze mn.
00:53:51:Dla mojej przyjemnoci.
00:54:06:Moe chcesz wstpi,|przygotuj co do picia?
00:54:16:Moe innym razem.
00:54:17:Ale ja...
00:54:19:...wstpi.
00:54:27:Kiedy jest ten projekt w ZOO?
00:54:29:Moe w przyszym tygodniu.
00:54:31:- Zadzwoni.|- Uwielbiam ZOO.
00:54:36:W sumie to jednym z moich najwszeniejszych|wspomnienie jest widok kuguara,
00:54:41:kiedy miaam 5 latek...
00:54:43:Straciam wzrok w wieku 7 lat.
00:54:46:Podasz mi ten n?
00:55:05:Zawsze staraam si zatrzyma|w gowie obraz tego kuguara.
00:55:10:Ale teraz, szczerze mwic,|to co mam w gowie,
00:55:15:nie ma pewnie nic wsplnego z kuguarem.
00:55:16:Pewnie wyglda bardziej|jak osio lub koza.
00:55:18:Wiesz, czasami nie jestem taka|pewna czy go w ogle widziaam.
00:55:21:Moe to tylko co, co wyniam.
00:55:28:Wszystko w porzdku?
00:55:32:Nie mwisz zbyt wiele, co?
00:55:34:Nie, wyglda na to, e nie.
00:55:39:Porozmawiajmy chwil o czym,|eby nam to ju nie przeszkadzao, dobrze?
00:55:53:Sysz, e miae|operowane podniebienie mikkie,
00:56:00:ale rozumiem, e ju wszystko dobrze,|bo mwisz bardzo wyranie.
00:56:04:Jeli nie chcesz ze mn rozmawia,|to nie ma sprawy.
00:56:08:Ale... mam nadziej,|e bdziesz, bo...
00:56:13:ja wiem jak to jest|jak ludzie myl, e jeste inny.
00:56:21:To dobrze.
00:56:26:Mog dotkn twojej twarzy?
00:56:29:Chciaabym wiedzie,|czy si umiechasz czy marszczysz...
00:56:31:Chciaabym wiedzie|czy mam si ju zamkn czy nie.
00:56:46:Uwierz mi na sowo, e si umiecham.
00:56:53:Musz i.
00:56:53:Jeli ci obraziam, to nie chciaam...
00:56:56:Nie.
00:57:05:Byem w ich domu, tak.|WASZYNGTON, KWATERA GWNA FBI
00:57:07:Ale wci nie mam wyobraenia|jacy byli ci Jacobi.
00:57:09:Pomogoby mi jeli mgbym zobaczy|jakie ich osobiste rzeczy.
00:57:12:Pamitniki, listy.|Ma pan co takiego, panie Metcalf?
00:57:15:No pewno, e mam.
00:57:17:Oprcz tych paru pamitek jakie|wzia poprzednia pani Jacobi.
00:57:20:To bdzie pierwsza ona pana Jacobi'ego?
00:57:24:Tak, zgadza si.
00:57:25:Jako wykonawca testamentu|trzymam te rzeczy zawsze w biurze,
00:57:28:razem jakimi maymi|rzeczami wartociowymi.
00:57:30:A do powiadczenia|autentycznoci testamentu.
00:57:32:Ale policja Birmingham ju to przegldaa.
00:57:35:Mgby pan spakowa te rzeczy|i mi je przesa?
00:57:41:A mi gupio prosi,|wiem, e to jak wrzd na dupie...
00:57:46:A do diaba.
00:57:49:Sdzia powiadczajcy|jest moim starym kumplem od golfa.
00:57:54:Synu...
00:57:56:Tylko mi obiecaj,|e przygwodzisz tego skurwysyna.
00:57:59:- Staramy si jak moemy.|- Will?
00:58:01:To, dzikuj panie Metcalf|Dzikuj.
00:58:03:Notka ukryta w celi Lecter'a.
00:58:05:Wyglda jak list od fana.|Moe by wysany przez "Wrk Zbuszk".
00:58:07:Oczekuje aprobaty Lecter'a.
00:58:09:Jest ciekawy o ciebie.|Zadaje pytania.
00:58:11:Ju wezwaem helikopter.
00:58:14:- Czy Lecter wie, e mamy ten list?|- Jeszcze nie.
00:58:16:Zosta znaleziony|podczas rutynowego sprztania.
00:58:18:- Nie otwieraj jego poczty?|- Nie. Potrzeba na to nakazu.
00:58:20:- Tylko j przewietlaj.|- Gdzie teraz jest Lecter?
00:58:22:- Nadal w swojej klatce.|- Czy widzi stamtd swoj cel?
00:58:25:Nie.|Ale jest ju tam od p godziny.
00:58:27:Niedugo si zacznie zastanawia|co si stao.
00:58:29:Musimy kupi troch czasu, Jack.
00:58:33:Doktorze Chilton. Niech pan|zadzwoni do gwnego inyniera budynku.
00:58:37:Rozka temu kto tam rzdzi.|Niech wyczy owietlenie w korytarzu Lecter'a.
00:58:42:Niech konserwator przejdzie mijajc|klatk Lecter'a i niosc narzdzia.
00:58:46:W popiechu, wkurzony, zbyt zajty,|eby odpowiada na pytania. Rozumie pan?
00:58:51:I niech pan nie zapomni.|Niech nikt nie dotyka listu!
00:58:53:Dobrze?
00:58:54:Graham ju jest w drodze.
00:58:55:Suchajcie!
00:58:57:Leci do nas list.
00:58:59:Moliwe, e od "Wrki Zbuszki".
00:59:03:Priorytet numer jeden:
00:59:05:musi wrci do celi Lecter'a|w cigu godziny.
00:59:07:Bez ladw.
00:59:09:Potrzebujemy wosw i wkien.
00:59:11:Odciskw palcw.|I analizy pisma.
00:59:14:Wszystko ma przej przeze mnie.|Do roboty ludzie!
00:59:20:Mj drogi doktorze Lecterze.
00:59:22:Musz panu przyzna, e bardzo mi|mio, e si pan mn zainteresowa.
00:59:27:Zwaywszy pana|zamiowanie do korespondencji,
00:59:31:Pomylaem sobie...|czy si odwa?
00:59:34:Oczywicie, e tak.
00:59:37:Nie wierz,|by zdradzi im pan kim jestem.
00:59:39:Poza tym, ciao,|ktre obecnie zajmuj to bahostka.
00:59:43:Wane jest to czym ja si...
00:59:44:...staj.
00:59:46:Wiem, e tylko pan jest|w stanie poj takie przemiany.
00:59:51:Jest kilka rzeczy,|ktre chciabym panu pokaza.
00:59:54:Jeli okolicznoci nam pozwol,
00:59:56:mam nadziej, e|bdziemy mogli korespondowa.
00:59:58:Podziwiam pana od lat,
01:00:00:i mam pen kolekcj|artykuw prasowych o panu.
01:00:03:Ja myl o nich jak o|niesprawiedliwych recenzjach.
01:00:07:Tak niesprawiedliwych jak i moje.
01:00:09:Oni uwielbiaj nadawa rne|przezwiska, nieprawda?
01:00:14:"Wrka Zbuszka".
01:00:16:C mogoby by bardziej|nieodpowiedniego?
01:00:18:Zawstydzaoby mnie jeliby|pan o tym czyta.
01:00:20:Gdyby nie to, e pan te|mia podobne przejcia z pras.
01:00:24:Mam do tego cholernego budynku,|co noc musi si co rozwali.
01:00:28:Przysigam, e...
01:00:31:Ile jeszcze mamy czasu?
01:00:33:- Maksimum 10 minut.|- Instrukcje jak odpowiedzie...
01:00:34:...byy pewnie w miejscu,|ktre Lecter zniszczy.
01:00:37:Nie kumam, czemu po prostu|nie pozby si caego listu?
01:00:40:Tam byo peno komplementw.
01:00:43:Nie mia siy by si z nimi rozsta.
01:00:48:Sprbujemy co z tym zrobi.
01:00:52:Jeste taki przebiegy...
01:00:55:...ale ja te jestem niezy.
01:00:57:Analiza linii na zawarto|przezroczystych barwnikw w podczerwieni.
01:01:00:To mog by szczyty "t"|tutaj i tutaj.
01:01:04:Na kocu to jest "p" i|prawdopodobnie "r".
01:01:08:Moe on tu wskazuje mu|jak ma odpowiedzie.
01:01:10:Jack jest tylko jeden sposb na|prowadzenie korespondencji jednostronnej.
01:01:14:Publikacje. Moment, wiemy, e nasz|kochaneczek czyta "Tattler".
01:01:18:To byo w licie, no nie?|"Wrka Zbuszka"
01:01:20:Daj to jeszcze raz.|Trzy "t" i "r" w "Tattler".
01:01:24:To jak oni si mog porozumiewa|przez brukowiec?
01:01:27:- Nowoci?|- Ogoszenia drobne.
01:01:29:Ogoszenia drobne. Zabjca chyba chce,
01:01:31:eby Lecter odpowiedzia mu|przez ogoszenia drobne.
01:01:33:- To moe by to.|- Bdziemy potrzebowa prbek tych...
01:01:35:...stron zanim wyjdzie nowe|wydanie "Tattler'a".
01:01:38:Ten ledczy Graham intryguje mnie.
01:01:40:Jest niezwyky.
01:01:43:Cay czas czujny i gotowy|na to, e mu si poszczci.
01:01:46:Powinien go pan nauczy,|eby si nie wtrca.
01:01:48:Prosz mi wybaczy|te artykuy prasowe.
01:01:50:Wybraem je, bo|mona si ich szybko pozby,
01:01:53:gdyby pan musia je pokn.
01:01:57:Jeli si pan do mnie odezwie,|to nastpnym razem,
01:01:59:moe wyl panu co "mokrego".
01:02:03:Do tego czas, drogi doktorze,
01:02:05:pozostaj pana najbardziej...
01:02:08:gorliwym fanem.
01:02:29:Urzd pocztowy numer 666.|Stempel z Baltimore na kopercie.
01:02:34:Wysany dzi po poudniu.
01:02:35:Oficer ledczy z Chicago|wanie faksuje nam tekst.
